Medialna para

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Victoria Parker
Medialna para

Tłumaczenie:

Anna Dobrzańska-Gadowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie rób mi tego, Finn. Nie dzisiaj, błagam. – Eva St George przycisnęła komórkę do jednego ucha, starając się ograniczyć otaczający ją zewsząd gwar rozmów, i zatkała palcem drugie. – Cholera jasna!

Odsunęła na bok orientalny parawan z jedwabiu i zaczęła się przeciskać między grupkami kobiet w najmodniejszych kreacjach i bezcennej biżuterii oraz mężczyzn w smokingach, nie odrywając wzroku od ozdobnych podwójnych drzwi wielkiej sali balowej w ekskluzywnym londyńskim hotelu.

– Finn, zaczekaj chwilę!

Pchnęła ciężkie dębowe panele i weszła do ogromnego holu, lekko się kołysząc na niebotycznych obcasach.

– Dobrze, teraz możesz mówić. Gdzie jesteś?

– Przepraszam, siostro, ale wszystkie lotniska są zamknięte. Próbowałem nawet zapłacić jakiemuś pilotowi, tylko co z tego, skoro nie dostał zgody na start…

Eva poderwała dłoń do obolałej głowy.

– O, mój Boże!

– Dasz radę, siostro.

Eva kątem oka dostrzegła malutką alkowę i szybko ruszyła w tamtą stronę.

– Finn, spodziewają się nas obojga – powiedziała, z trudem przełykając ślinę. – Nie mogę…

Przerwała i wzięła głęboki oddech. Doskonale wiedziała, że da sobie radę, nie podobała jej się tylko myśl, że będzie musiała sama stawić czoło kilkuset gościom, którzy niewątpliwie tylko czekali na jej potknięcie. Co więcej, bała się, że ona i Finn zawiodą matkę. Od dnia jej śmierci ciągle zmagała się z tymi obawami, teraz zależało jej jednak przede wszystkim na tym, aby Finn nie czuł się winny.

– Nie martw się, dobrze? Dam radę, masz rację.

– Jasne – Finn prychnął zachęcająco, co oznaczało, że nie był o tym do końca przekonany. – Mówimy przecież o kobiecie, która zasłużyła na podziw, Prudence West, przyszłej księżnej Wiltshire. Gratulacje, tak przy okazji.

– Dzięki, Finny. Prudence West jest bardzo miła i bezustannie zachwyca się moimi projektami.

– I słusznie, bo każdy z odrobiną gustu potrafi chyba rozpoznać wschodzącą gwiazdę świata mody. – W głębokim głosie Finna można było wyczuć cień uśmiechu. – Westminster Abbey, co? Jestem dumny z mojej małej siostrzyczki.

Eva nie pierwszy raz uświadomiła sobie, jak bardzo brakuje jej obecności brata. Finn był jedyną normalną osobą w rodzinie, naturalnie jeżeli ktoś taki jak rajdowy kierowca w ogóle może być normalny.

Oparła się o pomalowaną na rdzawy kolor ścianę.

– Dobrze wiem, co próbujesz zrobić, i jeszcze bardziej cię za to kocham – westchnęła. – Oczywiście, mogę olśnić cały ten arystokratyczny tłum, a potem usiąść do maszyny w mojej pracowni i urzeczywistnić wszystkie ich marzenia, ale… Ojciec też tu jest, a razem z nim stadko jego byłych żon, które najchętniej skoczyłyby sobie do gardła. Słowo daję, Henryk VIII wydaje się mistrzem wstrzemięźliwości w porównaniu z naszym tatą. Ojciec robi dziś z siebie jeszcze większego głupka niż zwykle, chociaż trudno to sobie wyobrazić.

– Nie patrz i nie słuchaj.

– Łatwo powiedzieć. – Wolną ręką potarła gołe ramię, ponieważ nagle zrobiło jej się zimno. – Ciężko pracowałam na ten wieczór. Jeśli coś pójdzie nie tak, moje zdjęcia trafią na pierwsze strony wszystkich brukowców w kraju.

– Wszystko pójdzie jak należy. Posłuchaj, martwiłem się o ciebie, bo wiem, ile dla ciebie znaczy dzisiejsza impreza, więc wysłałem ci…

– Co mi wysłałeś? – Mocniej przycisnęła telefon do ucha, ponieważ głos brata ucichł nagle.

– Nie będzie ci się narzucał, ale w razie czego będziesz miała kogoś pod ręką.

W razie czego? Nikogo nie potrzebowała, ludzie stale ją zawodzili. Nie, dzięki. I zaraz, zaraz… On?

– On? – powtórzyła na głos. – Jaki on? Słabo cię słyszę.

– Poprosiłem Vitalego, żeby mnie zastąpił.

Evę natychmiast nawiedziła wizja Lucyfera, z rogami, ogonem i kopytami.

– Dantego?! Nie ma mowy, odwołaj go!

– Odwołać go? – Finn zaśmiał się. – Dante ma fatalną reputację, to fakt, ale przecież nie jest jakimś rottweilerem.

– Ależ jest! To arogancki, bezczelny brutal!

– Daj spokój, Dante jest przyzwoitym człowiekiem, mam do niego całkowite zaufanie i wiem, że tym razem też nie zawiedzie. Powiem ci jedno: nigdy nie odniósłby tak wielkiego sukcesu zawodowego, gdyby zawsze zachowywał się jak miły kociaczek. Zresztą tak naprawdę w ogóle go nie znasz, siostro.

Znała Dantego całkiem nieźle, ale nie miała najmniejszego zamiaru dzielić się tą wiedzą z Finnem. Przycisnęła otwartą dłoń do brzucha, starając się powstrzymać nieprzyjemne drżenie.

– Myślałem, że nadal jest w Singapurze, zajęty przygotowaniami do otwarcia kolejnego sklepu – ciągnął Finn. – Ale nie, wrócił, żeby…

W słuchawce rozległy się trzaski, połączenie było coraz gorsze.

– Dosłownie odebrało mi mo…

– Finn, jesteś tam? Zamorduję cię, uduszę gołymi rękami! Nigdy ci tego nie wybaczę!

Kłamała. Nie było takiej rzeczy, której nie wybaczyłaby bratu, ale Dante? Nerwy miała napięte i postrzępione jak zużyte postronki. Ciągły sygnał przerwanego połączenia wypełnił jej głowę.

Oddychaj, powiedziała sobie. Oddychaj.

No, dobrze, mogła albo wstać, albo paść na ziemię i już się nie podnieść. Nie, tak naprawdę nie miała wyboru. Podniosła się, wyprostowała i wzięła głęboki oddech. Musiała wziąć się w garść, nie wolno jej było zapomnieć, dlaczego znalazła się w tym miejscu.

Wygłosi doroczną mowę, oczywiście, mimo że nie ma przy niej Finna. Jest dorosłą kobietą, która sama potrafi osiągnąć sukces. Właśnie zawarła kontrakt dekady i nie pozwoli, by jej mocno wstawiony ojciec, jego byłe żony czy wszechpotężny Dante Vitale zepsuli jej sukces.

Wiele lat trwała jej droga na szczyt prosto z piekła, w jakim znalazła się po pogrzebie matki. Na szczęście upływ czasu oczyścił ją z brudów przeszłości. Nie zamierzała wracać do życia, w którym na stronach brukowców prawie codziennie pojawiały się jej zdjęcia. Nigdy więcej. Musiała dowieść światu, że jest kimś więcej niż tylko córką sławnej projektantki mody i okrytą niesławą gwiazdą muzyki pop z lat osiemdziesiątych.

Uniosła głowę, ściągnęła barki i sprężystym krokiem ruszyła do sali balowej, gdzie powietrze rozbrzmiewało kulturalnymi głosami i dźwięcznym kobiecym śmiechem. Starannie ominęła wzrokiem ojca, który machał do niej z zapałem, dotarła do baru z mahoniową ladą i zacisnęła dłonie na mosiężnej poręczy.

Uśmiechnęła się do barmana i zamówiła to co zwykle.

– Gazowaną mineralną, bardzo proszę.

Jakoś sobie poradzę, pomyślała. Jakoś to będzie.

I wtedy poczuła ten cudownie ciepły, piżmowy aromat, który otulił jej ciało jak miękki kaszmir i obudził uśpione zmysły. Zapomniane pragnienie w jednej chwili otworzyło jej uszy na jego bogaty, podobny do czarnej czekolady włoski akcent.

– Jesteśmy dziś bardzo grzeczną dziewczynką, prawda?

Po skórze przebiegł jej dziwny dreszcz, a żołądek zwinął się w twardy kłębek. Z największym wysiłkiem wciągnęła powietrze głęboko do płuc, starając się zachować przytomność.

– W dobrej sprawie, mój drogi – odparła, dumna, że jej głos brzmi tak mocno i zdecydowanie, może nawet odrobinę wyzywająco.

Przywołała na twarz słodki jak miód uśmiech i niespiesznie odwróciła się twarzą do niego. I natychmiast uświadomiła sobie, że nic nie byłoby w stanie przygotować jej na to spotkanie. Powietrze utknęło jej w krtani, gdy jej spojrzenie zderzyło się z oczami koloru palonego cynamonu, lśniącymi inteligencją i głęboko osadzonymi w twarzy, którą opisać można było tylko jako ikonę włoskiej męskiej urody. Gładka jak satyna złocista skóra, grzywa gęstych, błyszczących ciemnych włosów.

Zaczęła się bawić paskiem torby, aby nie obrysować czubkami palców jego wspaniałych warg o cynicznym wyrazie, warg, które były obiektem jej naiwnych nastoletnich westchnień.

Teraz przez głowę przemknęła jej myśl, że uroda Dantego ma jakiś śmiertelnie niebezpieczny charakter i nerwowo oblizała wyschnięte wargi.

– Bardzo miła niespodzianka – rzuciła lekko.

– Mocno wątpię. – Jego intensywne spojrzenie prawie sparzyło jej twarz.

Dante był zdecydowanie zbyt domyślny; na samą myśl, że mógłby zajrzeć w głąb jej serca, ognisty rumieniec zalał jej policzki. Już dawno skończyła z marzeniami o tym mężczyźnie, więc chyba nie powinna w ten sposób reagować.

Z drugiej strony, jeśli miała być absolutnie szczera, nie było nic dziwnego w tym, że jego mroczny magnetyzm nadal tak na nią działał. Nie miała cienia wątpliwości, że w tym momencie wszystkie kobiety w sali pożądają go jak wędrowcy kropli wody na pustyni. A ona? Cóż, kiedyś jej kruche, niewinne serce znalazło się w jego władaniu, lecz teraz aż zbyt dobrze rozumiała różnicę między żądzą a miłością. I nie chciała, nie potrzebowała żadnego z tych uczuć.

Sięgnęła po kryształowy kieliszek, z przyjemnością wyczuwając wilgotny chłód pod palcami i uprzejmym skinieniem głowy pozdrawiając klientkę.

– Słuchaj, naprawdę nie wiem, co powiedział ci Finn, ale nikt nie musi trzymać mnie za rękę tylko dlatego, że mam wygłosić parę słów w obecności grupy przyjaciół – oświadczyła. – Jestem już dużą dziewczynką, więc proponuję, żebyś jak najszybciej wrócił do domu, do swojej najnowszej kochanki.

Dante słynął z wręcz czarodziejskich zdolności biznesowych oraz imponujących dokonań łóżkowych i niezliczonej liczby kochanek na jedną noc. Wyjątek stanowiła jego żona, Natalia, z którą wytrzymał prawie dwa miesiące.

 

Najgorsze było jednak to, że całkowicie zaślepiona Eva była kiedyś gotowa zgodzić się na rolę dziewczyny na chwilę – cóż z tego, skoro Dante miał wyraźne upodobanie do kuszących brunetek o gorących ciemnych oczach i rajskich ciałach, pokrytych cudowną opalenizną. Nic dziwnego, że nawet nie spojrzał na Evę do momentu, kiedy praktycznie rzuciła mu się na szyję, a i wtedy…

Wspomnienie tamtego upokorzenia zalało jej policzki falą palącej czerwieni.

– Przepraszam bardzo, ale muszę się zająć gośćmi.

Zerwała się z miejsca i zdążyła zrobić dwa kroki, zanim stalowe ramię otoczyło jej talię i przyciągnęło ją z powrotem do baru.

Dante zamówił małą szkocką i przytrzymał Evę otwartą dłonią, dotykając jej satynowej szarfy tylko kciukiem i wskazującym palcem, ale nawet tak ograniczony kontakt wywołał dreszcz podniecenia, który przeszył całe jej ciało.

– Nie wydaje ci się, że twoja suknia jest trochę zbyt wyzywająca? – zagadnął ironicznie. – Jesteśmy na imprezie dobroczynnej, nie w nocnym klubie.

Wypił whisky i powoli postawił szklaneczkę na blacie.

– Moja suknia jest jak najbardziej odpowiednia na tę okazję, a ty dobrze o tym wiesz. Dlaczego się tu zjawiłeś, co? Rozumiem, co Finn próbował zrobić, szczególnie że nie ma pojęcia, co się stało, ale ty… – Eva pokręciła głową. – Powinieneś był odmówić. Przecież wiem, że nie możesz na mnie patrzeć.

Jakby zaprzeczając jej słowom, raczył zatrzymać na niej spojrzenie tak chłodne, że równie dobrze mógłby rzucić jej w twarz garść kostek lodu ze szklaneczki po whisky.

– Jestem tu ze względu na Finna, i tyle. Jak słusznie zauważyłaś, mam sporo przyjemniejszych zajęć niż pilnowanie jakiejś niesfornej panienki, ale jeśli myślisz, że zamierzam nie dotrzymać obietnicy danej twojemu bratu, to bardzo się mylisz.

Na moment przymknęła oczy.

– Ludzie dorastają i zmieniają się – powiedziała.

– Nie. – Nachylił się w jej stronę i jego bliskość natychmiast przyprawiła ją o zawrót głowy. – Nie zmieniają się zwłaszcza oszałamiająco atrakcyjne kobiety.

Tylko Dante potrafił przekształcić komplement w obraźliwą uwagę, bez dwóch zdań. Jego ciemne, nieodgadnione oczy omiotły jej ciało szacującym spojrzeniem.

– Zatrzymałaś ruch na Piccadilly Circus – rzucił. – Podobało ci się, że cały świat gapi się na twoje ciało?

Skrzywiła się z niesmakiem.

– Ten plakat był częścią kampanii dla…

Przerwał jej niedbałym machnięciem ręki. Westchnęła. Po co dyskutować z człowiekiem, który widzi wszystko wyłącznie w czarno-białej kolorystyce?

– Wracaj do domu – odezwała się spokojnie. – Nie potrzebuję przyzwoitki.

– Wręcz przeciwnie. – Zatrzymał ironiczny wzrok na wodzie mineralnej, którą trzymała w ręce. – Dobrze chociaż, że nie jesteś wstawiona.

Głośno wciągnęła powietrze. I pomyśleć, że kiedyś uważała, że jest w nim zakochana!

– Tkwisz w przeszłości – warknęła. – Nie znasz mnie. Już od dawna pochłania mnie tylko praca.

– Doprawdy?

Jedno przesycone lekceważeniem słowo. Ciekawe, czy miał jakiekolwiek pojęcie, czym ona się zajmuje. Ubiegły rok spędził w Singapurze, wcześniej był we Włoszech, ale od czasu do czasu widywał się z Finnem. Może nie przyszło mu do głowy, żeby zapytać Finna o siostrę, zresztą nieważne. Eva i tak miała już serdecznie dosyć całej tej sytuacji.

Miała ochotę powiedzieć mu o swoich osiągnięciach, o nowym butiku i kontrakcie z przyszłą księżną, o który walczyła ze wszystkich sił, lecz on nagle parsknął niczym niezadowolony koń.

– I co to za praca? Tworzenie gorących tematów na czołówki gazet? Dopiero co wróciłem do Londynu i jestem bardzo ciekawy, co znajdę w jutrzejszej porannej prasie.

Eva zacisnęła zęby i palce, walcząc z pokusą, aby jednym ruchem zetrzeć kpiący uśmieszek z jego twarzy. Tyle że po co miałaby się bronić? Dante i tak wyrobił już sobie zdanie na jej temat, prawda? Podniosła głowę, zdecydowana zachować równowagę. I niczego później nie żałować.

– Czy to jest to wsparcie dla mnie, które obiecałeś Finnowi? – spytała. – Obrazić mnie i wdeptać w ziemię, kiedy najwyraźniej nie masz zielonego pojęcia, co robiłam w ostatnich latach? Zniszczyć moją pewność siebie, zanim wyjdę wygłosić przemówienie? No, świetnie! Na pewno powiem mu, jak znakomicie spisałeś się w roli przyjaciela. A teraz zabierz rękę i znikaj, dokładnie tak, jak masz to w zwyczaju!

Dante mocniej wcisnął dłoń w ciepły brzuch Evy i poczuł gwałtownie napinające się mięśnie. Wystarczyło parę sekund, aby przekonał sam siebie, że ból, który dostrzegł w oczach dziewczyny, był tylko złudzeniem.

Szybko cofnął rękę. Zapach jej seksownych perfum dotarł do niego w chwili, gdy odwróciła się na pięcie z wdziękiem baleriny i ruszyła w stronę grupek marnie ubranych patronów, podobna do ciemnoróżowego płomienia w morzu kreacji w nieciekawych, przyprawiających o mdłości kolorach.

Oderwał wzrok od jej grzesznie atrakcyjnych pośladków i zamówił jeszcze jedną whisky.

Maledizione, rozegrał to naprawdę fatalnie. Eva miała rację, powinien był poradzić Finnowi, żeby poszukał kogoś innego do tej roli.

Nieskazitelna – tak ludzie określali jej urodę. Oczywiście były to pozory. Starannie ukrywała swoje wady pod ciemnymi rzęsami, pod niewinnym spojrzeniem przepięknych, zielonych jak mech oczu.

Założenie, że pozbył się tamtych wspomnień, było podstawowym błędem, na jaki niepotrzebnie sobie pozwolił. Doskonale pamiętał ciepło jej ciała i łagodne krągłości jej sylwetki, które należałoby chyba uznać za nielegalne. Eva St George. Dzikie dziecko. Zachwycająca dziewczyna z plakatu dla wszystkich gorącokrwistych mężczyzn.

Uniósł szklaneczkę do ust, wypił whisky i poczuł, jak bursztynowy płyn zwilża jego gardło i rozpala tlące się w dole brzucha rozdrażnienie. Nie powinien jej dotykać. To także był błąd.

Nie bez znaczenia było to, że Eva była jedyną kobietą, w obecności której stracił kontrolę nad sobą. I nieważne, ile razy wmawiał sobie, że tylko pocieszał ją po pogrzebie matki. Przecież prawie ją wtedy wziął, i to na podłodze pawilonu przy basenie.

A dziś? Chyba cierpiała. Widział ból w jej oczach i to chyba z powodu tego bólu Finn poprosił go o pomoc. Finn zdawał sobie sprawę, że Dante pamięta i wie, że mimo wszystkich szalonych wybryków Eva kochała matkę całym sercem. Musiał zapomnieć o przeszłości i dotrzymać danego Finnowi słowa. Przecież potrafił być miły, w każdym razie przez jakieś dwadzieścia minut.

Dał barmanowi pięćdziesięciodolarowy banknot i odwrócił się twarzą do tłumu większych i mniejszych sław. Minęło parę sekund, zanim odszukał Evę wzrokiem, głównie dzięki sukience, która opływała jej kształty niczym olej. Długimi palcami trzymała kieliszek szampana i uśmiechała się tymi niewiarygodnie kuszącymi, seksownymi ustami, kusząc następnego faceta. Nie znasz mnie, powiedziała. Ludzie się zmieniają. Akurat!

Nie chciał i nie zamierzał słuchać tych bzdur. Przez ostatnie piętnaście lat miał nadzieję, modlił się i błagał o dar przemiany dla swojej szalonej matki, dlatego już dawno nauczył się wyłączać uwagę, gdy Finn zaczynał opowiadać o ukochanej siostrzyczce. Po co miałby niszczyć te różowe okulary przyjaciela?

Potrząsnął głową i paroma krokami pokonał dzielącą ich przestrzeń. Tłum rozstąpił się, wpuszczając go w sam środek ekstrawaganckiego świata, w którym elegancko ubrani kelnerzy kusili anorektyczne dziewczyny malutkimi kanapkami i wysokimi kieliszkami pełnymi różowej pianki, a pianista grał motyw z opery klasycznej, który jak ciepły okład przenikał przez skórę i rozluźniał napięte mięśnie.

Dotarł do Evy, która właśnie usiadła przy jednym z dużych okrągłych stołów, i zajął miejsce obok niej. Ostrożnie wyjął jej z ręki wysoki kieliszek, podał go przechodzącemu kelnerowi i nakazał swoim zmysłom milczenie.

– Zacznijmy od nowa – powiedział.

Poderwała głowę tak gwałtownie, że jej ciemnoblond włosy omiotły jej nagie ramiona niczym rozhuśtany wachlarz.

– Naprawdę nie rozumiesz, co się do ciebie mówi? – warknęła. – Nic mi nie dolega. Wracaj do domu.

Dante odchylił się do tyłu i usadowił wygodnie.

– Nie.

Oczy Evy zabłysły gniewnie, opanowała się jednak błyskawicznie, nie chcąc robić scen.

– Naprawdę nie wiem, co tu właściwie robisz. Myślałam, że całą twoją uwagę pochłania Singapur.

– Niemożliwe. Nic nie pochłania całej mojej uwagi.

Niespiesznym ruchem skrzyżowała ramiona na piersi, udostępniając mu cudowny widok na niezwykle apetyczny dekolt. Spuścił wzrok, bo przecież to właśnie próbowała osiągnąć – chciała skupić na sobie całą jego uwagę. Niedoczekanie.

– Zapomniałam, jaka ja jestem głupia – wymamrotała wyzywająco. – Myślałam zresztą, że w sprawach biznesowych kierujesz się innymi zasadami…

– W Singapurze odniosłem spory sukces – rzekł. – Dwa domy handlowe firmy Vitale plus jedno z najbardziej ekskluzywnych centrów sklepowych na świecie.

– Mam wrażenie, że jesteś rozczarowany. Ten wielki sukces to nie dosyć?

– Tak to zwykle bywa.

Teraz przystąpił do gry o najwyższą nagrodę – perłą w koronie firmy Vitale miał być dom handlowy w Knightsbridge, o którym myślał od blisko dziesięciu lat. Musiał tylko przekonać sprzedającego, że jest najlepszym nabywcą. Problem polegał na tym, że Yakatani, solidny japoński biznesmen, szukał dla swojego sklepu kupca o ustabilizowanej sytuacji rodzinnej, tymczasem dla Dantego ta przygoda skończyła się przed czterema latami, pod znakiem zdrady.

W jednej chwili zalała go fala zimnych, mrocznych uczuć. Zacisnął dłoń na brzegu śnieżnobiałego obrusu, zauważył spojrzenie Evy i pospiesznie rozluźnił palce.

– Więc co? – Ściągnęła brwi. – Dlaczego przyjechałeś do Londynu?

– A dlaczego nie? – Niedbale wzruszył ramionami, siłą stawiając tamę strumieniowi niechcianych, okropnych emocji.

– Na pewno chodzi ci o coś więcej. Widzę to.

Widziała zdecydowanie za dużo.

Odchrząknął i potoczył wzrokiem dookoła, prawie pewny, że Eva da spokój, jeśli on nie podejmie tematu. Mijały sekundy, minuty, a on wciąż starał się stawiać opór gorącym falom zmysłowości, które bez najmniejszego wysiłku i najwyraźniej zupełnie nieświadomie wysyłała siedząca obok niego kobieta.

Cristo, kompletnie nie rozumiał, dlaczego nadal czuł to fatalne przyciąganie, naprawdę.

– Dante, dobrze się czujesz?

Kiwnął głową i lekko uniósł jedną ciemną brew.

Si. Oczywiście.

– Zaniepokoiłam się, bo nie odpowiadałeś.

Kiedy ostatni raz ktoś miał śmiałość domagać się od niego jakiejś odpowiedzi? Ale z drugiej strony Eva to Eva, więc nic dziwnego. Poprawił mankiety eleganckiej białej koszuli, aż platynowe spinki sypnęły brylantowymi iskierkami. Nie przypuszczał, żeby Eva mogła stanowić zagrożenie dla jego interesów. Wiadomości o niej trafiały raczej na strony plotkarskie niż biznesowe, a musiał z nią o czymś porozmawiać.

– Zastanawiałem się nad twoim pytaniem, dlaczego przyjechałem do Londynu. – Na moment zawiesił głos, czekając, aż skupi na sobie jej niepodzielną uwagę. – Odpowiem ci jednym słowem: Hamptons.

– Nieeee… – wyszeptała, wyraźnie zainteresowana.

Pozwolił sobie na uśmiech.

– Tam są najpiękniejsze sklepy, jakie kiedykolwiek widziałam!

No tak, pomyślał, zakupy. Stan nirwany każdej kobiety, a takiej jak Eva szczególnie. Dla niej robienie zakupów było pewnie przeżyciem zbliżonym do orgazmu.

Wyobraźnia podsunęła mu nagle obraz Evy eksplodującej pod jego palcami, ustami, spływającej gorącą falą na jego język. Wspomnienie jej idealnego ciała wygiętego w łuk.

Donośny kobiecy głos przebił się przez mgiełkę podniecenia i Dante skrzywił się. Maledizione, potrzebował seksu, żeby pozbyć się napięcia, które od paru tygodni gromadziło się w jego ciele. Tak, chodziło wyłącznie o seks, jego stan nie miał nic wspólnego z Evą.

– Panie i panowie, bardzo proszę serdecznie przywitać naszą współfundatorkę, Evę St George!

Rozległy się gromkie oklaski. Dante zerknął na Evę i ujrzał, jak krew błyskawicznie odpływa z jej twarzy. Przełknęła ślinę, mięśnie jej smukłej szyi napięły się gwałtownie.

– Evo? Co się dzieje?

– Nic, nic mi nie jest – odparła spokojnie i gładko.

– Naturalnie – rzucił, ruchem głowy wskazując podium, na którym czekała piękna konferansjerka. – Pokaż im Evę St George, Księżniczkę Prasy.

Popatrzyła na niego uważnie, chyba pierwszy raz tego wieczoru. Oczy miała ciemne jak burzowe chmury, rozdrażnione i gniewne. Nadal była na niego zła? Mimo że poświęcił jej całe ostatnie dziesięć minut?

 

Mało brakowało, by zapytał, czego jeszcze od niego oczekuje, ale wszyscy goście podnieśli się już z miejsc i czekali. I patrzyli na nich.

– Wszystko będzie dobrze – powiedział. – Na co czekasz? Idź już!

– Nie o to chodzi. – Lekko dotknęła dolnej wargi. – Posłuchaj, chcę cię o coś prosić. Zrobisz to dla mnie?

Nie podobało mu się to, zdecydowanie. Kobiety i ich prośby – niebezpieczna sprawa. W jego życiu były tylko trzy rzeczy, których mógł być absolutnie pewny: własność, władza i kontrola.

– Mów – mruknął.

– Wyjdziesz stąd? Teraz, proszę.

Eva zeszła z podium, ze wszystkich sił starając się opanować drżenie kolan. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że można jednocześnie chcieć płakać i krzyczeć z radości, ale najwyraźniej taki stan był osiągalny. Musiała tylko stanąć na scenie, przed blisko tysiącem ludzi, całkiem sama, i otworzyć przed nimi serce.

I zrobiła to. Naprawdę to zrobiła.

Trochę ogłuszona oklaskami, rozejrzała się dookoła i kątem oka dostrzegła machającego do niej ojca. Pokusa, by podejść do niego, była bardzo silna, ale widok Claire, żony numer sześć, która próbowała odciągnąć małżonka za rękaw, wybiła jej z głowy wszelkie serdeczne uczucia. Nie zamierzała pozwolić, aby ta kobieta zniszczyła chwilę jej radości.

Uścisnęła dłonie kilkunastu osób i ruszyła w stronę zasłon ze złocistego brokatu, osłaniających podwójne drzwi na taras. Wolałaby teraz wziąć gorącą kąpiel i spokojnie przespać osiem godzin, nie mogła jednak pozwolić sobie na tak wczesne opuszczenie imprezy i w tej sytuacji musiała zadowolić się dziesięcioma minutami spokoju.

Uchyliła drzwi, wyszła na zewnątrz i natychmiast zderzyła się z falą lodowatego powietrza. Otoczyła się ramionami, podniosła głowę i zapatrzyła się w niebo, cudownie granatowe i usiane jasnymi gwiazdami. Odszukała tę najjaśniejszą i powtórzyła w myśli słowa, które wypowiadała co roku, właśnie w tę noc.

Tęsknię za tobą. Popełniłam wiele błędów, całe mnóstwo, ale staram się walczyć. Próbuję zrobić coś z moim życiem, być osobą, którą we mnie widziałaś. I przyrzekam, że będziesz ze mnie dumna, choćbym miała zapłacić za to najwyższą cenę.

Zamknęła oczy i zatraciła się w czasie, wspominając, jak matka uczyła ją szyć i wyszywać, jak urealniać czyjeś marzenia, jak nadawać wspaniałym kreacjom znak romantyzmu, piękna i miłości. Matka przekazała jej ten wyjątkowy dar i Eva mogła się nim cieszyć, do chwili, kiedy mroczne cienie stanęły u jej drzwi i cały świat okryła czarna chmura.

Dante.

Całe szczęście, że wyszedł. Nie mogłaby znieść myśli, że na nią patrzy, że…

– Evo.

Drgnęła nerwowo i odwróciła się szybko, podrywając dłoń do szyi.

– Dante – wykrztusiła. – Myślałam, że wyszedłeś. Prosiłam!

Stał w cieniu, sztywno wyprostowany, z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni.

– Dałem słowo Finnowi. Uznajmy całą tę sytuację za kompromis.

– Więc przez cały czas byłeś tutaj?

– Obiecałem Finnowi, że będę, gdybyś mnie potrzebowała.

Kiedyś cię potrzebowałam, pomyślała, ale wtedy nie było cię przy mnie.

Miała wrażenie, że ostatnie pięć lat zniknęło w jednej chwili. W jej głowie pojawiły się chyba te same myśli co wtedy, te same obrazy. Obejmij mnie, pomyślała. Dotknij mnie. Weź mnie.

– Nikogo nie potrzebuję – powiedziała powoli.

Jej ciepły oddech uleciał w powietrze białą chmurką. Jej głos, zimny i ostry, brzmiał zupełnie obco.

Dante milczał. Patrzył na ogród spowity lodowatą, grubą mgłą, której kłęby przemieszczały się to w tę, to w drugą stronę. Minęło parę sekund, zanim odwrócił się i dwoma krokami pokonał dzielącą ich odległość. Jego twarz wciąż pogrążona była w mroku, ale bijące od niego ciepło budziło jej głęboki niepokój.

– To było dobre wystąpienie – rzekł szczerze. – Twoja matka byłaby z ciebie dumna.

O, Boże, spokój, spokój! Nie wolno jej teraz stracić głowy.

– Dziękuję – wymamrotała niewyraźnie.

Wiedziała, że jeśli Dante nie odejdzie, i to natychmiast, ona…

Jęknął cicho, zupełnie jakby rozumiał, co się z nią dzieje, i chwycił ją w ramiona. Przeszłość zderzyła się z teraźniejszością. Eva bez chwili wahania wtuliła twarz w jego szyję, wciągając w nozdrza zapach jego drogiej, zmysłowej wody kolońskiej i delektując się dotykiem długich palców na nagiej skórze jej pleców. Wciąż milczał, ale był przy niej, chyba świadomy, że go potrzebuje.

Nie. Wcale go nie potrzebowała. Nie potrzebowała żadnego mężczyzny i nie miała zamiaru czegokolwiek zmieniać w tej dziedzinie. Mężczyźni zawsze odchodzili, zostawiając za sobą złamane serca i ból.

Tyle że teraz czuła gorący oddech Dantego na swojej szyi i drżała od stóp do głów. I nie była w stanie oprzeć się pokusie, po prostu musiała zanurzyć palce w jego gęstych włosach i przyciągnąć go jeszcze bliżej. Serce waliło jej jak szalone. Niedobrze, pomyślała. Czuła się cudownie, lecz właśnie to było straszne. Dante czuł do niej wyłącznie nienawiść i przecież nauczyła się już, że nie wolno mu ufać.

Wiedziała o tym, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, a jednak chciała… Chciała więcej. Nagle jego wargi znalazły się tuż przy jej ustach i całą duszą zapragnęła poczuć ich smak, sprawdzić, czy są tak wspaniałe jak zapamiętała. Leciutko, najdelikatniej jak było to możliwe, wilgotnym pocałunkiem musnęła kącik jego ust.

Dante znieruchomiał, jego ciało stało się twarde jak skała. Eva natychmiast zdała sobie sprawę z popełnionego błędu. Jego duże dłonie otoczyły jej talię i ścisnęły ją, tak mocno, że na moment straciła oddech. Zaraz potem uniósł ją z taką łatwością, jakby ważyła nie więcej niż strzępek francuskiej koronki.

– Nie możesz się powstrzymać, prawda? – zamruczał jej do ucha. – Czego pragniesz tym razem? Spędzić ze mną noc? Czy może wolisz, żebym po prostu wziął cię tutaj, pod ścianą?

Gardło ścisnęło jej się z żalu i obrzydzenia do samej siebie.

– Możesz sobie pomarzyć – wycedziła dobitnie.

Głośne chrząknięcie gdzieś z tyłu podziałało jak zimny prysznic. Dante rozluźnił uścisk i Eva odskoczyła, wpadając na ścianę i krzywiąc się z bólu.

Claire i ojciec Evy stali u szczytu kamiennych schodów, obserwując ich.

– No, no, no – odezwała się Claire. – Co my tu mamy?

Eva wbiła paznokcie w dłonie.

– Och, ja…

Co miała powiedzieć, na miłość boską?

Zerknęła na Dantego, który nie odrywał od niej wzroku. Był wściekły, bez dwóch zdań. Na nią. Cóż, nie on jeden miał tu powód do złości.

– Mówiłam właśnie twojemu ojcu, że jestem ciekawa, gdzie podział się ten boski przystojniak – ciągnęła lekkim tonem Claire. – Chciałam pogratulować mu jako pierwsza.

Ramiona Dantego zesztywniały, powietrze stało się tak ciężkie, że Eva z trudem oddychała. Coś tu było zdecydowanie nie tak. Błyskawicznie, ale i tak za późno, uświadomiła sobie, że zaraz wpadnie w pułapkę, którą zastawiła na nią Claire.

– Pogratulować mu? – powtórzyła bezmyślnie.

Błękitne oczy Claire zalśniły zjadliwością.

– Nie wiedziałaś? Dante jest zaręczony z moją dawną szkolną koleżanką, Rebecą Stanford.

Eva zamrugała, przekonana, że musiała się przesłyszeć.

– Co takiego?

– No, tak – uśmiechnęła się jej macocha. – Rebeca dopiero co wróciła z Singapuru i wczoraj wpadła do mnie na ploteczki.

Eva wciągnęła powietrze tak gwałtownie, że prawie straciła równowagę. Nie mogła w to uwierzyć, ale Claire najwyraźniej nie wbiła jeszcze ostatniego gwoździa do jej trumny.

– Poszłyśmy na cudowny lunch razem z Prudence West. Słyszałam, że projektujesz jej suknię, to wielki zaszczyt…

Dante wciąż na nią patrzył, ale Eva nie potrafiła na niego spojrzeć. Nienawidziła go całym sercem. Tyle lat ciężkiej pracy, tyle wysiłku, żeby naprawić zszarganą reputację. Pracowała po osiemnaście godzin dziennie, żeby odbudować firmową markę i wystarczyło jedno spotkanie z tym wcielonym szatanem, żeby znowu obrócić wszystko w gruzy.

– Mam nadzieję, że Rebeca ci wybaczy, no i Prudence także – podjęła Claire. – Niezbyt ładnie jest podrywać cudzego narzeczonego, nie sądzisz?

Eva wyciągnęła ramię, świadoma, że widoczne drżenie zdradza stan jej ducha, lecz w gruncie rzeczy niewiele ją to teraz obchodziło.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?