Cztery obsesje wyjątkowego szefa. Opowieść o przywództwie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Cztery obsesje wyjątkowego szefa. Opowieść o przywództwie
Cztery obsesje wyjątkowego szefa. Opowieść o przywództwie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 64,80  51,84 
Cztery obsesje wyjątkowego szefa. Opowieść o przywództwie
Cztery obsesje wyjątkowego szefa. Opowieść o przywództwie
Audiobook
Czyta Michał Staszczak
29,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

PRAKTYKA

Gdy Rich obudził się nazajutrz, jego poczucie ulgi z poprzedniego wieczora nieco osłabło. Jednak gdy dotarł do pracy, wyjął żółtą kartkę z teczki, przyglądał się jej przez kilka minut i czuł, że podnieca go możliwość niemal natychmiastowej przemiany.

Kładąc żółtą listę na biurku, nie mógł przestać myśleć o czterech dyscyplinach, które odkrył minionej nocy. Przez następne kilka poranków zaczynał swój dzień od przeglądu listy i wprowadzania niezbędnych poprawek w swoim planie dnia. Zaledwie po tygodniu jego sposób myślenia zaczął się radykalnie zmieniać.

W ciągu następnych kilku tygodni Rich zauważył, że niewiele myśli o swojej konkurencji, stracił też zainteresowanie wieloma innymi swoimi dawnymi obowiązkami, takimi jak przeglądanie miesięcznych list faktur czy szczegółów kosztów. Codziennie wychodził z biura o 18.30 bez zabieranej zazwyczaj teczki z raportami i innych materiałów do przeczytania.

Obowiązki Richa stopniowo przechodziły na jego pracowników, którzy po cichu spekulowali, że prawdopodobnie przygotowuje się do odejścia z biznesu.

Wkrótce jednak stało się dla wszystkich jasne, że Rich jest bardziej zaangażowany, niż był przez niemal cały poprzedni rok. Oprócz tego, że delegował różne swoje obowiązki, prowadził spotkania pracowników w taki sposób, że nabrały one tempa i przejrzystości. Już po kilku miesiącach pracownicy zauważyli, że styl zarządzania zmierza w kierunku prostszego i bardziej skoncentrowanego podejścia.

Podczas spotkań Rich zadawał więcej trafnych pytań, niż kiedykolwiek przedtem. Opierał się pokusie zagłębiania się w każde możliwe zagadnienie, a być może wcale nawet nie miał takiej pokusy. Co jednak być może najważniejsze, a z całą pewnością najbardziej zauważalne, podczas spotkań z załogą więcej czasu poświęcał na słuchanie, a gdy włączał się w dyskusję, to zazwyczaj po to, by zwrócić uwagę uczestników na sedno sprawy.

W ciągu roku Telegraf przeżył prawdziwy rozkwit i stał się ulu-bieńcem sceny doradztwa technologicznego.

W tym samym czasie Rich nieugięcie stał na straży swojego czasu. Poza zdarzającymi się od czasu do czasu wizytami klientów i nieprzewidzianymi formalnościami, które musi koniecznie dopełnić dyrektor, wszystko, co robił, wiązało się w jakiś sposób przynajmniej z jedną z dyscyplin zapisanych na „żółtej kartce”, jak ją nazywali nieliczni wtajemniczeni z kierownictwa Telegrafu. Często droczyli się z Richem, zarzucając mu obsesję na punkcie tej listy. Nikt jednak na to nie narzekał.

Co ciekawe, tak naprawdę tylko garstka ludzi wiedziała, co znajduje się na tej żółtej kartce i było to o tyle dziwne, że Rich nie podejmował żadnych kroków, by ją ukryć lub utajnić. Tylko nieliczni w ogóle o nią pytali, więc była to swego rodzaju tajemnica, co odpowiadało Richowi, gdyż tak naprawdę nikt więcej nie musiał tego wszystkiego rozumieć.

Na pewno nigdy nawet nie podejrzewał, że stanie się ona szkicem do planu zniszczenia firmy przez jej pracownika.

BRAMKARZ

Odkąd Rich zaczął stosować dyscypliny spisane na żółtej kartce, zakres jego obowiązków stale się zawężał, robiąc miejsce jedynie kilku najważniejszym czynnościom. Jednym z obszarów, w którym najbardziej stanowczo chciał pozostać osobiście zaangażowany i który najmocniej był powiązany z każdą z czterech dyscyplin, była rekrutacja nowych pracowników.

Ponad jedną trzecią pięćdziesięciopięciogodzinnego tygodnia pracy Richa (pięćdziesiąt okazało się dla niego nierealne) poświęcał na rozmowy z potencjalnymi pracownikami. Na początku upierał się, by spotkać się z każdym, kto przeszedł przez pierwszą rundę rozmów kwalifikacyjnych. Ponieważ firma rosła, ograniczył się więc tylko do menedżerów wyższego szczebla i partnerów. Nawet to okazało się dość dużym obciążeniem, ale Rich z zadowoleniem dawał sobie z tym radę.

Oprócz czasu poświęconego na rozmowy kwalifikacyjne, co drugi poniedziałek spędzał dwie poranne godziny z nowo zatrudnionymi pracownikami, witając ich w firmie i opowiadając, na czym polega sposób na życie Telegrafu. Potem spędzał kilka godzin z pozostałymi pracownikami, wysłuchując ich pomysłów i obaw.

Przynajmniej raz w roku prawa ręka i opiekunka Richa, jego asystentka Karen, błagała go, by ograniczył obie te aktywności, tak aby mógł lepiej korzystać z możliwości planowania swojego czasu. Nie chciał jej jednak słuchać. Był przekonany, że w przeciwieństwie do prowadzenia cotygodniowych spotkań załogi, zaangażowanie w rekrutację i orientację jest jedną z jego najważniejszych ról.

W wyniku takiej staranności i dbałości Richa, firmie rzadko zdarzało się zatrudniać niewłaściwych ludzi, a przynajmniej nie na wyższych stanowiskach. Zespół był głęboko przekonany, że między innymi z tego powodu Telagraf stał się tak świetną firmą.

Ale nawet najlepsze firmy popełniają błędy.

ZAŚNIĘCIE NA BRAMCE

W przeciwieństwie do przekonań osób z zewnątrz – mediów, konkurencji, a nawet przyjaciół – sukces Richa nie był tak łatwy do utrzymania, jak mogłoby się wydawać.

Nawet wtedy, gdy zapanował już nad swoim czasem, wciąż musiał się skupiać na swojej liście i zatapiać się w jednej lub kilku spośród czterech dyscyplin. Chętnie jednak przyjmował ten obowiązek.

Jednak każdy człowiek w końcu się męczy i po ośmiu latach prowadzenia firmy Rich O'Connor poczuł się bardzo zmęczony.

Za namową żony zdecydował się wziąć pewnego rodzaju urlop, poświęcając sześć tygodni na rodzinny pobyt nad Jeziorem Tahoe. Żadnych e-maili. Żadnych telekonferencji. Jedyną więź z pracą zapewni cotygodniowa piętnastominutowa rozmowa z jego zaufanym Dyrektorem Operacyjnym, Tomem Givensem, który przekaże mu najważniejsze bieżące informacje.

Gdy Tom zadzwonił już w trzecim dniu pobytu Richa nad jeziorem, Rich wiedział, że na pewno chodzi o coś ważnego. – Cześć, przepraszam, że to robię. Wiem, że mamy rozmawiać we wtorki, ale ja już teraz muszę uzyskać twoją zgodę na dalsze działanie.

W cichości ducha Rich ucieszył się, że może porozmawiać z Tomem. Nie przyzwyczaił się jeszcze zupełnie do myśli, że tak długo nie będzie go w biurze. Zażartował więc. – Nie przepraszaj. Sam będziesz musiał stawić czoło Laurze. Jeśli się dowie, że z tobą rozmawiam, będziesz musiał rozejrzeć się za inną pracą.

Tom się roześmiał. – No dobrze, będę się streszczał. W końcu znalazłem kogoś na miejsce Maurine i chcę mu złożyć ofertę. To facet z Seattle, z którym rozmawiałeś telefonicznie przed wyjazdem.

– Ale przez kilka najbliższych tygodni nie będę mógł się z nim spotkać. Wydawało mi się, że uzgodniliśmy, że odłożymy tę sprawę na później...

Tom miał zwyczaj przerywać ludziom w chwili, gdy wiedział już dokąd zmierzają. Tak już było i nawet po usilnych staraniach nie potrafił tego zmienić. Nikt nawet nie miał mu już tego za złe. – Ale, Rich, myślę, że to jest szczególna sytuacja. Facet wie, jak zarządzać kadrami w firmach w trakcie łączenia i ma życiorys, który wygląda lepiej niż mój i twój razem wzięte. Ma dwie inne oferty – jedną z Greenwich – więc musimy działać już. A Joel z Mena Ventures mówi, że on jest dobry.

Żaden z tych argumentów nie przekonał Richa. – Przede wszystkim, nie obchodzi mnie to, czy Greenwich lub ktokolwiek inny zaoferował mu pracę. Po drugie, wiesz, co myślę na ten temat. Szczególnie, gdy chodzi o kogoś na takim szczeblu. Przykro mi, Tom. Ta sprawa musi poczekać.

Rich był już przyzwyczajony do tego, że od czasu do czasu sprzeczał się z Tomem i innymi podwładnymi w podobnych sprawach. I nie przeszkadzało mu to. Tak naprawdę było w tym coś komfortowego. Przyznawał, że Toma zadaniem było robienie wszystkiego najszybciej jak to możliwe, w tym również zatrudnianie potrzebnych pracowników, podczas gdy jego zadaniem było dbanie o kulturę firmy, a więc również zapewnianie, by tacy ludzie pasowali do Telegrafu. Wszyscy cenili tę równoważącą rolę Richa, nawet jeśli czasami doprowadzał on do konstruktywnych konfliktów.

Tom po raz ostatni próbował przekonać swojego szefa, starannie dobierając słowa. – Rich, wiesz przecież, że doceniam wagę twoich rozmów z kandydatami. Ale tutaj nie chodzi o pozycję dyrektora finansowego, czy nawet dyrektora biura handlowego. To szef kadr.

Nieprędko będziemy mogli znaleźć kogoś z podobnymi kwalifikacjami.

Rich O'Connor – być może z tego powodu, że był na wakacjach z rodziną – po raz pierwszy nie potrafił upierać się przy swoim. – A co myślą o nim inni?

Tom, zszokowany skutecznością swojej ofensywy, nie potrafił oprzeć się pokusie pewnej przesady. – Są nim zachwyceni. Nie mogli uwierzyć, że ma tak świetne papiery. Uważają, że będzie bardzo potrzebny w sytuacji, kiedy planujemy na przyszły rok jakieś przejęcia.

Po trzech miesiącach pełnienia obowiązków dyrektora kadr Tom desperacko starał się znaleźć kogoś na to stanowisko. Nic nie wspomniał o tym, że Rita, radczyni prawna z Telegrafu, nie spotkała się jeszcze z kandydatem. Najważniejsze było to, że naprawdę nie widział u tego faceta niczego złego.

– A co ze sprawami kulturowymi? Zakładam, że spełnia wszystkie trzy kryteria. – Rich nie musiał przypominać swojemu dyrektorowi operacyjnemu o znaczeniu wartości firmy. Wszyscy pracownicy, którzy byli w Telegrafie przez kilka miesięcy wiedzieli, że nieważne, jak doskonale są wykształceni i co potrafią – zostali wybrani do firmy dlatego, że byli skromni, chętni i inteligentni.

Tom zawahał się na moment. – Myślę, że tak. Tak. Spełnia. Rich omal nie roześmiał się. – Ejże, Tom. Nie wygląda to na jakieś gorące poparcie. Spełnia, czy nie spełnia?

– Wszyscy, którzy z nim rozmawiali uważają, że jest wyjątkowo inteligentny.

 

– A to jest najmniej ważne z trzech – przypomniał mu Rich.

– No dobrze. Jeśli chodzi o chęci, to jak wynika z jego referencji, jego etyka pracy polega na tym, że pracuje jak wół. W Jensen często musieli go dosłownie wyganiać do domu.

Tego Rich nie wymagał od swoich pracowników, ale też nie było to przeszkodą. – A co z jego pokorą?

Tom odchrząknął. – Wydaje nam się, że jest skromny. Sprawdziliśmy jego referencje i nie doszukaliśmy się tam niczego negatywnego. – Tom gorączkowo poszukiwał dalszych argumentów dla swojego życzeniowego myślenia. – Rozmawialiśmy z jedną osobą, która dla niego pracowała i którą właściwie on chciałby w pewnym momencie ściągnąć do siebie. Ona uważa, że ten facet potrafi chodzić po wodzie. A tak przy okazji – ona mogłaby obsadzić stanowisko związane z komunikacją wewnętrzną, o którym kiedyś wspominałeś.

Rich zignorował perswazyjne sztuczki Toma. – Jak wypadł podczas rozmowy? Zabrałeś go na pomost?

Rich lubił testować kandydatów, których zatrudnienie było już niemal przesądzone, zabierając ich w miejsca dość nietypowe dla rozmów kwalifikacyjnych i sprawdzając, jak reagują. Pomost numer 39 był jednym z jego ulubionych miejsc, ponieważ jego turystyczny charakter sprawiał, że było ono na tyle chaotyczne i pospolite, że mogło wytrącić z równowagi kogoś, kto nie stąpał mocno po ziemi.

– Nie. – przyznał Tom. – Mieliśmy tylko kilka godzin na wszystkie rozmowy. Ale wydaje się, że wszystkim się spodobał.

Richa nie obchodziło to, czy innym się spodobał. Wiedział, że wiele osób na takich stanowiskach wie, jak zrobić miłe wrażenie podczas rozmowy. – A co o tym myśli Rita?

Tom skrzywił się. – Rity nie było dzisiaj w biurze i była zbyt zajęta, by porozmawiać z nim przez telefon.

Rich milczał, więc Tom za wszelką cenę starał się ratować sytuację. – Słuchaj, obaj wiemy, że zastąpienie Maurine wydawało nam się już niemożliwe. Chcieliśmy namówić ją do zawieszenia emerytury, ale nie udało się. I nie myśl, że znajdziemy takiego kogoś jak ona, choćbyśmy nie wiem jak długo czekali.

Cisza po drugiej stronie zachęciła Toma do dalszego wywodu. -Wiesz, przeprowadziliśmy już większą część wywiadu behawioralnego i wszyscy, również Janet i Mark, zgadzają się, że powinniśmy go przyjąć. Poproszę Ritę, żeby z nim porozmawiała najszybciej, jak tylko da radę.

Cisza trwała nadal, więc Tom dodał. – Myślę, że powinniśmy zacząć sobie ufać w takich sprawach.

To był decydujący argument. Rich mógł tylko później tłumaczyć sobie, że chwilowo stracił zdolność oddzielenia roli męża i ojca na wakacjach od odpowiedzialności za ochronę interesów firmy. Bez względu na to, co przeważyło, Tom nie mógł uwierzyć, że po długiej pauzie jego szef powiedział: – W porządku. Niech Rita spotka się z tym facetem i jeśli ona powie, że jest w porządku, to go przyjmij. Przypomnij mi, jak on się nazywa?

– Jamie. Jamie Bender. Polubisz go. – Następnego ranka Rich odczuł dziwną ulgę z powodu przerzucenia części odpowiedzialności na Toma. – Nic strasznego się nie stało. – pomyślał. – Być może przeceniałem znaczenie własnej roli.

Już trzy miesiące później Rich będzie się wściekał z powodu Jamiego, ale obwiniać o to będzie mógł wyłącznie siebie.

NIEWŁAŚCIWA ORIENTACJA

Ponieważ Rich miał przebywać na swoim urlopie jeszcze przez niemal miesiąc, Jamie Bender objął swoją posadę w Telegrafie, nie spotykając wcześniej osobiście głównego szefa firmy. Odbył wprawdzie dwie miłe, choć formalne rozmowy telefoniczne z Richem po przyjęciu oferty złożonej przez Toma, ale na pewno nie mogło to zastąpić osobistego spotkania. Oprócz pominięcia formalnego procesu rozmów kwalifikacyjnych, opuścił również „program orientacyjny” Richa, co okazało się późnej bardzo kosztowne.

Nikt nie wychodził z przemówienia „orientacyjnego” Richa O'Connora bez jasnego przekonania, czy znajdzie dla siebie właściwe miejsce w Telagrafie. W tych rzadkich przypadkach, kiedy czyjeś niedopasowanie w jakiś sposób umknęło w rygorystycznym procesie rekrutacyjnym, zazwyczaj w ciągu kilku miesięcy osoba taka dochodziła do wniosku, że nie czuje się związana z firmą. Podczas rozmów związanych z odejściem osoby takie przyznawały, że pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiały się podczas „orientacji”.

Tom starał się jak mógł zastąpić Richa. Omówił podstawowe sprawy dotyczące firmy prawie tak samo dobrze, jak robił to Rich, a nawet postarał się poświęcić wystarczająco dużo czasu na rozmowę o kulturze firmy. Nic jednak nie mogło zastąpić pełnego pasji opowiadania Richa o tym, dlaczego założył tę firmę i czego oczekiwał od ludzi w niej pracujących.

Gdy Rich w końcu wrócił ze swojego długiego urlopu i mógł spotkać Jamiego, natychmiast wyczuł, że coś jest nie w porządku. Pomyślał jednak, że jest zbyt krytyczny, ponieważ sam nie prowadził z nim rozmowy kwalifikacyjnej. – Prawdopodobnie nie zaakceptowałbym też ani Maurine, ani Toma, gdyby to ktoś inny przyjmował ich do pracy – pomyślał.

Przez następne kilka miesięcy blisko współpracował z Jamiem w ramach kilku projektów i był zaskoczony tym, jak wolne czyni postępy w przyzwyczajaniu się do firmy. Sama praca Jamiego nie budziła zastrzeżeń, choć z pewnością nie było w niej niczego spektakularnego. Richa martwiła jednak najbardziej jego postawa.

Jamie na pewno był wystarczająco inteligentny, by poradzić sobie w Telegrafie, ale nie podzielał skromności i zapału swoich kolegów. Mimo że poświęcał na pracę długie godziny, wydawał się być bardziej skupiony na sobie, niż na dobru firmy. I gdy przychodziło do dzielenia się wyrazami uznania za osiągnięcia, w których uczestniczył, często sprawiał wrażenie osoby zabiegającej o szczególne względy.

Po jeszcze kilku miesiącach podobnej dynamiki przeczuciom Ri-cha nie dało się już zaprzeczyć. Był całkowicie przekonany, że Jamie nie jest idealnie dopasowany do kultury firmy. Tak naprawdę, nie był nawet do niej zbliżony.

Podczas spotkań z pracownikami i w rozmowach w cztery oczy Jamie nigdy nie wyrażał zdecydowanych opinii. Rich nie mógł sobie przypomnieć żadnej takiej sytuacji, w której Jamie zakwestionowałby opinię wyrażaną przez któregokolwiek z kolegów, nie wspominając już o Richu. Wydawało się, że brakuje pewnego podstawowego elementu autentyczności.

Jednak Tom i inni pracownicy widzieli w Jamiem symbol zaufania Richa i swojej właściwej oceny, więc w naturalny sposób życzyli mu sukcesu. Zawsze, gdy przed którymkolwiek z nich Rich wyrażał swoje obawy co do Jamiego, stawali po stronie nowego szefa kadr.

Nawet sam Jamie w końcu zrozumiał, że koledzy grają do tej samej bramki, choć jeszcze nie rozumiał do końca, jak w przyszłości będzie mógł wykorzystać to poparcie.

Jak na razie, pracownicy Richa mogli trzymać swojego szefa na dystans od Jamiego. A ponieważ on naprawdę chciał im ufać w tych sprawach, więc się wycofał.

W końcu po następnych kilku niezręcznych tygodniach Rich podjął decyzję, że koniec zabawy. Zbyt ciężko pracowałem nad zbudowaniem tej firmy... Wydawało się, że nigdy nie dokończy tego zdania, nawet w samych myślach.

ZAWAHANIE

W prawdzie większość szefów firm, jakich znał, nienawidziła tego rytuału, ale Rich bardzo lubił przeprowadzać podsumowania wyników ze swoimi pracownikami. Tak

naprawdę, to nalegał, by robić to co kwartał, będąc przekonanym, że pozostawianie okresów dłuższych niż trzy miesiące bez formalnych spotkań podsumowujących jest po prostu nieodpowiedzialne. Ponieważ jednak bogate plany podróży służbowych i coraz większy brak czasu dotykający niemal wszystkich, bardzo utrudniały te formalne podsumowania, więc Rich tym bardziej je cenił. Nawet wtedy, gdy przesłanie, jakie miał do przekazania, nie było szczególnie dobre. Tak było z Jamiem Benderem.

Rich nie zamierzał niczego w sprawie Jamiego owijać w bawełnę, bo przez lata przekonał się, że podjęcie szybkiej akcji w podobnych sytuacjach jest lepsze, niż odwlekanie nieuniknionego. Zaplanował na ten dzień rozmowę o wynikach, wiedząc, że zapewni ona bardzo dobre forum do podjęcia działań dobrych dla firmy.

Jak zawsze w podobnych przypadkach poszedł porozmawiać z radczynią prawną Ritą. Rita zazwyczaj cieszyła się z jego wizyt, ale tego dnia jej szef wydawał się być szczególnie skupiony. – Rito, chciałbym pozbyć się Jamiego. Co musimy zrobić?

Zaskoczona niedwuznacznością jego stwierdzenia niemal się roześmiała. – No, no. Co się stało? Wydawało mi się, że jest coraz

lepiej.

– Mi się tak nie wydaje. Widzisz, popełniliśmy błąd w rekrutacji. To moja wina. Wiem, że wszyscy byliście przekonani, że on będzie do nas pasował, ale to moje zadanie dbać o te sprawy.

Rita wydawała się być nieco zaskoczona. – Widzisz, ja nigdy nie uważałam, że on do nas pasuje. Właściwie to powiedziałem Tomowi, że Jamie wydawał mi się trochę ryzykowny.

Rich najpierw wydawała się zaskoczony, a później dało się zauważyć u niego poczucie ulgi, jakby znalazł jeszcze jeden, ważny element układanki. – Posłuchaj, myślę, że nie mogę obwiniać Toma

o to, że zignorował kilka sygnałów ostrzegawczych. Zależało mu, żeby kogoś zatrudnić i to było jego zadanie. Powinienem był upierać się przy spełnieniu całej swojej roli w tym procesie.

Rita czekała na następne zdanie, więc mówił dalej. – Tak, czy inaczej, będę z nim miał dziś po południu rozmowę na temat wyników, więc będzie to najwłaściwsza okazja do wyprostowania wszystkiego.

Prawdopodobnie z powodu niedawnego zakończenia rzadkiego i trudnego procesu związanego ze zwolnieniem pracownika, a może dlatego, że źle się czuła z tym, że Tom wplątał ją w zaakceptowanie kandydatury Jamiego, Rita czuła potrzebę zniechęcenia swojego szefa do tego, co zamierzał. – Nie jestem pewna, czy to naprawdę taki dobry pomysł na tę chwilę. Gdybyś mnie o to zapytał, powiedziałabym, że Jamie coraz lepiej się dopasowuje. I nie zrobiliśmy jeszcze nic, co mogłoby wydawać się jakimś ostrzeżeniem – ani słownie, ani w jakikolwiek inny sposób.

– I na tym właśnie polega problem – pomyślał Rich. Czuł, że jego słowa wywierają piorunujące wrażenie. – Ależ, Rito. Nie wciskaj mi tego prawniczego kitu. Jest wiceprezesem. Podpisał kontrakt, w którym jest powiedziane, że może zostać rozwiązany w każdym czasie. Nie obchodzi mnie to, że jesteśmy w Kalifornii.

Rita roześmiała się. – Wiem. Technicznie to masz rację. Ale myślę, że człowiek na takim stanowisku powinien dostać trochę więcej swobody.

Rich był jednak niewzruszony. – Nie. Powinien mieć mniej swobody. Ludzie na najwyższych stanowiskach powinni mieć mniej swobody, ponieważ w procesie szkodzenia samym sobie pociągną za sobą również innych ludzi.

Rita zrozumiała, że jej szef nie zamierza zmieniać zdania, zaproponowała mu więc kompromis. – Coś ci powiem. Co byś powiedział na to, żeby dać mu Toma Clancy?

Rich nie zrozumiał, o czym mówi, więc wyjaśniła. – Stan zagrożenia. Powiedz mu, że jeśli nie zauważysz szybko żadnej poprawy, będzie musiał odejść.

Rich zastanowił się, po czym skinął głową, jakby nie miał wyboru. Ufał Ricie. – W porządku. Ale to nie będzie miłe.

Rita skrzywiła się i życzyła mu powodzenia.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?