What if? A co gdyby?

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Globalna wichura

Relatywistyczna piłka baseballowa

Basen z wypalonym paliwem

Maszyna czasu w nowojorskim stylu

Bratnie dusze

Wskaźnik laserowy

Mur pierwiastków

Wszyscy skaczą

Mol kretów

Suszarka do włosów

Ostatnie światło ludzkości

Plecak odrzutowy z karabinu maszynowego

Równomierne wznoszenie się

Orbitalna łódź podwodna

Rozdział krótkich odpowiedzi

Pioruny

Ludzki komputer

Mała planeta

Upadek steku

Krążek hokejowy

Zwykłe przeziębienie

Szklanka w połowie pusta

Astronomowie z Kosmosu

Brak DNA

Międzyplanetarna Cessna

Yoda

Pomijane stany

Opadanie z użyciem helu

Wszyscy w Kosmos

Samozapłodnienie

Rzut wzwyż

Zabójcze neutrina

Próg zwalniający

Zagubieni nieśmiertelni

Prędkość orbitalna

Przepustowość łącza FedEx

Swobodne spadanie

Sparta

Osuszanie oceanów. Część I

Osuszanie oceanów. Część II

Twitter

Most z klocków Lego

Najdłuższy zachód słońca

Przypadkowe kichnięcie

Powiększająca się Ziemia

Nieważka strzała

Ziemia bez Słońca

Uaktualnianie drukowanej Wikipedii

Facebook ludzi umarłych

Zachód słońca nad imperium brytyjskim

Mieszanie herbaty

Wszystkie pioruny

Najbardziej samotny człowiek

Kropla deszczu

Zgadywanie odpowiedzi w teście SAT

Pocisk neutronowy

15 w skali Richtera

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału:

WHAT IF? SERIOUS SCIENTIFIC ANSWERS TO ABSURD HYPOTHETICAL QUESTIONS

Konsultacja merytoryczna:

Agnieszka Drzazgowska

Redakcja językowa:

Milena Schefs

Cover and layout design © Christina Gleason

Adaptacja okładki:

Magdalena Zawadzka

Korekta:

Małgorzata Denys, Maciej Korbasiński

WHAT IF? Serious Scientific Answers to Absurd Hypothetical Questions by Randall Munroe.

Copyright © xkcd inc 2015

By arrangement with the author. All rights reserved

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, 2019

Wydanie II

ISBN 978-83-8143-234-4


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

OSTRZEŻENIE

Nie próbujcie robić tych rzeczy w domu! Autor tej książki jest rysownikiem, twórcą komiksów internetowych, a nie specjalistą od bezpieczeństwa i higieny pracy. Lubi, gdy przedmioty zapalają się lub eksplodują, co oznacza, że nie bierze pod uwagę Waszego dobra. Wydawca i autor nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek szkodliwe następstwa, bezpośrednie lub pośrednie, będące wynikiem lektury tej książki.

Wstęp

NINIEJSZA KSIĄŻKA JEST zbiorem odpowiedzi na hipotetyczne pytania.

Pytania te zostały mi zadane za pośrednictwem mojej strony internetowej, na której – oprócz rubryki z poradami dla szalonych naukowców – stworzyłem również xkcd, internetowy komiks z patyczkowatymi postaciami.

Nie zaczynałem od rysowania komiksów. W szkole studiowałem fizykę, a po ukończeniu nauki pracowałem w NASA w dziale robotyki. W końcu odszedłem z NASA, aby poświęcić się rysowaniu komiksów, ale moje zainteresowanie nauką i fizyką nie osłabło. I ostatecznie znalazłem nowe pole realizacji moich pasji: udzielam odpowiedzi na zadawane mi w internecie dziwne i czasami niepokojące pytania. W tej książce znajdziecie wybór najciekawszych odpowiedzi z mojej strony internetowej oraz garść nowych pytań, na które odpowiadam po raz pierwszy.

Od kiedy pamiętam, starałem się szukać odpowiedzi na dziwne pytania za pomocą matematyki. W wieku pięciu lat przeprowadziłem z matką rozmowę, która została zapisana i umieszczona w albumie rodzinnym. Kiedy matka dowiedziała się, że piszę książkę, odszukała zapis tej rozmowy i przesłała mi go. Oto ona, skopiowana z 25-letniej kartki papieru.

Randall: Czy w naszym domu jest więcej miękkich, czy twardych przedmiotów?

 

Julie: Nie wiem.

Randall: A na świecie?

Julie: Nie wiem.

Randall: No dobrze, w każdym domu są trzy albo cztery poduszki, tak?

Julie: Tak.

Randall: I w każdym domu jest około piętnastu magnesów, tak?

Julie: Tak myślę.

Randall: Więc piętnaście plus trzy lub cztery, niech będzie cztery, to jest dziewiętnaście, tak?

Julie: Zgadza się.

Randall: Czyli na świecie jest prawdopodobnie około 3 miliardów miękkich i… 5 miliardów twardych przedmiotów. To które wygrywają?

Julie: Myślę, że twarde.

Do dzisiaj nie mam pojęcia, skąd wziąłem te 3 miliardy i 5 miliardów. Na pewno nie wiedziałem wtedy, co oznaczają takie liczby.

Moja znajomość matematyki z czasem nieco się poprawiła, ale zainteresowanie nią ma dziś tę samą przyczynę co wtedy: chcę poznać odpowiedzi na różne pytania.

Mówi się, że nie ma głupich pytań. To oczywiście nieprawda. Wydaje mi się, że na przykład moje pytanie o twarde i miękkie przedmioty było dosyć głupie. Ale okazuje się, że próba znalezienia precyzyjnej odpowiedzi na głupie pytanie może nas zaprowadzić w całkiem interesujące miejsca. Wciąż nie wiem, czy na świecie jest więcej twardych, czy miękkich przedmiotów, ale po drodze dowiedziałem się wielu innych rzeczy. Poniżej przedstawiam wam moje ulubione etapy tej podróży.

RANDALL MUNROE


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Globalna wichura

Co by się stało, gdyby Ziemia wraz ze wszystkimi znajdującymi się na niej obiektami nagle przestała się obracać wokół osi, a atmosfera nadal poruszałaby się z tą samą prędkością?

Andrew Brown

PRAWIE WSZYSCY BY ZGINĘLI. A później zrobiłoby się ciekawie…

Na równiku powierzchnia Ziemi porusza się z prędkością około 470 metrów na sekundę – czyli prawie 1700 kilometrów na godzinę – względem osi planety. Gdyby Ziemia zatrzymała się, a otaczające ją powietrze nadal by się poruszało, nagle pojawiłyby się wiatry wiejące z prędkością 1700 kilometrów na godzinę.

Te wiatry byłyby najsilniejsze na równiku, ale wszystkich i wszystko, co żyje pomiędzy 42° szerokości geograficznej północnej a 42° południowej (włączając w to około 85 procent światowej populacji), zdmuchnąłby wiatr wiejący z ponaddźwiękową prędkością. Najsilniejsze porywy tuż nad powierzchnią Ziemi trwałyby tylko przez kilka minut, a potem wiatr zwolniłby w wyniku tarcia. Jednak w ciągu tych kilku minut wszystkie ludzkie budowle obróciłyby się w perzynę.


Mój dom w Bostonie leży wystarczająco daleko na północy, aby znaleźć się poza strefą wiatrów o ponaddźwiękowej prędkości. Jednak wiejące tam wiatry byłyby ponad dwa razy silniejsze od najsilniejszych tornad. Wszystkie budynki, począwszy od szop, a skończywszy na drapaczach chmur, zostałyby zniszczone, wyrwane z fundamentów, a ich elementy toczyłyby się po ziemi.

Wiatry te byłyby słabsze w pobliżu biegunów, ale żadne skupiska ludzkie nie leżą wystarczająco daleko od równika, żeby uniknąć zniszczenia. Longyearbyen na wyspie w archipelagu Svalbard w Norwegii – najwyżej położone miasto na Ziemi – zostałoby zniszczone przez wiatry o sile równej najpotężniejszym cyklonom tropikalnym.

Jeśli chcielibyśmy ten wiatr przeczekać, jednym z najlepszych miejsc mogłyby być Helsinki. Mimo że samo ich położenie – 60° stopni szerokości geograficznej północnej – nie zapewniłoby miastu ochrony, to w skałach, na których jest ono zbudowane, znajduje się skomplikowana sieć tuneli wraz z podziemnymi galeriami handlowymi, lodowiskiem do gry w hokeja, kompleksem basenów itp.


Żadne budynki nie byłyby bezpieczne; nawet konstrukcje wystarczająco mocne, aby wytrzymać taki wiatr, miałyby kłopoty. Jak powiedział komik Ron White: „Nieistotne jest to, że wieje wiatr, ważne, co ten wiatr ze sobą niesie”.

Załóżmy teraz na chwilę, że możemy schronić się w masywnym bunkrze zbudowanym z materiałów odpornych na wiatry wiejące z prędkością 1700 kilometrów na godzinę.


No i świetnie; wszystko byłoby w porządku… gdyby istniał tylko nasz bunkier.

Niestety, prawdopodobnie mielibyśmy jednak sąsiadów. Gdyby któryś z nich miał bunkier leżący od strony nawietrznej w stosunku do naszego i jego bunkier byłby gorzej umocowany w ziemi, nasz bunkier musiałby wytrzymać uderzenie tamtego bunkra lecącego z prędkością 1700 kilometrów na godzinę.


Gatunek ludzki by nie wyginął1. Oczywiście na powierzchni Ziemi ocalałoby bardzo niewielu ludzi; latające w powietrzu elementy konstrukcji starłyby na proch wszystko, co nie byłoby zdolne przetrwać wybuchu jądrowego. Jednak wiele osób znajdujących się wówczas pod ziemią miałoby się doskonale. Gdybyśmy w tym momencie siedzieli w głębokiej piwnicy (lub jeszcze lepiej w tunelu metra), mielibyśmy duże szanse na przeżycie.

Byliby też inni szczęśliwcy. Dla dziesiątków naukowców i personelu stacji naukowo-badawczej Amundsen–Scott na biegunie południowym takie wiatry nie stanowiłyby zagrożenia. Dla nich pierwszym niepokojącym sygnałem byłaby nagła cisza, która zapadłaby nad resztą świata. Tajemnicza cisza prawdopodobnie zdenerwowałaby ich na chwilę, ale w końcu ktoś zwróciłby uwagę na coś jeszcze dziwniejszego…


Powietrze

Po ustaniu wiatrów powierzchniowych zrobiłoby się jeszcze dziwniej.

Podmuch wiatru zmieniłby się w podmuch gorąca. W normalnych warunkach energia kinetyczna wiejącego wiatru jest na tyle mała, że można ją pominąć, ale to nie byłby normalny wiatr. Gwałtowne zatrzymanie się wiatru spowodowałoby rozgrzanie powietrza. Nad lądami doprowadziłoby to do dużego wzrostu temperatury, a na obszarach o dużej wilgotności powietrza – do globalnych burz.

Jednocześnie wiatry wiejące nad oceanami zmąciłyby i rozpyliłyby powierzchniową warstwę wody. Przez chwilę ocean nie miałby w ogóle powierzchni, niemożliwe byłoby określenie, gdzie kończy się woda w postaci lotnej, a zaczyna właściwy ocean.

Oceany są zimne. Poniżej cienkiej warstwy powierzchniowej mają one niemal wszędzie temperaturę równą 4°C. Burza wzburzyłaby zimną wodę z głębin. Napływ zimnej mgły do bardzo gorącego powietrza przyczyniłby się do powstania pogody nigdy wcześniej niewystępującej na Ziemi – trudnej do zniesienia mieszaniny wiatru, pary wodnej, wody, mgły i gwałtownych zmian temperatury.

Pionowy ruch wody doprowadziłby do rozkwitu różnych form życia, ponieważ świeże substancje odżywcze dotarłyby do górnych warstw oceanów. Jednocześnie nastąpiłoby masowe wymieranie ryb, krabów, żółwi morskich i zwierząt nieumiejących poradzić sobie z napływem słabo natlenionej wody z głębin. Każdy gatunek zwierzęcia, który musi oddychać powietrzem atmosferycznym – taki jak wieloryby czy delfiny – miałby problemy z przetrwaniem w tym wzburzonym obszarze na granicy morza i powietrza.

Fale przetoczyłyby się wokół Ziemi ze wschodu na zachód i każdy wschodni brzeg doświadczyłby największego przypływu w historii świata. Oślepiająca chmura morskiej wody w postaci mgły wdarłaby się w głąb lądu, a za nią podążyłaby jak tsunami wzburzona ściana wody.

Na niektórych obszarach fale dotarłyby wiele kilometrów w głąb lądu.

Wichury wzbiłyby ogromne ilości pyłu i różnych szczątków do atmosfery. Jednocześnie nad zimną powierzchnią oceanów utworzyłaby się gęsta warstwa mgły. Normalnie doprowadziłoby to do gwałtownego spadku temperatury. Tak stałoby się i w tym przypadku. Przynajmniej po jednej stronie Ziemi.

Gdyby nasza planeta przestała się obracać, przerwaniu uległby także normalny cykl dnia i nocy. Słońce nie przestałoby całkowicie przemieszczać się po niebie, ale zamiast wschodzić i zachodzić raz dziennie, robiłoby to raz do roku.

Dzień i noc trwałyby po pół roku, nawet na równiku. Po dziennej stronie Ziemi jej powierzchnia piekłaby się nieustannie w promieniach Słońca, podczas gdy po nocnej stronie temperatura gwałtownie by spadła. Konwekcja termiczna po dziennej stronie doprowadziłaby do potężnych burz na obszarach wystawionych na działanie Słońca2.


Taka Ziemia przypominałaby, w pewnym sensie, jedną z obracających się synchronicznie planet pozasłonecznych, powszechnie spotykanych w pobliżu czerwonych karłów, w tej strefie, w której panują warunki sprzyjające rozwojowi życia. Lepszym porównaniem byłaby jednak Wenus w początkowym stadium formowania. Jej własna rotacja sprawia, że jedna strona planety jest – podobnie jak w przypadku zatrzymanej Ziemi – przez całe miesiące zwrócona ku Słońcu. Jednak gruba atmosfera Wenus krąży całkiem szybko, czego następstwem są dni i noce o zbliżonej temperaturze.

Chociaż długość dnia na naszej nieruchomej planecie zmieniłaby się, długość miesiąca pozostałaby taka sama! Księżyc nie przestałby krążyć wokół Ziemi. Jednak bez rotacji naszej planety dostarczającej energii pływom morskim Księżyc mógłby przestać oddalać się od Ziemi (tak jak to robi teraz) i zacząć powoli się do niej zbliżać.

W rzeczywistości Księżyc – nasz wierny towarzysz – mógłby spróbować nawet cofnąć zniszczenia spowodowane scenariuszem napisanym przez Andrew. Obecnie Ziemia obraca się szybciej niż Księżyc, a pływy zwalniają rotację naszej planety, powodując jednocześnie oddalanie się naszego satelity3. Gdyby Ziemia przestała się obracać, Księżyc przestałby się od niej oddalać. Pływy, zamiast zwalniać, mogłyby przyspieszać ruch obrotowy planety, a grawitacja Księżyca po cichu, delikatnie pociągnęłaby Ziemię…


…i nasza planeta znowu zaczęłaby się obracać.


Relatywistyczna piłka baseballowa

Co by się stało, gdybyśmy rzucili piłką do baseballu z prędkością wynoszącą 90 procent prędkości światła?

Ellen McManis


Pomińmy pytanie, w jaki sposób nadalibyśmy piłce baseballowej tak dużą prędkość. Załóżmy, że jest to normalny rzut, ale po wypuszczeniu piłki przez miotacza w magiczny sposób przyspiesza ona do 90 procent prędkości światła. Od tego momentu wszystko przebiega zgodnie z prawami fizyki.

ODPOWIEDŹ BRZMI: wydarzyłoby się wiele rzeczy, które działyby się bardzo szybko, a wszystko skończyłoby się źle dla pałkarza (lub dla miotacza). Zasiadłem sobie z książkami do fizyki, kolekcjonerską figurką Nolana Ryana oraz stertą kaset wideo z nagraniami wybuchów jądrowych i spróbowałem rozwiązać ten problem. Poniżej przedstawiam wam rezultat mojej pracy nanosekunda po nanosekundzie.

Piłka leciałaby tak szybko, że wszystko inne pozostawałoby praktycznie nieruchome, nawet cząsteczki powietrza. Poruszają się one z prędkością około tysiąca kilometrów na godzinę, ale nasza piłka pędziłaby przez nie z prędkością ponad 970 milionów kilometrów na godzinę. Oznacza to, że w stosunku do piłki pozostawałyby one w miejscu jak zamrożone.

 

Zasady aerodynamiki nie miałyby w tym przypadku zastosowania. Normalnie powietrze opływa wszystko, co się w nim porusza. Jednak cząsteczki powietrza przed naszą piłką nie miałyby czasu, żeby usunąć jej się z drogi. Piłka uderzyłaby w nie tak mocno, że nastąpiłaby fuzja jąder atomów wchodzących w skład cząsteczek powietrza z jądrami atomów z powierzchni piłki. Rezultatem każdego zderzenia byłby rozbłysk gamma i emisja różnych cząstek4.



Promienie gamma i cząstki rozprzestrzeniałyby się na zewnątrz w bańce, której środkiem byłaby górka ze stojącym miotaczem. Zaczęłyby one rozbijać cząsteczki powietrza, odrywając elektrony od jąder i zamieniając powietrze na stadionie w rozszerzającą się bańkę rozżarzonej plazmy. Ścianka tej bańki zbliżałaby się do pałkarza z prędkością bliską prędkości światła – tylko trochę szybciej od samej piłki.

Ciągła fuzja jądrowa zachodząca na przedniej ściance piłki wywierałaby na nią nacisk i spowalniała jej lot, tak jakby była ona rakietą lecącą tyłem naprzód z włączonymi silnikami. Niestety, piłka poruszałaby się tak szybko, że nawet olbrzymia siła pochodząca z wybuchu termojądrowego prawie nie zmieniłaby jej prędkości. Siła ta zaczęłaby jednak „zjadać” powierzchnię piłki, wyrzucając jej malutkie fragmenty we wszystkich kierunkach. Kawałeczki te pędziłyby tak szybko, że w zderzeniu z cząsteczkami powietrza wywołałyby jeszcze dwa lub trzy cykle fuzji jądrowej.

Po około 70 nanosekundach piłka dotarłaby do bazy domowej. Pałkarz nie zobaczyłby nawet miotacza wyrzucającego piłkę, ponieważ informacja ta dotarłaby do niego w tym samym czasie co sama piłka. Zderzenia z cząsteczkami powietrza „zjadłyby” ją prawie całkowicie, byłaby to już tylko chmura rozszerzającej się plazmy w kształcie pocisku (składająca się głównie z węgla, tlenu, wodoru i azotu), rozbijająca powietrze i powodująca w ten sposób kolejne cykle fuzji jądrowej. Najpierw w pałkarza uderzyłoby promieniowanie rentgenowskie, a nanosekundy później oberwałby on rozproszonymi resztkami piłki.


W chwili gdy fala promieniowania rentgenowskiego dotarłaby do bazy domowej, środek chmury plazmy poruszałby się nadal z prędkością bliską prędkości światła. Uderzyłaby ona najpierw w kij, a następnie pałkarz, baza oraz łapacz zostaliby przez nią porwani, przelecieliby przez siatkę ochronną i ulegli dematerializacji. Fala promieniowania rentgenowskiego i plazma rozprzestrzeniałyby się na zewnątrz oraz w górę. W pierwszej mikrosekundzie pochłonęłyby siatkę ochronną, oba zespoły, trybuny i całe otoczenie.

Załóżmy, że oglądalibyśmy to wszystko ze wzgórza poza miastem. Najpierw zobaczylibyśmy oślepiające światło, dużo jaśniejsze od Słońca. Przygasłoby ono w ciągu kilku sekund, a powiększająca się kula ognia zamieniłaby się w chmurę w kształcie grzyba atomowego.

Następnie usłyszelibyśmy ogłuszający huk wybuchu wyrywającego drzewa z korzeniami i niszczącego domy.

Wszystko w promieniu około 1,5 kilometra od kompleksu sportowego zostałoby zrównane z ziemią, a morze ognia pochłonęłoby miasto. Boisko do baseballu, które stałoby się tymczasem znacznych rozmiarów kraterem, znalazłoby się kilkaset metrów od miejsca, w którym wcześniej znajdowała się siatka ochronna.


Zasada 6.08(b) obowiązująca w Major League Baseball mówi, że w takiej sytuacji pałkarza uznaje się za dotkniętego przez piłkę i ma on prawo przejść do pierwszej bazy.

Basen z wypalonym paliwem

Co by się stało, gdybyśmy pływali w basenie z wypalonym paliwem jądrowym? Czy aby otrzymać śmiertelną dawkę promieniowania, musielibyśmy zanurkować? Jak długo moglibyśmy w nim bezpiecznie pływać?

Jonathan Bastien-Filiatrault

JEŚLI JESTEŚMY STOSUNKOWO dobrymi pływakami, przetrwalibyśmy w wodzie od 10 do 40 godzin. Po tym czasie stracilibyśmy ze zmęczenia przytomność i utonęli. To samo spotkałoby nas również w basenie bez wypalonego paliwa jądrowego na dnie.

Wypalone paliwo z reaktorów jądrowych jest bardzo radioaktywne. Woda dobrze pochłania promieniowanie i dobrze chłodzi, dlatego też zużyte paliwo przechowywane jest na dnie basenów przez dziesiątki lat, aż stanie się na tyle niskoaktywne, że można je przenieść do suchych pojemników. Dotychczas właściwie nie wiemy, gdzie powinno się przechowywać takie pojemniki. Wkrótce problem ten zostanie prawdopodobnie rozwiązany.

A tak wygląda typowy basen do przechowywania wypalonego paliwa:


Ciepło nie byłoby dużym problemem. Temperatura wody w basenie z paliwem może dochodzić do 50°C, ale w praktyce wynosi przeważnie od 25°C do 35°C – więcej niż w większości basenów, ale mniej niż w gorącej kąpieli w wannie.

Najbardziej radioaktywne są pręty paliwowe świeżo wyjęte z reaktora. W przypadku wypalonego paliwa jądrowego każde siedem centymetrów wody zmniejsza promieniowanie o połowę.

Według raportu Ontario Hydro dotyczącego poziomów promieniowania niebezpieczna strefa wokół świeżych prętów paliwowych wyglądałaby tak jak na poniższym rysunku.


Gdybyśmy dopłynęli do dna basenu, dotknęli łokciami niedawno umieszczonego tam pojemnika i zaraz wypłynęli na powierzchnię, prawdopodobnie otrzymalibyśmy śmiertelną dawkę promieniowania.

Jeśli jednak znajdowalibyśmy się w basenie poza granicą niebezpiecznej strefy, moglibyśmy w nim pływać tak długo, jak byśmy chcieli – dawka promieniowania z rdzenia reaktora byłaby mniejsza niż normalne promieniowanie tła, na które jesteśmy narażeni podczas spaceru. Podczas takiej kąpieli w basenie z wypalonym paliwem jądrowym otrzymalibyśmy faktycznie mniejszą dawkę promieniowania niż w czasie spaceru po ulicy.


Pamiętajcie: Jestem rysownikiem komiksów. Jeśli posłuchacie moich rad dotyczących bezpiecznego postępowania z materiałami jądrowymi, prawdopodobnie zasłużycie na to, co was spotka.

Oczywiście w tej wersji zakładam, że wszystko byłoby pod kontrolą. Gdyby jednak obudowa prętów wypalonego paliwa była skorodowana, w wodzie mogłyby się znaleźć produkty rozszczepienia. Czystość wody w takich basenach to pewnik, ale ta woda bywa czasem na tyle radioaktywna, że nie można jej sprzedawać w butelkach5.

Wiemy już, że w basenach z wypalonym paliwem jądrowym można bezpiecznie pływać, ponieważ są one regularnie serwisowane przez nurków. Jednak oni też muszą bardzo uważać! Trzydziestego pierwszego sierpnia 2010 roku nurek kontrolujący basen z wypalonym paliwem przy reaktorze jądrowym Leibstadt w Szwajcarii zauważył na jego dnie kawałek rury. Po konsultacji ze swoim szefem włożył go do skrzynki z narzędziami, ale z powodu szumu bąbelków powietrza nie usłyszał alarmu ostrzegającego przed promieniowaniem. Gdy wyjął skrzynkę z narzędziami z wody, w pomieszczeniu włączył się kolejny alarm. Skrzynkę wrzucono z powrotem do wody, a nurek opuścił basen. Jego dozymetr pokazał wyższe od normalnego napromieniowanie całego ciała i bardzo wysokie napromieniowanie prawej ręki. Znaleziony obiekt okazał się osłoną ochronną czujnika promieniowania z rdzenia reaktora, silnie napromieniowaną strumieniem neutronów. Oderwała się ona przypadkowo podczas zamykania kapsuły reaktora w 2006 roku i przeleżała niezauważona na dnie w rogu basenu. Osłona była tak radioaktywna, że gdyby nurek włożył ją do paska z narzędziami lub torby na ramieniu, mógłby zostać śmiertelnie napromieniowany. Ochroniła go warstwa wody, a dużą dawkę promieniowania otrzymała tylko jego ręka, która na szczęście jest bardziej odporna niż delikatne organy wewnętrzne.

Najistotniejsze w tej historii jest to, że pływanie w basenie z wypalonym paliwem wydaje się bezpieczne, o ile nie nurkujemy do dna i nie podnosimy z niego żadnych podejrzanych przedmiotów.

Dla pewności skontaktowałem się ze znajomym pracującym w reaktorze badawczym i zapytałem, co stałoby się z osobą, która chciałaby popływać w ich basenie z wypalonym paliwem.

„W naszym reaktorze? – Pomyślał chwilę. – Zginęłaby bardzo szybko, zanim jeszcze dotarłaby do wody. Od ran postrzałowych”.