PodbójTekst

Z serii: Off-Campus #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Elle Kennedy

Podbój


Tytuł oryginału

The Score: An Off-Campus Novel ISBN 978-83-8116-022-3 Copyright © 2016 by Elle Kennedy All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., 2017 Redakcja Adriana Staniszewska Projekt graficzny okładki Tobiasz Zysk Skład i łamanie Witold Kowalczyk Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 faks 61 852 63 26 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1
Allie

Sean: Porozmawiamy?

Sean: Proszę…

Sean: Kurde, Allie. Po tym wszystkim, co razem przeżyliśmy, zasługuję na więcej nisz to.

Sean: Przecież nie mówiłaś serio, że z nami koniec, prawda?

Sean: Czy możesz mi, proszę, kurwa, łaskawie odpowiedzieć?

Sean: Wiesz co? Pieprzyć to. Chcesz mnie ignorować? Proszę bardzo. Mam to w dupie.

Sześć esemesów czeka na mnie, gdy w piątek wieczorem sprawdzam telefon, wracając do akademika z kampusowego centrum fitness. Wszystkie są od mojego chłopaka, od wczoraj wieczorem ekschłopaka. A ja? Oczywiście nie potrafię nie zauważyć emocji rosnących w kolejnych wiadomościach, od błagania po wkurzenie, ale najbardziej skupiam się na błędzie ortograficznym. „Zasługuję na więcej nisz to”.

„Nisz” zamiast „niż”. I wątpię, by w tym wypadku można winić autokorektę, Sean bowiem do orłów nie należy.

No dobra, to nie do końca tak. W niektórych kwestiach jest cholernie mądry. Na przykład bejsbol — serio, facet potrafi wyciągnąć statystyki na zawołanie, nawet te z lat sześćdziesiątych. Ale mądrość książkowa nie jest jego mocną stroną. Chłopak Stelli też wiedzą nie grzeszy, przynajmniej ostatnimi czasy.

Nigdy nie chciałam być jedną z tych dziewczyn, które najpierw zrywają ze swoim chłopakiem, a potem w kółko do niego wracają. Naprawdę sądziłam, że jestem za silna na takie jazdy, ale Sean McCall trzyma mnie w garści od pierwszego roku na uniwersytecie Briar. Omamił mnie tym swoim wymuskanym wyglądem i uśmiechem małego chłopca. Cudownie zniewalający jest ten uśmiech, taki zadziorny, a dołeczki w policzkach pełne są obietnic.

Ponownie zerkam na telefon i czuję, jak narasta we mnie ostrożność. Jest zupełnie jak bluszcz wspinający się po ścianach budynku za moimi plecami. A niech to. Niby o czym chce rozmawiać? Wczoraj wieczorem powiedzieliśmy sobie wszystko, co trzeba. Zanim wybiegłam z domu bractwa, w którym mieszka, oznajmiłam, że z nami koniec. Możecie mi wierzyć, wyraziłam dokładnie to, co miałam na myśli.

Koniec i basta. To nasze czwarte rozstanie w ciągu trzech lat. Nie mogę już dłużej serwować sobie tych klimatów, kręcącej się karuzeli radości i bólu serca, szczególnie gdy osoba, z którą mam budować przyszłość, jest zdeterminowana, by mnie powstrzymać przed marzeniami.

Mimo wszystko czuję w sercu rozdzierający ból. Trudno jest tak po prostu zostawić kogoś, kto przez szmat czasu stanowił ogromną część naszego życia. A jeszcze trudniej, gdy ta osoba nie pozwala nam odejść.

Wzdychając, podążam śpiesznie po stopniach w kierunku wybrukowanej ścieżki wijącej się przez kampus. Zazwyczaj daję sobie czas na podziwianie otoczenia — cudowne stare budynki, ławki z kutego żelaza i ogromne, dające cień drzewa — ale dziś pragnę tylko czym prędzej znaleźć się w akademiku, zaszyć jak najgłębiej i odciąć od świata. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie do pełnej realizacji tego planu. Hannah, moja współlokatorka, wyjechała na weekend, co oznacza, że nie będzie się szwendać po mieszkaniu i prawić mi kazań na temat emocjonalnych niebezpieczeństw wynikających z pogrążania się w rozpaczy.

Prawdę mówiąc, wczoraj wieczorem nie prawiła mi kazań. O nie. Zamiast tego dała z siebie wszystko i odegrała rolę najlepszej przyjaciółki na świecie. Zasłużyła tym na Oscara. Jak tylko przekroczyłam próg drzwi po zerwaniu z Seanem, czekała w naszym wspólnym salonie z pudełkiem lodów, paczką chusteczek i dwoma butelkami czerwonego wina, a następnie siedziała przy mnie pół nocy, podając mi chusteczki i wysłuchując niezrozumiałego bełkotu.

Zerwania są do dupy. Czuję się jak totalny przegryw. Nie, czuję się jak tchórz. Tuż przed śmiercią mama radziła mi, bym nigdy nie poddawała się w miłości. Właściwie zdążyła mi to wpoić, zanim w ogóle zachorowała. Nie znam wszystkich szczegółów, ale w domu nikt nie robił tajemnicy z tego, że małżeństwo rodziców nieraz wisiało na włosku podczas ich wspólnych osiemnastu lat. Tyle że przeszli przez to razem. I wyszli z tego mocniejsi. Bo to przepracowali.

Każda myśl o wczorajszym zerwaniu z Seanem wywołuje u mnie mdłości. Może powinnam bardziej o nas zawalczyć? Przecież wiem, że on mnie kocha…

„Gdyby cię kochał, nie postawiłby ci ultimatum — zapewnia mnie szorstki głos. — Postąpiłaś słusznie”.

Rozpoznaję ten głos w swojej głowie i czuję ucisk w gardle. To tata, mój największy mistrz pod słońcem. W jego oczach robię to, co trzeba.

Wielka szkoda, że Sean nie patrzy na mnie w ten sam sposób.

Pięć minut drogi od Bristol House, w którym dzielę dwupokojowe mieszkanie z Hannah, mój telefon znów brzęczy.

Dupa blada. Kolejny esemes od Seana.

Podwójna dupa blada.

Sean: Przepraszam za język, kotku, nie miałem zamiaru przeklinać. Po prostu wychodzę z siebie ze zdenerwowania. Jesteś całym moim światem. Mam nadzieję, że masz tego świadomość.

 

Na ekranie pojawia się kolejna wiadomość.

Sean: Wpadnę po zajęciach. Porozmawiamy.

Staję jak wryta, przeszywa mnie paniczny strach. Nie boję się Seana, przynajmniej nie krzywdy fizycznej. Dobrze wiem, że nigdy nie podniósłby na mnie ręki ani nie dał się ponieść maniakalnej wściekłości. Ale boję się jego zdolności zbajerowania mnie gładkimi słówkami. Jest w tym naprawdę dobry. I nawet nie musi się wysilać. Wystarczy, że nazwie mnie kotkiem, poczęstuje tym rozkosznym uśmiechem i już po mnie.

Wściekłość, strach i irytacja walczą o moją uwagę, gdy ponownie czytam jego esemes. Blefuje. Przecież nie pojawi się bez zaproszenia, no nie?

Dupa japa pipa.

Drżącymi palcami wybieram numer telefonu Hannah. Dwa sygnały później uspokajający głos najlepszej przyjaciółki rozbrzmiewa w słuchawce.

— Hej, co tam? Wszystko dobrze?

W tle słyszę damski szczebiot. Tak świergocze Grace Ivers, dziewczyna Logana. Oznacza to, że we czwórkę są już w drodze do Bostonu na wspólny weekend. Oczywiście, proponowała, bym się z nimi zabrała, ale odrzuciłam zaproszenie, bo nie chciałam być piątym kołem u wozu. Dwie szaleńczo zakochane pary i ja? Nie, dziękuję uprzejmie.

A teraz żałuję, że się nie zgodziłam, bo zostałam na weekend sama, a Sean chce porozmawiać.

— Sean zapowiedział się na wieczór — informuję jednym tchem.

Hannah wstrzymuje oddech.

— Co? O nie! Dlaczego w ogóle się zgodziłaś?

— Na nic się nie zgodziłam! Nawet nie zapytał, czy mi to pasuje. Przysłał esemesa z informacją, że wpadnie.

— Że co, do cholery? — Jej głos świadczy o tym, że jest równie zdenerwowana, jak i ja.

— Nie musisz nic mówić. — Zalewa mnie panika. — Han, nie mogę się z nim spotkać. Nie ułożyłam sobie tego zerwania w głowie. Jeśli tu przylezie, to może się skończyć tym, że do niego wrócę.

— Allie…

— Myślisz, że jak zgaszę wszystkie światła i zamknę drzwi na klucz, pomyśli, że nie ma mnie w domu i sobie pójdzie?

— Znając Seana, będzie warował przy drzwiach całą noc. — Hannah przeklina. — Wiesz, co ci powiem? Nie powinnam była się zgodzić na ten wyjazd na mecz Bruinsów. Powinnam być teraz w domu z tobą. Poczekaj, powiem Garettowi, żeby zawrócił.

— Nie ma mowy — przerywam jej. — Nawet nie myśl o odwołaniu tego wypadu z mojego powodu. To twoja ostatnia szansa, by się zabawić.

Chłopak Hannah jest kapitanem hokejowej drużyny Briar, co oznacza, że teraz, gdy zaczął się sezon, jego czas będzie wypełniony treningami i meczami. A to z kolei powoduje, że Hannah nie będzie się z nim spotykać tak często. Odmawiam odegrania roli niszczycielki jednego z ich ostatnich weekendów wolności.

— Ja tylko potrzebuję rady. — Przełykam ślinę. — Więc proszę, powiedz, co robić. Mam zapytać Tracy, czy mogę przekimać w jej pokoju?

— Nie, nie możesz zostać w akademiku, jeśli Sean będzie się kręcił po korytarzu. Może Megan? Nie, czekaj, jej nowy facet przyjechał na weekend. Pewnie będą chcieli być sami. — Po głosie Hannah słychać, że się zastanawia. — A Stella?

— W zeszłym tygodniu zamieszkała razem z Justinem. Z pewnością zwalenie się nieoczekiwanego gościa ich nie ucieszy.

— Poczekaj chwilę. — Następuje kolejna długa cisza. Słyszę stłumiony głos Garretta, ale nie rozumiem, co mówi. A potem wraca Hannah. — Garrett mówi, że możesz się zaszyć u nich w chacie. W domu będą Dean i Tuck, więc jeśli Sean wykombinuje, gdzie jesteś, i wpadnie tam z wizytą, to kopną go w tyłek i wystawią za drzwi. — W tle znów rozbrzmiewają ściszone głosy. — Możesz się przespać w pokoju Garretta — dodaje.

Już sama nie wiem. Absurd do kwadratu. Nie wierzę, że w ogóle rozważam scenariusz, w którym to Sean wygania mnie z własnego mieszkania. Tyle że w głowie wyświetlają mi się sceny idealnie pasujące do tej historii. Wali pięścią w moje drzwi. Albo jeszcze gorzej, sterczy pod moim oknem z wielkim boomboxem jak w Nic nie mów. Ja cię, a jeśli puści tę piosenkę Petera Gabriela? Nienawidzę tej piosenki.

— Jesteś pewna, że to będzie OK? — pytam.

— Pewnie. Jak najbardziej. Logan właśnie wysyła esemesy do Deana i Tuckera, by dać im znać. Możesz się tam pojawić w każdej chwili.

Powoli się rozluźniam i czuję ulgę, ale po chwili ogarnia mnie poczucie winy.

— Przełączysz mnie na głośnomówiący? Chcę pogadać z Garrettem.

— Pewnie. Sekunda.

Chwilę później w słuchawce rozlega się głęboki głos Garretta Grahama.

— Czysta pościel jest w bieliźniarce i może lepiej przynieś swoją poduszkę. Wellsy uważa, że moje są zbyt miękkie.

— Bo są zbyt miękkie — zapewnia Hannah. — Człowiek ma wrażenie, że śpi na rozmoczonej piance cukrowej.

— Guzik prawda. Ma wrażenie, że śpi na puszystej chmurce — poprawia Garrett. — Zaufaj mi, Allie, moje poduszki są zajebiste. Ale tak na wszelki wypadek weź swoją.

Śmieję się.

— Dzięki, dobrze wiedzieć. Ale na pewno nie masz nic przeciwko? Nie chcę się narzucać.

— Wszystko gra, kochana. Tylko zamrugaj tymi swoimi wielkimi błękitnymi oczami do Tucka, to ugotuje coś dobrego na kolację. A, i jeszcze Logan rozkazuje Deanowi, by trzymał się od ciebie z daleka, więc nie musisz się martwić, że będzie się do ciebie przystawiał.

No tak. Dean Heyward-Di Laurentis, największy flirciarz na ziemi. Za każdym razem, gdy się spotykamy, próbuje mi się dobrać do majtek, co wcale nie znaczy, że jestem wyjątkowa, bo on próbuje się dobrać do majtek każdej lasce.

Ale tym się akurat nie martwię. Wiem, jak sobie radzić z Deanem, a Tucker posłuży jako dobra strefa buforowa między mną a jego napalonym współlokatorem.

— Naprawdę to doceniam — mówię Garrettowi. — Serio. Jestem ci bardzo wdzięczna.

— Nie ma tematu.

Do rozmowy włącza się Hannah:

— Napisz do mnie, jak dotrzesz na miejsce, dobra? A potem wyłącz telefon, żeby Sean nie mógł cię dręczyć.

Wspominałam już, jak bardzo kocham swoją psiapsiółkę?

Po tej rozmowie czuję się o niebo lepiej. Może to całkiem mądre zagranie z tym ulotnieniem się z akademika na weekend. Mogę to potraktować jako miłą, krótką ucieczkę, kilka dni na poukładanie sobie w głowie i pozbieranie myśli. I póki Tucker i Dean będą się kręcić obok, nie będzie mnie kusić, by dzwonić do Seana. Tym razem faktycznie ze sobą zrywamy. Żadnego kontaktowania się ani nic z tych rzeczy, przynajmniej przez kilka tygodni. Albo miesięcy. A nawet lat.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy dam radę przetrwać to zerwanie. Całe lata byłam zakochana w tym facecie. A Sean naprawdę potrafi się słodko zachować. Na przykład wtedy, gdy pojawiał się w drzwiach z zupą za każdym razem, gdy zachorowałam. I kiedy…

Uwaga! Grząski teren!

W głowie wyje alarm, ostrzega mnie przed własną głupotą. O nie, nie pozwolę sobie na odwrót. Co z tego, że ten facet potrafił zachować się słodko? To nie ma znaczenia, bo przecież potrafił się zachowywać dokładnie odwrotnie, czego dowodem jest wczorajszy wieczór.

Prostuję ramiona i przyspieszam kroku zdeterminowana, by trzymać się obranego planu gry. Sean i ja to historia. Koniec. Nie mogę się z nim spotkać ani do niego napisać, ani w żaden inny sposób stanąć na jego drodze. Pierwszy dzień życia bez Seana właśnie się oficjalnie rozpoczął.

Dean

Jest piątek wieczór, a ja leżę rozwalony na sofie w pokoju dziennym, piję sobie piwko, podczas gdy dwie blondyny — dwie bardzo seksowne, bardzo nagie blondyny — cmokają się przed moim nosem. Moje życie jest fantastyczne.

— Najlepszy wieczór w życiu — mówię wolno. Przyklejam wzrok do trasy pokonywanej przez dłonie Kelly, które przesuwają się w kierunku sterczących cycków Michelle. Kelly je ściska, a ja jęczę. — A byłoby jeszcze lepiej, gdyby panie przeniosły się z imprezą tutaj.

Odklejają się od siebie bez tchu, śmieją się, zerkając w moją stronę.

— Daj nam argument za — kokietuje Kelly.

Wyginam brew, a potem ściskam w dłoni twardego jak kamień kutasa.

— Czy ten argument jest wystarczająco dobry?

Michelle podchodzi do mnie pierwsza, kołysząc biodrami i trzęsąc cyckami. Jej tyłek faluje, gdy wspina się na mnie i przywiera ustami do moich ust. Sekundę później Kelly usadawia się obok i wpija w moją szyję ciepłe i miękkie wargi. Jee-zuu. Jestem tak twardy, że odczuwam wręcz ból, ale te dwie boginie są zdeterminowane, by zmusić mnie do błagania. Torturują mnie pocałunkami. Długie, transowe pocałunki i mokre, bezwstydne języki, strategiczne liźnięcia i delikatne kąsanie obliczone na to, bym po prostu oszalał.

Chciałbym powiedzieć, że ten nasz nieprzyzwoity trójkącik to coś nowego w moim życiu albo że łatka kobieciarza do potęgi, przyklejona mi przez kumpli z drużyny hokejowej, to gruba przesada. Ale tak nie jest. Ta łatka to strzał w dziesiątkę. Lubię się pieprzyć. I dużo się pieprzę. Możecie mi skoczyć.

Kelly owija palcami mojego fiuta, a ja chrząkam.

— Chryste. Ale mi się poszczęściło, co?

— Poszczęści ci się za chwilę — mówi Michelle, odrzucając długie włosy na plecy. — Pamiętasz, że z orgazmem czekasz na nas, tak?

Święta racja, złożyłem obietnicę i zamierzam jej dotrzymać. W przeciwieństwie do tego, co sądzą o mnie ci wszyscy dupowaci kumple, wyznaję zasadę, że w seksie chodzi o kobietę. Albo o kobiety, jeśli rozmawiamy o tym przypadku. Dwie piękne, chętne kobitki napalone nie tylko na mnie, ale i na siebie nawzajem.

Czy to niebo? Dean Di Laurentis zjawił się z wizytą. Dzięki za zaproszenie.

— No nic. Chyba najwyższy czas zacząć zabawę — ogłaszam, a potem kładę Michelle na poduszkę i zbliżam wargi do jej piersi.

Chwytam sutek i ssę go mocno, a biodra dziewczyny wciskają się w sofę przy akompaniamencie jej jęków. Kątem oka rejestruję przesuwający się cień. Kelly pochyla się obok i liże drugi sutek Michelle. O słodki Jezusku! Jęczę wystarczająco głośno, by zbudzić zmarłych.

Kelly zerka na mnie z uśmiechem.

— Pomyślałam sobie, że przyda ci się pomoc. — Potem pocałunkami toruje sobie drogę po płaskim brzuchu Michelle w kierunku punktu, w którym zaczynają się uda przyjaciółki.

Zapomnijcie o niebie. To nirwana.

Podążam szlakiem obranym przez Kelly, moje usta podróżują po opalonej skórze i słodkich krągłościach, aż dochodzę do miejsca, na którego widok zaczynam się ślinić. Kelly już je smakuje. Jasna cholera. Nie wiem, czy dam radę kontrolować się na tyle długo, by obie odpaliły pierwsze. Już jestem blisko krawędzi.

Ignorując pulsowanie tam niżej, zwilżam dolną wargę, przysuwam usta w kierunku cipki Michelle i… rozlega się pieprzony dzwonek do drzwi.

Ja pierdolę. Wyciągam szyję w kierunku zestawu kina domowego. Cyfrowy zegarek na odtwarzaczu Blu-ray pokazuje dwudziestą trzydzieści. Próbuję sobie przypomnieć, czy któremuś z chłopaków powiedziałem, że może wpaść wieczorem, ale nie, dziś gadałem jedynie z moimi współlokatorami, a oni wszyscy poszli w długą. Godzinę temu Garrett i Logan wyjechali do Bostonu ze swoimi dziewczynami, a Tucker umówił się z jakąś laską do kina.

— Zaraz do tego wrócimy. — Przeciągam ponętnie językiem po udzie Michelle, a potem wstaję z kanapy i szukam bokserek.

Ze schowanym kutasem śpieszę na korytarz, by otworzyć drzwi. Kiedy widzę, kto stoi na podeście, mrużę oczy.

— Kiepskie wyczucie czasu, laleczko — oznajmiam najlepszej przyjaciółce Hannah. — Twoja kumpelka już wybyła. Wróć w niedzielę. — Przesuwam się, by zamknąć drzwi. No kawał ze mnie chamskiego skurczybyka.

Niestety, blondynka na podeście wsuwa między drzwi a futrynę stopę odzianą w czarnego śniegowca.

— Przestań się zgrywać na dupka, Dean. Dobrze wiesz, że zostaję tu na weekend.

Moje brwi gwałtownie szybują w górę.

— Że co proszę? — Przyglądam się jej uważniej i dostrzegam wypchany po brzegi plecak zwisający z jej ramienia. I różową podręczną walizkę u jej stóp. Allie Hayes wysyła w eter ciężkie westchnienie.

— Masz wszystko w esemesie od Logana. A teraz wpuszczaj mnie do środka. Zimno mi.

Odchylam głowę. A potem niezbyt delikatnie wykopuję jej stopę z drogi.

— Zaczekaj tu. Zaraz wracam.

— Chyba sobie jaja ro…

Zamykane drzwi tłumią wzburzony okrzyk.

 

Walcząc z irytacją, wpadam z powrotem do salonu. Michelle i Kelly, kompletnie pochłonięte baraszkowaniem, nawet nie zauważyły mojego powrotu. Przez niemal minutę szukam telefonu i kiedy w końcu zgarniam go z podłogi, odkrywam, że przyjaciółka Hannah wcale się ze mnie nie nabijała. Na ekranie widnieje pięć nieprzeczytanych wiadomości, bo kto ma głowę do czytania esemesów, gdy jest mięsem w kanapce z seksownych dziewczyn. Trójkąciki mają gdzieś sprawdzanie telefonów. Rozumie się samo przez się.

Logan: Hej stary, Allie, przyjaciółka Wellsy, nocuje u nas w ten weekend.

Logan: Trzymaj rozporek zapięty. Ani ja, ani G nie palimy się, by skopać ci tyłek, jeśli będziesz próbował sztuczek. Ale Wellsy wydaje się w walecznym nastroju. Więc: kutas=gacie=wara od gościa.

Hannah: Chłopaki, Allie zostanie z wami do niedzieli. Przechodzi trudny czas. Byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdybyście próbowali to wykorzystać. Chyba nie chcecie mnie unieszczęśliwić, co chłopaki?

Parskam śmiechem. Niezła z tej Hannah dyplomatka. Szybko skanuję wzrokiem ostatnie dwie wiadomości.

Garrett: Allie śpi w moim pokoju.

Garrett: Twój fiut śpi w twoim pokoju.

Ja pierdzielę, czemu wszyscy mają obsesję na punkcie mojego fiuta?

I nie mogli mieć gorszego wyczucia czasu. Żałosnym spojrzeniem ponownie omiatam sofę. Palce Kelly są dokładnie tam, gdzie moje życzyłyby sobie znajdować się w tej chwili.

Odchrząkuję i obie dziewczyny zerkają w moją stronę. Oczy Michelle zaszły mgłą od przyjemności wywołanej ekstrauwagą ze strony przyjaciółki.

— Mówię to z bólem serca, ale panie muszą opuścić ten lokal — oznajmiam.

Dwie pary oczu się poszerzają.

— Słucham?! — wyrzuca Kelly jednym tchem.

— Za drzwiami stoi nieoczekiwany gość — burczę. — A to oznacza, że dom przechodzi właśnie pod nadzór rodzicielski.

Michelle chichocze.

— A od kiedy to przeszkadza ci widownia podczas pieprzenia się?

Fakt. Zwykle mam głęboko gdzieś, czy ktoś jest w pobliżu. A właściwie to nawet wolę towarzystwo. Ale nie będę się afiszować swoją rozwiązłością przed przyjaciółką Hannah. Ani przed samą Hannah czy Grace. Chłopkami się nie przejmuję. Dobrze znają zasady gry. Ale wiem, że Garrettowi i Loganowi nie podobałoby się bałamucenie ich dziewczyn. Od chwili przestawienia się na tryb stałych związków moi byli skrzydłowi zmienili się w świętoszków. To naprawdę smutne.

— Ten gość to delikatny kwiatuszek — dodaję oschle. — Pewnie zemdlałaby na widok naszej trójki w akcji.

— Wcale nie! — rozzłoszczony głos Allie dobiega z korytarza.

Jestem równie rozzłoszczony. Jakim prawem ładuje się do środka, jakby to był jej dom? O nie!

Rzucam jej gniewne spojrzenie.

— Powiedziałem, że masz czekać na zewnątrz.

— A ja powiedziałam, że jest mi zimno! — odkrzykuje. I chyba nie rusza jej fakt, że trzy i pół metra dalej znajdują się dwie nagie dziewczyny.

Michelle i Kelly przyglądają się Allie z taką uwagą, jakby była garstką bakterii pod mikroskopem. Potem przestają jej poświęcać uwagę, jakby była, no cóż, niczym więcej niż garstką bakterii pod mikroskopem. Tak się składa, że w moim towarzystwie laski wykazują tendencję do rywalizacji, ale to oczywiste, że w tym wypadku Allie nie jest postrzegana jako konkurencja.

Sam nie wiem, czy się temu dziwię. Allie jest zakutana w czarną puchową kurtkę, śniegowce i rękawice, a jasne włosy wystają spod czerwonej wełnianej czapki. Mamy zaledwie początek listopada — zero śniegu, ledwo wyczuwalny chłód w powietrzu, więc nic nie tłumaczy tego opatulenia się od stóp do głów. No chyba że bycie szajbuską. I właśnie zaczynam podejrzewać, że Allie Hayes jest wariatką, ponieważ ładuje się bezceremonialnie do salonu i opada na fotel naprzeciwko komody.

Rozpina kurtkę, omiatając wzrokiem dziewczyny, a potem odwraca się do mnie.

— A może przeniósłbyś się z tą imprezką na górę? Zostanę tu i obejrzę film.

— Możesz iść do pokoju Garretta i tam obejrzeć film — odparowuję. Ale, prawdę mówiąc, to już nie ma znaczenia. Nastrój prysł, a ja nie czułbym się komfortowo, zabawiając się z dwoma laskami i mając świadomość, że przebywam w domu z najlepszą przyjaciółką Hannah.

Wzdychając, odwracam się do dziewczyn.

— Przekładamy zabawę na kiedy indziej?

Żadna z nich nie chwyta za broń. Najwyraźniej Allie nie tylko zepsuła nastrój, ale wypaliła całą pieprzoną ziemię i pokryła ją solą, by raz na zawsze pozbyć się chwastów podniety.

Allie prawie nie zwraca uwagi na ubierające się dziewczyny. Jest zbyt zajęta zdejmowaniem tysięcy warstw zimowych ubrań i układaniem ich na oparciu fotela. Uporawszy się z tym zadaniem, prezentuje się znacznie drobniej w czarnych legginsach i oversizowym topie i nie marnując ani chwili, usadawia się wygodnie w dużym, pluszowym fotelu.

Odprowadzam Kelly i Michelle do drzwi. Każda z nich wygląda, jakby miała mnie ugryźć. Na pożegnanie oznajmiają mi, że będą mnie trzymać za słowo z przełożeniem figli na kiedy indziej. Zmywają się, a ja zostaję z opuchniętymi ustami i twardym kutasem.

Wracam do salonu z marsową miną.

— Zadowolona? — pytam wyzywająco.

— Z czego?

— Z zafundowania mi fiutobloka.

Allie się śmieje.

— Istnieje jakiś powód, dla którego nie mogłeś zabrać Jasnej i Jaśniejszej na górę? Nikt ci nie kazał wykopywać ich z domu z mojego powodu.

— Naprawdę myślisz, że mógłbym się tam pieprzyć ze świadomością, że siedzisz na dole?

To wywołuje kolejną salwę śmiechu.

— Przecież masz w zwyczaju uprawiać publiczne bzykanie. Cały czas. Co cię obchodzi, że jestem w domu? — Popada w zadumę. — No chyba że problem tkwi w pójściu do twojego pokoju. Hannah wspominała mi, że zawsze zabawiasz się w salonie. W czym problem? Masz pluskwy w łóżku czy coś takiego?

Zaciskam zęby.

— Nie.

— No to czemu nie zabawiasz się na górze?

— Bo… — waham się, a moje czoło znów się marszczy. — To nie twoja sprawa. A co ty tu w ogóle robisz? Bristol House się pali?

— Ukrywam się. — Allie wypowiada to tak, jakbym miał rozumieć, o co chodzi. Potem się rozgląda. — Gdzie jest Tucker? Garrett mówił, że tu będzie.

— Wyszedł.

Wydyma dolną wargę.

— O kurde, to do dupy. Na pewno obejrzałby ze mną jakiś film. No nic, twoje towarzystwo musi mi wystarczyć.

— Najpierw załatwiłaś mi fiutobloka, a teraz oczekujesz, że dotrzymam ci towarzystwa?

— Spokojnie, jesteś ostatnią osobą na ziemi, którą wybrałabym na towarzystwo, ale mam obecnie kryzysową sytuację, a tylko ty jesteś pod ręką. Musisz dotrzymać mi towarzystwa, Dean. W przeciwnym razie zrobię coś naprawdę głupiego i całe moje życie legnie w gruzach.

Hannah wspominała kiedyś, że Allie studiuje aktorstwo i ma zajęcia z dramatu. No tak. Wszystko jasne.

— Proszę…

Błagalny wyraz nie ustępuje z jej twarzy. A ja od zawsze na widok dużych niebieskich oczu zmieniam się we frajera. Szczególnie gdy należą do ślicznych blondyneczek z cudownymi zderzakami.

— Wygrałaś — ustępuję. — Dotrzymam ci towarzystwa.

Jej twarz się rozjaśnia.

— Jaki film obejrzymy?

W gardle uwięzło mi westchnienie. W piątkowy wieczór, zamiast bawić się w seksownym trójkącie, będę niańczył najlepszą przyjaciółkę dziewczyny swojego najlepszego przyjaciela.

Och, i wciąż jestem twardy jak skała dzięki pożegnalnym pocałunkom Kelly i Michelle.

Kurewsko cudownie.