Złote plaże Brazylii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susan Stephens
Złote plaże Brazylii

Tłumaczenie:

Małgorzata Borkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Powinna się cieszyć wolnym wieczorem, który wzięła z okazji ślubu przyjaciółki. Niestety, radość ze zwolnienia od codziennych obowiązków pokojówki zaćmiło przekonanie, że na uroczystości pojawi się Lucas Marcelos. A to znaczyło, że nie da się uciec przed prawdą.

Luc…

Chyba nigdy nie zmądrzeję, zasępiła się Emma. Stała w toalecie dla pań i patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Minę miała niczym zając uwięziony w świetle samochodowych reflektorów. Żołądek jej się skurczył na myśl o spotkaniu z ojcem dziecka, które nosiła. Test zrobiła trzy razy, więc ciąża była niezbitym faktem. Minęły zaledwie dwa tygodnie od momentu, gdy opuściła Londyn, a zarazem łóżko właściciela hotelu i znanego kobieciarza, za wcześnie więc na lekarzy, USG czy jakiekolwiek objawy poza wrażliwością piersi i nieznacznymi nudnościami, które z całą pewnością znacznie się nasilą, gdy tylko zobaczy Luca.

Ten zdeklarowany playboy raczej nie zacznie skakać z radości, słysząc taką nowinę. A już na pewno nie potraktuje jej przyjaźnie. Taki bogacz jak Lucas może wręcz podejrzewać, że kierują nią jakieś przyziemne pobudki. Radość, którą czuła na myśl o ciąży, tylko by go w tym utwierdziła.

W gruncie rzeczy nie martwiła się o siebie. Zastanawiała się tylko, czy Luc byłby dobrym ojcem dla jej dziecka. Prawie się nie znali, a to, co o nim słyszała, nie wskazywało, by nadawał się do założenia rodziny.

Powoli. Najpierw trzeba zrobić pierwszy krok, upomniała się zdecydowanie, poprawiając sukienkę, która jeszcze przed chwilą leżała świetnie, a nagle wydała się zbyt ciasna. Nie miała wątpliwości, że Luc musi się dziś pojawić. Był przecież najbliższym przyjacielem Tiaga Santosa, który brał ślub z Danny Cameron. Zarówno Lucas, jak i Tiago byli zawodnikami słynnej drużyny polo. Gdyby Luc nie przyjechał, byłby jedynym członkiem Gromu nieobecnym na weselu.

Emma odbywała praktyki w hotelu Luca w Londynie, gdy dyrektorka college’u zwróciła na nią uwagę właściciela. Doskonale pamiętała, jakie wrażenie zrobiło na zebranych pojawienie się atrakcyjnego Lucasa Marcelosa na dorocznej uroczystości wręczania nagród. Emma została wówczas wyróżniona za wybitne osiągnięcia w nauce hotelarstwa.

– Intrygujesz mnie – powiedział, gdy podczas rozmowy zaproponowała kilka zmian, które mogłyby usprawnić pracę personelu. Jego czarne oczy zdawały się ją przyciągać. Wtedy jednak nie uświadamiała sobie jak bardzo.

Była stracona już w chwili, gdy jego rozbawione spojrzenie spoczęło na jej onieśmielonej twarzy. Lucas Marcelos bez wątpienia zasługiwał na opinię niegrzecznego chłopca. Zbudowany jak gladiator, rzeczywiście wyglądał niczym bóg podziemi, jak go określił któryś z kolorowych magazynów. Z falującymi czarnymi włosami, śniadą cerą, kilkudniowym zarostem i poważną twarzą wydawał się pełen pierwotnej siły. Jego zainteresowanie pobudziło wyobraźnię Emmy. Fantazjowała, że mogłaby z nim pracować, a nawet widywać każdego dnia.

Ciężko pracowała, żeby zrobić na nim wrażenie. Mijały dni i tygodnie, aż uwierzyła, że mogą zostać przyjaciółmi. Opowiadała mu o swoich nadziejach na przyszłość, o marzeniach związanych z pracą w jego firmie. Pochlebiała jej życzliwość, z jaką się do niej odnosił. Była zbyt naiwna, by się zorientować, że Luc, jako wytrawny uwodziciel, umiał wykorzystać sytuację. Być może jej niewinność stała się wyzwaniem, któremu nie potrafił się oprzeć.

Sprawy osiągnęły punkt krytyczny tego wieczoru, kiedy dowiedziała się, że jej rodzice zginęli podczas pościgu policji. Była zdruzgotana, ale nikomu nawet o tym nie wspomniała. A już z pewnością nie chciała rozmawiać na ten temat z Lukiem, bo wtedy musiałaby zdradzić kryminalną przeszłość rodziców i opowiedzieć o głębokim żalu, niezrozumiałym nawet dla niej samej.

Rodzice nigdy jej nie chcieli. Zawsze mówili o niej jak o dziecku, które trafiło im się przypadkiem. Mimo to nie przestawała ich kochać ani walczyć o ich miłość. W noc ich śmierci płakała nie tylko z żalu nad ich zmarnowanym życiem, ale też nad sobą. Uświadomiła sobie, że nigdy już nie ziści się marzenie, by zdobyć ich miłość. Doskonale pamiętała nasilające się pragnienie, by ktoś ją objął i pokochał.

Namiastka miłości wydawała się lepsza niż jej brak, a Luc był mistrzem w sztuce uwodzenia. Tamtej nocy chętnie mu uległa. Dał jej tyle zadowolenia, że mogła o wszystkim zapomnieć. W jej wyobraźni Lucas Marcelos stał się pełnym uwielbienia kochankiem, a ona jego ukochaną dziewczyną. Rozmarzona spytała w pewnej chwili, co będzie dalej. Luc spojrzał na nią zdumiony i wzruszył ramionami.

– Możemy ciągnąć ten romans, jeśli tego chcesz. – Roześmiał się, jakby załatwianie takich spraw było najłatwiejszą rzeczą pod słońcem.

I tak rozwiały się jej marzenia. Odczekała, aż Luc zaśnie, wysunęła się z łóżka i wyruszyła w długą podróż do rodzinnej Szkocji, pewna, że tam się opamięta i nabierze rozumu. Miała nadzieję, że po powrocie do domu znajdzie jakieś ślady miłych chwil spędzonych z rodzicami. Jednak takie ślady nie istniały. Poszukała więc pracy i zaczęła budować życie na nowo. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek spotka Luca, ale skoro znów pojawił się w jej życiu – chociaż tylko na krótką chwilę – będzie musiała powiedzieć mu o dziecku.

Przynajmniej wróciłam do rzeczywistości, uznała, wygładzając jedwabną, pożyczoną od Danny suknię na wciąż płaskim brzuchu. Lucas to niesamowicie atrakcyjny miliarder. Ona natomiast była prostą pokojówką. Nie mieli ze sobą nic wspólnego. Jednak ukrywanie się w toalecie niczego nie rozwiąże. Musi stawić mu czoło. Poczuje się lepiej, gdy wyjaśni mu, jak cieszy się z dziecka i poinformuje, że nie oczekuje od niego pomocy. Ani teraz, ani w przyszłości.

Do toalety weszła duża grupa kobiet. Zanim przepchnęły się do lustra, Emma sięgnęła po kosmetyczkę i zabrała się do poprawiania makijażu. Zbyt wiele podkładu będzie wyglądało, jakby próbowała zamalować brak odwagi. Jeśli jednak nałoży go zbyt mało, Luc może uznać, że jest blada i słaba. A na to nie chciała pozwolić. Zdecydowała się na błyszczyk i odrobinę różu, co dało wyśmienity efekt. Zbierała właśnie kosmetyki, gdy odezwała się jedna z kobiet:

– Świetne przyjęcie, prawda?

– Widziałyście, kto przyszedł? – wtrąciła inna.

– Lucas Marcelos! – wykrzyknęła kolejna, udając omdlenie z zachwytu. – Ciekawe, czy zwróci uwagę na którąś z nas?

Hałaśliwy śmiech pozwolił Emmie odzyskać równowagę.

– Naprawdę tu jest? – spytała, gdy śmiech ucichł.

– I to sam – potwierdziła pierwsza z kobiet i dodała: – Takich mężczyzn nie powinno się spuszczać ze smyczy. Widziałaś go? – Powachlowała się dłonią. – Ten facet aż się prosi o grzech. Nikt nas nie będzie winił, jeśli damy się skusić.

Emma w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie o znanym playboyu. Najchętniej uciekłaby stąd jak najprędzej. Była w ciąży z potężnym, bogatym mężczyzną. Mężczyzną, którego ledwie znała, a który miał opinię bezwzględnego uwodziciela. Na domiar złego sama była bez grosza, a jej praca nie miała żadnych perspektyw. Przecież pracę można zmienić, zreflektowała się natychmiast. Jak wiele innych kobiet, zadbam o swoje dziecko bez pomocy mężczyzny. Nie będę nigdzie uciekać.

Zebrała swoje rzeczy i po raz ostatni spojrzała w lustro. Na szczęście makijaż pomógł ukryć ziemistą cerę. Wystarczyło przetrwać ten wieczór. Trzeba tylko we właściwy sposób poprowadzić rozmowę: skupić się na faktach, a emocje trzymać na wodzy.

Tyle będzie umiała zrobić.

– Bawcie się dobrze – rzuciła na pożegnanie, otworzyła drzwi i niemal zderzyła się z Lucasem.

Zaskoczona podniosła wzrok, gdy pomógł jej zachować równowagę. Znajome dotknięcie przyprawiło ją o dreszcz. Poczuła się, jakby nigdy się nie rozstawali. Spojrzenie ciemnych oczu było równie przenikliwe, pełne usta kuszące jak dawniej.

– Jesteś cała?

Głęboki głos Lucasa zdawał się pieścić zmysły. Tak samo brzmiał, kiedy się kochali i doprowadzał ją do szczytu rozkoszy.

– Oczywiście, dziękuję. – Odsunęła się, żeby zwiększyć dystans. W teorii wszystko wydawało się takie łatwe, teraz jednak, gdy stanęła z nim twarzą w twarz, poczuła się zakłopotana. – Przepraszam – dodała lekkim tonem.

– My się chyba znamy, prawda?

Wiedziała, że się z nią przekomarza. Nie miał wątpliwości, że się znają. Poznał przecież każdy skrawek jej ciała.

– Mam wrażenie, że się już kiedyś spotkaliśmy – odparła chłodno, podejmując grę.

Czarne brwi Luca uniosły się do góry, nadając mu wygląd barbarzyńcy: wysoki, czarny, niebezpieczny, o czujnym spojrzeniu. Dokładnie tak go zapamiętała. Tylko strój się nie zgadzał. Kiedy odchodziła, był nagi. W czarnym, szytym na miarę garniturze prezentował się znakomicie. Biała koszula, szary jedwabny krawat, spinki do mankietów z czarnego diamentu, a to wszystko ozdobione zabójczym uśmiechem. Lucas Marcelos był budzącym podziw bogaczem, ona natomiast biedną pokojówką w pożyczonej sukience. Odwróciła się, żeby odejść.

Luc zastąpił jej drogę. Poczuła bijące od niego ciepło. Przestraszyła się, że znów nie będzie umiała oprzeć się jego zmysłowości.

– Dlaczego tak nagle opuściłaś Londyn, Emmo? Znalazłaś lepszą pracę?

– Właściwie nie – przyznała szczerze, podążając za jego spojrzeniem. Było jasne, co myśli. Jak na małe miasteczko i szkockie odludzie hotel był uroczy, nie mógł się jednak równać z pałacami Luca. Może podejrzewał, że zaplanowała tę noc w Londynie, aby zrobić błyskawiczną karierę, a gdy to nie wyszło, postanowiła wrócić. Nic nie było dalsze od prawdy. Bała się raczej, że ich krótkotrwały flirt może zniszczyć jej reputację. Teraz już wiedziała, że dla Lucasa seks był tylko i wyłącznie zaspokojeniem żądzy. Ona traktowała zbliżenie jak obietnicę i potwierdzenie zaufania.

 

– Zostałaś w Szkocji na ślub? – dociekał Luc, patrząc na nią uważnie.

– Ja tu mieszkam. Urodziłam się w Szkocji. Tu pracuję. Danny też się tu urodziła i dlatego zdecydowała się urządzić wesele w tym hotelu.

– Podobno twoja kuzynka Lizzie jest córką tutejszego dziedzica?

– Owszem. – Niemal słyszała, jak pracuje jego umysł. Skoro jej kuzynka jest córką dziedzica, to dlaczego Emma myje podłogi?

– Czyli tutaj robisz to samo, co w Londynie? – upewniał się Luc, marszcząc brwi.

– Wciąż pracuję jako pokojówka – odparła dumnie. Jej wuj był właścicielem ziemskim, jednak Emma pochodziła z biedniejszej, cieszącej się złą sławą gałęzi rodziny Fane’ów; z gałęzi, której członkowie woleli oddawać się działalności kryminalnej, niż zabrać się do uczciwej pracy. To nie był jej sposób na życie i chociaż dostawała dość mizerne wynagrodzenie, miała satysfakcję, że każdy grosz zarobiła samodzielnie. Z powodu skomplikowanej sytuacji rodzinnej nie zdobyła wykształcenia, ale starała się to nadrobić, ucząc się po nocach, chociaż w tej chwili nie miała szansy na awans. Mimo to nie zrezygnowała ze swoich ambicji.

– Tu chyba nie ma żadnych szans na awans – zauważył Luc, jakby czytał w jej myślach.

– Rzeczywiście, ale to dopiero początek. – Zmierzyła go wzrokiem, jakby chciała go sprowokować, żeby zaprzeczył. To nie była praca na całe życie, zaledwie zajęcie, które miało jej pomóc stanąć na nogi. Jednak Lucasa musiało dziwić to, że porzuciła Londyn i zatrudniła się w hotelu, który nie gwarantował personelowi lepszych warunków niż te, które on zapewniał swoim pracownikom.

– Na pewno zarabiasz tu znacznie mniej, niż płaciliśmy ci w Londynie.

– Pieniądze to nie wszystko, panie Marcelos. Jestem tu szczęśliwa. Mam wielu przyjaciół… Właśnie w tej chwili czekają na mnie w sali recepcyjnej. Więc… jeśli można…

Luc skłonił się z cierpkim uśmiechem.

– Pozwól, że cię odprowadzę.

Każda sekunda w jego towarzystwie wydawała się torturą. W dodatku w każdej z tych sekund miała okazję, by powiedzieć mu o dziecku. Czyż jednak mogła to zrobić w zatłoczonym hotelowym holu?

Odetchnęła z ulgą, gdy Luc ruszył w stronę rozświetlonej, pełnej zgiełku sali. Chociaż się nie dotykali, szli na tyle blisko siebie, że kobiety, z którymi rozmawiała w toalecie, rozdziawiły usta ze zdumienia. Nie zazdrościłyby mi, gdyby znały prawdę, pomyślała Emma. Tak jak ja nie dam się po raz drugi złapać na jego urok. Uszczęśliwiona, że panuje nad sytuacją, odważyła się uśmiechnąć.

– Życzę panu dobrej zabawy, panie Marcelos – powiedziała na pożegnanie.

– I nawzajem, panno Fane.

Z pewnością będzie się dobrze bawiła. A Lucas Marcelos niech gdzie indziej szuka rozrywki.

ROZDZIAŁ DRUGI

Poznałby ją wszędzie. Wróciło pożądanie, które czuł w Londynie. Emma Fane ponownie zawładnęła jego zmysłami. Miał wrażenie, że zaledwie przed chwilą słyszał, jak krzyczy z rozkoszy w jego ramionach. Zamiast prowadzić ją do sali weselnej, najchętniej poszukałby ustronnego pokoju, gdzie mogliby kontynuować to, co zaczęli. Czuł jednak, że z jakiegoś powodu starała się trzymać na dystans.

Nigdy nie chodził do łóżka z dziewczynami z personelu. Emma była wyjątkiem. Coś sprawiło, że pragnął ją posiąść, i kiedy dziś dostrzegł ją wśród weselnych gości, znów ogarnęło go to uczucie. Ten jeden okruch, którego zakosztował, nie mógł mu wystarczyć.

– To pański stół. – Kelner odsunął mu krzesło.

Miejsce było idealne. Miał stąd doskonały widok na Emmę, która siedziała między panną młodą a pierwszą druhną. Wydawała się rozluźniona i ożywiona. Zupełnie nie przypominała tej dziewczyny, która rozmawiała z nim lodowatym tonem pod drzwiami toalety. To zrozumiałe, że się zmieniła, rozmyślał, próbując pojąć powód jej zachowania. Dopiero po jej ucieczce dowiedział się o tragedii, która z pewnością musiała nią wstrząsnąć. Strata obojga rodziców w wypadku podczas policyjnego pościgu i jednocześnie odkrycie, że byli przestępcami… Kto nie doznałby szoku w takiej sytuacji? Ludzie mówili co prawda, że Fane’owie byli egoistami i w ogóle nie dbali o córkę, lecz to nie powstrzyma dziecka przed szukaniem miłości, nawet jeśli wie, że jego walka jest skazana na niepowodzenie.

Kiedy poznał Emmę, była pełna energii, teraz jednak wyglądała na wyczerpaną. To wina pracy w tym hotelu, uznał. Jednocześnie wydawała się bardziej opanowana i dojrzała, jakby poradziła sobie z trudną lekcją, którą odebrała od życia. Tamtej nocy, która skończyła się w jego łóżku, Emma była dzika i nieokiełznana, jej radość życia była wręcz zaraźliwa. Teraz podejrzewał, że posłużyła się nim, próbując zapomnieć o bólu.

To urażało jego dumę i sprawiło, że tym bardziej pragnął ją uwieść… Zmusić, aby przyszła do niego nie tylko po zapomnienie. Nie rozumiał jednak, dlaczego trzymała się pracy, która nie miała żadnej przyszłości. Mogła przecież zostać w Szkocji do pogrzebu, a potem wrócić do Londynu i kontynuować naukę. Czyżby to znaczyło, że próbuje go unikać? Tylko z jakiego powodu?

– Trzy piękne kobiety, prawda? – zagadnęła go starsza pani, która siedziała po sąsiedzku.

Dopiero w tym momencie zorientował się, że wpatruje się w Emmę, całkowicie ignorując towarzyszkę przy stole. Prawdę mówiąc, on widział tylko jedną piękną kobietę w tej sali.

– Z moich obserwacji wynika, że w Szkocji są same piękne kobiety – odparł, próbując zrekompensować brak dobrych manier.

– Oho, kolejny niebezpieczny czaruś z Brazylii – rzuciła starsza pani. – Wygląda na to, że tutejszym dziewczętom przypadli do gustu tacy groźni mężczyźni.

Ukrył uśmiech i przeniósł wzrok na pana młodego. Tiago Santos był niepoprawnym kobieciarzem do czasu, gdy usidliła go Danny. Pierwsza druhna, Lizzie, również była żoną zawodnika z ich drużyny polo. Dawniej zachowaniu Chica Fernandeza wobec kobiet także można było wiele zarzucić. Wszystko uległo zmianie w chwili, gdy poznał swoją żonę.

Ja w każdym razie nie zamierzam się zmieniać, pomyślał, po czym odwrócił się do swojej towarzyszki.

– Mam nadzieję, że mnie pani nie uważa za zagrożenie? – zaśmiał się.

– Będę się trzymać od pana z daleka – zapewniła z wesołym błyskiem w oku. – Czterdzieści lat temu pewnie byłoby inaczej. Tylko niech pan jej nie skrzywdzi – dodała, patrząc mu prosto w oczy.

– O kim pani mówi? – Udał, że nie zrozumiał.

– O Emmie Fane. – Przyjrzała mu się uważnie. – Niech pan nie próbuje mnie oszukać, młody człowieku. Doskonale wiem, na kogo pan patrzył. I proszę poważnie potraktować moje ostrzeżenie. Ta dziewczyna nie zasłużyła na to, co przeszła.

Zdawał sobie sprawę, że bezcelowe jest zaprzeczanie. Z pewnością było widać, komu się przypatrywał. Uczucie, z jakim jego sąsiadka mówiła o Emmie, wzmocniło jego pragnienia. Musi zdobyć tę dziewczynę. Emma Fane intrygowała go i podniecała. Nie pozwoli jej uciec po raz drugi.

Orkiestra wciąż grała. W sali recepcyjnej lśniły żyrandole, kryształy i srebra. Jedyną osobą, którą Emma widziała wśród tłumu eleganckich gości, był Lucas. Jej spojrzenie błądziło po sali, a za każdym razem, gdy zatrzymała je na Lucu, napotykała jego wzrok. Była w tym fascynująca i jednocześnie niebezpieczna obietnica, że nie wszystko jeszcze skończone. Kiedy wyszła z sali, żeby pomóc pannie młodej przebrać się do odjazdu, Lucas czekał na nią w holu.

Nie była na to przygotowana. I pewno nigdy nie będzie…

– Przykro mi – powiedziała, uśmiechając się ze skruchą. – Naprawdę nie mogę teraz z panem rozmawiać. – Wskazała na przyjaciół wchodzących na schody.

– Więc znajdź czas – rzucił stanowczym tonem.

– Zawsze tak pan dyryguje ludźmi? – Odsunęła się, czując, jak rośnie napięcie między nimi.

– Chyba o tym wiesz – zadrwił, patrząc jej prosto w oczy. – Zresztą pamiętam, że podobało ci się, gdy tobą kierowałem.

Zadrżała. Pamiętała każde polecenie Lucasa, każdą jego wskazówkę. Złośliwy uśmiech, który pojawił się na jego ustach, jeszcze pogorszył sprawę. Na pewno doskonale zdawał sobie sprawę, jak ją podnieca.

– Przepraszam, panie Marcelos. Naprawdę muszę już iść. – Ominęła go, kręcąc głową ze zniecierpliwieniem. Była zła na siebie, bo poczuła rozczarowanie, kiedy Luc ją przepuścił. Dlaczego tak na nią działał?

Nie, wcale na mnie nie działa! – uznała po chwili. Pospieszyła za panną młodą, a wbiegając po schodach, ani razu nie obejrzała się za siebie.

O świcie wziął lodowaty prysznic, ale to nic nie pomogło. Uśmiechnął się z politowaniem, czując, jak jego ciało reaguje na myśl o Emmie. Fakt, że dzieliło ich zaledwie kilka metrów, jeszcze pogarszał sprawę. Spała w pomieszczeniach dla personelu tuż pod dachem, czyli piętro wyżej niż jego pokój. Zdradziła mu to z bezczelnym uśmiechem jedna z pokojówek.

Owinął się w pasie ręcznikiem, spojrzał w lustro i przeczesał palcami włosy. Jeszcze w Londynie rzuciła na niego urok i pewnie dlatego nie mógł wymazać jej z pamięci. Miał wrażenie, że zrozumiał, czemu postanowiła wrócić w rodzinne strony. Czasem w życiu trzeba się cofnąć, zanim ponownie ruszy się do przodu. A gdzie o to łatwiej, jeśli nie wśród przyjaciół?

Wytarł się niedbale i wciągnął dżinsy. Ciekawe, gdzie teraz może być? – zastanawiał się. Wczoraj uciekła jak Kopciuszek po wybiciu północy. Mówiła, że idzie pomóc pannie młodej. Raczej chodziło o to, żeby uniknąć rozmowy z nim.

A może ma chłopaka? Zaklął ze złością na samą myśl o tym, ale zaraz się uspokoił. Podczas przyjęcia nikogo przy niej nie zauważył. Chociaż… Emma była atrakcyjną kobietą. Mało prawdopodobne, żeby nikogo nie miała.

Co go to zresztą obchodzi? To nie jego sprawa. Niech diabli porwą Emmę Fane!

Ponownie spojrzał w lustro i porzucił myśl o goleniu. Niestety bezmyślnie spojrzał na łóżko, a to przywiodło mu na myśl noc, którą spędzili ze sobą w Londynie. Najpiękniejsza część tej nocy wydarzyła się wówczas, gdy Emma znalazła się w jego łóżku. Pragnęła tego jak szalona, a on bardzo chętnie uległ. Z żalem odwrócił wzrok. Nie miał czasu na takie rozważania. Nie przyjechał tu wyłącznie z powodu ślubu. Miał kupić zamek i załatwić kilka spraw. Nie był przecież nastolatkiem, żeby rozmyślać o seksie z Emmą Fane. Dosyć tego! Śniadanie, a potem do pracy…

Przestać myśleć o Emmie?

Ciekawe, czy dzisiaj będzie w hotelu?

Z całą pewnością. Była przecież szeregowym pracownikiem, zwykłą pokojówką.

Chwycił słuchawkę i wezwał serwis hotelowy.

– Proszę mi przynieść świeże ręczniki.

Zwykłą? Roześmiał się. Takie określenie wyjątkowo nie pasowało do Emmy. Wydawała się zupełnie inna niż dziewczyna, którą zapamiętał. Poczynając od ponętnych kształtów, aż po zuchwały ton, jakim się do niego zwracała. Kobiety nigdy mu się nie przeciwstawiały. Żadna nie chciała ryzykować. Liczyły, że będzie obsypywał je prezentami i poświęcał im czas, za co odwdzięczały się w łóżku. Natomiast Emma najwyraźniej niczego nie oczekiwała.

Chodził po pokoju, zastanawiając się, jakie ma szanse, żeby ją zobaczyć. Nawet tak mały hotelik ma więcej niż jedną pokojówkę.

Na odpowiedź nie czekał zbyt długo. Rozległo się pukanie i po chwili usłyszał głos:

– Obsługa.

Emma…

– Chciał pan wymienić ręczniki? Och, na miłość boską! – wybuchnęła Emma, zanim zdołała się powstrzymać.

Roześmiał się. Jego czarne oczy rozbłysły.

– Nie przyszło ci do głowy, żeby sprawdzić nazwisko gościa, który o to prosił? – zadrwił, wpuszczając ją do pokoju.

– Nie oczekuje się od nas, byśmy znali nazwiska gości – odparowała, mijając go.

– Chyba nie dotyczy to osób, które znacie osobiście?

Czuła jego wzrok na plecach.

– Owszem, tych również – odrzekła chłodno.

Ciebie znam wyjątkowo dobrze, choć jednocześnie nic o tobie nie wiem, myślała, wchodząc do łazienki. W Londynie rozmawiali rzadko i najczęściej o sprawach dotyczących prowadzenia hotelu, a tej ostatniej nocy nie potrzebowali słów.

– Nie masz nic do powiedzenia, Emmo? – spytał z urażoną miną, gdy wyszła z łazienki.

– Nie przysłano mnie na pogaduszki, proszę pana. – To znów nie była odpowiednia chwila, żeby poinformować go o dziecku. Chciała to zrobić w prywatnej rozmowie, najlepiej w jakimś publicznym miejscu. Stojąc już w drzwiach, dorzuciła: – Jeśli będzie pan jeszcze czegoś potrzebował, proszę zadzwonić do administracji hotelu. Przyślą…

 

– Inną pokojówkę, tak? – przerwał jej.

– Może tak być – przytaknęła, spoglądając mu w oczy. – Zależy, czyja to zmiana.

– A kiedy ty kończysz zmianę?

Serce zabiło jej mocniej.

– Ja? – Zmarszczyła brwi. – Kiedy nadejdzie na to pora. – Chciała stąd jak najprędzej wyjść i znaleźć się w kuchni na dole.

Jednak ledwie zdążyła otworzyć kuchenne drzwi, szefowa obsługi skierowała ją z powrotem.

– Znowu zadzwonił. Skończyła mu się kawa.

Czego on jeszcze chce? – pomyślała. Zagryzła wargi, sprawdziła, czy na wózku niczego nie brakuje, i po chwili znów pukała do drzwi.

– Czym mogę służyć, proszę pana? – spytała uprzejmie, choć z trudem hamowała wściekłość. – Przywiozłam wszystko, czego może pan potrzebować.

– Wątpię – mruknął, powstrzymując śmiech.

Wtoczyła wózek do pokoju. Przyszło jej do głowy, że może teraz jest dobry moment na rozmowę.

Nie, nie mogła ryzykować utratę pracy. Nagabywanie gościa było poważnym wykroczeniem. Luc mógłby wybuchnąć gniewem, zadzwonić do szefowej i spowodować, że ją zwolnią. Ładnie by wyglądała, gdyby coś takiego pojawiło się w jej zawodowym życiorysie. Porozmawia z nim, kiedy nadejdzie stosowna chwila.

– Śliczny dzień – zauważył Luc, wyglądając przez okno.

Nie potrafiła ocenić, czy żartuje. Padał gęsty śnieg i widok był jak z obrazka, ale też panowało przejmujące zimno. Zupełnie inaczej niż tu w pokoju, obok gorącego Lucasa. Wyglądał bardzo seksownie w dżinsach i sportowej koszuli. Prawdę mówiąc, seksownie wyglądał w każdym stroju…

A szczególnie gdy był nago…

Odwrócił się od okna i przyglądał jej się przez dłuższą chwilę.

– No więc kiedy kończy się twoja zmiana?

Czyżby chciał się z nią spotkać po pracy? Miałaby okazję poinformować go o dziecku… Tyle że jego głos wydał się podejrzanie ciepły i miękki. Obawiała się, że Lucowi nie chodzi o pogawędkę nad filiżanką kawy.

– Nie jestem pewna – odparła. W ustach miała zupełnie sucho. – Jeszcze nie wiadomo. – Popchnęła wózek w stronę wyjścia.

– W porządku, możesz już iść – powiedział wreszcie, otwierając jej drzwi.

Odetchnęła z ulgą. Tak się pewnie czuje ryba, której udało się zerwać z haczyka, pomyślała. Przechodząc obok, poczuła zapach jego ciała. Musiał niedawno brać prysznic, bo zmierzwione włosy miał wciąż wilgotne. Zauważyła, że się nie ogolił.

Co mnie to obchodzi? – zganiła się w duchu, wychodząc na korytarz.

No cóż… Wysportowany, wysoki i silny Lucas Marcelos, ubrany w obcisłe dżinsy, wyglądał niesamowicie. Oczywiście, że ją obchodził.

– Czy potrzebuje pan jeszcze czegoś? – spytała, starając się, by zabrzmiało to jak najbardziej profesjonalnie. Nagle coś ją podkusiło i dodała: – Może chciałby pan, żebym przed wyjściem poprawiła łóżko?

Widząc uśmiech, który pojawił się na jego ustach, zorientowała się, że akurat łóżka nie powinna wspominać. No tak… Lucowi łóżko nie kojarzyło się ze snem.

– Może przyjdziesz później, żeby się tym zająć? Powieszę na drzwiach informację, gdy będę gotowy.

Pominęła jego uwagę milczeniem.

– Chociaż właściwie jest coś jeszcze.

– Słucham, proszę pana.

– Powiedz szefowi obsługi, że powinni kupić większe ręczniki.

Rzeczywiście. Nikt z gości nie był tak wysoki jak Luc. Górował nad otoczeniem pod każdym względem.

– Czy to wszystko, proszę pana? – Odczekała chwilę. – Jeśli nie chce pan nic więcej…

– Nie w tej chwili.

Oparł się o drzwi i roześmiał głośno. Z każdą chwilą podobała mu się coraz bardziej. I nie chodziło wyłącznie o jej zmysłową figurę, ogniście rude włosy ani porywczy temperament. Choć to również przypadło mu do gustu. W tym skromnym uniformie, ze swoją jasną celtycką cerą Emma Fane mogła się wydawać młoda i bezbronna, lecz nadal była gorąca, tak jak ją zapamiętał. Wzbudziła jego zainteresowanie, gdy po raz pierwszy zobaczył ją w Londynie. I z całą pewnością jeszcze z nią nie skończył.

Zmieniła się na lepsze, uznał, wciągając sweter. W Londynie nie zastanawiał się nad jej charakterem. Dzisiaj jednak widział, że jest odważniejsza, choć wtedy również nie brakowało jej śmiałości i żaru. Ale teraz była silniejsza i bardziej pewna siebie.

Nic dziwnego, że się uodporniła po wypadku rodziców oraz informacjach ujawnionych przez prasę. Podziwiał jej opanowanie i uprzejmy ton, gdy mówiła, spoglądając na niego tymi swoimi szmaragdowymi oczami.

Chwycił kluczyki od samochodu i rozejrzał się wokół. Pokój wydawał się pusty, gdy zabrakło w nim Emmy. Drobna kobietka o silnym charakterze. Nadal ma zaczerwienione, spracowane dłonie, rozmyślał, kierując się do windy. Już w Londynie zwrócił na nie uwagę. Nie mógł zapomnieć, jak sprawnie potrafiła się nimi posłużyć, gdy ją do tego zachęcił.

Nie przerywając rozmyślań o Emmie, skinieniem głowy pozdrowił gości, do których dołączył w windzie. Po tym, jak w środku nocy opuściła jego łóżko, zorientował się, że nie tylko jego zdziwiło jej zniknięcie. Z każdej strony słyszał, jakim dobrym była pracownikiem, jak wielkie szanse miała na awans i karierę w hotelarstwie. Zresztą nie trzeba go było o tym zapewniać. Tylko dlaczego odeszła? I dokąd? Wszyscy wiedzieli, że bez protestów brała nadgodziny i zawsze robiła dobrą minę do złej gry. Każdy zadawał sobie pytanie, co się z nią stało. Teraz upewnił się, że potrafiła sobie poradzić w każdej sytuacji. Chociaż co on właściwie mógł o tym wiedzieć?

Nie powinienem zaprzątać sobie głowy Emmą Fane, zdecydował. Podziwiał jej kompetencje, ale fakt, że traktowała go jak każdego z gości, budził w nim wściekłość. Po nocy, którą ze sobą spędzili, mógł oczekiwać więcej.

Czego właściwie chciałem? – zadał sobie pytanie. Okazji, żeby móc ją odtrącić?

Chyba o to właśnie chodziło. Przecież uraziła jego próżność. Nigdy dotąd żadna kobieta tak go nie zaskoczyła. Czy zapomniała, jak krzyczała z rozkoszy w jego ramionach? A może to dlatego postanowiła trzymać go na dystans? Może boi się, że nie będzie potrafiła nad sobą zapanować?

Takie wytłumaczenie całkiem mu się podobało. Uśmiechnął się z zadowoleniem, czekając, aż podstawią samochód. Właściwie nie było żadnego powodu, żeby przejmować się Emmą. Pełne usta, kształtny biust, zgrabne nogi – wszystko to prawda, ale przecież nie padnie do stóp ognistowłosej uwodzicielce tylko dlatego, że włożyła skromny mundurek, który aż się prosił, by go z niej zedrzeć. Dał boyowi napiwek i wsiadł do samochodu.

Nie mógł się skupić na pracy. Przez cały dzień tłumaczył sobie, że powinien zapomnieć o Emmie. Kiedyś podjął decyzję, że nigdy więcej nie będzie cierpiał przez kobietę. Dotrzymał przysięgi aż do dzisiaj. No, może poza tym krótkim epizodem w Londynie. Tamtego ranka po przebudzeniu prawie się ucieszył, że zniknęła. Ta radość trwała do chwili, gdy zaczął za nią tęsknić. Czy jednak nie nauczył się, że oddanie może zniszczyć życie, że pragnienie kobiety może się stać obsesją? Nie da się kolejny raz zapędzić w ślepą uliczkę.

W takim razie, dlaczego nie przestaje myśleć o Emmie Fane?

Przypuszczalnie dlatego, że stała się dla niego nieosiągalna. Jeśli nie zdoła wymazać jej z myśli, ten stan frustracji jeszcze się pogłębi. Należało coś z tym zrobić. I to jak najszybciej.