Nigdy, trochę, do szaleństwaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

BAŁAGAN

Po wyjściu z Chilli’s Dave czuł się fantastycznie. Ponieśli klęskę, ale tak właśnie być powinno. Teraz czekał go wieczór w towarzystwie Julii. Szczerze wątpił, aby pasowały mu intensywnie zielone włosy, uległ jednak dziewczynie i jej przekonaniu, że odhaczanie kolejnych punktów z listy „Nigdy” sprawi, iż koniec roku okaże się bardziej interesujący. I nie szkodzi, że była to szalona próba udowodnienia własnej oryginalności, zapewne nakierowana na zdobycie uznania w oczach mamy; ta lista wyzwoliła w jego przyjaciółce radość i super się czuł, mogąc być tego częścią. Dopóki nie zmieniało to niczego między nimi, nie miał na co narzekać.

– Czemu w ogóle wpisaliśmy to na listę? – zapytał, kiedy parkowali pod domem Julii. Na jego kolanach leżała reklamówka z pudełkami z zieloną i różową farbą do włosów.

– Przez mamę – odparła Julia. – Zawsze mi mówiła, że zmiana wyglądu nie ma nic wspólnego z prowadzeniem wyjątkowego życia. To najczęściej oznaka zwyczajności.

Przeszli podjazdem do domu Julii, skromnego, jednopiętrowego budynku z otwartym garażem, w którym połyskiwały narzędzia jej taty. Trawa była gęsta, niemal za długa. Na werandzie wisiała krzywo huśtawka, której przydałoby się odmalowanie. Julia otworzyła drzwi i położyła torbę na niewielkim stoliku, na którym stał koszyk na klucze i drobniaki, często pełen nieotwartej korespondencji. Z kuchni dobiegał apetyczny zapach.

– Hej, ziomki – rzuciła Julia po wejściu do kuchni.

Tom i Ethan siedzieli przy wyspie i pochylali się nad jakimiś zeszytami. Ktoś, kogo Dave nie znał, stał przy kuchence i obsługiwał milion rzeczy na raz: wok, dwa rondle, deskę do krojenia pełną warzyw. Mężczyzna obejrzał się na Dave’a i Julię, ścierką otarł pot z czoła, po czym wrócił do gotowania.

– Witajcie – odezwał się Tom. Wstał, aby pocałować Julię w policzek i uściskać Dave’a. – Jak wam minął dzień?

– Nie da się go streścić w krótkiej rozmowie – odparła Julia i podeszła do Ethana, stukającego długopisem o blat. Przytuliła się do jego pleców. – Wyglądasz na zestresowanego, tato.

– Sprawy restauracyjne – westchnął Ethan i odłożył długopis, po czym wstał, przeczesując palcami siwiejące włosy. Niemal zawsze chodził w kraciastych koszulach z rozpiętym górnym guzikiem. Za uchem miał papierosa, choć Dave nigdy nie widział, by palił. Przed adopcją Julii założył firmę działającą w Internecie, a potem ją sprzedał i przez ostatnie dwie dekady zakładał kolejne biznesy, jednak żaden z nich nie okazał się równie lukratywny jak ten pierwszy. Najnowszym przedsięwzięciem była restauracja. – Przywitajcie się z szefem kuchni, Mikiem. Szykujemy menu degustacyjne.

– Cześć, szefie Mike’u! – zawołali jednym głosem Julia i Dave.

Julia podeszła do Mike’a, aby przyjrzeć się jego pracy, uchylając się jednocześnie przed pytaniami ojców o to, jak jej minął dzień. Najprawdopodobniej dlatego, że jedynym godnym wzmianki wydarzeniem było połaskotanie nauczyciela w zapewne średnim wieku (trudno określić, ile naprawdę lat ma Marroney). W międzyczasie Dave sortował pocztę, układając ją na blacie w małe stosiki: rachunki, reklamy, osobiste, różne. Do Dave’a nie przychodziła regularna korespondencja, z wyjątkiem uczelnianych formularzy rekrutacyjnych. Był przekonany, że dziewięćdziesiąt procent przesyłek pocztowych na świecie to oferty kart kredytowych. W jego ręce wpadła pocztówka wysłana z Meksyku, zaadresowana znajomym pismem do Julii.

– Kartka dla ciebie – oświadczył i wyciągnął rękę. Dziewczyna podeszła do niego, plaskając bosymi stopami o płytki, i wyrwała mu pocztówkę.

Przeczytała ją szybko, niemal wydychając słowa. A potem się roześmiała i rzuciła do Toma i Ethana:

– Kazała was pozdrowić.

Kartki nie przychodziły często, kiedy więc już tak się działo, Dave wiedział, że Julia czyta je raz za razem, jakby to były wiersze. A potem przypina pinezkami do wiszącej w jej pokoju mapy, oznaczając, skąd zostały wysłane. Ekwador, Chiny, Australia, Belgia, Chile, Meksyk. Julia śledziła podróże swojej mamy i wyobrażała sobie czasy, kiedy sama także będzie mogła jeździć po świecie. Niewątpliwie najlepszym wieczorem w życiu Dave’a okazał się ten, kiedy on i dziewczyna siedzieli ze wzrokiem wbitym w mapę, dzielili się skradzionym z garażu winem i planowali wspólne wojaże.

– Nadal jest w Mexico City? – zapytał Tom, zanurzając łyżeczkę w jednym z bulgoczących na kuchence sosów, żeby go posmakować. – Więcej imbiru? – zapytał szefa Mike’a, na co ten pokręcił przecząco głową.

– Aha – odparła Julia. – Pracuje w galerii sztuki, a dorywczo w kinowym bistro.

– No i fajnie – powiedział Tom z uśmiechem. – Chyba jeszcze nigdzie nie spędziła tyle czasu, odkąd się urodziłaś.

– Twierdzi, że możliwe, iż to ulubione miejsce, w którym zdarzyło się jej mieszkać. Choć jestem pewna, że tak mówi za każdym razem, bo wybiera tylko niesamowite miejsca. – Wsunęła pocztówkę do kieszeni koszuli. – Idziemy na górę farbować sobie włosy. Zawołajcie nas, kiedy to bosko pachnące jedzenie będzie już gotowe.

– To zabawne, wydawało mi się, że słyszałem, jak mówisz, że farbujecie włosy – odezwał się Ethan, podnosząc wzrok znad notatnika.

Julia pokiwała głową i jej tata przeniósł spojrzenie na Dave’a.

– Ja na zielono – potwierdził.

– Nie musisz nas pytać o pozwolenie na coś takiego? – zapytał Tom.

– Zostałam przyjęta na studia – odparła Julia. – A coś takiego w sumie pozwala mi robić, na co tylko mam ochotę, z wyjątkiem dokonywania przestępstw.

– Jak się dałeś na to namówić? – zapytał Tom Dave’a.

– Wasza córka ma talent do demoralizowania młodzieży.

– Coś wiem na ten temat. – Tom skrzyżował na piersi muskularne ramiona. – Chyba nie jestem gotowy na to, aby stracić w tym domu swój żelazny autorytet.

– Nic się nie martw – rzuciła Julia, po czym wzięła z blatu reklamówkę z drogerii i pocałowała go w policzek. – Tacie nadal możesz rozkazywać.

– Hej! – zawołał bez przekonania Ethan. – Nie podoba mi się ta uwaga.

Julia pociągnęła Dave’a za rękaw i wyszli razem z kuchni.

– Tylko nie naróbcie bałaganu! – zawołał za nimi Ethan.

– Pewnie, że narobimy – szepnęła Julia, kiedy wchodzili po schodach.

– Kto pierwszy? – zapytał Dave, kiedy byli już w łazience, odczytując to, co napisano małym drukiem z boku pudełka.

– Najpierw ty. Masz ciemniejsze włosy, więc pewnie powinieneś trzymać farbę dłużej.

Na podłodze w łazience porozkładali stare ręczniki. Julia założyła dołączone do farby rękawiczki, a Dave usiadł na taborecie przed umywalką i obserwował, jak raz jeszcze czyta instrukcje. W zabawnie przesadzony sposób reagowała na każdy krok procesu, a Dave siedział i patrzył, upajając się jej każdą miną. W chwili, kiedy zamierzała mu nałożyć odrobinę farby na przedramię, aby sprawdzić czy nie ma alergii, kotka Debbie wskoczyła mu na kolana, a farba wylądowała na jej grzbiecie.

– Ups, tatom to się nie spodoba.

Kiedy rozjaśniacz zaczął robić swoje, zamienili się miejscami. Dave położył ręcznik na ramionach Julii, a ona rozpuściła włosy, które rozlały się jasnobrązową kaskadą na jego palce.

– Czy w dostateczny sposób przeanalizowaliśmy cały proces?

– Zależy od tego, co rozumiesz pod pojęciem „dostateczny”.

– Mhm.

– Może to nie wyglądać na dzieło profesjonalisty, ale nie umrzemy.

– Rozumiem, że ma mnie to uspokoić? – zapytał Dave.

Kiedy już rozjaśniacz w magiczny sposób przekształcił ich w blondynów – Julii w tym kolorze było znacznie lepiej, aczkolwiek Dave przyznawał, że jest stronniczy – chłopak usiadł na taborecie i przyglądał się, jak z lekka inna wersja jego najlepszej przyjaciółki wlewa farbę do niewielkiego zbiorniczka.

– Ekstra zapach – stwierdził.

– Tylko się nie waż najarać oparami. Nie ruszaj się – poleciła. Wyprostowała mu głowę i skupiła się na pracy.

Nie trwało to długo, bo Dave nie miał jakoś szczególnie dużo włosów. W instrukcji napisano, aby farbę pozostawić na co najmniej dwadzieścia pięć minut, aczkolwiek Internet sugerował znacznie dłuższy czas, kiedy więc czekali, aż jego włosy nabiorą odcienia zieleni, znowu zamienili się miejscami. Dave maznął farbą ramię Julii, następnie zmieszał dwa płyny, tak jak wcześniej ona. Ujął buteleczkę, uważając, aby niczego nie rozlać. Kiedy jednak odsunął palec z wieczka, różowa kropla skapnęła z rękawiczki i wylądowała na środku czoła Debbie.

– Oto, co dostaje za to, że jest w tobie tak bardzo zakochana – oświadczyła Julia, patrząc, jak jej kotka ociera się o nogę Dave’a, nieświadoma tego, że ona także ma farbowaną sierść.

Dave wycisnął farbę na palce i na dwadzieścia kolejnych minut oddał się pracy. Nie spieszył się, nie dlatego, że chciał to przeciągać, ale dlatego, że to były włosy Julii, a wszystko, co miało związek z Julią, traktował z należytą pieczołowitością. Kiedy skończył, postanowił zaczekać na dziewczynę, żeby mogli zmyć farbę w tym samym czasie. Próbowali wytrzeć Debbie, ale im się wyrywała, a na jej futrze pojawiało się coraz więcej różowych i zielonych plamek.

– Nie wygląda to najlepiej – orzekła Julia.

– Źle to nam wróży.

Nachyliła się w stronę lustra, przyglądając się różowym plamom na linii swoich włosów.

– Jeśli kolor okaże się do dupy, banał będzie jeszcze większy. Ekstra.

– Będzie to spora pociecha, kiedy wszyscy będą się na nas gapić.

– Martwisz się tym, co inni pomyślą? No co ty. – Uśmiechnęła się i przyjacielsko szturchnęła go stopą. – Pora na chwilę prawdy. – Odkręciła wodę pod prysznicem, wzięła do ręki słuchawkę i odczekała, aż zacznie lecieć ciepła woda.

Pomogli sobie nawzajem spłukać farbę, w efekcie czego jeszcze bardziej ubrudzili łazienkę.

 

– Wygląda tak, jakby wybuchły tu dwa komiksowe zwierzaki – orzekł Dave.

Stanęli przodem do siebie i kiedy Julia zapytała, jak wygląda, Dave musiał zdusić cisnące mu się na usta słowo „seksownie”.

– Całkiem dobrze – powiedział. – A ja?

Przygryzła dolną wargę.

– To przeszło moje najśmielsze oczekiwania – oświadczyła i się zaśmiała. – Może sam powinieneś zerknąć. – Odsunęła się na bok, pozwalając mu stanąć przed lustrem.

– Mój Boże.

– Myślę, że to kwestia kiepskiego światła – stwierdziła, tłumiąc śmiech.

– Julio, wyglądam, jakby ktoś mi zwymiotował na głowę.

Skamieniały, spojrzał na nią w lustrze. Zasłoniła dłońmi usta, a jej perfekcyjnie różowe włosy okalały perfekcyjnie uroczą twarz, kiedy próbowała nie wybuchnąć głośnym śmiechem.

– To zdecydowanie najpaskudniejszy odcień zieleni, jaki dane mi było wiedzieć. – Dave odkręcił kran i wsadził głowę pod strumień. Spływająca do umywalki woda miała ładny odcień zieleni – cóż za okrutny żart. – Nie ma mowy, abym chodził z czymś takim na głowie.

– Och, daj spokój. Zmyjesz to w końcu. – Julia tak się śmiała, że ledwo była w stanie złapać oddech.

– Zgolę włosy.

– Nie! Lista! – Osunęła się na podłogę i nie odrywając od niego wzroku, zgięła się wpół. – Ooooch, Dave, brzuch mnie boli ze śmiechu.

– Na liście widniał jedynie punkt o farbowaniu włosów. Nie ma tam niczego o konieczności trzymania rzygów na głowie do końca roku szkolnego. Jadę do fryzjera, żeby się ogolić. Teraz.

– Zaraz się posikam. – Śmiała się i albo udawała, że ociera łzę, albo rzeczywiście to robiła. – Zaczekaj do rana. Może w świetle dziennym będziesz wyglądać lepiej.

Dave skrzywił się.

– Zrobię to tylko dlatego, że jestem dobrym przyjacielem, a ty doskonale się bawisz. – Przez chwilę stał przed lustrem i zerkał na Julię, która próbowała zwalczyć kolejny atak śmiechu. W sumie to chciał brnąć w to dalej, bez względu na to, jak wyglądały jego włosy. Trudno było nie realizować kolejnych punktów z listy „Nigdy”, skoro zapewniało mu to cały dzień w towarzystwie Julii – roześmianej, z policzkami równie różowymi jak włosy i oczami błyszczącymi radością. – Zanosi się na dziwny koniec roku szkolnego, no nie?


Rano włosy Dave’a nie tylko wyglądały jak rzygi, ale w dodatku jak rzygi, które pozostawiono na głowie przez całą noc.

Julia zaraz po przebudzeniu wybuchła śmiechem i nie zgodziła się puścić Dave’a do domu, zanim jej ojcowie nie zobaczą jego fryzury. Zeszli na dół, gdzie Tom, Ethan i szef Mike zajmowali identyczne miejsca jak wczoraj.

– Doskonałe wyczucie czasu, właśnie się zabieraliśmy za degustację niedzielnego menu brunchowego – powiedział Ethan, kiedy usłyszał, jak wchodzą do kuchni. Pisał coś na laptopie, a Tom zaglądał szefowi Mike’owi przez ramię, obserwując, jak ten wrzuca jajko do garnka z gotującą się wodą. Julia zdusiła śmiech, czekając, aż na nich spojrzą. Usiadła na jednym ze stołków przy wyspie. W końcu Ethan podniósł wzrok znad monitora. I głośno wciągnął powietrze.

Pozostała dwójka obejrzała się i spojrzała na Dave’a. Tom z marszu wybuchnął śmiechem. Szef Mike rzucił jedynie: „Oj!” i wrócił do gotowania jajek w koszulce.

– Aha, zaraz jadę do fryzjera – oświadczył Dave.

– Tak będzie lepiej, inaczej stracę jeszcze apetyt.

– Auć. – Dave usiadł obok Julii i Ethana.

Ethan zdjął okulary i dotknął włosów dziewczyny.

– W sumie pasuje ci taki kolor.

Dave uwielbiał przesiadywać w kuchni w towarzystwie Julii i jej ojców, uwielbiał swobodę towarzyszącą ich kontaktom. Żałował, że z nim, Brettem i ich tatą tak nie jest. Zawsze się zastanawiał, jak Tom i Ethan radzą sobie z fascynacją Julii jej mamą, czy nie sprawia im to bólu. Ale kiedy siedział razem z nimi w kuchni, stawało się jasne, że wiele jest w nich miłości. Bez względu na to, jak bardzo Julia tęskniła za mamą, nigdy nie zaniedbywała swoich ojców.

– Jak wygląda łazienka? – zapytał Tom. Nalał kawę do kubka i podał go Dave’owi.

Julia szybko zasłoniła dłonią usta przyjaciela.

– Nienagannie.

– Masz szlaban – oświadczył Tom, kręcąc głową.

– Wczoraj o tym rozmawialiśmy. Wasze rządy terroru dobiegły końca. Odpuśćcie sobie. – Julia wzięła od Dave’a kubek i podmuchała na gorący napój. Wokół nich unosił się chemiczny zapach farby i Dave cieszył się, że aromat kawy tłumi go choć trochę. Wstał, wyjął z lodówki mleko i dolał odrobinę do kubka, tak jak lubiła Julia. – No i jak tam restauracja? Kiedy zobaczę, jak marzenie przemienia się w rzeczywistość?

– Prędzej w koszmar – mruknął Ethan. Z powrotem założył okulary i zerknął na Julię. – Żartuję. Nie panikuj.

– Julia panikuje? – zapytał Dave, siadając na swoim miejscu.

Trzepnęła lekko Ethana w ramię.

– Muszę dbać o swoją reputację; nie opowiadaj ludziom takich rzeczy.

– Czy jest chociaż jedna rzecz, której ten chłopak o tobie nie wie?

– Nie o to chodzi. – Napiła się kawy, po czym przesunęła kubek po marmurowym blacie w stronę Dave’a.

Poranek spędzili w przytulnej kuchni, wesoło się przekomarzając. Julia opowiedziała ojcom w skrócie o liście „Nigdy”, twierdząc, że ona i Dave przeprowadzają ważne badania socjologiczne dotyczące świata współczesnego nastolatka. Chłopak czasem odnosił wrażenie, jakby należał do tej kuchni, wiedział jednak, że jedynie wykorzystuje ciepło Toma i Ethana jako pretekst, by uważać, że on i Julia stworzeni są do czegoś więcej niż przyjaźni. Kiedy minęło południe, zmusił się, aby się ze wszystkimi pożegnać. Czekało go obcięcie włosów i może spędzenie trochę czasu z własną rodziną.

Centrum handlowe leżało nieco na uboczu i kiedy do niego szedł, żałował, że nie należy do facetów, którzy noszą czapki. Nie napotkał wielu osób, ale i tak krępował się swojego wyglądu. Wyobrażał sobie, że nawet wiewiórki, zazwyczaj z nonszalancją traktujące ludzkie fryzury, gapią się na niego z drzew i krzywią z odrazą.

Kiedy wszedł do centrum przez szklane drzwi, od razu wiedział, że wpadnie na kogoś znajomego, kogoś ze szkoły, kogoś, kto stanie się świadkiem potworności, jaką on i Julia popełnili na jego głowie. W centrum roiło się od rodzin, par, grup dziewczyn z gimnazjum sączących lemoniadę. Z sufitu zwisały wielkie banery obwieszczające weekendową wyprzedaż.

Westchnął i ze wzrokiem wbitym w ziemię manewrował w tłumie, starając się nie wpadać na zbyt wiele osób. Nie minęło dużo czasu, a dotarł do Superfryzur, gdzie hipsterska dziewczyna z czerwonymi włosami i tatuażami na rękach zapisała sobie jego imię i poprosiła, aby usiadł w poczekalni.

Prawie odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł, że jedyne wolne miejsce znajduje się tuż obok Gretchen. Czytała, kiedy jednak tylko padł na nią jego wzrok, uniosła głowę znad książki. Uśmiechnęła się do Dave’a – ale z zamkniętymi ustami, nie pokazując niedoskonałych dolnych zębów – i pomachała mu na powitanie ręką.

On także uniósł dłoń i powiedział bezgłośnie „cześć”, licząc, że jakimś cudem nie dostrzegła jego włosów. Marzenie ściętej głowy.

– Wow. Co ci się stało?

Ze ściśniętym żołądkiem usiadł obok niej.

– Wiem, wiem.

– Niemożliwe, abyś zrobił to z własnej woli.

– W ogóle bym nie zrobił, gdybym wiedział, że będę wyglądał jak… – Pokazał na swoje włosy, szukając słowa, które w sposób odpowiedni opisałoby fiasko na jego głowie.

– Jak babrząca się rana w siedemnastym wieku, zanim wynaleziono antybiotyki?

– To dość drastyczny opis. Ale owszem.

Gretchen szeroko się uśmiechnęła. Ubrana była w prosty, biały T-shirt i dżinsy, na nogach zaś miała beżowe adidasy, które, na co ostatnio zwrócił uwagę, nosiła prawie codziennie. Dave poczuł, że oblewa się rumieńcem. Liczył na to, że niedługo nadejdzie kolej Gretchen i dziewczyna nie zdąży zapamiętać jego wyglądu. Nie bardzo wiedział, co powiedzieć, uratowała go jednak suszarka, którą włączono w pobliżu. Dave z udawaną obojętnością rozejrzał się po Superfryzurach – dwóch innych facetów czekających na swoją kolej bawiło się telefonami, kobieta z folią we włosach czytała jakiś magazyn, starsza pani siedziała z jedną z tych srebrnych kopuł na głowie – ale i tak jego spojrzenie co i rusz wracało do Gretchen. Za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się spotykały, uśmiechała się, ale potem z taką samą jak on nieśmiałością odwracała wzrok.

– Przepraszam, że nie zagadałem do ciebie na zajęciach w tym tygodniu – powiedział Dave, kiedy suszarka ucichła. – Chciałem, ale im dłużej o nim myślałem, tym bardziej tamten wieczór u Kapoorów wydawał mi się snem i nie miałem już pewności, że rzeczywiście się wydarzył. Ale się wydarzył, tak?

Gretchen zbliżyła książkę do twarzy, jakby ją wąchała, ale Dave podejrzewał, że po prostu próbowała ukryć uśmiech. Widział to w jej oczach.

– Wydarzył – potwierdziła.

– Okej. – Weszła kobieta z wózkiem i zaczęła się wykłócać o konieczność czekania w kolejce. – Próbuję powiedzieć, że pogadamy w szkole – rzucił Dave. Dziwnie się czuł z tym, że miał potrzebę, aby jej to powiedzieć. – Jeśli nie masz nic przeciwko.

– Świetnie. Pomożesz mi udoskonalić moje umiejętności komika.

– Rzeczywiście zależy ci na tym, aby umieć zachowywać twarz pokerzysty, co?

Gretchen wzruszyła ramionami i skrzyżowała nogi w kostkach.

– Mam dwóch starszych braci. Przez lata byłam obiektem zbyt wielu żartów, więc jestem pełna goryczy i pałam chęcią odwetu.

– Rzeczywiście sprawiasz wrażenie rozgoryczonej.

– I dobrze, o to mi właśnie chodzi. – Wskazała na swoje ciało, jakby emanowało z niej rozgoryczenie, a nie słodycz.

Hola. Skąd się wzięła ta myśl?

– To działa – powiedział Dave.

Uśmiechnęli się do siebie, ale w tym momencie Gretchen została wywołana przez jedną z fryzjerek. Patrzył, jak odchyla głowę nad umywalką i zamyka oczy, gdy woda obmywa jej jasne loki. Obracała w dłoniach książkę. Paznokcie miała pomalowane na niebiesko.

Dave czekał na swoją kolej, starając się nie gapić otwarcie na Gretchen, która przyszła tutaj podciąć końcówki. Dwóch facetów nadal zajętych było swoimi telefonami; co jakiś czas zerkali jednak na jego włosy. Dave miał pewność, że jeden z nich zrobił mu zdjęcie, kiedy udawał, że szuka sygnału. Ale zażenowanie, które czuł jeszcze niedawno, trochę się zmniejszyło.

Kiedy nadeszła jego kolej, znowu się okazało, że jedyne wolne stanowisko znajduje się obok Gretchen. Czytała i tym razem nie od razu go zauważyła. Fryzjer – wysoki, ciemnowłosy, w dopasowanej koszuli podkreślającej muskulaturę – okrył go ochronną peleryną, po czym zapiął ją z tyłu na rzep.

– Co z tym robimy? – zapytał, odważnie przesuwając dłonią po włosach Dave’a.

– Na litość boską, proszę to wszystko zgolić.

– Mądra decyzja – orzekł fryzjer. Wziął do ręki elektryczną maszynkę. – Wy, dzieci, nigdy się nie nauczycie, że coś takiego powierza się profesjonalistom.

Gretchen przestała czytać i uśmiechnęła się w lustrze do Dave’a. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego wysokie kości policzkowe utożsamia się z urodą, ale teraz, kiedy spojrzał na twarz Gretchen, już to wiedział.

– Powinieneś schować te wszystkie włosy do woreczka – powiedziała. – Nie wiem, co konkretnie miałbyś z nimi zrobić, ale na pewno przydałyby się do jakiegoś psikusa.

– Chyba nie jestem gotowy na bycie facetem, który trzyma włosy w woreczku.

Gretchen zaśmiała się w sposób, którego jeszcze u niej nie widział: był to głośny śmiech, w którym odsłaniała górne zęby. Brzmiała jak postać z kreskówki.

– Zacznę zbierać włosy, kiedy sięgnę dna.

– Myślisz, że co robią z włosami ludzie, którzy je zbierają?

– Nie wiem, czy tacy ludzie rzeczywiście istnieją. Myślę, że to jedynie wymysł telewizji.

– Och, istnieją. Jestem tego pewna.

– Tak sądzisz? – zapytał Dave. W tym momencie czerwonowłosa hipsterka, która podcinała włosy Gretchen, omiotła jej ramiona i oświadczyła, że gotowe. A Dave pomyślał: „Nie odchodź”.

Wtedy jego fryzjer włączył maszynkę i przekręcił głowę Dave’a w stronę lustra, a Gretchen zniknęła z pola widzenia chłopaka. Pożegnanie okazało się nagłe i rozczarowujące. Niemniej fajnie było pogadać z kimś, kto nie był Julią. Szczerze mówiąc, chwilowe myślenie o innej osobie okazało się wyzwalające. Kiedy Dave wstał, aby zapłacić, prezentując zupełnie łysą głowę, przekonał się, że to jednak nie było pożegnanie; Gretchen na niego czekała.

 

– Nie wiem, czy przyjechałeś tu samochodem – powiedziała – ale jak chcesz, to mogę cię podrzucić do domu. Skoro mieszkamy tak blisko siebie. – Nie czekając na odpowiedź, uniosła rękę i pogładziła jego głowę. – Fajnie.

– Dzięki. – Ciekawe, czy zauważyła u niego gęsią skórkę. – Chętnie skorzystam z twojej propozycji.

– Super. – Uśmiechnęła się i wskazała głową kierunek. – Tędy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora