Nic do stracenia. Wreszcie wolni

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział piąty
Ashton

Już w zaciszu sypialni zamknąłem za sobą drzwi. Nie chciałem, żeby Anna przysłuchiwała się tej rozmowie, bo mogło w niej paść imię Cartera. Kiedy wcisnąłem guzik i przystawiłem telefon do ucha, modliłem się w duchu, żeby prezydent elekt zgodził się na którąś z trzech opcji, bo nie chciałem spędzić dwóch tygodni na usychaniu z tęsknoty za Anną.

Maddy odebrała po trzecim dzwonku.

– Dzień dobry pani. Mówi agent Taylor. Jak zdrowie? – zapytałem uprzejmie.

– Och, agent Taylor. Świetnie, dziękuję. A co u pana i Annabelle? – odpowiedziała wesołym głosem.

– Wszystko w porządku, dzięki. Czy mógłbym rozmawiać z panem senatorem Spencerem?

– Oczywiście. W tej chwili jest wolny. Zaraz pana połączę.

Coś piknęło na linii i odebrał za kilka sekund.

– Wszystko w porządku, agencie Taylor? – zapytał szybko.

– Tak, proszę pana, wszystko w porządku. Zastanawiałem się właśnie, czy mógłbym omówić z panem jedną sprawę. Chodzi o ferie zimowe Anny. – Starałem się nadać głosowi rzeczowy ton, choć w rzeczywistości byłem gotów go błagać, żeby pozwolił mi spędzić święta ze swoją córką.

– Słucham zatem.

– No więc Anna właśnie mnie spytała, czy mogłaby gdzieś wyjechać na ferie. Powiedziała, że chce się stąd wyrwać i pojechać gdzieś, gdzie jest ciepło – kłamałem, zwalając wszystko na nią. Miałem nadzieję, że jeśli to byłby jej pomysł i jeśli naprawdę by tego chciała, zwiększy się prawdopodobieństwo, że ojciec się zgodzi. Dlatego też nie chciałem rozmawiać z nim w jej obecności.

– Chciałaby pojechać na wakacje?

– Tak, proszę pana, powiedziała, że bardzo by chciała – potwierdziłem, udając, że mówię od niechcenia.

– To chyba nie jest możliwe. Chodzi mi głównie o ochronę… – Zawiesił głos, ale miałem wrażenie, że się zastanawiał.

Dobra, Ashtonie! Kuj żelazo póki gorące.

– Z prawdziwą przyjemnością z nią pojadę. Moglibyśmy pojechać gdzieś, gdzie nikt jej nie zna. Wtedy ryzyko będzie minimalne. Prawdę mówiąc, mniejsze niż tu.

– Ty byś z nią pojechał? A co z twoim urlopem? – Słyszałem szok w jego głosie.

Uśmiechnąłem się.

– To nie problem, nie potrzebuję teraz urlopu. Bardzo chętnie pojadę z Anną.

Milczał przez chwilę, najwyraźniej rozważając tę możliwość.

– Cóż, a o jakim miejscu myślałeś? – zapytał.

Uśmiechnąłem się. To połowa drogi i nie powiedział nie!

– Nie jestem pewny, dokąd chciałaby pojechać. Gdzieś wystarczająco daleko, gdzie nikt jej nie rozpozna, do jakiejś dziury – zasugerowałem i już myślałem o wylegiwaniu się z nią na plaży.

Senator westchnął.

– Zadzwonię do ciebie później, dobrze? Porozmawiam o tym z Melissą. Podobnie jak ja bardzo się cieszyła, że Annabelle spędzi święta w domu. – Rozczarowanie w jego głosie było aż nadto wyraźne.

– Oczywiście, proszę pana. – Zamknąłem oczy i modliłem się, żeby jej matka się zgodziła.

– A twoim zdaniem to by jej dobrze zrobiło? Byłaby zadowolona? – zapytał jeszcze.

– O, tak, tego jestem pewny.

– Zadzwonię za jakiś czas. – Rozłączył się.

Zacisnąłem kciuki, żeby się zgodził. Zastanawiałem się nad miejscem, dokąd moglibyśmy pojechać. Rzecz jasna, nie było mnie stać na pięciogwiazdkowy hotel, ale od kiedy pilnowałem Anny, praktycznie na nic nie wydawałem pieniędzy, bo płacili za wynajęcie mieszkania i pokrywali wszystkie koszty. Miałem trochę oszczędności, więc na pewno mogliśmy pojechać do fajnego miejsca.

Mniej więcej piętnaście minut później rozdzwonił się mój telefon komórkowy. Nadal byłem w sypialni, bo nie chciałem iść do Anny, żeby nie rozbudzać jej nadziei. Gdyby nam odmówił, planowałem, że przejdę do opcji drugiej, to znaczy poproszę, żeby pozwolił jej pojechać ze mną do Los Angeles. Moim zdaniem Anna nie bardzo chciała, żebym jechał z nią do jej rodziców, bo „snuliby domysły” o naszym związku, a tego nie znosiła i czułaby się skrępowana.

– Agent Taylor – powiedziałem do słuchawki, gdy wyświetlił się numer Maddy.

– Proszę poczekać, łączę.

Znowu coś kliknęło i rozległ się głos Spencera.

– Rozmawiałem z Melissą, agencie, i zgadzamy się oboje, żeby pojechała na wakacje, pod warunkiem jednak, że z nią pojedziesz – powiedział jakby od niechcenia, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. Dech mi zaparło, bo naprawdę oczekiwałem, że się nie zgodzi.

– Oczywiście – odpowiedziałem, uśmiechnięty od ucha do ucha.

– To świetnie. Pomyśleliśmy z Melissą, że zafundujemy jej tę podróż jako prezent na Gwiazdkę.

– To bardzo miło z państwa strony, ale ja mogę pokryć koszty.

Roześmiał się szczerze i serdecznie.

– Tego nie ma w twoim zakresie obowiązków, synu.

– Wiem, proszę pana, ale zaprzyjaźniliśmy się z Anną i to nie miałoby nic wspólnego z pracą. Przypuszczam, że i dla mnie byłby to rodzaj wakacji, dlatego z przyjemnością bym za nie zapłacił – wyjaśniłem.

Ponownie się roześmiał.

– Agencie, bardzo się cieszę, że jesteście przyjaciółmi, ale nie zapłacisz za tę wyprawę. Melissa i ja zarezerwujemy ją dla was dwojga.

– Nie mogę się na to zgodzić, proszę pana…

– Synu, doceniam twoje chęci, ale będziesz jednak pracował na tych wakacjach, prawda? Masz chyba w planach ochronę naszej córki? – zapytał rozbawiony.

– Oczywiście.

– No to postanowione. W ramach obowiązków służbowych będziesz towarzyszył mojej córce na wakacjach. I nie będziesz za nie płacił – oświadczył, kończąc dyskusję.

– Dziękuję panu – odpowiedziałem. Czułem się trochę rozczarowany, bo sam chciałem kupić jej tę podróż i zabrać ją ze sobą. Nie podobało mi się, że to będzie w ramach obowiązków służbowych, choć w rzeczywistości i tak bym normalnie pracował.

– Nie ma za co, synu. To ja ci dziękuję. Gdyby nie ty, Annabelle nawet nie pomyślałaby o wakacjach. Naprawdę doceniamy to, co dla niej robisz – powiedział z wdzięcznością w głosie.

Uśmiechnąłem się.

– Nie ma o czym mówić. Jak panu powiedziałem, zaprzyjaźniliśmy się z Anną.

– A zatem, czy jest jakieś konkretne miejsce, do którego chcielibyście pojechać? – zapytał z ciekawością w głosie.

– Nie, nie ma. Anna powiedziała jedynie, że powinno tam być ciepło. Czy planuje pan wysłanie z nami ochroniarza asekuracyjnego? – Tym razem to ja byłem zaciekawiony. Proszę, powiedz, że nie, chcę, żeby czuła się zupełnie na luzie…

– Odniosłem wrażenie, że mówiłeś tylko o was dwojgu – odpowiedział.

Uśmiechnąłem się i głęboko odetchnąłem.

– Bo tak było, proszę pana, chodziło mi wyłącznie o nas dwoje. Chciałem jedynie mieć pewność, że nie ma pan nic przeciwko temu. – W środku już szalałem ze szczęścia na myśl, że będę ją nacierał olejkiem do opalania i nikt nie będzie nas obserwował, nie będę miał też żadnych zadań specjalnych.

– Dasz radę samemu ochronić naszą córkę, synu? – zapytał.

– Tak jest, proszę pana – odpowiedziałem stanowczym głosem.

– W takim razie to mi wystarcza. Ufam ci, agencie. Skoro mówisz, że ją ochronisz, to ja ci wierzę – powtórzył z równą stanowczością.

Chryste, on naprawdę mi ufa, jeśli chodzi o córkę!

– Dziękuję panu, pańskie zaufanie ma dla mnie ogromne znaczenie.

– Tak jak powiedziałem przy waszym wyjeździe do Los Angeles: gdyby chodziło o innego agenta, nie zgodziłbym się.

Ton jego głosu sprawił, że dostałem gęsiej skórki. Nigdy tak naprawdę nie miałem ojca, dlatego doceniałem fakt, że ten mężczyzna wierzył w moje umiejętności.

– Nie zawiodę pana – obiecałem.

– To dobrze. Coś wymyślimy z Melissą i wszystko zorganizujemy, jeśli naprawdę jest wam wszystko jedno, dokąd pojedziecie…

Jezu, poszedłbym za tą dziewczyną na koniec świata! Dokądkolwiek.

– Tak, proszę pana, to bez znaczenia. Prosiłbym tylko o apartament zamiast dwóch oddzielnych pokoi w hotelu. Dzięki temu łatwiej mi będzie wykonywać pracę bez martwienia się o dodatkowe drzwi do jej pokoju. I prosiłbym też, żebyście państwo zrobili rezerwację pod fałszywym nazwiskiem, tak jak było z Los Angeles, bo to dodatkowo zatrze ślady – zasugerowałem.

– Świetny pomysł. Dam ci znać, co załatwiliśmy, i miejmy nadzieję, że rezerwacja będzie gotowa przed końcem dnia. Jestem pewny, że Annabelle będzie chciała kupić jakieś ubrania przed wyjazdem. – Roześmiał się, a ja poczułem, jak budzi się we mnie instynkt drapieżnika, gdy wyobraziłem sobie kostiumy kąpielowe, które będzie nosiła.

– Dziękuję panu. – To naprawdę były najlepsze cztery miesiące mojego życia i prawdopodobnie byłyby takie dla każdego na moim miejscu.

Zaszokowany, przez minutę wpatrywałem się w telefon. Anna będzie skakała do góry, kiedy się o tym dowie. Zmieniłem wyraz twarzy, zanim wyszedłem z sypialni. Spojrzała na mnie wyczekująco i z nadzieją. Starałem się, jak umiałem, żeby wyglądać na smutnego, i chyba mi się to udało, bo wyraźnie zmarkotniała, a na jej ustach pojawił się wymuszony uśmiech oznaczający, że właśnie godziła się z myślą, że będziemy musieli pojechać do jej rodziców.

– I co? – zapytała, gdy usiadłem obok niej na sofie.

Westchnąłem teatralnie.

– Cóż, nici z wyjazdu do Los Angeles.

– Och, Ashtonie, tak mi przykro! W takim razie powinieneś pojechać sam, spotkać się z kumplami, zaszaleć w sylwestra i dobrze się bawić. – Uśmiechnęła się, starając się wykrzesać w sobie entuzjazm.

– Nie. Chcę te ferie spędzić z tobą – odpowiedziałem i desperacko tłumiłem uśmiech.

Westchnęła.

– Ashtonie, daj spokój, bądź poważny. U rodziców będziemy strasznie skrępowani, a zresztą, jak mam im wytłumaczyć, dlaczego jesteś ze mną, zamiast pojechać do domu?

 

– Tak, masz rację. Tam nie chciałbym pojechać. – Pokiwałem głową, zgadzając się z nią.

Uśmiechnęła się smutno.

– No to jedź do Los Angeles. Spędź trochę czasu z Nate'em.

– Tego też nie chcę zrobić.

Wzięła mnie za rękę i lekko ją ścisnęła.

– Tak mi przykro.

– Mówi się trudno. A wracając do tego wyjścia na zakupy po prezenty… – Zawiesiłem głos i tłumiłem chęć roześmiania się jak kretyn.

– Aha? – Popatrzyła na mnie naprawdę smutno, choć wyraźnie nie chciała tego okazywać.

– Myślisz, że jest jakiś sklep, gdzie sprzedają skąpe bikini i balsam do opalania?

Zachłysnęła się powietrzem, oczy zrobiły się jej wielkie jak spodki. Była zaszokowana.

– Bikini i balsam do opalania? To znaczy? Nie wierzę! Mówisz poważnie?

Skinąłem głową i uśmiechnąłem się ekstatycznie.

– Najpoważniej. Dostaniesz te wakacje od rodziców w prezencie na Gwiazdkę. Wszystko zorganizują. Najwyraźniej pod koniec dnia będziemy mieli rezerwacje – potwierdziłem i patrzyłem, jak ogromna radość przegania z jej twarzy wyraz smutku.

– To znaczy, że będziemy mogli się stąd wyrwać? Naprawdę? Nie wpuszczasz mnie w maliny, prawda? Bo jeśli tak, to byłoby naprawdę podłe – powiedziała, wpatrując się we mnie.

– Nie wpuszczam cię w maliny, dziewczynko, słowo. Zabiorę cię tam, gdzie jest ciepło i są plaże. Tylko nas dwoje i żadnych ochroniarzy.

Pisnęła z podekscytowania i zaczęła skakać w miejscu.

– O Boże! Bez ochroniarza asekuracyjnego? Nie wierzę ci! Jak to zrobiłeś?! – wykrzykiwała, gdy oczy zachodziły jej łzami.

– Jestem pewnie najlepszym chłopakiem na świecie – zażartowałem, wzruszając ramionami, jakby chodziło o drobiazg.

Zanim zdążyłem zareagować lub choćby się przygotować, wskoczyła mi na kolana i uściskała mocno.

– Dzięki, Ashtonie. O Boże, będzie wspaniale! Dzięki, dzięki, dzięki! – Obejmowała mnie coraz mocniej, a ja jęczałem przygnieciony niespodziewanym ciężarem.

– Nie ma za co, dziewczynko – odpowiedziałem z uśmiechem. Prawdę mówiąc, sam nie mogłem się doczekać chwili, kiedy będziemy tylko we dwoje i nie trzeba będzie niczego udawać. To miały być najlepsze święta na świecie.

Nagle odepchnęła mnie i zeszła z moich kolan.

– Człowieku, muszę iść na siłownię! – Nie zaczekała nawet na moją odpowiedź. Obróciła się i pobiegła do sypialni.

– Anno, a skąd ci to przyszło do głowy? – zapytałem i poszedłem za nią. Założyła już dresy i szukała czegoś w szufladzie, z której wyciągnęła w końcu koszulkę na ramiączka. – Dlaczego chcesz iść na siłownię? – zapytałem, zbity z tropu.

– Och, daj spokój. Będziemy chodzić na plażę, więc muszę dobrze wyglądać w bikini – wyjaśniła, uśmiechając się jak wariatka.

Niemal się zakrztusiłem, słysząc tak absurdalne słowa.

– Dobrze wyglądać w bikini? Żartujesz?

Pokręciła głową.

– Idziesz ze mną, czy mam pójść sama? – zapytała, mijając mnie.

Złapałem ją za ramię, a kiedy przystanęła, popatrzyłem na nią z niedowierzaniem.

– Mówisz poważnie? Idziesz na siłownię, żeby dobrze wyglądać w bikini?

Pokiwała głową i wzruszyła ramionami.

– Aha. Wiem, że w tydzień niewiele zdziałam, ale utyłam pewnie ze dwa kilo, od kiedy nie biegam tak jak kiedyś, bo mi na to nie pozwalasz.

Zaśmiałem się i pokręciłem głową z dezaprobatą.

– Chyba żarty sobie ze mnie robisz! Jesteś idealna. Nie musisz nagle zacząć biegać! Szczerze, jesteś najpiękniejszym stworzeniem na świecie, Anno. A tak się składa, że te dodatkowe kilogramy bardzo mi się podobają.

Podeszła do mnie na palcach i pocałowała mnie w kącik ust.

– Czasami jesteś taki uroczy z tymi swoimi komentarzami – powiedziała rozbawiona, uderzając mnie lekko w brzuch. – I oczywiście twoim zdaniem jestem idealna, ale jesteś stronniczy i pewnie ci płacą, żebyś tak mówił – odpowiedziała. Wskazała głową drzwi. – I tak później mieliśmy pójść na siłownię, więc w czym problem?

Zdaje się, że nigdy nie traktowała mnie poważnie, kiedy mówiłem, jak ją widzę. Może któregoś dnia moje opinie i aluzje w końcu do niej dotrą.

– Idziesz czy nie? – zapytała, odsuwając się ode mnie, uśmiechnięta.

– Jasne, że idę. Muszę się tylko przebrać. Chyba ja też powinienem dobrze wyglądać na plaży.

Uśmiechnęła się.

– Przystojniaku, ty cały czas wyglądasz znacznie lepiej niż dobrze!

Po godzinie na siłowni wróciliśmy do mieszkania. Anna poszła wziąć prysznic, a ja włączyłem laptop, bo Maddy przysłała mi esemesa, że w e-mailu podała wszystkie szczegóły naszej podróży.

Agencie Taylor,

podaję poniżej informacje dotyczące Waszego wyjazdu. Bilety będą czekały na stanowisku odprawy; żeby je odebrać, trzeba będzie pokazać paszporty. Jak Pan zauważy, zmieniłam nazwisko Annabelle zgodnie z poleceniem jej ojca. Jutro zostaną Wam dostarczone pieniądze w lokalnej walucie. Zakładam, że jeden z ochroniarzy asekuracyjnych zawiezie Was na lotnisko, a jeśli nie, proszę o wiadomość, wtedy zarezerwuję Wam samochód. Transfery na miejscu są załatwione. Pogoda powinna być wspaniała, dlatego weźcie sporo balsamu z filtrem do opalania. Nie są wymagane żadne szczepienia. Życzę cudownego wypoczynku.

Maddy

Czas pobytu: 14 nocy

Odlot: 21 grudnia, godz. 10.45

Powrót: 4 stycznia, godz. 14.00

Miejsce docelowe: Malediwy

Hotel: 5* Deluxe Over z prywatnym kąpieliskiem

Wyżywienie: all inclusive

Transfer z lotniska: 20 minut motorówką

Uczestnicy wyjazdu: Pani Annabelle Taylor, Pan Ashton Taylor

Zrobili z nas małżeństwo?! Prawdę mówiąc, bardzo mi się to podobało. Annabelle Taylor. W życiu nie słyszałem tak doskonale pasujących do siebie słów. Ale wiedziałem też, że Anna nie będzie tym zachwycona. Z jakiegoś powodu była bardzo drażliwa, jeśli chodziło o małżeństwo, i zawsze zamykała się w sobie, gdy żartowałem z tej instytucji. Ponieważ trzeba było coś z tym zrobić, zanim ona to zobaczy, wziąłem telefon, żeby zadzwonić do Maddy, ale w tej samej chwili Anna wyszła z sypialni, której drzwi znajdowały się za mną.

Szybko zamknąłem laptop. Położyła mi rękę na plecach i uśmiechnęła się do mnie.

– Odebrałeś? Gdzie nas wysyłają? – zapytała podekscytowana.

– Tak, odebrałem. – Przełknąłem gulę, która urosła mi w gardle.

Sięgnęła po laptop, uniosła pokrywę i popatrzyła na mnie wyczekująco, bo potrzebowała hasła. Szybko je wpisałem, krzywiąc się, gdy otworzyła moją pocztę i kliknęła dwa razy na wiadomość od Maddy. Musiałem jakoś stawić temu czoło i mieć nadzieję, że nie uzna tego za mój pomysł.

Usiadła na stołku i czytała. Wstrzymałem oddech.

– Transfer motorówką? – zapytała, niemal podskakując.

Prawie skończyła. Wiedziałem dokładnie, w którym momencie przeczytała ostatnią linijkę, bo zesztywniała. Spojrzała na mnie.

– Widziałeś nazwiska pasażerów?

Skinąłem głową i czekałem na jej reakcję.

– To jest… – Urwała, otworzyła i zamknęła usta kilka razy, zanim zmarszczyła czoło i popatrzyła na ekran.

– Mogę poprosić, żeby to zmienili. Fakt, prosiłem, żebyś jechała pod innym nazwiskiem, ale nawet do głowy mi nie przyszło, że zmienią je na moje – przekonywałem, bo nie chciałem, żeby myślała, że to mój pomysł.

Pokręciła przecząco głową.

– Stało się. Zostawmy to, jak jest.

– Jesteś pewna?

Zmusiła się do uśmiechu i pokiwała głową.

– O co chodzi, przystojniaku, nie chcesz, żebym była twoją żoną? – Siliła się na żartobliwy ton, ale widziałem, że czuła się nieswojo.

Postanowiłem nie odpowiadać, bo wyraźnie było widać, że coś jest nie tak, choć zupełnie tego nie rozumiałem.

– Anno, mogę poprosić Maddy, żeby to zmieniła, jeśli chcesz.

Wzruszyła ramionami.

– Jest dobrze. Zależy ci na tym?

Cholera, zależy, jak na niczym na świecie! Pokręciłem głową.

– Nie, wszystko mi jedno, dziewczynko – skłamałem gładko.

– No to się tym nie przejmuj. Pod pewnym względem to nawet słodkie. Poza tym dzięki temu nikt nie będzie zwracał na nas uwagi. Zrobię wszystko, byle nikt nie prosił mnie o autograf. – Zażartowała i nonszalancko wzruszyła ramionami.

Musiałem sprawdzić, czy nie robiła dobrej miny do złej gry, dlatego objąłem ją w pasie i wpatrywałem się w nią z uwagą.

– Naprawdę ci to nie przeszkadza?

Ponownie wzruszyła ramionami.

– Naprawdę. To tylko nazwisko i w ogóle mi nie przeszkadza, dopóki twoja natura nie zacznie się buntować i nie uciekniesz z krzykiem – drażniła się ze mną.

– Nie jestem podrywaczem! – krzyknąłem, zły, bo wciąż nie rozumiała, że nie widzę poza nią świata.

Uśmiechnęła się do mnie czule i skinęła głową.

– Wiem, droczę się z tobą i tyle – wyszeptała, oplatając mnie mocno ramionami. W końcu odsunęła się i powiedziała:

– Muszę przejrzeć ubrania i zobaczyć, co trzeba będzie kupić przed wyjazdem!

Potem zeskoczyła ze stołka i w podskokach pobiegła do sypialni.

Rozdział szósty
Anna

Po locie, który wydawał się trwać wieczność, i dwudziestu minutach na motorówce mknącej po krystalicznie czystym oceanie, dotarliśmy w końcu na wyspę, która miała być naszym domem przez następne dwa tygodnie.

W chwili gdy weszliśmy na pomost, podszedł do nas wysoki mężczyzna o złotawej opalonej skórze i prawie białych od słońca blond włosach. Wyciągnął rękę do Ashtona.

– Pan Taylor? – zapytał. Ashton skinął głową i uścisnął mu dłoń. Mężczyzna obrócił się potem do mnie. – Witam, pani Taylor.

Zachichotałam nerwowo, słysząc dźwięk nazwiska, którego użył. Kiedy się dowiedziałam, że moje nazwisko zostało zmienione właśnie na to, byłam kompletnie zaskoczona. Widok własnego imienia doczepionego do obcego nazwiska wywoływał we mnie mnóstwo nieprzyjemnych wspomnień. Ale w przypadku nazwiska Ashtona było jakoś inaczej. Nie przerażało mnie to, jak się początkowo spodziewałam. Można powiedzieć, że nawet to polubiłam do pewnego stopnia. Nie wiedzieć czemu, miałam wrażenie, że ta zmiana stwarza mi możliwość powrotu, choćby na krótko, do normalnego życia. Mimo wszystko nic złego nie przydarzyło się przecież Annabelle Taylor.

– Dzień dobry – przywitałam się i skinęłam mu głową.

– Nazywam się Kyle i jestem kierownikiem tego ośrodka. Jeśli będą państwo czegoś potrzebowali w czasie pobytu, proszę dać mi znać – powiedział.

Ashton uśmiechnął się i wziął mnie za rękę.

– Dziękuję. I proszę się do nas zwracać po imieniu, Ashton i Anna.

Przyglądałam się pięknemu krajobrazowi, który rozciągał się przed moimi oczami. Było tam jak w raju, jak na pocztówce, i w życiu nie widziałam czegoś bardziej malowniczego. Piasek na plaży, sypki jak puder, jaśniał bielą, omywany leniwymi niebieskimi falami oceanu. Między linią drzew widać było domki kempingowe stylizowane na chaty, przy których powieszono hamaki w cieniu na palmach. Trochę dalej na plaży drewniane molo wchodziło w spokojny ocean, mając niewielkie wille po obu stronach. Westchnęłam cicho ze szczęścia, gdy pomyślałam, że będziemy tu przez dwa tygodnie. To miała być czysta rozkosz.

Kyle uśmiechnął się i wskazał głową plażę.

– Zaprowadzę was do waszej willi. Hasan, przenieś bagaże państwa – zwrócił się do człowieka, który wyjmował już z motorówki nasze walizki. – Proszę za mną. – Szedł szybko, a japonki uderzały mu o podeszwy stóp z głośnym klapnięciem przy każdym kroku.

Ścisnęłam rękę Ashtona z podekscytowaniem, gdy oboje ruszyliśmy za nim. Zorientowałam się, że szedł w kierunku drewnianego pomostu i stojących przy nim domków na wodzie.

– Główna recepcja jest w miejscu, gdzie rozmawialiśmy. W środku są trzy restauracje, dwa baseny, spa, kilka sklepów i trzy bary. Przy plaży mamy sprzęt do uprawiania różnych sportów wodnych, w tym kajaki, maski z fajkami do oddychania i deski do windsurfingu. Przy końcu plaży każdego wieczoru od ósmej do północy urządzamy grilla pod gołym niebem. Kucharze przygotują wszystko, czego będziecie sobie życzyli – steki, ryby i homary – mówił Kyle z dumą w głosie. Wszedł na drewniane molo i wskazał ręką mniej więcej osiem domków na palach zbudowanych tuż nad wodą. – To nasze zewnętrzne wille. Ta na samym końcu jest państwa. – Wyjął z kieszeni dwie plastikowe karty-klucze. – Domek obok was będzie pusty przez następne dwa tygodnie, więc będziecie mieli więcej prywatności. Ocean po tej stronie jest wyłącznie do użytku mieszkańców naszych willi. Nie wolno tu wpływać łódkami ani uprawiać sportów wodnych, więc będziecie mogli w spokoju korzystać z uroków morza.

 

Głośno przełknęłam ślinę. Najwyraźniej ojciec pomyślał o wszystkim, bo nikomu nie wolno było nawet pływać w pobliżu naszego domku.

Przystanął przy niewielkich drewnianych drzwiach i przytknął kartę-klucz do niewielkiego czarnego czytnika. Drzwi otworzyły się z cichym kliknięciem. Popchnął je i gestem zaprosił nas do środka. Kiedy przeszłam przez próg, oniemiałam na widok niesłychanego luksusu tego miejsca.

Pośrodku ogromnego pokoju stała wielka kremowa sofa z baldachimem zwisającym wokół niej z sufitu. Obok postawiono niewielki stolik z gigantycznym bukietem kwiatów i dwa fotele. Trzy ściany były drewniane, ale ściana naprzeciwko drzwi przeszklona od sufitu do podłogi. Roztaczał się stamtąd widok na piękny, spokojny ocean.

Ashton wszedł za mną. Usłyszałam, że on też zaniemówił z zachwytu. Kyle wskazał na niewielkie białe pudełko zamontowane na ścianie.

– Regulator klimatyzacji. – Poszedł trochę dalej i otworzył drzwi po prawej stronie. – Tu jest państwa łazienka z wanną do masaży wodnych. Ściana jest z lustra weneckiego, co oznacza, że możecie przez nią wszystko widzieć, ale nikt z zewnątrz nie może was zobaczyć. Zapewnia zupełną prywatność.

– To niesamowite – powiedziałam, kręcąc z podziwu głową.

Kyle dał mi do zrozumienia skinieniem głowy, że się ze mną zgadza, otworzył następne drzwi i przywołał mnie gestem dłoni.

– To największa z sypialni.

Sypialnia okazała się tak wspaniała, jak tego oczekiwałam. Pokrowce na czterech kolumnach łóżka i pościel były śnieżnobiałe. Dwa czerwone ręczniki leżały na nim złożone w kształcie serca, a wokół rozrzucono płatki czerwonej róży. Łóżko stało przodem do kolejnej szklanej ściany, dlatego pierwszą rzeczą, jaką się widziało po przebudzeniu, był ocean ciągnący się aż po horyzont.

– Tam jest moja ulubiona część willi – powiedział Kyle, wskazując dwa fotele. Podeszłam do tego miejsca i zobaczyłam ogromną część podłogi zastąpionej przez szkło. Woda poniżej była tak idealnie przezroczysta, że widać było każdy kamień zdobiący dno i pływające w niej ryby.

– Pokażę teraz państwu taras, a potem zostawię was, żebyście mogli się rozgościć.

Kiedy wracaliśmy przez salon, spostrzegłam, że nasze bagaże zostały już postawione w drzwiach. Kyle przesunął szklane drzwi i upał z zewnątrz buchnął mi w twarz.

Ashton tymczasem wypytywał, kiedy przychodzą pokojówki i jak się zamawia room service Przeszłam się po tarasie, dotykałam niewielkiego stolika, krzeseł i leżaków. Kiedy oparłam się o balustradę i napawałam wspaniałym widokiem, zauważyłam kilka schodków po prawej stronie. Mieliśmy własny dostęp do morza prosto z tarasu. Mając to wszystko i room service, nie czułam potrzeby wychodzenia stąd przez całe dwa tygodnie.

– Zostawiam was, żebyście mogli państwo spokojnie się rozpakować. Do widzenia, pani Taylor. Mam nadzieję, że będą państwo zadowoleni z pobytu u nas – powiedział Kyle, wchodząc do środka willi.

Uśmiechnęłam się.

– Dziękuję. Na pewno będziemy zadowoleni.

Ashton wszedł za nim, a ja patrzyłam na leżak i nie potrafiłam zdecydować, czy chcę się opalać, czy popływać. Właśnie kiedy podejmowałam decyzję, Ashton wrócił z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Jest naprawdę gorąco na zewnątrz. Powinnaś wrócić do środka i posmarować się balsamem.

Skinęłam głową.

– Wiem. – Ponownie spojrzałam na ocean i ostatecznie zdecydowałam, co chciałabym zrobić najpierw. Popływać.

Niestety, przedtem trzeba było się rozpakować. Upychanie gdzieś tego, co przywieźliśmy, wydawało się trwać całą wieczność. Wyjmując z walizki szóste bikini, zdałam sobie sprawę, że chyba jednak przesadziłam z ilością zabranych rzeczy.

Patrzyłam na Ashtona w milczeniu układającego swoje rzeczy w szufladach obok moich. To miejsce było tak odległe od wszystkiego, piękne i romantyczne. W tych idyllicznych warunkach, widząc codziennie jego prawie nagie ciało, nie zdołam stłumić w sobie pożądania, jakie pchało mnie ku niemu. Podobnie jak w Los Angeles namiętność i pożądanie już we mnie narastały. Nie było sensu walczyć z czymś, co nieuniknione. Teraz, gdy byliśmy daleko od uczelni, i tylko we dwoje, nic nie mogło nas powstrzymać przed poddaniem się nastrojowi i kosztowaniem choćby odrobiny przyjemności przez dwa tygodnie. W oczekiwaniu na rozwój wydarzeń uśmiechnęłam się do siebie. Minęło tyle czasu, od kiedy jego dłonie były na moim ciele, że wszystko we mnie niemal wrzało z podniecenia.

Skończyłam się rozpakowywać. Chwyciłam pierwsze z brzegu bikini i uśmiechnęłam się do Ashtona.

– Idę się przebrać. Potem sprawdzę, czy woda jest tak cudowna, na jaką wygląda. – Zaśmiałam się, wzięłam jeszcze butelkę z balsamem i pobiegłam do łazienki.

Założyłam czarne bikini i zawiązałam tasiemki na szyi i biodrach. Wykręcając się na wszelkie sposoby, obejrzałam się w lustrze. Kostium odsłaniał niesamowicie dużo i zwykle nie założyłabym czegoś takiego, ale wybrałam go, bo dzięki temu nie groziły mi grube białe linie bez opalenizny na ramionach i plecach. Postanowiłam, że nie będę nosiła tego kostiumu na plaży. Nie chciałam, żeby inni ludzie mnie w nim oglądali. Czułam się niemal nieprzyzwoicie, choć wszystko co trzeba miałam zakryte.

Po nasmarowaniu balsamem miejsc, do których mogłam sięgnąć, wyszłam z łazienki i zobaczyłam Ashtona w czarnych kąpielówkach. Stanęłam jak wryta, patrząc na mięśnie jego klatki piersiowej i ramion, w które wsmarowywał krem do opalania. Wtedy uświadomiłam sobie, że szaleję za nim.

Podniósł wzrok, gdy weszłam. Jego ręka zatrzymała się w połowie ruchu. Powoli omiatał wzrokiem moje ciało. Poczułam, że się rumienię, bo nie przestawał na mnie patrzeć, nie przejmując się w ogóle tym, że wiem, że się na mnie gapi.

– Chcesz, żebym posmarowała ci plecy? – zaproponowałam, wskazując głową butelkę, którą trzymał w ręku.

Przełknął głośno ślinę, spojrzał zmieszany na butelkę, jakby zapomniał, że miał ją w ręku.

– E… tak, dzięki.

Wyszłam na taras, bo wiedziałam, że Ashton pójdzie za mną. Kiedy się odwróciłam, stał i nadal pożerał mnie wzrokiem. Wyjęłam mu butelkę z ręki i wskazałam głową leżak, żeby na nim usiadł.

Nacieranie mu pleców balsamem samo w sobie było zmysłowym doznaniem. Robiłam to powoli, pozwalałam palcom wędrować po opalonej skórze jego barków i pleców, uważałam, żeby nie pominąć żadnego miejsca. Poczułam mrowienie na całym ciele. Marzyłam tylko o tym, żeby go pchnąć na leżak i sycić się nim aż do utraty zmysłów z wyczerpania.

Kiedy skończyłam, ściągnęłam włosy w kok i oddałam mu balsam, a sama obróciłam się i pochyliłam plecy.

– Zrobisz to dla mnie?

Nie odpowiedział. Wycisnął jedynie trochę kremu na rękę i zaczął smarować mi plecy, zataczając dłonią niewielkie koła. Zamknęłam oczy, usiłując jednocześnie nie dopuścić, by jego dotyk zepchnął mnie w przepaść.

– Dziękuję.

– Nie ma za co. Nie możemy dopuścić, żebyś się poparzyła pierwszego dnia, prawda? – zażartował. Obrócił się i poszedł w kierunku schodków, zostawiając mnie z sercem walącym jak młot. Zanurzył stopę w wodzie i jęknął z zadowolenia. – Jest bardzo ciepła. Zakochasz się w niej!

Zeskoczył ze stopnia do wody, a ja westchnęłam w rozmarzeniu. To miejsce, myśl o rękach Ashtona na moim ciele i jego ustach na moich wargach ‒ miałam wrażenie, że to sen. Po śmierci Jacka uważałam, że już nigdy nie będę szczęśliwa, ale Ashton najwyraźniej potrafił sprawić jednym uśmiechem, że wszystko nabierało jaśniejszych barw.

Podniosłam się i podeszłam do skraju tarasu, a potem wychyliłam się nad drewnianą balustradą. Woda znajdowała się około półtora metra niżej. Czułam się, jakbym stała na trampolinie nad basenem. Ashton się wynurzył, zasłonił oczy ręką przed słońcem i popatrzył w stronę plaży. Stanęłam na palcach przy balustradzie i też się wychyliłam, ale niczego nie zobaczyłam. Nasz domek, jak zapewniał Kyle, był naprawdę zupełnie schowany przed wzrokiem innych.

– Głęboko?! – zawołałam.

Ashton spojrzał w dół i zniknął pod powierzchnią wody na kilka sekund, a potem wynurzył się i odgarnął mokre włosy z twarzy.

– Jakieś trzy metry. – Wzruszył ramionami i wyglądał na niezbyt pewnego siebie. Uśmiechnęłam się podekscytowana. Kiedy uniosłam nogę i zaczęłam się wspinać na balustradę, Ashton głośno wciągnął powietrze. – Nie, Anno! Co robisz?

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?