Krewniacy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jak się dowiemy z lektury rozdziału 8, nieliczne stanowiska, na których widzimy ślady neandertalczyków szukających pożywienia na wybrzeżach Atlantyku i Morza Śródziemnego, to prawdopodobnie tylko wierzchołek góry lodowej. Kolejne setki takich miejsc musiały zatopić wzbierające oceany. Muszą istnieć zalane jaskinie, których obecni lokatorzy w postaci krabów i podejrzliwych muren odpowiadają liczbą szczątkom morskich organizmów. Podmorskie badania archeologiczne zaczynają obecnie obejmować skaliste obrzeża Europy, ale już musimy przyjąć w naszych przemyśleniach, że stopy neandertalczyków kroczyły nie tylko po stepie, lecz zostawiały ślady również na piaszczystych plażach.

Piasek na obecnej plaży na wprost gibraltarskich jaskiń jest zmieszany z drobnymi resztkami po wysadzaniu skał w trakcie wojskowych prac nad rozbudową tuneli, w tym budową ogromnych zbiorników wody dla garnizonu z czasów drugiej wojny światowej. Zaopatrywanie miasta nadal stanowi palącą kwestię i prowadzone w latach osiemdziesiątych XX wieku unowocześnianie infrastruktury na wysokości 250 metrów na klifowej ścianie spowodowało odsłonięcie niedużego otworu. Był to przystanek dla neandertalczyków polujących wysoko w tym górskim miniśrodowisku; ich główną zdobyczą był koziorożec alpejski, spokrewniony z kozami, ale znacznie większy. Od szczątków tych zwierząt powstała nazwa jaskini – Ibex Cave – ale wydaje się, że neandertalczycy nie wykorzystywali jej jako miejsca zamieszkania ani nawet oprawiania zwierzyny, ponieważ zawiera bardzo mało artefaktów litycznych. Zamiast tego jej główną atrakcją mogły być rozległe widoki na leżącą poniżej równinę. Mięso upolowanych koziorożców neandertalczycy znosili na dół do jaskiń Gorhama oraz Vanguard, być może zsuwając się po stoku olbrzymiej naniesionej przez wiatr wydmy, piętrzącej się przy ścianie urwiska – dogodnego skrótu przy dźwiganiu ciężkich udźców76.

Szczątki koziorożców znajdowane są całymi tuzinami na innych stanowiskach neandertalczyków w skalistych środowiskach. Zwinne, pewne siebie i niesamowicie silne, zwierzęta te musiały wymagać szczególnych technik myśliwskich oraz specjalnej ostrożności w celu uniknięcia ciosów ich ogromnych zakrzywionych rogów. Prawdopodobnie jeszcze trudniejsze do upolowania były kozice, ale również ich kości znajdujemy, między innymi na wysokości około 1400 metrów na stanowisku Las Callejuelas w środkowo-zachodniej części Hiszpanii. Nawet dzisiaj jest to chłodne i bardzo suche miejsce, ale co z leżącymi na jeszcze większych wysokościach? Bez problemu – neandertalczycy w Alpach, Karpatach i innych pasmach górskich wspinali się aż do wysokości 2000 metrów. Poza okresami pełnych interglacjałów charakterystycznym znakiem tych rejonów, w których dominują strzeliste szczyty, przez większość roku musiały być rozrośnięte lodowce i pokryte śniegiem zbocza.

Dlaczego neandertalczycy wybierali takie skrajnie trudne miejsca? Jedną z możliwości jest podążanie tropem jeleni, które sezonowo pasą się na wyżej położonych terenach. Jednak i same góry mogły być dla nich atrakcyjne jako obfite źródło kamienia wysokiej jakości – neandertalczycy musieli być stale wyczuleni na obecność tego zasobu. Mogli nawet posuwać się w górę rzek śladem występowania otoczaków, jak czyniły późniejsze prehistoryczne ludy.

Do innych górskich specjałów figurujących w neandertalskim jadłospisie mogło należeć mięso pogrążonych w zimowym śnie niedźwiedzi, ale ze śladów z innych miejsc wynika, że neandertalczycy aktywnie działali na imponujących wysokościach, gdyż po prostu czuli się tam komfortowo. Jaskinia we francuskich Pirenejach, nosząca nazwę Grotte du Noisetier, leży na wysokości ponad 800 metrów i nie zawiera żadnych oczywistych górskich zasobów, które w okresie od 100 do 60 ka mogłyby przyciągać neandertalczyków. Jelenie i górskie owce, na które polowali, występowały często także niżej, w pobliżu nie było również szczególnie dobrego kamienia. Ta jaskinia wygląda raczej jak wiele innych na świecie – regularnie, choć krótko wykorzystywanych jako miejsce zamieszkania. Tutejsi neandertalczycy albo żyli stale w górach, albo zatrzymywali się tu po drodze w inne strony. Jeśli tak było, to znaczy, że poszukujemy trasy przejścia przez Pireneje. Tę hipotezę wspierają badania źródeł artefaktów litycznych, które dowodzą, że neandertalczycy podejmowali takie wędrówki przez wysokie przełęcze w Pirenejach, Masywie Centralnym oraz innych łańcuchach górskich.

Wydaje się, że niewiele okolic naprawdę odstręczało neandertalczyków, czy znaleźli się wśród ginących w zadymce śnieżnej szczytów, czy szukali morskich wodorostów. Nawet pustynie figurują na wielkiej mapie ich królestwa, co kompletnie zaprzecza temu, czego spodziewalibyśmy się po specjalistach od arktycznych warunków. Ciepłe skaliste środowisko śródziemnomorskie, rozciągające się od Gibraltaru do Turcji, przechodzi w końcu bliżej Azji Środkowej w jeszcze suchsze strony, ale w tych wszystkich regionach obficie występują neandertalskie skamieniałości i inne ślady archeologiczne. Jeśli chodzi o warunki ekologiczne, potrafili przystosowywać się do wszystkiego, co tylko oferował im dany region: od daktylowców do drzew oliwnych, od żółwi lądowych do gazeli, a nawet do olbrzymich wielbłądów na skraju Arabii.

Jedynym obszarem w zachodniej Eurazji, gdzie dotychczas brakuje dowodów bytności neandertalczyków, są prawdziwe tereny podmokłe. Żeby nawiedzić takie miejsce na dłużej, trzeba poczynić poważną inwestycję albo w jakąś jednostkę pływającą, albo w wysokie budowle, jak pomosty i platformy. Jednak nigdy nie należy mówić „nigdy”. Być może gdzieś tam w północnych torfowiskach, pod uśpionymi pod przykryciem z mchów mokradłami z epoki żelaza czeka na nas jakaś niespodzianka.


Wizja neandertalczyków brnących z trudem przez głęboki śnieg wśród unoszącej się w mroźnym powietrzu pary z ich oddechów okazała się niezwykle trwała. Jednak nasze zafiksowanie na lodzie nie pozwalało nam dostrzec ich przyrodzonej zdolności przystosowywania się. Polarne pustkowie nigdy nie było ich prawdziwym domem, choć w ostateczności przez pewien czas mogli sobie na nim radzić. W większości przypadków unikali skrajnych chłodów i wydaje się, że najpomyślniej im się żyło w bardziej umiarkowanych strefach klimatycznych, czy to w otoczeniu trawiastych równin, czy na leśnych polanach.

Nawet przystosowane do zimna zwierzęta, jak mamut włochaty, dawały się kształtować środowisku życia, pierwotnie zrodzone podczas glacjału MIS 6, lecz znajdowane też w warstwach z czasów późniejszych obok ciepłolubnych słoni o prostych kłach77. To nasza skłonność do szufladkowania ogranicza występowanie neandertalczyków do światów glacjalnych, podczas gdy rzeczywistość jest o wiele bardziej różnorodna. Jednak mieli oni coś, czego nie miały inne stworzenia, a co pozwalało im radzić sobie ze wszystkim oprócz najgorszych plag, jakie mógł rzucić przeciwko nim plejstocen – złożoną kulturę technologiczną.

66 Victoria Cave, podobnie jak jaskinia Lascaux, została odkryta, kiedy w wyrwie w ziemi zaginął pies.

67 Ten wymarły gatunek nosi nazwę Palaeoloxodon antiquus – przyp. tłum.

68 Litery biegną wstecz, zatem e oznacza najwcześniejszy z pięciu interstadiałów i stadiałów w MIS 5.

69 Interglacjał eemski to używany w Europie Zachodniej termin paleoklimatologiczny, oparty na analizach próbek ze stanowiska zawierającego starodawne pyłki roślin; istnieje wiele regionalnych nazw, na przykład w Wielkiej Brytanii mówi się o interglacjale Ipswich.

70 Roślinność w Europie Południowej reagowała szybciej, zatem trwał on tam o kilka tysięcy lat dłużej niż w Europie Północnej.

71 Wszystkie żyjące dzisiaj w Europie „dzikie” daniele są rezultatem historycznej introdukcji tego gatunku.

72 Matka wszystkich glacjałów pojawiła się przed erą neandertalczyków, w stadium MIS 12. W Brytanii front lodowy sięgnął okolic leżących nieco na północ od Londynu, zmiótł koryto Tamizy, nadając rzece jej obecny bieg, i unicestwił rzekę przyjmującą wody z większej części Midlands, nazywaną Bytham.

73 Nie ma jednak prawie żadnych dowodów, by neandertalczycy na nie polowali.

74 Ponoć istniał przesąd, że jeśli makaki odejdą, Brytyjczycy stracą Gibraltar, co przywiodło Churchilla podczas drugiej wojny światowej do wydania rozkazu uzupełniania ich populacji.

75 Breuil podczas przechadzki dostrzegł na stoku artefakty lityczne i zasugerował, by Garrod przeprowadziła tam wykopaliska.

76 Dla dziewiętnastowiecznych oficerów stacjonujących w Gibraltarze wydma była ulubionym miejscem, często nawiedzanym przez miłośników botaniki, a także trasą ucieczki dezerterów.

77 Te z kolei w przeciwieństwie do mamutów wymarły pod koniec ciepłego inter­glacjału MIS 5.

Rozdział 6

Skały pozostają


Słońce kładzie na odłamku kamienia błyski światła, odbite od powierzchni morza wezbranego wodami z roztopionych czap polarnych. To moment sprzed osiemdziesięciu milionów lat – łamigłówka złożona z dzisiejszych kontynentów jest na wpół ukończona, ale Pireneje i Alpy mają jeszcze się wydźwignąć. Tam jednak, gdzie pewnego dnia będzie Europa, trwa kalejdoskop subtropikalnych archipelagów, wyłaniających się i znikających w miarę podnoszenia się i opadania poziomu oceanów. Łapy tytanozaura wstrząsają stałym lądem, podczas gdy na wybrzeżach ogromne skrzydła unoszą pterozaury do lotu nad powierzchnią morza. Ich cienie mkną nad turkusowymi falami, gdy pod nimi ku górze dźwiga się jakiś ciemny ogrom. Chmara amonitów eksploduje niczym chmura wybuchu torpedy pod uderzeniem mozazaura, a fragmenty skorup połyskują, opadając z wolna spiralnym torem ku dołowi. Miękki muł rozkwita, gdy okruchy lądują na morskim dnie, przesiąkniętym wodą pustkowiu. Zasila je niekończąca się mżawka popękanych gąbek, skorup mięczaków i rozkładających się form niezliczonych stworzeń wchodzących w skład planktonu.

 

Wpraw Ziemię w ruch wirowy niczym szklaną kulkę – kontynenty pełzną, warstwy mułu grubieją i ulegają ściśnięciu, cementując się i przechodząc w wapień. Nowo powstała skała wydziela w pustkę koloidalną krzemionkę; część trafia do wnętrza starodawnych jam, reszta wypełnia muszle, które jakimś cudem się nie roztrzaskały. Połóż palec na szklanej kulce, by spowolnić wirowy ruch planety. Morza opadły, pasma górskie wypiętrzyły się, a rozległe obecnie czapy lodowe pulsują na biegunach. W miarę przemijania kolejnych stuleci olbrzymie ciśnienie napiera, powodując krzepnięcie krzemionki i nadając siateczce mikroskopijnych kryształków dojrzały zmieniony kształt. Stała się krzemieniem. Wysoko w górze nogi zakończone racicami przemierzają w pędzie lądy, wiatry mierzwią sierść. Przypływy i odpływy faz cykli klimatycznych erodują wapień, a ruchy tektoniczne i prądy rzek wcinają się w powierzchnię gruntu, tworząc wijące się tarasowate wąwozy.

W burzliwe popołudnie sto tysięcy lat temu szarozielony sztormowy szkwał rzuca się w głąb jednego z parowów. Przemoczona deszczem skała ustępuje, zsuwa się i wyrzuca z wnętrza wśród gruzu kamienną perłę, czarną niczym chmury. Krzemień z pluskiem ląduje w płynącej poniżej rzece, dołącza do toczącego się z wolna łożyska otoczaków. Przez pięćdziesiąt tysięcy lat wznosi się z falami powodzi, zamarza w lodowe wiry, spoczywa przez wieki na żwirowych łachach. Pewnej wiosny zaokrąglony obecnie kawałek leży na wąskim brzegu, połyskując po deszczowym prysznicu. Nad nim niebo sinieje od dymu snującego się z obszernej kryjówki w wapiennej skale. Ludzie, tupiąc nogami, zbiegają ku rzece, jak zawsze obrzucając spojrzeniami kamienie, a błysk otoczaka przyciąga czyjś wzrok. Ktoś unosi go na dłoni i opuszcza, oceniając jego wagę, opukuje innym kamieniem, by dobyć zeń wyraźny dźwięk. Kilka uderzeń odsłania jego dobre wnętrze o gładkiej niczym stary tłuszcz powierzchni, która wkrótce stanie się śliska od jaskrawej krwi.

Kamienne narzędzia były atomami życia neandertalczyków. Łączyły ze sobą wszystkie aspekty ich egzystencji i stanowią fundamentalne jednostki, za pomocą których archeolodzy starają się rekonstruować kultury tych ludzi. Badacze nazywają je artefaktami litycznymi, a każdy z nich ma niepowtarzalną historię, opisującą łuk prowadzący od formacji skalnej do dnia, w którym podniósł go jakiś neandertalczyk, i dalej, aż do dnia ponownego odkrycia, gdy zazgrzytał na krawędzi szpachelki archeologicznej. Jego geologiczne dziedzictwo, wywodzące się spod wód morza, spod korzeni góry lub ze strugi lawy, wyznacza jego charakter. Jest również cechą, która przyciągnęła wzrok jakiegoś hominina dziesiątki tysięcy lat temu, chociaż dzisiaj oczy zwiedzających muzeum przeważnie mimochodem prześlizgują się po tych przedmiotach.

Kiedy tak spoczywają w szklanych gablotach, trudno je z czymś powiązać, skoro tak niewielu współczesnych ludzi kiedykolwiek trzymało w ręku kamień, nie mówiąc już o jego obrabianiu i poleganiu na nim w codziennej walce o przeżycie. Można cenić sobie ich surowe piękno, a nawet eksponować w galeriach jako dzieła sztuki, ale dla większości z nas pozostają nieme. Prawda natomiast przedstawia się tak, że artefakty lityczne – od pojedynczych przedmiotów aż do całych ich skupisk – stanowią niezwykle bogate źródła wiedzy o życiu neandertalczyków.

Dla wczesnych badaczy prehistorii sprawą najbardziej palącą było klasyfikowanie. Mając niewielkie bezpośrednie doświadczenie w wytwarzaniu artefaktów litycznych bądź ich wykorzystywaniu, skupiali się na ich wyglądzie. Szeregowanie przedmiotów według ich wizualnego podobieństwa i nader podstawowych cech technologicznych umożliwiało im tworzenie typologii. Jednym z pierwszych, którzy się tym zajmowali, był de Jouannet, nie tylko bowiem wcześnie zaczął wykopywać artefakty lityczne, lecz także starał się zrozumieć ich znaczenie. Założył, że z czasem stawały się one coraz doskonalsze, więc w 1834 roku stworzył chronologiczną typologię, w której umiejscowił przedmioty z kamienia łupanego w odleglejszych okresach niż narzędzia z kamienia szlifowanego lub gładzonego.

Przez kilka następnych dekad inni również przedstawiali zarysy własnych podziałów kulturowych, które w zasadzie są takie same jak te stosowane dzisiaj. W 1865 roku badacz dziejów starożytnych John Lubbock ukuł termin „paleolit” na określenie najbardziej starodawnej prehistorii, a później Lartet i Christy zaproponowali podział tej kategorii na trzy części78. Uświadomili sobie bowiem, że artefakty lityczne z niektórych stanowisk, w tym Le Moustier, chronologicznie plasują się pomiędzy pochodzącymi ze żwirowych pokładów doliny Sommy (które nazwali wytworami paleolitu dolnego) a wyposażonymi w ostrza narzędziami z miejsc takich jak La Madeleine (które ochrzcili paleo­litem górnym). Jednocześnie francuski badacz prehistorii Gabriel de Mortillet wykorzystał artefakty lityczne z Le Moustier jako przedmioty pochodzące z „typowego stanowiska” i nadał pierwszą nazwę neandertalskiej kulturze z paleolitu środkowego – kultura mustierska.

Niemniej wydawało się, że pierwszym neandertalskim skamieniałościom, jakie odnaleziono, nie towarzyszyły żadne artefakty (przedmioty lityczne w jaskini Feldhofer umknęły uwagi i odkryto je ponownie w odpadach kamiennych dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku). Mniej więcej przez 30 lat twórcy artefaktów mustierskich pozostawali tajemnicą, podobnie jak nikt nie wiedział, czy neandertalczycy mieli jakąś kulturę materialną. Związek między szkieletami a artefaktami z paleolitu środkowego po raz pierwszy zaobserwowano w Spy, a jeszcze więcej czasu zajęło badaczom prehistorii zrozumienie, że neandertalczycy manipulowali kamieniem w niezwykle zaawansowane sposoby.

Nie zaskakuje to, że dwudziestopierwszowiecznych ekspertów od artefaktów litycznych od twórców typologii dzielą całe światy. Niczego się dzisiaj nie pomija, nawet drobnych odłupków i odłamków, a zbadanie skupiska przedmiotów może oznaczać setki godzin pracy. Jeśli zaś dokumentowanie dziesięciotysięcznego artefaktu wskutek powtarzalnych czynności staje się nużące, trzeba tylko przypomnieć sobie, jak niedorzecznie wielkim przywilejem jest zwyczajna możność trzymania takich przedmiotów w rękach. Prace wykopaliskowe i dokumentowanie są w coraz większym stopniu zautomatyzowane i wspomagane przez urządzenia elektroniczne, ale w trakcie analizowania nadal kluczowe znaczenie ma skupiona uwaga. Każdy przedmiot zapada w pamięć, gdyż umysł odtwarza sposób jego wytworzenia na podstawie odczytywania widocznych na jego powierzchni śladów technologicznych.

To właśnie wtedy niezbędne staje się opanowanie mechaniki rozłupywania kamieni. Obiekt poddawany obróbce, taki jak otoczak, nazywa się rdzeniem, który uderza się czymś jeszcze twardszym. Części, które się w wyniku tego oddzielają, nazywają się odłupkami; w praktyce to działanie sprowadza się do mieszanki umiejętności, geologii oraz fizyki. Siła i miejsce uderzenia determinują kształt odłupka. Energia kinetyczna rozchodzi się w rdzeniu stożkowato od punktu uderzenia, a krawędź tego stożka jest płaszczyzną tworzącą jedną stronę odłupka. Ten proces często pozostawia widoczne zmarszczki zarówno na tworzącej negatyw „bliźnie” rdzenia, jak i na lustrzanym odbiciu, czyli wewnętrznej powierzchni odłupka. Na podstawie oglądu tych oraz innych charakterystycznych cech na rdzeniach i odłupkach badacze potrafią zrekonstruować metodę obróbki oraz w pewnym stopniu sekwencję działań, niekiedy nawet w odniesieniu do pojedynczego artefaktu.

Wizerunek neandertalczyków jako jaskiniowych zbirów, tłukących kamieniami o siebie, jest bardzo chybiony. Sposób reakcji skały na odłupywanie odzwierciedla jej strukturę – im bardziej jednorodne i drobne są cząstki kamienia, tym bardziej przewidywalny będzie wzorzec jego rozłamywania się i tym ostrzejsze będą krawędzie odłupków79. Neandertalczycy oceniali te charakterystyczne cechy wzrokiem, dotykiem, a nawet słuchem – kamień o wysokiej jakości, taki jak krzemień, często dźwięczy przy uderzaniu. Dzięki zastosowaniu zróżnicowanych i rozmaitych metod oraz technik odłupywania umieli sprawować kontrolę nad wielkością i kształtem produktu odłupanego od danego rdzenia, nawet w przypadku skały gorszej jakości, jak kwarcyt.

Neandertalczycy, będący bardziej rzemieślnikami niż partaczami, cenili sobie odpowiednie narzędzia pracy. Kluczowe znaczenie miał wybór tłuków kamiennych, którymi uderzało się rdzeń. Małe otoczaki mają niezbędną masę, żeby można było w nie mocno uderzyć i uzyskać duże odłupki, ale do delikatniejszych prac lepsze są mniejsze kamyki. Użycie tłuków miękkich zamiast twardych daje odmienny efekt. Elastyczne materiały pochodzenia organicznego, jak róg i kość, lub nawet skała o mniejszej gęstości, jak wapień, powodują rozpraszanie się energii kinetycznej i powstawanie cieńszych i dłuższych odłupków. Miało to kluczowe znaczenie wtedy, gdy celem było nadanie kształtu, albo w przypadku odłupywania wtórnego (retuszu). Narzędzia – artefakty lityczne używane do wykonywania innych przedmiotów – często poddawano retuszowaniu, czasami w celu uzyskania określonego rodzaju krawędzi, lecz również dla ponownego naostrzenia; odłupki bardzo szybko się tępią, nawet podczas przecinania mięsa.


Rycina 4 Mechanika odłupywania kamieni oraz terminy stosowane do opisywania artefaktów litycznych

Neandertalczycy wyraźnie opanowali podstawy fragmentacji kamieni, ale gdzie ich przypasować do szerszego obrazu ewolucji technologii ich obróbki? Jeśli cofniemy się do 3,5 Ma, przekonamy się, że należący do podplemienia Australopithecine wytwórcy najstarszych znanych artefaktów – surowych odłupków odbitych od bloków kamienia – przyglądaliby się pracującemu neandertalczykowi z takim samym respektem jak wczesny przedstawiciel gatunku H. sapiens. Rozwinięcie się u homininów pojęć geometrycznych, umożliwiających im prawdziwe sprawowanie kontroli nad pękaniem kamienia, trwało mniej więcej do 2,5 Ma. Pierwsze pojawiły się rdzenie obrabiane „dośrodkowo”, z odłupkami starannie i po kolei oddzielanymi od obrzeża, co pozostawiało po sobie wzory szprychowego koła.

Zdolność umysłowa rozdzielania objętości materiału znalazła 1,8 miliona lat temu wyraz w postaci artefaktów paleolitycznych o najbardziej ikonicznym wyglądzie – narzędzi bifacjalnych. Wytwarzanie tych narzędzi z obróbką dwustronną (zwanych również pięściakami) umożliwiło być może coraz częstsze używanie miękkich tłuków, które pozwalały kształtować powierzchnie poprzez płytkie odłupywanie.

Jak ujarzmić skałę

Neandertalczycy odziedziczyli te już starodawne sposoby obróbki kamienia i również wytwarzali narzędzia bifacjalne, ale w radzeniu sobie z masami materiału poszli o krok dalej. Zaczęły się wówczas pojawiać różnorodne układy o wiele bardziej systematycznych, precyzyjnych sposobów oddzielania dużych odłupków od rdzeni i to one naprawdę definiują paleolit środkowy. Po raz pierwszy pojawiły się w Afryce około 500 ka, prawdopodobnie wykorzystywane przez populacje przodków H. sapiens, ale do ich prawdziwej eksplozji doszło w Europie właśnie od 400 do 350 ka, gdy budowa anatomiczna neandertalczyków w pełni się zmaterializowała. Tym, co wyróżnia technikę odłupywania z paleolitu środkowego, jest konceptualny podział bloków kamienia z traktowaniem rdzeni jako dwóch połówek. Dzięki kształtowaniu pięty rdzenia i przygotowywaniu specjalnych bocznych stref, w które miano uderzać, można było kierować oddzielaniem się odłupków od górnej powierzchni i zachowywać kontrolę nad ich kształtem i wielkością.

 

Pierwszy zidentyfikował tę sztandarową neandertalską technologię Victor Commont, znakomity amatorski badacz prehistorii z początków XX wieku, który zauważył pojawiające się w kamieniołomach charakterystyczne duże odłupki i rdzenie. Metoda znana jest pod nazwą lewaluaskiej, od terenów łowów tego badacza – błyskawicznie rozrastającego się przedmieścia Paryża, poznaczonego śladami działalności przemysłowej80, a dzisiaj najgęściej zaludnionego rejonu w Europie. Do czasów Peyrony’ego i Bordesa ślad technologii lewaluaskiej dostrzeżono również w artefaktach kultury mustierskiej, a także w innych neandertalskich kulturach. Niekiedy obrabiane bloki kamienia były ogromne; początkowo większość historyków zwracała uwagę na pewien typ technologii lewaluaskiej, w którym po oddzieleniu głównego odłupka górna powierzchnia i boki rdzenia wymagały powtórnego kształtowania.

To doprowadziło do uznania na jakiś czas technologii lewaluaskiej za nieco rozrzutną, ale dekady starannych prac ujawniły, że jest ona znacznie bardziej zaawansowana i elastyczna. Oddzielając niewielkie przygotowawcze odłupki według różnych wzorców na całej górnej powierzchni rdzenia, neandertalczycy tworzyli kontury, które nadawały kierunek energii kinetycznej podczas odłupywania kolejnych fragmentów. Dzięki zróżnicowanym fazom przygotowawczym mogli wytwarzać masywne odłupki, długie wióry, a nawet trójkątne groty, niekiedy oddzielając kolejno po kilka sztuk, zanim zaszła potrzeba przekształcenia powierzchni. Czasami zmieniali też wzorce na tym samym rdzeniu.

Nasze zrozumienie technologii lewaluaskiej oraz innych neandertalskich technik przeobraziło się po tym, jak archeolodzy zaczęli ponownie dopasowywać do siebie odłupane artefakty. To zaiste „powolna nauka”, skrupulatna czasochłonna praca – ogromna czterowymiarowa układanka, wymagająca dobrze zachowanych stanowisk archeologicznych. Jest jednak tego warta, następną bowiem z największych jej zalet jest możliwość rzeczywistego zaglądania neandertalczykom przez ramię. Po raz pierwszy można było odtworzyć procesy myślowe i decyzje podejmowane przez poszczególnych neandertalczyków, ujawniające ich dynamiczne reakcje na każdy blok kamienia.

Technologiczna korzyść techniki lewaluaskiej oraz innych metod obróbki „przygotowanego rdzenia” polega na tym, że obecnie neandertalczycy mieli niezawodne sposoby otrzymywania określonych produktów, zwłaszcza dużych, cienkich odłupków. W odróżnieniu od narzędzi bifacjalnych nie nadawały się one aż tak dobrze do zadań wymagających trwałości, ale przy tym samym ciężarze kamienia wysoce przenośne odłupki lewaluaskie zapewniały o wiele większą liczbę krawędzi tnących. Neandertalczycy mieli dostateczne umiejętności, by stosować technologię obróbki przygotowanego rdzenia wobec wszystkich rodzajów skał, od bardzo twardych pochodzenia wulkanicznego aż do małych otoczaków. Tam, gdzie występował dobry krzemień, jak w Brytanii lub północnej Francji, wyrabiali niekiedy gigantyczne odłupki i groty o długości od 10 do 15 centymetrów.

Inna przewaga, jaką odłupki rozmaitych rodzajów miały nad narzędziami bifacjalnymi, polega na tym, że te pierwsze o wiele łatwiej poddawały się retuszowi81. Chociaż retusz jako technika obróbki ma o wiele starszy rodowód, to tak naprawdę definiuje paleolit środkowy. Neandertalczycy czasami retuszowali odłupek, żeby dostosować jego krawędź do określonego zadania: zatępiali go do skrobania, tworzyli wnęki lub ząbkowania do strugania i piłowania. Jednak teraz rozumiemy, że w retuszowaniu w dużej lub nawet w głównej mierze chodziło o ponowne ostrzenie krawędzi. Świeżo pozyskane odłupki szybko tracą ostrość brzytwy, ale można ją podtrzymywać poprzez płytkie usuwanie cienkich fragmentów wzdłuż krawędzi za pomocą miękkich tłuków. Jednakże wpływ systematycznego ostrzenia wykraczał poza pojedyncze artefakty. Poszerzało ono skalę aktywności neandertalczyków. Odłupki o większej trwałości, łatwe do przenoszenia, umożliwiały im przemieszczanie się na większe odległości. Dowód, że tak się właśnie działo, pochodzi z dopasowywanych do siebie sekwencji odłupywania technologią lewaluaską, w których brakuje wyniesionych z danego miejsca odłupków, a także z badań źródeł geologicznych. Narzędzia wytworzone techniką lewaluaską i retuszowane często okazywały się przedmiotami, które wędrowały najdalej. Te nowe sposoby postępowania z kamieniem oznaczały, że zasięg neandertalczyków w terenie rozciągał się dalej niż jakichkolwiek homininów przed nimi.

Chociaż technologię lewaluaską często przedstawia się jako złoty standard, daleko jej do jedynej rzeczy, którą neandertalczycy potrafili robić. Opisanie całego wachlarza wynalezionych przez nich metod odłupywania kamienia – zwanych technokompleksami – wymagałoby poświęcenia na to zagadnienie całego tomu, ale jeśli wziąć na cel tylko dwie z Europy Zachodniej, można całkiem dobitnie wykazać, jak zróżnicowany był naprawdę ich lityczny świat. Metody te, znane jako dyskoidalna (ze względu na dyskoidalny kształt niektórych rdzeni) oraz Quina (nazwana od eponimicznego stanowiska archeologicznego), były tak samo systematyczne jak lewaluaska, ale ich celem było wytworzenie odłupków z ostrą krawędzią, leżącą bezpośrednio naprzeciw krawędzi tępej (zwanej brzegiem), co zapewniało wbudowane ulepszenie ergonomiczne. Jednak pod każdym innym względem były one całkiem odmiennymi bytami technologicznymi.

Obie metody długo uważano przede wszystkim za sposoby przystosowania się do kiepskiego kamienia, ale od lat dziewięćdziesiątych XX wieku pojmuje się je jako osobne technokompleksy. Przyjrzyjmy się najpierw metodzie dyskoidalnej, która okazuje się mistrzowską klasą ekonomii. Rdzenie wymagają tylko usunięcia kilku początkowych przygotowawczych odłupków w celu stworzenia przyzwoitego kąta odłupywania, a każdy odszczepiony potem odłupek stanowi dobry materiał – ostry, lecz łatwy do manipulowania i gotowy do użycia. Co więcej, odłupanie każdego tworzy powierzchnię do następnego uderzenia i nie ma potrzeby przerywania pracy i ponownego modelowania powierzchni. Technologia dyskoidalna zapewniała neandertalczykom system, w którym nic się nie marnowało, niewiele odbiegający od efektywności linii produkcyjnej82. Co więcej, jest ona równie elastyczna jak lewaluaska, gdyż umożliwiała tworzenie produktów o różnych kształtach, od fragmentów wydłużonych do spiczastych, a każdy miał poręczny zatępiony tylec niczym scyzoryk.

Dzięki metodom trójwymiarowego dopasowywania można podążać śladem pojedynczego neandertalczyka używającego pewnego dnia około 46 tysięcy lat temu w południowej części włoskich Alp techniki dyskoidalnej rozłupywania kamienia. W górze, przy wąskiej drodze wijącej się obok klifów, za zabezpieczającym ogrodzeniem znajduje się dość skromna jaskinia Fumane. Do innych aspektów jej wyjątkowo ważnej archeologii wrócimy później, ale jej skupisko wykonanych metodą dyskoidalną artefaktów litycznych na poziomie A9 zawierało szczególne znalezisko. Prowadzący prace wykopaliskowe odkryli zbiór artefaktów umieszczonych razem w odległości zaledwie kilku centymetrów, wszystkich sporządzonych z tego samego charakterystycznego szarego kamienia. Dzięki łącznemu dopasowywaniu metodami ręczną i elektroniczną zrekonstruowano wyjątkowo kompletną sekwencję obróbki rdzenia metodą dyskoidalną.


Rycina 5 Niektóre z wynalezionych przez neandertalczyków technologii obróbki kamienia, pokazujące różne koncepcje odłupywania oraz technikę produkcji „drugiej generacji”

Jakiś neandertalczyk, wyciągnąwszy z pobliskiego strumienia krzemienny otoczak, usiadł i odłupał w 10 fazach ponad 60 odłupków, aż pozostała mu tylko mała bryłka krzemienia. Prawie wszystkie z brakujących 14 fragmentów ułożonej na powrót łamigłówki były najlepszymi odłupkami o długich znakomitych krawędziach naprzeciwko zatępionych tylców. Nie pasował do nich żaden z pozostałych w tej warstwie przeszło 8000 artefaktów litycznych, zatem te brakujące musiały zostać zabrane ze stanowiska.

Szary krzemienny rdzeń i jego odłupki wyróżniały się barwą, ale pod względem technologii wszystkie inne znaleziska z poziomu A9 stanowiły elementy tej samej opowieści. Tutejsi neandertalczycy całkowicie skupiali się na technologii dyskoidalnej, lecz w sposób niepozbawiony kreatywności. W miarę postępu odłupywania i zmniejszania się każdego rdzenia zmieniali technikę, żeby wytwarzać odłupki o innym kształcie.

Domyślenie się, do czego metoda dyskoidalna okazywała się szczególnie przydatna, nie jest rzeczą prostą. Na podstawie oznak zużycia83 można orzec, że uzyskane tym sposobem mocne, krótkie i grube odłupki często wykorzystywano do obróbki twardych materiałów, takich jak kość i drewno, ale neandertalczycy chętnie używali ich również do oprawiania zwierzyny.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?