Chłopak, który wiedział o mnie wszystko

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– No to jak? Nadal chcesz nosić moją koszulkę? – spytał, pomagając mi wysiąść z auta, gdy zajechaliśmy na szkolny parking, po czym ruszył w kierunku chłopięcej szatni, cały czas trzymając mnie za rękę.

Uśmiechnęłam się radośnie. Wyglądało na to, że wszystko wraca do normy.

– Oczywiście, jeśli ty tego chcesz – odpowiedziałam, przygryzając wargę.

– Pewnie, że chcę. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką – oświadczył z szerokim uśmiechem.

Poczułam lekkie ukłucie w sercu, ale nie wiedziałam dlaczego. To prawda, byłam jego najlepszą przyjaciółką, i tyle. Więc czemu nagle zapragnęłam czegoś więcej? Dlaczego nie mogłam przestać myśleć o tamtym pocałunku i o tym, że jego usta tak idealnie pasowały do moich?

Wciągnął mnie za sobą do szatni.

– Hej, ona nie może tu wchodzić! – krzyknął jakiś chłopak.

Wytrzeszczyłam oczy, bo w środku roiło się od półnagich byczków.

– Mmm, fajny widok – mruknęłam z ironicznym uśmieszkiem. Rozejrzałam się dookoła, przesuwając leniwie wzrokiem po każdym z nich.

Clay zasłonił mi ręką oczy, i tyle się napatrzyłam.

– Chodź, zboczuchu. Dam ci koszulkę i możesz iść! – powiedział ze śmiechem, prowadząc mnie w nieznanym kierunku.

Usłyszałam za sobą gwizdy i komentarze. Clay mruknął jedynie „zamknąć japy!”, po czym wcisnął mi w ręce koszulkę, i wciąż zakrywając mi oczy, wyprowadził z szatni.

Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, zachichotałam.

– Dzięki za to i tamto – powiedziałam radośnie, poruszając wymownie brwiami.

Przewrócił oczami z życzliwym uśmiechem.

– Odprowadzić cię na boisko? – zaoferował, obejmując mnie ramieniem.

Pokręciłam głową, śmiejąc się z tego, jaki był kochany. Zawsze się tak wobec mnie zachowywał. Nawet gdy byliśmy dziećmi, wszędzie ze mną chodził, pilnując, by nie stała mi się krzywda.

– Powinnam trafić – zripostowałam.

– Okej, widzimy się później – rzucił i wrócił do środka.

Ledwo otworzył drzwi, jego kumple zaczęli mu docinać z mojego powodu. Uśmiechnęłam się tylko i spojrzałam na koszulkę, którą trzymałam w dłoniach. Była duża i bordowa, a na plecach miała napis: PRESTON 12. Narzuciłam ją na mój czarny obcisły top i z szerokim uśmiechem dołączyłam do Rachel, która siedziała na trybunach, by wraz z nią obejrzeć mecz.

Po jakimś czasie usłyszałam obok siebie męski głos:

– Cześć.

– Yyy, cześć – odpowiedziałam, odwracając się do chłopaka, który mnie zagadnął.

Był naprawdę wysoki, miał pewnie ze sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Był też dobrze zbudowany, ale nie przesadnie umięśniony. Miał czarne, zwichrzone włosy, które opadały mu na czoło, i jasnoniebieskie oczy. Lewą brew przecinała niewielka szrama, a tuż obok widniał mały, srebrny kolczyk. Taki sam tkwił w kąciku dolnej wargi.

Miał na sobie czarny, przylegający T-shirt, nisko opuszczone dżinsy i buty motocyklowe, których nie zasznurował. Był tak przystojny, że wyglądał, jakby urwał się właśnie z wybiegu dla modeli.

Nagle zdałam sobie sprawę, że się na niego gapię, więc szybko odwróciłam wzrok, przenosząc go na boisko, gdzie dalej toczyła się gra.

– Więc chodzisz z Clayem Prestonem? – zagaił nieznajomy.

Dlaczego, do cholery, wszyscy tak uważali?

– Po czym wnosisz? – spytałam, odwracając się do niego. Nie kojarzyłam go ze szkoły. Gdybym go już widziała, na pewno bym go zapamiętała.

– Cóż, nosisz jego numer. Tak robią dziewczyny sportowców, no nie? – odpowiedział z wyniosłym uśmiechem.

Spojrzałam w dół na wyjazdową koszulkę Claya. Zupełnie zapomniałam, że miałam ją na sobie.

– Yyy, niekoniecznie. Nie jesteśmy parą. Tylko się przyjaźnimy – sprostowałam, patrząc na boisko.

– To świetnie! Jestem Blake – przedstawił się z miłym uśmiechem. Przygryzłam wargę, ponownie go taksując.

– A ja Riley – odpowiedziałam, starając się zignorować lekkie łaskotanie w brzuchu. Dla niepoznaki skupiłam się ponownie na grze, ale czułam, że na mnie patrzy.

– Chodzisz do South Shore? – rzucił nagle.

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Taa, a ty? – spytałam, chociaż znałam już odpowiedź. Na pewno go tu nie widziałam. Zauważyłam też, że wszystkie dziewczyny – a nawet niektóre mamy – pożerały go wzrokiem.

– Nie-e – odpowiedział, powtarzając „e” dla efektu. Nie ciągnął tematu, więc odwróciłam głowę, uśmiechając się pod nosem.

Okej, skoro chce się bawić, to proszę.

– Dawaj, Clay! – krzyknęłam, zrywając się z ławki i klaszcząc w dłonie.

Clay spojrzał na mnie z uśmiechem, więc mrugnęłam do niego znacząco i usiadłam z powrotem na miejsce.

Blake znów się do mnie odwrócił.

– Nie jesteście parą, tak? – rzucił z ironicznym uśmieszkiem.

– Nie-e – powiedziałam, celowo go przedrzeźniając.

Zaśmiał się.

– No więc, Riley, robisz coś po meczu? – spytał zalotnie, ponownie sprawiając, że poczułam łaskotanie w brzuchu.

– Tak – odpowiedziałam, starając się nie roześmiać na widok jego poirytowanej miny.

– A co? – nie dawał za wygraną. Przysunął się bliżej, tak że dotykaliśmy się bokami.

– Idę z Clayem na imprezę – powiedziałam nonszalancko.

Wciągnął głęboko powietrze w płuca.

– Cóż, w takim razie będę musiał zabrać kogoś innego na kolację. – Nadąsał się i westchnął teatralnie, odsuwając się ode mnie.

– Na to wygląda. – Mrugnęłam do niego żartobliwie.

Pokręcił głową ze śmiechem – był chyba lekko speszony. Z takim wyglądem pewnie nigdy nie musiał zabiegać o randkę.

W tym momencie wróciła Rachel z colą i frytkami. Gdy zobaczyła siedzącego obok Blake’a, opadła jej szczęka.

– Ożeż w mordę! Ty jesteś Blake Chambers! – niemal krzyknęła, po czym wcisnęła się między nas, prawie siadając mu na kolanach.

– Nie inaczej – odpowiedział z ironicznym uśmieszkiem. Rachel aż się zaśliniła na jego widok. Zapewne takiej samej reakcji oczekiwał po mnie.

Wzięłam swoją porcję frytek i zaczęłam jeść, starając się wczuć w grę, niestety z marnym efektem. Nic z tego nie rozumiałam. Według tablicy wyników wygrywaliśmy, i tylko tyle wiedziałam.

Nagle wszyscy zerwali się z miejsc, bucząc i krzycząc. Rozejrzałam się dookoła z konsternacją, zastanawiając się, co przegapiłam. Blake przyglądał mi się z szerokim uśmiechem.

– Co się stało? – chciałam wiedzieć.

Pokręcił głową i zaśmiał się cicho.

– Faul – wyjaśnił. – Wiesz cokolwiek o futbolu? – spytał.

Wzruszyłam ramionami, unosząc brwi.

– Wiem, że nasi grają w niebieskich strojach – odpowiedziałam, na co on parsknął śmiechem.

Śmiał się naprawdę cudownie.

Mecz zakończył się naszą wygraną. Koledzy z drużyny znieśli Claya i Bena na rękach za zdobycie ostatniego przyłożenia, które przypieczętowało zwycięstwo.

– Widzimy się na imprezie – rzuciła Rachel i wstała.

– Okej – odpowiedziałam automatycznie, nie odrywając wzroku od telefonu. Mama przysłała wiadomość, że dziś nocują w hotelu. Podobno David zrobił jej niespodziankę na „półrocznicę”, ale ja już o tym wiedziałam, bo wygadał się w zeszłym tygodniu.

Nie zauważyłam, że Blake znowu się do mnie przysunął. Trybuny były już puste, ale musiałam poczekać na Claya.

– Co to za imprezka? – wymruczał mi do ucha, przyprawiając mnie o dreszcz.

– Hmm, nie wiem, kto ją wyprawia. Jestem tu nowa i prawie nikogo nie znam – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Czyli nie ma szans, żebym wyciągnął cię na kolację? – spytał z miną zbitego szczeniaka. Zapatrzyłam się w jego jasnoniebieskie oczy i wciągnęłam nerwowo powietrze. Nigdy się nie stresowałam w towarzystwie chłopców, ale przy nim pociły mi się dłonie.

– Nie, wybacz – rzuciłam od niechcenia, żeby nie zorientował się, jak na mnie działa.

Nagle wyrwał mi komórkę z rąk i zaczął coś na niej wystukiwać.

– Hej! – krzyknęłam, próbując mu ją odebrać.

Zaśmiał się tylko i uniósł telefon tak wysoko, że nie mogłam go dosięgnąć.

– To może jutro? – nie ustępował.

Jutro wypadał wieczór filmowy.

– Nie mogę. Mam już plany – powiedziałam zgodnie z prawdą.

– A pojutrze? – spytał, unosząc brew, w której tkwił kolczyk.

– Też – rzuciłam ze śmiechem.

Westchnął, kręcąc głową.

– Nie poddam się tak łatwo. Zawsze dostaję to, czego chcę – ostrzegł, patrząc mi prosto w oczy.

Poczułam ściskanie w dołku. Miał tupet, ale mogłam się założyć, że mówił prawdę. Dziewczyny pewnie codziennie rzucały mu się do stóp.

– Twój wybór – odpowiedziałam z diabolicznym uśmieszkiem, patrząc na niego uwodzicielsko spod rzęs. Wciągnął głęboko powietrze, po czym wypuścił je z westchnieniem.

Właśnie wtedy na trybunach pojawił się Clay. Szedł w moją stronę, piorunując Blake’a wzrokiem. Nie mogłam pojąć, skąd ta wrogość; Clay zwykle wszystkich lubił. Poderwałam się z ławki i rzuciłam mu na szyję.

– To było świetne! Dobra robota! – wykrzyknęłam z entuzjazmem, całując go w policzek.

Zaśmiał się.

– Taa, jasne. Opisz przynajmniej jedną akcję z moim udziałem. Dopiero wtedy uwierzę, że wiesz, o czym mówisz! – rzucił z przekąsem i zaczął mnie łaskotać.

Przygryzłam wargę, desperacko próbując coś wymyślić. Naprawdę znał mnie na wylot.

– Cóż, był faul. A na koniec zdobyłeś wspaniałe przyłożenie! – odpowiedziałam, zerkając na Blake’a, który kręcił głową, śmiejąc się z mojej żałosnej próby zatuszowania prawdy.

– Nie martw się, Preston, nie przegapiła twoich popisów – mruknął nagle w zadumie. – Och, byłbym zapomniał. Proszę, twój telefon, Riley. Odezwij się, jeśli zmienisz zdanie – dodał, mrugając do mnie porozumiewawczo.

 

Uśmiechnęłam się, kiedy musnął mój palec, podając mi komórkę.

– Nie zmienię, więc się nie łudź – odpowiedziałam z zuchwałym uśmieszkiem. Blake zaśmiał się tylko i odszedł. Obserwowałam go, nie mogąc oderwać wzroku od jego tyłka.

Gdy odwróciłam się do Claya, napotkałam jego gniewne spojrzenie.

– No co? – spytałam niewinnie, rumieniąc się, bo przyłapał mnie, jak gapiłam się na męskie pośladki.

– Jest dla ciebie za stary – powiedział wprost, obejmując mnie ramieniem i prowadząc w przeciwnym kierunku.

– Za stary? Czyli go znasz? – spytałam podejrzliwie.

– Taa. Uczył się tu, ale skończył szkołę dwa lata temu. Przez jakiś czas grałem z nim w drużynie. Nazywa się Blake Chambers – odpowiedział z nieukrywaną złością.

Zmarszczyłam brwi.

– Okej. Domyślam się, że go nie lubisz – stwierdziłam, przytulając się do niego.

– Nie bardzo. To kobieciarz jakich mało. Zanim stąd odszedł, zaliczył chyba wszystkie dziewczyny ze szkoły. – Pokręcił z dezaprobatą głową.

– Hmm, kogoś mi to przypomina – zażartowałam, drapiąc się po brodzie.

Parsknął śmiechem.

– Nie jestem ani trochę jak on. Wydaje mi się, że on naprawdę spał ze wszystkimi dziewczynami. Chodzą plotki, że zrobił to nawet z jedną z nauczycielek. Poza tym, jak już mówiłem, jest dla ciebie za stary – oświadczył stanowczo, patrząc na mnie ostrzegawczo.

Skinęłam głową i uśmiechnęłam się na znak zrozumienia, ale tylko po to, by zakończyć ten temat.

Impreza była tak szalona, jak zapowiedziała Rachel. Były wszelkie rodzaje alkoholu, bodyshoty, pijackie gry i głośna, dudniąca muzyka. Widziałam nawet, jak dwóch kolesiów ze szkoły sprzedaje narkotyki, ale trzymałam się od nich z daleka.

Piłam właśnie piątą kolejkę, gdy Rachel postanowiła zaciągnąć mnie na parkiet.

– A więc poznałaś Blake’a Chambersa – wypaliła nagle.

– Pobieżnie, ale z chęcią poznałabym go lepiej. – Wychyliłam na raz nalaną wódkę, wzdrygając się na jej piekący smak.

– Jest taki seksowny – westchnęła rozmarzona Rachel.

Skinęłam głową.

– Zdecydowanie, ale słyszałam, że to niezły ściemniacz i podrywacz – odpowiedziałam, poruszając się w rytm muzyki.

Wtem poczułam, że ktoś ociera się o moje plecy. Odwróciłam się i ujrzałam blondyna, który wykonywał nieprzyzwoite ruchy.

– Ej, nie zapędziłeś się trochę? – warknęłam, odpychając go.

– Nie, kotku, wcale – zaśmiał się i znów do mnie podbił.

Chwyciłam go mocno za jądra.

– Jeśli nie chcesz ich stracić, lepiej się odpieprz – syknęłam, jeszcze mocniej zaciskając palce. Zapiszczał jak dziewczynka i zaczął się wić.

– Okej, okej. Rany, przepraszam! – Podniósł ręce w geście kapitulacji, więc go puściłam. Skrzywił się i pokuśtykał w przeciwną stronę, trzymając się za krocze.

Odwróciłam się do Rachel, która prawie tarzała się ze śmiechu po podłodze.

– No co? – spytałam, chichocząc, choć tak naprawdę nie miałam pojęcia dlaczego.

Cholercia! Chyba jestem trochę wstawiona! – pomyślałam i zamrugałam kilkakrotnie, rozglądając się po pokoju, w którym teraz roiło się od ludzi.

– Ossstro, siossstro! – syknęła mi do ucha Rachel, wciąż śmiejąc się histerycznie.

– Ta, Clay mnie tego nauczył. Chodźmy po kolejnego drinka, a potem na świeże powietrze, okej?

Złapałam ją za rękę i nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam do kuchni. Wychyliłyśmy po shocie i z dwoma nowymi ruszyłyśmy w kierunku drzwi, gdy nagle Clay chwycił moje ramię.

– Widzę, że nauka nie poszła w las – stwierdził z dumnym uśmiechem.

Skinęłam głową i pocałowałam go w policzek.

Wraz z Rachel wytoczyłyśmy się na dwór, cały czas chichocząc, i usiadłyśmy na huśtawkach.

– A tak w ogóle, to ile lat ma Blake? – spytałam Rachel, która wychylała się tak bardzo do tyłu, że niewiele brakowało, by spadła.

– Yyy, skończył szkołę chyba dwa lata temu. Więc powinien mieć dwadzieścia, tak sądzę… – stwierdziła, jednak ton jej głosu sugerował, że to było raczej pytanie.

– Wygląda na to, że Clay za nim nie przepada, zresztą z wzajemnością. -Skrzywiłam się, myśląc o tym, jaki Clay był spięty, gdy się spotkali.

– Wydaje mi się, że grali razem w futbol, gdy Blake chodził jeszcze do szkoły. On też był biegaczem. Mam wrażenie, że trener dawał im mocno w kość, żeby konkurowali o miejsce w drużynie. Chyba właśnie przez to nie pałają do siebie sympatią – wybełkotała, kończąc czkawką.

Wtedy pojawił się Clay, krocząc dumnie po trawie.

– Hej, Niedźwiadku, możemy się zbierać? – spytał, bujając mnie lekko od przodu.

Uśmiechnęłam się radośnie. Zawsze mnie tak bujał. Kiedyś nawet zbudował mi na urodziny huśtawkę z dużego kija i liny. Wiążąc ją na gałęzi starego dębu rosnącego za moim domem, spadł i złamał rękę, lecz gdy tylko zdjęto mu gips, wrócił tam i ją dokończył. Do dziś wisi w ogrodzie.

– Rachel, podwieźć cię do domu? – zaproponował, potrząsając kluczykami, by odwrócić jej uwagę od swojego ciała.

– Hmm, czy mam ochotę na przejażdżkę z Clayem Prestonem? – wymruczała sugestywnie, pożerając go wzrokiem.

Zachichotałam, a Clay przewrócił oczami.

– W porządku, ochlapuski. Ładujcie się do samochodu – zawyrokował, wyciągając ku mnie rękę.

Wsparłam się na niej i pijackim pląsem ruszyłam do auta.

Odwieźliśmy Rachel do domu, Clay odprowadził ją do drzwi, a potem pamiętam już tylko, że ktoś próbował zdjąć mi spodnie. Były ściągnięte aż do kolan.

– Hej! – wrzasnęłam, odpychając ręce ciągnące za dżinsy.

Co jest, do cholery? Ktoś próbuje mnie zgwałcić? – przemknęło mi przez myśl.

Zaczęłam krzyczeć i panikować, próbując się podnieść, gdy nagle ktoś zakrył mi usta.

– Riley! Niedźwiadku, to ja! Rany, uspokój się – powiedział głośno Clay, popychając mnie z powrotem na łóżko. Podniosłam wzrok i ujrzałam jego piękne zielone oczy, oddalone zaledwie o kilka centymetrów od mojej twarzy.

Dzięki Bogu! To tylko Clay! – pomyślałam z ulgą, zalewając się łzami.

Zarzuciłam mu ręce na szyję i mocno przytuliłam.

– Już dobrze, ciii. Przepraszam. Zasnęłaś w samochodzie. Po prostu kładłem cię do łóżka – wyszeptał mi do ucha, głaszcząc po włosach.

Rozejrzałam się dookoła z zaciekawieniem. Byłam w swoim pokoju i w swoim łóżku, a on zdjął mi już buty. I wtedy zrozumiałam: przyniósł mnie śpiącą i nie chciał budzić. Ależ on kochany!

Zachichotałam z zażenowania.

– Przepraszam. – Moje serce powoli się uspokajało, w miarę jak głaskał mnie po głowie. – Wystraszyłeś mnie nie na żarty – przyznałam, usiłując ściągnąć spodnie. Musiałam być naprawdę pijana, bo nie zsunęły się ani o milimetr.

Clay zaśmiał się i pomógł mi je zdjąć, a potem sam się rozebrał i położył obok twarzą do mnie, zachowując dystans. Pierwszy raz od pocałunku leżeliśmy razem w łóżku. Wyglądał, jakby nie był pewny, co robić. Powieki ponownie zaczęły mi opadać i wiedziałam, że za chwilę zmorzy mnie sen. Pchnęłam go więc mocno do tyłu, żeby przewrócił się na plecy, po czym wtuliłam się w jego pierś, pozwalając, by objął mnie ramieniem.

Usłyszałam jego cichy śmiech i wreszcie zasnęłam ukołysana biciem jego serca.

Rozdział trzeci

Następny tydzień minął tak szybko, że pozostawił po sobie jedynie mgliste wspomnienie. Clay i ja zachowywaliśmy się jak dawniej, bez skrępowania, co bardzo mnie cieszyło. Naprawdę podobało mi się w nowej szkole. Zaprzyjaźniłam się z Rachel, a nawet zaczęłam się trzymać z jej przyjaciółmi. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili, bo kumplowałam się z Panem Popularnym. Clay nadal był wobec mnie uroczo nadopiekuńczy; miałam wrażenie, że odstrasza ode mnie chłopaków, ale i tak często mnie podrywali. Wszystkich uprzejmie spławiałam.

Nadszedł kolejny piątek. Znów miałam na sobie koszulkę Claya i siedziałam na trybunach z Rachel i Jeffem, zajadając się hot dogami. Tym razem naprawdę starałam się skupić na meczu. Clay próbował nauczyć mnie kilku podstawowych zasad, ale wszystko toczyło się zbyt szybko, bym się w tym połapała.

– Hej, nie zadzwoniłaś – rzucił ktoś z boku i usiadł ciężko na ławce, aż się ugięła.

Natychmiast rozpoznałam ten głos. Należał do Blake’a. Starałam się na niego nie patrzeć; był zbyt przystojny i niestety dla mnie za stary. Ale to nie znaczyło, że nie mogłam z nim trochę poflirtować…

Przełknęłam ślinę i spojrzałam mu prosto w twarz. W jego niebieskich oczach tańczyły iskierki rozbawienia.

Boże, zapomniałam, jaki jest seksowny!

– Hmm, miałam coś lepszego do roboty – rzuciłam z ironią, machając lekceważąco ręką.

– Coś lepszego? Czy może być coś lepszego niż randka ze mną? – spytał, marszcząc brwi, jakby nie mógł uwierzyć, że znów dałam mu kosza.

Uśmiechnęłam się w duchu. Najwyraźniej nie przywykł do tego, że dziewczyna mu odmawia. Nie żeby mnie to dziwiło. Z takim wyglądem mógł mieć każdą.

– Owszem. Mycie głowy, spacer z psem, domowe porządki. Kumasz? – odpowiedziałam z przekąsem.

– Nie wiesz, co straciłaś – skomentował z zuchwałym uśmiechem.

– Hmm, chyba się domyślam. Kiepskie żarcie i kiepski film, na którym chciałbyś siedzieć w ostatnim rzędzie, żeby się ze mną obściskiwać. A potem, zależnie od przebiegu randki, szybkie macanko w samochodzie na pożegnanie. Mam rację? – spytałam, unosząc brwi.

Zaśmiał się i wzruszył ramionami.

– Z grubsza – przyznał, kręcąc głową z rozbawieniem. Pochylił się i owiał moją szyję oddechem, przyprawiając mnie o gęsią skórkę. – Wiesz, ja naprawdę lubię wyzwania – wyszeptał mi do ucha, a po plecach znów przebiegł mi dreszcz.

– W takim razie trafiłeś pod właściwy adres. Tak łatwo ci ze mną nie pójdzie – odpowiedziałam cicho, mrugając do niego zalotnie.

– Właśnie widzę – skwitował, obejmując mnie ramieniem. Szturchnęłam go w bok i szybko wstałam; nie chciałam, by nasz flirt przerodził się w coś więcej.

– Dawaj, Tom! Rusz swój kościsty tyłek! Ta piłka sama się nie złapie! – krzyknęłam, chichocząc, gdy Tom pokręcił głową, piorunując mnie spojrzeniem. Lubiłam Toma, i to bardzo. Bez przerwy sobie tak dokuczaliśmy. Był naprawdę kochany.

Usiadłam ponownie na ławce, tym razem celowo dalej od Blake’a, ale to nic nie dało, bo natychmiast się do mnie przysunął.

– Jesteś dziś zajęta? – spytał. Pokiwałam twierdząco głową, powstrzymując uśmiech. – A jutro? – Nie dawał za wygraną, a ja ponownie przytaknęłam. – Domyślam się, że pojutrze też coś robisz? – Westchnął teatralnie.

I tym razem skinęłam głową, starając się ukryć rozbawienie jego udawanym poirytowaniem. Mogłam się założyć, że podoba mu się ta pogoń za króliczkiem, zwłaszcza że wcześniej nie musiał się za nikim uganiać. Przynajmniej tak przypuszczałam.

– Nie poddam się. Będę cię zapraszał co tydzień, dopóki się nie zgodzisz – zapewnił, przesuwając powoli palcem po mojej nodze.

– Blake, szczerze mówiąc, niepotrzebnie tracisz czas. Czy ty w ogóle pamiętasz, jak mam na imię? – spytałam z powątpiewaniem. Dostrzegłam jednak, że poczuł się urażony.

– Pewnie, że tak, Riley. Od zeszłego piątku nie mogę przestać o tobie myśleć. – Skrzywił się, jakby przyznawał się do słabości.

Uśmiechnęłam się w duchu. To było naprawdę urocze. A potem przypomniałam sobie, jaka krążyła o nim opinia. Był kobieciarzem i chciał mi się tylko dobrać do majtek, nic więcej.

– Słuchaj, Blake, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale mam tylko szesnaście lat – wyznałam, kręcąc głową.

Wytrzeszczył oczy, nie dowierzając.

– Cholera, serio? Myślałem, że osiemnaście. Trzymasz się z Prestonem, a on jest w ostatniej klasie, więc uznałem, że ty też – wyjaśnił, wbijając wzrok w ziemię.

– No więc, jak już mówiłam, tracisz czas. – Wzruszyłam ramionami i ponownie skupiłam się na grze. Sądziłam, że to koniec rozmowy, ale się myliłam.

– Dopiero skończyłaś szesnaście, czy… – zawiesił głos, nie tracąc nadziei.

– Yyy, nie. Za miesiąc, dwudziestego piątego, skończę siedemnaście – odpowiedziałam nieco skołowana.

Jego twarz natychmiast pojaśniała.

– A więc został ci tylko rok – stwierdził, mrugając do mnie znacząco.

Co to, do cholery, miało znaczyć? Został mi tylko rok?

– Rok do czego? – Spiorunowałam go wzrokiem, czekając na wyjaśnienie, ale on tylko się zaśmiał.

– Wiesz, jak od teraz będę cię nazywał? – Uśmiechnęłam się, niepewna, co znowu mu chodzi po głowie. – Lolitka! – rzucił z drwiącym uśmieszkiem.

 

– Lolitka? – powtórzyłam rozbawiona, kręcąc głową.

– Uhm, bo jeśli dalej będziesz mnie kusić tym seksownym ciałem, to wyląduję przez ciebie za kratkami. – Już się nie uśmiechał, a wręcz posmutniał.

– Więc lepiej przestań mnie zagadywać – zasugerowałam, marszcząc brwi. Wróciłam do oglądania meczu, ale nie mogłam zapomnieć o jego smutnym wyrazie twarzy.

– No, może powinienem – wymamrotał pod nosem, albo tak mi się zdawało, po czym wstał i odszedł. Mój wzrok ponownie powędrował za nim i zatrzymał się mimowolnie na jego pośladkach.

Miesiąc później nadszedł dzień moich urodzin. Naprawdę ich nienawidziłam, i wcale nie dlatego, że byłam coraz starsza. Chodziło o ten cały rejwach – śpiewanie, tort, ogólne zainteresowanie. Nie cierpiałam być w centrum uwagi, a w urodziny nie dało się tego uniknąć.

To nie będzie udany dzień, pomyślałam.

Przeturlałam się na bok, żeby wstać z łóżka, ale Clay objął mnie mocniej i przyciągnął do siebie.

– Wszystkiego najlepszego, Niedźwiadku – zaszczebiotał mi do ucha, a potem sięgnął pod łóżko i wyciągnął małe prostokątne pudełko.

Patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, więc się pochyliłam i pocałowałam go w policzek.

– Dziękuję, Clay. Nie musiałeś mi niczego kupować – powiedziałam, przyjmując podarek.

– Tak, wiem, nie lubisz urodzin. – Przewrócił oczami. – Ale ja lubię kupować ci urodzinowe prezenty, więc lepiej się z tym pogódź – skwitował ze śmiechem.

Ja również się zaśmiałam i rozerwałam ozdobny papier, który skrywał czerwone aksamitne pudełeczko na biżuterię.

Spojrzałam na Claya.

– Powiedz, że nie wydałeś na to fortuny – rzuciłam błagalnym tonem.

Westchnął teatralnie.

– Nie wydałem fortuny. Po prostu otwórz.

Nabrałam głęboko powietrza i uniosłam wieczko. W środku leżała śliczna złota bransoletka. Tuż przy zapięciu wisiało złote serduszko z maleńkim oczkiem, które przypominało brylancik. Na widok tej ozdoby zaniemówiłam. Była tak piękna, że w oczach stanęły mi łzy wzruszenia.

– Cholera! Nie podoba ci się? Nie płacz, Niedźwiadku. Mogę wymienić – powiedział, przytulając mnie do siebie i głaszcząc po plecach.

Odsunęłam się i spojrzałam na niego.

– Pewnie, że mi się podoba. Uwielbiam ją! Dziękuję, Clay, jest cudowna. Po prostu idealna. Totalnie w moim stylu. Naprawdę dziękuję.

Pocałowałam go w policzek, a on zaśmiał się, pocierając kark.

– Uff, świetnie. Tak myślałem, że ci się spodoba. Zobaczyłem ją i od razu wiedziałem, że musisz ją mieć. Właściwie to kupiłem ją jakieś trzy miesiące temu i już wtedy chciałem ci ją dać – wyznał, lekko się rumieniąc.

Wyjęłam bransoletkę z pudełka i podałam mu ją.

– Zapniesz? – poprosiłam, szczerząc się ze szczęścia. Skoro ten dzień zaczął się tak fantastycznie, to może nie będzie taki koszmarny, jak myślałam.

Ujął mój nadgarstek. Poczułam ciepło rozchodzące się po całej ręce. Gdy spojrzałam na zaciśnięte w skupieniu szczęki Claya, mój oddech nagle przyspieszył. Odwróciłam wzrok od jego pięknej twarzy, próbując zapanować nad szalejącymi hormonami.

Cholera, dlaczego tak się na niego napalam?

Ostatnio nasze relacje trochę się skomplikowały; nie było niezręcznie ani nic w tym stylu, ale po prostu nie mogłam przestać patrzeć na niego w taki sposób, w jaki nie powinno się patrzeć na najlepszego przyjaciela. Poza tym ilekroć widziałam, jak całuje inną dziewczynę, zżerała mnie zazdrość.

Naprawdę powinnam się opanować. Byliśmy jedynie przyjaciółmi.

Zamocował błyskotkę i szybko się cofnął, jakbym parzyła.

– Pójdę zrobić śniadanie – rzucił i wyskoczył z łóżka, unikając mojego spojrzenia.

– A może przekąsimy coś na mieście? Mam ochotę na pączka z czekoladą. – Uśmiechnęłam się, patrząc, jak kręci nosem z obrzydzeniem.

– O nie! Tylko z marmoladą! – zaprotestował z ironicznym uśmieszkiem. Od dawna spieraliśmy się o to, co lepsze, ale jak dotąd nikt nie wygrał, więc tylko się roześmiałam. – A skoro to twoje urodziny, ja stawiam – dodał, gdy podreptałam pod prysznic.

Po długim, męczącym dniu wyszłam ze szkoły i natrafiłam na sporą grupę dziewczyn tłoczących się przy drzwiach. Wszystkie patrzyły w tym samym kierunku.

– Nie wytrzymam! Jest taki boski!

– Chyba umarłam i poszłam do nieba.

– Mmm, pyszności.

Przewróciłam oczami, powstrzymując się od szyderczego prychnięcia – ewidentnie zachwycały się jakimś chłopakiem.

Założyłam, że chodzi o Claya albo o któregoś z jego kumpli, bo to zwykle do nich wzdychały wszystkie laski. Jednak zamiast jednego z nich ujrzałam Blake’a, który opierał się o swój samochód. Miał na sobie biały T-shirt, czarną skórzaną kurtkę, nisko opuszczone dżinsy i te same buty co ostatnio.

Poczułam się jak jedna z tych psychofanek, które przed chwilą śliniły się na jego widok. Wyglądał tak seksownie, że i mnie pociekła ślinka.

Upomniałam się w myślach i ruszyłam w kierunku boiska. Clay miał dziś długi trening, który kończył się za półtorej godziny, więc musiałam na niego poczekać.

Gdy przemierzałam parking, usłyszałam krzyk Blake’a:

– Hej, Lolitko!

Odwróciłam się z uśmiechem. Biegł truchtem, by mnie dogonić.

– Hej! Co tu robisz? – spytałam uprzejmie, ponownie dyskretnie go taksując. Przez koszulkę widziałam jego tors i mięśnie brzucha. Wiatr potargał mu włosy, więc przeczesał je palcami, tworząc na głowie stylowy nieład.

– Chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego – powiedział wprost, uśmiechając się do mnie seksownie.

Gdy poczułam jego męski, korzenny zapach, żołądek ścisnął mi się z podniecenia.

– Słucham? Skąd wiesz, że mam dziś urodziny? – Rozejrzałam się szybko dookoła, by się upewnić, że nikt tego nie słyszał. Nie chciałam, by inni wiedzieli o moich urodzinach. Na szczęście w pobliżu nikogo nie było, więc odetchnęłam z ulgą.

– Powiedziałaś mi, gdy się ostatnio widzieliśmy – wyjaśnił, po czym sięgnął do kieszeni spodni i wyjął mały czerwony woreczek z czarnymi zawijasami.

– Zapamiętałeś? To było miesiąc temu – rzuciłam, nie mogąc wyjść z szoku.

– Ładny wygląd nie jest moim jedynym atutem. Pamięć też mam dobrą – zripostował ze śmiechem, mrugając do mnie znacząco.

– A kto powiedział, że jesteś ładny? – spytałam sarkastycznie, próbując ukryć uśmiech.

Roześmiał się i wyciągnął rękę, wręczając mi woreczek.

– Proszę, to dla ciebie – oświadczył.

– Kupiłeś mi prezent?

Boże, jakie to słodkie! – pomyślałam i westchnęłam z zachwytu.

Podeszłam bliżej, by przyjąć podarek. Kiwnął głową, obserwując, jak rozluźniam tasiemkę i odwracam woreczek.

Na moją dłoń wypadła czerwona metalowa różyczka z doczepionym sznureczkiem. Obejrzałam ją z każdej strony. Była naprawdę śliczna.

– To przywieszka do twojej komórki. Wiem, że trochę kiczowata, ale dziewczyny lubią takie rzeczy, prawda? Zauważyłem, że nie masz niczego takiego, więc… – zawiesił głos, jakby było mu niezręcznie.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Nie mogłam się nadziwić, że to ten sam chłopak, o którym tyle się nasłuchałam. Był taki kochany, że trudno mi było uwierzyć w te wszystkie plotki.

– Jest super. Dziękuję, Blake.

– Podaj mi telefon – poinstruował, wyciągając rękę. Podałam mu go wraz z przywieszką, którą zamocował, przewlekając sznureczek przez otwór w obudowie. Uśmiechnęłam się, bo idealnie pasowała do mojej czerwonej komórki. – Może teraz, gdy będziesz korzystać z telefonu, przypomni ci o mnie i w końcu zdzwonisz – zasugerował, przechylając głowę, i zwrócił mi komórkę.

Spojrzałam na niego z uśmiechem i przytuliłam go trochę nieporadnie, a on odpowiedział tym samym.

– Dzięki – wyszeptałam, czując, że drży.

– No, no, uważaj, Lolitko – zażartował, odsuwając się z pewnym zakłopotaniem. – No to co dziś porabiasz? – spytał, wpatrując się w swoje stopy.

– Nic takiego. Przychodzi Clay, a mama i ojczym pewnie wyskoczą z tortem – powiedziałam, marszcząc nos z niesmakiem.

– Nie podoba ci się, że przychodzi Clay, czy nie lubisz tortu? – spytał ze śmiechem.

– Błagam, kto nie lubi tortu? – zripostowałam.

– Och, czyli chodzi o Claya – stwierdził, poruszając wymownie brwiami.

Klepnęłam go w ramię.

– Oj, siedź cicho! Ogólnie nie przepadam za urodzinami.

– Dlaczego? – spytał wyraźnie zaciekawiony.

Westchnęłam. Naprawdę nie miałam ochoty tłumaczyć, że nie lubię być w centrum uwagi, więc tylko wzruszyłam ramionami.