Mieszkając z playboyem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Dziennik londyński: Jeśli nie powiedzie ci się od razu, ODPUŚĆ. Nie!

Nie to miała na myśli, decydując się na pisanie. Wyrzuć to więc i zacznij od nowa. Okej…

Można by pomyśleć, że mieszkanie w penthousie rodziny Acosta z całą tą przestrzenią, dziełami sztuki, gadżetami i umeblowaniem autorstwa czołowych projektantów to pobyt w siódmym niebie. Ale to oznacza nieużywanie niczego w kuchni z obawy przed zadrapaniem, spaleniem lub stłuczeniem. Nie wspominając już o łazience. Przede wszystkim mam dość ciągłego chodzenia wszędzie na paluszkach. Czuję się tu jak yeti w dziale ze szkłem w Harrodsie. A co do tej pracy w magazynie „Rock!”, najpopularniejszym piśmie w mieście, powinna być spełnieniem marzeń, prawda? Błąd. Gorzej już być nie może. Oczywiście nie doszłam jeszcze do tematu mojego życia miłosnego. Nadal zero takowego, chociaż pożądliwych myśli cała masa, a to za sprawą spotkanego w kafejce faceta o imieniu Ruiz, wyglądającego niczym bóg seksu. On uważa mnie za uroczego dzieciaka. Och, dobrze, jestem dwudziestotrzyletnim dzieciakiem z biustem jak Brazylijka. Entuzjazm? Zawsze byłam typem dziewczyny, dla której szklanka była w połowie pusta. A Ruiz mógłby tę szklankę napełnić.

Nie oznaczało to, że szukała faceta. Ale jej czytelnicy nie musieli wiedzieć, że raz sparzona dmucha na zimne. Powinna dopatrywać się pozytywów, a nie rozpamiętywać błędy. Bo w magazynie „Rock!” sprawy szły kiepsko. Wymarzona praca w rubryce porad sercowych, nieważne na jak niskim stanowisku, wisiała na włosku. Wpatrywała się w ostatni okólnik na ekranie komputera. Wyglądało na to, że straci robotę. Zanim nawet dostała szansę pokazania, co potrafi.

Ostatnie statystyki są tragiczne. Rubryka porad sercowych padnie, chyba że liczba czytelników znacząco wzrośnie. Żeby ją podźwignąć, potrzebny jest felieton w odcinkach. Coś pikantnego. Do roboty, zespole. Pamiętajcie: ostatni zostaje, pierwszy wypada. Czyli ty, Holly.

Błysnęła do szefa uśmiechem w stylu „obiecuję, że bardzo się postaram”. Co niby miała zrobić, żeby sprawy przybrały lepszy obrót? Czytelników raczej nie zainteresuje sensacyjny materiał typu „Niezwykłe znikające skarpety” czy „Znajdź biały stanik pośród różnych odcieni szarości”.

– Pracuję nad tym – zapewniła szefa, wychodząc wieczorem z biura z zatroskaną miną.

– Nie chcemy cię stracić, Holly, ale… – Miał rację. Rubryka padała, chyba że ktoś szybko wpadnie na jakiś pomysł.

Chowanie się za cudzymi problemami, zamiast ryzyka kolejnego „Holly znowu schrzaniła sprawę z niewłaściwym facetem”, miało sens w momencie przyjazdu do Londynu, myślała. Przedzierała się właśnie w stronę przystanku autobusowego przez robiący świąteczne zakupy tłum. Czuła, że chce chwycić swoje życie za kark i odnieść sukces. Chowanie się za cudzymi problemami tak czy inaczej nie było możliwe, ponieważ listy od czytelników, na które miała odpowiadać, nie przychodziły. Rubryka porad sercowych upadała, bo nikt nie chciał się przyznać, że potrzebuje rady. To nie było trendy. Musiała wykombinować coś oryginalnego. W przeciwnym razie grozi jej katastrofa, jaką była jej pierwsza posada. Zaraz po studiach dostała pracę w znanym magazynie „Desperat”. Znanym w pewnych kręgach, poprawiła się, machając na autobus. Uważała się za szczęściarę. Ale redakcja okazała się kiepsko oświetloną telefoniczną agencją towarzyską. Pracujące tam dziewczyny były zbyt zajęte rozmową przez telefon, żeby zauważyć jej pojawienie się. Początkowo nie mogła zrozumieć, dlaczego posługują się skryptami z oślimi uszami i dyszą do mikrofonu. Przebiegła w myślach strony magazynu. „Desperat” był dosyć niesmacznym pismem, ale w granicach normy. Dopóki nie doszło się do ostatnich stron, z ogłoszeniami typu „Czytanie tarota we dwoje”, „Masaż przez najsilniejszą kobietę na Wyspach” czy „Intymna pogawędka z Chantelle”. Och!

– Hm. Czy mogę rozmawiać z kierownikiem? – I tak to się skończyło. Nie wróci do telefonicznego sekslochu, obiecała sobie, wchodząc do penthouse’u, nieba klanu Acostów, jak zaczęła myśleć o swoim tymczasowym lokum. Zostanie w redakcji „Rocka!” i osiągnie sukces. Wchodząc, ostrożnie zdjęła buty, by chronić nieskazitelny blask starannie wyfroterowanego parkietu. Zdjęła płaszcz, rzuciła go na krzesło, niedbale rzuciła też torbę, aktówkę, gazetę, magazyny i szalik. Jeśli mi się powiedzie, pewnego dnia może sama będę miała coś takiego na własność, pomyślała, obracając się w wielkim wyłożonym marmurem hollu. Nad głową miała szklany dach z cudownym widokiem na gwiazdy. Dwa naturalnej wielkości rzymskie popiersia, najwyraźniej autentyczne, stały po obu stronach olbrzymich podwójnych drzwi. Nic dziwnego, że czuła się nieswojo wśród tego splendoru. Jedno nieopaczne kichnięcie i mogła zostać bankrutem do końca życia. Ale póki co penthouse był jej domem i mogła równie dobrze napawać się tym luksusem. Dziś wieczór zafunduje sobie zieloną maseczkę na twarz. Zawsze najlepiej myślało jej się w kąpieli. Zaplanowała długą sesję w wannie.

Dziwne bywają zrządzenia losu. Ruiz bez skutku próbował odszukać siostrę, a tu Lucia nieoczekiwanie sama do niego zadzwoniła. Mógł się spodziewać, że lojalność wobec przyjaciółki każe siostrze poświęcić swoją kryjówkę. Nastąpiła szybka wymiana informacji i zawarli umowę. Chciał, żeby Lucia przestała wreszcie tracić czas na imprezowanie. Zgodziła się na powrót do realnego życia pod warunkiem, że on zachowa milczenie o miejscu jej pobytu.

– Ale wracaj szybko do domu. Pierwszym samolotem – podkreślił.

– Czyli nie masz nic przeciwko temu, żeby moja przyjaciółka Holly zamieszkała w penthousie?

– Nic a nic. – Los najwyraźniej mu sprzyjał, pomyślał, kiedy Bramkarz, mrucząc z zadowoleniem, umościł swoje kudłate cielsko na jego stopie. Nie tylko przyszłość psa malowała się w jaśniejszych kolorach. Holly, którą spotkał w kawiarni, okazała się przyjaciółką, o przyjeździe której siostra zapomniała. Podekscytowana Lucia aż pisnęła na wieść, że brat zdążył już poznać Holly. On zaś nie mógł się wprost doczekać kolejnego z nią spotkania.

– Jest pewien problem, Ruiz… Pozwoliłam jej sądzić, że będzie miała penthouse do własnej dyspozycji.

– Skąd mogłem przypuszczać, że mój dom zostanie zalany?

– Oczywiście, nie mogłeś, ale…

– Przecież muszę gdzieś mieszkać. To kilka kroków od mojego domu, a tam właśnie przeprowadzają remont. Z tak bliska będę mógł dopilnować fachowców. Twoja przyjaciółka musi zrobić dla mnie miejsce. – Lucia wiedziała, że w apartamencie jest dość przestrzeni. Bez trudu zmieściłby w swoich ścianach średnich rozmiarów dom. – Oczywiście. Proszę cię tylko, żebyś załatwił to dyplomatycznie.

– A zwykle nie jestem uprzejmy?

– Hm.

– Kiedyś musi być ten pierwszy raz.

– Bądź miły, Ruiz.

To będzie łatwe.

– Obiecuję.

– Ale nie przesadź. – W jej głosie znowu pojawiła się troska. – Postaraj się pamiętać, że to moja najlepsza przyjaciółka.

– Jak mógłbym zapomnieć… Idziemy, Bramkarz. Założę się, że jest tam nowiutka designerska sofa dla ciebie do pogryzienia. – Wyczuwając zmianę nastroju, pies podniósł łeb i spojrzał na pana. – Słusznie – Ruiz przytaknął. – Na co jeszcze czekamy? Wprowadzamy się.

Sadowiąc się w jacuzzi wypełnionym cudownie pachnącą pianą, Holly uświadomiła sobie, że to jej pierwsza od przyjazdu do Londynu chwila prawdziwego relaksu. Po raz pierwszy wypróbowała też jaskrawozieloną maskę do twarzy. Kiedy zastygła, nie mogła poruszać ustami, żeby maska nie popękała. Na włosy nałożyła odżywczy olejek, a na oczy chłodzące plasterki ogórka. Wszystkie te przygotowania miały oczyścić jej umysł w oczekiwaniu na pojawienie się Genialnego Pomysłu. Jak dotąd jednak żaden pomysł, genialny czy inny, się nie objawił…

Co to było? Zaalarmował ją odgłos otwieranych drzwi frontowych. Zrzuciła plasterki ogórka z oczu i wyłączyła jacuzzi, nasłuchując. Gdy rozpoznała głos intruza, maska pękła jej na twarzy. Co on tu, u diabła, robi? Gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości, rozległo się szczekanie wielkiego psa.

Załomotał w drzwi łazienki. Co Holly tam robi? Przybył do penthouse’u z głową pełną wizji. Holly świeżo spod prysznica, uperfumowana, ze lśniącymi włosami opadającymi falami na ramiona. Radosne szmaragdowe oczy i serdeczny uśmiech na powitanie. Nie spodziewał się, że właśnie prowadzi garażową wyprzedaż w hollu. W kilku starannie dobranych słowach znalazł ujście dla irytacji, kiedy zorientował się, że właśnie bierze kąpiel. Tego nie było w planie. Co powinien zrobić?

– Otwórz te drzwi – zażądał.

Co powinna zrobić? Zastanawiała się, nadal skulona w wannie. Ruiz z kawiarni próbował wywarzyć drzwi. Kim on był? Jakimś wariatem? Śledził ją? Może był niebezpieczny?

– Skąd wziąłeś klucz? – wrzasnęła.

– Ze skrzynki na klucze – odwrzasnął.

– A kod wejściowy?

– Dała mi go siostra.

– Siostra? – Mózg Holly pracował gorączkowo.

– Moja siostra, Lucia Acosta.

Tak, zdążyła się już domyślić. Był jednym ze słynnych braci Acostów. Holly nigdy ich nie poznała, ale byli ponoć bardzo niegrzecznymi graczami w polo. Według Lucii niczym huragan łamali na całym świecie kobiece serca i szyki rywali na boisku.

– Co tutaj robisz?

– Masz jeszcze jakieś pytania, Holly? Może wyjdziesz z łazienki i porozmawiamy twarzą w twarz? – Czemu nie? Zacisnęła zęby. Mógł sobie należeć do rodziny Acostów, ale Lucia wyraźnie powiedziała jej, że może korzystać z apartamentu na wyłączność. Nie wspominała o braciach włamujących się bez ostrzeżenia.

– Nie powinieneś być w Argentynie i grać w polo? – Próbowała zyskać na czasie, spłukując z włosów odżywkę.

– Mieszkam i pracuję w Londynie. Długo tam będziesz?

 

– Tyle, ile trzeba. – Ściągając z wieszaka szlafrok, przygotowywała się na konfrontację. Nowa Holly nie ucieka i staje do walki. Otworzyła szeroko drzwi. Stali przez moment twarzą w twarz i wtedy Ruiz zaczął się śmiać.

– Co? – Dopiero kiedy grudki zielonej glinki zaczęły spadać na posadzkę, zrozumiała, że zapomniała spłukać z twarzy maskę. Unosząc dumnie brodę cofnęła się do łazienki i zatrzasnęła drzwi.

– Wolisz, żebym wrócił za chwilę?

Odpowiedziała słowami nie do powtórzenia. Szybko zmyła maskę lodowatą wodą. Potrzebowała kuracji wstrząsowej. On nie powinien być aż tak przystojny. To nie było fair.

– Potrzebujesz czasu, żeby się doprowadzić do ładu? – W odpowiedzi otworzyła drzwi.

– Coś cię gryzie?

– Jestem zupełnie spokojna. – Policzki jej płonęły.

– Nawet jeśli ci powiem, że się tu wprowadzam?

– Nie możesz!

– Czyżby?

– Oczywiście, że nie. Ja tutaj mieszkam.

– Tak?

– Lucia powiedziała, że mogę korzystać z apartamentu, dopóki sobie czegoś nie znajdę i…

– Masz to zagwarantowane w umowie?

– Nie, oczywiście, że nie mam umowy. Jak mogę mieć, skoro Lucia jest… Kiedy jej tutaj nie ma – poprawiła się, niepewna, co Ruiz może wiedzieć o miejscu pobytu siostry. – Mamy umowę ustną.

– Moja siostra czasami działa pod wpływem impulsu. – Docenił lojalność Holly. Jego uwagę przykuło coś różowego. Twarz Holly z różowej stała się pąsowa. Szybko zakryła koronkowe majteczki.

– Lucia musiała cię uprzedzić o moim przyjściu? Nie wyobrażam sobie, żeby nie zadzwoniła w tej sprawie.

– Dzwoniła pewnie ze sto razy. – Wyobraziła sobie panikę przyjaciółki – ale zostawiłam telefon w sypialni.

– Cóż, w każdym razie jestem tu. Radzę ci, żebyś się do tego przyzwyczaiła. Może ubierzesz się, a ja tymczasem zajmę się Bramkarzem.

– Przyprowadziłeś tu psa? – Z przerażeniem myślała o zniszczeniach, jakich mógł dokonać wśród tych skarbów.

– Wolałabyś, żebym go zostawił na ulicy?

– Nie, oczywiście że nie, ale…

– Albo żebym go oddał na czas remontu w moim domu do schroniska?

– Byłby tam nieszczęśliwy…

– Właśnie. – Rozejrzał się wokoło. – Bramkarz nieźle tu narozrabia, o ile nie będzie pod nadzorem. Ale jeśli będziesz go pilnować, kiedy ja wyjadę…

– Ja? – wykrzyknęła. – Nie możesz wyjeżdżać i zostawiać Bramkarza ze mną. – Słysząc swoje imię, pies zakradł się pod drzwi łazienki i usiadł przy jej nodze. Co miała robić? Schylając się, przywitała się z nim. Uznał to za zachętę, aby zaczął ją lizać.

– Zobacz, jak się cieszy na twój widok. Jak mogłabyś go porzucić?

Uśmiechnęła się, ale spojrzenie przeznaczone dla Ruiza nie było serdeczne. Odpowiedział uniesieniem hebanowej brwi. W odróżnieniu od swego psa był niebezpieczny. Bracia Acostowie byli znanymi playboyami o fatalnej reputacji. Musiała z nim walczyć jego bronią.

– Bramkarz – wymamrotała ciepło, ignorując jego pana. – Szukasz małej awantury? Tak? Grzeczny chłopiec. Sporo tu dla ciebie możliwości. – Piłka była w grze.

Ale powinna wiedzieć, że sportowca o międzynarodowej renomie nic tak nie cieszyło jak wyzwania. Pomimo hardych słów jej pewność siebie była krucha jak cukrowa nitka. Największym wyczynem w jej życiu było zdobycie stypendium do prestiżowej szkoły. Dzięki temu jej urodziwi rodzice choć raz byli dumni ze swojej pospolitej córki. W szkole odczuwała wyższość bardziej uprzywilejowanych koleżanek. Dzięki przyjaźni z Lucią jej pewność siebie jednak wróciła. Ale cukrowa nitka wkrótce pękła.

– Wypiję teraz piwo i pójdę do siłowni – odezwał się Ruiz. – Posprzątaj ten bajzel, zanim wrócę.

Tak, panie. Twarz jej płonęła, ale chociaż raz rozsądek kazał jej milczeć. Tylko nie spiesz się za bardzo, pomyślała, łapiąc oddech za drzwiami łazienki. Potrzebowała czasu, żeby pomyśleć. Słyszała, jak kręcił się po kuchni. Dopiero po chwili wzięła się w garść. Wniosek był jeden, to się nie uda. Jak mogła mieszkać z playboyem, kiedy wciąż nie doszła do siebie po najbardziej żałosnym romansie wszech czasów. Jak mogłaby dzielić mieszkanie z kimś tak męskim i dominującym jak Ruiz Acosta? Jeśli on się wprowadza, ona musi się wynieść.

I dokładnie tak wrażliwa Holly by postąpiła, gdyby ta rozsądna Holly nie zdołała uświadomić jej, że najpierw musi znaleźć inne lokum. W międzyczasie nie ma innego wyjścia jak dogadać się z Ruizem. W apartamencie o takich rozmiarach nie muszą się przecież nawet spotykać.

– Ustalmy jedno – powiedziała, wkraczając do kuchni. Przedtem wrzuciła na siebie starą wygodną bluzkę. Włosy rozpuściła, żeby same wyschły. Nie przejmowała się makijażem. W końcu mężczyźni jej nie interesują. Chciała złapać Ruiza, zanim wyjdzie na siłownię, i postawić kilka spraw jasno.

Zastygł z butelką piwa przy ustach. Swoich seksownych ustach. Skup się, Holly.

– Tak? – Czy musiał mieć takie cudowne oczy?

– Kiedy powiedziałeś, że wyjeżdżasz, miałeś na myśli wyjazd do Argentyny na mecz polo z braćmi?

– Tak, tam właśnie się wybieram.

– Nie mówimy więc o okazjonalnym weekendzie, ale o pełnej adopcji ruchliwego, ogromnego psa?

– O czasowej opiece nad moim psem – poprawił ją. Brzmiało to jak nadawanie przywileju przez króla. Gdyby tylko nie chodziło o tak uroczego zwierzaka…

Nie okazał cienia zażenowania, więc dokończyła:

– Chcesz zostawić Bramkarza w apartamencie, po którym ja chodzę na paluszkach? Mam ci przypomnieć, że ma ogromny ogon i cztery potężne łapy?

– Masz piękne stopy – powiedział nieoczekiwanie. Nie powinien tego mówić. Teraz myślała już tylko o tym, że jest boso, bo spieszyła się, żeby go jeszcze zastać.

– To jest przyzwolenie na masakrę. – Wyobrażała sobie właśnie, co Bramkarz może tutaj nawyprawiać, kiedy nagle pojawił się Genialny Pomysł. Nikt zresztą nie obiecywał, że zjawi się w dogodnym czasie.

Ruiz w odpowiedzi zmarszczył tylko brwi.

– To nie w twoim stylu milczeć tak długo – zauważyła. – Dobrze się czujesz?

– W każdym razie teraz wychodzę.

– Nie, poczekaj. – Chciała wprowadzić swój pomysł w czyn.

– Już za mną tęsknisz?

– Ani trochę. I nie spiesz się z powrotem.

Znowu ten uśmieszek.

– Rozumiem, że potrzebujesz trochę czasu, żeby się odpowiednio przygotować na mój powrót.

– Odpowiednio się przygotować? – wybuchła. – Za kogo się uważasz? Za szejka z Arabii? Muszę popracować w spokoju.

– Och, daj spokój, Holly. Nadmiar pracy i brak rozrywki zrobią z ciebie nudziarę. Do zobaczenia po siłowni.

– Nie mogę się doczekać – mruknęła. To nie będzie takie proste. Ale przynajmniej ją zainspirował. Brawo, Holly Dziennikarko! Z tym że… był pewien mały problem. Już dał jej do zrozumienia, że nie podoba mu się jej wścibstwo. Ale co mu pozostało? Czuła, że nie zrezygnuje z jej opieki nad psem na czas wyjazdu do Argentyny. Liczył na to, że Holly zmięknie i mu pomoże. Cóż, zrobi to, jeśli on pomoże jej i zapewni jej ciekawostki, o których mogłaby pisać. Jeśli tak, mieszkanie z playboyem nie będzie takie złe. W zasadzie może ocalić jej skórę. Rubryka, jaką miała na myśli, byłaby obserwacją życia playboya z bezpiecznego dystansu. Żeby ratować pracę, uchyli czytelnikom rąbka tajemnicy. Czemu inni nie mieliby się pośmiać z jej udręki?

Zostawił swój bagaż w hollu i zarzucając torbę na ramię, wypadł z penthouse’u. Tylko ćwiczeniami na siłowni mógł pozbyć się frustracji. Widok Holly z jej wspaniałymi rudymi włosami spływającymi w lśniących falach na ramiona niczym drogocenny płaszcz zwalił go z nóg. Półnaga Holly z kremową skórą wyłaniającą się spod szlafroka… Niemal wyskoczył ze swoich dżinsów na to wspomnienie. Przeszła jego oczekiwania. Nigdy wcześniej nie czuł się w ten sposób. Gdyby zatrzymała się w mieszkaniu Lucii, poradziłby sobie z tym jakoś. Ale nie, kiedy była z nim tutaj, o kilka kroków od jego łóżka. Zaciskając zęby, unosił nad głową sztangę o ciężarze równym jego wadze. Ale nic nie potrafiło wymazać obrazu ponętnej kobiety czekającej na niego w domu. Nie widział wyjścia z tej sytuacji. Nie mógł tknąć przyjaciółki Lucii ani też wyrzucić jej z mieszkania. Zniżając sztangę, powziął postanowienie o niezbliżaniu się do niej. Dla jej dobra miał nadzieję, że szybko znajdzie sobie własne lokum.

Psa zostawił wcześniej w recepcji, gdzie z pewnością go psuto. Kiedy pojawił się, żeby go odebrać, Bramkarz wydawał się równie podekscytowany na myśl o powrocie do domu jak on. Nie, to nie była ekscytacja, powiedział sobie stanowczo. Z pewnością nie, kiedy ona czekała tam na niego. Po długim męczącym dniu, kiedy pragnął odpoczynku, mógł się tylko spodziewać dziewczęcych rzeczy porozrzucanych wokół niedbale. Kuchnia była na pewno zabałaganiona, a każda z łazienek zarzucona mokrymi ręcznikami. Z wielkim psem nie mógł zameldować się w hotelu. Musiał więc wrócić do penthouse’u. Trzeba będzie jednak ustalić pewne zasady.

– Idziemy, Bramkarz. – Zapiął psu smycz – Miejmy to już za sobą.

ROZDZIAŁ TRZECI

To będzie tylko prowadzenie badań. Nie będę łamać zasady numer dwa „żadnych mężczyzn”. Obserwacja z czysto klinicznego punktu widzenia. Felieton „Życie z playboyem” będzie niczym film dokumentalny, będzie bierną obserwacją wypadków. Przy odrobinie szczęścia nie będę w nie zaangażowana. Zresztą to w ramach akcji „wszyscy do pomp”, żeby ocalić tonącą rubrykę. Nie mogę się jednak wyprzeć, że już sama myśl o mieszkaniu blisko tego właśnie playboya cudownie działa na moją przemianę materii. Czekając na niego, pożarłam całe opakowanie podwójnie czekoladowych chipsów i nadal mieszczę się w dżinsy. Wyobraź sobie, jaka szczupła bym była, mieszkając z nim na stałe. Co nie znaczy, że rozważam zamieszkanie z kimkolwiek po doświadczeniach z byłym chłopakiem. Życie miłosne? Z drugiej ręki. Za to aktywne. Nawet bardzo. Nieprzyzwoite myśli? Czy w ogóle bywają jakieś inne? A playboy? Do jutra może być po wszystkim. Nie wydawał się szczególnie rozentuzjazmowany na mój widok. Przekonajmy się, w jakim będzie nastroju, kiedy wróci z siłowni i nadal mnie tutaj zastanie.

Po dokonaniu wpisu do dziennika nadal zajęła się pracą nad swoim pierwszym artykułem, kiedy Ruiz pojawił się z powrotem. Nagłówek „Życie z playboyem” wspaniale zdobił rubrykę porad sercowych. Jeśli to nie przyciągnie czytelników, to już nic ich nie przyciągnie. Słyszała, jak Ruiz wchodzi do jednej z łazienek, żeby wziąć prysznic. Usilnie próbowała nie wyobrażać go sobie nagiego. Sekretem szczęśliwej koegzystencji będzie niewchodzenie mu w drogę, stwierdziła, zastygając na odgłos zakręcania kurków. Musiała się starać nie być uciążliwa. Odliczając sekundy do jego wejścia do salonu, powtarzała sobie w kółko, że nic jej nie grozi, skoro ślubowała życie bez mężczyzn. Zresztą i tak nie było szans na zdobycie jego zainteresowania. Jeśli jej plan miał się udać, nie mogła mu tylko dać pretekstu do wyrzucenia jej z penthouse’u.

Będzie musiała się podlizywać. Pod jego nieobecność sprzątnęła swoje rzeczy i ugotowała smakowitą zupę ze świeżych składników, które zawczasu kupiła. Sprawdziła, czy jest wystarczająco dużo lodu do ginu z tonikiem, który mężczyzna tak wyrafinowany jak Ruiz z pewnością pijał. Nawet się trochę umalowała. Nie zanadto umiejętnie i zbyt dyskretnie, żeby to miało sugerować, że jest nim zainteresowana. Miała nadzieję, że się spisze jako niegroźna chwilowa lokatorka. Mogłaby w ostateczności pełnić rolę gosposi. Zrobiłaby zresztą wszystko dla ratowania kariery. Mogłaby nawet prasować koszule, a temu żaden mężczyzna się nie oprze. Musi się zgodzić zostać bohaterem jej rubryki. Rzuciła się do laptopa, kiedy usłyszała, jak wchodzi do kuchni.

Życie z playboyem. Oto ja, w niebie albo w koszmarze sennym, nie jestem jeszcze tego pewna. Będę wiedzieć coś więcej, jeśli uda mi się przetrwać najbliższych kilka minut. Nie sądzę, żebym mogła ukartować życie z playboyem. Kto zresztą mógłby, chyba że za cenę bycia zabawką w rękach bogatego faceta? Coś takiego nigdy mnie nie pociągało. Ale zrobię wszystko, żeby zachować dach nad głową, dopóki nie znajdę jakiejś alternatywy. Nie do końca mi się podoba, że podchodzę do tego tak na zimno, ale to jest jedyny sposób, żeby zachować pracę. Dla dobra swoich machinacji zamierzam być najlepszą współlokatorką, jaką można mieć. Przynajmniej nie przestaję sobie tego powtarzać. Ale niech no tylko playboy przyprowadzi ze sobą inną współlokatorkę, pokażę natychmiast drugą stronę swojej osobowości. To nie znaczy, że jestem nim zainteresowana. I z pewnością on nie jest zainteresowany mną. Ale poczucie obowiązku…

Zamykając laptop, przywołała na twarz uśmiech i wstała, żeby go przywitać. Wszedł ciemnowłosy, gniewny, potężny i uderzająco przystojny.

 

– Cześć – powiedziała radośnie. – Mam nadzieję, że dobrze ci się ćwiczyło na siłowni. – Odwrócił lekko głowę, żeby na nią spojrzeć. Wtedy zrozumiała, że to jednak nie dla niej. Nie mogłaby mieszkać obok niego jako bierny obserwator, nie tracąc całkowicie głowy. – Może drinka? – Czy ten szczebiocący głos naprawdę należał do niej? – Ginu z tonikiem?

– Może być piwo.

– A zatem piwo.

– Jesteś niezwykle uległa. – Zmrużył podejrzliwie oczy. Zrobiła lekceważący gest.

– Czuję się trochę winna, że nie skojarzyłam od razu ciebie z Lucią wtedy w kawiarni.

– Ja też nie skojarzyłem. A co konkretnie Lucia mówiła ci o swoich braciach?

Na myśl o tym, co słyszała od przyjaciółki, zarumieniła się.

– Pewnie jesteś zestresowany i zmęczony – zmieniła temat. – I zirytowany, że pozbawiono cię prywatnej przestrzeni, jakiej oczekiwałeś, ale…

– Oddychaj. – Pod jego ciemnym spojrzeniem poczuła, że miękną jej kolana. Ubrała się celowo w workowate dżinsy i bezkształtną starą koszulę, żeby nie przyciągać uwagi. Podejrzewała, że Ruiz to wyczuł. Podobnie jak jej bardzo kobiece zażenowanie, kiedy tak ją po męsku taksował.

– To gdzie to obiecane piwo? – Może rola służebnej domowej bogini jednak ją przerosła? Uświadomiła sobie, że nadal się na niego gapi.

– Już się robi. – Zmusiła się do wyjścia. – Zanim dotarła do lodówki, ręce jej drżały. Jak, do diabła, miało się to udać? Wścibstwo nie leżało w jej naturze, a ambitny Ruiz nie chciałby, żeby dzieliła się na forum szczegółami jego życia prywatnego. Ale musiała gdzieś mieszkać. I jakoś zarabiać na życie. To był najlepszy, a w zasadzie jedyny pomysł, na jaki wpadła.

– Dziękuję – powiedział, odbierając piwo. Celowo wziął zimny prysznic, żeby wbić sobie do głowy trochę rozsądku. Ale niewinność to silny narkotyk. Zauważył, że drżały jej ręce. Domyślał się, że nadal nie otrząsnęła się po traumie chorego związku, o którym Lucia mu opowiadała. Jeśli chodzi o mężczyzn, nie ufa własnym osądom. Ale to nie był jego problem. Mógł się oprzeć powabowi nieoczekiwanej współlokatorki, nieważne jak bardzo jest atrakcyjna.

– Jesteś głodny? – To spojrzenie było jak uderzenie z zaskoczenia w splot słoneczny. – Umieram z głodu.

– Poprawił ci się nastrój po siłowni? – Mieszała energicznie w garnku z zupą.

– Tak, kochanie.

– Ćwicząc, pozbyłeś się nadmiaru irytacji. – Zaczerwieniła się i zamilkła nagle. Wiedział, że nawiązywała do jego bezceremonialnego wtargnięcia do apartamentu. Unosząc butelkę jak do toastu, wypił piwo do dna. Po kąpieli ubrał się na sportowo w dżinsy i starą wyblakłą bluzę. Holly była boso, w dżinsach i bladoniebieskiej koszuli, delikatnie umalowana. Przewiązała się ręcznikiem w pasie, jak ktoś, kto lubi gotować i komu wszystko jedno, co inni na to. Wyglądała świetnie. Dobrze jej było w bladoniebieskiej bluzce. Starał się usilnie nie zauważać, jak ponętnie opinała jej biust.

– Jesteś pewien, że zupa ci wystarczy?

– Póki co. Pięknie pchnie. – Stanął koło niej przy kuchni. – Zwykle kiedy przyjeżdżam do Londynu, zamawiam jedzenie na wynos. Chyba że jem na mieście. – Gapił się na jej kark, mając ochotę obsypać go pocałunkami. Sczesała włosy na jedną stronę, odsłaniając kusząco tył szyi. Skóra miała gładkość brzoskwini. – Jesteś pewna, że chcesz się ze mną podzielić swoją kolacją? – szepnął, myśląc o wszystkim, tylko nie o zupie.

– Nie dam rady zjeść sama całego garnka – odwróciła się, żeby spojrzeć mu w twarz.

– Przyniosę łyżki. – Odsunął się gwałtownie. Gdyby tego nie zrobił, wylądowaliby natychmiast w łóżku.

– Przepraszam za nasz trudny początek dzisiaj wieczorem. Mam nadzieję, że zupa ci to wynagrodzi.

– Ja też przepraszam. Nie byłem wcześniej Panem Czarującym. – To przyjaciółka mojej siostry, powiedział sobie stanowczo. Miał obowiązek być dla niej miły. Miał też obowiązek nie uwodzić jej. – Może zapomnimy o wszystkim i zaczniemy od początku? Minestrone. Moja ulubiona.

– Wyglądasz mi raczej na wielbiciela vichysoisse.

– Pewnie w dodatku myślisz, że ktoś prasuje mi poranne gazety do czytania?

– Upewnię się, czy aby wstaję dostatecznie wcześnie, żeby to dla pana robić, sir.

– Tylko nie zapomnij. – Patrzył w jej szmaragdowe oczy. Przyjaciółka siostry? Gdzie się podziały jego dobre intencje? Zrobiło mu się ciasno w dżinsach. – Pospiesz się, jestem głodny – żartobliwie przybrał rolę pana domu.

– W taki sposób traktujesz cały swój personel?

– Mój personel?

– Ludzi, którym płacisz za to, co dla ciebie robią.

– To jakiś żart? Lubisz igrać z ogniem, Panno Valliant.

– Czy Bramkarz zje trochę zupy?

– Jeśli wkruszysz do niej trochę sera, to wątpię, żeby odmówił. – To było jak zdobywanie zaufania rannego konia. Nie mógł rzucić kart na stół i powiedzieć jej, że jest piękna i jej pragnie. Musiał czekać, aż sama do niego przyjdzie. Porusza się z gracją, pomyślał, kiedy schyliła się, by nakarmić psa. Była miła, delikatna i zabawna. Ten wieczór okazał się o wiele przyjemniejszy, niż się spodziewał.

– Zdaję sobie sprawę, że to musi być dla ciebie niewygodne – zaczęła, prostując się.

– Niewygodne?

– Wspólne mieszkanie. Nie mam doświadczenia jako współlokatorka.

Wątpił, żeby miała doświadczenie w czymkolwiek.

– Nie martw się. Nie będziesz mnie widywać zbyt często.

Zaśmiała się.

– Dasz mi to na piśmie?

– A kiedy tu będę, obiecuję nie wchodzić ci w drogę – dodał.

– To wszystko, co chciałam wiedzieć – powiedziała, ale jej ciemniejące oczy mówiły co innego.

Kiedy usadowili się po obu stronach stolika kuchennego, żeby zjeść zupę, przyszło mu do głowy, że jako przyjaciółka Lucii Holly jest honorowym członkiem jego rodziny. Powinien zapewnić jej bezpieczeństwo. Jak na ironię, to właśnie przed nim powinna być chroniona.

– Smakuje ci?

– Zupa jest pyszna. – Rzeczywiście była znakomita. Kiedy uśmiechnęła się z ulgą i zadowoleniem, zrozumiał, że była równie nieświadoma swoich talentów, co urody. Krojąc chrupiącą kromkę chleba, powiedziała:

– Lubię, kiedy mężczyzna ma zdrowy apetyt.

Udał, że nie dosłyszał jej słów.

– Hej, Bramkarz, chrapiesz? – zawołał do psa.

– Rozmawiasz ze śpiącym psem?

– A to zabronione? – zażartował, rozmyślając, jak piękne są jej oczy.

– Musisz kochać tego psa. Nie bój się, posprzątam – powiedziała, odsuwając krzesło.

– Pomogę ci. – Chciał po prostu być blisko niej. – Opowiedz mi coś o czasach pomiędzy szkołą z moją siostrą a teraźniejszością – zaproponował, kiedy włożyli naczynia do zmywarki. – Opuść wszystko, o czym wolałabyś nie mówić.

– Musiałabym opuścić prawie wszystko – próbowała żartować z rzeczy, o których wolałaby nie pamiętać. – Lepiej porozmawiajmy o tobie. Playboy to o wiele ciekawszy temat niż życie niedoszłej dziennikarki.

– Playboy? Tak mnie postrzegasz?

– Tak postrzega cię świat.

– To raczej niewłaściwe określenie człowieka ciężko pracującego na życie.

– Człowieka żyjącego w taki sposób. – Rozejrzała się po designerskiej kuchni. – Większość ludzi uznałaby to za fascynujące.

– Tylko dlatego, że nie znają prawdy o nudzie towarzyszącej osiąganiu tego poziomu.

– A gdyby znali? – spytała ostrożnie.

– Do czego zmierzasz?

– Czy mogę być z tobą szczera?

– Mam nadzieję, że zawsze jesteś szczera.

Zebrała się w sobie.

– Rubryka, dla której pracuję, podupada. Jeśli ma przetrwać, potrzebuje czegoś innego, unikalnego, żeby przyciągnąć czytelników.

Patrzył na nią przez chwilę, po czym powiedział.

– O, nie.

– Daj mi dokończyć. Chcę pisać fikcyjny pamiętnik, żeby uatrakcyjnić rubrykę i zwiększyć liczbę czytelników. Od zawsze pisuję osobisty dziennik. To byłoby jego publiczne rozszerzenie, na poły humorystyczne. Głównie naśmiewałabym się sama z siebie, ze zwyczajnej Holly Valiant, mieszkającej z atrakcyjnym playboyem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?