Kim jest panna młoda?Tekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dani Collins
Kim jest panna młoda?

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Popołudniowe słońce wpadające przez okna klubu jachtowego znajdującego się na niewielkiej wysepce na Morzu Egejskim oślepiło Vivekę Brice, mimo że jej twarz zakrywał welon. Nieświadom tożsamości prowadzonej do prowizorycznego ołtarza panny młodej, znienawidzony ojczym nie miał pojęcia, że za chwilę jego misterny plan legnie w gruzach. Zbyt podniecony wizją lukratywnej fuzji, nie zauważył nawet, że Viveka podszyła się pod siostrę. Zmrużyła oczy, starając się poprzez zasłonę welonu i oślepiające słońce dostrzec księdza i otaczający go tłumek gości. Celowo unikała patrzenia na imponującą sylwetkę wysokiego pana młodego. Najważniejsze, że jej ukochana siostrzyczka uniknęła przymusowego ślubu z całkowicie obcym człowiekiem, powtórzyła w myślach, próbując uspokoić bijące nerwowo serce.

Teraz zapewne Trina leciała już niewielkim samolotem wynajętym przez Stephanosa, który czekał na nią na jednej z wysp położonych dalej na północ, gdzie zaraz po wylądowaniu wezmą ślub. Viveka musiała więc podtrzymywać iluzję, by dać Trinie i Stephanosowi jak najwięcej czasu, zanim Grigor zorientuje się w oszustwie i rozpęta piekło. Czuła, jak jej żołądek ściska się boleśnie. Miała nadzieję, że w zatoce czeka już na nią wynajęta potajemnie łódź. Nie znosiła morskich podróży, ale nie stać jej było na nic innego ‒ większość swych oszczędności oddała siostrze, by ta mogła ewakuować się z wyspy samolotem. Reszty pieniędzy starczyło jedynie na motorówkę ze sternikiem.

Cóż, postanowiła twardo, zagryzę zęby i przepłynę choćby całe morze, żeby tylko uciec przed Grigorem. Odetchnęła nieco, gdy stanęli w końcu przed ołtarzem i Grigor oddał jej lodowatą dłoń Mikolasowi Petridesowi. Gdy ich palce się zetknęły, Viveka poczuła, jak przeskakuje pomiędzy nimi iskra. To tylko nerwy, tłumaczyła sobie, albo zwykłe wyładowanie energii statycznej. Dłoń Mikolasa zadrżała delikatnie. Czy on także to poczuł? Ciepłe, silne palce otuliły jej rękę i ogrzały ją natychmiast. Uderzyły ją siła i spokój, jakimi emanował. W rzeczywistości wydawał się jeszcze potężniejszy i bardziej męski niż na zdjęciach. Zdecydowanie zbyt męski dla jej osiemnastoletniej siostry.

Zauważyła, że próbował przeniknąć wzrokiem warstwy tiulu, tak jakby podejrzewał, że czeka go jakaś niespodzianka. Jego pięknie rzeźbiona twarz o prostym, greckim nosie zdradzała napięcie, a spojrzenie stalowoszarych oczu przeszywało ją mimo warstwy welonu.

Nasze dzieci miałyby niebieskie oczy, przemknęło jej przez myśl, kiedy pierwszy raz zobaczyła jego zdjęcie w internecie. Szybko się jednak zganiła, zamiast siedzieć bezczynnie i wpatrywać się w zdjęcie przystojnego syna zamordowanego greckiego gangstera. Trina zdołała ubłagać Grigora, by poczekał ze ślubem do jej osiemnastych urodzin, a ceremonię, jak najbardziej kameralną, zorganizował w Grecji. Niechętnie, ale zgodził się na jej warunki, licząc zapewne na to, że z wdzięczności jego córka nie będzie więcej protestować przeciwko poślubieniu obcego mężczyzny. Oszałamiająco przystojnego i emanującego magnetyczną energią, zauważyła Viveka, zerkając na Mikolasa przez tiul.

Sama już nie wiedziała, czy drży z podniecenia, czy ze strachu. Obie z siostrą odziedziczyły smukłą, kobiecą sylwetkę po matce, ale Trina, po ojcu, miała o wiele ciemniejszą karnację i ciepłe brązowe oczy. Viveka robiła, co mogła, by ukryć swe blade ramiona, jasnomiodowe włosy i błękitne oczy pod warstwami półprzezroczystego welonu.

Muzyka ucichła, słychać było jedynie szuranie i szmer, który przebiegł przez salę. Viveka poczuła, jak jej skóra wilgotnieje, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Przecież tylko udaję, za chwilę będzie po wszystkim, próbowała się uspokoić w myślach. Kiedyś nawet rozważała zostanie aktorką, ale wraz ze śmiercią matki musiała dorosnąć w ekspresowym tempie, co oznaczało porzucenie mrzonek o artystycznej przyszłości. Zanim jeszcze skończyła piętnaście lat, zarabiała na siebie, szorując podłogi i zmywając naczynia w tym właśnie klubie żeglarskim. Mimo to coraz bardziej agresywny Grigor wyrzucił ją wkrótce z domu. Upewnił się także, dzięki swym rozległym układom towarzysko-biznesowym, że nikt na wyspie jej nie zatrudni. Tym samym udało mu się rozdzielić siostry, które, choć przyrodnie, były sobie niezwykle bliskie. Trina miała zaledwie dziewięć lat, ale wykazała się niespodziewaną dojrzałością. „Jedź, nie martw się o mnie. Uciekaj z Grecji” ‒ powiedziała. Viveka, w odruchu desperacji, skontaktowała się z angielską ciotką, od której matka otrzymywała kartki na święta. Hildy, samotna starsza pani, zgodziła się ją przyjąć, choć nie bez zastrzeżeń. Mimo to Viveka była jej wdzięczna, a myśl o samodzielności i sprowadzeniu kiedyś siostry do Londynu pozwalała jej przetrwać trudne chwile.

‒ Ja, Mikolas Petrides…

Na dźwięk głosu Mikolasa przeszył ją dreszcz. Jak zaczarowana wsłuchiwała się w przysięgę wygłaszaną zdecydowanym, głębokim głosem. Otaczał ją jego zapach, pikantny, zmysłowy. Dopiero po chwili zorientowała się, że w pomieszczeniu zapadła pełna napięcia cisza. Odchrząknęła, próbując znaleźć sposób, by wiarygodnie naśladować głos Triny, o wiele wyższy niż jej własny. Chwila prawdy zbliżała się nieuchronnie. Łamiącym się, cienkim głosikiem powtórzyła przysięgę małżeńską, w efekcie unieważniając ślub i fuzję firm, na której tak zależało Grigorowi.

Choć ta niewielka zemsta nie mogła jej wynagrodzić utraty matki, i tak sprawiła Vivece satysfakcję. Wymieniając obrączki z Petridesem, zdała sobie sprawę, że będzie musiała jakoś oddać mu pierścionek zaręczynowy i obrączkę. Dotyk jego silnych, ciepłych dłoni koił jej rozedrgane nerwy, zauważyła nawet, że jeden z jego paznokci wyglądał na uszkodzony. Gdyby naprawdę się kochali i brali prawdziwy ślub, wiedziałaby, jak historia kryje się za zniekształconym paznokciem jej wybranka… Do oczu Viveki napłynęły łzy; jak prawie każda młoda kobieta marzyła o dniu, w którym rozpocznie nowe życie u boku kochającego mężczyzny. Tym trudniej przychodziło jej odgrywanie tej farsy. Na szczęście za chwilę wszystko miało się wydać.

‒ Możesz pocałować pannę młodą.

Viveka zamarła.

Mikolas zgodził się na ślub wyłącznie ze względu na dziadka. Nie uległ sentymentom ani manipulacjom, nie żenił się też z miłości, w której istnienie nie wierzył ‒ na miłość powoływali się niedojrzali ludzie, którzy potrzebowali wymówki, by uprawiać seks bez poczucia winy. On sam z premedytacją unikał emocjonalnego zaangażowania. Nawet do dziadka nie czuł nic oprócz wdzięczności ‒ starszy pan postanowił uratować swego wnuka przed przemocą panującą na ulicy dopiero, gdy badania genetyczne potwierdziły łączące ich pokrewieństwo. Mikolas odpłacił mu lojalnością i, tak jak obiecał, nigdy nie złamał prawa.

Erebus Petrides urodził się w dobrej rodzinie, ale w trudnych czasach. Robił wszystko, by przetrwać, nie zawsze legalnie. Za przejście do półświatka zapłacił najwyższą cenę ‒ stracił syna, dlatego pojawienie się w jego życiu Mikolasa potraktował jako szansę na odkupienie win. Stopniowo przekazywał wnukowi stery swego imperium o wątpliwej reputacji, by ten uczynnił z niego w pełni legalny, choć nadal lukratywny biznes. Zadanie okazało się niełatwe, ale fuzja ze znaną i szanowaną na świecie wielką firmą Grigora miała przypieczętować sukces Mikolasa. Wprawdzie musiał słono zapłacić Grigorowi, ale w zamian uzyskał prawo do zarządzania jego firmą. Musiał tylko spełnić jeszcze jeden warunek i ożenić się z córką Grigora, który w ten sposób chciał sprawić, że firma pozostanie w rodzinie. Mikolas uznał ślub za jeszcze jedną umowę do zawarcia i specjalnie się nie sprzeciwiał, zdając sobie sprawę, że żonaty biznesmen zawsze wydawał się bardziej godny zaufania. Z panną młodą spotkał się przed ślubem dwukrotnie ‒ młodziutka, nieśmiała dziewczyna wydała mu się ładna, ale nie wzbudziła w nim żadnych emocji.

Tymczasem stojąca przed nim, zasłonięta welonem postać, gdy tylko ujrzał ją w drzwiach, zelektryzowała go, sam nie wiedział dlaczego. Zaskoczył go nagły wybuch żądzy, całkowicie poza jego kontrolą. Nawet zapach perfum, które wcześniej wydały mu się raczej zbyt dziewczęce, teraz pobudzał jego zmysły swym ciepłym, podniecającym aromatem. Panna młoda poruszała się z dojrzałą pewnością siebie, której uprzednio nie zauważył. Przeszyło go znane, choć nieco zapomniane pragnienie, tęsknota głębsza niż czysto fizyczny pociąg. Poczuł, jak wzbiera w nim panika, a wraz z nią mroczne wspomnienia odrzucenia i samotności. Otrząsnął się szybko. Mikolas zadrżał z podniecenia. Niecierpliwymi palcami chwycił brzeg welonu. Czuł się jak dziecko rozpakowujące gwiazdkowy prezent. Próbował sobie wmówić, że reagował tak żywiołowo, bo właśnie spłacał dług wdzięczności wobec dziadka. Żałował jedynie, że starszy pan nie czuł się wystarczająco dobrze, żeby przybyć na wyspę i wziąć udział w ceremonii. Mikolas podniósł welon i zamarł.

Była piękna. Najpierw uwagę przyciągały zmysłowe usta o górnej wardze nieco większej niż dolna, potem pięknie zarysowany prosty nos, a na końcu wielkie błękitne oczy o bystrym, śmiałym spojrzeniu. Stała przed nim kobieta, nie dziewczyna, i nie była to Trina.

‒ Kim ty, u diabła, jesteś?

Zebrani w sali goście wstrzymali oddech.

Grigor zerwał się na równe nogi i wrzasnął:

‒ Co to ma znaczyć?! Gdzie jest Trina?!

No właśnie, pomyślał Mikolas, gdzie jest Trina? Bez prawowitej panny młodej nie mogła się odbyć upragniona fuzja! Oniemiały ze zdumienia obserwował, jak błękitnooka piękność blednie, a potem kryje się za jego plecami przed nadciągającym niczym tornado Grigorem.

 

‒ Ty mała zdziro ‒ syknął jego niedoszły teść. Wyglądał raczej na wściekłego niż na zaskoczonego. Najwyraźniej znał uzurpatorkę. ‒ Gdzie ona jest?

Mikolas uniósł dłoń, by powstrzymać wymachującego pięściami Grigora. Już miał zażądać od niego wyjaśnienia, gdy powietrze przeszył dźwięk alarmu przeciwwłamaniowego. Odwrócił się błyskawicznie, ale zobaczył jedynie rąbek białej sukni uciekającej przez wyjście awaryjne fałszywej panny młodej.

ROZDZIAŁ DRUGI

Viveka biegała prawie codziennie, była więc wysportowana, a adrenalina krążąca w żyłach dodawała jej mocy i szybkości niezbędnych w ucieczce. Niestety sukienka, buty na wysokim obcasie i przerwy pomiędzy deskami pomostu nie ułatwiały jej zadania. Ślizgając się i potykając, biegła najszybciej, jak potrafiła, i szukała wzrokiem czekającej na nią łodzi. Nawet nie zauważyła, o co zahaczyła sukienką, ale w sekundę straciła równowagę i runęła do wody. Zdążyła jeszcze nabrać powietrza, zanim otoczyła ją zimna, mętna woda. Idiotycznie wielka suknia i tiulowy welon nasiąkły natychmiast i pociągnęły ją w dół.

Tylko nie panikuj, pomyślała, próbując się wyplątać z warstw tkaniny krępujących jej ruchy. Bez powodzenia. Mamo! Tak musiała się czuć jej matka, walcząc o życie, z dala od brzegu, zaplątana w wieczorową suknię… Nie panikuj! Viveka próbowała poruszyć nogami, co pogorszyło tylko sytuację ‒ obcasy wbiły się w materiał i unieruchomiły ją zupełnie. To koniec, pomyślała z przerażeniem, utonę kilka metrów od brzegu, tuż pod pomostem! Grigor będzie zachwycony…

Nagle poczuła, że jej nadgarstek ociera się o coś szorstkiego, czyżby słup wspierający pomost? Wiedziała, że za chwilę zabraknie jej powietrza, musiała spróbować coś zrobić. Po omacku szukała dłonią wsparcia, ale potrzeba nabrania powietrza stawała się nieznośna, jej płuca ściskał palący ból. Boże, pomyślała i zamknęła oczy. I wtedy zdarzył się cud ‒ silna dłoń chwyciła ją za rękę i pociągnęła gwałtownie do góry. Walczyła ze sobą, żeby nie nabrać wody do płuc, z całych sił pomagała swemu wybawcy, by jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię. Pierwszy oddech, który wypełnił jej płuca życiodajnym tlenem, sprawił, że z jej piersi wyrwał się szloch ulgi. Kiedy otworzyła oczy, przez warstwy oblepiającego jej twarz welonu przeszyło ją srogie spojrzenie stalowoszarych oczu. Mikolas. Pociągnął ją wyżej i zacisnął jej palce na rampie jachtu. Vivece udało się unieść drugą dłoń i chwycić zimny stalowy reling. Całym ciałem przywarła do boku jachtu i, ciężko oddychając, próbowała zebrać myśli. Na pomoście zaczęli się zbierać gapie pokrzykujący po grecku i angielsku: „Ma ją!”, „Uratował ją!”, „Udało mu się!”.

Viveka drżała z zimna i szoku, a nasiąknięta suknia wydawała jej się tak ciężka, jakby wykonano ją z ołowiu. Z trudem utrzymywała dłonie na śliskim relingu. Czuła jednak, że silne ramię Mikolasa unoszącego się bez wysiłku na wodzie, mimo że miał na sobie garnitur, nie pozwoli jej utonąć.

‒ Co ty wyprawiasz, do diabła? I kim ty jesteś?!

‒ Jestem jej siostrą… ‒ Viveka zachłysnęła się wodą i zakasłała. ‒ Nie chciała za ciebie wyjść – dokończyła, oddychając ciężko.

‒ To powinna była odmówić. ‒ Podciągnął się i usiadł na rampie do nurkowania, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie.

Dlaczego nawet w mokrym garniturze wyglądał jak bohater filmów akcji? Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, nie tylko ze względu na welon. Ostrożnie puściła jedną ręką reling i odgarnęła wreszcie tiul z twarzy. Dopiero wtedy dostrzegła łódź krążącą w pobliżu. Czyżby to jej szansa na ucieczkę? Wolną ręką zaczęła gorączkowo rozpinać guziki sukienki. Spętana metrami mokrej tkaniny nie miała szans dopłynąć do łodzi, ale gdyby udało jej się uwolnić od sukni…

Mikolas wstał, bez słowa chwycił ją za ramiona i wyciągnął z wody, sapiąc przy tym wystarczająco głośno, żeby ją urazić. Mimo to wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. Uratował jej życie. Nikt, od śmierci matki, nie zrobił dla Viveki nic podobnego. Grigor, zamiast opiekować się pasierbicą, pastwił się nad nią, a ciotka znosiła jej obecność z zimną obojętnością. Po tylu latach walki o przetrwanie Viveka miała grubą skórę, ale zupełnie nie potrafiła sobie poradzić z bezinteresowną życzliwością. Była wzruszona. Głos Grigora brutalnie sprowadził ją z powrotem na ziemię. Musiała uciekać! Rozerwała resztę guzików na gorsecie i zaczęła pospiesznie ściągać przeklętą sukienkę. Ku jej zaskoczeniu, Mikolas, przeklinając pod nosem, pomógł jej zdjąć mokre ubranie. Zanim jednak zdążyła wskoczyć z powrotem do wody, złapał ją w talii i podniósł do góry jak szmacianą lalkę.

‒ Nieee! ‒ krzyknęła.

Ta wariatka wyrywała się z takim wigorem, że prawie kopnęła go w twarz! Mikolas chciał przecież jedynie postawić ją na głównym pokładzie! Dlaczego tak walczyła? Czy myślała, że wrzuci ją z powrotem do morza? W końcu Grigor bez ceregieli złapał ją za ręce i wciągnął na pokład, ale ona nie przestawała wierzgać i krzyczeć. Wariatka! Mikolas wspiął się po schodkach, żeby dołączyć do szamoczącej się pary. Dopiero teraz zauważył, że Grigor potrząsa nią, a potem uderza ją mocno w twarz! Poczuł, jak krew ścina mu się w żyłach. Zareagował odruchowo ‒ złapał Grigora za rękę i wykręcił ją, zmuszając go, by ukląkł. Kobieta zasłoniła się ręką, jakby oczekiwała, że otrzyma kolejny cios. Głupia reakcja, gwarantująca złamaną rękę, nic więcej, pomyślał ponuro Mikolas. Grigor wstał niezgrabnie i rzucił mu mordercze spojrzenie. Tymczasem przemarznięta syrena, niezauważona, jak jej się wydawało, ruszyła z powrotem w kierunku rampy do nurkowania. O nie, moja droga, pomyślał Mikolas. Nie pozwolę ci wszystkiego zepsuć, a potem zniknąć w otchłani. Złapał ją w ostatniej chwili.

‒ Zostaw mnie! ‒ krzyczała, gdy przerzucał ją sobie przez ramię. Była lekka, ale umięśniona i silniejsza, niż mu się pierwotnie wydawało, a do tego śliska. Mikolas minął oniemiałego Grigora, zszedł z łodzi i ruszył pomostem w kierunku swojego jachtu. Tłumek gapiów rozstępował się przed nim, nikt nie śmiał stanąć mu na drodze. Tylko mokra syrena nie przestawała walić pięściami w jego plecy.

‒ Uspokój się, mam dosyć tego cyrku ‒ warknął przez zaciśnięte zęby, nie zatrzymując się nawet na chwilę. ‒ Zaraz powiesz mi, gdzie jest moja niedoszła żona i dlaczego postanowiłaś się pod nią podszyć.

ROZDZIAŁ TRZECI

Viveka nie przestawała się trząść. Grigor uderzył ją, w miejscu publicznym, przy wszystkich! Ludziom zebranym na pomoście prawdopodobnie widok zasłaniały inne łodzie, ale Mikolas widział wszystko! Mogłaby teraz zadzwonić po policję i nareszcie miałaby świadka, którego nie mogliby już ignorować. Chociaż policjanci siedzieli w kieszeni Grigora, nie zrobią więc nic, co mogłoby go zdenerwować. Zresztą, Mikolas i tak pewnie nie pozwoliłby jej pójść na posterunek, zżymała się w myślach. Był niesamowicie silny. Kiedy ją niósł, wydawało jej się, że jego ramiona zaciskają się wokół niej niczym stalowe obręcze. Spod maski obojętności, którą przybrał, wyzierała onieśmielająca, ledwie kontrolowana furia. Viveka przestała wierzgać i skuliła się.

‒ Puść mnie ‒ poprosiła najspokojniej, jak potrafiła.

Mikolas nie odpowiedział. Wniósł ją na pokład ogromnego jachtu wyglądającego jak statek kosmiczny. Natychmiast otoczyła ich obsługa, której wydał serię krótkich komend. Grecka mafia, pomyślała Viveka. Dopiero gdy znaleźli się w łazience przyległej do elegancko urządzonej, przestronnej kabiny, postawił ją na ziemi. Puścił wodę w prysznicu.

‒ Rozgrzej się.

Wskazał satynowy czarny szlafrok wiszący na drzwiach.

‒ Potem opatrzę ci nadgarstek.

Viveka spojrzała na rękę i ze zdziwieniem stwierdziła, że krwawi. Gdy tylko Mikolas wyszedł z łazienki, rzuciła się do okna, żeby sprawdzić, czy udałoby jej się dopłynąć do mariny. Na widok szerokiego pasa wody zaczęła się trząść jeszcze bardziej. Powoli docierało do niej, że prawie utonęła. Policzek nadal szczypał ją w miejscu, w którym uderzył ją Grigor. Czy Mikolas wpuścił go na swój jacht? Jeśli ten brutal ją dopadnie, tym razem na pewno ją zabije. Chciało jej się płakać, ale siłą woli zmusiła się do zachowania spokoju. Najważniejsze, że Trina jest bezpieczna, przypomniała sobie.

Spojrzała tęsknym wzrokiem na gorący strumień wody. Tylko nie płacz, upomniała się. Prysznic zawsze służył jej za schronienie, gdy nie radziła sobie z nadmiarem emocji. Skoro jednak istniało ryzyko, że jeszcze dziś będzie musiała stawić czoło Grigorowi, nie mogła się rozklejać. Zdjęła tylko buty i w bieliźnie weszła pod prysznic, gdzie rozebrała się do końca. Roześmiała się gorzko, gdy odkryła, że schowana w stanik w ostatniej chwili przed ślubem karta kredytowa przykleiła się do jej piersi. Tylko na co mógł jej się w tej chwili przydać ten kawałek plastiku? Powinna jak najszybciej wyjaśnić sytuację Mikolasowi i odszukać czekającą na nią łódkę. Na pewno puści ją wolno, przecież uratował jej życie, nie mógł więc być bezdusznym przestępcą…

Viveka znów poczuła, jak ogarnia ją fala nowych, niepokojących uczuć ‒ nigdy nikt nie pomógł jej w niczym bezinteresownie. Dlaczego to zrobił? Nie rozumiała, ale natychmiast poczuła, że jest mu coś winna. A przecież miała idealny plan ‒ znaleźć dobry dom opieki dla ciotki Hildy, sprowadzić do Londynu Trinę, znaleźć lepszą pracę, może nawet rozpocząć studia wieczorowe? Viveka pospiesznie zakręciła wodę i wyszła spod prysznica, żeby nie zacząć się znowu nad sobą użalać. W szafce znalazła apteczkę, opatrzyła naprędce nadgarstek, suszarką do włosów wysuszyła bieliznę i założyła ją z powrotem, zanim opatuliła się czarnym szlafrokiem. Dotyk chłodnego jedwabiu sprawił jej nieoczekiwaną zmysłową przyjemność. Poczuła się jak kochanka gospodarza, bo komu innemu mężczyzna oddałby swój szlafrok?

Zarumieniła się zawstydzona frywolnością swych myśli. Powinna przestać fantazjować, życie to nie bajka, przekonała się o tym wielokrotnie.

Zdjęła z palca platynową obrączkę i pierścionek zaręczynowy z diamentem i powiesiła je na haczyku obok umywalki. Nie chciałaby takiego męża, zbyt pewnego siebie, onieśmielającego, być może nawet aroganckiego. W głębi duszy marzyła, że kiedyś spotka kogoś miłego, wrażliwego, kto będzie ją potrafił rozśmieszyć i czasami podaruje jej kwiaty. Viveka wzięła głęboki oddech i wyszła z łazienki. Mikolas, ubrany jedynie w sportowe szorty, wycierał mokre włosy ręcznikiem. Na tle czarnych zasłon zakrywających okna prezentował się imponująco, jak antyczna rzeźba greckiego boga.

Salon spowijał przyjemny półmrok, który sprawiał, że zaskakująco przestronne jak na jacht pomieszczenie wydawało się bardzo przytulne. Oprócz kącika z kanapą i wielkim telewizorem na ścianie znalazło się osobne miejsce na oddzielony szklaną ścianą gabinet z biurkiem i pełnym wyposażeniem. Z premedytacją nie patrzyła na wielkie łóżko zasłane czarną satynową narzutą. Wolała już spojrzeć w oczy gospodarzowi, który przyglądał jej się z nieodgadnioną miną.

Przesunął wzrokiem po śladzie uderzenia na jej policzku i opatrzonym nadgarstku, a potem po całej jej sylwetce, łącznie z bosymi stopami. W jego oczach nadal tlił się gniew, ale oprócz tego dostrzegła w nich coś jeszcze. Wstrzymała oddech. Mikolas ją oceniał jako kobietę!

Bezwiednie omiotła go podobnym spojrzeniem. Uważała się za feministkę i sprowadzanie kobiet, do roli obiektów seksualnych głęboko ją oburzało. Ale z drugiej strony, ten konkretny mężczyzna nie krył swoich atutów: jego naga klatka piersiowa, szeroka i umięśniona, płaski, wyrzeźbiony brzuch i długie, silne nogi hipnotyzowały ją. Chętnie dotknęłaby oliwkowej, lśniącej skóry…

Viveka poczuła ciepło rozlewające się po jej ciele. Ciekawe, jak smakuje, pomyślała i zaczerwieniła się. Nigdy wcześniej na widok mężczyzny, nawet półnagiego, nie doświadczyła tak nagłego przypływu czystej, nieposkromionej żądzy. Miała ochotę wsadzić rękę w jego szorty i zacisnąć na nim dłoń… Dopiero kiedy dostrzegła wybrzuszenie na materiale spodenek, zdała sobie sprawę z dwóch rzeczy: że wpatruje się w jego przyrodzenie i że Mikolas też jest podniecony! Szybko odwróciła wzrok, zszokowana swoim i jego zachowaniem. Ale Mikolas nie wydawał się ani zażenowany, ani zaskoczony. Uśmiechnął się kącikami ust, najwyraźniej zachęcając ją do wykonania pierwszego kroku, arogancko, bezwstydnie. Napięcie erotyczne pomiędzy nimi stało się wręcz nieznośne. W całkowitej ciszy Viveka słyszała swój płytki, przyspieszony oddech, czuła, jak jej ściśnięte sutki ocierają się o materiał szlafroka… Szaleństwo! Potrząsnęła głową, żeby się wyzwolić z uroku, jaki na nią rzucił Mikolas.

‒ Przyłóż sobie lód ‒ odezwał się wreszcie i skinął głową w kierunku kubełka z lodem stojącego na barze. Viveka odruchowo dotknęła policzka.

 

‒ Nie ma potrzeby.

Bywało gorzej, czasami chodziła z rozciętą wargą albo z podbitym okiem, a kiedy się skarżyła na Grigora, nauczyciele radzili jej, by nie pyskowała ojczymowi i odwracali wzrok. Trudno było nie pyskować, gdy ojczym palił zdjęcia jej matki albo nazywał ją zdzirą…

Mikolas nie odpowiedział, podszedł do niej i niespodziewanie, z bliska, zrobił jej zdjęcie aparatem w telefonie. Viveka odskoczyła jak oparzona.

‒ Co ty wyprawiasz?!

‒ Zbieram dowody.

‒ Na co? A może sam mi przyłożysz z drugiej strony? I zrobisz zdjęcie? A potem będziesz utrzymywał, że poobijałam się, wskakując do wody podczas próby ucieczki? ‒ Wiedziała, że ryzykuje, ale miała dość ludzi, którzy chronią Grigora, bo zależy im na jego pieniądzach.

Mikolas zmrużył groźnie oczy.

‒ Nigdy nie uderzyłbym kobiety ‒ wycedził. ‒ Moim zdaniem Grigor się skompromitował. Chcę mieć dowód jego podłości, może się przydać. ‒ Uśmiechnął się drapieżnie, ale jego oczy pozostały zimne.

Viveka zadrżała. Zdała sobie sprawę, że mimo pozorów ogłady jej wybawca mógł się okazać bezlitosny.

‒ Nie wiedziałem, że Grigor ma dwie córki ‒ zauważył mimochodem Mikolas, nalewając sobie drinka. ‒ Napijesz się?

Pokręciła przecząco głową, musiała zachować trzeźwość umysłu.

‒ Grigor nie jest moim ojcem. ‒ Stwierdzenie na głos tego faktu zawsze sprawiało jej ogromną satysfakcję. ‒ Miałam cztery lata, kiedy moja matka wyszła za niego za mąż, a dziewięć, kiedy umarła.

Utonęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jak twierdził Grigor, któremu nie wierzyła nawet przez chwilę. Viveka poczuła, jak ból ściska jej serce.

‒ Jak masz na imię? ‒ zapytał Mikolas.

‒ Viveka. ‒ Otrząsnęła się z bolesnych wspomnień. ‒ Viveka Brice.

‒ Viveka ‒ powtórzył powoli, z namysłem. Jego akcent nadawał jej imieniu nowe brzmienie, bardzo zmysłowe. Viveka przełknęła ślinę, z trudem odrywając wzrok od jego ust.

‒ Skąd to całe przedstawienie? Twoja siostra zgodziła się na ślub, rozmawiałem z nią osobiście.

‒ Naprawdę myślisz, że Trina odważyłaby się sprzeciwić woli Grigora? ‒ Wskazała palcem swój zaczerwieniony policzek i lekko opuchnięty kącik ust.

Mikolas zacisnął dłoń na szklance tak mocno, że jego knykcie pobielały.

‒ Mam nadzieję, że w tej chwili Trina wychodzi za mąż za mężczyznę, którego naprawdę kocha. ‒ Poszukała wzrokiem zegara, ale nie znalazła go. ‒ Stephanos projektował ogród dla Grigora. Trina podkochiwała się w nim potajemnie, ale nie chciała sprowadzać na niego gniewu Grigora. Dopiero niedawno dowiedziała się, że odwzajemniał jej uczucie. Kiedy okazało się, że Grigor chce wydać Trinę za ciebie, zaplanowali ucieczkę. Stephanos znalazł pracę pod Atenami.

‒ Jako ogrodnik?

W jego tonie wyczuła lekceważenie.

‒ Przecież mógł zostać jej kochankiem, nie miałbym nic przeciwko.

‒ Słucham?! ‒ Viveka aż się zakrztusiła.

Mikolas wzruszył ramionami.

‒ Powinna była ze mną porozmawiać.

‒ Jasne, przecież jesteś takim rozsądnym człowiekiem. Tylko czasami handlujesz ludzkim życiem ‒ burknęła Viveka.

‒ Jestem człowiekiem, który zawsze dopina swego ‒ odpowiedział cicho, ale dobitnie. ‒ Zależy mi na tej fuzji.

W jego głosie pobrzmiewała stal. Viveka skuliła się wewnętrznie. Gangster, przypomniała sobie. Zmusiła się do uprzejmego uśmiechu.

‒ Życzę ci powodzenia. Czy mogę pożyczyć szlafrok? Jak tylko dotrę na swoją łódź, przebiorę się i odeślę ci go. ‒ W dłoni schowanej w kieszeni szlafroka ściskała mocno kartę kredytową. Miała nadzieję, że schodząc z jachtu, nie natknie się na Grigora. Tym razem na pewno by ją zabił.

Na twarzy Mikolasa nie malowały się żadne emocje, nawet nie drgnął, a mimo to Viveka odniosła wrażenie, że w duchu wybuchł pogardliwym śmiechem. Nagle łódź zakołysała się mocniej. Odruchowo wyjrzała za okno. Czy jej się wydawało, czy łódź się poruszała? Coraz szybciej i szybciej?

‒ Chyba żartujesz?! ‒ krzyknęła.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?