Co powiesz na spotkanieTekst

Z serii: Mała czarna
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Co powiesz na spotkanie
Co powiesz na spotkanie?
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 75,98  60,78 
Co powiesz na spotkanie?
Audio
Co powiesz na spotkanie?
Audiobook
Czyta Monika Chrzanowska
37,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6
Lista

MIEJSCE I CZAS AKCJI: SALON W MIESZKANIU EVIE – PIĄTEK, 23 LISTOPADA, GODZ. 22.15.

EVIE siedzi na dywanie, oparta o czarną aksamitną kanapę; podnosi do ust kieliszek wina. JEREMY klęczy przed dużym blokiem kartek z wypisanym na kolejnej stronie hasłem „Wyzwanie!” i rozkłada ręce gestem mówiącym: „Ta-dam!”. MARIA zajmuje miejsce na kanapie za EVIE. Zza jej pleców daje JEREMY’EMU zachęcające znaki.

– Doceniam wasze wysiłki, ale już wam mówiłam. Zgodziłam się na tę część planu z zakochaniem w jednym celu: żeby Gbur zaczął pisać. Tak naprawdę nie mam zamiaru w nikim się zakochiwać.

– Jasne. Wiemy – odparł Jeremy i zerknął nad moim ramieniem na Marię. Podkreślił słowo „Wyzwanie!”. – Ale wysłuchaj nas. Evie Summers, w chwili gdy zawarłaś z Gburem tę umowę, podjęłaś rzuconą rękawicę. Jak w filmach Zakochana złośnica (ze świętej pamięci Heathem Ledgerem, zbyt pięknym, żeby żyć na tym świecie), Cała ona i Jak stracić chłopaka w dziesięć dni. Z pozoru to zupełnie różne filmy. W każdym jednak pojawia się ten sam wątek: rzucone zostaje wyzwanie, którego nieuniknionym skutkiem są nieporozumienia, okrutne zdrady i wreszcie miłość. – Ostatnie słowo napisał na kartce dużymi literami. – Sceny poznania się bohaterów często łączą się w komediach romantycznych z motywem „nienawiści do miłości”, ale z tego, co nam wiadomo, jedyną osobą, której nienawidzisz, jest Gbur.

– Zabawna myśl – włączyła się Maria – ale gdyby to rzeczywiście była komedia romantyczna, na koniec związałabyś się z aroganckim scenarzystą, który pod maską egoisty skrywa ujmujący brak pewności siebie. – Nastąpiła chwila ciszy, podczas której oboje z Jeremym spojrzeliśmy na nią zdumieni. – Przecież żartuję! Nie zakochałabyś się w takim dupku.

– Za Marię, która się upiła! – wzniósł toast Jeremy.

Podniosłam kieliszek od ust, gdy tymczasem wyobraźnia zdradziecko podsunęła mi obraz rzeźbionego torsu Gbura. Głupia wyobraźnia.

Jeremy kontynuował:

– W każdym poważnym wyzwaniu musi być ostateczny termin. Ty masz trzy miesiące. Jak mówisz, musisz regularnie składać Gburowi raporty z dokonywanych postępów. To ma go inspirować. Żebyś się w tym wszystkim nie pogubiła, oto starannie wybrany kanon scen poznania się bohaterów, opracowany przez specjalistów. – Wskazał markerem siebie i Marię. Spojrzałam na niego wymownie. Jeremy był największym cynikiem, jakiego znałam. – No co? Zdarzyło mi się obejrzeć kilka komedii romantycznych w życiu, wielka sprawa. Masz do wyboru… – Stuknął czubkiem markera w blok kartek. – Filmy drogi: Kiedy Harry poznał Sally, Elizabethtown, Thelma i Louise.

– Ten ostatni sobie daruj. Chcę kogoś poznać, a nie spaść z nim w przepaść.

– Czy nie do tego sprowadza się każdy związek? – Obie z Marią przewróciłyśmy oczami. – Dobra, w porządku, ale nie chcę słyszeć więcej krytycznych uwag.

Thelma i Louise to nawet nie jest komedia romantyczna!

– Cicho, okaż choć trochę wdzięczności. – Jeremy odwrócił kartkę. – Potem jest romans świąteczny. Czyli komedia romantyczna rozgrywająca się w czasie Bożego Narodzenia. Najbardziej znane to: The Holiday, To właśnie miłość, Dziennik Bridget Jones. Czy Świąteczny książę. Nie patrz tak na mnie. Nie należę do ludzi, których Netflix zmuszał do oglądania tego filmu dwa razy dziennie przez dwa tygodnie. – Gdy odwracał kolejną stronę, wyraźnie unikał mojego wzroku.

Na następnej kartce widniało hasło „Wielki finał???”.

– Do tego jeszcze wrócimy.

Doszedł do listy, która wyglądała jeszcze mniej zachęcająco.

– „Prześladowanie kogoś”?

Ja cię kocham, a ty śpisz. To już klasyk – oświadczył Jeremy.

– Nie zamierzam skończyć w więzieniu, Jeremy. – Przeszłam do następnego punktu. – „Nawiązanie znajomości w księgarni”? – przeczytałam na głos.

Jeremy zaczął wyliczać na palcach:

Masz wiadomość, Kiedy Harry poznał Sally

– To już było.

– Diagram Venna! – zawołała Maria. Jeremy odnalazł w bloku kartkę z serią nachodzących na siebie okręgów, opatrzonych takimi podpisami jak „Boże Narodzenie” czy „Hugh Grant”. Znajdowały się tam różne komedie, od czasów najstarszych, prehistorycznych, po współczesne. Było to dzieło pijanego geniusza. – Niektóre motywy się pokrywają.

– Widzę – odparłam i zaczęłam się uśmiechać.

Drzwi do salonu gwałtownie się otworzyły.

– Kochani!

Jeremy sięgnął po butelkę wina.

– Jane! – wykrzyknęłam, świadoma, jak musi wyglądać salon. – Wszystko w porządku z twoją randką?

– Opowiem ci jutro rano.

Jej wąską talię objęły z tyłu dwie ręce i do pokoju zajrzał ciemnowłosy mężczyzna. Był niezwykle przystojny, jak młody Antonio Banderas. Wszyscy troje zapatrzyliśmy się na niego. Czasami miałam wrażenie, że miłosne spektrum Jane to jakiś piękny pryzmat, który jednak dla higieny należało odkażać w zmywarce.

– Jestem Trev – przedstawił się. W jego głosie było słychać akcent z East Endu. – Jane dużo mi o was opowiadała. – Można by pomyśleć, że chodziło mu o mnie, bo przecież byłam współlokatorką Jane, ale on, gdy to mówił, patrzył na Jeremy’ego.

– My o tobie też niemało słyszeliśmy – mruknął Jeremy do swojego kieliszka.

– Zaglądamy, żeby zapytać o cukinię, którą schowaliście do lodówki – powiedziała Jane. Trev ją dźgnął. – I o bakłażana. Zamierzacie coś z nich zrobić…?

Wskazałam na pizzę.

– Postanowiliśmy trzymać się z dala od kuchni. Możecie je zjeść, jeśli macie ochotę.

Jeremy, który właśnie składał kawałek pizzy, spojrzał na mnie, energicznie kręcąc głową.

– Kotku – odparła Jane. – Nie chodzi o jedzenie.

Dotarło do mnie dopiero po chwili.

– Ale to warzywa organiczne – odpowiedziałam bez sensu.

Trev ugryzł Jane w ucho.

– Zaraz wracam – rzucił.

Jane spojrzała na blok z kartkami.

– Co kombinujecie, kochani?

Maria dzielnie włączyła się do rozmowy.

– Właśnie się zastanawiamy, jak Evie mogłaby nawiązać znajomość w księgarni – wyjaśniła.

– Znowu chodzisz na randki? – zapytała mnie Jane. – Super! Ale już mało kto nawiązuje znajomości organicznie…

Trev – à propos organiczności – wrócił z moimi warzywami i – nie à propos – ze spiralną tarką.

– A kółko czytelnicze? – podsunął i ugryzł marchewkę.

Jane wyjęła mu ją z ust.

– Bo nie będzie się nadawała do użytku! – skarciła go. – O, wiem! Moja kumpelka nie może się nachwalić takiego kółka w Zakurzonym Regale w Peckham. Mówi, że to absolutna rewelacja. Tak śmiesznie się nazwali. Jak to było…?

Wymieniłam z przyjaciółmi spojrzenie. Ale czy z sugestii Jane mogło wyniknąć coś złego? Przecież chodziło tylko o kółko czytelnicze. Jeremy zaczął notować.

– A jak wy dwoje się poznaliście? – zagadnęła Maria. Jeremy porzucił pizzę i skupił się na winie.

– Przez aplikację, Mustache Dating – wyjaśniła ochoczo Jane.

Wszyscy zlustrowaliśmy górną wargę Trevora – upewniając się, że nie ma wąsów.

– Must Dash2 – wymówiła starannie Jane. – To aplikacja dla dojeżdżających do pracy, którzy mają ochotę na szybki nu…

– Jak uroczo! – przerwała jej Maria.

Gdy Trev z cukinią pobiegł za Jane korytarzem, potraktowaliśmy to jako żywą ilustrację, do czego służy wspomniana aplikacja.

Zamknęłam drzwi salonu, żeby nie słyszeć, co dzieje się w drugiej części mieszkania.

– Dobra – powiedziałam, wracając do tematu. – Mamy już listę scen „Jak poznają się bohaterowie komedii romantycznych”. Teraz pokażcie mi, jak ma wyglądać wielki finał.

Chyba nie widziałam jeszcze dwojga ludzi, którzy byliby bardziej z siebie zadowoleni.

Jeremy podniósł telefon i pokazał, że jest na JEMS-ie.

Sarah: Czy to na pewno ma związek z moim weekendem panieńskim? Potwierdźcie, że nie zajmujecie się niczym innym!

– Nie, to nie to. – Przewinął dalej.

Sarah: Rozumiem. Dobra, możecie na mnie liczyć w sprawie sceny na ślubie i weselu.

– Co ona ma na myśli?

– Że jej wesele może jednak na coś się przyda.

– Jeremy – odruchowo zganiła go Maria. Wciąż była naszym sumieniem, nawet jeśli trochę zagłuszonym alkoholem.

Jeremy wskazał środek diagramu Venna, gdzie widniało słowo „Ślub!”, ledwie widoczne w zachodzących na siebie kołach.

– Z dziewięćdziesiąt pięć procent komedii romantycznych rozgrywa się na weselu, może nawet więcej, nie liczyłem. Powiedz tak, 27 sukienek, Mój chłopak się żeni. Nie mogłabyś zakończyć swojego przedsięwzięcia bardziej w stylu komedii romantycznej, niż idąc na wesele. To będzie twój finał – oznajmił.

Maria zachęcająco uśmiechała się od ucha do ucha.

– Sarah znajdzie ci idealnego partnera. – Na widok mojej miny przerwała. – To znaczy znajdzie ci jakiegoś towarzysza – poprawiła się.

– To ma być jej dzień, ja powinnam pozostać niewidoczna!

Jeremy się obruszył.

– Sarah ma go codziennie. Dzień ślubu tylko to sankcjonuje. Akurat wypada on tuż przed ostatecznym terminem, który masz na wykonanie swojego zadania, Evie. To idealny moment. Jeśli do tego czasu ci się to nie uda, kto lepiej zadba, żeby tak się stało, niż osoba, która obsesyjnie lubi wszystkimi rządzić i wszystko mieć pod kontrolą? Nasza wątpliwa przyjaźń wreszcie na coś się przyda. Evie, moja droga, zgódź się dla nas wszystkich.

Popatrzyłam na Marię, która wzruszyła ramionami.

– Sarah nie ma nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie…

 

– W porządku, w porządku, zgadzam się.

Jeremy usiadł między nami na kanapie i wszyscy spojrzeliśmy na słowo „Ślub!” pośrodku kartki.

– To się dzieje naprawdę – stwierdziłam, lekko oszołomiona. – Przez trzy miesiące będę żyła jak bohaterka komedii romantycznej.

Jeśli mam być szczera, bałam się tego wszystkiego w podjętym przez siebie wyzwaniu, co według moich przyjaciół mogło mi wyjść tylko na dobre. Czy ryzykowałam, że znowu się zakocham? Wciąż dźwięczało mi w pamięci to, co Ricky powiedział mi na pożegnanie. „Jesteś świetna, Evie. Tu chodzi o mnie. Pragnę czegoś więcej”. Było to zerwanie w stylu „To nie twoja wina, tylko moja”, tyle że wciąż miałam poczucie, że nie spełniałam jego oczekiwań. Już nie rozpaczałam, w każdym razie nie tak jak dawniej, ale niektóre słowa zapadają w pamięć.

– Za Evie! – rzucił Jeremy. Stuknęliśmy się kieliszkami. – I jej sprawy sercowe!

– Raczej pracę – poprawiłam go. – I za moich wspaniałych przyjaciół, którzy udowadniają, że w prawdziwym życiu może być jak w filmie.

Jeremy wziął ze stolika dwie książki i posłużył się nimi jak filmowym klapsem.

– Akcja!

7
Oblanie napojem, ujęcie pierwsze i drugie

Od: EVELYN.Summers@WJM.co.uk

Do: JEMS

Temat: POSZŁO ZUPEŁNIE NIE TAK

26 listopada, 10.30

Cześć, kochani, zamierzam wysłać wiadomej osobie raport z pierwszej próby poznania faceta – scena oblania napojem.

Załączam swój tekst. Czy Waszym zdaniem jest w porządku? Szczerze mówiąc, trochę stchórzyłam. Siedziałam ze szklanką wody przy jednym z tych wspólnych stołów obok faceta, który był chyba w moim wieku (hipstera, ale komu to przeszkadza?).

Dla Waszej informacji – oblać czymś kogoś zupełnie nieznajomego jest znacznie trudniej, niż się wydaje. Musiałam zrobić dwa podejścia, tak byłam zdenerwowana (ZDAJECIE SOBIE SPRAWĘ, NA JAKĄ WYCHODZI SIĘ WARIATKĘ?). Kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę i to zrobiłam, oblałam mu kostkę Rubika i niektóre kolorowe nalepki się poodklejały. Masakra.

Uściski

Ta, obok której nie chcielibyście usiąść w kawiarni

xxx

Od: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Do: TheEzraChester@ezrachester.com

Temat: ŚCIŚLE POUFNE – SCENA OBLANIA NAPOJEM

26 listopada, 11.00

Drogi Ezro!

Zgodnie z umową załączam pierwszy raport z próby poznania swojej miłości. Będę wdzięczna, jeśli potwierdzisz odbiór i dasz znać, czy zacząłeś pisać.

Pozdrowienia

Evie

Evie Summers

Asystentka Williama Jonathana Montgomery’ego III

William Jonathan Montgomery & Sons Agency for Screenwriters

Od: TheEzraChester@ezrachester.com

Do: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – SCENA OBLANIA NAPOJEM (CO DO CHOLERY?)

27 listopada, 2.34

Witaj, Ruda!

To było strasznie nudne. Czy będziemy przez trzy miesiące ćwiczyli oblewanie napojami nieznajomych i przepraszanie każdego z nich, aby się przekonać, że mam rację?

Pozdr

E

Od: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Do: TheEzraChester@ezrachester.com

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – SCENA OBLANIA NAPOJEM (NIE OGLĄDAŁEŚ NOTTING HILL?)

27 listopada, 7.46

Drogi Ezro!

Przykro mi, że Twoim zdaniem to było nudne. Ale pamiętaj, proszę, że mam jeszcze dużo czasu, aby kogoś poznać i dowieść, że się mylisz. Wkrótce prześlę Ci następny raport. Czekam na pierwsze strony scenariusza.

EVIE

Od: TheEzraChester@ezrachester.com

Do: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – SCENA OBLANIA NAPOJEM (PO CO MIAŁBYM TO OGLĄDAĆ?)

28 listopada, 1.06

Ruda, wcale nie żartuję, niczego nie napiszę, jeśli będziesz mi przysyłać takie knoty. Pamiętaj, proszę, że nawet dramaty psychologiczne muszą trzymać widzów w napięciu. Sądząc z kawałka, który mi przysłałaś, te standardy nie dotyczą komedii romantycznych.

Od: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Do: TheEzraChester@ezrachester.com

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – SCENA OBLANIA NAPOJEM, UJĘCIE DRUGIE (CZY DOSTAŁEŚ PACZKĘ, KTÓRĄ CI WYSŁAŁAM?)

2 grudnia, 14.56

Drogi Ezro!

Z uwagi na zawód, jaki Ci sprawiłam swoją pierwszą próbą, postanowiłam ją ponowić. Raport znajdziesz w załączniku. Nie jest długi, więc może nie zaśniesz, czytając go.

Trzymam kciuki

Evie

Od: TheEzraChester@ezrachester.com

Do: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – scena oblania napojem, ujęcie drugie (tak, ale nikt już nie ma odtwarzacza DVD, więc wyrzuciłem płytę do śmieci)

2 grudnia, 15.06

Już lepiej, Ruda. Kiedy tamta mała się porzygała, pomyślałem, że to musi być kit, i zadzwoniłem do tej kawiarni. Umieścili Cię na liście klientów, których trzeba mieć na oku.

Uniżony sługa

E

Od: Monty@WJM.co.uk

Do: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Temat: Info o postępach

3 grudnia, 11.45

Droga Evelyn!

Czy mogłabyś udzielić mi informacji o postępach w sprawie scenariusza? Wycofuję się, żeby Ezra mógł swobodnie pisać. Powinnaś skorzystać z okazji. Być może czeka Cię wielka przyszłość. Oczywiście pod warunkiem, że agencja będzie jeszcze istniała.

Z poważaniem

Monty

William Jonathan Montgomery III

William Jonathan Montgomery & Sons Agency for Screenwriters

Od: Evelyn.Summers@WJM.co.uk

Do: TheEzraChester@ezrachester.com

Temat: Re: ŚCIŚLE POUFNE – scena oblania napojem, ujęcie drugie (www.netflix.co.uk/nottinghill)

3 grudnia, 13.15

Jestem pewna, że strony, które wyślesz Monty’emu, okażą się warte tego całego zachodu.

PS Załączam obszerną listę najlepszych komedii romantycznych, które powinieneś obejrzeć, żeby uzupełnić przerażające braki w wiedzy ogólnej. Potraktuj to jako naukę. Ufam, że któreś z nich Cię zainspirują.

8
Co ma wisieć, nie utonie

MIEJSCE I CZAS AKCJI: KAWIARNIA GIL’S, EAST DULWICH – NIEDZIELA, 9 GRUDNIA, GODZ. 10.00.

Leje deszcz. EVIE, kompletnie przemoczona, przebiega z parasolką obok wejścia do Gil’s. Przekonuje się, że sąsiednią kawiarnię zamknięto w związku z remontem. Odwraca się i zastanawia, co robić. Z powodu ulewy niewiele widzi, więc szybko wraca do Gil’s. Mimo pogody niepewnie zatrzymuje się u drzwi.

Od dnia, gdy w tej kawiarni doprowadziłam dziecko do wymiotów, minął zaledwie tydzień. Czy mogłam się tu jeszcze pokazać? Po szyi pociekły mi jednak lodowate krople deszczu, co przesądziło sprawę.

Nie mogłam wrócić do domu, przypomniałam sobie, pchając drzwi. Podczas negocjacji o przestrzeń w mieszkaniu wytargowałam wolne od seksu soboty, a Jane w zamian dostała niedziele, żeby mogła odsypiać zawalone noce. Choć o odsypianiu nie było mowy. Musiałam znaleźć miejsce, w którym mogłabym spokojnie napisać dla Gbura raport z kolejnej próby poznania miłości swojego życia. Po ostatniej, oblaniu potencjalnego ukochanego napojem, nie wysłał Monty’emu ani jednej strony scenariusza, ale jeszcze nie panikowałam. Minęło dopiero kilka tygodni, nie spodziewałam się więc, że od razu przezwycięży blokadę twórczą. Potrzebował dalszej inspiracji i zamierzałam mu jej dostarczyć. Nawet jeśli miałabym skompromitować się w całym Londynie.

Mówiąc sobie, że nikt mnie nie rozpozna, podeszłam do lady. Tata zawsze twierdził, że ludzie są zbyt zajęci sobą, aby zwracać uwagę na innych. Miałam to w pamięci, rozglądając po sali, żeby sprawdzić, czy atrakcyjne mamuśki dotrzymały obietnicy, że nigdy więcej tu nie przyjdą. Dotrzymały. Bogu dzięki.

Na tej zmianie pracował Xan. Z bijącym mocno sercem zamówiłam kawę i tosta.

– Jasne, już ci robię. – Uśmiechnął się do mnie. Byłam pewna, że nie jest z tych, którzy do każdego mówią na ty. Jeśli facet, który sprzątał po tym, co narozrabiałam, nie pamiętał, że to moja robota, nikt nie będzie pamiętał – pomyślałam.

Gdy Xan parzył kawę, poszukałam wzrokiem wolnego stolika. W głębi sali zauważyłam dwie znajome twarze. Ben i Anette siedzieli w tym samym miejscu co tydzień wcześniej, zajęci czytaniem. Odetchnęłam powoli.

Usłyszawszy dźwięk stawianej na kontuarze szklanki, odwróciłam głowę.

Zobaczyłam przed sobą sok pomarańczowy.

Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę.

Xan stanął za nim z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Pomyślałem, że zechcesz spróbować naszej nowej specjalności. – Wskazał czarną tablicę z wypisaną ręcznie ofertą.

Niespodzianka „nie dla dzieci”!

(spoiler: zawiera jajko)

Gdy tylko ujrzał wyraz mojej twarzy, zrzedła mu mina. Szybko zabrał sok i na jego miejscu postawił kawę.

– Przynajmniej możemy trochę odpocząć od dyniowej latte – powiedział ze skruchą w głosie.

Wzięłam kawę, bąkając pod nosem podziękowanie. Popełniłam błąd. Nie powinnam była się tu więcej pokazywać. Za moimi plecami ktoś chrząknął.

Stali za mną Anette i Ben. Sok pomarańczowy był dla nich. Anette szturchnęła ojca, żeby podniósł szklankę wyżej. Nieświadoma mojego zmieszania, uśmiechnęła się szeroko.

– Podeszliśmy, żeby pomóc ci zobaczyć w tym po prostu śmieszne zdarzenie.

*

Anette nalegała, żebym znowu się do nich przysiadła, nie miałam więc wyboru – postawiłam laptopa na stole, który zajmowali. Kiedy Ben rozłożył gazetę, odniosłam dojmujące wrażenie, że zaproszenie nie było tak samo szczere z obu stron. Pod dresową bluzą miał koszulę, co stanowiło zbyt formalny strój na weekend. Skupiłam się na pisaniu raportu, bo postanowiłam pokazać, że nie zamierzam przeszkadzać im w śniadaniu.

Anette jednak wcale to nie zniechęciło.

– I co, poznałaś już kogoś? – zapytała.

Starałam się nie patrzeć na jej ojca. Przed tygodniem, kiedy Ben zakwestionował przypadkowość moich działań, wyjawiłam im swój plan, nie wdając się w szczegóły.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Ben skarcił córkę.

– Anette, daj Evie spokój. – Wykonał gest dłońmi. Anette po odczytaniu go wyraźnie się nadąsała. Odpowiedziała ruchem dłoni, a wtedy Ben uniósł kącik ust. Dziewczynka zatknęła pasmo ciemnych włosów za ucho z tkwiącym w nim aparatem słuchowym.

– Dobra, zagram – odrzekł Ben głośno. – Ale tym razem ja wybieram.

Zbliżyli do siebie głowy i konferowali po cichu, od czasu do czasu posługując się językiem migowym.

Wróciłam do swojego raportu. Była to relacja z próby nawiązania znajomości w stylu „dama w opałach” (niezbyt obiecujący trop z komedii romantycznych, ale w Powiedz tak skuteczny). Jak moje dwie pierwsze próby i ta nie przebiegła zgodnie z planem. Mogłam sobie tylko wyobrazić reakcję Gbura. Jak dotąd aranżowane przeze mnie sceny jedynie go bawiły. Lepiej, żeby całe to upokorzenie coś dało.

Samo odgrywanie tych scen nie było takie trudne; trudniejsze okazało się ich opisywanie. Nie wzięłam pod uwagę, że konieczność wysyłania Gburowi raportów będzie oznaczała dla mnie powrót do pisania. Gdy Gbur uznał moją pierwszą relację za nudną, dał o sobie znać dawny uraz. Od wielu lat niczego nie pisałam, nie miałam kiedy, dni mijały mi jak z bicza strzelił. Moim pierwszy czytelnikiem zawsze był tata, jego wyważone uwagi pomagały mi szlifować teksty. Potem tata umarł, a to, co o nim napisałam, zostało odrzucone przez agenta literackiego. Maria mawiała, że w końcu znowu odczuję potrzebę pisania. Jednak za każdym razem, gdy siadałam przed pustym ekranem, wracało do mnie to, co powiedział agent. Nie ma pani tego czegoś i już. Teraz nie mogłam liczyć nawet na wsparcie ojca. Więc każde słowo, które wystukiwałam, było jak niepewny krok po lodzie.

Sygnał telefonu przywołał mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na wyświetlacz, spodziewając się, że to wiadomość od JEMS-a, ale zobaczyłam, że od kogoś innego, i dostrzegłam swoje przezwisko.

NIEZNANY NUMER: I co, Ruda, porzygały się przez Ciebie jakieś inne dzieciaki? Muszę przyznać, że to było niezwykle inspirujące. Znacznie bardziej niż wykaz komedii romantycznych, których nie zamierzam oglądać. Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg.

W wersji elektronicznej był jeszcze bardziej wkurzający niż na żywo.

 

Ruda: Kto tam, jeśli wolno spytać?

Gbur: A ilu znasz porażająco atrakcyjnych scenarzystów, Ruda?

Ruda: Żadnego.

Gbur: Ale śmieszne, Stevie.

Ruda: A, to Ty. Czy nie powinieneś w tej chwili pisać?

Gbur: Nie bądź taka zasadnicza. Potrzebuję Twoich następnych raportów. Miło wiedzieć, że dajesz się we znaki jeszcze innym. Poza tym całkiem nieźle piszesz, Ruda.

Ruda: Tak jak Ty zawracasz głowę. Zawarliśmy umowę.

Gbur: Właśnie, więc gdzie dalszy ciąg?

Anette zachichotała, więc podniosłam głowę. Trzymała w dłoni aparat fotograficzny, chyba profesjonalny. Można by pomyśleć, że należy do jej ojca, gdyby nie pasek w kolorach tęczy, poza tym trzymała go w taki sposób, jakby był jej własnością.

Zrobiła Benowi zdjęcie. On uśmiechnął się do niej chętnie, ale jakoś dziwnie. Opuściłam wzrok na swój telefon, zastanawiając się, dlaczego przychodzą tu sami. Może zwyczajowo spędzali razem niedzielne ranki. Wydawali się sobie bardzo bliscy. Nie znałam ich, ale coś w ich relacji sprawiało, że nie czułam się przy nich obco.

Błysk flesza. Zamrugałam. Anette opuściła aparat, szczerząc się do mnie.

– Chcesz z nami zagrać?

Ben już otwierał usta, żeby się sprzeciwić, ale go ubiegłam.

– A co to za gra? – zapytałam. Nie wiedziałam, co mnie napadło. Nie było wątpliwości, że jej ojciec nie chce, abym przyłączyła się do ich zabawy. Jednak z jakiegoś powodu tym bardziej korciło mnie, żeby to zrobić.

Anette się rozpromieniła.

– Nazywa się „Wredne czuwanie z chust” – powiedziała. A potem wyraziła to językiem migowym.

– „Wredne czytanie z ust” – poprawił ją spokojnie Ben.

– Dobra, pokażemy ci. Musisz upatrzyć sobie jakichś ludzi, jak ci dwoje, o tam. – Wskazała starszą parę siedzącą kilka stolików dalej. Ben dyskretnie trącił ją w rękę, żeby opuściła palec. – Uważaj. – Patrząc na nich, zmrużyła oczy. Widziałam, że starsi państwo rozmawiają, ale w pełnej zgiełku kawiarni nie można było usłyszeć, o czym.

– Pójdę do sklepu po ser – rzuciła Anette niskim głosem. Umilkła. – No, tato – ponagliła ojca.

– Czy zawsze muszę być kobietą?

– Tak – potwierdziła dziewczynka. – I wczuj się w rolę.

Ben zerknął na mnie, a potem znowu skupił uwagę na tamtej parze.

– Co ty wciąż z tym serem? – zapytał wyższym niż zwykle głosem. Jego córka podniosła dłoń do ust, żeby ukryć uśmiech.

– Ser jest pyszny – odparła poprzednim, grubym głosem. – Tak samo jak pszczoły – dodała, kiedy mężczyzna odezwał się znowu.

Ben i Anette naśladowali wymianę zdań starszych państwa, przyspieszając odpowiedzi albo opóźniając je tak, żeby odpowiadały ruchom warg mężczyzny i kobiety. Można by naprawdę pomyśleć, że czytają z ich ust, tyle że było to absurdalne.

– Nigdy wcześniej nie mówiłeś o pszczołach – odpowiedział Ben falsetem.

Mężczyzna poirytowanym gestem wezwał kelnera.

– Poproszę o kilka pszczół! – zawołała Anette. Ben się skrzywił, a tamta para spojrzała w naszą stronę, więc czym prędzej spuściliśmy głowy.

– Niesamowite – szepnęłam.

– Tata to wymyślił.

Ben podniósł gazetę, dając nam do zrozumienia, że zabawa skończona. Miał czerwone uszy.

Jego córka skorzystała z okazji, żeby przysunąć się do mnie z błyszczącym wzrokiem.

– No to co, odegrałaś dla Gbura następną scenę zawarcia znajomości?

Czy rzeczywiście przed tygodniem użyłam jego przezwiska? Byłam tak wytrącona z równowagi, że ledwie pamiętałam, co im wtedy zdradziłam. Nic dziwnego, że Ben nie chciał mieć ze mną do czynienia.

– Naprawdę nazywa się Ezra – rzuciłam pospiesznie i spojrzałam na Bena. Przewrócił stronę gazety. Najwyraźniej nie zwracał na nas uwagi. No i dobrze. – Twoja mama pewnie uzna, że wywieram na ciebie zły wpływ – zauważyłam, zwracając się do Anette.

Ben szybko podniósł wzrok. Co ja takiego powiedziałam?

Ale dziewczynka uśmiechała się do mnie.

– Na pewno cholernie byś się jej spodobała – odparła.

Dopiero po chwili odnotowałam, że użyła trybu przypuszczającego, i w jednej chwili zrozumiałam, dlaczego Anette i Ben przychodzą sami do kawiarni.

– Anette – upomniał dziewczynkę ojciec. – Umówiliśmy się, pamiętasz? Przeklinać możesz tylko po francusku. Nie chcę, żeby ktoś wziął nas za niekulturalnych.

Merde – rzuciła Anette.

– Tak już lepiej.

– Przepraszam – powiedziałam cicho do Bena. Chyba zrozumiał po tonie mojego głosu, że zorientowałam się w ich sytuacji rodzinnej. Spojrzał mi w oczy i po raz pierwszy się do mnie uśmiechnął. Delikatnie pocałował córeczkę w skroń.

Gdy tak na nich patrzyłam, poczułam jakiś impuls.

– Wiem, że to nie jest napój do śniadania, ale co byście powiedzieli na gorącą czekoladę? – Tata i ja pijaliśmy ją razem.

– O tak, o tak, o tak! – zawołała Anette, podczas gdy jej ojciec odpowiedział:

– Nie, dziękujemy.

Dziewczynka wysunęła brodę do przodu i coś do niego zamigała.

– Chętnie, to bardzo miłe z twojej strony – poprawił się.

No wreszcie jakiś postęp. Wysłałam Gburowi raport i poszłam złożyć zamówienie.

*

Przede mną w kolejce stała kobieta z długim miodowym końskim ogonem, którym stałe omiatała mi twarz. Dopiero po chwili zauważyłam, że to jedna ze spotkanych tu przeze mnie mamusiek. Rozpoznała mnie, więc na moment znieruchomiałam. Nie wiedziałam, jak się zachować.

– Samantha – przedstawiła się, poprawiając pasek od maty do jogi przewieszony przez ramię.

– Evie – odwzajemniłam się ostrożnie.

– Och, nie przejmuj się tamtym zdarzeniem sprzed tygodnia. Nie pierwszy raz Justice spłoszyła klientów kawiarni. – Jej śmiech miał wysoki, śpiewny ton. Uśmiechnęłam się do niej słabo.

Zamówiła u Xana flat white na odtłuszczonym mleku.

– Przypadkiem zauważyłam, że siedzisz obok wysokiego melancholijnego bruneta.

Tylko siłą woli nie spojrzałam w stronę naszego stolika.

– Słucham? – zapytałam.

– Och, tak tylko sobie żartujemy z innymi mamami. Nasze dzieci chodzą do tej samej szkoły. – Przygryzła wargę. – Mogę ci coś poradzić?

– Jasne – wątpiłam, czy przyjęłaby do wiadomości, gdybym powiedziała „nie”. Złożyłam u Xana zamówienie na gorącą czekoladę dla trzech osób, w tym jedną z dodatkową porcją pianek.

– To nie jest materiał na faceta, z którym można by chodzić – oznajmiła niemal przepraszającym tonem. – Któregoś razu po rozwodzie umówiłam się z nim na drinka i było okropnie. Przez cały wieczór jeśli coś mówił, to tylko o swojej córce. Nie żebym go osądzała. Może nie był jeszcze gotowy? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, w jaki sposób zginęła jego żona. A może po prostu już taki jest. Bywają tacy mężczyźni. – Wzięła swoją kawę. – Pomyślałam, że cię uprzedzę, byś nie traciła czasu.

Zanim jej wyjaśniłam, że odniosła mylne wrażenie, odeszła, zamaszyście machając końskim ogonem. Podniosłam tacę z kubkami gorącej czekolady. A jak zginęła jego żona? – zastanowiłam się przelotnie, po czym odsunęłam od siebie tę myśl. To przecież nie moja sprawa.

– Więc… – zaczęła Anette, gdy postawiłam na blacie kubki z gorącą czekoladą. Ben spojrzał na swój z lekko zmarszczonym czołem i wrócił do czytania. Dałam mu ten z dodatkową porcją pianek. Pomyślałam, że dobrze mu zrobią. – Teraz możesz nam opowiedzieć o swojej ostatniej próbie nawiązania znajomości.

Składanie raportu Gburowi to była zupełnie inna sprawa – gdy opisywałam, co się zdarzyło, zaczynałam patrzeć na swoje wygłupy z pewnym dystansem. Opowiadanie o nich wydawało się znacznie trudniejsze. Jednak Anette spoglądała na mnie wyczekująco, z szeroko otwartymi oczami. I w jej spojrzeniu nie było niczego, co mogłoby nasunąć podejrzenie, że mnie ocenia.

Zerknęłam na Bena – przyciągnął do siebie kubek i znowu pogrążył się w lekturze. Ponieważ nie zaprotestował, opowiedziałam dziewczynce o „damie w opałach”, czyli jak przez pół godziny chodziłam po ulicy tam i z powrotem w niebotycznych szpilkach, które straszliwie mnie cisnęły, zanim wreszcie dostrzegłam obiekt – koszula w kratę, wełniana czapka, broda. Nie całkiem Matthew McConaughey, ale o wiele bardziej w moim typie. Odczekałam, aż podszedł bliżej, i nastąpiłam na kratkę w chodniku tak, żeby utknął w niej obcas.

– I udawałaś, że nie możesz go wyciągnąć? – zapytała podekscytowana Anette.

– Odstawiłam prawdziwe przedstawienie. A facet nawet się nie zatrzymał. I wtedy do mnie dotarło.

– Co? – pytała dalej, urzeczona moją relacją.

– Że naprawdę utknęłam. – Obcas zakleszczył się między prętami. – I w czasie, kiedy usiłowałam zwrócić na siebie uwagę tamtego, przyjechali robotnicy drogowi. Robili zakłady, ile barier wokół mnie ustawią, zanim zauważę, co się dzieje. Zupełnie odcięli mnie od świata.

Anette wybuchnęła śmiechem.

– Musiałam zostawić tam but – oznajmiłam, stwierdzając z ulgą, że już jestem w stanie się z tego śmiać. – Pożyczyli mi jeden ze swoich roboczych buciorów, żebym jakoś doszła do domu.

– To wszystko prawda? – zapytał nagle Ben z nutą niedowierzania w głosie.

Od jakiegoś czasu przysłuchiwał się naszej rozmowie? Wyjęłam plastikową torbę z buciorem, żeby mu pokazać.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?