BłądTekst

Z serii: Off-Campus #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4
Grace

Moje serce wali jak szalone, w uszach bębni mi jego szybki rytm, gdy miota się dziko między żebrami.

O mój Boże.

On chce mnie pocałować?

— Chyba że coś mi się przewidziało — upewnia się.

Przełykam ślinę, desperacko próbując zapanować nad pędzącym pulsem. Rozmowa nie wchodzi w grę. Moje gardło zablokowało się na amen. Chociaż moja sprawność motoryczna nie jest mocna ograniczona, daję radę skinąć głową.

Jego śmiech podgrzewa powietrze między nami.

— Czy mam rozumieć, że coś mi się przewidziało, czy że chcesz, bym cię pocałował?

Jakimś cudem jestem w stanie wydobyć z siebie pełną odpowiedź.

— Chcę, żebyś mnie pocałował.

Chichocząc, przysuwa się bliżej i delikatnie kładzie mnie na plecach. Unosi się nade mną i każdy mięsień w moim ciele napina się w niecierpliwym wyczekiwaniu. Kładzie dłoń na moim biodrze i wzdrygam się tak mocno, że trudno, by tego nie zauważył.

Kąciki jego ust unoszą się w nieznacznym uśmiechu. Te usta są coraz bliżej i bliżej moich ust. Jeszcze tylko kilka centymetrów. Milimetrów.

A potem jego wargi muskają moje i, jasna cholera, całuję się z Johnem Loganem.

Niemal natychmiast mój umysł zalewa tabun myśli i trudno wyłowić tę jedną konkretną. Słyszę niekończące się kazania ojca na temat szanowania siebie i zachowywania się przyzwoicie na studiach. A potem radosny głos mamy, nakazujący mi dobrze się bawić i żyć pełnią życia. I gdzieś pomiędzy tymi głosami słyszę podekscytowany pisk: „Całujesz się z Johnem Loganem! Całujesz się z Johnem Loganem!”.

Ma takie ciepłe usta i mocne wargi. Na początku całuje mnie delikatnie. Subtelny, zmysłowy, kokieteryjny pocałunek uwalnia we mnie jęk. Liże moją dolną wargę, skubie ją lekko, a potem koniuszkiem języka posuwa się po krawędzi moich ust. Smakuje jak cukierek i z jakichś powodów to sprawia, że znowu jęczę. Gdy w końcu wsuwa we mnie swój język, wydaje chrapliwy pomruk, który wibruje we mnie i przenika głęboko do środka.

Całowanie się z Loganem to najbardziej niesamowita rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam. Mogę już zapomnieć o rodzinnych wakacjach w Egipcie, kiedy miałam dziewięć lat. Splendor piramid i świątyń czy zajebisty Sfinks są niczym w porównaniu z uczuciem, jakie wywołują we mnie usta tego faceta.

Nasze języki się spotykają i Logan znów mruczy chrap liwie, a potem przesuwa dłoń po moim ciele i obejmuje lewą pierś. O cholera. Alarm obmacywania cycków. Myślałam, że mieliśmy się tylko całować, ale teraz się pieścimy.

Nie mam stanika pod koszulką, więc kiedy jego kciuk pociera i uciska mój sutek przez bardzo cienki materiał, to z koniuszków piersi startuje rozgrzana fala i dociera prosto do łechtaczki. Moje ciało płonie, napina się boleśnie z ekscytacji. Język Logana smakuje mnie głęboko, a palce pieszczą nabrzmiały sutek. Czuję dotyk jego lekko kołyszących się bioder. Jego erekcja jest jak parzące piętno na moim udzie, a świadomość, że to ja go podnieciłam, rozpala mnie nieprawdopodobnie.

Odrywa się od moich warg, ciężko oddychając.

— Czy powinienem się martwić, że twoja współlokatorka może się tu zjawić w każdej chwili?

— Nie, nie wraca dzisiaj na noc. Pojechała do jakiejś knajpy w mieście i ma przenocować u tej całej Caitlin z Kappa Beta. Uważam to zresztą za kiepski pomysł, ponieważ ostatnim razem, gdy się spotkały, omal ich nie aresztowano za upicie się w miejscu publicznym, ale wtedy Ramona zaczęła flirtować z gliniarzem i…

Logan zamyka mi usta kolejnym pocałunkiem.

— Wystarczy mi proste „nie” — mruczy na moich wargach. A potem sięga po moją dłoń i kładzie ją prosto na twardej wypukłości w swoich spodniach. W tej samej chwili dotyka mnie między nogami.

O kurde. Znów alarm, tym razem bije poniżej pasa.

Nie martwię się, w jaki sposób moje ciało odpowie jego dłoni — wystarczy, by raz poruszył powoli ręką, by eksplodowała we mnie fala przyjemności. Nie, to moja dłoń uruchamia przypływ nerwów. Dłoń, która w tej chwili głaszcze erekcję Logana powstrzymywaną przez rozporek spodni.

Robiłam już wcześniej laskę i kilka razy loda zakończonego ogromnym sukcesem, ponieważ… no, była sperma i w ogóle. Ale nie jestem na tyle doświadczona, by uważać się za ekspertkę w zabawach z penisem. Poza tym te wszystkie dotychczasowe zbliżenia z penisem dotyczyły jednego faceta, Brandona, mojego byłego chłopaka z liceum, równie niedoświadczonego, jak ja.

A jeśli dać wiarę tym wszystkim plotkom, to Logan przespał się z połową dziewczyn w Briar. Brzmi to wręcz niewiarygodnie i wiem, że te dane mogą być trochę przesadzone, ale nie zmienia to faktu, że zaliczył więcej przygód niż ja.

— Tak jest dobrze? — pyta, głaszcząc mnie między nogami.

Kiwam głową i pieszczę go przez spodnie, aż z jego ust wymyka się udręczony jęk.

— Kurwa, zaczekaj. — Przesuwa się, a mnie przestaje bić serce, gdy uzmysławiam sobie, że rozpina spodnie. Opuszcza je na tyle nisko, by uwolnić swoją erekcję z bokserek, a potem szarpie za pas moich spodni i bielizny.

Sekundę później muska dłonią moje nagie łono, a ja unoszę odruchowo biodra, szukając bliskiego kontaktu.

Logan drażni się palcem wskazującym z moją łechtaczką.

— Lepiej? — pyta, jego głos jest gęsty i chrapliwy.

O wiele, wiele lepiej. Tak dobrze, że zaczyna mi wirować w głowie, przez co moja odpowiedź ogranicza się do sapiącego bełkotu.

Uśmiecha się na dźwięk tej niezrozumiałej odpowiedzi, pochyla się i całuje mnie ponownie. Wolną ręką sięga po moją prawą dłoń i przyciąga ją do swojej erekcji, delikatnie owijając ją moimi drżącymi palcami. Jest długi i twardy, a jego gładkie, gorące ciało przesuwa się bez trudu w mojej zamkniętej pięści.

Dosłownie płonę. Fale podniecenia kumulują się w moim wnętrzu i gdy Logan wsuwa we mnie środkowy palec, moje wewnętrzne mięśnie zaciskają się dookoła niego z tak intensywną siłą, że zapominam, jak się oddycha.

Nie przestajemy się całować. Nawet po to, by złapać powietrze. Dyszymy ciężko, nasze splątane języki wiją się, a dłonie ciężko pracują. Logan pociera kciukiem moją łechtaczkę, jednocześnie poruszając w środku palcem. Czuję wzbierającą we mnie falę przyjemności napierającą na ciasny węzeł niecierpliwego wyczekiwania, przez który zaczynam poruszać biodrami w niekontrolowany sposób.

Mijają minuty. A może godziny. Nie mam pojęcia, ponieważ jestem zbyt przytłoczona niesamowitymi wrażeniami. Pieszczę jego penisa, ściskając żołądź przy każdym ruchu w górę, aż do momentu, gdy jego biodra również zaczynają się kołysać i szorstki rozkaz opuszcza jego usta.

— Szybciej.

Przyspieszam, a on napiera na moją pięść z niskim jękiem, jego oddech łaskocze moje wargi, gdy przerywa pocałunek. Ma zamknięte oczy, rysy twarzy napięte, a zęby wbiły się w dolną wargę.

— Zaraz wytrysnę — mamrocze.

Ekscytacja pulsuje między moimi nogami i wiem, że on czuje, jaka jestem mokra, ponieważ znów jęczy, a jego palec zanurza się głębiej, szybciej. Kilka sekund później zwalnia, opiera czoło o moje ramię i wypina biodra do przodu ten jeden ostatni raz, zanim zamiera w bezruchu.

W moich dłoniach wytryskuje strumień, a Logan powoli otwiera oczy i rozmarzona przyjemność, która w nich tańczy, wstrzymuje mi oddech. Jasna cholera. Nie sądzę, bym kiedykolwiek wcześniej widziała coś bardziej seksownego niż John Logan tuż po swoim orgazmie.

Nadal oddycha z trudem, gdy spotyka się z moim spojrzeniem.

— Miałaś orgazm?

Cholera. No tak. Jego palec wciąż tkwi we mnie. Nie rusza się, ale zdążył przypomnieć niedoszły orgazm, który zaczął we mnie wzbierać, zanim zdekoncentrowałam się widokiem jego twarzy podczas wytrysku, gorączkowym ruchem jego bioder i seksownymi dźwiękami, które wydawał.

Ale za bardzo się wstydzę przyznać, że jeszcze nie doszłam. On już tak, więc jakoś mi niezręcznie prosić, aby kontynuował.

Zatem kiwam głową i mówię:

— Aha.

Cień wątpliwości przemyka przez jego oczy, ale nie mija chwila, nim siada gwałtownie na łóżku i mówi:

— Powinienem już iść.

Ignoruję równe dawki rozczarowania i irytacji zaciskające się w moim żołądku.

Serio? Nie może się nawet wysilić na kilkuminutową gadkę szmatkę po figlach? Co za książę.

Robi się jeszcze bardziej niezręcznie. Logan sięga po chusteczki z pudełka na stoliku i się wyciera. Udaję, że jestem spokojna i opanowana, podciągając spodnie i obserwuję go, jak robi to samo. Udaje mi się nawet przywołać swobodny uśmiech, gdy on dzwoni z mojej komórki po taksówkę. Na szczęście tym razem udaje mu się połączyć od razu, dzięki czemu niezręczna chwila nie przeciąga się w czasie.

Odprowadzam go do drzwi, przy których waha się przez moment.

— Dzięki za gościnę — mówi szorstko. — Dobrze się bawiłem.

— Aha, pewnie. Ja też.

Chwilę później już go nie ma.

Rozdział 5
Logan

Wchodzę do pokoju po porannym prysznicu, by usłyszeć dzwonek telefonu. Ponieważ wszyscy ludzie w moim wieku wysyłają esemesy, zamiast dzwonić, nie muszę nawet patrzeć na wyświetlacz, by wiedzieć, kto dzwoni.

— Cześć, mamo — witam się. Poprawiam ręcznik i podchodzę do komody.

— Mamo? Niech mnie wszyscy święci. Więc to prawda? To znaczy wydawało mi się, że urodziłam pięknego chłopczyka dwadzieścia jeden lat temu, ale to jakieś odległe wspomnienie. Ponieważ gdyby tak było, on pewnie dzwoniłby do mnie częściej niż raz w miesiącu, prawda?

Śmieję się, mimo że w klatce piersiowej poczułem ukłucie wyrzutów sumienia. Ma rację. Ostatnio byłem beznadziejnym synem, zbyt zajętym świętowaniem końca sezonu i pracami na zaliczenie, by dzwonić do niej tak często, jak powinienem.

 

— Przepraszam — mówię ze szczerą skruchą. — Zawsze mamy urwanie głowy na koniec semestru.

— Wiem. Dlatego nie zawracałam ci głowy. Uczysz się pilnie do egzaminów?

— Pewnie. — Aha. Nawet jeszcze nie otworzyłem książki.

Mama od razu mnie przejrzała.

— Nie ściemniaj matce, Johnny.

— No dobra, jeszcze nie zacząłem — przyznaję. — Ale dobrze wiesz, że najlepiej pracuję pod presją czasu. Możesz zaczekać chwilę?

— Tak.

Odkładam telefon i zrzucam ręcznik, potem wciągam spodnie dresowe. Z wilgotnych włosów pojedyncze krople wody spadają na gołą klatkę piersiową, więc wycieram ręcznikiem głowę i ponownie przykładam telefon do ucha.

— Jestem. Co tam słychać w pracy? I jak się ma David?

— Dobrze i świetnie.

Przez kolejne dziesięć minut gawędzi o nowej pracy — jest menedżerką restauracji w Bostonie — a potem opowiada, co słychać u mojego ojczyma. David jest księgowym, to facet nudny jak flaki z olejem. Ale jednocześnie kocha moją mamę z całego serca i traktuje ją jak królową, więc nie mogę go zupełnie przekreślić.

W końcu dochodzi do tematu planów na lato i gdy porusza temat mojego taty, przybiera ten sam co zawsze ostrożny ton.

— Więc rozumiem, że znów będziesz pracował z ojcem?

— Tak. — Staram się brzmieć swobodnie. Już dawno uzgodniliśmy z bratem, że nie będziemy jej wyjawiać prawdy. Mama nie musi wiedzieć, że tato znów pije, i nie mam zamiaru wciągać jej w ten syf. Wygrzebała się z tego i niech tak zostanie. Zasługuje na szczęście i chociaż David jest nudziarzem do kwadratu, to potrafi ją uszczęśliwiać.

Za to Ward Logan dobrze wie, jak ją unieszczęśliwiać. Nie bił jej ani nie znęcał się nad nią psychicznie, ale to ona musiała sprzątać po nim cały burdel. To ona musiała się zajmować jego pijackimi humorami i ciągłymi wizytami na odwyku. To ona zbierała go z podłogi, gdy wracał do domu zalany w trupa i padał nieprzytomny w korytarzu.

Kurwa, nigdy nie zapomnę tej sytuacji. Miałem osiem czy dziewięć lat, a ojciec zadzwonił do domu o drugiej nad ranem. Świrował, bełkocząc do słuchawki, bo spił się jak świnia w jakimś barze i kiedy wylądował w samochodzie, nie miał pojęcia, gdzie się znalazł. Był akurat sam środek zimy i mama nie chciała zostawiać mnie i brata samych w domu, więc zapakowała nas do samochodu i w trójkę jeździliśmy, szukając go godzinami po mieście. Znaliśmy jedynie połowę nazwy ulicy, ponieważ tabliczkę przykrył śnieg, a ojciec był zbyt pijany, by podejść i ją odsłonić.

Gdy go w końcu znaleźliśmy i doprowadziliśmy do samochodu, pamiętam, jak siedząc na tylnej kanapie, po raz pierwszy w życiu poczułem litość. Zrobiło mi się żal własnego ojca. I kamień spadł mi z serca, gdy następnego dnia mama zawiozła go na odwyk.

— Mam nadzieję, że płaci ci stosownie, kochanie — mówi mama, a w jej głosie wybrzmiewa smutek. — Spędzacie z Jeffreyem tyle godzin w warsztacie.

— Oczywiście, że nam płaci. — Ale czy stosownie? Kurwa, nie. Wystarczy mi na czynsz i wydatki w ciągu roku akademickiego, ale z pewnością nie jest to stosowna wypłata za pełen etat harówy.

— To dobrze. — Milknie. — Wciąż możesz wziąć tydzień wolnego, by nas odwiedzić?

— Planuję tak zrobić — zapewniam ją. Jeff i ja już opracowaliśmy grafik, tak by każdy z nas mógł wyskoczyć do Bostonu i spędzić trochę czasu z mamą.

Rozmawiamy jeszcze przez kilka minut, a potem rozłączam się i idę na dół, by znaleźć coś do jedzenia. Przygotowuję miskę płatków, jakieś otręby, nudne dziadostwo, do którego zmusza nas Tuck, bo z jakichś powodów stał się wrogiem cukru. Siadam przy kuchennym blacie i natychmiast wracam myślami do wydarzeń z wczorajszego wieczoru.

Opuszczenie pokoju Grace pięć sekund po tym, jak mi zrobiła dobrze, było totalnie dupowatym ruchem. Wiem o tym. Ale musiałem się stamtąd wynieść. Jak tylko doszedłem do siebie po orgazmie, pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to: „Co ja tu, do cholery, wyprawiam?”. Serio. To znaczy Grace była super, seksowna i zabawna. Ale czy naprawdę upadłem już tak nisko, że muszę palcować laski, których nawet nie znam? I nawet nie mogę tłumaczyć się alkoholem, ponieważ byłem zupełnie trzeźwy.

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Ona nawet nie miała orgazmu.

Zaciskam zęby. Oczywiście, słyszałem jej jęki, ale jestem na dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewien, że nie miała orgazmu, choć twierdziła inaczej. A raczej kłamała. Ponieważ gdy kobieta odpowiada zdawkowym „aha” na pytanie, czy miała orgazm, to nazywamy to kłamstwem.

A na deser to kijowe „Aha, pewnie, ja też”, którym mnie poczęstowała w odpowiedzi, sugerując, że niby dobrze się bawiła. Nie dość, że nie miała orgazmu, to jeszcze nie zachwyciła się moim towarzystwem. Tyle w temacie posiniaczonego męskiego ego.

Sam nie wiem, co o tym myśleć. Przecież nie jestem idiotą. Nie żyję w magicznej bańce, w której orgazmy spadają z nieba i lądują w łóżku kobiety za każdym razem, gdy uprawia seks. Dobrze wiem, że one czasami udają.

I wiem też, że — podobnie jak większość facetów na ziemi — lubię myśleć, że nie udają ze mną.

Kurwa. Powinienem wziąć jej numer telefonu. Dlaczego, do cholery, o niego nie poprosiłem?

Znam odpowiedź. Przez ostatni miesiąc miałem wszystko gdzieś i nie zawracałem sobie głowy tym, by po seksie prosić laski o numer telefonu. A raczej wcześniej, bo w trakcie i po byłem zbyt zalany, by o tym pamiętać.

Głuchy odgłos kroków z korytarza wyrywa mnie z zamyślenia. Podnoszę wzrok akurat, gdy Garrett wchodzi do kuchni.

— Dzieńdoberek — mówi.

— Dzieńdoberek. — Wpycham łyżkę płatków do buzi, ze wszystkich sił, starając się zignorować natychmiastowe ukłucie skrępowania i jednocześnie przeklinając się za to, że w ogóle czuję coś takiego.

Do jasnej cholery, Garrett Graham to mój najlepszy przyjaciel. Nie mam się czuć niezręcznie w jego towarzystwie.

— Gdzie wylądowałeś wczoraj wieczorem? — Sięga po miskę z kredensu, łyżkę z szuflady i dołącza do mnie przy blacie.

Długo przeżuwam, ale wreszcie odpowiadam:

— Byłem z taką jedną. Oglądaliśmy film.

— Fajnie. Ktoś, kogo znam?

— Nie, sam poznałem ją dopiero wczoraj. — „I najprawdopodobniej nie zobaczę jej już nigdy więcej, bo najwyraźniej jestem samolubnym kochankiem i towarzystwem do dupy”.

Garrett ładuje trochę płatków do miski i sięga po karton z mlekiem, którego nie schowałem do lodówki.

— Hej, a zadzwoniłeś już do tego agenta?

— Nie, jeszcze nie.

— Czemu?

„Bo nie ma sensu”.

— Bo jeszcze się do tego nie zabrałem. — Mój ton jest ostrzejszy, niż zamierzałem i w szarych oczach Garretta błyszczy uraza.

— Nie musisz mi dokopywać. Tylko pytam.

— Sorry. Ja… sorry. — Co za elokwencja. Tłumiąc westchnienie, przeżuwam kolejną porcję płatków.

Zapada między nami krótka cisza aż do momentu, gdy Garrett w końcu odchrząkuje.

— Słuchaj, rozumiem to, OK? Nie zostałeś wybrany w drafcie i to jest do dupy. Ale to nie znaczy, że nie masz innych opcji. Teraz sam jesteś sobie panem i ty rozdajesz karty. Nie blokuje cię żadna drużyna, co oznacza, że możesz podpisać kontrakt z kimś, kto będzie tego chciał. A jestem pewien, Logan, że cholernie będą tego chcieli.

Ma rację. Jestem pewien, że wiele drużyn chciałoby, żebym dla nich grał. Jestem pewien, że jedna z nich sama by mnie wyselekcjonowała — gdybym tylko przystąpił do draftu.

Ale Garrett o tym nie wie. Myśli, że przez ostatnie dwa lata byłem pomijany i — czy wspominałem już, jakim jestem beznadziejnym przyjacielem? — pozwalałem mu tak myśleć. I chociaż brzmi to jak stek bzdur, jest mi o niebo łat wiej, gdy mój najlepszy przyjaciel jest święcie przekonany, że nie zostałem wybrany, niż gdybym miał się przyznać, że nigdy nie przejdę na zawodowstwo.

Widzicie, Garrett świadomie nie przystąpił do draftu. Postanowił najpierw skończyć studia, by oprzeć się pokusie, która przychodzi, gdy zostaje się wybranym. Wielu studiujących zawodników decyduje się rzucić szkołę, gdy drużyna z NHL się o nich upomni, trudno zresztą oprzeć się zespołom, które dobrze wiedzą, jakich argumentów użyć, by nakłonić zawodników do porzucenia studiów. Ale Garrett to mądry facet. Wie, że straciłby przynależność do NCAA — organizacji sportowej zrzeszającej uczelnie wyższe. Wie też, że podpisanie kontraktu z drużyną nie gwarantuje natychmiastowego sukcesu ani nawet znalezienia się w kadrze meczowej.

Kurde, obaj widzieliśmy, co się stało z naszym kumplem z drużyny — Chrisem Little’em. Koleś został wybrany w drafcie, przeszedł na zawodowstwo, grał przez pół sezonu, a potem? Nabawił się kontuzji i musiał zapomnieć o grze. Na zawsze. Facet nie tylko już nigdy nie postawi nogi na lodzie, lecz także wydał każdy zarobiony cent na pokrycie kosztów leczenia. Z tego, co słyszałem, kończy jakąś zawodówkę, by zdobyć konkretny fach. Spawanie czy inne gówno.

Więc tak, Garrett rozgrywa to z głową. A ja? Od samego początku wiedziałem, że nie przejdę na zawodowstwo.

— Przecież Gretzky też nie uczestniczył w drafcie, a zobacz tylko, co osiągnął. Facet jest legendą. Prawdopodobnie to najlepszy zawodnik w historii hokeja.

Garrett wciąż gada, próbuje mnie „pokrzepić”, a ja jestem rozdarty i nie mogę się zdecydować, czy chcę warknąć na niego, by się zamknął, czy przytulić go ze wszystkich sił za bycie takim obłędnym przyjacielem.

Nie decyduję się na żadną z tych opcji. Zamiast tego postanawiam go udobruchać.

— Zadzwonię do agenta w poniedziałek — kłamię.

Odpowiada zadowolonym skinieniem.

— Dobra.

Znów zapada cisza. Ładujemy nasze puste miski do zmywarki.

— Wybieramy się wieczorem do Malone’s — mówi Garrett. — Ja, Wellsy, Tuck i może Danny. Idziesz z nami?

— Nie mogę. Muszę zacząć zakuwać do egzaminów.

To smutne, ale zaczynam się gubić w tych wszystkich kłamstwach, którymi raczę mojego najlepszego przyjaciela.

Grace

— Przepraszam, możesz to powtórzyć? — Ramona gapi się na mnie, zupełnie mi nie dowierzając, jej oczy są tak okrągłe, jak dwa ciemne spodki filiżanki.

Wzruszam ramionami, jakbym wcale nie dzieliła się z nią hitem stulecia.

— John Logan wpadł tu wczoraj wieczorem.

— „John Logan wpadł tu wczoraj wieczorem” — powtarza jak echo.

— Tak.

— Przyszedł do naszego akademika.

— Tak.

— Ty byłaś w tym pokoju, a on wszedł do środka i potem oboje tu siedzieliście. W tym pokoju.

— Tak.

— Więc John Logan zjawił się u naszych drzwi, wszedł do środka i był tutaj. Z tobą. Tutaj.

Śmiech bulgocze w moim gardle.

— Tak, Ramona. Ustaliłyśmy już, że on był tutaj. W tym pokoju.

Rozdziawia usta. Potem je zamyka. Potem znów otwiera, by wydobyć z siebie pisk tak bardzo świdrujący w uszach, że woda w mojej szklance mogłaby się od tego zatrząść jak w tej scenie z Parku Jurajskiego.

— O mój Boże! — Podbiega do mojego łóżka i rzuca się na nie. — Opowiadaj mi wszystko!

Nadal ma na sobie imprezowe ciuchy z zeszłej nocy: króciutką mini, która podjeżdża wysoko na jej udach, gdy siada, i srebrne szpilki, które strąca w okamgnieniu podekscytowanym kopniakiem.

Gdy Ramona wmaszerowała do pokoju, wytrzymałam całe trzy sekundy, zanim podzieliłam się wczorajszą rewelacją, ale teraz, gdy utkwiła we mnie to podekscytowane spojrzenie, moje gardło się jakby zatkało. Nagle wstydzę się opowiedzieć, do czego doszło poprzedniej nocy, ponieważ… cóż… nazwijmy rzeczy po imieniu: to nie było zachwycające.

Było fajnie, gdy oglądaliśmy film. I strasznie mi się podobały nasze figle — przynajmniej do tego kulminacyjnego momentu, po którym facet wstał i po prostu się zmył. Kto tak postępuje?

Nic dziwnego, że jego podboje ograniczają się do podrywów na imprezach bractw. Jego panienki są prawdopodobnie zbyt pijane, by zauważyć, czy miały orgazm. Zbyt pijane, by sobie uświadomić, że John Logan to jedna wielka ściema.

Ale zdążyłam już otworzyć moją niewyparzoną buzię, więc teraz muszę czymś nakarmić Ramonę. Nie spuszcza ze mnie wzroku, gdy tłumaczę, że Logan pomylił drzwi i wylądował na moim łóżku, by oglądać film.

— Oglądaliście film? I to wszystko?

 

Czuję, że moje policzki robią się ciepłe.

— No…

Kolejny pisk świdruje powietrze.

— O mój Boże! Pieprzyłaś się z nim?

— Nie — odpowiadam szybko. — Oczywiście, że nie. Przecież prawie go nie znam. Ale… no, całowaliśmy się.

Waham się, czy dodać coś jeszcze, ale ten news wystarcza, by rozświetlić oczy Ramony. Wygląda jak dzieciak, który właśnie dostał swój pierwszy rower. Albo kucyka.

— Całowałaś się z Johnem Loganem! Eeeeech! Ale jazda! Dobrze całuje? Zdjął koszulę? A spodnie?

— Nie — kłamię.

Moja najlepsza przyjaciółka nie jest już w stanie usiedzieć spokojnie. Zeskakuje z łóżka i zaczyna skakać dookoła na palcach.

— Nie wierzę. Normalnie nie wierzę, że mnie tu nie było, by to wszystko zobaczyć na własne oczy.

— Od kiedy kręci cię podglądactwo? — pytam oschle.

— Jeśli chodzi o Johna Logana, to od zawsze. Godzinami mogłabym podglądać, jak się całujecie. — Nagle gwałtownie łapie powietrze. — O mój Boże, napisz do niego natychmiast i poproś, by przysłał ci zdjęcie swojego fiuta!

— Co? Nie!

— Oj tam, daj spokój, schlebisz mu tylko i — kolejny haust powietrza. — Nie, napisz i zaproś go na wieczór! I niech przyprowadzi Deana.

Nie jest moją intencją psucie radości Ramony, ale biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich Logan zmył się wczoraj, muszę zgasić jej frajdę kubłem zimnej wody.

— Nie mogę, nawet gdybym chciała — wyznaję. — Nie mam jego telefonu.

— Co? — Wygląda na zdruzgotaną. — Co ci odbiło? Ale przynajmniej dałaś mu swój?

Potrząsam głową.

— Nie miał przy sobie telefonu. I jakoś nie było okazji, by dać mu numer.

Ramona nie odzywa się przez chwilę. Wyraziste brązowe oczy skupiają się na mojej twarzy, zwężają się badawczo, jakby próbowała przebić się do mojego umysłu.

Kręcę się, bo zaczyna mnie to krępować.

— Co?

— Gadaj prawdę — żąda. — Czy on naprawdę tu był?

Jestem zszokowana.

— Pytasz serio? — Odpowiada mi nieznacznym wzruszeniem ramion, więc szok zmienia się w przerażenie. — Dlaczego miałabym zmyślić taką historię?

— Nie wiem… — Odgarnia kosmyk ciemnych włosów za ucho wyraźnie zakłopotana. — Po prostu… no wiesz, on jest starszy, i seksowny, i nie wymieniliście się numerami…

— I to znaczy, że kłamię? — Zrywam się na nogi, absolutnie znieważona.

— Nie, oczywiście, że nie. — Zaczyna się wycofywać, ale już jest za późno. Zdążyłam się wkurzyć i ruszam do drzwi. — Dokąd idziesz?! — krzyczy za moimi plecami. — Oj, daj spokój, Grace. Wierzę ci. Nie musisz wypadać jak burza.

— Nie wypadam jak burza. — Rzucam jej chłodne spojrzenie przez ramię, potem chwytam torebkę. — Za piętnaście minut spotykam się z tatą. Muszę już iść.

— Naprawdę? — pyta sceptycznie.

— Naprawdę. — Zmuszam się, by nie zmrozić jej wzrokiem. — Ale to nie znaczy, że nie jestem teraz na ciebie superwkurzona.

Rzuca się na mnie i obejmuje ramionami, nim zdążyłabym ją powstrzymać. Jej ciasny uścisk zdołał zatamować przepływ powietrza w moich płucach. To jeden ze znaków rozpoznawczych jej przytuleń mówiących „Wybacz mi”, którymi obdarowuje mnie częściej, niż zdołałabym obliczyć.

— Proszę, nie bądź na mnie zła — błaga. — Przepraszam za tamto pytanie. Wiem, że nie zmyśliłabyś czegoś takiego, ale po powrocie opowiesz mi wszystko z detalami, dobra?

— Aha, w porządku — mruczę, ale nie dlatego, że faktycznie tak myślę, ale dlatego, że chcę się stąd wydostać i nie przyłożyć jej w twarz.

Uwalnia mnie z uścisku, a na jej twarzy maluje się ulga.

— Super. No to widzimy się pó…

Jestem już za drzwiami.