Będziesz moja

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chace raczej nie zrobiłby kariery jako mówca motywacyjny. Ale jaki miałam wybór? Posłusznie wykonałam polecenie.

5

Piątek 2 lutego

Mimo wszystko o tej nieludzkiej porze pracowało mi się naprawdę dobrze. Gdy skończył się nasz zarezerwowany czas, Chace zamówił reżyserkę na tę samą godzinę następnego dnia. W sobotę. Od razu pomyślałam, że będę musiała zabrać termos – a raczej wiadro – kawy.

Poszło nam bardzo sprawnie i ruszyliśmy do przodu z moim projektem, lecz gdy wracaliśmy razem do domu, nie mogłam nie jęczeć.

– Jezu, czy te różowo-czerwone serduszka z papieru naprawdę muszą być wszędzie? – Machnęłam ręką w stronę udekorowanego walentynkowo okna kawiarni, do której nie zamierzałam zaglądać, dopóki dekoracje nie zmienią się na te związane z dniem świętego Patryka. – Za dwa tygodnie to wszystko pójdzie do kosza.

Chace przewrócił swoimi idealnie szmaragdowymi oczami, a ja znów się rozpłynęłam.

– Lylah, postaraj się wykrzesać z siebie nieco więcej optymizmu.

Może gdyby ta cała relacja z Chace’em zmierzała w kierunku, o którym marzyłam przez ostatnie półtora roku, potrafiłabym podchodzić do święta zakochanych z większym entuzjazmem. Byłoby fajnie mieć jakąś odskocznię, coś, na co można czekać o tej porze roku.

– Wydawało mi się, że już zauważyłeś, że jestem realistką – odpowiedziałam.

No dobra, to trochę naciągane. Faktycznie gadałam jak żałosna, samotna zrzęda. Walentynki są podwójnym koszmarem, gdy przypominają ci o rodzinnej tragedii oraz jesteś nieszczęśliwie zakochana w kimś, o kim wiesz, że nie odwzajemnia twoich uczuć.

Ciągle pamiętałam pierwsze spotkanie z Chace’em. Wyglądał jak żywcem wyjęty z reklamy Calvina Kleina. Jego ciemne blond włosy, muskulatura i ujmująca, towarzyska osobowość sprawiły, że gdy tylko się przedstawił, ugięły się pode mną kolana.

I ja. Drobniutka, z jasnoblond włosami i ciemnobrązowymi oczami, w towarzystwie zachowująca się czasem nieco dziwne. Albo może jestem taka tylko wtedy, gdy w pobliżu jest Chace.

Nieistotne, nie pasujemy do siebie i im szybciej moje serce to zrozumie, tym lepiej. Jednak do tej pory niezbyt mu się to udawało.

Chace zaczął opowiadać zwiastun nowego filmu, a ja nie mogłam powstrzymać się od wyobrażania sobie, jak siedzimy razem w kinie, wtuleni w siebie, jak dzielimy się popcornem. Kompletnie nie na miejscu, Lylah. Skup się.

Gdy skręciliśmy w naszą uliczkę, omal nie zderzyłam się z jakimś wysokim facetem. Osobnik miał na sobie długi, czarny skórzany płaszcz. Spod niego wystawała szara bluza z kapturem, który miał nasunięty w taki sposób, że niemal całkowicie zasłaniał mu twarz.

– Przepraszam – rzuciłam w kierunku jedynej części jego twarzy, która była widoczna – ciemnobrązowego zarostu, kompletnie pokrywającego policzek.

– No ja myślę – wymamrotał typ, odsuwając się. Jego głos był bardzo głęboki, lecz brzmiał tak, jakby gość próbował go zmienić. Ale dlaczego miałby to robić? Obejrzał się za mną, gdy przechodziłam, obserwując mnie zza brzegu kaptura, jakbym była łupem.

Chace uniósł brwi. On też wyraźnie poczuł się nieswojo.

Obejrzałam się przez ramię. Facet zniknął.

Ruszyliśmy dalej, ale serce ciągle waliło mi w piersi.

– Widocznie nie tylko w Halloween uaktywniają się świry – powiedziałam.

– Taaa… wyglądał trochę jak Ponury Żniwiarz – odpowiedział Chace.

– Wiesz, to nie tylko ten ubiór. On sam roztaczał wokół siebie jakąś taką atmosferę, przyprawiającą normalnego człowieka o gęsią skórkę. Budził grozę.

– W tym kapturze raczej nie miał szansy ci się przyjrzeć.

Przewróciłam oczami. Akurat.

– No właśnie, po co mu ten kaptur?

– Cóż, nie każdy miał szczęście przyjść na świat z takimi włosami jak ja – droczył się ze mną, przeczesując dłonią swoją bujną czuprynę.

Wyciągnęłam rękę z kieszeni, żeby pacnąć go w ramię. Śmiejąc się, odtrącił delikatnie moją dłoń.

– Przepraszam, zapomnij o tym, skarbie. Ten dziwak już sobie poszedł.

Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek miała dość tego, gdy Chace nazywa mnie skarbem.

Chace ruszył przed siebie. Dołączyłam do niego, zmuszając się do szybszego przebierania nogami, by nadążyć za jego długimi susami. W tamtej chwili absolutnie nie chciałam zostać z tyłu.

– Lylah, słyszę, jak myślisz. Co cię tak wystraszyło?

Potrząsnęłam głową i włosy opadły mi na twarz. Odgarniając je, odpowiedziałam niepewnym głosem:

– Nic. Wydawało mi się, że ten typ się na mnie gapił.

– Nie mam pojęcia, jakim cudem udaje ci się przetrwać Prima Aprilis i Halloween.

– No cóż, te okazje akurat lubię. Wtedy należy straszyć ludzi.

– Oj, coś plączesz się w zeznaniach…

Ty też.

W końcu dotarliśmy do domu. Zanurkowałam ręką w torbie po klucz. Chace stał za mną w niebezpiecznie bliskiej odległości, co nie pomagało mi się skoncentrować. We włosach i obok ucha czułam jego ciepły oddech. Skup się. Klucz. Zamek. Lylah, teraz.

Drżącą ręką przekręciłam klucz i zielone drzwi zaskrzypiały.

– Sonny? – zawołałam, niepewnie wchodząc do środka. Nie było odpowiedzi. Ścisnęło mnie w gardle. Chciałam po prostu wiedzieć, że Sonny jest bezpieczny. Minęło już ponad dwanaście godzin, od kiedy go widzieliśmy.

– Ej, stary, jesteś tu? – zawołał Chace.

Głucha cisza. Nikogo nie było w domu.

Obróciłam się do Chace’a i przygryzając zębami dolną wargę, wzruszyłam bezradnie ramionami.

Chace rzucił okiem na swój telefon.

– Chwila, on nie ma teraz zajęć?

– Tak! – wykrzyknęłam. - Zawsze narzekał, że w piątki ma więcej zajęć niż w jakikolwiek inny dzień.

– Więc prawdopodobnie siedzi właśnie na uczelni. Może wrócimy na kampus i się za nim rozejrzymy? – Chace wzruszył ramionami. – Wiem, że właśnie stamtąd wróciliśmy, ale przynajmniej przestaniemy się martwić.

– Nie mam nic przeciwko temu, żeby pójść tam jeszcze raz, ale jak w zasadzie sobie to wyobrażasz? Chcesz wchodzić do sal? Jak regularny stalker?

Wargi Chace’a rozciągnęły się w uśmiechu.

– Będziemy wiedzieć, że jest cały i zdrowy, więc kogo obchodzi, że przy okazji wyjdziemy na lekko rąbniętych?

– Fakt. – Sonny mógł pójść na lunch do miasta albo włóczyć się gdzieś z kumplem po zajęciach, a my ciągle byśmy się martwili. Ileż można czekać, żeby w końcu się pokazał? – Masz rację, musimy go poszukać.

Chace obrócił się w drzwiach.

– Chodźmy, jego zajęcia zaraz się kończą. Musimy się pospieszyć.

Zamknęłam dom na klucz i sprawdziłam telefon. Była tylko wiadomość od Sienny – ani ona, ani Isaac nie widzieli Sonny’ego. Charlotte też miała się rozejrzeć, ale ścieżki jej i Sonny’ego rzadko się przecinały. Ona jest zdecydowanie typem domatorki – zajęcia, biblioteka, dom. Wychodzi tylko wtedy, gdy Sienna i ja zdołamy ją gdzieś wyciągnąć. A jedyną okazją, kiedy Sonny zjawia się w bibliotece, jest koniec semestru.

Z nową misją pospieszyliśmy z powrotem na kampus, nie zatrzymując się, żeby się z kimkolwiek przywitać. Zajęcia Sonny’ego miały się zaraz skończyć, a nie mogliśmy się z nim rozminąć. Machaliśmy szybko spotykanym po drodze znajomym, ale miałam gdzieś zasady dobrego wychowania. Mój żołądek nadal był ściśnięty z nerwów i wiedziałam, że to uczucie nie zniknie, dopóki nie zobaczę lub nie zdobędę jakiejś wiadomości od Sonny’ego.

Dotarliśmy już do Wydziału Matematyki.

– Proszę, bądź tam, proszę, bądź tam – szeptałam, próbując opanować sensacje w żołądku.

– Lylah, jestem pewien, że nic mu nie jest – powiedział Chace. Jego oczy pociemniały z troski, gdy patrzył na mnie, jakbym była bezbronnym dzieckiem.

Nie zna cię od tej strony.

Nie chciałam, żeby wiedział o mnie wszystko. Chace i tak był już wystarczająco troskliwy sam z siebie, nie musiał widzieć mnie w najgorszej formie. Chyba by go to przeraziło.

– Po prostu się martwię – powiedziałam, uśmiechając się na tyle, na ile byłam w stanie. – Nienawidzę tego braku pewności, muszę wiedzieć, że wszystko z nim w porządku. Ale masz rację, pewnie siedzi na zajęciach, z nosem w książce, walcząc z okropnym kacem.

Tyle, że tak naprawdę sama nie wierzyłam w to, co mówię, ani o jotę bardziej niż Chace. Odpowiedział mi uśmiechem, słabym i nieprzekonującym.

Gdy zbliżaliśmy się do sali, Chace wziął mnie za rękę. Ścisnęłam ją mocno i zajrzałam przez okna. W gardle zaschło mi tak, że prawie się krztusiłam.

– Nie ma go – wycharczałam. Trzy rzędy studentów siedziało pilnie wpatrzonych w swojego wykładowcę. Żaden z nich nie był Sonnym. – Jesteś pewny, że to ta sala?

– Przychodziłem tu z nim wcześniej – powiedział Chace – i jest tylko jedno puste miejsce.

– Co teraz zrobimy?

– Idziemy do ochrony – odpowiedział, zniżając głos.

Przytaknęłam i spróbowałam wziąć głęboki oddech.

– Okej.

– Ochrona kampusu powie nam, co można zrobić, zanim będziemy mogli zgłosić na policji zaginięcie Sonny’ego. Może nawet mają go gdzieś na nagraniach z kamer – dodał po chwili.

Boże, oby tak było!

Nigdy nie zapomnę, jak się czułam, czekając w tym strasznym stanie zawieszenia na wieści o rodzicach. Gdy sprawy zaczęły przybierać coraz gorszy obrót, każda sekunda wydawała się wiecznością. To uczucie było rozdzierające. Teraz powróciło.

Chace odwrócił się, szturchając mnie w ramię, ale ja wciąż stałam, jakbym wrosła w ziemię.

– Przepraszam – wykrztusiłam i podążyłam za nim. Nawet trzymanie go za rękę niezbyt pomagało.

 

Zmierzaliśmy w kierunku sali samorządu studenckiego, gdzie znajdowała się główna siedziba ochrony. W recepcji przywitał nas facet o rozmiarach niewielkiego czołgu. Miał przyjazne oczy i uśmiechał się. Rozpoznałam go. Funkcjonariusze ochrony zawsze krążą gdzieś wokół, ale nigdy wcześniej nie zwracałam na nich specjalnej uwagi. Nigdy nie było takiej potrzeby.

– Wszystko w porządku? – zapytał ochroniarz.

– Nie – odpowiedziałam drżącym głosem, zdradzając, jak strasznie jestem zdenerwowana. – Nasz przyjaciel zaginął. Nie widzieliśmy go od wczorajszego wieczoru, co jest do niego totalnie niepodobne. Nigdy nie zostaje na noc poza domem. Nigdy.

Ochroniarz zmarszczył brwi.

– Chodźcie.

Wyszedł zza biurka w recepcji i otworzył drzwi do niewielkiego pokoju konferencyjnego.

– Jestem Paul – przedstawił się, zamykając drzwi. Usiedliśmy. Wyjął z kieszeni długopis i notatnik. – Imię i nazwisko waszego przyjaciela?

– Sonny James – odpowiedziałam.

– Kiedy i gdzie po raz ostatni go widzieliście?

– Wczoraj wieczorem, około 22:30. – Następnie opowiedzieliśmy mu o przesyłkach.

Ochroniarz znów zmarszczył brwi, a bruzdy na jego czole pogłębiły się.

– I nie wiecie, kto wysłał te listy?

– Nie mamy pojęcia. Nie były podpisane – powiedział Chace.

– Dokąd Sonny wybierał się wczoraj wieczorem?

Wzruszyłam ramionami.

– Miał spotkać się z jakąś dziewczyną, dlatego zrezygnował z imprezy po sztuce. Pewnie poszli gdzieś do miasta.

Chace odchrząknął.

– Mógł pójść z nią do domu. To do niego podobne, ale nigdy nie zostaje na noc.

Ochroniarz pokiwał głową.

– Dobra, pozwólcie mi ustalić parę szczegółów. Później pogadam z kumplem z komendy.

Skuliłam się. Miałam nadzieję na jakieś szybsze rozwiązanie.

– Dziękujemy.

Daliśmy mu nasz adres i udzieliliśmy wszystkich informacji, które miał przekazać policji.

– Okej – powiedział Paul – sprawdzę nagrania z ostatniej nocy z budynku kina, ale jeżeli wasz przyjaciel poszedł później do miasta, raczej nie znajdziemy niczego, co mogłoby nam pomóc. To mój numer, zostawcie mi też wasze. Jeśli Sonny wróci do domu, dajcie mi natychmiast znać. W międzyczasie przekażę jego zdjęcie reszcie zespołu.

– Bardzo dziękujemy. – Mój oddech nieco się wyrównał. Ulżyło mi, że teraz on się tym zajmie. Pewnie nieraz spotkał się już z takimi sytuacjami w przeszłości. I zapewne zawsze wszystko kończyło się dobrze.

Paul zapewnił nas, że zrobi wszystko co w jego mocy, żeby odnaleźć Sonny’ego. W międzyczasie, ponieważ nie miałam w piątki żadnych zajęć, nie mogłam robić nic innego niż tylko czekać, czekać, czekać. Nienawidzę czekania, to zawsze jest trudne do zniesienia. A wyglądało na to, że przed nami bardzo długi wieczór.

6

Sobota 3 lutego

5:45. Spałam może trzy godziny. Pozostali też nie wypoczęli lepiej, sądząc po tym, jak wyglądali, gdy siedzieliśmy razem w kuchni. Przy stole mamy sześć miejsc, więc puste krzesło Sonny’ego rzucało się w oczy.

Wczoraj około 21:00 przyszedł policjant, żeby spisać nasze zeznania. Zgodził się, że w tych okolicznościach, zważywszy na fakt, że to kompletnie nie w stylu Sonny’ego, żeby zostawać gdzieś na noc, nie dać nikomu znać i opuścić zajęcia, powinni zająć się sprawą szybciej, niż przewiduje procedura. Wszyscy byliśmy już mocno zaniepokojeni. Wszystko stało się jeszcze bardziej rzeczywiste, gdy policja wspomniała o skontaktowaniu się z rodzicami Sonny’ego – oraz z administracją uczelni.

– Jak długo jeszcze może potrwać, zanim czegoś się dowiemy? – zapytałam.

Chace wzruszył ramionami.

Żadna z kamer na kampusie nie uchwyciła Sonny’ego, a my przeszukaliśmy już każde miejsce, do którego naszym zdaniem mógł pójść.

– Nie sądzicie, że powinniśmy gdzieś tam być? – zapytała Sienna. – No wiecie… szukać go? Może mieć kłopoty. Mogło mu się coś stać.

Isaac potrząsnął głową.

– Kazali nam tu zostać. Sądzę, że powinniśmy poczekać jeszcze parę godzin na wiadomości od gliniarzy, zanim cokolwiek zrobimy.

Zadałam na głos pytanie, którego wszyscy unikaliśmy:

– A jeżeli stało mu się coś złego?

– Lylah, nie – przerwał mi Chace, odwracając wzrok.

– Nie powinniśmy pogadać o tym, co mogło się stać? Przygotować się? Przecież wszyscy wiemy, że coś jest nie tak – wyrzuciłam z siebie, czując, że lęk znów przejmuje nade mną kontrolę.

Nikt nic nie powiedział.

Naszą ostatnią nadzieją było to, że znajdzie go policja. Mieli kontaktować się z rodziną i przyjaciółmi w jego mieście. Ale to raczej mało prawdopodobne, żeby Sonny tam nagle pojechał.

Przycisnęłam palce do skroni i zamknęłam oczy. Gdy czekałam z bratem na wieści o rodzicach, siedzieliśmy w ciszy. Była dusząca. Czułam się taka samotna. Zamiast stawić czoła rzeczywistości i wspierać się wzajemnie, nic nie mówiliśmy. A gdy lekarz poinformował nas, że mama odeszła, nie byłam w stanie rozmawiać. Po prostu nie znajdowałam odpowiednich słów. Mogłam tylko płakać.

Siedzenie tam i zamartwianie się nie pomagało, tylko pogarszało sprawę.

– Idę wziąć prysznic. – Przeprosiłam resztę i wstałam. Wypadłam z kuchni, zanim ktokolwiek miał szansę mnie zatrzymać, ale nikt nawet nie próbował.

Przyjaciele wiedzieli o tym, że moi rodzice nie żyją. Nie mieli jednak pojęcia o mojej kondycji psychicznej i o tym, przez co przeszłam. Riley był jedyną osobą, która miała świadomość, jak bardzo mnie to zdruzgotało. Nie wstydzę się tego, że tak bardzo się wtedy szamotałam – i że to się nie kończyło – ale po prostu nie chcę o tym rozmawiać. Teraz byłam silniejsza i podobało mi się to, kim się stałam. Jednak w tej chwili, gdy Sonny zaginął, znów czułam się trochę tak, jakbym część tych doświadczeń przeżywała od nowa.

Wzięłam prysznic, a następną godzinę spędziłam w swoim pokoju, wykonując ćwiczenia oddechowe.

Chace przyszedł po mnie, gdy zbliżał się czas, w którym mieliśmy iść do studia. Gdyby na szali nie leżało moje zaliczenie, odpuściłabym sobie. Ale i tak musiałam zająć czymś umysł, więc pójście z Chace’em do reżyserki wydawało się dobrym pomysłem. Jeszcze dwie-trzy sesje i będę gotowa.

Skuliłam się, gdy szliśmy w zacinającym wietrze. Dzisiaj było jeszcze zimniej, a ja już nie mogłam się doczekać, kiedy nareszcie znów będzie ciepło.

– Gdy skończymy sesję, wrócimy do ochrony – powiedziałam do Chace’a. – Może do tego czasu będą już mieli jakieś wieści z policji. Albo może chodźmy tam najpierw?

Chace spojrzał na mnie przelotnie, wargi miał zaciśnięte. Im dłużej to wszystko się ciągnęło, tym bardziej było widoczne, że Chace dopuszczał do siebie myśl, że stało się coś złego. Gdy policjantka próbowała skontaktować się z rodziną Sonny’ego, kiedy funkcjonariusze przyszli do nas wczoraj wieczorem, włączyła się tylko poczta głosowa. Pewnie nie stanowiło to palącego powodu do niepokoju – i nie oznaczało, że Sonny nie był ze swoją rodziną. Mnie to martwiło, ale naprawdę miałam nadzieję, że musiał pojechać do domu i po prostu zapomniał dać nam znać.

Ale to nie wyjaśnia, dlaczego nie odbiera telefonów ani nie odpisuje na SMS-y.

– Pójdziemy zobaczyć, co się dzieje, jak tylko skończysz. Więcej czasu może oznaczać więcej informacji. A ty możesz zawalić sesję, jak będziesz taka rozkojarzona. Skup się na tym, co możesz kontrolować: skończ swój projekt.

Westchnęłam. Miał rację.

Skręciliśmy w korytarz, w którym znajdowały się reżyserki, i otworzyłam drzwi do pokoju numer dziewięć. Natychmiast uderzył mnie w nozdrza okropny smród, który chwilę później przeszedł niżej do gardła, sprawiając, że się zakrztusiłam. Zatkałam nos i usta ręką tak mocno, że pewnie zostanie po niej ślad.

– Co to do diabła ma być? – wymamrotałam przez palce.

Chace wyrzucił z siebie jakąś niezrozumiałą odpowiedź i zapalił światło.

Mój świat się zatrzymał.

Boże.

Sonny.

Wciśnięty w ścianę w rogu pomieszczenia, z otwartymi ustami, jak gdyby drzemał. Ale to nie była drzemka.

Jego klatka piersiowa była cała w ciemnoczerwonej krwi. I coś było nie tak z jego koszulką.

Nogi się pode mną ugięły. Poczułam się tak, jakbym nagle stała się o wiele cięższa, a moje nogi nie mogły utrzymać tego ciężaru, i wylądowałam na podłodze. Objęłam się ciasno rękami i w szoku wpatrywałam się w Sonny’ego. Jego koszulka wyglądała dziwnie, bo była rozcięta – nie, to klatka piersiowa była rozcięta. Ciemna, zaschnięta krew w pierwszej chwili przysłaniała nieco ten przerażający widok. Ale nie było wątpliwości – na torsie Sonny’ego widniało długie, głębokie cięcie.

Chace cofnął się i jego pięta napotkała moje kolano. Oddychając ciężko, spojrzał w dół, zdziwiony, że siedzę na podłodze. Jego zielone oczy były szerokie jak spodki.

Pochylił się i kucnął przede mną. Drżącą ręką dotknął mojego policzka.

– Lylah… – wyszeptał.

Głos mu się łamał, jak gdyby próbował mówić podczas bardzo intensywnego wysiłku fizycznego.

– On… nie żyje. – Moje serce zatrzymało się.

– Nie żyje – powtórzyłam. To wszystko, co byłam w stanie z siebie wykrztusić. Nie żyje, a my jesteśmy tu z jego zwłokami. Moje serce znowu zaczęło bić jak szalone. Musiałam stąd wyjść.

– Boże, Chace, on nie żyje. Nie żyje!

– Lylah… – Chace delikatnie złapał mnie za ramię i pomógł mi wstać. Rozglądał się dookoła jak oszalały, kompletnie nie wiedząc, co zrobić.

Nasz przyjaciel nie żyje!

– Chace, ja nie mogę tu zostać – powiedziałam i wybuchłam płaczem. Dosłownie czułam, jak krew pulsuje mi w żyłach. Zapach krwi Sonny’ego był tak silny, że wypalało mi nozdrza. To za dużo jak na mnie, nie byłam w stanie sobie z tym poradzić. Potrzebowaliśmy pomocy.

– Sonny nie żyje.

Nieważne ile razy wypowiedziałam te słowa, nie byłam w stanie ich pojąć. Czy ja śnię? To jakiś koszmar?

Chace kiwał głową jak robot, z oczami utkwionymi we mnie, gdy pomógł mi się podnieść i wyjść z pokoju. Chciałam jeszcze raz spojrzeć na Sonny’ego, żeby udowodnić sobie, że się mylę, żeby się przekonać, że on wcale nie jest martwy, ale Chace był jak magnes. Nie mogłam oderwać od niego oczu.

Gdy znaleźliśmy się w końcu na korytarzu, Chace zamknął za nami drzwi. Nie spuszczając ze mnie wzroku, wyciągnął z kieszeni telefon.

– No tak – wyszeptałam – trzeba dać znać gliniarzom. Czy to się dzieje naprawdę?

Oparłam się o ścianę. Chace puścił mnie i zjechałam w dół, uderzając głośno o podłogę.

Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i otoczyłam nogi ramionami.

Sonny był martwy. Sonny był martwy. Nie tylko martwy. Zamordowany. Sonny został zamordowany.

Wzrok mi się rozmazał i czułam się tak, jakbym spadała. To nie miało sensu. Rzeczywistość stała się fantazją. To nie mogło się dziać naprawdę. Jasne, Sonny’ego nie zawsze dało się lubić, ale nikt nie chciałby go zabić.

Słyszałam kroki i głosy wokół siebie. Byłam pewna, że Chace coś mówił, ale utknęłam w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, próbując znaleźć sens tam, gdzie go nie było.

Ktoś klęczał nade mną, zasłaniając światło. Nagła ciemność wystarczyła, żeby wyrwać mnie z tego transu. Podniosłam się nieco, ale serce nadal waliło mi jak szalone.

– Przepraszam, jeśli cię przestraszyłam. Jestem Ewelina Saunders, detektyw. Możesz zwracać się do mnie Lina. Zabiorę ciebie i twojego przyjaciela tam dalej, do innej sali. Zaraz dostaniesz coś do picia, dobrze?

– Chce nas pani przesłuchać – stwierdziłam.

– Tak, ale napij się najpierw wody albo herbaty.

Chace wyciągnął do mnie rękę. Nigdy nie byłam mu tak wdzięczna, jak w tamtej chwili. W momencie, gdy nasze dłonie się zetknęły, poczułam się nieco pewniej. Pomógł mi stanąć na nogi i trzymał mnie mocno.

– W porządku? – zapytał.

Potrząsnęłam głową, niemal zapadając się w jego ramionach. Moje stopy zostały w tym samym miejscu, więc prawie go przewróciłam. Chace przytrzymał nas oboje i przyciągnął mnie do siebie.

– Będzie dobrze, Lylah, obiecuję.

Chciałabym być tego tak pewna. Nasz przyjaciel został zamordowany. Okaleczony. Nigdy nie będę mogła odzobaczyć tego przerażającego widoku jego rozciętej klatki piersiowej.

Moje nogi jakoś sunęły do przodu. Miałam tego świadomość, jednak nic nie czułam. Byłam kompletnie odrętwiała. Będziemy musieli rozmawiać o Sonnym. Będziemy musieli opowiedzieć o tym, co znaleźliśmy, chociaż detektyw też to widziała.

 

Nie chcę o tym mówić.

Lina otworzyła drzwi do pomieszczenia, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Znajdowała się tam niewielka kuchnia i przestrzeń jadalna. Musiał to być jakiś pokój socjalny dla pracowników, ale dzisiaj nikogo tam nie było. No tak, sobota, przypomniałam sobie.

Chace zatrzymał się przed jasnoniebieską kanapą.

– Usiądź, Lylah – powiedział miękko, jakbym była dzieckiem. Czoło miał zmarszczone i wyglądał tak, jakby bał się o mnie.

– Przepraszam – wymamrotałam, robiąc, co mi kazał, ale ciągle nie puszczałam jego ramienia, przez co musiał usiąść obok. – Już dobrze, poradzę sobie.

Kąciki ust ułożyły mu się w uśmiech pełen troski.

– W porządku, oboje jesteśmy w szoku.

– Przepraszam, że cię przestraszyłam.

– Przestań przepraszać.

Przepraszam.

– Chace, Lylah, co chcecie do picia? – zapytała detektyw.

– Poproszę kawę. – powiedzieliśmy jednocześnie Chace i ja.

Potrzebowałam mocnego zastrzyku kofeiny, żeby jakoś przez to przejść.

– Jest tylko rozpuszczalna. Może być?

Oboje przytaknęliśmy. To dziwne myśleć o napojach, gdy Sonny siedzi tam w reżyserce z rozciętą piersią. Martwy. Łzy znów napłynęły mi do oczu. Dlaczego ktoś to zrobił? Dlaczego ktoś skrzywdził Sonny’ego?

W oddali słyszałam, jak odgłos czajnika elektrycznego stawał się coraz głośniejszy. Lina brzęczała kubkami i łyżeczkami. Siedzący obok mnie Chace uporczywie wpatrywał się w jakiś punkt na podłodze. Nic tam nie było.

– Chace, wszystko w porządku? – wyszeptałam.

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem.

Ja też nie.

Detektyw Lina wróciła z białą tacą, którą postawiła przed nami na stole.

Wzięła kubek herbaty z mlekiem i usiadła. Sięgnęłam po swoją kawę. Była jeszcze za gorąca, by ją pić, ale musiałam coś trzymać. Nagle poczułam się niespokojnie.

Chace i ja siedzieliśmy bez ruchu, czekając, aż detektyw zacznie mówić. Schyliła się, by wyjąć ze swojej torby długopis i notatnik, wyciągnęła też coś jeszcze. Dyktafon. Oczywiście miała zamiar nagrać naszą rozmowę. Gliniarze muszą to robić.

Puszczą to później i będą w kółko słuchać opowieści o tym, jak znaleźliśmy ciało naszego przyjaciela.

Lina wcisnęła guzik. Na dyktafonie zapaliła się czerwona dioda.

Poprosiła nas, żebyśmy podali nasze nazwiska, a następnie zapytała, jak się czujemy.

Chace znowu wzruszył ramionami.

– Nie wiem – odpowiedziałam. – Nie rozumiem tego. Jak ktoś mógł zabić Sonny’ego? Dlaczego go tak okaleczył?

– Chwilkę – powiedziała Lina, podnosząc drugą rękę. – Zacznijmy od początku i po kolei dojdziemy do odpowiedzi na pytania, które zadajesz.

Kiwnęłam głową.

– Powiedziano mi, że ochrona kampusu zgłosiła zaginięcie Sonny’ego poprzedniego wieczoru? – kontynuowała detektyw.

– Tak – powiedział Chace. – Sonny wyszedł w czwartek wieczorem, a w piątek rano nie było go w domu. Zawsze wracał na noc. Rozmawialiśmy z ochroną i ten facet, Paul, powiedział, że zgłosi jego zaginięcie na policję. Sonny otrzymał wcześniej kilka listów z pogróżkami, więc wczoraj wieczorem przyjechali do nas policjanci i wypełnili raport zgłoszenia zaginięcia.

Lina przytaknęła i odstawiając swój kubek, zerknęła do notatnika.

– Tak, przeczytałam te zeznania. A dzisiaj rano, co się wydarzyło?

Usiadłam.

– Chace i ja poszliśmy do reżyserki popracować nad moim projektem reklamowym. Gdy dotarliśmy na miejsce… wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy tylko otworzyliśmy drzwi. Uderzył nas okropny smród. Chace zapalił światło, weszliśmy do środka i zobaczyliśmy Sonny’ego w rogu pokoju.

– Czy znacie kogokolwiek, kto mógłby chcieć skrzywdzić Sonny’ego? Miał jakichś wrogów?

– Nie – powiedział Chace. – Sonny jest bezpośredni. Czasami wkurza ludzi, ale nie ma wrogów. Nigdy nikogo by świadomie nie skrzywdził. Nikt nie ma najmniejszego powodu, aby go nienawidzić.

– Jest dobrym człowiekiem – dodałam. – Był dobrym człowiekiem… Nie mam bladego pojęcia, kto mógłby chcieć go skrzywdzić lub wysłać te listy.

Lina przytaknęła.

– Sonny nie miał zajęć w tym budynku, prawda? Z informacji przekazanych mi przez uczelnię wynika, że studiował inżynierię?

– Tak. Z naszej paczki tylko ja i Lylah tutaj przychodzimy… – Chace spojrzał na mnie i w końcu załapałam, dlaczego detektyw o to pyta. Dlaczego zostawiono Sonny’ego w reżyserce zarezerwowanej przeze mnie i Chace’a?

Szczęka mi opadła.

– Ktokolwiek zamordował Sonny’ego, chciał, żebyśmy go tam znaleźli, tak?

– Kto wiedział, że tam będziecie? – zapytała detektyw Lina, pomijając moje pytanie.

Nie zaprzeczyła.

Potrząsnęłam głową.

– Hmm, musieliśmy zarezerwować studio, więc zdobycie tej informacji nie mogło być trudne. Ale dlaczego zostawiono go tam, żebyśmy to właśnie my go znaleźli?

Detektyw nie znała odpowiedzi na to pytanie, ale ja jej potrzebowałam. Mój umysł wariował i ledwo mogłam złapać oddech.

– Lylah, zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby się dowiedzieć. Gdzie byliście wczoraj wieczorem?

Czy ona uważa, że my mogliśmy to zrobić? Okej, najpierw trzeba wykluczyć osoby najbliższe ofierze – wszyscy to wiedzą. Rzuciłam Chace’owi szybkie spojrzenie. Wpatrywał się w Linę wyraźnie nachmurzony.

– Po zgłoszeniu ochronie zaginięcia Sonny’ego poszliśmy do domu, żeby na niego czekać. Przyjechała też policja spisać nasze zeznania – powiedziałam.

– Reszta współlokatorów też przy tym była. Wszyscy spędziliśmy noc w domu – dodał Chace, jasno dając do zrozumienia, że mieliśmy alibi. Oraz świadków.

Detektyw uśmiechnęła się.

– W porządku.

Chace oparł łokcie o kolana i ukrył głowę w dłoniach. Po kilku chwilach podniósł wzrok, odchrząknął i zapytał:

– Czy my jesteśmy w niebezpieczeństwie? – Jego pytanie było skierowane do detektyw, ale oczy miał utkwione we mnie.

Boże, nawet o tym nie pomyślałam!

– Chace, spokojnie, nie wyprzedzajmy faktów. Z całą pewnością należy zachować ostrożność, ale w tym momencie nic nie wskazuje na to, że mogłoby wam coś grozić.

– Co? – oburzył się Chace. – Sonny’ego zostawiono w naszej reżyserce!

– Owszem, ale jednocześnie to pomieszczenie znajduje się najbliżej tylnego wejścia. To pierwsza sala, którą widać, gdy wchodzi się od tamtej strony. Z budynku wychodzi się wprost na ulicę, a tylne wejście jest osłonięte drzewami. Poza tym Sonny otrzymywał listy skierowane wyłącznie do niego, nie do któregokolwiek z was.

– Czyli myślisz, że z tą reżyserką to przypadek? – zapytałam, w duchu czekając na potwierdzenie.

– Nie mówię tego na pewno, ale to możliwe. Będziemy potrzebowali raportów od kryminalnych, ale zważywszy na fakt, że krew znajduje się tylko wokół Sonny’ego, a nie w całym pomieszczeniu, nie ma również żadnych oznak szamotaniny, prawdopodobnie zabito go gdzie indziej, a do reżyserki zaciągnięto dopiero później. Nie chcę stwarzać atmosfery paniki, że może to zapoczątkować serię wydarzeń. Dopóki nie znajdziemy dowodu, że może być inaczej, traktujemy to jako pojedynczy wypadek. Niepowiązane z niczym przestępstwo. – Umilkła na chwilę. – Teraz dam wam kilka zaleceń dotyczących bezpieczeństwa, których powinniście przestrzegać. Ale nie ma żadnych poszlak świadczących o tym, że przestępca ma więcej osób na celowniku – ciągnęła detektyw.

Przełknęłam głośno ślinę.

– W porządku.

Słuchaliśmy Liny. W gruncie rzeczy kazała nam po prostu żyć tak, jak do tej pory. Ale jak to zrobić po tym, co widzieliśmy? Nie byłam pewna, czy będę w stanie normalnie funkcjonować.

Chace zmarszczył czoło, a jego lewe oko się zwęziło. Zawsze tak wygląda, gdy jest sfrustrowany lub zestresowany. Chyba uważał, że Lina nie bierze tego wszystkiego tak poważnie, jak jego zdaniem powinna. Ale co więcej mogła zrobić? Sonny nie żył. Tego nic nie mogło zmienić. A jeżeli nie było najmniejszej wskazówki sugerującej, że ten, kto zabił Sonny’ego, może chcieć skrzywdzić również nas, była w kropce. Co niby miała wymyślić? Wysłać nas do aresztu ochronnego?

– Czyli nic nie możemy zrobić? Mamy po prostu udawać, że to kolejny normalny dzień? – zapytał Chace.

– Omówimy, co możecie zrobić, żeby pomóc w śledztwie – nie rozmawiać z mediami, nie zamieszczać żadnych informacji w mediach społecznościowych – ale nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mielibyście żyć, jak do tej pory. Mogę dać wam namiary na dobrego terapeutę…