Włoska układanka

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Elizabeth Power
Włoska układanka

Tłumaczenie:

Katarzyna Berger-Kuźniar

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Gdy tylko go zobaczyła w drzwiach winiarni po tylu latach, od razu się zorientowała, że on jest ojcem jej dziecka. Nie domyśliła się, nie zaczęła się zastanawiać czy analizować. Po prostu wiedziała.

Kieliszek, który właśnie zmywała, pękł na pół, ściśnięty zbyt mocno.

– Magenta? Wszystko w porządku? – usłyszała zaniepokojony głos kolegi z pracy, Thomasa.

Długowłosy student pracujący dorywczo przy kasie, tak jak i ona, dopóki nie znajdzie się nic lepszego, podszedł bliżej i przyjrzał się jej badawczo. Pokręciła tylko głową, ale nie w odpowiedzi na pytanie. Próbowała w ten sposób uciszyć wspomnienia, które zalały ją chaotycznym strumieniem.

Gniew, wrogość, namiętność… najbardziej jednak głęboka namiętność.

Ktoś chyba usiłował wydać jej jakieś polecenie. Popatrzyła w stronę, z której dobiegał głos, niewidzącym spojrzeniem przepięknych piwnych oczu.

– Czy możecie obsłużyć mojego klienta? – wyszeptała tylko, wyrzucając do zlewu zmywak i dwie połówki kieliszka. Sekundę później wybiegła zza baru do toalety.

Gdy wpadła do kabiny, z trudem pohamowała mdłości.

Andreas Visconti! Bez wątpienia. Jak mogła nawet przez moment ulec wrażeniu, że ktokolwiek inny mógłby być ojcem jej dziecka. Przecież nawet w tamtym zamkniętym na zawsze, bezpowrotnie straconym, beztroskim okresie życia, miała swoje zasady.

Była tak wzburzona, że nie miała odwagi wyjść z kabiny. Przed oczami przesuwały jej się porwane, niekompletne obrazy z przeszłości, których nie była w stanie poskładać w logiczną całość. Lekarze mówili, żeby nie starała się niczego przyspieszać. Uprzedzali, że pamięć może nigdy do końca nie wrócić. Sądząc po dzisiejszych przeżyciach, chyba jednak powróci. Na razie przypomina to wybrakowaną układankę, ale z czasem trzeba będzie odzyskać brakujące elementy. Póki co, musi się zebrać na odwagę i wrócić na salę. Zwłaszcza że woła ją już ktoś z personelu zza drzwi toalety. Trzeba znaleźć siły i wypić piwo, którego kiedyś się nawarzyło.

Winiarnię okupował tłum gości. Zanim obsłużono Andreasa Viscontiego, minęły wieki. Nie zwrócił na to większej uwagi, zajęty obserwowaniem pięknej barmanki. Szczupła, niewątpliwie fotogeniczna, o niepowtarzalnych rysach i wielkich piwnych oczach, w czarnej prostej sukience, z jedynym kolorowym elementem w postaci szerokiego, czarno-czerwonego naszyjnika. Czy mógłby się pomylić, ulec halucynacji, zobaczyć ducha? Nic z tych rzeczy. Nie taki cynik jak on. Wtedy ktoś zawołał ją po imieniu, rozwiewając resztę wątpliwości. Magenta! A więc to maprawdę Magenta James! Kobieta, dla której stracił kiedyś głowę, a gotów był stracić i życie. Dawne dzieje.

Barmanka rozmawiała ze starszym mężczyzną, prawdopodobnie właścicielem, i na koniec zaśmiała się krótko, w charakterystyczny, przytłumiony sposób. Ostatni raz słyszał ten śmiech przed laty, gdy zarzucała mu brak planów na przyszłość i oskarżała o podcinanie skrzydeł. I cóż robi po latach napuszona panna? Nalewa drinki w prowincjonalnej winiarni. Postanowił, że podejdzie i zabawi się odrobinę jej kosztem. Wstał, ryzykując nieodwracalną utratę z trudem wywalczonego miejsca, i zaczął się przedzierać w stronę baru przez świętujący początek weekendu tłum mężczyzn. Tam, gdzie znajdowała się urodziwa barmanka.

– Witaj, Magenta – powiedział, gdy dotarł do kresu niełatwej wędrówki.

Kobieta znieruchomiała, choć przeczuwała, że on również ją zauważy i spotkanie będzie nieuniknione. Nie była jednak przygotowana na siłę własnej reakcji. Najwidoczniej nie przestał robić na niej wrażenia mimo upływu czasu.

– Andreas… – wyszeptała, nie mogąc wydobyć z siebie normalnego głosu.

Elektryzujące szafirowe oczy, odziedziczone po angielskiej matce. Ich nie zapomniała, chociaż jej umysł walczył obecnie, by przypomnieć sobie cokolwiek więcej. Bezskutecznie. Nie miała pojęcia, co między nimi zaszło poza niejasnym przeczuciem, że nie było to nic dobrego. Raczej coś bardzo złego.

– Co za niespodzianka. Chyba dla każdego z nas – skomentował cierpko.

W jego głosie usłyszała lekki amerykański akcent. Wydawało jej się, że w przeszłości tak nie mówił. Być może również i swój egzotyczny, ciemnawy kolor skóry zawdzięczał nie tylko angielsko-włoskim korzeniom, lecz przebywaniu w gorącym klimacie południowych Stanów. Poza tym wyglądał dużo dojrzalej, był szerszy w ramionach, zmężniał. Musiał sporo przeżyć przez minione lata.

– Muszę przyznać, że nie spodziewałbym się zobaczyć cię w takim miejscu.

Jego źle skrywany sarkazm powstrzymał ją przed wszelkimi wyjaśnieniami. A chciała mu powiedzieć, że w winiarni dorabia tylko w dwa wieczory tygodniowo, na co dzień zaś pracuje jako maszynistka, wprowadzając dane do komputera, w oczekiwaniu na rozmowy kwalifikacyjne na wyższe stanowiska, na które aplikowała. Najbliższa rozmowa ma się odbyć już w nadchodzącym tygodniu.

Chęć odzyskania utraconych wspomnień była silniejsza niż potrzeba dowartościowania. Nie zważając na obawy, co usłyszy, zapytała:

– A gdzie spodziewałbyś się mnie zobaczyć?

– Czy to ma być jakiś żart? – skrzywił się.

Miał stalowe, zimne spojrzenie. Nie wiedziała, czego się spodziewał, ale na pewno nie mógł przewidzieć, że straciła pamięć. Nie umiała mu o tym powiedzieć, był zbyt wrogo do niej nastawiony. Z drugiej strony próbowała zrozumieć, dlaczego nadal budzi w niej tak niekontrolowany ogień. Z zakątków niekompletnej pamięci docierały niepokojące obrazy, jak ją całował, rozbierał i szeptał zmysłowe słowa, dla których traciła rozum. Nie mogła jednak ułożyć z tego wszystkiego jakiejkolwiek całości. Nie pamiętała, choć jej ciało najwyraźniej niczego nie zapomniało. Na pewno w przeszłości podzielił ich ostry konflikt, ale jego szczegóły i podłoże były jej całkowicie obce.

Starała się maksymalnie skoncentrować i wtedy niechcący wyszeptała:

– Nie pamiętam cię.

Zaśmiał się nerwowo.

– Rozumiem. Jak chcesz, to masz wybiórczą pamięć.

Nie. Po prostu cię nie pamiętam, pomyślała.

Znów przez chwilę starała się za wszelką cenę wydobyć coś z uśpionej części mózgu, przywrócić choćby urywek wypartych wspomnień.

– Byłeś młodszy, szczuplejszy… – mówiła powoli i jakby z trudnością.

I z pewnością miałeś o połowę mniej energii niż ten olśniewający mężczyzna, który stoi przede mną.

– Raczej tak. Miałem wtedy tylko dwadzieścia trzy lata.

I orałeś jak wół w restauracji ojca. Boże, skąd się biorą te fragmenty wspomnień?

– Wszystko w porządku? Aż takie wrażenie na tobie zrobiłem? Jesteś taka blada… – W jego głębokim głosie wyczuła odrobinę troski.

– W porównaniu z tobą każdy jest blady. Wyglądasz rewelacyjnie.

– Tak… Układa mi się – odpowiedział leniwym, zmysłowym tonem, który też jak przez mgłę pamiętała z przeszłości.

Chyba miał jej ochotę trochę o sobie opowiedzieć. Przeczesywała nadaremnie mroczne zakątki pamięci w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co spowodowało między nimi – byłymi kochankami – aż taką wrogość. Póki co zastanowiły ją dwie puste szklanki, które odstawił na kontuar. Whisky z sodą dla Andreasa i sok pomarańczowy… dla kogo? Nie chciała być zbyt czytelna, ale sądząc po szyderczym spojrzeniu, i tak od razu odgadł, o czym myśli.

– Często tu przychodzisz? – zapytała szybko.

Czy naprawdę zadała mu to idiotycznie banalne pytanie?!

– Nigdy.

– To cóż cię sprowadza… akurat dziś?

Nie rozumiała zupełnie, dlaczego zasypuje go trywialnymi pytaniami, gdy tak naprawdę ma ochotę chwycić go za nieskazitelny strój, potrząsnąć nim i poznać prawdę o tym, co stało się między nimi. Mimo że bardzo się boi.

Barman Thomas nalewał do szklanek. Oderwała się z trudem od tego widoku i popatrzyła Andreasowi w oczy.

– Kto wie… Może przeznaczenie?

Przez moment poczuła się, jakby znów miała dziewiętnaście lat. Lekkomyślna, roztrzepana, pełna szalonych marzeń i nadziei. Trzpiotka! Tak ją ktoś wtedy nazwał… Ale cokolwiek by powiedzieć o jej wszystkich wadach i przywarach, wiedziała teraz, że na pewno była na zabój zakochana w Andreasie.

– To o co tu chodzi? – zapytał dosyć agresywnie – Dorabiasz kieszonkowe między zleceniami? Czy może świat mody cię rozczarował?

Rzucił energicznie banknot na kontuar.

A tak. On pamięta o jej planach związanych z byciem modelką! A przecież ta historia nawet nigdy na dobre się nie zaczęła.

– Nie zawsze wszystko przebiega zgodnie z planem – odpowiedziała ostrożnie, świadoma kręcącego się obok Thomasa, który przywykł do zaczepiających ją mężczyzn, lecz tym razem na pewno wyczuł różnicę.

– Naprawdę? To cóż takiego się stało z cudotwórcą Rushfordem? – Zadrżała. Nie wiedziała, czy bardziej na dźwięk nazwiska „Rushford”, czy obraźliwy ton głosu Andreasa. – On też cię rozczarował? A już myślałem, że rozbijałaś się z nim po świecie?

Z Markusem Rushfordem?! Magenta miała ochotę wybuchnąć gromkim śmiechem. Zamiast tego ogarnęła ją nagle rozpacz. Czemu schorowany umysł wyparł pamięć o Andreasie, a zachował obleśne wspomnienie napastliwego agenta Markusa, który przez chwilę upierał się, że ją wypromuje? Czuła prawie fizyczny ból. Odetchnęła głęboko, by odzyskać równowagę.

– Jak już powiedziałam… – zaczęła i natychmiast umilkła, bo zupełnie zapomniała, o czym miała mówić. Niestety, takie „przerwy” nadal się jej zdarzały, zwłaszcza gdy była zestresowana czy skołowana. Po chwili słowa wróciły. – Nie… nie zawsze wszystko przebiega zgodnie z planem.

 

– Najwyraźniej!

Obok Thomas i starszy mężczyzna, prawdopodobnie właściciel, próbowali hałaśliwie naprawić kasę, w której zacięła się szuflada.

Magenta marzyła, by czas zaczął szybciej płynąć. Stać tu pomiędzy pracownikami a człowiekiem, który najwidoczniej nią pogardzał, było ponad jej siły. W dodatku Andreas nadal wydawał jej się atrakcyjny! Pamiętała jego wspaniałe ciało, emocje, jakie w niej budził. Reszty nie pamiętała. Apatyczny umysł wypierał większość wydarzeń z przeszłości, a wolała nie opierać się na sugestiach matki, które brzmiały co najmniej niewiarygodnie.

– Co się więc wydarzyło? Rushford nie dotrzymał słowa? A może to tylko plotki? Jak i o tym, że stchórzył przed ojcostwem?

A więc Andreas wiedział o ciąży! Kolejny szok. Odruchowo zasłoniła ręką usta. Zorientowawszy się, jak bardzo się trzęsie, zawstydzona cofnęła dłoń.

– Przepraszam – powiedział cicho. – Nie wiedziałem, że to wciąż boli.

Starała się opanować i nie brnąć w kwestię macierzyństwa ani ojcostwa. Przytrzymała się mocno krawędzi kontuaru.

– Wolałabym nie poruszać tematu mojego syna, jeśli nie zrobi ci to różnicy. Nie tutaj, nie teraz, nie przez kontuar.

I nigdzie. Dopóki nie odzyskam pamięci. I nie zrozumiem, co zrobiłam i dlaczego mnie znienawidziłeś.

– Muszę przyznać, że jestem zdziwiony. Dziewczyna, jaką znałem, nie przejmowałaby się aż tak drobiazgiem zwanym macierzyństwem.

Magenta także się zdziwiła. Te słowa zupełnie do niej nie pasowały. Kochała synka najbardziej na świecie. Theo był największym promyczkiem nadziei. Żyła nim i dla niego.

– Może opowiesz mi o dziewczynie, którą znałeś – zachęciła go słabym głosem.

Roześmiał się cicho i pochylił się w jej stronę, muskając włosy i drażniąc znanym zapachem perfum.

– Założę się, że nie chciałabyś tego słuchać.

Odsunęła się od lady.

– Może po prostu mnie z kimś mylisz – rzuciła z nadzieją, choć wiedziała dobrze, że prawda musi być inna. Ale przecież na pewno kiedyś się kochali! Skąd wzięłaby się jej reakcja na jego bliskość? – A może nie znałeś mnie wystarczająco?

– Oj, owszem. Znałem cię bardzo dobrze.

Andreas brzmiał jednoznacznie. Zapragnęła, by jakiś inny klient podszedł złożyć zamówienie, lecz, niestety, nikt nie nadchodził i nie sądziła, by szybko ktokolwiek odważył się zakłócić ich rozmowę. Autorytet i pieniądze, którymi emanował, stanowiły dla niej nie lada zagadkę. Co się wydarzyło w jego życiu? Przecież nie dorobił się, pracując godzinami na zapleczu podrzędnej włoskiej restauracyjki rodzinnej.

– Tak jak już mówiłam, po prostu… nic nie pamiętam. – Nie zamierzała przyznać się temu człowiekowi do stanu swojej pamięci. Z drugiej strony byłoby to kuszące, bo może pomógłby jej, przypominając wiele rzeczy.

– Czy nadal będziesz zaprzeczała, że łączyła nas bliska znajomość? – zapytał coraz bardziej zirytowany.

Magenta wycofała się całkowicie. Andreas zrobił się po prostu odpychający. Nie zamierzała dopuścić, by jakiekolwiek historie z przeszłości zaprzepaściły wielki wysiłek, który włożyła w powolne i mozolne odbudowywanie swego życia przez parę ostatnich lat.

– I cóż takiego zrobiłam? Przestaliśmy się widywać, bo pojawił się ktoś inny? Bo chciałam robić karierę? Cokolwiek by to było, pociesz się, że dostałam za swoje i nie zrealizowałam żadnych marzeń, dla których najwidoczniej niesłusznie się od ciebie odsunęłam.

Zamyślił się, ale nadal patrzył na nią wrogo.

– I tu się mylisz… nasz mały… przerywnik… nie był dla mnie aż tak ważny, by przez tyle lat pielęgnować urazę czy kumulować w sobie chęć zemsty. Niepotrzebnie się tłumaczysz. Wszyscy popełniamy błędy. Zwłaszcza za młodu. Często wyznaczamy sobie nierealne cele.

Niby, jak powiedział, nie chciał się na niej za nic mścić. Dlaczego więc wyglądało, że sprawia mu satysfakcję jej widok za barem prowincjonalnej winiarni?

– Byłbyś zdziwiony, gdybyś wiedział, ile mnie się udało osiągnąć przez ostatnie pięć lat.

– Ach, doprawdy? Cóż takiego?

Nauczyłam się chodzić, trzymać nóż i widelec, zostawać sama z dzieckiem. Przeżyłam…

Odruchowo złapała się za szeroki naszyjnik, zakrywający jedną z poszpitalnych blizn. Andreas nie musi o niczym wiedzieć. Ani o tym, ani o studiach skończonych z wielkim trudem, które być może pomogą jej, i to wkrótce, znaleźć wyższe stanowisko i zapewnić dziecku normalną przyszłość.

– Nieważne.

Thomas po bardzo długiej przerwie wydał Andreasowi resztę, gorąco przepraszając. Magenta patrzyła bezwiednie na szczupłe ręce Viscontiego, gdy zbierał monety. Ręce, które nieraz w przeszłości zabrały ją do raju. Na palcach mimo upływu lat nie zauważyła żadnej obrączki. Ale szklanki były dwie…

Andreas błyskawicznie zorientował się, co wzbudza jej zainteresowanie. Wtedy delikatnie odchylił się na bok i Magenta zauważyła przy jednym ze stolików bardzo atrakcyjną rudą dziewczynę, która nie spuszczała z niego zachwyconego wzroku.

– Jak już mówiłem, układa mi się dobrze – powiedział, nie kryjąc okrutnej satysfakcji, po czym szybko odszedł, obdarzając ją jeszcze na koniec miażdżącym spojrzeniem.

Magenta James stała nieruchomo, jakby stoczyła przed momentem niewidzialną, potworną bitwę. Po chwili poczuła, że znów robi jej się niedobrze. Niestety, ktoś akurat zaczął składać zamówienie, nie mogła więc wybiec od razu zza lady.

– Ten facet to jakiś twój narzeczony? – zagadnął ją Thomas.

W kącie sali rozstawiał właśnie instrumenty lokalny zespół, by zagrać na żywo. W łomocie, jaki temu towarzyszył, nie próbowała nawet odpowiedzieć, tylko pokręciła przecząco głową.

– Nie?! To czemu gapił się na ciebie, jakby chciał cię rozebrać na środku baru?

– Oj, nie wygłupiaj się… – wyszeptała bez sił, choć nagle wrócił jej kolor na policzki. – Przecież on jest z kimś.

– Był!

– Jak to był? – Niestety, tłum wokół muzyków na tyle się zagęścił, że sama nie mogła nic zobaczyć.

– Przysięgam, że wypił whisky jednym haustem, a dziewczynę wyprowadził stąd tak szybko, że nie zdążyła nawet dotknąć soku.

– Tak? – W tej samej chwili udało jej się zerknąć w kierunku ich stolika, na którym istotnie zobaczyła pustą szklankę po whisky i drugą z nietkniętym sokiem. – Pewnie się gdzieś spieszyli.

Czy to przez nią? Czyżby nie mógł wytrzymać z nią pod jednym dachem nawet pięciu minut dłużej? Nie mógł pozwolić znajomej napić się soku?

– Hej! Magenta? Wszystko w porządku? – krzyknął Thomas, widząc, jak kobieta chwieje się nagle i chowa pobladłą twarz w dłoniach.

– Nie… niestety, nie… Wezwiesz mi taksówkę? – wymamrotała w odpowiedzi, wybiegając do toalety.

Andreas, jadąc do domu, przyznał sam przed sobą, że w winiarni zachował się nieelegancko. Wszystko dlatego, że przypadkowe spotkanie z Magentą zaszokowało go i to dużo bardziej, niż potrafiłby przewidzieć.

Wtedy, gdy się znali, miał dwadzieścia trzy lata, a ona niespełna dziewiętnaście. Był chłopcem na posyłki w kulejącym biznesie ojca. Powinien był szybciej się na niej poznać! Mieszkała w rozpadającej się szeregówce ze zwariowaną matką alkoholiczką, która nie potrafiła nawet powiedzieć, kim jest jej ojciec! Czemu się w ogóle z nią zadawał? Chyba z litości.

Po chwili zrobiło mu się gorąco, bo trudno oszukać samego siebie. Więc dlaczego się z nią naprawdę zadawał? Bo była ciepłą, wspaniałą, ekscytującą dziewczyną. W dodatku najpiękniejszą z kiedykolwiek poznanych, a już w tym czasie znał bardzo wiele kobiet. Mimo wszystko nie poznał się na niej, bo chyba jednak była po prostu tylko rozrywkowa i nie pragnęła niczego więcej, a na pewno już nie idiotycznie zakochanego frajera!

Bezwiednie zacisnął zęby.

Wiedziała o swojej urodzie. Pracowała na pół etatu jako recepcjonistka, ale jej fotki figurowały w każdej lokalnej agencji modelek i pięknych twarzy. Nie opuściła żadnej promocji ani castingu, na który mogła pójść. Zawzięła się, by zarobić na swym atucie. Liczyło się tylko to, poza krótkimi chwilami spędzanymi w domu, gdy próbowała docucić pijaną na umór matkę.

Kochankami zostali prawie natychmiast, parę dni po panieńskim wieczorku w restauracji ojca, na którym ją zauważył. Gdy się pierwszy raz kochali, ze zdziwieniem zauważył, że była dziewicą. Łatwo obudził w niej szaloną namiętność, oczywiście naiwnie myśląc, że chodzi jej o coś poważnego. Kochali się dosłownie wszędzie: w jego aucie, w mieszkaniu nad restauracją, gdy babka i ojciec wychodzili, w jej malutkiej, nadspodziewanie schludnej sypialence, stanowiącej olbrzymi kontrast do niesamowitego bałaganu panującego w zajmowanej przez matkę pozostałej części niszczejącego domu. Miał w nosie, że jego rodzina nie lubiła Magenty. Czasem jedynie zastanawiał się, co powiedziałaby mama, gdyby żyła. Babcia była odrobinę poza rzeczywistością i generalnie nie przepadała za młodymi ludźmi, a ojciec… Wolał o tym nawet nie myśleć. Ogólnie rzecz biorąc, ich dezaprobata pogłębiała tylko satysfakcję z każdego kolejnego spotkania.

Oczywiście, że mieli rację, bo nie dali się zwieść pozorom jej urody. On sam był wtedy kompletnie zaślepiony i otumaniony wyznaniami miłości: namiętnymi, lecz niestety pustymi deklaracjami. Jako człowiek był bardzo pracowity, starał się zachowywać lojalnie wobec ojca, jednak inteligencja, honor i ambicja pozwoliły mu dostrzec ewidentne błędy, które nagminnie popełniano. Giuseppe Visconti był zdecydowanie wyśmienitym kucharzem, natomiast nie nadawał się na zarządcę ani biznesmena. Prywatnie był dumnym Włochem i bardziej dyktatorem niż ojcem. Zdecydowanie odmawiał wysłuchania opinii syna na temat możliwości ratowania rodzinnego biznesu.

– Po moim trupie! – krzyczał. – Póki zadajesz się z tą dziewuchą, nie będziesz i tak miał nic wspólnego z restauracją!

Andreas naiwnie uważał, że miłość pokona wszystko i gdy będą razem z Magentą, rodzina się pogodzi. Nie docierało do niego, że dziewczyna może istotnie chcieć się nim tylko zabawić. Nie zamierzał też wierzyć insynuacjom ojca, aż raz wybrał się do niej bez zapowiedzi i zastał pod ruderą, w której mieszkała, zaparkowanego jeepa Rushforda…

Odjechał stamtąd wtedy szybko, nadal nie mogąc uwierzyć, choć miał jasne dowody.

– Czy naprawdę myślałeś, że kiedykolwiek traktowałam cię poważnie? Nas? – prychnęła pogardliwie i zaśmiała się w ten charakterystyczny, przytłumiony sposób, gdy widzieli się ostatni raz. Rozglądała się wtedy po podupadającej restauracji i przechwalała się, co ma dla niej zamiar zrobić wielki pan Rushford.

Tej samej nocy Andreas pokłócił się z ojcem. Noc, jakich wiele, okazała się jedyną w swoim rodzaju. Kłótnia przypominała bardziej walkę dwóch rozwścieczonych samców. Syn winił ojca za niepowodzenie z dziewczyną, ojciec wyklinał ją i obrzucał najgorszymi wyzwiskami. Zaczęli się szarpać. Na koniec starszy człowiek umarł na rękach syna, bo jego serce okazało się zbyt słabe na przetrwanie niepotrzebnej, okrutnej jatki.

Dwa miesiące później babka wystawiła restaurację na sprzedaż, żeby spłacić długi i wrócić do ojczystej Italii.

Po jakimś czasie, gdy sam mieszkał już w Ameryce, ktoś przypadkowo doniósł mu, że Magenta żyje w wielkim luksusie ze swym menedżerem Markusem Rushfordem i spodziewa się jego dziecka.

Tak! Andreas po chwili refleksji musiał przyznać, że nie zachował się dziś zbyt elegancko. Ale patrząc na to wszystko, jeszcze raz uznał, że może powinien zachować się jeszcze gorzej.