Cuda w Tobie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jestem wielkim fanem Boga i Marka Victora Hansena. Jeśli przeczytasz Cuda w tobie, obaj pomogą ci otworzyć się na możliwość otrzymywania i czynienia cudów. Wspaniała lektura!

Ken Blanchard, współautor The One Minute Manager i Lead Like Jesus

Cuda w tobie to Mark Victor Hansen, którego znam i uwielbiam. Jak wszyscy wielcy liderzy, powala nas na kolana, obiecując i pokazując osobiste życiowe doświadczenia, o których nigdy nie sądziliśmy, że są możliwe.

David J. D’Arcangelo, prezes D’Arcangelo Companies, autor The Secret Asset

Cuda oczarowują ludzką duszę. Mój przyjaciel Mark Victor Hansen w prosty sposób uczy, jak możemy doświadczać i czynić więcej cudów, niż kiedykolwiek nam się śniło.

Peter Guber, prezes Mandalay Entertainment, autor bestsellera Tell to Win, właściciel Los Angeles Dodgers i Golden State Warriors

Książka Cuda w tobie Marka Victora Hansena inspiruje nas wszystkich do otwierania się na otrzymywanie i czynienie cudów… dzięki czemu przyczyniamy się do powstawania fali dobra na całym świecie.

Sharon Lechter, CPA CGMA, autorka Think and Grow Rich for Women, współautorka Outwitting the Devil, Three Feet from Gold, Bogaty ojciec, biedny ojciec


Dedykuję tę książkę

TOBIE!

Płomień Twojej cudotwórczej świecy

może zapalić

jedną,

setki,

tysiące,

a nawet miliony osób.

Bądź światłem.

Bądź cudotwórcą!

Przedmowa

To, czy ktoś wierzy w cuda, czy nie, jest bez znaczenia. Cuda dzieją się niezależnie od tego, czy je uznajemy. Nieraz trzeba zachować czujność i mieć wgląd w siebie, by rozpoznać cuda, jakie dzieją się w naszym życiu. Osobiście byłem świadkiem wielu cudów, jest jednak jeden szczególny, o którym chciałbym opowiedzieć.

Kiedy byłem nastolatkiem, miałem wyjątkowo wybuchowy temperament. Ganiałem za ludźmi z cegłami, kijami i bejsbolami i nie widziałem w tym niczego niezwykłego. Raz nawet w przypływie furii próbowałem uderzyć młotkiem w głowę własną matkę. Na szczęście mój brat chwycił młotek od tyłu i zdołał mnie powstrzymać.

Tamtego pamiętnego dnia miałem przy sobie nóż turystyczny. Jakiś nastolatek mnie rozzłościł, a ja rzuciłem się na niego z nożem i próbowałem dźgnąć go w brzuch. Na szczęście duża metalowa klamra od paska pod jego ubraniem przyjęła na siebie cały impet uderzenia – i to na tyle, że nóż się złamał. Mój kolega uciekł w przerażeniu. Ja jednak przeraziłem się jeszcze bardziej, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że próbowałem kogoś zabić z byle powodu. Zamknąłem się w łazience i z płaczem rozmyślałem nad swoim życiem. Uświadomiłem sobie, że gdyby nie ta klamra, mój kolega zostałby ciężko ranny lub zabity, a moje marzenia o karierze lekarza także otrzymałyby śmiertelny cios.

Do dziś żyję w przekonaniu, że Bóg uczynił cud w moim życiu, aby doprowadzić do niemal natychmiastowej, diametralnej przemiany. Uzyskane wówczas spokój i stateczność odegrały niesamowicie ważną rolę w mojej udanej karierze neurochirurga, a później w polityce, w którą zaangażowałem się już na emeryturze.

Upadłem na kolana i błagałem Boga, by pomógł mi pozbyć się tego problemu z moim charakterem. W łazience leżała Biblia. Wziąłem ją do ręki, otworzyłem na Księdze Przysłów i zacząłem czytać. Było tam wiele wersetów o głupcach i gniewie; miałem wrażenie, że wszystkie napisano z myślą o mnie. Siedziałem w łazience trzy godziny, czytając, modląc się i rozmyślając nad swoim życiem. W cudowny sposób zrozumiałem, że moje gniewne reakcje i próby skrzywdzenia innych ludzi to tak naprawdę oznaki słabości i egoizmu. Nigdy więcej nie wybuchnąłem już gniewem. Do dziś żyję w przekonaniu, że Bóg uczynił cud w moim życiu, aby doprowadzić do niemal natychmiastowej, diametralnej przemiany. Uzyskane wówczas spokój i stateczność odegrały niesamowicie ważną rolę w mojej udanej karierze neurochirurga, a później w polityce, w którą zaangażowałem się już na emeryturze.

Niektórzy mówili, że moja przemiana dowodzi jedynie umiejętności tłumienia gniewu. Oznaczałoby to, że zmiana miała charakter kosmetyczny. Ale tak naprawdę była to przemiana serca, w którym po prostu nie ma już gniewu. Taką zmianę można wytłumaczyć wyłącznie interwencją siły większej niż my sami. Czy nie tym właśnie jest cud?

Mam nadzieję, że książka Marka Victora Hansena przypadnie Czytelnikom do gustu. U jej podstaw leżą liczne prawdziwe historie o cudach, które odmieniły życie wielu osób.

dr Ben Carson

Wstęp

Ludzie z reguły podchodzą do cudów na zasadzie „poczekam i popatrzę”. Może nawet i wierzą, że cuda się zdarzają, ale nie wiedzą, kiedy, jak ani dlaczego. Po prostu siedzą i czekają. I się modlą. Ich zdaniem, cuda przychodzą wyłącznie w postaci nadprzyrodzonych eksplozji boskich interwencji, jak grom z jasnego nieba. Niektórzy wierzą, że cuda działy się jedynie w przeszłości. Mylą się.

Choć nie ulega wątpliwości, że ludzkość otrzymała wiele nadprzyrodzonych darów z nieba – o których można przeczytać na kartach Pisma Świętego, a nawet na łamach lokalnej gazety, o ile wiesz, gdzie szukać takich treści – istnieją też inne rodzaje cudów. Zdarzają się one nam wszystkim i dzieją się wszędzie wokół nas każdego dnia, na całym świecie. Są to proste czynności albo słowa, które wkraczają w nasze życie i zmieniają je na lepsze. Na początku te interakcje mogą wydawać się proste i zwyczajne; z czasem jednak dostrzegasz, że całkowicie zmieniają bieg twojego życia. Owocują skutkami, których nigdy nie osiągnęlibyśmy bez „cudownej” interwencji. To cuda, które my możemy czynić. Bóg umieścił je w każdym z nas. Tylko czekają, by je uwolnić.

Co by się stało, gdyby każdy spośród siedmiu miliardów ludzi uczynił choćby po jednym cudzie? Być może ta książka stanie się dla wielu osób źródłem inspiracji. Taką mam nadzieję i o to się modlę.

Czyniąc cuda

Nie ma żadnych wątpliwości: najwspanialszym Cudotwórcą jest Jezus. Nawet ci, którzy zwykle nie czytają Biblii, nie potrafią przejść obojętnie obok spisanych w Piśmie Świętym przejmujących historii o cudach, jakie uczynił. Naliczyłem w ewangeliach trzydzieści siedem różnych sytuacji, w których Jezus uczynił cud. Były to uzdrowienia, egzorcyzmy i objawienia nadprzyrodzonej wiedzy. Jezus zamienił nawet wodę w wino i wskrzesił zmarłego człowieka! Z pewnością każdy, kto się z Nim spotkał, czuł Jego cudotwórczą moc i potencjał. Ciekaw jestem, jak wiele innych cudów, których nie spisano w ewangeliach, uczynił Jezus. Zastanawiam się, ile spośród Jego z pozoru nieznaczących spotkań z ludźmi stało się cichymi cudami, których prawie nikt nie zauważył, choć na zawsze odmieniły czyjeś życie. Może to właśnie miał na myśli apostoł Jan, który w ostatnim zdaniu swojej Ewangelii pisał: „Jezus dokonał jeszcze wielu innych rzeczy. Gdyby je chciano opisać, każdą z nich, to sądzę, że (cały) świat nie pomieściłby ksiąg, które by zostały napisane” (J 21,25).

Dla cudów nie ma żadnych granic, ale ludzie w większości żyją tak, jakby nie mieli prawa do żadnego z nich. Zachowują się, jakby cuda przydarzały się innym, nie zaś im samym. Może inni potrafią czynić cuda, ale nie oni. Wcale tak nie jest! Jezus śmiało stwierdza: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we Mnie, dokona też dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większych od tych dokona, bo Ja odchodzę do Ojca” (J 14,12). Czy wydaje się to niemożliwe? Wcale takie nie jest.

Dla cudów nie ma żadnych granic, ale ludzie w większości żyją tak, jakby nie mieli prawa do żadnego z nich. Zachowują się, jakby cuda przydarzały się innym, nie zaś im samym. Może inni potrafią czynić cuda, ale nie oni. Wcale tak nie jest!

W całym swoim życiu widziałem dowody Bożych cudów – zarówno tych wielkich, jak i tych mniejszych. Mógłbym spojrzeć wstecz niemalże na każdy dzień i pokazać ci wręcz serię cudów, które Bóg uczynił dla mnie, oraz takich, które dał mi moc uczynić dla innych ludzi. Nie, nigdy nie wskrzesiłem nikogo z martwych, ale pomogłem uratować czyjeś życie. Nie stworzyłem planety, lecz pomogłem uratować naród. Był taki czas, kiedy myślałem, że to kwestia szczęścia albo przypadku, ale teraz jestem już mądrzejszy: wiem, że to Bóg posługiwał się mną, aby dokonać całego mnóstwa cudów na tym świecie. Być może brzmi to, jakbym się przechwalał, lecz nic nie mogłoby być dalsze od prawdy. Chwalenie Boga za sposób, w jaki działa w życiu moim i innych ludzi, dokonując tak niezwykłych rzeczy, to żadne przechwałki. Tak naprawdę odczuwam niesamowitą pokorę, kiedy uświadamiam sobie, że On nie tylko chce się mną posługiwać, lecz także często postanawia działać przeze mnie!

Podróż w krainę cudów

Cuda mogą się wydawać czymś spontanicznym, ale to nie znaczy, że są dziełem przypadku. Każdy cud jest wynikiem celowego działania lub decyzji – niezależnie od tego, czy to bezpośrednie działanie Boga, czy bardziej „powszedni” cud, który Pan pozwala nam uczynić. Aby odblokować nasz cudotwórczy potencjał, musimy świadomie podążać drogą rozwoju, którą nazywam podróżą w krainę cudów.

Pierwszy krok na tej drodze to uwierzyć w cud. Przyjacielu, cuda istnieją naprawdę. To nie zbieg okoliczności. To nie „szczęśliwy traf”. To zaplanowane, celowe działanie Boga, które ma ukazać Jego moc i miłość, a także uczynić ten świat lepszym. Na świecie jest o wiele więcej cudów niż te najbardziej niezwykłe, zapisane w Biblii! Zanim wyruszymy w podróż w ich krainę, musimy najpierw poszerzyć nasze rozumienie tego, czym są cuda, aby zyskać lepszą perspektywę, pozwalającą dostrzegać cuda w życiu naszym i innych ludzi.

 

Drugi krok to zobaczyć cud. Bóg działa w twoim życiu. Zawsze tak było. Wielokrotnie i w nadprzyrodzony sposób wkraczał w twoje życie, zmieniał jego bieg. Oczywiście, posługuje się też innymi osobami, aby nieustannie cię prowadzić, błogosławić ci i wskazywać drogę. Jeśli chcemy wyruszyć w tę podróż i stać się cudotwórcami, musimy najpierw zatrzymać się, by zauważyć wszystkie niesamowite cuda w naszym życiu.

Cuda nie dzieją się przez przypadek. Bóg może w każdej chwili zainterweniować, posłużyć się tobą, by kogoś pobłogosławić, i zrobi to, ale to nie znaczy, że ty sam nie możesz szukać okazji, by przekazać komuś błogosławieństwo.

Trzeci krok to być cudem. No, w końcu! Pamiętaj, cuda nie dzieją się przez przypadek. Bóg może w każdej chwili zainterweniować, posłużyć się tobą, by kogoś pobłogosławić, i zrobi to, ale to nie znaczy, że ty sam nie możesz szukać okazji, by przekazać komuś błogosławieństwo. Kiedy już uświadomisz sobie, że cuda istnieją, i zaczniesz dostrzegać, jak Bóg porusza góry w twoim życiu, powstanie w tobie niesamowity głód działania – katalizator cudów w życiu innych ludzi. Tworzy to nieopisane poczucie jedności i współpracy z Bogiem – jedno z najbardziej ekscytujących uczuć, jakich kiedykolwiek doświadczysz.

Zwoje cudów

Po każdym rozdziale tej książki podzielę się z tobą kilkoma inspirującymi zdaniami, które nazywam zwojami cudów. Chciałbym, byś wziął je sobie do serca. Zaznacz je zakładką. Czytaj codziennie przynajmniej jedno z nich – zaraz po przebudzeniu lub tuż przed zaśnięciem. Dzięki nim twój umysł zyska pełną świadomość swojego niesamowitego cudotwórczego potencjału.

Aby zostać cudotwórcą, musisz jedynie zdecydować, że chcesz nim być! A kiedy już podejmiesz tę decyzję, Bóg o wszystko się zatroszczy, napełni twoje serce wszystkim, czego potrzebujesz w danej sytuacji. Jeśli wierzysz w cuda i budzisz je do życia, mówisz „tak” swojemu przeznaczeniu i celowi, dla którego cię stworzono. Nie zadowalaj się niczym innym.

Życie pełne cudów

Piszę te słowa w Makau, u wybrzeży Morza Wschodniochińskiego, patrząc na piękno jego wód. Czuję, jak obficie zostałem pobłogosławiony. Ożeniłem się ze swoim „bliźniaczym płomieniem”[1], „drugą połówką pomarańczy”. Mam wokół siebie rodzinę i krąg kochanych przyjaciół. Moja praca jest moją pasją. Kiedy myślę o tym wszystkim, uświadamiam sobie, jak niezwykłe – wprost cudowne – jest moje życie. Korzystając z okazji, że moja żona Crystal i ja zrobiliśmy sobie kilka dni odpoczynku od naszego tournée z książką po Chinach, rozmyślam nad wszystkimi zwrotami akcji i niesamowitymi wydarzeniami, których doświadczyłem. Wszystkie te dobre rzeczy. Wszystkie te rzeczy, które w danym momencie wydawały się złe, a potem wyszły mi na dobre. Wszystkie te rzeczy, które wydawały się złe i takie też pozostały. A mimo to wszystkie otwierały mi drzwi do kolejnych cudów. Każdy kolejny był jeszcze lepszy niż poprzedni!

Na kartach tej książki spotkasz ludzi, którzy „śnili o niemożliwym”. Uwierzyli, zaczęli działać i zmienili świat na lepsze. Obiecuję ci, że co najmniej jedna z tych historii poruszy twoje serce, umysł i duszę. Obiecuję ci, że odkryjesz, jak twoje życie otwiera się na możliwość otrzymania i uczynienia cudu – być może o wiele więcej niż jednego.

Choć nie wiem, w jakim jesteś teraz stanie ducha, wierzę, że Bóg położył swoją rękę na moim ramieniu i powiedział mi, bym napisał tę książkę dla ciebie. Moim pragnieniem jest pocieszyć twojego ducha, umysł, serce i duszę. Modlę się, byś czytając te strony, odkrywał w sobie cudotwórczą moc, której nigdy przedtem nie zauważałeś. Moją misją jest, byś dostrzegł i przyjął tę moc, i uwierzył w nią na najgłębszym poziomie swojej duszy.

Mam nadzieję i wierzę w to, że twoje życie stanie się serią cudów. To twoje boskie prawo i, jak wierzę, również twoje przeznaczenie. To dlatego czytasz tę książkę. Wyrusz teraz ze mną w podróż; idźmy dalej, aby odkryć cuda, które kryją się w tobie!

[1] Osoba będąca idealnym odzwierciedleniem drugiej osoby – według ezoterycznej koncepcji duszy ludzkiej jako płomienia, który rozdzielił się na dwie części (przyp. tłum.).

część 1 UWIERZ W CUDA

Cuda są wszędzie

„Opowiedzieć ci o prawdziwym cudzie?”

To pytanie zupełnie zbiło mnie z tropu. Moja żona i ja zatrzymaliśmy się w sklepie, żeby kupić kilka rzeczy, a ja zagadnąłem kasjera za ladą. Kilka poprzednich miesięcy spędziłem na pracy nad tą książką, kiedy więc tylko wymówił słowo „cud”, zamieniłem się w słuch.

„Jasne!”, wypaliłem. „Proszę mi wszystko opowiedzieć”.

Młody mężczyzna zaczął ze szczegółami opisywać mi, jak jego żona niedawno otarła się o śmierć. Jechała zatłoczoną ulicą, kiedy nagle zdała sobie sprawę z tego, że w jej samochodzie wysiadły hamulce. Jechała dalej, mając wszędzie wokół siebie inne auta i pieszych, i nie była w stanie zatrzymać swojego coraz bardziej rozpędzającego się samochodu ani nawet zwolnić. Czysto instynktownie zaczęła się modlić: „Boże, błagam, chroń mnie. Zatrzymaj ten samochód. Nie pozwól, żebym uderzyła w inne auto. Zabierz wszystkich pieszych z drogi. Spraw, żebyśmy wszyscy bezpiecznie dotarli do domów”. Po kilku przerażających sekundach samochód gwałtownie się zatrzymał dzięki drzewu, które majestatycznie spoczęło na przednim zderzaku. W niejasny sposób pojazd przebrnął przez gąszcz innych aut i przechodniów, nie powodując żadnego wypadku. Był zniszczony, ale tamtej nocy wszyscy, włącznie z żoną mojego nowego znajomego, bezpiecznie wrócili do domów. „To był cud”, powtarzał kasjer.

Pomyślałem o tym przez chwilę i zapytałem go: „A jak, twoim zdaniem, doszło do tego cudu?”.

Jego odpowiedź nie mogłaby być lepsza, jeśli wziąć pod uwagę wszystkie historie o cudach, które zgłębiałem podczas pracy nad tą książką. „Wszyscy ciągle się modlimy, bracie. Wszyscy ciągle się modlimy i zawsze doświadczamy cudów”.

Uwielbiam tę odpowiedź. „Wszyscy ciągle się modlimy i zawsze doświadczamy cudów”… Ten młody mężczyzna nie miał pojęcia, że opowiadając mi tę historię, już uczynił cud. Nie wiedział, kim jestem. Nie wiedział, że napisałem kilka bestsellerów i właśnie piszę książkę o cudach. Po prostu poczuł natchnienie, żeby podzielić się ze mną swoją historią, a Bóg zadziałał przez niego i przypomniał, że towarzyszy mi przy pisaniu. Pan przypominał mi, że cuda są wszędzie.

No cóż, być może przeczytasz to i stwierdzisz: „Mark, zmyśliłeś tę historyjkę. To są właśnie takie historie, które kaznodzieje i pisarze opowiadają, żeby udowodnić swoją tezę”. Nie. Do tej rozmowy doszło naprawdę. Oczywiście, że tak. Czemu nie miałoby się tak stać? Czemu miałoby nas dziwić, że znajdujemy się nagle w sytuacji, której nie da się nazwać inaczej niż cudem? Czemu nie mielibyśmy słyszeć tego rodzaju historii każdego dnia?

Jego odpowiedź nie mogłaby być lepsza, jeśli wziąć pod uwagę wszystkie historie o cudach, które zgłębiałem podczas pracy nad tą książką. „Wszyscy ciągle się modlimy, bracie. Wszyscy ciągle się modlimy i zawsze doświadczamy cudów”.

Cuda są wszędzie wokół nas. Czasem to Bóg w cudowny sposób usuwa nieusuwalne przeszko-dy w naszym życiu. Niekiedy jest to cudowne uzdrowienie ze śmiertelnej choroby. Czasem, jak w przypadku żony tego kasjera, jest to odsunięcie ludzi i samochodów z drogi i umieszczenie drzewa w idealnym miejscu, żeby zatrzymać auto, nad którym straciło się kontrolę. To takie sytuacje, kiedy nie mamy innego wyboru, jak tylko spojrzeć w niebo i powiedzieć: „Boże, Ty to zrobiłeś. Nie ma innego wytłumaczenia”.

Są też jednak i inne cuda, które zbyt często pozostają niezauważone. To te, które chodzą i rozmawiają wszędzie wokół nas. Siedzą z nami w pracy, biurko w biurko. Jeżdżą z nami metrem lub latają samolotem. Siedzą obok nas w kinie lub kościele. Są w samochodach, które mijamy na autostradzie, stoją obok nas na meczach albo za kasą w supermarkecie. A kiedy przyjmiesz prawdę o tym, że Bóg każdego dnia czyni cuda poprzez zwykłych mężczyzn i zwykłe kobiety, zaczniesz nie tylko zauważać cuda wokół siebie, lecz także stawać się cudem w życiu innych osób.

Nastawienie na cuda

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Albo wszystko jest cudem, albo nic nim nie jest”. Staram się mieć umysł nastawiony na cuda przez cały czas, naturalnie więc skłaniam się raczej ku teorii, że „wszystko jest cudem”. To nastawienie na cuda zmienia sposób, w jaki patrzysz na świat. Kiedy napełniasz swój umysł i ducha wiarą w to, że Bóg chce czynić cuda w tobie i przez ciebie, wtedy cała twoja istota – twój umysł, ciało, duch i podświadomość – dostosowują się do tego i ustawiają bieg twojego życia na trajektorię czynienia cudów. Z pewnością tak właśnie jest w moim życiu.

W 1974 roku zostałem dwudziestosześcioletnim byłym milionerem. Byłem zdruzgotany. Tamtego roku upadłem tak nisko, że dno było nade mną. Moim zdaniem, to cud, że w ogóle przeżyłem ten rok.

W tamtym czasie ktoś dał mi nagranie inspiracyjne Cavetta Roberta, nestora i współzałożyciela Krajowego Stowarzyszenia Mówców. Nagranie nosiło tytuł: Jesteś przyczyną czy skutkiem? W przełomowej prezentacji Cavett mnie zaskoczył – wypowiedział jedną z najważniejszych prawd, które wyznaję w życiu: „Albo jesteś tworem okoliczności, albo twórcą okoliczności. Nie możesz być jednym i drugim jednocześnie”. Ta myśl dotknęła mnie do żywego. Czułem się, jakby Cavett przemawiał bezpośrednio do mojej rozpaczy i pytał mnie, czy chcę być ofiarą, czy liderem. Czy chcę być kimś, komu coś się przydarza, czy też kimś, kto sprawia, że coś się dzieje.

W ciągu kolejnych tygodni i miesięcy zapisywałem sobie, ile razy przesłuchałem to nagranie, tak jak kowboje z westernów robią nacięcia na swoich koltach. Słuchałem tego przekazu 287 razy. Czułem w sercu, że Cavett karmi moją duszę i przeprogramowuje mój umysł, który wcześniej zszedł na manowce.

Pewnego ranka, gdy Bóg sklejał moje życie i umysł na nowo, obudziłem się z nagłym przypływem energii. W jednej chwili zrozumiałem z całą jasnością, jaki plan dotyczący mojego życia ma Pan. Miałem wizję tego, dokąd chce mnie zaprowadzić. Wyszedłem z ciemnej nocy swojego życia z wyraźnie określonym celem: chciałem zostać profesjonalnym mówcą i pisarzem. Od tamtego momentu mój umysł skupił się na osiągnięciu owego celu.

W tamtym czasie wynajmowałem dom razem z czterema innymi facetami. Pewnego dnia przy śniadaniu zapytałem ich, czy znają jakichkolwiek profesjonalnych mówców, których mógłbym zapytać, jak wystartować w tej branży. Mój współlokator John powiedział: „Jest taki energiczny młody koleś, Chip Collins. Dziś rano ma przemawiać do moich kolegów z nieruchomości”. Była 8.30, kiedy usłyszałem tę wiadomość. Mniej niż pół godziny później zajmowałem już miejsce w grupie specjalistów od nieruchomości, gotowy na to, by wraz z tłumem dać się porwać Chipowi na następne trzy godziny.

Po prezentacji zaprosiłem Chipa na lunch i zapytałem, czy mógłby mi pomóc zacząć działać w branży profesjonalnych mówców. Zgodził się pod warunkiem, że będę trzymał się z daleka od jego rynku. Stwierdził, że więcej szczęścia będę miał w grupie docelowej, którą określił jako „niezgłębioną przepaść szkoleń motywacyjnych dla branży ubezpieczeniowej”. Tamtego dnia powiedział mi, że moje szanse na sukces są jak jeden do tysiąca, ale mam zrobić, co tylko będę mógł, przez kolejne dwa tygodnie, kiedy nie będzie go w mieście. Powiedział: „Szansa, że ci się uda, jest niewielka, ale jeśli dasz radę, zobaczymy się po moim powrocie”.

Dwa tygodnie później Chip wrócił do miasta, a ja miałem już dwudziestu ośmiu klientów z branży ubezpieczeniowej, którzy płacili mi za moją nową aktywność. Dawałem cztery godzinne wystąpienia dziennie. Czas pomiędzy nimi spędzałem na bieganiu po mieście i załatwianiu nowych zleceń. Utrzymywałem się z przemawiania i czułem się jak w niebie. Oczywiście, nie miałem żadnego realnego doświadczenia w przemawianiu czy prowadzeniu szkoleń, a już na pewno nie miałem pojęcia o branży ubezpieczeniowej. Nie wiedziałem, jaka jest różnica pomiędzy ubezpieczeniem terminowym a ubezpieczeniem na całe życie. Nie wiedziałem, co to jest składka. W tamtym czasie sam nie miałem nawet ubezpieczenia na życie, a oto spędzałem całe dni, szkoląc i motywując fachowców od ubezpieczeń!

Widzisz, ta jedna rzecz, którą miałem, była jednocześnie tą najważniejszą. Miałem pragnienie. Miałem ogromne pragnienie uczenia się i opanowania do perfekcji sztuki przemawiania, szkolenia i pisania. To była moja obsesja. To było moje nastawienie na cuda.

 

Kiedy skupiałem się coraz bardziej na danym mi przez Boga powołaniu i ufałem, że Pan usunie mi przeszkody spod nóg, moja droga zaczęła wypełniać się cudami. To był cud, że spotkałem Chipa Collinsa i że zechciał on pomóc mi w moim nowym przedsięwzięciu. To był cud, że jeden z moich pierwszych klientów był najbardziej wpływowym, odnoszącym sukcesy liderem w swojej firmie i zapewnił mi dużo lepsze perspektywy, niż mógłbym sobie wymarzyć. To był cud, że w ciągu tego pierwszego roku zapłacono mi za ponad pięćset wystąpień. To był cud, że każdy z tych klientów zainwestował we mnie, przekazując mi wiedzę na temat branży ubezpieczeniowej albo pokazując nowe perspektywy.

Bóg aktywnie działa w twoim życiu. Dokonuje cudownych rzeczy nie tylko w sferze nadprzyrodzonej, lecz także w twoich codziennych kontaktach z innymi ludźmi.

Żyłem w morzu Bożej obfitości i cudów, cieszyłem się każdą minutą. Przypomniały mi się słowa Świętego Pawła do Efezjan: „Temu, który działającą w nas mocą może uczynić daleko więcej niż to, o co prosimy lub co pojmujemy, chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie przez wszystkie pokolenia, na wieki wieków. Amen” (Ef 3,20–21). Bóg rzeczywiście czynił o wiele więcej niż cokolwiek, o co mógłbym prosić lub co mógłbym sobie wyobrazić, ponieważ Jego moc działała we mnie – tak samo jak w tobie. Pełne uświadomienie sobie tej prawdy – prawdziwe przyjęcie umysłu cudotwórcy – wszystko zmienia.

Twoja cudowna historia

Dzielę się z tobą tą częścią mojej drogi z jednego powodu: chcę cię przekonać, że nigdy nie wolno nam nie doceniać potęgi naszych historii. Mają one potencjał, by zmienić świat. Skąd to wiem? No cóż, gromadzenie poruszających historii jest moją pasją od lat. Dawno temu wraz z Jackiem Canfieldem stworzyliśmy serię „Balsam dla Duszy”. Od czasu wydania naszej pierwszej książki tysiące ludzi czują potrzebę podzielenia się ze mną swoją historią. Słyszałem niesamowite opowieści o tym, jak Bóg posłużył się naszymi niewielkimi książkami: sprawił, że ktoś rezygnował z popełnienia samobójstwa, w państwie dochodziło do znaczących zmian, ludzie wyruszali po przygodę do obcych krajów, zakładali nowy biznes, znajdowali idealnego współmałżonka i robili jeszcze wiele różnych rzeczy. Móc widzieć wszystko to, czego dokonał Bóg tylko dlatego, że pomogliśmy ludziom opowiedzieć ich historie – to daje niewiarygodną pokorę.

Chcę cię zachęcić, abyś podczas czytania tej książki myślał również o swojej cudownej historii. W kilku późniejszych rozdziałach sprawdzimy, jak możemy zobaczyć cuda lub dostrzec ścieżki cudownej Bożej opatrzności na drogach twojego życia, kiedy szukasz sposobów na to, by być cudem. Na razie jednak chcę cię prosić tylko o to, byś uwierzył w cuda. Bóg aktywnie działa w twoim życiu. Dokonuje cudownych rzeczy nie tylko w sferze nadprzyrodzonej, lecz także w twoich codziennych kontaktach z innymi ludźmi. Nawet coś tak zwykłego jak uśmiech nieznajomego albo sąsiedzka pomoc mogą być dowodem na to, że jest przy tobie Stwórca, który pomaga ci iść do przodu.

Jeśli wydaje ci się to nieprawdopodobne, proszę cię jedynie o to, byś przez trzydzieści dni wierzył, że cuda w twojej sytuacji są możliwe. A jeśli w to uwierzysz, nawet jeśli zrobisz to tylko ze względu na moją prośbę, co wieczór poświęć chwilę na refleksję nad sposobami, na jakie Bóg dotykał twojego życia w tym dniu. Rób notatki. Zwracaj uwagę na „przypadkowe akty dobroci”, których doświadczasz. Otwórz oczy na to, czego Bóg może teraz dokonywać w tobie, poprzez ciebie i wokół ciebie. W ten sposób umocnisz w sobie nastawienie na cuda i zaczniesz opowiadać własną cudowną historię.