Killer T

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

14

Powodzenia, Charlie


Kirsten stłumiła poczucie winy wywołane tym, że nie poświęcała Harry’emu wystarczającej ilości czasu, płacąc za jego studia w Queensbridge Academy. Szesnastolatek miał na sobie koszulę, krawat i sweter z wycięciem w serek, gdy szedł ścieżką między schludnymi trawnikami, zerkając nieufnie na grupkę księżniczek z dziesiątej klasy w ciemnogranatowych podkolanówkach i tartanowych spódniczkach.

– Harry Potterze! – zawołała jedna z nich. – Pozwól tutaj! Przeczytałeś mój artykuł?

Kolumbijka Esme była wulkanem energii. Harry podziwiał jej atletyczne nogi i czekoladowobrązowe oczy, ale mniejsze wrażenie zrobił na nim trzystuwyrazowy artykuł o pomysłach na bożonarodzeniowy prezent, który złożyła do redakcji internetowej gazetki Queensbridge.

– Pędzę na naradę redakcyjną. Spotykamy się co dwa tygodnie – wyjaśnił Harry. – Napisałaś dobry artykuł, ale ludzie chcą tekstów o życiu szkoły, rozgrywkach sportowych i podobnych sprawach.

Naprawdę chciał powiedzieć: „Szkoła chce mdłej papki, która ukaże ją w pozytywnym świetle, a ja nie zamierzam opublikować twojego szmirowatego artykułu, który upichciłaś w pół godziny, bo twój wychowawca powiedział, że musisz zacząć robić rzeczy, które spowodują, iż przestaniesz wyglądać jak bezmózgi szczur sklepowy w swoim podaniu do college’u”.

– Mogłabyś wybrać jakiegoś pewniaka – zasugerował. – Wiesz, na czym nam zależy. Gdybyś przyszła na spotkanie redakcyjne i posłuchała…

Przerwał w pół zdania, widząc jej pogardliwe spojrzenie. Dziewczyny takie jak Esme oczekiwały, że chłopcy tacy jest Harry będą całować je w tyłek, więc popatrzyła na niego takim wzrokiem, jakby nadepnął jej na stopę. Jednak zagniewana twarz Esme była piękna i Harry zazdrościł Cristiano. Cristiano chodził do ostatniej klasy i był muskularnym bramkarzem drużyny piłki nożnej, któremu udało się zobaczyć ją nagą.

– Na każdy artykuł, który możemy opublikować, przypada dziesięć innych – dodał. „I pretensje za każde odrzucenie…”

– Pryszczaty palant, któremu władza uderzyła do głowy – mruknęła jedna z koleżanek Esme na tyle głośno, żeby wycofujący się Harry ją usłyszał.

– Uderzyła! Oj, uderzyła! – przyklasnęła druga i wszystkie pisnęły ze śmiechu.

Harry poczerwieniał, ale nie odważył się odwrócić i posłać im gniewnego spojrzenia. Od kilku miesięcy miał problemy z cerą, więc gdy ładne dziewczyny nazywały go pryszczatym, czuł się tak, jakby dostał kuksańca w brzuch.

„Wydałem dwieście dolców na dermatologa i dziewięćdziesiąt na słoik kremu, a moja twarz nadal wygląda jak pizza…”

Anita uśmiechnęła się, gdy pobiegł w drugą stronę. Szczupła zastępczyni redaktora Queensbridge Academy wetknęła ręce pod bluzę z napisem „Queensbridge Athletic”, żeby się osłonić przed chłodem wczesnego wieczora.

– Zostawiłam tubę na plakaty w sali konferencyjnej…

Anita była Amerykanką indyjskiego pochodzenia, niezwykle inteligentną, wyjątkowo zuchwałą i obdarzoną rubasznym poczucie humoru. Harry nadal czuł się paskudnie, bo odburknął „nie”, gdy nerwowo zapytała, czy chciałby pójść z nią na bal bożonarodzeniowy. Na szczęście zadzwonił telefon, zanim znalazł coś innego, co mogłoby wzmocnić poczucie żalu. Na ekranie wyświetliło się imię, które chciał ujrzeć. Zadrżał na dźwięk znajomego komunikatu.

Rozmowa na koszt odbierającego z Zakładu Poprawczego dla Nieletnich White Boulder. Jeśli zgadzasz się zapłacić za rozmowę, wciśnij jeden, a następnie gwiazdkę.

– Charlie – powiedział po usłyszeniu mechanicznego kliknięcia, które, jak sądzili, miało coś wspólnego z nagrywaniem rozmów osadzonych. – Co z twoim rozpatrzeniem?

Charlie odezwała się głosem, jakby miała na głowie cały świat.

– Życie jest do dupy – jęknęła. – Dwaj faceci z komisji do spraw zwolnień warunkowych byli w porządku, ale kobieta, ta sama, co poprzednio, powiedziała, że nie ma pewności, bo wytwarzanie alkoholu dowiodło, iż nadal interesuję się chemią, co oznacza, że wciąż się niczego nie nauczyłam. Nie pomógł również udział w bójce sprzed tygodnia.

Harry pokręcił głową.

– Poważnie? Przecież odsiedziałaś dodatkowe dwa miesiące za wyprodukowanie gorzały. I nie wywołałaś tej bójki. Czy kamery nie zarejestrowały tego incydentu?

– Decyzja w sprawie zwolnienia musi zapaść jednomyślnie – przypomniała Charlie.

– Bardzo mi przykro. – Harry spojrzał na ciemniejące niebo i poświatę znajdującego się w odległości sześciu kilometrów Vegas. – Chciałem, żebyś wyszła na Boże Narodzenie…

– Właściwie to mi się udało – odrzekła Charlie, nagle znacznie pogodniejszym głosem.

– Co?

– Wszystko poszło dobrze. W piątek przewiozą mnie do Ośrodka Otwartego w North Vegas!

– A niech mnie! – wykrzyknął Harry. – Naprawdę wychodzisz?

– Przysięgam, z ręką na sercu – zapewniła Charlie. – Musiałam wysłuchać długiego kazania o przestrzeganiu zasad obowiązujących w ośrodku otwartym i o tym, że odeślą mnie z powrotem, do końca kary, jeśli coś zmaluję.

– W piątek! – powiedział Harry, spoglądając w kierunku szkoły. – W piątek mam zajęcia, ale co tam. Mam to gdzieś. Pójdę na wagary. Przyjadę cię zobaczyć. Wszystko w porządku? Jesteś szczęśliwa?

Charlie roześmiała się hałaśliwie.

– Pewnie, że jestem, kretynie. Ale nie idź na wagary. Przewiozą mnie i jedną osadzoną więziennym autobusem. Przypuszczalnie nie dotrą na miejsce przed drugą lub trzecią po południu. Daj mi się rozpakować. Przecież możesz przyjechać w sobotę.

– To brzmi sensownie – odparł Harry, wyobrażając sobie dzień z Charlie. – Po tylu godzinach rozmów przez telefon zapomniałem, że spotkaliśmy się tylko raz.

– Odwiedziłeś mnie cztery razy.

– Taak, ale byliśmy w obskurnym małym pokoju pełnym wrzeszczących dzieci… Tylko pamiętaj, że nie mogę zostać do późna, bo nie wolno mi prowadzić po zachodzie słońca w pierwszym roku po otrzymaniu prawa jazdy.

– Było więcej stłuczek? – spytała przekornie Charlie.

– Moje prawo jazdy jest czyste – oburzył się Harry. – Najechałem tylko na krawężnik, gdy wyjeżdżałem ze stacji benzynowej. A później gliniarz mnie zatrzymał, bo wracałem do domu ze zwisającym błotnikiem.

– Możesz się ze mnie śmiać, gdy za rok zapiszę się na kurs – powiedziała Charlie. – Choć nie mam pojęcia, jak zarobię na samochód.

– Jak inni zareagowali na wiadomość, że wychodzisz?

– W niedzielę przyjęli na blok dziewczynę z wirusem SNor – odparła. – Więc ponownie ogłoszono pełną kwarantannę. Możemy jeść i korzystać z toalety wyłącznie we własnych celach, dlatego nie miałam okazji do bliskiego kontaktu z innymi osadzonymi. Mimo to kilka dziewczyn zakradło się do mojej celi, żeby się pożegnać. Oprócz tego zaczęłam rozdawać przybory toaletowe i inne rzeczy. Ale człowiek nie może przesadzać ze szczęściem, bo niektóre trafiły tu niedawno i są załamane. No i są zdziry, które zaczną się nad tobą pastwić, jeśli się wygadasz, że wychodzisz.

– Muszę już kończyć – powiedział Harry. – Wkrótce będzie ciemno, a ja nadal jestem w szkole.

– Musisz zostać w szkole po godzinach? – spytała Charlie.

– Gorzej. Mam zebranie redakcyjne szkolnej strony informacyjnej.

– Musisz mieć ciężkie życie w tej swojej szkole po dziesięć tysięcy dolarów za semestr – zażartowała. – Ale poważnie, nie mam pojęcia, jak bym bez ciebie przeżyła, Harry. Nie mogę się doczekać soboty, żeby cię wyściskać.

– To pojutrze – zauważył Harry, jakby nie mógł uwierzyć we własne słowa, a później na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Daj mi znać, jeśli będziesz chciała, żebym coś ci przywiózł.

Wsuwając telefon do kieszeni, uśmiechnął się ku niebu. „Pewnie zostanę do zachodu słońca, ale do domu mam tylko dziesięć minut samochodem, a tam nie ma autobusu…”

Minęła go Anita. Biegła w przeciwną stronę, niosąc projekt w plastikowej tubie niemal tak wysokiej, jak ona sama.

– Dotarłam na miejsce w chwili, gdy dozorca zamykał salę – wysapała. – Co się tak cieszysz?

– Charlie wychodzi w sobotę – wyjaśnił Harry.

Anita skinęła głową.

– Twoja dziewczyna. Obłąkany zamachowiec!

Nie lubił uwag w rodzaju „obłąkany zamachowiec”, ale wolał zuchwałość Anity od plotek za plecami.

– Nie jest moją dziewczyną – odpowiedział stanowczo.

– Oczywiście, Haribo – rzuciła przekornie. – Ciągle o niej mówisz lub do niej dzwonisz, lub jedziesz trzy godziny autobusem do White Boulder.

Harry lubił zazdrość Anity, ale nie wystarczyło to do podtrzymania go na duchu, gdy szedł przez parking do swojego mini. Miał nadzieję, że Charlie zostanie jego dziewczyną, ale nie był pewny, czy jej uczucia sięgają głębiej niż przyjaźń.

15

Wołowina i cola


Charlie nie była znacznie wyższa niż wtedy, gdy przybyła do White Boulder, ale nabrała ciała, więc T-shirt i dżinsowe szorty, które oddała do magazynu w dniu przyjęcia, wyglądały jak rzeczy lalki.

Podrabiane ray-bany i czapka Raidersów, którą ukradła JJ-owi, pasowały, ale komórka z popękanym ekranem była martwa, a ona nie miała pojęcia, czy po przeszło dwóch latach baterię da się naładować. Oprócz ubrań w siatkowanym pudełku Charlie znajdowały się: dwa klucze do kampera, w którym mieszkał teraz ktoś inny, nieaktualna legitymacja szkolna gimnazjum Rock Springs, banknot pięciodolarowy i trzy dolary drobnych.

 

Ponieważ stare ubrania Charlie były za małe, funkcjonariusz, który ją wypisywał, pozwolił jej zatrzymać więzienne tenisówki, dół od dresu i bluzkę, w których była, oraz zapasowe majtki. Otrzymała również sześćdziesiąt dolarów wypisowego i paczkę sanitarną zawierającą przeciwwirusowy żel do rąk, opakowanie prezerwatyw oraz ulotkę o chorobach przenoszonych drogą płciową i sposobach walki z depresją.

Po dwudziestu siedmiu miesiącach spędzonych na liczącym pięćdziesiąt akrów więziennym placu podróż autobusem budziła dziwne uczucia. Charlie wyglądała przez okno, podziwiając nowe sklepy i reklamy filmów, o których nigdy nie słyszała. Samochody były przeważnie elektryczne, z panelami słonecznymi zajmującymi każdy cal dachu.

Zauważyła ostrzeżenia o SNor i plakaty w witrynach sklepów zachwalające lampy UV niszczące wirusa. $299! NARESZCIE PONOWNIE W SPRZEDAŻY! Co czwarta osoba nosiła maskę antywirusową. Wyglądały solidniej od tych wydawanych osadzonym w White Boulder – tamte się rozchodziły, gniotły i nigdy nie były wymieniane.

Ośrodek otwarty imienia Baracka Obamy znajdował się w Północnym Vegas, niecałe trzy przecznice od pustyni. Obok był sklep sieci 7-Eleven. Gdzie okiem sięgnąć, ciągnęły się podmiejskie domy. Budynek ośrodka, oddany do użytku niecałe dwa lata temu, przypominał Charlie alpejski dom z odsłoniętymi drewnianymi belkami i oknami w czarnych ramach.

Cały dobytek Charlie zmieścił się w trzech workach na śmieci, które wyładowała z klatki w tylnej części więziennego autobusu, kiedy kierowca wszedł do budynku za potrzebą. Facet w recepcji nie okazał najmniejszej chęci pomocy, gdy wciągała swoje rzeczy przez automatyczne drzwi do holu wysokości dwóch kondygnacji.

Na blacie recepcji stał żółty dozownik z żelem antywirusowym, a obok znak informujący, że wszyscy goście i mieszkańcy muszą go używać zawsze, gdy wchodzą. Charlie miała małą rankę, która zapiekła, kiedy posmarowała dłonie, wdychając zapach eukaliptusa i chloru.

– Jesteś Croker? – spytał facet za kontuarem, nieznacznie odwracając zamaskowaną twarz od ekranu komputera. – Umiesz czytać?

– Tak.

– To twoja koperta. Znajdziesz w niej odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie będę szczęśliwy, jeśli do mnie przyjdziesz i zadasz pytanie, na które odpowiedź można znaleźć w tej kopercie. Jasne?

„Co za kutas”.

– Jak świeży śnieg – odpowiedziała Charlie, dzwoniąc kluczami wyjętymi z dużej koperty.

Spojrzał na nią w poszukiwaniu oznak sarkazmu, a później mruknął coś pod nosem i wrócił do tematu:

– Zapoznaj się z obowiązującymi zasadami i regułami. „Nie wiedziałam” nie jest tu wymówką. Jest już po lunchu, ale zostały ciastka, jeśli jesteś głodna. Becky wróci niebawem z krótkiej przerwy. Zorganizuje ci przedmioty fakultatywne, odpowie na wszystkie pytania i w naszej szafie z ubraniami znajdzie ci, miejmy nadzieję, coś lepszego od tych więziennych ciuchów.

Była pora lekcji, więc na krótkim korytarzu prowadzącym do pokoju szesnaście A panował spokój. Wnętrze pokoju wyglądało na prawie nowe, z prześcieradłami w polietylenowych workach i szafą z niebieskimi drzwiami. Jedynym śladem po poprzednim lokatorze były resztki białej taśmy w miejscu, w którym znajdowały się plakaty.

Łazienka była mała, z mocną żarówką UV i zapachem środka dezynfekującego. Wewnątrz kabiny prysznicowej stało przezroczyste pudło z czterema ręcznikami oraz zapieczętowany woreczek z przyborami toaletowymi i ogromną żółtą butelką płynu antywirusowego. Lustro nad zlewem było w połowie zakryte nalepką z instrukcją, jak należy myć ręce po skorzystaniu z toalety.

Zapach środka dezynfekującego szczypał ją w gardło, ale czuła się dobrze. Było tu znacznie przyjemniej niż w jej małym pokoiku w kamperze lub więziennej celi w White Boulder, którą musiała dzielić z inną osadzoną. Chociaż w ośrodku otwartym panowała przytulna atmosfera, Charlie pomyślała, że niektórzy z jego pensjonariuszy mogą mieć lepkie palce, więc popędziła do holu po swoje rzeczy.

Wzięła dwa pierwsze worki do ręki, ale trzeci był cięższy. Kiedy wyszła z recepcji, dno jednego z nich pękło i na podłogę wysypały się książki. Przyklęknęła na jedno kolano, by je ułożyć, a wtedy wyuczyła ruch za plecami.

– Pomóc ci? – spytał jakiś facet.

Odwróciła się zdumiona. W ciągu dwóch ostatnich lat widywała niewielu mężczyzn, a ten był wyjątkowy. Wyglądał na osiemnaście lat i wyszedł ze swojego pokoju w bokserkach CK, które niewiele pozostawiły wyobraźni. Miał wydatną kwadratową szczękę, wilgotne czarne włosy po wzięciu prysznica, potężną nieowłosioną klatkę piersiową i bicepsy przypominające gigantyczne owoce mango.

– Jestem Brad – przedstawił się. – Pomóc ci?

– Dam sobie radę – odpowiedziała, czerwieniejąc, bo wybrzuszenie w jego bokserkach znalazło się na wprost jej oczu.

Mimo to sięgnął po książkę i głośno przeczytał tytuł.

– Podstawy inżynierii kosmicznej. – Obejrzał kilka innych i stwierdził: – Wszystkie na poziomie college’u, a nie wyglądasz na więcej niż szesnaście lat.

– Prawie skończyłam szesnastkę – odrzekła niezręcznie, jakby spuchł jej język. – Nauczycielka z White Boulder pozwoliła mi zrobić kilka kursów internetowych na poziomie college’u. Mam fioła na punkcie nauki.

Brad wzruszył ramionami i spojrzał na nią w zamyśleniu.

– Dlaczego przepraszasz za to, że jesteś inteligentna?

Charlie zauważyła sześciopak, kiedy się pochylił. „Założę się, że mógłby mnie podrzucić w powietrze jednym wielkim ramieniem. Spędziłam pół życia przed lustrem, martwiąc się, że mój tyłek ma dziwny kształt, a ten zarozumiały dupek paraduje w bokserkach”.

„Czy on się do mnie przystawia? Mam prawie szesnaście lat i nie jestem już dzieckiem, ale dlaczego ktoś tak przystojny miałby mnie pragnąć?”

Brad zaniósł tuzin podręczników do pokoju Charlie.

– Szesnaście A, tak? Jesteśmy sąsiadami!

Wykonał jeszcze jedną rundę, zanim Charlie zwaliła ostatnie książki na niepowleczony materac.

– Wiem, do kogo przyjść, jeśli będę potrzebować korepetycji z matmy – powiedział Brad, potrząsając podręcznikiem do matematyki dla początkujących Przygotuj się do college’u.

Charlie się uśmiechnęła.

– Pomogłam kilku dziewczynom w White Boulder.

– Zgrzałaś się – zauważył Brad. – Chcesz zimnej coli?

Skinęła głową.

– Prawdziwej coli? Nie można jej dostać w pudle.

Pokój Brada znajdował się naprzeciwko jej pokoju. Stanęła na progu, a on otworzył małą lodówkę wyklejoną nalepkami zespołów rockowych. Wnętrze przypominało typowe lokum chłopaka: brudne skarpety rozrzucone po podłodze, sztangi, wzmacniacz do gitary i zdjęcie na ścianie przedstawiające Brada w towarzystwie dwóch młodszych dziewcząt.

– To moje siostry bliźniaczki – wyjaśnił, rzucając jej puszkę coli.

Charlie zauważyła tacki z mięsem upchnięte na dole lodówki.

– A to co? Białko do zwiększenia masy ciała?

Brad pokręcił głową.

– To mięso z rancha mojego wujka w Kalifornii. Czasami u niego pracuję. Hoduje bydło. Metodami organicznymi. Sprzedaje głównie restauracjom w Los Angeles i Vegas, lokalom na Stripie*.

– Uwielbiam steki – westchnęła Charlie. – W domu nie mogliśmy sobie na nie pozwolić, a tu karmią nas wyłącznie mięsem, które przeszło przez maszynkę do mielenia…

– Nie musisz mi tłumaczyć – odpowiedział ze śmiechem Brad. Otworzył szafkę i czarodziejskim ruchem wyjął z niej patelnię z rowkami oraz wolno stojącą płytę indukcyjną.

– Dama chce stek? – zapytał, wyciągając tackę mięsa z lodówki. – Dwie minuty z każdej strony? Średnio wysmażony?

– Nie! – zaprotestowała Charlie, zasłaniając twarz i śmiejąc się hałaśliwie. – Nie trzeba!

Brad podłączył płytę do kontaktu, odsunąwszy na bok portfel i monety, żeby zrobić miejsce na rogu biurka.

– Sześćdziesięciodniowy antrykot dojrzewający na sucho – oznajmił, rozglądając się po pokoju, aż na parapecie znalazł butelkę z olejem. – W restauracji na Stripie zapłaciłabyś za niego siedemdziesiąt dolców.

Po nalaniu odrobiny oleju na patelnię Brad sięgnął do sufitu i zasłonił wykrywacz dymu czepkiem kąpielowym.

– Czemu sterczysz w drzwiach? – zapytał. – Rozgość się.

Łóżko wyglądało niechlujnie. Charlie odsunęła na bok pobrudzone trawą szorty, a następnie wygładziła prześcieradło i przycupnęła na krawędzi.

– Nie chodzisz do szkoły? – zapytała i od razu poczuła się idiotycznie, bo przypomniała sobie, że wspomniał o korkach z matematyki.

– Pracuję dla wuja tylko w weekendy i święta – odpowiedział Brad. Rozpakował stek, gdy patelnia zaczęła skwierczeć. – Zawiesili mnie w szkole na trzy dni za udział w bójce. Jeden gość cały dzień mi dokuczał, bo nie lubią dzieciaków z OIL.

Charlie spojrzała na niego pytająco.

– OIL?

– Z ośrodków otwartych imienia Obamy** – wyjaśnił. – Nie jestem dumny z tego, że się wkurzyłem, ale miałem dość jego ględzenia.

Charlie skinęła głową ze zrozumieniem, chociaż ludzie zawsze w ten sposób usprawiedliwiali udział w bójkach. Nie zastanawiała się nad tym dłużej, bo Brad rzucił stek na patelnię i krzyknął przeraźliwie.

– Jezusie, Matko Święta…

Była zaskoczona, kiedy skoczył do łazienki i odkręcił zimną wodę na pełny regulator.

– Co się stało? – spytała, podnosząc się z łóżka.

– Rozgrzany tłuszcz ochlapał mi klatkę piersiową – odrzekł Brad, wyłaniając się z łazienki i wycierając swoje wspaniałe mięśnie brzucha mokrym ręcznikiem. – Auaa, ale boli!

– Chcesz to włożyć? – Charlie ze śmiechem podniosła z łóżka zwiniętą koszulkę piłkarską Barcelony.

– Jasne – odrzekł.

Poczuła zapach potu, kiedy rzucała koszulkę. Woń byłaby przykra, gdyby zalatywała od jakiegoś starego faceta w autobusie, ale należała do Brada, więc dla niej była zmysłowa.

– Stek dla szanownej pani – powiedział, podając jedną ręką mięso na kartonowym talerzyku wraz z nożem i widelcem, które wyjął z niechlujnego kubka do kawy i opłukał w łazience.

Charlie miała w dupie zasady zapobiegania SNor – umieściła talerz na kolanach i zaczęła kroić mięso. Miało więcej krwi, niż oczekiwała, ale gdy go spróbowała, uśmiechnęła się.

– Dobre? – spytał z lekkim napięciem Brad.

– To najlepszy stek, jaki jadłam w życiu – odpowiedziała.

Oczywiście nie byłaby nieuprzejma, gdyby jedzenie smakowało podle, ale było naprawdę wyśmienite.

– Kiedy suszysz wołowinę dwa lub trzy miesiące, białka zaczynają się rozpadać i mięso staje się niezwykle kruche.

– Pycha – mruknęła, połknąwszy kęs. Odkroiła następny. – Rozpływa się w ustach.

– Masz plany na wieczór, Charlie?

Zaprzeczyła ruchem głowy.

– Jutro przyjeżdża mój przyjaciel Harry. Zrobię porządek z książkami i zapoznam się z tutejszymi regułami i tak dalej.

Brad pokręcił głową.

– W pierwszy wieczór wolności? Wykluczone! Mamy paczkę. Bawimy się na mieście w większość piątków.

– Dokąd chodzicie?

– W weekendy od jedenastej obowiązuje godzina policyjna, a żaden z nas nie jest bogaty – odparł Brad. – Jednak zwykle znajdujemy jakiś sposób, żeby się zabawić. Dołączysz do nas?

– Pewnie tak – odpowiedziała, kiwając głową, po czym przełknęła kolejny kęs steku i uniosła kciuki. – Martwa krowa i coca-cola! Oto smak wolności!

* Las Vegas Strip, odcinek South Las Vegas Boulevard, znany z licznych kasyn i hoteli (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

** Obama Independent Living.