Żona za milion

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Gdy uniosła powieki, zobaczyła wilcze oczy – bursztynowe źrenice nakrapiane złotem i obrzeżone czernią, które wpatrywały się w nią badawczo – i grube brwi ściągnięte nad orlim nosem.

– Athena. – Głos był niski i ciepły, a zmysłowy akcent sprawił, że dreszcz przebiegł jej po plecach. – Chyba zrobiło ci się słabo. To dlatego wypadłaś z okna?

Zamrugała i skupiła wzrok na ciemnej męskiej twarzy znajdującej się kilka centymetrów od niej.

– Luca?

Nagle dotarło do niej, że trzyma ją w swoich silnych ramionach.

– Złapałem cię – wyjaśnił, co tłumaczyło, dlaczego nie leży na żwirowej ścieżce z połamanymi kośćmi.

Fakt, że uratował ją Luca De Rossi, był kolejnym wstrząsem w tym dniu, który coraz bardziej przypominał senny koszmar. Jednak mężczyzna przed nią sprawiał wrażenie jak najbardziej realnego. Uświadomiła sobie, że jej policzek spoczywa na jego szerokiej piersi. Dostrzegała cień ciemnych włosów pod jego białą koszulą. Ostry zapach wody po goleniu rozpalił jej zmysły i przypomniał o tej księżycowej nocy w pałacowych ogrodach w Zenhabie.

Zrobiło jej się gorąco, a jej twarz obalała się pąsem.

– Co ty tu robisz? – wymamrotała.

– Przyjechałem na ślub. Znamy się z Charlesem Fairfaxem z Eton. – Luca zmarszczył czoło. – Moje nazwisko musi figurować na liście gości.

– Nie widziałam jej. – Athenie oczy wezbrały łzami. – Dasz wiarę? Nie wiem nawet, kogo zaproszono na moje własne wesele.

Luca wiedział, że dziewczyna nie doznała wstrząśnienia mózgu, bo złapał ją, zanim upadła na ziemię, ale nadal nie mówiła do rzeczy. Powściągnął zniecierpliwienie i postawił ją na nogi. Zachwiała się niepewnie. Twarz miała białą jak suknia.

Na widok tej ostatniej jego serce projektanta wzdrygnęło się z obrzydzenia. Spódnica była tak szeroka, że teoretycznie powinna była zadziałać jak spadochron podczas upadku z okna, pomyślał sardonicznie.

– To głupota stawać przy otwartym oknie, jeśli słabo się czujesz.

„Głupota” doskonale mnie podsumowuje, pomyślała z goryczą Athena. Przypomniała sobie, jak Charlie nazwał ją „niespecjalnie bystrą” i cała się w środku zwinęła z upokorzenia.

– Nie wypadłam. Chciałam uciec. – Podniosła lekko głos. – Nie mogę wyjść za Charlesa!

Nad jej ramieniem Luca obserwował grupkę kelnerów z trudem taszczących do namiotu ogromną lodową rzeźbę łabędzia. W drugim zakątku ogrodu wyładowywano z furgonetki klatki z białymi gołębiami, które miały zostać wypuszczone w trakcie przyjęcia. Ślub zapowiadał się na niezły cyrk, a kobieta przed nim wyglądała jak klaun, w tej absurdalnej sukni i z twarzą oklejoną toną makijażu. Ledwo w niej rozpoznał skromną, bezpretensjonalną Athenę Howard, którą poznał w Zenhabie.

– Proszę. – Podał jej okulary, które poszybowały przez powietrze, tuż zanim wylądowała w jego ramionach.

– Dziękuję. – Włożyła je i zamrugała niczym sowa.

– Nie pamiętam, żebyś miała je w Zenhabie.

– Zwykle noszę szkła kontaktowe, ale przez ostatnich kilka tygodni byłam tak zajęta przygotowaniami do ślubu, że zapomniałam zamówić nowe.

Poczuła, jak zalewa ją dobrze znane poczucie niższości i nieudolności. To prawda, że była zapominalska. „Gdybyś tylko nie chodziła z głową w chmurach, Atheno”, narzekali jej rodzice, gdy dorastała. „Gdybyś przestała pisać te głupie historyjki i skupiła się na nauce, twoje oceny z matematyki byłyby o niebo lepsze”.

Myśl o rodzicach sprawiła, że poczuła się jeszcze gorzej. Nigdy nie udawało jej się sprostać ich oczekiwaniom. Chwilę później wyobraziła sobie Charliego i Dominica razem w łóżku i żołądek skurczył jej się ze wstydu: nie potrafiła nawet wzbudzić pociągu w mężczyźnie. A już na pewno nie w takim jak Luca De Rossi, pomyślała studiując jego rysy twarzy i egzotyczną oliwkową karnację. Przyglądał jej się spod spuszczonych powiek z lekko cynicznym uśmieszkiem na ustach, który sprawiał, że wydawał się jednocześnie zdystansowany i nieziemsko seksowny.

Pod dom podjechała furgonetka z nazwą producenta sztucznych ogni wymalowaną na bokach. Charlie mówił, że lady i lord Fairfax wydali tysiące funtów na pokaz fajerwerków, który miał zwieńczyć przyjęcie, przypomniała sobie nagle Athena. Widok auta wzmógł jej panikę.

– Muszę uciekać! – rzuciła desperackim tonem.

Luca pamiętał o prośbie Kadira, by nie dopuścił do ślubu, gdyby Athena się rozmyśliła. Fakt, że ryzykowała życie, by uniknąć małżeństwa, wydał mu się dość dobitnym dowodem na to, że do tego doszło.

– Zaparkowałem samochód obok leśniczówki. Jeśli zaraz się zmyjemy, może nikt nas nie zauważy.

Athena zawahała się i zerknęła na okno sypialni Charliego w drugim końcu domu. Miała wrażenie, że ktoś się tam poruszył za zasłoną, ale musiało jej się przewidzieć, bo gdy przyjrzała się raz jeszcze, nikogo nie zobaczyła. Ogarnęło ją niezdecydowanie.

– Na co czekasz?

Zniecierpliwienie w głosie Luki sprawiło, że się odwróciła i ruszyła za nim ścieżką. Chwilę później zatrzymali się przy sportowym aucie o futurystycznym wyglądzie, które, pomimo długiej eleganckiej sylwetki, okazało się zaskakujące małe w środku.

– Nie zmieszczę się – stwierdziła, przenosząc wzrok z auta na swoją ogromniastą suknię.

– Odwróć się. – Luca uznał, że nie pora bawić się w konwenanse. Uniósł skraj jej sukni na wysokość talii i rozwiązał tasiemkę paska drutowanej halki.

– Co ty wyprawiasz? – wykrzyknęła Athena, gdy poczuła jak jego ręce prześlizgują się po jej udach, gdy ściągał halkę.

Zaczerwieniła się na myśl, że ogląda ją w przezroczystych pończochach trzymających się na szerokich pasach koronki. Przytrzymał ją za rękę, by nie straciła równowagi, wychodząc z halki. Bez sztywnej ramy suknia była znacznie mniej nieporęczna i Athena zdołała się jakoś wcisnąć na siedzenie obok kierowcy. Luca zawinął dokoła niej długą spódnicę i zatrzasnął drzwiczki. Potem wsunął się za kierownicę i ruszył z piskiem opon. Bóg jeden wiedział, jak szybko. Drzewa i krzewy migały za szybą, gdy pędzili wąskimi wiejskimi dróżkami i Athena przymknęła oczy, przerażona, że lada chwila nie zmieszczą się w zakręt i wylądują na polu.

– Dokąd mam cię zabrać?

Nie odpowiedziała, bo nie miała pojęcia. Pragnęła tylko uciec przed ślubem, nie zastanawiała się nad tym, co zrobi później.

– Chcesz, żebym cię zawiózł do domu? Gdzie mieszkasz?

Luca łatwiej panował nad pojazdem niż nad swoim zniecierpliwieniem. Mimo że bez drucianej halki rozmiary sukni bardzo się zmniejszyły, auto nadal wypełniały metry białej satyny. Dio, jak to się stało, że wylądował z uciekającą panną młodą na karku, tak jakby nie miał dość własnych problemów?

Giselle przesłała mu wcześniej esemesa z informacją, że chce wziąć ślub w Wenecji, co go rozjuszyło nie na żarty. Sam zaplanował skromny ślub cywilny w Mediolanie z pocieszającą myślą, że gdy tylko odbębnią formalność, on zapewni córce bezpieczeństwo i Villę De Rossi, a Giselle otrzyma swój milion. Dlaczego kobiety muszą zawsze wszystko komplikować?

– Nie mogę jechać do domu. Mieszkam z rodzicami. Na pewno nie będę chcieli mnie widzieć, gdy się dowiedzą, co zrobiłam.

– A masz może jakąś przyjaciółkę, u której mogłabyś się tymczasowo zatrzymać? Koleżankę z pracy, która ci pomoże?

Athena uświadomiła sobie, że oddaliła się od własnych przyjaciół z chwilą, gdy weszła do kręgu towarzyskiego Charliego. Zaś jego przyjaciele bankierzy i ich żony, mimo jej starań, nigdy jej tak naprawdę nie polubili.

– Nie pracuję – przyznała.

I nagle dotarło do niej, że bez własnego dochodu nie ma też środków na utrzymanie. Kilkaset marnych funtów zgromadzonych na rachunku oszczędnościowym nie pozwoli jej nawet wynająć lokum na czas, zanim znajdzie jakieś zajęcie.

– Co w takim razie porabiasz całymi dniami? – spytał Luca.

Pomyślał o Giselle, której jedynym zajęciem było robienie zakupów i wydawanie pieniędzy. Dziwne, ale gdy na ślubie Kadira poznał Athenę, nie wydała mu się jedną z tych próżnych damulek, które pachną, udzielają się towarzysko i nic więcej. Sprawiała wrażenie całkiem miłej, choć zupełnie nie była w jego typie. Zwykle leciał na emanujące seksem blondynki z nogami do samej ziemi – nie filigranowe brunetki o przepaścistych oczach.

Tamten pocałunek w pałacowych ogrodach musiał być skutkiem uroku zenhabskiego księżyca. Athena posłała mu nieśmiały uśmiech, a on z jakiejś niepojętej przyczyny musnął wargami jej usta. Poczuł ich drżenie i przez jedną szaloną chwilę miał ochotę posunąć się dalej, przytrzymać dłonią jej szyję i zmiażdżyć te różane usta swoimi wargami. Ogarnęło go zaskakująco silne podniecenie, a jej miękkie, apetycznie zaokrąglone ciało wydało się nagle nieodparcie kuszące i chętne. Ale wtedy mignął mu pierścionek zaręczynowy na jej palcu i szybko się pożegnał.

Wyobraźnia to dziwna sprawa, myślał. Niemal poczuł znowu smak Atheny na wargach i rozpoznawał zapach jej perfum – tę delikatną woń starodawnych róż, która wypełniała samochód i drażniła mu zmysły.

– Przez kilka ostatnich miesięcy uczęszczałam na kursy kuchni francuskiej, układania kwiatów i organizacji przyjęć, tak żebym potrafiła wydawać obiady dla klientów Charliego – wyjaśniła Athena, myśląc jednocześnie, że teraz te umiejętności będą jej zupełnie niepotrzebne.

Wstrzymała oddech, gdy Luca wcisnął nagle hamulec, pokonując ostry zakręt. Z naprzeciwka zbliżał się w ich kierunku sznur srebrnych limuzyn przystrojonych białymi wstęgami – ewidentnie podążały do Woodley Lodge, żeby zabrać oblubieńców i gości do kościoła.

Serce podjechało jej do gardła. Co ja najlepszego zrobiłam? – pomyślała spanikowana. Co zrobią jej rodzice, gdy się dowiedzą, że uciekła sprzed ołtarza?

 

Przypomniała sobie kapelusz matki przystrojony jedwabnymi różami, dumę w głosie ojca, i nagle emocje wzięły nad nią górę. Łzy polały jej się po policzkach strumieniem i Athena zaczęła mało elegancko pociągać nosem, czując się tak podle, jak jeszcze nigdy jej się to nie zdarzyło.

– Proszę – powiedział Luca szorstko, wciskając jej w dłoń chusteczkę.

Nigdy jeszcze nie widział, by kobieta tak płakała. Był przyzwyczajony do krokodylich łez, które pojawiały się, ilekroć któraś z jego kochanek czegoś chciała. Płeć piękna ma niesamowitą zdolność uruchamiania takich wodospadów, gdy jej to na rękę, pomyślał. Ale te łzy były inne. Athena ewidentnie była zdruzgotana i nie mógł na to patrzeć.

Sięgnął do schowka na rękawiczki i wyciągnął piersiówkę.

– Weź kilka łyków brandy. Poczujesz się lepiej.

– Nie piję alkoholu – wydusiła Athena między spazmami.

– Wygląda na to, że dziś jest dobry dzień, żeby zacząć – rzucił sucho.

Athena nie miała sił się spierać – zwłaszcza gdy spojrzała na zacięty profil Luki. Wzięła ostrożny łyczek koniaku i poczuła ciepło rozchodzące się po żyłach.

– Pewnie się zastanawiasz, dlaczego odwołałam ślub.

– Nieszczególnie. Kadir prosił, żebym się upewnił, czy jesteś szczęśliwa, i jeśli nie, nie dopuścił do niego. Nie moja sprawa, dlaczego się rozmyśliłaś.

– Kadir prosił, żebyś zapobiegł ślubowi?

Luca zerknął na nią i poczuł ulgę, widząc, że brandy przywróciła jej kolory.

– Lexi uważała, że popełniasz błąd, a Kadir zrobi wszystko, by się nie martwiła, zwłaszcza tuż przed porodem.

Zrobiłem, o co mnie proszono, skonstatował w myślach Luca. Jednak ani Kadir, ani Athena najwyraźniej nie wybiegli myślą w swoich planach poza wstrzymanie ślubu. Wiedział, że nie może zostawić dziewczyny na pastwę losu, ale jedynym miejscem, dokąd mógł ją zabrać, był jego hotel. Może tam, pocieszał się w myślach, biedaczka dojdzie jakoś do ładu ze swoimi emocjami i zniknie z jego życia, a on będzie mógł się skupić na własnych przedślubnych problemach z Giselle.

Athena wzięła kolejny łyczek brandy i poczuła lekkie odprężenie. Głowa pękała jej od płaczu, więc przymknęła oczy, wsłuchując się w kojący pomruk silnika.

Zbudził ją ostry dźwięk klaksonu i ze zdumieniem zobaczyła, że stoją w korku. Rzut oka na zegarek powiedział jej, że spała czterdzieści minut. Popatrzyła na opalone dłonie Luki na kierownicy i poczuła skurcz w żołądku. Przez głowę przeleciał jej obraz tych dłoni pieszczących jej ciało. Głośno przełknęła ślinę.

– Gdzie jesteśmy?

– W Londynie. W Mayfair, dokładnie mówiąc. Zatrzymasz się na razie w moim hotelu i zastanowisz się, co zamierzasz dalej. – Podał jej kolejną chusteczkę. – Na wypadek gdybyś chciała przetrzeć twarz, zanim wejdziemy do środka.

Athena rozpoznała nazwę ekskluzywnego, pięciogwiazdkowego hotelu, którego okna wychodziły na Marble Arch i Hyde Park. Gdy zerknęła do lusterka, miała ochotę spalić się ze wstydu: twarz wysmarowana czarną maskarą, z czerwoną szminką rozsmarowaną na brodzie, przypominała halloweenową maskę.

Chwilę później Luca zaparkował na podziemnym hotelowym parkingu i wjechali windą do wykwintnego hotelowego lobby, a Athena przemknęła szybko do toalety, by uniknąć ciekawskich spojrzeń innych gości, zaintrygowanych widokiem zapłakanej panny młodej.

W jednym z boksów wyszorowała twarz pod strumieniem ciepłej wody. Następnie zaczęła wyjmować szpilki przytrzymujące kok, który przesunął jej się na bok głowy. Potem wyszczotkowała włosy, żeby pozbyć się warstwy lakieru. Wydała stłumiony krzyk, gdy w czeluściach torebki zadzwonił jej telefon. Na widok słowa „mama” na wyświetlaczu poczuła bolesny skurcz w dołku.

Tymczasem w hotelowym lobby Luca postukiwał stopą o marmurową posadzkę i próbował zapanować nad zniecierpliwieniem, czekając, aż Athena opuści toaletę. Długie doświadczenie obcowania z kobietami podpowiadało mu, że mogą minąć godziny, zanim to się stanie. Przeczytał więc ponownie ostatni esemes, który otrzymał od Giselle.

Chcę, żeby moje cztery siostrzenice były druhnami na naszym weselu. Widziałam przepiękne suknie w sam raz dla nich.

Do wiadomości dołączone było zdjęcie słodkiego do obrzydliwości dziecka przebranego w strój pastereczki. Luca zazgrzytał zębami. Druhny! Giselle przeciągała strunę. A kolejna wiadomość dawała jasno do zrozumienia, że ma świadomość swojej przewagi.

Mam nadzieję, że się zgodzisz, chéri, bo z pewnością nie muszę Ci przypominać, że za dwa tygodnie kończysz trzydzieści pięć lat.

Groźba była jasna: rób, co chcę, albo… Albo co? – pomyślał ponuro Luca. Ryzyko, że jego lalusiowata narzeczona zrezygnuje z miliona funtów z powodu kłótni o druhny było równe niemal zeru, ale nie chciał kusić licha, gdy był tak blisko celu.

Zadzwoniła jego komórka i skrzywił się, widząc, że dzwoni brat jego babki, wiceprezes zarządu De Rossi Enterprises, Emilio Nervetti.

– Ten utrzymujący się brak pewności co do tego, kto pokieruję firmą, odbija się na zyskach. – Starzec przeszedł od razu do rzeczy. – Zamierzam poprosić zarząd o wycofanie poparcia dla ciebie. Zgodnie z warunkami testamentu mojej kochanej siostry Violetty stracisz stanowisko prezesa, chyba że ożenisz się przed swoimi urodzinami, na co najwyraźniej się nie zanosi.

– Przeciwnie – rzucił krótko Luca. – Mój ślub odbędzie się w przyszłym tygodniu, zanim skończę trzydzieści pięć lat. To pozwoli mi zachować stanowisko prezesa De Rossi Enterprises, a po roku małżeństwa nie tylko zapewnię sobie dozgonnie tę funkcję, ale także własność Villa De Rossi oraz prawo używania nazwiska De Rossi dla marki modowej, którą stworzyłem.

Przez kilka chwil w słuchawce wybrzmiewała pełna gniewu cisza. W końcu Emilio rzucił zimno:

– Jestem pewien, że członkowie zarządu odetchną z ulgą na wieść, że zamierzasz porzucić hulaszczy tryb życia i się ustatkować. Obawiam się jednak, że ja nie mogę mieć takiej pewności. Odziedziczyłeś rozpasanie swojej matki, Luca. A tylko Bóg jeden wie, co odziedziczyłeś po swoim ojcu. Kimkolwiek był.

Luca się rozłączył i zaklął siarczyście pod nosem. Przytyki ciotecznego dziadka do jego pochodzenia nie były niczym nowym, ale nadal wytrącały go z równowagi.

Rodzony dziadek Luki, Aberto De Rossi, nie miał wizjonerskiego spojrzenia swojego ojca, założyciela De Rossi Enterprises, Raimonda De Rossiego, ale przynajmniej pewnie kierował firmą. Nie doczekał się jednak syna i z jego braku umieścił w zarządzie córkę. Z katastrofalnym skutkiem. Beatriz była zbyt zajęta przyjęciami i zabawą, by interesować się firmą, a jej skandaliczne życie prywatne kompromitowało markę De Rossi i skutkowało spadającymi zyskami. W końcu Aberto stracił cierpliwość i uczynił swoim dziedzicem wnuka – z zastrzeżeniem, że ten odziedziczy firmę tylko za zgodą swojej babki i dopiero po jej śmierci. Luca znał przyczynę tych warunków oraz niechęci, z jaką odnosili się do niego dziadkowie.

Był bastardo – owocem przelotnego związku Beatriz i krupiera z kasyna – i w oczach rodziny nieprawdziwym De Rossim. Odziedziczył wprawdzie talent pradziada do innowacyjnych projektów, ale stanowił jednocześnie dla dziadków pełne wstydu memento, że ich jedyna córka wystawiła rodzinę na pośmiewisko.

Luca zacisnął szczęki. Stawał na rzęsach, by zdobyć uznanie bliskich, ale nigdy nie zasłużył na ich miłość. A po śmierci Aberta, Violetta zaczęła na niego naciskać, by się ożenił i zapewnił dziedzica. Zapewne uważała, że potomek bastardo jest lepszy niż brak potomka, pomyślał gorzko Luca. Zaś mocą jej ostatniej woli miał się ożenić przed trzydziestymi piątymi urodzinami albo Villa De Rossi zostanie przekazana konsorcjum, które zamierzało przekształcić ją w hotel. Luca zaś miał stracić stanowisko prezesa De Rossi Enterprises i otrzymać zakaz piastowania jakiejkolwiek funkcji w firmie oraz używania nazwiska rodu do promowania swojej marki modowej. Ta ostatnia groźba była jasnym przypomnieniem, że otrzymał nazwisko De Rossi tylko dlatego, że matka nie wiedziała, jak nazywa się jego ojciec. Pomimo wszystkiego, co zrobił dla firmy, wysiłków, by przywrócić jej prestiż, dla dziadków i niektórych członków zarządu już na zawsze pozostanie tylko bękartem.

Na tę myśl znowu zalała go fala gniewu. Nie zależało mu na kontrolowaniu De Rossi Enterprises, a swoją własną firmę mógł zawsze przemianować – być może nawet cieszyłoby go to wyzwanie i konieczność zaczynania wszystkiego od nowa. Z ogromną chęcią stanąłby nad grobem babki i zaśmiał się w głos z jej prób manipulacji. Jednak istniał jeden powód, dla którego nie mógł tego uczynić. Dwa powody, poprawił się w myślach. Pierwszym była Villa De Rossi, drugim zaś jego córka Rosalie, którą kochał nad życie i był gotów zrobić wszystko, by ją chronić – nawet za cenę własnej dumy.

Rozejrzał się po lobby i zobaczył Athenę wychodzącą z toalety. Bez grubej warstwy makijażu wyglądała młodziej, zaś rozpuszczone włosy opadające jej niemal do talii, nie były brązowe, jak mu się wcześniej wydawało, tylko kasztanowe i błyszczały jak jedwab.

Gdy się do niego zbliżała, zorientował się, że znowu płakała. Oczy za szkłami okularów były obwiedzione czerwoną obwódką. Zastanawiał się, czy nie żałuje rezygnacji ze ślubu z Charlesem Fairfaxem, ale zaraz napomniał się w myślach, że to nie jego sprawa.

Suknia ślubna przyciągała spojrzenia innych gości. Luca pomyślał, że powinien zabrać dziewczynę do swojego apartamentu i napoić hektolitrami herbaty, którą najwyraźniej Brytyjczycy konsumowali w ogromnych ilościach w chwilach kryzysów. Nie miał jednak ani czasu, ani cierpliwości rozwiązywać jej problemów, gdy miał po dziurki w nosie własnych.

Zauważył kelnera, który pracował w hotelowym barze.

– Miguel, to jest miss Athena Howard. Zaprowadzisz ją do baru i przygotujesz jej jakiś koktajl? – Posłał Athenie krótki uśmiech. – Muszę zadzwonić. Dołączę do ciebie za kilka minut.

W barze było tylko kilka osób i ku wielkiej uldze Atheny udało jej się skryć za wielką paprocią, tak by nie przyciągać ciekawskich spojrzeń. Wiedziała, że powinna czym prędzej kupić sobie zapas normalnych ubrań, jednak nie uśmiechała jej się przechadzka Oxford Street w sukni ślubnej.

– Czy zdecydowała już pani, czego się napije?

– Hmm. – Athena wpatrywała się w kartę drinków. Z pewnością nie zamierzała prosić kelnera o „Seks na plaży”! – Mógłby mi pan polecić coś świeżego i owocowego?

– Może „Małe smutki”?

Brzmiało to niewinnie i choć nie bardzo pasowało do sytuacji – bo jej smutki były wielkie – jakby ją zaklinało, uznała Athena.

– Doskonale.

Kelner wrócił po kilku chwilach ze złocistym napojem przybranym plasterkami limonki. Athena pociągnęła mały łyczek. Smakował jabłkami i czymś, czego nie potrafiła zidentyfikować, ale był smaczny i rozchodził się przyjemnym ciepłem w jej krwiobiegu.

Wróciła myślą do rozmowy telefonicznej z matką.

Veronica Howard, w sposób typowy dla siebie, nie dała córce dojść do słowa, tylko zalała ją tyradą wyrzutów na temat tego, jak to znowu Athena zawiodła rodziców.

– Jak mogłaś rzucić biednego Charliego niemal przed ołtarzem i uciec z jakimś włoskim playboyem, który zmienia kochanki równie często, jak inni mężczyźni skarpetki? Czy choć przez chwilę pomyślałaś, jak oboje z ojcem będziemy się czuli, gdy lady Fairfax wyjaśni nam, co zrobiłaś? Biedny Charles ma złamane serce.

– Chwileczkę… Luca nie jest… – usiłowała wtrącić Athena. – Skąd w ogóle o nim wiecie?

– Charles widział, jak odjeżdżasz z nim jego sportowym autem – rzuciła ostro Veronica. – Najwyraźniej podejrzewał już od dawna, że spotykasz się z innym mężczyzną za jego plecami. Miał jednak nadzieję, że po ślubie uszczęśliwi cię i wszystko się ułoży. Wyobrażasz sobie, jak bardzo był zdruzgotany, gdy odkrył akurat dzisiaj, że masz romans z jego szkolnym kolegą?

– Nie mam żadnego romansu. To Charlie…

Athenę kusiło, by wyjawić matce prawdziwy powód zerwania z narzeczonym, nie potrafiła jednak zniżyć się do takiej podłości.

– Musisz namówić Charlesa, by poinformował rodziców, jak naprawdę przedstawia się sytuacja.

– Musieć to ja muszę porozmawiać z fotoreporterem z pisma „High society” i wyjaśnić, dlaczego nie mogą już liczyć na pięciostronicową relację z twojego ślubu w następnym numerze – rzuciła zimno Veronica. – Oboje z ojcem nigdy ci tego nie zapomnimy – oznajmiła i zakończyła rozmowę.

Athena wysączyła drinka, zaś kelner niemal natychmiast pojawił się z kolejnym. Piła go, tłumiąc łzy. Rodzice – zwłaszcza matka – nigdy je nie słuchali, pomyślała ze smutkiem. Gdy była mała, puszczali mimo uszu jej prośby, by nie zmuszali jej do gry w tenisa, gry na skrzypcach i lekcji baletu, do którego zupełnie nie miała drygu, przypominając bardziej słonia niż łabędzia, jak szydziły z niej koleżanki. Dopiero gdy skończyła szkołę z oceną „przeciętna” na każdym świadectwie i wyrytą głęboko w jej głowie, porzucili nadzieję na to, że obudzi się w niej jakiś talent. Gdy zaś zdobyła uprawnienia przedszkolanki – bo uwielbiała dzieci – naciskali na nią, by jeszcze raz zdawała na studia i została chociaż nauczycielką. Słowem, od urodzenia była dla nich jednym wielkim rozczarowaniem. Po części właśnie dlatego nie powiedziała im, że jako nastolatka była molestowana seksualnie przez nauczyciela łaciny. Teraz, osuszając kieliszek i sięgając po drugiego drinka – a może to był trzeci? – po raz enty zastanawiała się, czy nie sprowokowała jakoś tej napaści, czy nie była to jej wina.

 

Gdyby zdecydowała się zdradzić sekret Charlesa, musiałaby wyjawić rodzicom upokarzający fakt, że jej eksnarzeczony woli od niej swojego świadka. Zachodziła w głowę, czy naprawdę jest aż tak nieatrakcyjna, że, jak powiedział Charles, żaden mężczyzna jej nie zechce? Zarzucił jej zahamowania seksualne i prawda wyglądała tak, że miał rację, przyznała Athena, tłumiąc szloch i przechylając kolejną szklaneczkę.

Kelner natychmiast pojawił się z następnym drinkiem. Athena straciła już rachubę, ile ich wypiła – i po prawdzie nie interesowało jej to.

Przez drzwi baru widziała Lucę De Rossiego. Rozmawiał przez telefon w hotelowym lobby i wyglądał bosko. Athena zauważyła, że każda kobieta, która go mijała, rzucała mu powłóczyste spojrzenie. Wydawało się, że on sam jest nieświadom uwagi, jaką wzbudza, ale najpewniej był po prostu przyzwyczajony do zainteresowania płci pięknej, uznała ze smutkiem. Mężczyzna taki jak Luca nigdy nie musi się specjalnie starać. Wystarczy jeden uśmiech tych zmysłowych ust i większość kobiet pada mu do nóg – jak ona w Zenhabie.

Patrzyła, jak wchodzi do baru i zmierza w jej kierunku. Nagle poczuła, że koniecznie musi się dowiedzieć, dlaczego pocałował ją wtedy w Zenhabie.

Pomieszczenie zawirowało jej przed oczyma, gdy wstała z krzesła, a podłoga dziwnie się przekrzywiła, gdy ruszyła w jego stronę. Mimo to czuła się dziwnie pewna siebie, jakby nagle wszystkie jej zahamowania prysły. Nawet okrutna drwina Charlesa, że nikt nie zachce dwudziestopięcioletniej dziewicy, przestała boleć. Luca De Rossi, bóg seksu i notoryczny kobieciarz, kiedyś ją pocałował i bardzo możliwe – prawdopodobne nawet, uznała w przypływie pewności siebie – że będzie chciał to powtórzyć.

Potknęła się o skraj sukni, ale znowu złapał ją w swoje silne ramiona. Jest moim bohaterem, rycerzem na białym koniu, pomyślała, posyłając mu promienny uśmiech.

– Chyba się trochę wstawiłam – oznajmiła, usiłując skupić wzrok na jego twarzy. – Chociaż nie wiem dlaczego. Wypiłam tylko kilka przepysznych koktajli o nazwie „Śmiałe sutki”. – Zachichotała. – Ups. Nie chciałam powiedzieć sutki. – Przejęzyczyła się, ponieważ gdy patrzyła na Lucę, czuła łaskotanie w piersiach, a jej własne sutki zrobiły się gorące i twarde pod sztywnym stanikiem sukni. – Miałam na myśli „Małe smutki” – wyjaśniła, zastanawiając się, dlaczego nagle język nie mieści jej się w ustach. – Tak czy siak, zawierają sok jabłkowy.

– Oraz calvados i wódkę – mruknął Luca, usiłując zsunąć jej ramiona ze swojej szyi.

Przynajmniej przestała płakać, pomyślał, jednak ewidentnie wypiła z dużo, a jej suknia nadal przyciągała ciekawskie spojrzenia.

– Chyba najlepiej będzie, jak cię zabiorę do swojego pokoju i zamówię ci mocną kawę – rzucił lekkim tonem w nadziei, że uda mu się ewakuować ją stamtąd bez żadnych scen.

Zachwiała się i o mały włos nie upadła, gdyby jej nie złapał.

– Santa Madonna! – rzucił pod nosem. Ewidentnie nie była w stanie iść samodzielnie, zatem pozostawało mu tylko wziąć ją na ręce.

– Myślę, że to doskonały pomysł – rzuciła Athena ciut za głośno. – Zabierz mnie na górę, Luca, i pocałuj tak jak wtedy w Zenhabie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?