Killer T

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

11

Banda zbirów


Charlie na próżno próbowała zasnąć. Leżała na lśniącej zielonej macie i słuchała urywków rozmów o tym, co poszło źle w czwartkową noc w Vegas: zarozumiały kieszonkowiec rozmawiał z pracownicą aresztu, jakby była jego dawno zaginioną siostrą. Jakiś dzieciak z college’u płakał, a pijacy walili w drzwi, domagając się poszanowania swoich praw. Charlie podejrzewała, że wszyscy mają mniejsze kłopoty od niej.

– Crocker, na górę! – krzyknął ktoś przez drzwi.

Tym razem ją skuli. Zegar na biurku sierżanta aresztu wskazywał trzecią piętnaście. Trzecie piętro przypominało strefę śmierci: puste biurka i znaki z napisem „wyjście” jako jedyne źródło światła.

Poprowadzili ją korytarzem obok wysokiego sprzątacza wzrostu koszykarza, który mopem czyścił przestronne biuro. Na tylnej ścianie wisiała flaga stanu Nevada, a obok niej wielka wypchana ryba. Przez nieokratowane okna widać było parking pełen policyjnych radiowozów.

– Siadaj.

– Co się dzieje? – spytała Charlie.

Funkcjonariusz aresztu wyszedł bez słowa, kiedy dziewczyna usadowiła się na gąbczastym biurowym krześle, szorując kajdankami o blat. Jedynym światłem był trójkąt bocznych drzwi, zza których dochodził dźwięk moczu wpadającego do muszli klozetowej. Charlie usłyszała szum odkręcanej wody, a później wycieranie rąk i brzęk, gdy ktoś otworzył wieko śmietniczki pedałem.

– Charlie Croker – powiedziała zgarbiona postać, której kontury ukazały się w świetle łazienki.

Facet był zwalisty. Miał męski kok, motocyklową kurtkę i twarz pokrytą zarostem. Niebieski kogut radiowozu rozświetlił ciemne wnętrze, gdy usiadł po drugiej stronie biurka.

– Jak ci minął dzień w pudle?

– Bywało lepiej – odpowiedziała Charlie, starając się zapanować nad głosem. – Czy pan jest tym prawnikiem JJ-a? Panem Edelmannem?

– Widzę, że jestem rozpoznawalny – odrzekł, bębniąc od niechcenia wiecznym piórem, które znalazł na biurku. – Choć naprawdę tak się nie nazywam.

– Tajemniczy z pana gość – zauważyła Charlie, tłumiąc ziewanie. Jeden z jednorazowych pantofli zsunął się z jej stopy. – Domyślam się, że nie jest pan także prawnikiem.

– Inteligentna uwaga – powiedział, po czym wetknął sobie pióro do ucha, a później zbadał woskowinę, która przylgnęła do czubka. – Jestem gościem, który umie załatwić różne rzeczy w tym mieście. Na przykład potrafię się zjawić na komendzie o trzeciej nad ranem i załatwić, aby przyprowadzono osadzonego na prywatną pogawędkę. Kiedy zajrzysz rano do księgi aresztu, zauważysz, że nie zostało to odnotowane. A jeśli spytasz, nikt, za cholerę, nie będzie niczego pamiętać.

– Czy to ten sam gość, który się włamał do mojego laptopa i podrzucił koszulki Deiona pod moje łóżko? – zapytała Charlie.

– I podał twojemu bratu środek na przeczyszczenie, żebyś nie mogła wyjść z przyczepy – dodał, pstrykając palcami. – Nie licz również na to, że uda się odzyskać zapis z kamer w Rock Spring High.

Czując się bezbronna w papierowym kombinezonie, pod którym nie miała bielizny, Charlie przyciągnęła kolano do klatki piersiowej i oplotła je rękami skutymi kajdankami.

– Pracujesz dla mojej siostry? – spytała ostrożnie.

– Na twoim miejscu nie kupiłbym Fawn prezentu na Boże Narodzenie – odparł z uśmiechem. – Ale nie stać jej na mnie.

– JJ Janssen senior?

– Tak myślisz? – Tajemniczy mężczyzna pokiwał głową.

– Dwoje ludzi niemal spłonęło żywcem, a mnie zniszczono życie tylko po to, żeby jakiś bogaty facet zobaczył, jak jego synalek występuje na pozycji rozgrywającego?

Nieznajomy przesunął ręką po swoim koku i się uśmiechnął.

– Żyjemy w popapranym świecie.

– Przyszedłeś tu o trzeciej nad ranem – stwierdziła w zadumie Charlie. – Przecież załatwiliście mnie na amen, prawda?

– Załatwiliśmy cię na amen, Charlie – przytaknął – ale lepiej sypiam, gdy zapnę wszystko na ostatni guzik. Poza tym Fawn powiedziała, że chce, aby podciąć ci skrzydła, a nie zamknąć i wyrzucić klucz.

– Jak to miło… – westchnęła Charlie.

– Mam propozycję. – Pióro wyślizgnęło się z palców tajemniczego mężyzny i upadło na dywan. – Kiedy jutro rano O’Banyon przyjdzie do twojej celi, ustąpisz.

– Naprawdę? – wycedziła Charlie.

– Załatwimy ci prawnika. Nie będziesz potrzebować gwiazdy palestry, bo nie dojdzie do procesu. Znam panią, która zgodzi się cię bronić i zawrze układ z departamentem sprawiedliwości. Użyje argumentu, że gdybyś chciała, mogłabyś wykorzystać więcej materiału wybuchowego. Że jesteś dobrą małą sierotką, która opiekuje się opóźnionym w rozwoju bratem i doświadcza silnego stresu emocjonalnego. Bla, bla, bla. Biuro prokuratora w okręgu Clark będzie chciało zgrabnie i szybko zamknąć głośną sprawę. Jeśli będziesz współpracować, postawią ci zarzut napaści. Dostaniesz od trzech do pięciu lat, a jeżeli będziesz się dobrze sprawować, wyjdziesz po dwóch.

Charlie spojrzała na niego podejrzliwie.

– Czy to, co mi teraz mówisz, brzmi bardziej wiarygodnie od twojego zapewnienia, że JJ się przyzna?

– Miałem na myśli umowę pomiędzy obroną i oskarżeniem – wyjaśnił. – W ten sposób rozstrzyga się dziewięćdziesiąt pięć procent spraw karnych w tym kraju. Nie mów niczego O’Banyon, dopóki nie zjawi się mój prawnik. Będą przepychanki o wyrok i sformułowanie twego przyznania się do winy. Później sędzia zatwierdzi układ.

– Za kilka marnych lat mojego życia, co? – spytała beztroskim tonem Charlie. – Jak ty sypiasz w nocy?

Mężczyzna się roześmiał.

– Sypiam twardo na materacu wypchanym studolarowymi banknotami.

– Pieniądze… – Charlie pokręciła głową. – A jeśli się nie poddam? A jeśli się okaże, że mam zasady?

– Odniosłem wrażenie, że kochasz swojego brata. Jestem przekonany, że mógłbym go odwiedzić razem z kumplem.

Charlie opuściła nogę i wyprostowała się na krześle.

– Do licha, zostaw Eda w spokoju!

– Bo co?– zapytał, wstając, po czym obszedł biurko. – Bo mnie dopadniesz, Charlie? Twój zaśliniony, utykając braciszek będzie kwiczeć jak prosię, kiedy rozoram mu twarz tym diamentowym pierścieniem na mojej wielkiej starej pięści.

Charlie wzdrygnęła się, gdy stanął z tyłu, kładąc owłosione łapska na jej ramionach.

– Pocisz się pod kombinezonem – zauważył, a jego nieświeży oddech uderzył ją w twarz. – Twoje ubranie niewiele pozostawia wyobraźni.

Charlie poczuła mdłości, kiedy łapska ześlizgnęły się do podstawy szyi i dwa paluchy lekko ucisnęły jej tchawicę.

– Naprawdę chcesz, żeby było gorzej, niż musi, Charlie?

Chciała go gryźć i kopać. Chciała być niezłomnym bohaterem, jak bliźniaki o białym uśmiechu z filmów Disneya, które oglądała razem z bratem. Ale nadgarstki tamtego były tak szerokie, jak jej szyja. No i Charlie miała głowę do liczb.

„Ja jedna przeciwko całej organizacji Janssena”.

„Moje osiemdziesiąt trzy dolce przeciwko jego setkom milionów”.

„Wyjdę z zakładu dla nieletnich w wieku niecałych szesnastu lat lub z więzienia dla dorosłych dopiero po trzydziestce”.

„Trzeba grać takimi kartami, jakie się posiada, a ci ludzie mają mnie w garści…”

Poczuła lodowaty dreszcz przechodzący od głowy aż po palce i wychrypiała przez zaciśnięte gardło:

– Pogadam z twoim prawnikiem.

– Bardzo ładnie – mruknął, zabierając jedną rękę i nieznacznie się uśmiechając. Później wysunął język i przeciągnął nim od podstawy szczęki Charlie do jej ucha. Jego oddech cuchnął zgnilizną. Usłyszała ślinę wypluwaną z ust, gdy wymówił ostatnie słowa:

– Przyjemnie było cię złamać.

12

Jednonogie babcie


„Ile złych rzeczy zdołam ignorować? – pytał siebie Harry. – Świat pełen jest głodnych niemowląt i jednonogich babć, które weszły na minę przeciwpiechotną. Ale czy to mój problem? Czy problemy Charlie są moimi problemami? Czy cokolwiek by mnie to obeszło, gdyby Charlie miała pięćdziesiąt lat i pięć podbródków?”

„Jeśli chcesz być słynnym dziennikarzem, nie możesz się tak łatwo poddawać. Jednak masz dopiero czternaście lat. Twoje zdjęcie hełmu Deiona jest wszędzie. Fotka znajdzie się na pierwszym miejscu twojego portfolio, jeśli złożysz papiery na dziennikarstwo. Poza tym już bardzo dużo zaryzykowałeś dla tej dziewczyny”.

Gorączkowe myśli nie dawały mu spokoju całą noc. Kiedy sen stał się niemożliwy, wyciągnął swojego laptopa i odnalazł artykuły o rodzinie Charlie.

Sąd nakazał wypłacanie sześciu milionów dziewięciuset tysięcy w formie dożywotniej renty chłopcu, u którego spowodowano trwałe uszkodzenie mózgu.

Powiesiła się matka trójki dzieci z Rock Springs.

Kandydat na rozgrywającego zbiera datki w klubie Janssen Golf.

Ostatni artykuł pochodził z facebookowej strony miejscowego hospicjum dla dzieci. Dołączono do niego zdjęcie. Harry wyobrażał sobie Fawn Croker jako starszą, gorszą wersję Charlie, ale dziewczyna wyglądała niczym modelka reklamująca kostiumy pływackie. W butach do golfa mierzyła ponad metr osiemdziesiąt, a bluzeczka związana w talii podkreślała jej wydatny biust. JJ stał oparty o drogi kij driver marki Callaway, uśmiechając się z nonszalancką pewnością siebie dzieciaka, który w chwili urodzin wygrał los na loterii.

Siedemnastoletni JJ zdobył siedemdziesiąt dziewięć punktów i uzyskał piąty handicap, a jego towarzyszka, Fawn Croker, stwierdziła, że jest podekscytowana, bo pierwszy raz w życiu przekroczyła granicę stu punktów…

 

Harry ziewnął, darując sobie resztę artykułu i przechodząc do poszukiwań na temat rodziny Janssenów. Internetowa strona Janssen Corporation przedstawiała szczęśliwych hazardzistów i ludzi robiących zakupy w centrach handlowych. Strona w Wikipedii poświęcona Jayowi Janssenowi została spreparowana przez jakąś firmę PR-ową. W tekście wymieniono liczne sukcesy biznesowe Janssena i jego działalność charytatywną, a epizod handlu kokainą i odsiadki skwitowano trzema krótkimi zdaniami w części zatytułowanej Wczesne lata.

Nie trzeba było długo szukać, aby poznać mroczną stronę Janssena seniora. Wiadomości telewizyjne nadały materiał o pracownikach kasyna Janssena, skarżących się, że nie zapłacono im za nadgodziny i grożono konsekwencjami, jeśli o tym powiedzą lub podejmą próbę zapisania się do związku zawodowego.

Harry przeczytał także o karze w wysokości trzydziestu tysięcy dolarów za złamanie przepisów higienicznych w całodobowej jadłodajni kasyna Janssen Riverboat, o rodzinnej firmie budowlanej, która splajtowała, bo należące do Janssena przedsiębiorstwo z branży deweloperskiej odmówiło uregulowania rachunków, oraz o starszym pracowniku, który utrzymywał, że personelowi kazano przymykać oko na handlarzy narkotyków.

Choć nie było wątpliwości, że Janssenowie nie są najmilszymi ludźmi w mieście, Harry nie miał pojęcia, jak któryś ze wspomnianych faktów mógłby pomóc Charlie. Próbował wymyślić jakąś strategię, ale czuł się tak, jakby przeskoczył dziesięć rozdziałów podręcznika do matematyki. Tępo gapił się na problem, nie mając pojęcia, jak go rozwiązać.

Kiedy Kirsten go obudziła, leżał nago na łóżku.

– Przecież szkoła jest zamknięta – jęknął, po czym ziewnął i zrzucił otwartego laptopa z krawędzi materaca. – Cholera!

– Matt czeka w kuchni. Mówi, że umówiliście się na bieganie, zanim zrobi się za gorąco.

– Auuu – westchnął sennie Harry. – Na śmierć zapomniałem…

Posmarował się kremem z filtrem i zbiegł na dół do Matta, trzymającego jego buty Nike na palcach. Wykonali kilka ćwiczeń rozciągających na podwórku, chociaż Harry nigdy nie biegał rano, jeśli trenował poprzedniego dnia wieczorem. Nie miał siły i po przebiegnięciu niecałej mili udał, że ma kontuzję.

– Tylko cię spowalniam, stary – powiedział. – Chyba mam skurcz uda. Wybacz…

Głowę miał pełną spraw, o których rozmyślał całą noc. Pragnął pomóc Charlie, ale wraz z nowym dniem ożył instynkt samozachowawczy. Dzieciak, który spuścił materiał wybuchowy w toalecie i wyczyścił pistolet, to zdecydowanie nie była norma.

Harry wrócił sztywnym krokiem do bramy kompleksu Sinatra. Minął recepcjonistkę i gdy czekał na windę, aby wjechać na czwarte piętro, poczuł uderzenie pięścią w tył głowy.

Walnął brwią w metalowe drzwi windy. Dwaj faceci wepchnęli go do sąsiedniego pokoju. Kiedy budowano kompleks Sinatra, znajdowało się w nim biuro zespołu sprzedaży. Obecnie w pozbawionej okien klitce stały dwa wózki sprzątaczek oraz pojemniki ze środkiem do czyszczenia łazienek i preparatami chemicznymi do konserwacji basenu.

– Harry? – zapytał jeden z nich, pchając szczupłe ciało nastolatka na wózek, a jego większy towarzysz z kokiem walnął go łokciem w plecy.

– Potraktuj to jako przyjacielskie ostrzeżenie, mały – powiedział pierwszy, chwytając Harry’ego za włosy i ciągnąc jego głowę do tyłu.

Mężczyzna z kokiem grzmotnął go ponownie.

– Wiemy, że Charlie dzwoniła do ciebie ostatniej nocy! – krzyknął ten z kokiem, po czym wsunął rękę pomiędzy nogi Harry’ego i chwycił go za jaja. – Co powiedziała?

– Nic – jęknął chłopak.

– Nie okłamuj mnie! – warknął Koczek, ściskając Harry’ego. – Poprosiła cię o pomoc, prawda?

– Przesłuchaliśmy nagranie – dodał mniejszy facet. – Okłamywanie nas to kiepski pomysł.

– Błagam – jęknął Harry. – Prawie jej nie znam.

– Pilnuj swojego nosa i jaj – powiedział mężczyzna z kokiem. – Twoja ciotka jest szefem kuchni? Nią też się zajmiemy. Zrozumiałeś?

– Zrozumiałem – wystękał Harry, kiedy Koczek go puścił, a mniejszy kompan pchnął na wózek.

Zbiry wycofały się, gdy chłopak wpadł na puste pudła po środkach chemicznych. Łzy spływały mu po twarzy i był pewny, że za chwilę zemdleje z bólu.

Zgięty wpół, z obolałymi plecami i żebrami, wślizgnął się ukradkiem do mieszkania. Kirsten by się wkurzyła, gdyby wiedziała, że go pobito. Na szczęście była na górze w swoim pokoju, a później, zanim wyszedł z łazienki po gorącej kąpieli, udała się na spotkanie do restauracji.

Kiedy się gramolił na górę, ból był umiarkowany, ale nerwy miał napięte do ostateczności. Niemal oczekiwał, że zbiry wyważą drzwi, i drgnął z przerażenia, gdy jakiś dzieciak krzyknął na basenie.

Położył torbę z lodem na plecach i odsłuchał wiadomość od Elliego. Kiedy go nie było w domu, dochód z wideo i zdjęć sięgnął trzydziestu jeden tysięcy, ale myśl o jego udziale powodowała, że czuł się paskudnie, bo zarobił te pieniądze kosztem Charlie.

Właśnie czytał informację na butelce z ibuprofenem, gdy zadzwonił telefon.

– Harry? – zapytała Charlie.

Komórka zapiekła go jak roztopiona lawa.

– Harry, jesteś tam?

„A jeśli to próba? Czy źli faceci wrócą, kiedy usłyszą, że z nią rozmawiałem?”

– Cześć – odpowiedział ostrożnie.

– Jesteś jakiś dziwny. Czy coś się stało? – spytała Charlie.

– Nic mi nie jest – odparł, odruchowo siadając na kuchennym stołku i czując szarpnięcie bólu.

– Zapomnij o moim wczorajszym telefonie. Teraz to bez znaczenia. Podpisałam wyroki na siebie. Napaść i dwa zarzuty związane z wyprodukowaniem materiału wybuchowego. Jeśli będę się dobrze sprawować, wyjdę za dwa lata. JJ zostanie rozgrywającym, a Fawn pozbędzie się uprzykrzonej siostry. Przynajmniej nie jestem jednym z tych biednych palantów, którym wypaliło połowę skóry.

Harry postanowił się tak odezwać, jakby mówił nie do Charlie, ale do złych facetów podsłuchujących nagranie.

– Nie podjąłem żadnych kroków, żeby zbadać tę sprawę – oświadczył nienaturalnie.

Dziewczyna wydawała się urażona.

– Dzięki za okazanie współczucia, kolego.

– Ja…

Harry nie mógł zebrać myśli. Chciał pomóc Charlie, ale niedawna napaść zamieniła go we wrak człowieka.

– Przykro mi, że to wszystko jest takie popaprane – powiedział.

– Nie powinnam była cię w to wciągać – wycedziła Charlie. – Chcę, abyś wiedział, że jest po sprawie. Życzę ci przyjemnego życia, Harry…

– Zaczekaj – przerwał jej. – Nie rozłączaj się.

Z jednej strony był przerażony tym, co może go spotkać, jeśli pozostanie zaangażowany, z drugiej zaś Charlie go potrzebowała i chociaż nigdy nie odbyli normalnej rozmowy, czuł łączącą ich więź, kiedy się objęli.

– Wczoraj powiedziałaś, że nie masz ani jednego prawdziwego przyjaciela – podjął. – Ja też się nie skarżę na nadmiar kolegów, odkąd tu przyjechałem. Czy mógłbym do ciebie pisać? Wysłać ci coś, czego potrzebujesz? Czekoladę lub dezodorant?

– Chcesz powiedzieć, że śmierdzę?

– Skądże – wybełkotał. Charlie się roześmiała i wtedy zrozumiał, że z niego żartuje. – Nie wiem, jak to działa. Ani co będę mógł wysłać, ani jak daleko stąd będziesz się znajdować. Nie mam pojęcia o widzeniach. Czy wizyty mogą składać wyłącznie członkowie rodziny?

– Mógłbyś mi upiec chleb i ukryć spluwę w środku? – zapytała szyderczo.

Kiedy się roześmiał, poczuł, że pulsuje mu krocze.

– Na pewno nie będą podejrzewać, że…

– Spędzałam za dużo czasu z Edem, aby mieć wielu przyjaciół, a Fawn to kompletna dziwka. Może mi być przyjemnie, jeśli od czasu do czasu usłyszę angielski akcent.

– Super – powiedział Harry.

– Pewnie moje trzy minuty się skończyły – zauważyła Charlie. – Myślę, że wkrótce przeniosą mnie z policyjnego aresztu. Postaram się zadzwonić, kiedy…

Telefon zamilkł. Harry stał całe wieki, przyciskając torebkę z lodem do pleców i myśląc o ogromnych niebieskich oczach Charlie.

Część II


13

SNor

Krótka historia wybuchu epidemii SNor

autorka: Charlie Croker (więźniarka numer B3790)

Syntetyczny norowirus K (SNorK) został stworzony przez naukowców z uniwersytetu w Zurychu, którzy poszukiwali leku na raka żołądka.

Podczas gdy zwykłe norowirusy występujące w ludzkim żołądku wywołują biegunkę i wymioty (dolegliwości określane mianem grypy żołądkowej), zuryscy badacze zastosowali metodę modyfikacji genetycznej, aby stworzyć przetworzonego wirusa, który będzie atakować wyłącznie komórki rakowe.

Pierwsze próby z użyciem syntetycznego norowirusa pozwoliły obniżyć liczbę komórek rakowych, ale układ odpornościowy większości pacjentów zniszczył zmodyfikowanego wirusa, zanim ten stał się w pełni skuteczny. Aby temu zapobiec, naukowcy stworzyli wersję K. Oprócz modyfikacji o działaniu antyrakowym, SNorK został wzbogacony o geny pochodzące z innych wirusów zdolnych przetrwać w ludzkim żołądku do dwóch tygodni.

Podczas pierwszych prób SNorK okazał się całkowicie skuteczny: przeżył w żołądku dostatecznie długo, aby całkowicie wyleczyć raka żołądka w siedmiu przypadkach na osiem. W czasie leczenia z użyciem eksperymentalnego wirusa wszyscy pacjenci, którym podano SnorK, musieli zostać poddani pełnej kwarantannie.

Reżim obejmował spalenie ubrań oraz zniszczenie sprzętu medycznego i odchodów pacjentów. Każdy pracownik medyczny mający kontakt z grupą testową został zaszczepiony przeciwko SNorK, a pacjenci musieli być wolni od wirusa przez dwa tygodnie, zanim pozwolono im opuścić ośrodek badawczy.

Chociaż próby zakończyły się sukcesem, leczenie raka metodą SNorK nie zostało dopuszczone do powszechnego użytku. Instytucje medyczne na całym świecie zgodnie uznały, że ryzyko mutacji zmodyfikowanego wirusa jest zbyt duże. Istniały także obawy, że połączy się on z normalnymi norowirusami, co mogłoby doprowadzić do powstania szczepu norowirusów, które przetrwają w żołądku do dwóch tygodni, jak SNorK, dając normalne objawy infekcji wirusowej w postaci silnych wymiotów i biegunki.

Zespół z Zurychu opublikował rezultaty swoich badań, a firmy farmaceutyczne rozpoczęły poszukiwania sposobów leczenia chorób nowotworowych bez użycia potencjalnie niebezpiecznego wirusa.

Dwa lata później u chińskiego przedsiębiorcy Kenny’ego Yo wykryto raka żołądka. Yo, który miał prywatny majątek szacowany na jedenaście miliardów dolarów i przewidywany okres życia rzędu jednego roku, zaproponował Wydziałowi Wirusologii Uniwersytetu Zuryskiego dwieście pięćdziesiąt milionów dolarów za udostępnienie ich ośrodka kwarantanny do leczenia go z użyciem SNorK. Władze wydziału odpowiedziały, że zastosowanie niedozwolonej metody byłoby nieetyczne i w świetle szwajcarskiego prawa nielegalne.

Zdeterminowany miliarder dotarł do grupy genetyków z Hangzhou, którzy szukali pieniędzy na rozpoczęcie własnego interesu opartego na modyfikowaniu genów. Większość szczegółów zuryskiego programu SNorK opublikowano w piśmie naukowym, więc mogliby wykorzystać dostępną technologię modyfikowania genów i za niecałe dziesięć tysięcy dolarów stworzyć własną wersję SNorK.

Yo wrócił do kraju, odseparował się od przyjaciół i rodziny i zaczął się leczyć SNorK. Kuracja zakończyła się powodzeniem, ale mimo że Yo przebywał w odosobnieniu, warunki nie były tak bezpieczne, jak w laboratorium Uniwersytetu Zuryskiego.

Uważa się, że pierwszymi ludźmi, którzy zarazili się wirusem SNorK, byli sprzątaczka Yo i dwaj pracownicy czyszczący zbiornik septyczny w jego wiejskim domu. Wirus SNorK jest bardzo zaraźliwy, ale objawy są stosunkowo łagodne w porównaniu z normalną infekcją wywołaną norowirusem, więc wybuch epidemii SNorK przeszedł niezauważony. Jednak większość pacjentów poczuła się na tyle źle, by odwiedzić lekarza. Zdiagnozowano u nich łagodną infekcję żołądkową.

Norowirusy lubią niską temperaturę (nazywane są wirusem zimowych wymiotów), więc z nadejściem zimy doszło do rozprzestrzenia się epidemii w rejonie Hangzhou. Początkowo wszystko przebiegało normalnie, ale krótko po Bożym Narodzeniu u pacjentów pojawiły się poważne symptomy.

Zamiast trwać niecałe cztery godziny, choroba utrzymywała się tydzień, a wielu słabszych pacjentów zmarło wskutek poważnego odwodnienia. Norowirusy są niezwykle zaraźliwe, przekazywane głównie przez dotyk, szczególnie w publicznych toaletach i kuchniach. Powoduje to, że łatwo się rozprzestrzeniają w dużych skupiskach ludzkich, takich jak szkoły, więzienia, statki wycieczkowe i szpitale.

 

Zgodnie z obawami naukowców z Zuychu SNorK i zwykłe wirusy wymieniły się genami, tworząc śmiertelnie groźny szczep. Nowo powstały syntetyczny wirus – znany jako SNor – odznacza się długowiecznością SNorK i nieprzyjemnymi objawami gastrycznymi typowego wirusa. W ciągu ośmiu miesięcy od wykrycia SNor norowirus pojawił się we wszystkich krajach na świecie. Szacuje się, że zainfekowany został miliard ludzi.

W większości przypadków SNor wywołuje bolesne wymioty i biegunkę, trwające od trzech do siedmiu dni. Zaleca się, aby pacjenci bez przerwy pili wodę, unikali kontaktu z innymi i nie szukali pomocy lekarskiej, żeby nie przekazać wirusa ludziom cierpiącym na inne choroby.

U osób zdrowych ryzyko śmierci wskutek infekcji norowirusem SNor wynosi mniej niż jedna dziesiąta procent. Jednak w przypadku dzieci poniżej drugiego roku życia śmiertelność wzrasta do ponad pięciu procent. Inne grupy zagrożone to ludzie starsi, chorzy na cukrzycę oraz osoby cierpiące na schorzenia układu odpornościowego, takie jak AIDS.

Uważa się, że liczba zgonów spowodowanych przez SNor przekroczyła dwa i pół miliona. Jednak spada ona gwałtownie, gdy na gęsto zaludnionej półkuli północnej nadchodzi lato. Dowiedziono, że stosunkowo proste zabiegi higieniczne mogą w dużym stopniu zredukować wskaźnik reinfekcji.

Pierwsze szczepionki przeciwko SNor pojawiły się stosunkowo niedawno i zostały rozprowadzone w grupach wysokiego ryzyka, między innymi wśród pracowników szpitali i dzieci w wieku od sześciu miesięcy do dwóch lat.

Ocena A+++

Znakomita robota!

Charlie, twoja praca cechuje się należytą budową i została poparta gruntownymi badaniami. Mam nadzieję, że będzie to twój ostatni esej, który napisałaś dla mnie przed zwolnieniem. Uczenie cię angielskiego i nauk przyrodniczych przez dwa lata było dla mnie OGROMNĄ przyjemnością. Przyznaję, że czasami ledwie nadążałam za twoim głodem wiedzy! Jeśli uda ci się zostawić za sobą trudne lata, nie będzie rzeczy, których nie zdołasz osiągnąć w życiu!

Wszystkiego najlepszego!

Pani G. Higuain