Tajemniczy Hiszpan

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chantelle Shaw
Tajemniczy Hiszpan

Tłumaczenie:

Anna Dobrzańska-Gadowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pokój wirował. Oślepiające światła migały jej przed oczami, tworząc wzory podobne do widywanych w dziecięcym kalejdoskopie.

Elin zamrugała i uświadomiła sobie, że wpatruje się w wiszący w salonie żyrandol. Wcześniej nigdy nie zwróciła uwagi, że kryształowe wisiory lśnią jak wspaniale oszlifowane drogie kamienie.

– Jeszcze jednego drinka?

Głos, który nagle odezwał się tuż obok niej, wyrwał ją z zamyślenia. Czuła się dziwnie zdezorientowana i oderwana od rzeczywistości, zupełnie jakby obserwowała samą siebie gdzieś z wysoka. Spróbowała skupić uwagę na mężczyźnie, który do niej mówił, i z pewnym trudem rozpoznała w nim jednego ze znajomych Virginii.

Elin nie znała nawet połowy osób, które zjawiły się w jej rodzinnej rezydencji w londyńskim Kensington, aby kontynuować rozpoczęte w nocnym klubie obchody jej urodzin.

– Nie możesz być dziś sama – oświadczyła Virginia, kiedy się okazało, że nocny klub zamyka się całkiem wcześnie, wbrew swojej nazwie. – Wspominałabyś tylko matkę i płakała. Zaraz powiem wszystkim, że teraz przenosimy imprezę do ciebie.

Elin nie protestowała, ponieważ dobrze wiedziała, że jej przyjaciółka ma rację – nie zniosłaby samotności wypełnionej wspomnieniami o wstrząsającej śmierci swojej przybranej matki. Powiedziała Ralphowi, że urodziny zamierza spędzić z przyjaciółmi w Szkocji, lecz zamarzająca mgła wywołała utrudnienia na lotnisku Gatwick i samolot nie mógł wystartować. Osoba, z którą najbardziej chciała przeżyć dzień urodzin, jej brat, Jarek, był teraz w Japonii, gdzie prowadził jakieś trudne negocjacje z ramienia Saunderson Bank. Nie mógł wykręcić się z tego zlecenia, a w każdym razie tak mówił, jednak Elin nie potrafiła się oprzeć wrażeniu, że Jarek unika jej, bo obwinia się za śmierć matki.

– Elin?

Pośpiesznie otrząsnęła się z niewesołych myśli. Tom, bo chyba tak się nazywał ten facet, stał zbyt blisko niej i patrzył na nią z takim wyrazem twarzy, że natychmiast pożałowała, że zdecydowała się włożyć sukienkę z bardzo śmiałym dekoltem, na której kupno namówiła ją Virginia.

Tom wyjął pusty kieliszek z jej dłoni.

– Jeszcze raz to samo?

– Lepiej nie – odparła powoli. – I tak wypiłam już za dużo.

To dziwne uczucie musiało się brać z faktu, że po prostu się upiła. Zazwyczaj po alkoholu chciało jej się spać, natomiast teraz ogarnęła ją jakaś dzika euforia. Rozpacz, w jakiej żyła przez ostatnie kilka miesięcy, wydawała jej się odległym wspomnieniem. Przez głowę przemknęła jej myśl, że może to właśnie było idealnym lekarstwem – należało pić na umór, tak jak ostatnio robił to jej brat.

Wiedziała jedno – za wszelką cenę, chociaż na parę godzin, chciała wyrzucić z pamięci obraz nieruchomo leżącej na podłodze matki.

– Co było w tym ostatnim koktajlu, który mi zrobiłeś? – spytała. – Smakował inaczej niż klasyczny Manhattan.

Mężczyzna rzucił jej dziwne spojrzenie.

– Może sypnąłem odrobinę jakiejś przyprawy, nie pamiętam.

Gdy objął ją w pasie, ledwo stłumiła dreszcz obrzydzenia. Był przystojny i pewnie wielu kobietom wydawał się atrakcyjny, miał jednak w sobie coś, co budziło jej niechęć.

– Chodźmy gdzieś, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał, skarbie – zamruczał.

– Jednak mam ochotę na drinka – rzuciła szybko. – Chce mi się pić.

Nie kłamała. Naprawdę dręczyło ją pragnienie, a na dodatek serce biło jej nienaturalnie szybko.

Kiedy Tom odwrócił się i ruszył w kierunku stołu pełniącego rolę baru, wybiegła do holu. Drogi dywan, który normalnie pokrywał prawie całą podłogę, leżał pod ścianą, zwinięty w gruby rulon, żeby ludzie mogli swobodnie tańczyć. Muzyka huczała tu jeszcze głośniej i głębokie basy wibrowały w całym jej ciele.

Ktoś chwycił ją za rękę i pociągnął na środek. Nie umiejąc się oprzeć szybkiemu rytmowi, odrzuciła do tyłu długie włosy i zaczęła tańczyć. Roześmiała się głośno, raz i drugi. Było jej dobrze, bo przecież tak dawno się nie śmiała.

W ostatnich miesiącach często odwiedzała nocne kluby razem z bratem, aby powstrzymać go od picia. Nauczyła się też, że najlepszym sposobem na odwrócenie uwagi paparazzich od Jarka było skupienie jej na sobie, imprezowała więc bez opamiętania i dbała, aby obiektywy aparatów wymierzone były raczej w nią niż w niego.

Tabloidy nazwały ją zepsutą i rozpuszczoną, niektórzy przedstawiciele mediów twierdzili, że przynosi wstyd lordowi Saundersonowi oraz pamięci jego żony.

„Czy właśnie takim zachowaniem Elin próbuje odwdzięczyć się ogólnie szanowanej parze filantropów, którzy zabrali ją i jej starszego brata z sierocińca w ogarniętej wojną Bośni, adoptowali i wychowali w luksusowych warunkach?”.

Taki sens miała większość tekstów na temat Elin. Dziewczyna nie przejmowała się tym, co piszą o niej brukowce, byle tylko paparazzi nie koncentrowali się na Jarku i nie doprowadzali do jeszcze większych nieporozumień między Ralphem i jego adoptowanym synem.

Jednak dziś wcale nie musiała udawać, że dobrze się bawi. Dziś była wyjątkowo pewna siebie i beztroska, i nawet w najmniejszym stopniu nie obchodziło jej to, że powodem tego wspaniałego nastroju był nadmiar alkoholu. Bo co z tego? Obchodziła swoje dwudzieste piąte urodziny i mogła robić, co jej się podobało, tańczyła więc i śmiała się na całe gardło, przerażona, że jeśli na chwilę przestanie, znowu wpadnie w tę czarną dziurę, w której tkwiła przez ostatnie pół roku.

Nie mogła narzekać na brak partnerów do tańca. Mężczyźni tłoczyli się wokół niej, a ona flirtowała z nimi jak szalona, szczęśliwa, że na tę jedną noc może być syreną ubraną w wyzywającą czerwoną sukienkę.

O północy Virginia wniosła tort ze świeczkami i przypomniała jej, by wypowiedziała w myśli życzenie. Urodzinowe życzenie, które miało się sprawdzić, jeżeli wszystkie świeczki zdmuchnie od razu.

Elin wiedziała, że nawet milion życzeń nie przywróci życia jej mamie. Potoczyła wzrokiem po twarzach gości, niektórych znanych od dziecka, odkąd przybrani rodzice przywieźli ją do Anglii, innych zupełnie obcych. Wszyscy czekali, by zdmuchnęła świeczki, ale ona nie miała pojęcia, czego powinna sobie życzyć.

I wtedy jej spojrzenie zatrzymało się na nim.

Stał w pewnej odległości od roześmianego tłumu, jak samotny i niebezpieczny wilk. Patrzyła na niego długo, przez całą wielką salę. Czas się zatrzymał, muzyka i głosy innych ucichły, i wydawało się, że na świecie nie ma nikogo poza nim, najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała.

Bardzo wysoki i mroczny, miał w sobie coś z bohaterów Byrona albo z Heathcliffa z „Wichrowych wzgórz” Emily Bronte. Na jakimś poziomie umysł Elin odnotował zdziwienie, że zauważyła go dopiero teraz, lecz racjonalny tok myślenia szybko przyćmiła dużo bardziej prymitywna reakcja na jego surową męskość.

Miał na sobie czarne dżinsy, czarny sweter i brązową, tu i ówdzie przetartą skórzaną kurtkę, i ten strój w jakiś sposób wyraźnie mówił, że jego właściciel stawia życiu twarde warunki i nie dba, co myślą o nim inni. Gęste czarne włosy były lekko potargane, jakby miał zwyczaj przeczesywać je palcami, a ciemny zarost w dolnej części policzków i nad górną wargą jeszcze przydawał mu atrakcyjności.

Elin poczuła, że mięśnie w dole jej brzucha kurczą się gwałtownie. Więc to tak smakowało pożądanie… W żyłach miała ogień, jej piersi nagle stały się dziwnie ciężkie, intensywne ciepło między nogami pulsowało.

Więc jednak nie była żadnym dziwadłem, jak czasami jej się wydawało, gdy słuchała opowieści swoich znajomych o ich bogatych doświadczeniach erotycznych, a sama nie miała nic do powiedzenia.

– Może jesteś lesbijką, ale nie masz dość odwagi, by zmierzyć się z prawdą o swojej seksualności – zasugerowała Virginia, kiedy Elin przyznała się, że nadal jest dziewicą.

– Prawda jest taka, że nie interesuje mnie pójście do łóżka z kimkolwiek – odparła wtedy. – Umawiałam się z kilkoma facetami, lecz nigdy nie miałam ochoty posunąć się dalej.

Każdy psycholog doszukiwałby się pewnie winy za ten stan rzeczy w traumatycznych przeżyciach pierwszych czterech lat jej życia, spędzonych w sierocińcu w strefie działań wojennych. Pewnie właśnie tam tkwiły korzenie jej problemów z obdarzeniem zaufaniem drugiego człowieka, istniała jednak również możliwość, że po prostu była oziębła, co zarzucił jej jeden z jej byłych chłopaków, gdy nie udało mu się jej namówić, by się z nim przespała.

Virginia nie chciała jednak spisać przyjaciółki na straty.

– Najwyraźniej nie spotkałaś jeszcze odpowiedniego faceta. Kiedyś poznasz takiego, któremu nie będziesz w stanie się oprzeć, zobaczysz.

Czy Virginia miała na myśli właśnie to, co Elin w tej chwili czuła? Patrząc na współczesnego Heathcliffa, miała wrażenie, że nosi w sobie kulę energii i ciepła, która lada moment eksploduje, i nagle uświadomiła sobie, że jednak wie, jakie życzenie wypowiedzieć, zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie.

Ktoś podkręcił głośniki i muzyka wprawiła w wibracje całą salę. Otaczający solenizantkę tłum gości rozproszył się i Elin spostrzegła, że mężczyzna ją obserwuje. Stał swobodnie oparty o kominek, ale coś w jego pozycji kojarzyło jej się z czającym się do skoku wielkim dzikim kotem.

Kiedy ruszyła w jego stronę, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że przejął całkowitą kontrolę nad jej umysłem. Zatrzymała się tuż przed nim i spojrzała w jego ciemne, usiane złotawymi drobinkami oczy pod ciężkimi czarnymi brwiami.

 

– Wszyscy składają mi życzenia urodzinowe – powiedziała z uśmiechem.

Zabarwiony nutą flirtu głos wydał jej się obcy, ale nie zdziwiło ją to, bo naprawdę nie mogła poznać samej siebie, a już szczególnie tego pulsującego, płomiennego pragnienia, którego istoty i celu nie była w stanie ani zrozumieć, ani wyjaśnić.

Coś błysnęło na dnie jego źrenic, lecz surowa linia ust nie złagodniała ani odrobinę.

– Wszystkiego najlepszego, Blondie.

– To nie jest moje imię. Nazywam się Elin.

Nienawidziła nadanego jej przez paparazzich przezwiska, z którego jasno wynikało, że skoro jest ładną blondynką, musi być także pozbawioną inteligencji lalką.

– Wiem – odparł.

Przekrzywiła głowę i przyjrzała mu się uważnie. Przyćmione światło rzucało cienie na twarde kąty i płaszczyzny jego twarzy, podkreślając jej ascetyczne piękno i napełniając Elin pragnieniem, by dotknąć jej delikatnie, czubkami palców. A jego usta… Serce zabiło jej jeszcze szybciej, gdy wyobraziła sobie, jak te zmysłowe wargi biorą w posiadanie jej własne.

– Skąd? – rzuciła.

Była absolutnie pewna, że nigdy wcześniej go nie widziała. Dobry Boże, zapamiętałaby przecież kogoś takiego…

Może tylko jej się wydawało, ale chyba zawahał się na ułamek sekundy, zanim wzruszył szerokimi ramionami.

– Przyszedłem na twoje urodzinowe przyjęcie, więc to raczej oczywiste, że wiem, jak ci na imię. Niewiele osób nie słyszało o Elin Saunderson. Zdjęcia, na których wytaczasz się z nocnych klubów, regularnie pojawiają się w większości brytyjskich gazet.

Nie wiedziała, dlaczego jego cynizm jednak ją zabolał i dlaczego nagle ogarnęła ją chęć, by mu wytłumaczyć, że celowo stara się odwrócić uwagę mediów od swojego brata. W ostatniej chwili ugryzła się w język, bo przecież w ten sposób zdradziłaby Jarka, a tego nie zrobiłaby nigdy.

Gdy znowu spojrzała mu prosto w oczy, dostrzegła w nich ten sam ogień, który płonął w jej ciele. Wszystkimi zmysłami czuła, że on jej pragnie. Może nie chciał tego, nie miał jednak żadnej kontroli nad pulsującym między nimi napięciem, podobnie jak ona. Nie miała cienia wątpliwości, że wierzył, że odmalowany przez media portret rozpuszczonej, głupiej i zajętej wyłącznie imprezowaniem Elin Saunderson jest prawdziwy.

– Powinieneś mi się przedstawić, zgodnie z zasadami dobrego wychowania.

Kąciki jego ust lekko zadrgały.

– Ja i dobre wychowanie nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego – rzekł powoli, niskim, głębokim głosem z leciutkim, trudnym do wychwycenia śródziemnomorskim akcentem. – Nazywam się Cortez.

– Hiszpan?

– Półkrwi – odparł po krótkiej pauzie, zupełnie jakby chciał powiedzieć coś innego, lecz nagle zmienił zdanie.

Nieśpiesznie i wyzywająco ogarnęła wzrokiem najpierw jego klatkę piersiową, a następnie płaski brzuch i wąskie biodra, opięte czarnymi dżinsami.

– W której połowie? – zagadnęła niewinnie.

Przez parę sekund patrzył na nią ze zdumieniem, potem parsknął śmiechem, ciepłym i kuszącym jak płynny miód.

– Naprawdę jesteś niegrzeczną dziewczynką. – Jego oczy zalśniły złotem. – Niegrzeczną i bardzo, bardzo piękną.

Wyciągnął rękę i owinął sobie wokół palców lok jej jasnych włosów. Elin słyszała gorączkowe bicie swego serca i szmer cięższego niż zwykle oddechu, i była pewna, że on także słyszy to wszystko.

Głośna muzyka napełniła jej ciało zmysłowym rytmem.

– Zatańczysz ze mną? – spytała. – Nie możesz mi odmówić, bo dziś są moje urodziny i mogę dostać wszystko, czego sobie zażyczę.

– A czego sobie życzysz? – W jego głosie pojawiła się zupełnie inna, szorstka nuta. – Czego dziś chcesz?

– Ciebie.

Mogłaby przysiąc, że unosi się gdzieś wysoko nad swoim ciałem i że wszystko to nie dzieje się naprawdę. I zresztą może tak było, może wszystko było tylko snem. Tak czy inaczej, ten sen był znacznie przyjemniejszy niż jej zwykłe nocne koszmary o śmierci matki.

Cortez zaklął pod nosem i lekko wzruszył ramionami.

– W porządku – mruknął.

Postąpił krok ku niej, oparł dłonie na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie tak blisko, że natychmiast poczuła ciepło jego ciała. Kontakt z jego udami, gdy zaczęli się poruszać w rytm muzyki, przemienił płonące w niej pragnienie w prawdziwie piekielny ogień. Cortez tańczył dobrze, z wyraźną wprawą i zmysłowo. Elin głośno wciągnęła powietrze, kiedy położył otwartą dłoń w dole jej pleców, zbliżając ją do siebie jeszcze bardziej.

Pachniał cudownie, mieszanką korzennej wody kolońskiej i suchego ciepła ciała, wydzielającego własny, niepowtarzalny aromat. Miała ochotę wtulić twarz w jego szyję, odetchnąć jego zapachem i przejechać językiem po jego skórze, by poznać jej smak. Jej dłonie spoczywały na jego piersi i wyraźnie czuła pod palcami mocne, szybkie uderzenia jego serca. Uniosła głowę, żeby zajrzeć mu w oczy i ujrzała w nich głód tak wielki, że na moment zabrakło jej tchu.

Nigdy dotąd nie czuła czegoś podobnego i z całą pewnością nigdy nie zachowywała się w tak pozbawiony wszelkich zahamowań sposób. I pierwszy raz na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy czuła, że żyje, a nie wegetuje. Zdążyła się już nauczyć, że życie trzeba chwytać natychmiast, od razu, nie zwlekając ani sekundy.

Chciała teraz chwycić je obiema rękami, chciała być jak najbliżej tego niebezpiecznie pociągającego mężczyzny, którego sama obecność budziła w niej nieznane dotąd uczucia. Przesunęła dłonie na jego barki i przylgnęła do niego całym ciałem. Wymamrotał coś po hiszpańsku, zanurzył palce jednej dłoni w jej włosach i pochylił głowę. Jego usta znalazły się kusząco blisko i Elin z cichym jękiem przycisnęła do nich wargi.

Świat eksplodował wokół niej burzą barw i doznań. Cortez zawahał się na ułamek sekundy i przejął kontrolę nad sytuacją, biorąc ją w posiadanie pocałunkiem jak konkwistador. Elin miała wrażenie, że ginie, że przestaje istnieć jako niezależna istota.

Cortez objął jej podbródek dłonią i ustawił jej usta pod dogodnym kątem, zanim wsunął w nie język i zaczął smakować. Pocałunek trwał bez końca, z każdą sekundą głębszy i coraz bardziej erotyczny. Gdy w końcu go przerwał, by mogli chwycić powietrze, przez chwilę wpatrywał się w nią tak, jakby próbował odgadnąć, co się kryje w jej głowie.

– To szaleństwo – rzekł zachrypniętym głosem. – Powinienem ci powiedzieć…

Przerwał gwałtownie, kiedy nagle mocno potrącił ich jeden z pochłoniętych dzikim tańcem gości.

Dios! – Otoczył ją ramieniem i ten gest sprawił, że stopniała jak śnieg w gorącym słońcu. – Czy moglibyśmy gdzieś spokojnie porozmawiać?

Ponad jego ramieniem dostrzegła stojącego w progu Toma, tego samego, który wcześniej przynosił jej drinki. Pragnąc uniknąć spotkania, poprowadziła Corteza przez wąski korytarz i klatkę schodową na tył domu, gdzie dawniej znajdowały się pokoje dla służby.

Niestety, nawet tutaj na schodach siedziało mnóstwo rozwrzeszczanych ludzi, zajętych grą „kto wypije więcej”, poszła więc na piętro, do swojej sypialni.

– Tu nikt nie będzie nam przeszkadzał – powiedziała, zamykając drzwi.

Po głośnej muzyce, rytmicznie dudniącej na całym parterze domu, nagle ogarnęła ich cisza. Jakąś częścią umysłu Elin zdawała sobie sprawę, że zaproszenie obcego mężczyzny do sypialni było czystym szaleństwem, powtarzała sobie jednak, że Cortez nie jest kimś zupełnie obcym. Znała przecież jego imię i była prawie pewna, że musi być znajomym Virginii. Z jakiego innego powodu zjawiłby się na jej urodzinowym przyjęciu?

Kątem oka zerknęła w lustro i zobaczyła, że wargi ma obrzmiałe od jego pocałunków. Trudno jej było rozpoznać samą siebie w tej seksownej szkarłatnej sukience, z rozpuszczonymi, wzburzonymi włosami i wyzywającym uśmiechem.

Przeniosła wzrok na Corteza i zorientowała się, że obserwuje ją spod zmrużonych powiek.

– Chciałeś mi coś powiedzieć, tak? – zagadnęła. – Jesteś żonaty?

– Co takiego? – W jego oczach błysnęło zdziwienie. – Nie, oczywiście, że nie. Nie pocałowałbym cię, gdybym był żonaty.

– Dlaczego mnie pocałowałeś?

– A jak ci się wydaje, do diabła? – rzucił szorstko.

– Nie wiem. Może zgadłabym, co cię do tego skłoniło, gdybyś pocałował mnie jeszcze raz…

Znowu usłyszała tę dziwną, obcą nutę w swoim głosie. Nie podobała jej się, lecz w głębi serca doskonale wiedziała, że naprawdę chce go pocałować. Pragnęła nie tylko pocałunku, ale i czegoś więcej. Spojrzała na wielkie podwójne łóżko, w którym zawsze spała sama i usłyszała jakieś rzucone przez Corteza słowo, kiedy podążył za jej wzrokiem.

– Jesteś pokusą, której nie sposób się oprzeć – rzekł cicho.

Dwoma krokami pokonał dzielącą ich odległość. Złocisty błysk w jego oczach był niczym obietnica, że jej urodzinowe życzenie jednak się spełni.

– Chcesz spróbować? – zamruczała, kiedy stanął przed nią i dużą dłonią objął jej policzek.

Jego skóra była sucha, twarda i spierzchnięta i przez głowę Elin przemknęła myśl, że chciałaby się dowiedzieć, gdzie pracuje.

– Nie mam najmniejszych szans. – Jednym ruchem przyciągnął ją do siebie i pochylił głowę. – Pragniesz tego?

– Naprawdę musisz pytać? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, głosem należącym do śmiałej, zdolnej do wszystkiego istoty, która opanowała jej ciało.

To ta nieznajoma zarzuciła mu ramiona na szyję i wspięła się na palce, żeby dosięgnąć wargami jego ust. To ta ubrana w szkarłat bezwstydna uwodzicielka szeptała mu do ucha słowa zachęty, gdy wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko.

Położył się na niej i zaczął ją całować, domagając się reakcji, na którą nie musiał czekać ani sekundy. Elin pragnęła wszystkiego, co mógł jej dać, i jej podniecenie narastało z każdą pieszczotą.

Ubranie okazało się frustrującą przeszkodą, ściągnęła więc kurtkę z jego ramion, podczas gdy on zsunął ramiączka jej sukienki. Szarpnął cienki materiał i po obnażonych piersiach dziewczyny przemknął strumień chłodnego powietrza.

Jęknęła, gdy pochylił ciemną głowę i ujął pączek jej piersi między wargi. Płomień spłynął między jej nogi, tworząc gorące jak lawa jezioro w dole brzucha. Instynktownie uniosła biodra, gdy włożył rękę pod jej spódnicę i przez chwilę pieścił wrażliwą skórę po wewnętrznej stronie uda. Zsunął majtki i jego palce znalazły drogę do miejsca, gdzie całą sobą pragnęła poczuć jego dotyk. Rozsunął wilgotne, rozpalone wargi i wsunął między nie najpierw jeden, a zaraz potem dwa palce, w ciągu paru sekund doprowadzając ją na krawędź orgazmu.

Nigdy dotąd nie czuła tak intensywnego, niepohamowanego pożądania, nigdy dotąd nie drżała w oczekiwaniu na spełnienie.

– Chcę… – wykrztusiła z trudem.

– Wiem. – Jego głos był jak szorstki welwet.

Gdzieś między pocałunkami zdjął przez głowę sweter i gdy przesunęła dłonie w dół, w kierunku zapięcia jego dżinsów, jego skóra była gładka niczym satyna, porośnięta twardymi spiralkami włosów.

Wciąż czując w sobie jego palce, nagle zorientowała się, że jest nagi, i na widok jego wzwiedzionego członka gwałtownie wciągnęła powietrze. Był oszałamiający – piękny i ogromny.

– Nie mam prezerwatywy. – Jego głos z trudem przedarł się przez podniecenie, które otoczyło jej mózg jak gęsta chmura.

Zaklął pod nosem i podniósł się, lecz ona nie chciała, by odszedł, za żadne skarby świata. Gorączkowo chwyciła go za ramiona i przypomniała sobie o paczce kondomów, które dostała za darmo podczas jakiejś uświadamiającej akcji na pierwszym roku studiów. Wrzuciła je wtedy do szuflady nocnej szafki, zastanawiając się, czy kiedykolwiek okażą się przydatne.

– W górnej szufladzie – wymamrotała.

Szybko znalazł to, czego szukał, naciągnął prezerwatywę i gorącą dłonią rozsunął jej uda. Wszedł w nią jednym pchnięciem, tak gwałtownie, że na długą chwilę zabrakło jej tchu. Lekki ból zniknął prawie od razu. Fizyczna świadomość wypełnienia była tak niesamowita, że wygięła plecy w łuk, każdym ruchem zachęcając go, by posiadł ją do końca.

Wbiła palce w jego barki, łącząc się w jedno z jego potężnym ciałem. Poruszał się w niej rytmicznie i mocno, prowadząc ją coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie świat eksplodował wokół nich jak wulkan.

Elin poruszyła się i światło poraziło jej oczy, jeszcze zanim uniosła powieki. Skrzywiła się, gdy promień słońca spoczął na jej twarzy. Miała wrażenie, że jej głowę wypełnia wata i dopiero po chwili dotarło do niej, że znajduje się w swojej sypialni w domu w Kensington.

Odrzuciła pościel i odkryła, że położyła się w sukience, której ramiączka i gorset były zsunięte do pasa. Piersi miała nagie, a kiedy zsunęła dłoń niżej, zorientowała się, że nie ma na sobie majtek.

 

Dopiero teraz jej umysł wypełniły niewyraźne wspomnienia – przyjęcie, głośna muzyka, świeczki na torcie. Tańczyła z różnymi mężczyznami, ale zapamiętała tylko jednego, bardzo przystojnego, o kruczoczarnych włosach i ciemnych oczach ze złotymi drobinkami.

Przedstawił jej się jako Cortez.

Usiadła gwałtownie i pokój zawirował jej przed oczami. W brzuchu czuła pustkę, ale wszystko to razem zupełnie nie przypominało objawów kaca. Niektóre obrazy z minionej nocy były przerażająco wyraźne. Tańczyła z Cortezem i całowała się z nim. Zaczerwieniła się płomiennie, gdy przypomniała sobie, że sama zainicjowała pocałunek i zaprosiła go do swojego pokoju.

Co jeszcze zrobiła?

Dostrzegła swoje majtki na podłodze i odpowiedź na pytanie, które sobie zadała. Zalała ją falą wstydu. Tak, uprawiała seks pierwszy raz w życiu, z mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie spotkała…

– Elin, jesteś tam? – Z korytarza dobiegł głos Virginii.

– Chwileczkę!

Chwyciła szlafrok i osłoniła nim pogniecioną sukienkę, pragnąc ukryć dowód hańby. Virginia była jej najlepszą przyjaciółką, lecz Elin nie chciała, aby ktokolwiek się dowiedział, że zachowała się jak dziwka. Miała ochotę ukryć się w jakiejś dziurze, z wysiłkiem przywołała jednak uśmiech na twarz i otworzyła drzwi.

– Jesteś sama? – Virginia nie ukrywała zdziwienia. – Widziałam, jak wymknęłaś się z jakimś cudownie atrakcyjnym facetem, więc myślałam, że pewnie spędziłaś z nim noc. Co to za jeden?

– Powiedział, że nazywa się Cortez. Jakoś nie zdążyłam zapytać go o nazwisko. Myślałam, że to twój znajomy. To nie ty go zaprosiłaś na imprezę?

– Nigdy w życiu go nie widziałam. – Virginia zmarszczyła brwi. – Trochę dziwna sytuacja, prawda? Mam wrażenie, że nikt z gości go nie znał. No, nieważne. Przegapiłaś wczoraj niezły dramat, wiesz? Pewien facet, Tom Wilson, został aresztowany za wrzucenie narkotyku do drinka mojej kumpeli Lisy. Dziewczyna źle się poczuła po koktajlu, który przyniósł jej Tom, ale pomyślała, że po prostu się upiła. Zaraz potem zaczął ją namawiać, żeby z nim wyszła, na szczęście ktoś jej powiedział, że widział, jak Tom wrzucił coś do jej szklanki. Lisa wezwała policję i po zbadaniu resztek jej drinka okazało się, że był w nim rohypnol, ten środek oszałamiający, po którym ofiara gwałtu nic nie pamięta.

Elin bezwładnie osunęła się na łóżko.

– Jakie są bezpośrednie efekty działania tego narkotyku? – spytała.

– Lisa miała zawroty głowy i uczucie kompletnego oderwania od rzeczywistości, jakby znajdowała się poza własnym ciałem. O, mój Boże! – Virginia przerwała nagle, widząc pobladłą twarz Elin. – Myślisz, że twój drink też ktoś przyprawił?

– Ten Tom przyniósł mi koktajl, po którym poczułam się bardzo dziwnie, ale też myślałam, że się upiłam…

– Lepiej zawiadom policję, skarbie. Niektóre z tych narkotyków wywołują amnezję i senność, co tłumaczyłoby, dlaczego przespałaś pół dnia.

Tłumaczyłoby to także jej dziwne, zupełnie nietypowe zachowanie, bez wątpienia. Tak czy inaczej, była to marna pociecha. Cortez nie miał pojęcia, że znajdowała się pod wpływem środka odurzającego i najwyraźniej wierzył, że ma zwyczaj zapraszać do łóżka świeżo poznanych mężczyzn.

Fakt, że zniknął, nie budząc jej, dobitnie potwierdzał tę tezę.

Po wyjściu Virginii Elin pośpiesznie zdjęła szkarłatną sukienkę i wcisnęła ją do kosza na śmieci. Wzięła gorący prysznic, ale żadna ilość wody z mydłem nie była w stanie uwolnić jej od wstydu i obrzydzenia do samej siebie.

Co za szczęście, że użył prezerwatywy… Przycisnęła dłonie do rozpalonych policzków i pomyślała, że w tej chwili najlepiej zrobiłby jej atak amnezji. Wspomnienia własnego wyzywającego zachowania aż zbyt mocno wryły jej się w pamięć. Cortez ani jej nie zmuszał, ani nie zachęcał, by uprawiała z nim seks, i nawet odkrycie, że wcześniej podano jej narkotyk, nie mogło niczego zmienić.

Zachowała się jak dziwka i mogła jedynie szukać pocieszenia w nadziei, że nigdy więcej nie spotka hiszpańskiego konkwistadora, który pozbawił ją nie tylko dziewictwa, ale i szacunku do samej siebie.