3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Małpa w każdym z nas

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Małpa w każdym z nas
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Podziękowania

1. MAŁPY W RODZINIE

Janusowe oblicze człowieka

Co się kryje w nazwie?

Maminsynkowie

Fasada cywilizacji

Nasza demoniczna twarz

Małpa w szafie

Analizowanie małp człekokształtnych

2. WŁADZA. MACHIAVELLI W NASZEJ KRWI

Dwóch na jednego

Samce na cokołach

Archaiczna tendencja

Czołgając się w kurzu

Siła kobiet

Siła to słabość

Magna Carta małp

Nestorzy polityki

Małpi zadek

3. SEKS. KAMASUTRA NACZELNYCH

Zazdrość o penisa

Bonobo są bi

O damach i lekkich obyczajach

Pasy cnoty

Wielki inseminator

Młoda i piękna

Zmysłowe pokusy

4. PRZEMOC. OD WOJNY DO POKOJU

Planeta małp

Zwalczaj wroga swego

Integracja na granicy

Dajmy szansę pokojowi

Dziewczęce szepty

Pośrednicy

Kozioł wypędzany

Ten zatłoczony świat

5. ŻYCZLIWOŚĆ. CIAŁA Z UCZUCIAMI MORALNYMI

Ile w zwierzęciu empatii?

W cudzych butach

Świat Spocka

Hojność popłaca

Dozgonna wdzięczność

Co sprawiedliwe, to sprawiedliwe

Wartość społeczności

6. MAŁPA DWUBIEGUNOWA. ZACHOWYWANIE RÓWNOWAGI

Autyk spotyka goryla

Poskromione sprzeczności

Wieczna młodość

Powiew ideologii

Która małpa (w każdym z nas)?

Bibliografia

O autorze

Galeria zdjęć

Przypisy

Katalog wydawniczy

Tytuł oryginału:

OUR INNER APE. HOW VIOLENCE, SEX AND KINDNESS ARE ALL IN OUR FAMILY

Ilustracja na okładce © GlebStock/Shutterstock; JKlingebiel/Shuterstock

Projekt okładki: MARIUSZ BANACHOWICZ

Adiustacja i korekta: MARIA SZUMSKA

Projekt typograficzny: MIROSŁAW KRZYSZKOWSKI

Skład: MELES-DESIGN

© Copyright by Copernicus Center Press, 2015

Copyright © 2005 by Frans de Waal

ISBN 978-83-7886-151-5

Wydanie I

Kraków 2015

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl Księgarnia internetowa: http://en.ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla Cattie, mojej ukochanej

Podziękowania

Ta książka zawdzięcza tak wiele tak wielu naczelnym, ludziom i małpom, że nie jest możliwe, by podziękować im wszystkim. Pomysł na nią zrodził się w dyskusji z Dougiem Abramsem. Rozmyślałem wtedy nad zastosowaniem zbieranej przez całe życie specjalistycznej wiedzy o naczelnych jako narzędzia analizy zachowania się ludzi, a w odczuciu Douga bonobo zasługiwały na zdecydowanie więcej uwagi, niż dotychczas im poświęcono. Połączenie tych dwóch idei doprowadziło do powstania książki, która bezpośrednio porównuje zachowanie ludzi, szympansów i bonobo. W znacznie większym stopniu niż moje poprzednie opracowania Małpa w każdym z nas podejmuje temat miejsca naszego gatunku w naturze.

Doceniam uwagi, jakie w trakcie pisania otrzymałem od redaktora wydawnictwa Riverhead Jake’a Morrisseya, a także Douga Abramsa, Wendy Carlton oraz od mojej żony Catherine Marin. Dziękuję mojej agentce Michelle Tessler za przekazanie książki w tak dobre ręce.

Na początku kariery, w Holandii, miałem szczęście korzystać ze wsparcia mojego doradcy naukowego Jana van Hooffa oraz dyrektora Zoo w Arnhem Antona van Hooffa, brata Jana. Jestem wdzięczny Robertowi Goyowi za to, że ściągnął mnie na tę stronę Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych pracowało ze mną tak wielu współpracowników, techników i studentów, że nie będę wymieniał ich z nazwiska, ale mam u nich wszystkich dług wdzięczności za pomoc w badaniach i za przetarcie świeżych ścieżek badawczych. Na koniec chciałbym podziękować Alexandre’owi Arribasowi, Marietcie Dindo, Michaelowi Hammondowi, Miltonowi Harrisowi, Ernstowi Mayrowi, Toshisadzie Nishidzie i Amy Parish za różne formy pomocy, a Catherine za miłość i wsparcie.

1. Małpy w rodzinie

Małpa z dżungli wyjdzie, ale dżungla z małpy nigdy.

Dotyczy to także nas, małp dwunożnych. Od czasów, gdy nasi przodkowie przeskakiwali z drzewa na drzewo, życie w małych grupach nadal jest naszą obsesją. Nigdy nie mamy dosyć oglądania polityków bębniących sobie w piersi w telewizji, gwiazd oper mydlanych, które skaczą z randki na randkę, czy też reality shows, których treść sprowadza się tylko do tego, kto pojawił się w programie, a kto zniknął. Łatwo byłoby się naigrawać z wszystkich tych zachowań właściwych ssakom naczelnym, gdyby nie fakt, że nasze bratnie gatunki małp traktują pogoń za władzą i seksem tak samo poważnie jak my.

Łączy nas z nimi jednak coś więcej niż władza i seks. Współczucie i empatia są równie ważne, ale rzadko wymienia się je jako część naszego dziedzictwa biologicznego. Zdecydowanie wolelibyśmy obwiniać naturę za to, czego w sobie nie lubimy, niż przypisywać jej to, co się nam podoba. Jak znakomicie ujęła to Katharine Hepburn w Afrykańskiej królowej, „Natura, panie Allnut, jest tym, nad co, będąc na tym świecie, mamy się wznieść”.

 

Ta opinia wciąż w dużym stopniu nam towarzyszy. Spośród milionów zapisanych przez wieki kartek na temat natury ludzkiej żadne nie są tak ponure i tak pełne błędów jak te z trzech ostatnich dziesięcioleci. Słyszymy, że mamy samolubne geny, że ludzka dobroć to pozory i że postępujemy moralnie tylko po to, by robić dobre wrażenie. Jeśli ludzie troszczą się jednak wyłącznie o własne dobro, to dlaczego dzień po urodzeniu niemowlę płacze, gdy słyszy płacz innego dziecka? Takie są początki empatii. Nie są być może szczególnie wyrafinowane, ale możemy być pewni, że noworodek nie stara się nam zaimponować. Mamy wrodzone impulsy, które przyciągają nas do innych, a w późniejszym życiu sprawiają, że nam na nich zależy.

Na to, że ulegamy owym impulsom od dawna, wyraźnie wskazuje zachowanie naszych krewnych naczelnych. Prawdziwie nadzwyczajny jest bonobo, mało znany gatunek małpy człekokształtnej, który genetycznie jest nam równie bliski jak szympans. Kiedy bonobo o imieniu Kuni zobaczyła, jak szpak uderza w szybę odgradzającą jej wybieg w Twycross Zoo w Wielkiej Brytanii, poszła go pocieszyć. Podniosła oszołomionego ptaka i delikatnie postawiła go na nogi. Nie zdołał się poruszyć, więc lekko go podrzuciła, ale ptak jedynie zatrzepotał skrzydłami. Ze szpakiem w dłoni Kuni wspięła się następnie na szczyt najwyższego drzewa i oplotła nogi wokół pnia, aby móc chwycić ptaka w obie ręce. Ostrożnie rozprostowała jego skrzydła i rozłożyła je szeroko, trzymając po jednym między palcami każdej dłoni, po czym puściła szpaka jak mały zabawkowy samolocik w kierunku ogrodzenia wybiegu. Ptak wylądował jednak daleko od wolności, na brzegu fosy. Kuni zeszła na dół i długo czuwała nad szpakiem, chroniąc go przed ciekawskim podrostkiem. Pod koniec dnia jej skrzydlaty podopieczny odzyskał siły i bezpiecznie odfrunął.

Sposób, w jaki Kuni obeszła się z tym ptakiem, nie przypominał niczego, co zrobiłaby, pomagając innej małpie. Nie podporządkowywała się jakiemuś wpisanemu w jej psychikę wzorcowi zachowania, lecz dostosowała pomoc do konkretnej sytuacji, w jakiej znalazło się zupełnie inne zwierzę niż ona. Ptaki, które przelatywały przez jej wybieg, musiały jej dać wyobrażenie tego, jaka pomoc była potrzebna. Ten rodzaj empatii jest prawie niespotykany u zwierząt, ponieważ opiera się on na zdolności wyobrażania sobie okoliczności, z jakimi mierzy się ktoś inny. Adam Smith, pionier ekonomii, musiał mieć na myśli właśnie takie działania jak zachowanie Kuni (choć niewykonywane przez małpę), kiedy ponad dwa stulecia temu zaproponował nam najtrwalszą definicję empatii jako „zamianę miejsc w wyobraźni z cierpiącym”.

Prawdopodobieństwo, że empatia jest częścią naszego dziedzictwa jako przedstawicieli rzędu naczelnych, powinno nas cieszyć, nie mamy jednak w zwyczaju wyrażać uznania dla naszej natury. Kiedy ludzie dopuszczają się ludobójstwa, nazywamy ich „zwierzętami”. Ale kiedy wspomagają ubogich, chwalimy ich za „ludzkie” postępowanie. Lubimy uznawać to drugie zachowanie za swoje. Dopiero gdy małpa ocaliła przedstawiciela naszego gatunku, wszystkim otworzyły się oczy na możliwość ludzkiego zachowania zwierząt innych niż ludzie. Stało się to 16 sierpnia 1996 roku, kiedy ośmioletnia gorylica o imieniu Binti Jua pomogła trzyletniemu chłopcu, który spadł z wysokości pięciu i pół metra na teren zajmowany w Brookfield Zoo w Chicago przez naczelne. Binti zareagowała natychmiast, wzięła chłopca na ręce i zaniosła go w bezpieczne miejsce. Usiadła na pieńku w strumieniu, tuląc siedzące na jej kolanach dziecko, i kilka razy delikatnie poklepała je po plecach, po czym przekazała czekającym pracownikom zoo. Ten prosty akt współodczuwania, zarejestrowany na wideo i pokazywany na całym świecie, poruszył wiele osób, a Binti okrzyknięto bohaterką. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych o małpie wspominali w swoich przemówieniach czołowi politycy, którzy stawiali ją za wzór współczucia.

Janusowe oblicze człowieka

Owo wielkie zdziwienie, jakie pośród ludzi wywołało zachowanie Binti, wiele mówi o tym, jak przedstawia się zwierzęta w mediach. Gorylica naprawdę nie zrobiła nic niezwykłego, a przynajmniej nic, czego małpa człekokształtna nie zrobiłaby dla każdego podrostka własnego gatunku. Podczas gdy dokumenty przyrodnicze skupiają się na dzikich bestiach (albo mężczyznach typu macho, którzy się z nimi mocują), ważne jest, jak sądzę, by wiedzę o naszym związku z naturą przekazywać w jej pełnej rozciągłości i głębi. Niniejsza książka analizuje fascynujące i przerażające paralele między zachowaniem nas samych i innych naczelnych, w równym stopniu odnosząc się do tego, co dobre, złe i brzydkie.

To, że mamy do badania dwóch bliskich krewnych naczelnych, a różnią się oni od siebie jak dzień i noc, jest dla nas prawdziwym błogosławieństwem. Jeden wygląda gburowato, jest ambitny i nie najlepiej radzi sobie ze złością. Drugi to egalitarystyczny zwolennik swobodnego stylu życia. Każdy słyszał o szympansie, znanym nauce od XVII wieku. Jego hierarchiczne i mordercze zachowanie zainspirowało powszechne wyobrażenie ludzi jako „małp zabójców”. Naszym biologicznym przeznaczeniem, jak twierdzą niektórzy naukowcy, jest przejmowanie władzy przez miażdżenie innych i prowadzenie wiecznej wojny. Bywałem świadkiem rozlewu krwi pośród szympansów wystarczająco często, by zgodzić się, że mają one skłonność do przemocy. Nie powinniśmy jednak ignorować naszego drugiego bliskiego krewnego, bonobo, odkrytego dopiero w ubiegłym wieku. Bonobo to beztroskie towarzystwo, w którym wszyscy mają zdrowe apetyty seksualne. Jako z natury spokojne, przeczą poglądowi, że nasz rodowód cechuje wyłącznie żądza krwi.

Wzajemne rozumienie swoich potrzeb i pragnień oraz ich zaspokajanie umożliwia bonobo empatia. Kiedy dwuletnia córka samicy bonobo o imieniu Linda jęczała i wydymała usta, zwracając się do matki, oznaczało to, że chciała być karmiona. Młode to znajdowało się jednak w żłobku w zoo w San Diego, a do swojej grupy wróciło na długo po tym, jak Linda przestała karmić je piersią. Mimo to matka ją zrozumiała i poszła do wodotrysku, aby nabrać w usta wody. Następnie usiadła naprzeciw swojej córki i tak ułożyła usta, żeby dziecko mogło się z nich napić. Linda powtórzyła swoją wyprawę do wodotrysku trzykrotnie, dopóki jej córka nie była zadowolona.

Podoba nam się takie zachowanie – a jest ono przykładem empatii. Ta sama zdolność rozumienia innych umożliwia jednak także ich celowe krzywdzenie. Zarówno współczucie, jak i okrucieństwo opierają się na zdolności do wyobrażania sobie, jak nasze zachowanie wpłynie na innych. Zwierzęta o małych mózgach, na przykład rekiny, z pewnością mogą krzywdzić inne istoty, ale robiąc to, nie mają bladego pojęcia, co one mogą czuć. Inaczej niż w ich przypadku, mózgi małp człekokształtnych są wielkości jednej trzeciej naszych, co czyni je wystarczająco skomplikowanymi, by były zdolne do okrucieństwa. Podobnie jak chłopcy rzucający kamieniami w kaczki w stawie, małpy człekokształtne także zadają czasami ból dla zabawy. W jednej z takich zabaw młodociane szympansy, z którymi prowadzi się badania w laboratorium, wabiły okruszkami chleba znajdujące się za ogrodzeniem kurczaki. Za każdym razem, gdy naiwne ptaki podchodziły, szympansy uderzały je kijem albo szturchały ostrym kawałkiem drutu. Kurczaki były na tyle głupie, by podporządkować się regułom tej przypominającej męki Tantala gry (choć możemy być pewni, że dla nich nie była to żadna gra), którą szympansy wymyśliły dla zabicia nudy. Dopracowały ją one do tego stopnia, że jedna małpa była odpowiedzialna za przynętę, a inna za dręczenie.

Te małpy są tak bardzo do nas podobne, że znamy je jako „antropoidy”, co z łaciny oznacza „człekokształtne”. Mamy dwóch bliskich krewnych tworzących uderzająco różne społeczności – to niezwykle pouczające. Brutalny i żądny władzy szympans kontrastuje z miłującym pokój i rozerotyzowanym bonobo – w pewnym sensie jak Doktor Jekyll i pan Hyde. Nasza własna natura to ich burzliwy mariaż. Jej ciemna strona jest boleśnie oczywista: szacuje się, że w samym XX wieku 160 milionów ludzi straciło życie z powodu wojny, ludobójstwa i ucisku politycznego, a wszystko to dlatego, że człowiek jest zdolny do brutalnych zachowań. Jeszcze większą grozę niż takie niepojęte liczby budzą te bardziej osobiste przejawy ludzkiego okrucieństwa, takie jak pewien przerażający incydent w małym miasteczku w Teksasie w 1998 roku, gdzie trzech białych mężczyzn zaoferowało 49-letniemu czarnoskóremu mężczyźnie, że go podwiozą. Zamiast zabrać go do domu, zawieźli go w opustoszałe miejsce i pobili, po czym przywiązali do samochodu i ciągnęli kilka kilometrów po asfalcie. Uderzając o drogę, ich ofiara straciła głowę i prawą rękę.

Jesteśmy zdolni do tak okrutnych zachowań, mimo – albo być może właśnie dzięki temu – że potrafimy wyobrazić sobie, co czują inni. Lecz jeśli ta sama umiejętność zostanie połączona z pozytywnym nastawieniem, skłania nas do wysyłania żywności głodującym ludziom, do odważnych prób ratowania zupełnie obcych osób (na przykład w czasie trzęsień ziemi i pożarów), wyciska łzy, gdy ktoś opowiada smutną historię, lub każe nam się przyłączyć do grupy poszukiwawczej, gdy zaginie dziecko sąsiada. Z obydwoma tymi obliczami, okrutnym i współczującym, jawimy się w świecie niczym głowa Janusa spoglądająca w przeciwne kierunki. Może nas to zdezorientować do tego stopnia, że czasami nadmiernie upraszczamy to, kim jesteśmy. Albo twierdzimy, że jesteśmy „koroną stworzenia”, albo przedstawiamy samych siebie jako najprawdziwszych złoczyńców.

Dlaczego nie mielibyśmy zaakceptować jednego i drugiego? Te dwa aspekty naszego gatunku są ekwiwalentne charakterom naszych najbliższych żyjących krewnych. Szympansy tak dobrze ukazują gwałtowną stronę ludzkiej natury, że niewielu naukowców pisze o nich z jakiegokolwiek innego punktu widzenia. Ale jesteśmy w znacznym stopniu także istotami społecznymi, które polegają na sobie nawzajem i naprawdę potrzebują interakcji z innymi ludźmi, aby prowadzić rozsądne i szczęśliwe życie. Oprócz śmierci zamknięcie w więziennej izolatce jest najbardziej ekstremalną karą, jaką wymierzamy. Nasze ciała i umysły nie są przeznaczone do samotnego życia. Kiedy brakuje nam towarzystwa innych ludzi, stajemy się beznadziejnie przygnębieni i podupadamy na zdrowiu. W jednym z ostatnich badań medycznych zdrowi ochotnicy, których wystawiono na działanie wirusów przeziębienia i grypy, łatwiej się zarażali, gdy wokół nich było mniej przyjaciół i członków rodziny.

Tę potrzebę kontaktu naturalnie rozumieją kobiety. U ssaków opieki rodzicielskiej nie da się oddzielić od laktacji. W ciągu 180 milionów lat ewolucji ssaków samice, które reagowały na potrzeby swojego potomstwa, miały więcej dzieci niż te, które były zimne i niedostępne. Jako spadkobiercy długiej linii rozwojowej, w której matki karmiły piersią, żywiły, myły, nosiły, pocieszały i broniły swoich młodych, nie powinniśmy się dziwić istnieniu różnic płciowych w zakresie ludzkiej empatii. Zaznaczają się one na długo przed socjalizacją: już pierwsza oznaka empatii – płacz, kiedy płacze inne dziecko – jest bardziej typowa dla dziewczynek niż chłopców. W późniejszych etapach życia empatia pozostaje bardziej rozwinięta u kobiet niż u mężczyzn. Nie znaczy to, że ci ostatni nie mają empatii albo że nie potrzebują kontaktu z innymi, ale szukają go w większym stopniu u kobiet niż u innych mężczyzn. Długoterminowy związek z kobietą, taki jak małżeństwo, jest dla mężczyzny najbardziej efektywną metodą przedłużania swojego życia. Drugą stroną tego medalu jest autyzm – zaburzenie empatii, które utrudnia nam kontakt z innymi – czterokrotnie częstszy u mężczyzn niż kobiet.

Empatyczne bonobo regularnie stawiają się w sytuacji kogoś innego. W Language Research Center (Centrum Badań nad Językiem) na Uniwersytecie Stanu Georgia w Atlancie bonobo o imieniu Kanzi został odpowiednio przeszkolony, aby komunikować się z ludźmi. Zyskał sławę jako bonobo, który doskonale rozumie mówiony angielski. Kiedy Kanzi zdał sobie sprawę, że niektórzy jego małpi towarzysze nie mają tej umiejętności, zaczął pełnić funkcję nauczyciela. Pewnego razu usiadł obok Tamuli, swojej młodszej siostry, która styczność z ludzką mową miała w minimalnym zakresie. Kiedy badacz starał się uzyskać od Tamuli odpowiedź na proste, komunikowane słownie prośby, nieprzeszkolona małpa nie odpowiadała. W czasie gdy naukowiec zwracał się do Tamuli, to właśnie Kanzi zaczął odgrywać znaczenia słów. Kiedy Tamuli została poproszona, by iskała Kanziego, wziął jej rękę i położył sobie pod brodą, ściskając jej dłoń między brodą a klatką piersiową. Siedząc w tej pozycji, Kanzi wpatrywał się w oczy Tamuli w taki sposób, że interpretowano to jako spojrzenie pytające. Gdy Kanzi powtórzył tę czynność, młoda samica oparła palce o jego pierś, jak gdyby zastanawiała się, co zrobić.

 

Kanzi doskonale rozumie, czy polecenia są skierowane do niego, czy do innych. Nie wykonał polecenia adresowanego do Tamuli – zamiast tego starał się wytłumaczyć jej jego sens. Zarówno zrozumienie Kanziego dla braku wiedzy jego siostry, jak i życzliwość, z jaką ją uczył, wskazują na poziom empatii spotykany, o ile nam wiadomo, jedynie u ludzi i małp człekokształtnych.

Co się kryje w nazwie?

W 1978 roku w holenderskim zoo po raz pierwszy zobaczyłem bonobo z bliska. Tabliczka na klatce identyfikowała je jako „szympansy karłowate”, dając do zrozumienia, że były one zaledwie mniejszą wersją swoich bardziej znanych kuzynów. Nic jednak nie mogłoby być dalsze od prawdy.

Fizycznie bonobo różni się od szympansa tak bardzo jak concorde od boeinga 747. Nawet szympansy musiałyby przyznać, że bonobo mają więcej stylu. Dla bonobo znamienne są zgrabna i elegancka budowa ciała, dłonie pianistów i stosunkowo niewielka głowa. Twarz bonobo jest bardziej płaska i odkryta, z wyższym czołem niż w przypadku szympansa. Jest czarna, z różowymi ustami, małymi uszami i szerokimi nozdrzami. Samice mają piersi; nie są one równie wydatne jak u naszego gatunku, ale zdecydowanie jest to rozmiar A w porównaniu z innymi małpami człekokształtnymi, które są płaskie jak deska. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze charakterystyczna fryzura bonobo: długie, czarne włosy starannie przedzielone pośrodku.

Największą różnicą między tymi dwiema małpami są proporcje ciała. Szympansy mają duże głowy, grube karki i szerokie ramiona – wyglądają tak, jakby każdego dnia ćwiczyły na siłowni. Bonobo przypominają raczej intelektualistów ze swoimi szczupłymi torsami, wąskimi ramionami i cienkimi szyjami. Znaczna część ich masy mieści się w nogach, które są dłuższe niż u szympansów. W rezultacie, kiedy chodzą, podpierając się na knykciach, to w przeciwieństwie do szympansów, których plecy się pochylają, ciągnięte w dół przez potężne ramiona, plecy bonobo pozostają raczej wyprostowane ze względu na podwyższoną pozycję bioder. Stojąc lub idąc w pozycji spionizowanej, bonobo zdaje się prostować plecy lepiej niż szympans, co sprawia, że jego postawa zaczyna bardzo przypominać posturę człowieka. Z tego powodu bonobo porównywano z Lucy, naszym przodkiem australopitekiem.

Bonobo jest jednym z ostatnich dużych ssaków odkrytych przez naukę. Odkrycia dokonano w 1929 roku nie w bujnym afrykańskim siedlisku tego gatunku, lecz w belgijskim muzeum kolonialnym w następstwie badania małej czaszki, o której sądzono, że należy do młodego szympansa. U niedojrzałych zwierząt szwy między kośćmi czaszki powinny być jednak rozdzielone. W tej czaszce były zrośnięte. Stwierdziwszy, że musiała ona należeć do dorosłego szympansa o nietypowo małej głowie, Ernst Schwarz, niemiecki anatom, ogłosił, że natknął się na nowy podgatunek. Wkrótce różnice anatomiczne uznano za ważne na tyle, aby nadać bonobo wyższy status, uznając go za całkowicie nowy gatunek: Pan paniscus.

Pewien biolog, który był studentem Schwarza w Berlinie, opowiedział mi, jak koledzy Schwarza po fachu zwykli byli się z niego naśmiewać. Schwarz twierdził nie tylko, że były dwa gatunki szympansa, ale też trzy gatunki słonia. Wszyscy wiedzieli, że tego pierwszego był jeden gatunek, a drugiego dwa. Zwyczajowo żartowali sobie z der Schwarza, że wiedział „wszystko i więcej”. Jak się okazuje, miał rację. Niedawno potwierdzono, że słoń afrykański leśny jest odrębnym gatunkiem, a Schwarz jest znany jako oficjalny odkrywca bonobo – to rodzaj zaszczytu, za który naukowcy gotowi są umrzeć.

Nazwa rodzaju, do którego przynależy gatunek bonobo, Pan, całkiem stosownie wywodzi się od greckiego boga lasów o tułowiu człowieka, ale nogach, uszach i rogach kozła. Figlarnie lubieżny Pan uwielbia igraszki z nimfami i gra na fletni pasterskiej (nazywanej także fletnią Pana). Szympans należy do tego samego rodzaju. Nazwa gatunkowa bonobo, paniscus, znaczy „karłowaty”, natomiast nazwa gatunkowa szympansa, troglodytes, oznacza „jaskiniowca”. Bonobo jest zatem nazywany małym koźlim bóstwem, a szympans jaskiniowym koźlim bóstwem – doprawdy osobliwe epitety.

Nazwa „bonobo” powstała prawdopodobnie na skutek literówki na skrzyni transportowej z Bolobo, miasta na rzece Kongo (choć słyszałem również, że „bonobo” znaczy „przodek” w wymarłym języku Bantu). W każdym razie ta nazwa brzmi wesoło, co przystaje do natury tego zwierzęcia. Prymatolodzy używają jej żartobliwie jako czasownika – mówiąc na przykład „dziś wieczorem sobie pobonobujemy” – którego znaczenie stanie się niebawem jasne. Francuzi nazywają bonobo „szympansami z lewego brzegu”, przywołując tym określeniem wyobrażenia alternatywnego stylu życia, ponieważ małpy te żyją na południowym brzegu płynącej na zachód rzeki Kongo. Ta potężna rzeka, miejscami szeroka na 16 kilometrów, trwale oddziela bonobo od populacji szympansów i goryli na północy. Mimo że wcześniej nazywano bonobo „szympansami karłowatymi”, nie są one o wiele mniejsze niż szympansy. Dorosły samiec bonobo waży przeciętnie 43 kilogramy, a typowa samica 36.

Kiedy oglądałem bonobo po raz pierwszy, najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo wydawały się wrażliwe. Odkryłem również takie ich zwyczaje, które mnie zszokowały. Byłem świadkiem pomniejszej sprzeczki o kartonowe pudełko, w której samiec i samica ganiali się i okładali pięściami, aż walka niespodziewanie się kończyła i zaczynali się kochać! Do tego czasu badałem tylko szympansy, a one nigdy nie przechodzą tak łatwo od walki do seksu. Myślałem, że zachowanie tej pary bonobo stanowiło anomalię lub że przeoczyłem coś, co mogłoby wyjaśnić tę nagłą zmianę nastawienia. Okazało się jednak, że to, co zobaczyłem, było zupełnie normalne dla owych naczelnych rodem z Kamasutry.

Dowiedziałem się tego znacznie później, po tym, jak zacząłem pracować z bonobo w zoo w San Diego. Informacje o bonobo żyjących na wolności przez lata spływały z Afryki, co zwiększyło wiedzę o naszych tajemniczych kuzynach. Bonobo występują naturalnie na stosunkowo niewielkim obszarze, mniej więcej wielkości Anglii, w Demokratycznej Republice Konga (dawnym Zairze), gdzie żyją w gęstym, wilgotnym lesie bagiennym. Gdy znajdą się na polanie, gdzie badacze terenowi zostawili trzcinę cukrową, samce wchodzą tam jako pierwsze. Pospiesznie zbierają łodygi, żeby mieć swój udział w znalezisku, zanim pojawią się jakieś samice. Kiedy samice dołączą, ich przybyciu towarzyszy seks wszystkich ze wszystkimi i nieuchronne zawłaszczenie najlepszego jedzenia przez starsze matriarchinie. To samo odnosi się do badanych przeze mnie kolonii bonobo w ogrodach zoologicznych, które są niezmiennie rządzone przez starszą samicę. To zaskakujące, zważywszy, że samce i samice bonobo różnią się pod względem wielkości w takim stopniu jak ludzie, przy czym waga typowej samicy bonobo to 85 procent wagi przeciętnego samca. Na dodatek samce bonobo mają ostre kły, których u samic brak.

Jak zatem samice utrzymują kontrolę? Receptą na to jest solidarność. Weźmy na przykład Vernona, samca bonobo z zoo w San Diego, który rządził niewielką grupą, obejmującą jedną samicę, Lorettę – jego partnerkę i przyjaciółkę. To był jedyny przypadek, kiedy widziałem grupę bonobo, której przewodził samiec. Wtedy myślałem, że musi to być norma: mimo wszystko dominacja samców jest typowa dla większości ssaków. Loretta była jednak stosunkowo młoda i była jedyną samicą w grupie. Gdy tylko dołączyła do niej następna, układ sił uległ zmianie.

Pierwszą czynnością, jakiej Loretta i druga samica oddały się tuż po zapoznaniu, był seks. Ten wzorzec zachowania jest wśród ekspertów znany jako pocieranie genitalno-genitalne (lub pocieranie GG), ale słyszałem także jego barwniejsze określenie: „hoka-hoka”. Jedna samica oplotła ręce i nogi wokół drugiej i mocno się do niej przytuliła, tak jak młode bonobo kurczowo trzyma się brzucha matki. Patrząc sobie nawzajem w twarz, te dwie samice przycisnęły do siebie swoje wargi sromowe i łechtaczki i w szybkim rytmie pocierały nimi o siebie na boki. Robiły to z uśmiechami od ucha do ucha, piszcząc przy tym głośno, co nie pozostawiało wątpliwości, że małpom nie jest obca przyjemność seksualna.

Kontakty seksualne między Lorettą i jej nową koleżanką stawały się coraz częstsze, zwiastując koniec rządów Vernona. Po upływie kilku miesięcy normą w czasie karmienia stał się widok obu samic uprawiających seks, a następnie wspólnie zabierających całe jedzenie. Jedynym sposobem, jaki pozostał Vernonowi, aby cokolwiek dostać, było błaganie z wyciągniętą dłonią. Jest to typowe także pośród dziko żyjących bonobo – samice kontrolują zaopatrzenie w żywność.

W porównaniu z szympansami, u których wszystko obraca się wokół samców, rozerotyzowane i pokojowe bonobo, które stawiają samice w centrum, dostarczają nowej perspektywy myślenia o pochodzeniu człowieka. Ich zachowanie niezupełnie zgadza się z popularnym wyobrażeniem naszych przodków jako brodatych jaskiniowców wlokących za sobą kobiety za włosy. Nie żeby koniecznie musiało być odwrotnie, dobrze jednak jasno stwierdzić, co wiemy, a czego nie. Po zachowaniach nie zostają skamieliny. Spekulacje na temat prehistorii człowieka często opierają się więc na tym, co wiemy o innych naczelnych. Ich behawior wskazuje zakres zachowań, które mogli przejawiać nasi przodkowie. A im więcej dowiadujemy się o bonobo, tym bardziej ten zakres się rozszerza.

Maminsynkowie

Nie tak dawno temu spędziłem typowy dzień w zoo w San Diego w towarzystwie dwóch starych przyjaciół: Gale’a Folanda i Mike’a Hammonda, weteranów opieki nad małpami człekokształtnymi. To nie praca dla każdego. Nie jest możliwe, by radzić sobie z potrzebami i reakcjami tych małp, nie czerpiąc jednocześnie z tego samego zbiornika emocji, do którego sięgamy, kiedy mamy do czynienia z ludźmi. Opiekunowie, którzy zapominają, żeby traktować małpy poważnie, nigdy nie będą mogli sobie z nimi poradzić, a ci, którzy będą do nich podchodzić zbyt ostrożnie, dadzą się wplątać w sieć intryg, prowokacji i szantaży emocjonalnych, które przenikają każdą małpią społeczność.

Na terenie oddalonym od odwiedzających zoo, przechylając się przez balustradę, patrzyliśmy na rozległy, trawiasty wybieg. W powietrzu wyczuwało się specyficzny ostry zapach goryli. Wcześniej tamtego ranka Gale wprowadził na wybieg pięcioletnią samicę o imieniu Azizi, którą sam wychował. Obserwowaliśmy, jak Azizi natrafiła w grupie na nowego samca, Paula Donna, gargantuiczną postać, kiedy ten opierał się akurat o ścianę. Od czasu do czasu szarżuje on po wybiegu, uderzając się w piersi, aby zrobić wrażenie na zbiorowisku samic, pokazać, że ma tu władzę albo że przynajmniej chciałby ją mieć. Samice goryli, zwłaszcza te starsze, miewają przeciwne zdanie: czasami zbierają się w grupę i ganiają go – „żeby się nie wychylał”, jak mówi Gale. Tego dnia Paul Donn był jednak spokojny i widzieliśmy, jak Azizi coraz bardziej się do niego przybliżała. Samiec zachowywał się, jak gdyby jej nie zauważył, dyskretnie oglądając palce swoich stóp i nie patrząc bezpośrednio na podenerwowaną gorylicę. Za każdym razem, gdy Azizi postąpiła odrobinę bliżej, spoglądała na Gale’a, swojego przybranego rodzica. Wpatrywała mu się w oczy. Gale kiwał głową i mówił coś w rodzaju „śmiało, nie bój się”. Łatwo mu było mówić: Paul Donn był prawdopodobnie pięciokrotnie cięższy niż Azizi, a na różnicę wagi składały się same jego mięśnie. Ale Azizi czuła nieodparte przyciąganie.