Bóg nigdy nie mrugaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bóg nigdy nie mruga
Bóg nigdy nie mruga
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,89  43,91 
Bóg nigdy nie mruga
Bóg nigdy nie mruga
Audiobook
Czyta Joanna Jeżewska
34,99  25,54 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

God Never Blinks. 50 Lessons for Life’s Little Detours

Copyright © 2010 Regina Brett. All rights reserved.

Grand Central Publishing, Hachette Book Group, 237 Park Avenue, New York, NY 10017

www.HachetteBookGroup.com

Podziękowania:

Felietony, które pierwotnie ukazały się w „Plain Dealer” są przedrukowane za zgodą Plain Dealer Publishing Co. „Plain Dealer” posiada prawa autorskie do felietonów Reginy Brett napisanych w latach 2000–2009. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Felietony, które pierwotnie ukazały się w „Beacon Journal” są przedrukowane za zgodą Beacon Journal Publishing Co. Inc. „Beacon Journal” posiada prawa autorskie do felietonów Reginy Brett napisanych w latach 1994–2000. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Fragment opowiadania A Father’s Story ze zbioru Andre Dubusa The Times Are Never So Bad © 1983 (Boston, David R. Godine, Publisher, Inc. 1983) jest przedrukowany za zgodą wydawcy.

Fragment Anonimowych Alkoholików jest przedrukowany za zgodą organizacji Alcoholics Anonymous World Services, Inc. (AAWS). Zgoda na przedruk tego fragmentu, który w oryginale rozpoczyna się na 552 stronie trzeciego wydania, nie oznacza, że AAWS zapoznała się bądź zatwierdziła treść niniejszej publikacji, ani że AAWS siłą rzeczy zgadza się z prezentowanymi w niej poglądami. A.A. jest wyłącznie programem leczenia się z alkoholizmu – z wykorzystania tego fragmentu w ramach programów i zajęć opartych na metodach A.A., ale wspomagających rozwiązywanie innych problemów, lub w dowolnym innym niż A.A. kontekście, nie wynika nic poza powyższym.

David Chilton The Wealthy Barber: The Common Sense Guide to Successful Financial Planning (New York, Three Rivers Press 1998). Fragment wykorzystany za zgodą wydawcy.

Dziękuję pastorowi Rickowi Warrenowi za zgodę na wykorzystanie jego cytatu w Lekcji 31.

Przekład

Olga Siara

Redakcja i korekta

Piotr Mocniak, Dominika Pycińska, Maria Brzozowska

Konwersja

Tomasz Brzozowski

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN-13: 978-83-61428-96-1

Insignis Media ul. Szlak 77/228–229 31-153 Kraków, telefon/fax +48 12 636 01 90 www.insignis.pl biuro@insignis.pl facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Spis lekcji

Lekcja 1 Życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre

Lekcja 2 Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny właściwy krok

Lekcja 3 Życie jest za krótkie, żeby tracić czas na nienawiść

Lekcja 4 Nie traktuj siebie tak poważnie. Nikt poza tobą tego nie robi

Lekcja 5 Co miesiąc spłacaj zadłużenie na kartach kredytowych

Lekcja 6 Nie musisz wygrać każdego sporu. Pozwól innym zostać przy swoim zdaniu

Lekcja 7 Płacz w towarzystwie przynosi większą ulgę niż płacz w samotności

Lekcja 8 Możesz się rozgniewać na Boga. On to wytrzyma

Lekcja 9 Najważniejszym organem płciowym jest mózg

Lekcja 10 Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć

Lekcja 11 Pogódź się z przeszłością, by nie psuła ci teraźniejszości

Lekcja 12 Twoje dzieci mogą zobaczyć, że płaczesz

Lekcja 13 Nie porównuj swojego życia z życiem innych. Nie masz pojęcia, co przyniósł im los

Lekcja 14 Jeśli musisz utrzymywać związek w tajemnicy, nie powinieneś w nim być

Lekcja 15 Wszystko może się zmienić, zanim zdążysz mrugnąć. Ale nie martw się, Bóg nigdy nie mruga

Lekcja 16 Życie jest za krótkie, żeby się nad sobą użalać. Zajmij się życiem albo zajmij się umieraniem.

Lekcja 17 Poradzisz sobie ze wszystkim, co cię spotyka, jeśli skupisz się na chwili obecnej, zamiast wybiegać myślą naprzód

Lekcja 18 Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz

Lekcja 19 Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo

Lekcja 20 Kiedy walczysz o to, co w życiu kochasz, nie przyjmuj odmowy do wiadomości

Lekcja 21 Zapal świece, śpij w lepszej pościeli, włóż elegancką bieliznę. Nie czekaj na specjalną okazję – wystarczającą okazją jest dzisiejszy dzień

Lekcja 22 Przygotuj się ponad miarę, a potem daj się ponieść

Lekcja 23 Bądź ekscentryczny już dziś. Nie czekaj na starość, by ubierać się na fioletowo

Lekcja 24 Zacznij odkładać dziesięć procent na emeryturę już od pierwszej wypłaty

Lekcja 25 Nikt prócz ciebie nie odpowiada za twoje szczęście. Jesteś menedżerem własnej radości

Lekcja 26 Każdą tak zwaną katastrofę kwituj słowami: „Czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie?”

Lekcja 27 Zawsze wybieraj życie

Lekcja 28 Wszystkim wszystko wybaczaj

Lekcja 29 To nie twoja sprawa, co myślą o tobie inni

Lekcja 30 Czas leczy niemal wszystkie rany – daj mu tylko trochę czasu

Lekcja 31 Niezależnie od tego, jak dobrze lub źle wygląda sytuacja, ona i tak się zmieni

Lekcja 32 Gdy zachorujesz, nie zaopiekuje się tobą twoja praca, tylko twoi przyjaciele. Dbaj o nich

Lekcja 33 Uwierz w cuda

Lekcja 34 Bóg cię kocha, bo jest Bogiem, a nie dlatego, że coś zrobiłeś albo czegoś nie zrobiłeś

Lekcja 35 To, co cię nie zabije, naprawdę cię wzmocni

Lekcja 36 Umrzeć młodo – to wygląda dobrze tylko w filmach. Starość jest zdecydowanie lepsza

Lekcja 37 Twoje dzieci mają tylko jedno dzieciństwo. Niech będzie niezapomniane

Lekcja 38 Niezależnie od wyznania, czytaj Księgę Psalmów. Znajdziesz w niej wszystkie ludzkie emocje

Lekcja 39 Wychodź z domu każdego dnia. Cuda tylko czekają, aż je odkryjesz

Lekcja 40 Gdyby wszyscy porównali swoje problemy z innymi, nie zamieniliby się z nikim za żadne skarby

Lekcja 41 Nie bądź wolnym słuchaczem życia. Uczestnicz w nim aktywnie i wykorzystuj w pełni każdy moment

Lekcja 42 Pozbądź się wszystkiego, co nie jest pożyteczne, piękne lub radosne

 

Lekcja 43 Ostatecznie liczy się tylko to, że kochałeś

Lekcja 44 Zazdrość to strata czasu. Masz już wszystko, czego naprawdę potrzebujesz

Lekcja 45 Najlepsze jeszcze przed nami

Lekcja 46 Nieważne, jak się czujesz: wstań, ubierz się i przyjdź, gdzie trzeba

Lekcja 47 Oddychaj. To koi umysł

Lekcja 48 Kto o nic nie prosi, niczego nie dostaje

Lekcja 49 Ustępuj

Lekcja 50 Życie nie jest przewiązane kokardą, ale i tak jest wspaniałym prezentem

Dla Ashera i Julii

od nich wszystko się zaczyna

i na nich wszystko się kończy

Wstęp

Moja przyjaciółka Kathy przysłała mi kiedyś cytat z książki Słoneczne wino. W opowieści Raya Bradbury’ego, która rozgrywa się wiele lat temu podczas wakacji, pewien chłopiec nagle zaczyna chorować. Nikt nie wie, co mu dolega. Czuje się po prostu przytłoczony życiem. Nikt nie potrafi mu pomóc, dopóki nie pojawia się handlarz starzyzną, pan Jonas.

Pochyla się nad chłopcem, który śpi na składanym łóżku na podwórzu, i szepcze mu do ucha. Każe mu leżeć spokojnie i słuchać. Potem zrywa z drzewa jabłko. Wreszcie wyznaje chłopcu sekret, który nosi w sobie, sekret, który, nie wiedząc o tym, nosiłam w sobie i ja. Niektórzy ludzie rodzą się wrażliwsi niż inni. Są niczym delikatne owoce – łatwiej ich zranić, częściej płaczą, a smutek towarzyszy im od najmłodszych lat. Pan Jonas wie o tym, bo sam do nich należy.

Poruszony tymi słowami chłopiec wraca do sił.

Mnie również poruszyły te słowa. Niektórych ludzi łatwiej zranić. Między innymi mnie.

Potrzebowałam czterdziestu lat, żeby odnaleźć i zatrzymać przy sobie szczęście.

Zawsze miałam wrażenie, że w chwili moich narodzin Bóg akurat mrugnął. Przegapił je i nigdy się nie dowiedział, że przyszłam na świat. Moi rodzice mieli jedenaścioro dzieci i chociaż bardzo kocham zarówno ich, jak i moich pięć sióstr i pięciu braci, czasem miałam wrażenie, że ginę w tłumie. Jak często podkreślała Kathy, ja wydawałam się najsłabsza ze stada. W rezultacie z oszołomionej naukami zakonnic sześciolatki wyrosłam na zagubioną szesnastolatkę ze skłonnością do alkoholu, z której z kolei przeobraziłam się w dwudziestojednoletnią pannę z dzieckiem.

W wieku trzydziestu lat skończyłam studia, a po osiemnastu latach bycia samotną matką, z czterdziestką na karku zostałam żoną mężczyzny, który nosił mnie na rękach.

A potem, mając czterdzieści jeden lat, zachorowałam na raka. Walczyłam z nim rok, a przez kolejny dochodziłam do siebie.

W dniu czterdziestych piątych urodzin leżałam w łóżku, myśląc o tym wszystkim, czego nauczyło mnie życie. Przepełniona refleksjami, nie mogłam już dłużej pomieścić ich w sobie. Długopis sam przelał moje myśli na papier. Przepisałam wszystko na komputerze i zamieniłam w cykl felietonów o 45 lekcjach, które dostałam od życia.

Mój szef nie był zachwycony. Jego szef też nie. Poprosiłam, żeby mimo wszystko wydrukowali te felietony. Czytelnicy magazynu „Plain Reader” w Cleveland pokochali je.

Rak dał mi odwagę, żeby postawić się szefom. Ktoś, kto miał raka, a po chemioterapii i naświetlaniach stracił włosy, siły i apetyt, wie, że niewiele gorszego może go w życiu spotkać. Czterdzieste piąte urodziny to było moje zwycięstwo. Przez chorobę zwątpiłam, czy zobaczę ten wynik na liczniku. Trzy z moich ciotek umarły na raka piersi w wieku 42, 44 i 56 lat, więc nie wyglądało to najlepiej.

Ale ja wciąż żyłam. Kiedy skończyłam pięćdziesiąt lat, dopisałam pięć nowych lekcji, a magazyn wznowił publikację moich felietonów. I wtedy stało się coś niezwykłego. Ludzie w całym kraju zaczęli przesyłać je sobie nawzajem. Pastorzy, pielęgniarki i pracownicy socjalni prosili o odbitki tekstów, żeby zamieścić je w newsletterach, biuletynach kościelnych i gazetach lokalnych. Poruszyły wyznawców wszystkich religii, a także ludzi niewierzących. Mimo że w niektórych lekcjach piszę o Bogu, czytelnicy odnaleźli w nich prawdy uniwersalne. Pisali do mnie agnostycy i ateiści, którzy listę lekcji noszą w portfelu, zawiesili w swoim boksie w pracy albo przymocowali magnesem do lodówki. Moje felietony trafiają na blogi i strony internetowe w różnych krajach. Odkąd zaczęły się ukazywać, co tydzień dostaję e-maile i telefony z prośbą o egzemplarze od ludzi z całego świata, począwszy od Australii, a na Zanesville w stanie Ohio skończywszy. To najpopularniejszy cykl felietonów w mojej dwudziestoczteroletniej karierze dziennikarskiej.

Większość tych tekstów ukazała się pierwotnie w magazynach „Plain Dealer” lub „Beacon Journal”. Niektóre powstały na potrzeby tej książki.

Te lekcje to dar, jaki dostałam od życia. Teraz przekazuję go Tobie.

Lekcja 1

Życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre

Czapka zawsze wracała, coraz bardziej wypłowiała, lecz potężniejsza niż kiedykolwiek.

Wszystko zaczęło się od Franka.

Przeszłam właśnie pierwszą chemioterapię i nie mogłam się pogodzić z tym, że mam być łysa. I wtedy zobaczyłam mężczyznę w czapce baseballowej z napisem: Życie jest dobre.

Mnie się akurat takie nie wydawało, a wkrótce miało się stać jeszcze gorsze, więc zapytałam go, skąd wziął tę baseballówkę. Dwa dni później Frank przejechał przez całe miasto, zapukał do moich drzwi i wręczył mi taką samą. Frank to wyjątkowy człowiek. Z zawodu jest malarzem pokojowym, a w życiu kieruje się jednym prostym hasłem: mogę.

Przypomina mu ono, żeby czuł wdzięczność za wszystko, co go spotyka.

Zamiast powiedzieć: „Muszę dziś iść do pracy”, Frank mówi sobie: „Mogę pójść do pracy”. Zamiast myśleć: „Muszę iść po zakupy”, on może po nie pójść. Zamiast narzekać: „Muszę zawieźć dzieci na trening baseballu”, on może je tam zawieźć. Ta zasada działa w każdej sytuacji.

Być może na kimś innym niż Frank ta czapka, granatowa baseballówka z owalną naszywką i przesłaniem wyszytym białymi literami, nie miałaby tak wielkiej mocy.

Ale moje życie naprawdę stało się dobre. Mimo że wypadły mi włosy, że czułam się osłabiona i straciłam brwi. Zamiast peruki wkładałam tę czapkę – to była moja odpowiedź na raka, mój prywatny billboard dla całego świata. Ludzie wprost uwielbiają gapić się na łysą kobietę. Dzięki czapce poznawali moją odpowiedź.

Z czasem wydobrzałam, włosy mi odrosły i schowałam prezent od Franka do szafy. Leżał tam, dopóki moja przyjaciółka nie zachorowała na raka i nie zapytała o tę baseballówkę, którą kiedyś nosiłam. Chciała mieć taką samą. Na początku nie chciałam rozstawać się z moją czapką. Była dla mnie jak amulet, dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Ale musiałam przekazać ją dalej, bo inaczej mogłaby przestać przynosić szczęście. Przyjaciółka obiecała, że wyzdrowieje i przekaże ją kolejnej kobiecie. Zamiast tego oddała czapkę mnie, żebym dała ją kolejnej walczącej z rakiem.

Nazywamy ją Baseballówką na Chemię.

Trudno zliczyć, ile kobiet nosiło ją przez ostatnich jedenaście lat. Straciłam rachubę. Tak wiele przyjaciółek zachorowało na raka piersi. Arlene. Joy. Cheryl. Kaye. Sheila. Joan. Sandy. Przekazywały ją sobie nawzajem, jedna po drugiej.

Czapka wracała do mnie coraz bardziej znoszona i spracowana, za to oczy każdej z kobiet lśniły nową nadzieją. Wszystkie, które nosiły przynoszącą szczęście Baseballówkę na Chemię, wciąż żyją i mają się dobrze.

W zeszłym roku dałam ją Patrickowi, mojemu przyjacielowi i koledze z pracy. Miał 37 lat, kiedy zdiagnozowano u niego raka okrężnicy. Pożyczyłam mu czapkę, chociaż nie byłam pewna, czy poradzi sobie z każdym rodzajem raka. Patrick powiedział swojej mamie, że został ogniwem w naszym łańcuchu przetrwania, a ona odnalazła firmę Life is good, producenta czapek i innych produktów z tym mottem. Zadzwoniła tam, opowiedziała o naszej baseballówce i zamówiła całe pudło czapek.

Rozesłała je najbliższym przyjaciołom i krewnym Patricka, a oni robili sobie w nich zdjęcia. Patrick obwiesił całą lodówkę fotografiami przyjaciół ze studiów, ich dzieci, psów, a nawet figurek w przydomowych ogródkach w baseballówkach z napisem „Życie jest dobre”.

Tymczasem kierownictwo firmy Life is good poruszyła historia, którą opowiedziała im mama Patricka. Zwołali zebranie załogi i postawili przed pracownikami zadanie, żeby „w duchu wędrownej, przynoszącej szczęście Baseballówki na Chemię” przekazali swoją komuś, kto potrzebuje otuchy. Przesłali Patrickowi zdjęcie wszystkich 175 pracowników w szczęśliwych czapkach.

Patrick zakończył chemioterapię i czuje się dobrze. Miał mnóstwo szczęścia: włosy mu nie wypadły, a tylko się przerzedziły. Nie nosił czapki, lecz i tak dodała mu sił. Trzymał ją na stoliku przy schodach, tak żeby codziennie widzieć hasło.

Pomogła mu przetrwać naprawdę trudne dni, kiedy chciał przerwać chemioterapię i się poddać. Każdy chory na raka miewa takie chwile. Zresztą ci, którzy nie chorują na raka, też.

Okazuje się, że to nie czapka, a jej przesłanie dodawało i wciąż dodaje nam wszystkim sił.

Życie naprawdę jest dobre.

Podaj dalej.

Lekcja 2

Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny właściwy krok

Moje życie przypominało kiedyś grę w zaczarowane posągi, w którą bawiliśmy się jako dzieci. Złapany musiał zastygnąć w pozycji, w jakiej dał się schwytać. Zawsze, gdy coś się stało, zamierałam w bezruchu jak posąg, przerażona, że pójdę w złym kierunku albo podejmę niewłaściwą decyzję. Problem polega na tym, że gdy zbyt długo stoisz w miejscu, to właśnie jest twoja decyzja.

W bożonarodzeniowej kreskówce A Charlie Brown Christmas („Boże Narodzenie Charliego Browna”) jest scena, kiedy tytułowy bohater przychodzi na konsultację do Lucy, która za pięć centów udziela porad psychiatrycznych. Dziewczynka robi, co w jej mocy, żeby postawić mu diagnozę.

Pyta pacjenta, czy boi się odpowiedzialności, bo jeśli tak, to cierpi na hypengiofobię. Ale Charlie Brown nie jest przekonany, czy właśnie tego obawia się najbardziej.

Lucy szuka dalej, starając się dotrzeć do sedna sprawy. Jeżeli Charlie boi się schodów, może cierpieć na klimakofobię. Jeżeli czuje lęk przed oceanem, ma talassofobię. Być może chodzi o gefyrofobię, czyli lęk przed przekraczaniem mostów.

W końcu Lucy stawia właściwą diagnozę: pantofobia.

Kiedy pyta pacjenta, czy właśnie to stanowi jego problem, Charlie chce wiedzieć, na czym polega ta choroba. Odpowiedź Lucy zdumiewa go, a zarazem uspokaja.

Pantofobia to lęk przed wszystkim.

Bingo! Właśnie na to cierpi Charlie Brown.

I ja też.

W szkole średniej za przewodnika służył mi alkohol. Wybrałam studia tuż obok domu, bo przerażało mnie, ile musiałabym włożyć wysiłku, żeby złożyć papiery i dostać się na uniwersytet gdzieś z dala od Ravenny w stanie Ohio, a potem wyprowadzić się z domu i zamieszkać w akademiku.

Codziennie w autobusie pokonywałam sześć mil z Ravenny do Kent, nie dlatego, że Kent State University to dobra, porządna stanowa uczelnia, na którą było nas stać, chociaż to wszystko prawda. Robiłam to, bo nie mieściło mi się w głowie, że mogłabym studiować w innym mieście, jak moje trzy starsze siostry i brat, którzy kształcili się na Ohio State University, jednej z największych uczelni w kraju. W Kent mój świat pozostał mały i bezpieczny. Na stołówce jadłam lunch ze znajomymi ze szkoły średniej.

Na pierwszym czy drugim roku oblałam chemię. Zajęcia zrobiły się za trudne, więc przestałam na nie przychodzić. Trzy razy zmieniałam kierunek. A potem w wieku dwudziestu jeden lat zaszłam w ciążę i rzuciłam studia, a wraz z nimi alkohol. Pracowałam potem w wielu miejscach, które mi nie odpowiadały. Byłam urzędnikiem sądowym. Sekretarką w kancelarii prawnej. Kierownikiem biura. Przewoziłam nawet ciała zmarłych do domu pogrzebowego.

Co miałam zrobić ze swoim życiem? Przyszłość mnie przytłaczała. Aż pewnego dnia przyjaciółka z terapii poradziła mi: Po prostu zrób następny, właściwy krok.

 

To wszystko?

Z tym sobie poradzę.

Zwykle wiemy, jaki powinien być nasz następny krok, ale jest on tak błahy, że umyka nam z pola widzenia. Skupieni na dalekiej przyszłości, widzimy jedynie poważny i przerażający przełom zamiast prostego zadania. Dlatego czekamy. I czekamy. Czekamy, jakby plan na życie miał rozwinąć się u naszych stóp niczym czerwony dywan.

A przecież i tak nie mielibyśmy odwagi na niego wejść.

Chciałam skończyć studia i robić coś, co kocham, zamiast harować w pracy, którą z trudem znosiłam, ale nie wiedziałam tylu rzeczy: Jaki wybrać kierunek? Z czego opłacić czesne? I gdzie miałabym później pracować? Tak wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi.

Pewnego dnia moja mama powiedziała mi, jaki może być następny, właściwy krok.

– Po prostu przejrzyj katalog zajęć uniwersyteckich – zaproponowała.

To wszystko?

Z tym sobie poradzę.

Zdobyłam więc katalog. Potem go otworzyłam. Następnie przejrzałam go od deski do deski z flamastrem w dłoni, zaznaczając te zajęcia, na które chciałam chodzić tylko dlatego, że wydawały mi się ciekawe, a nie po to, żeby zdobyć dyplom.

Siedziałam na podłodze w salonie, przewracając kolejne strony. Początkowo, jak przystało na dziecko, które w szkole najbardziej lubiło przerwy, zaznaczyłam zajęcia gimnastyczne, jazdę konną, piesze wycieczki i górskie wędrówki. Później kilka kursów psychologii i zajęć plastycznych. A potem całe mnóstwo kursów pisarskich. Czytałam opisy wszystkich zajęć na każdej stronie, aż natrafiłam na prawdziwą kopalnię skarbów. Kurs pisania tekstów informacyjnych. Kurs pisania tekstów publicystycznych. Kurs pisania do czasopism. Kurs reportażu. Wow! Przejrzałam wszystko, od antropologii aż po zoologię. Kiedy skończyłam, przekartkowałam katalog z powrotem, żeby sprawdzić, jakie zajęcia wybierałam najczęściej.

Kursy pisarskie.

Więc zapisałam się na jeden kurs pisania. Potem na kolejny. I na jeszcze jeden.

Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny, właściwy krok. Zwykle to nic wielkiego. Jak powiedział E.L. Doctorow, pisanie książki przypomina jazdę samochodem nocą. „Widzisz tylko ten fragment drogi, który oświetlają twoje światła, a mimo to dojeżdżasz w ten sposób do celu”.

Ta zasada sprawdza się również w życiu. Światła mojego samochodu oświetlają jedynie 100 metrów drogi, ale to wystarczy, żeby dojechać aż do Kalifornii. Dotrę do celu, jeśli tylko mam dość światła, by ruszyć z miejsca.

Dyplom dziennikarstwa Kent State University uzyskałam jako trzydziestolatka. Dziesięć lat później otrzymałam tytuł magistra religioznawstwa na John Carroll University. Nie miałam zamiaru kończyć studiów magisterskich. Gdybym wcześniej podliczyła wydane pieniądze (tysiące dolarów), lata (pięć) i godziny spędzone w salach wykładowych, na przygotowaniach do zajęć i zbieraniu materiałów (późnymi wieczorami, w czasie lunchu, w weekendy), na pewno nie wysłałabym pierwszego czeku z czesnym.

Zapisałam się po prostu na jeden kurs, potem na kolejny i jeszcze jeden, aż pewnego dnia okazało się, że skończyłam studia.

Podobnie było z wychowywaniem mojej córki. Nawet mi się nie śniło, że będę samotną matką przez wszystkie osiemnaście lat jej dzieciństwa. Moja córka skończyła szkołę średnią w tym samym miesiącu, w którym ja zdobyłam dyplom magistra. Cieszę się, że gdy ją urodziłam w wieku dwudziestu jeden lat, nie zdawałam sobie sprawy, ile czasu, pieniędzy i poświęceń będzie mnie kosztowało doprowadzenie jej do dnia rozdania świadectw. Byłabym przerażona.

Od czasu do czasu jakiś ekspert wylicza, ile kosztuje wychowanie dziecka. Wynik sięga sześciocyfrowej kwoty. Te wydatki nie odstraszają potencjalnych rodziców, ale gdyby ktoś obliczył, ile czasu i energii pochłania wychowanie dziecka, ludzkość by wymarła.

Sekret sukcesu – rodzicielskiego i życiowego – polega na tym, żeby nie liczyć kosztów. Nie myśl o tym, jak długą drogę masz przed sobą. Nie mierz odległości między startem a metą. Takie rachuby powstrzymają cię przed zrobieniem następnego małego kroczku.

Jeśli chcesz zrzucić 20 kilogramów, zamawiasz sałatkę zamiast frytek. Jeśli chcesz być lepszym przyjacielem, odbierasz telefon, zamiast go wyciszać. Jeśli chcesz napisać powieść, siadasz i zaczynasz od jednego akapitu.

Boimy się poważnych zmian, ale zazwyczaj mamy dość odwagi, żeby zrobić następny, właściwy krok. Jeden niewielki krok, a potem kolejny. To wystarczy, żeby wychować dziecko, zdobyć dyplom, napisać książkę, spełnić swoje najśmielsze marzenia.

Jaki powinien być Twój następny, właściwy krok? Nieważne, o co chodzi – po prostu zrób to.