Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowcówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców
Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców
Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców

Saga

Los Elfów 3: Poszukiwacze zaginionych grobowców

Przełożyła

Agnieszka Wielądek

Tutuł oryginału

Elverfolkets skæbne 3: De glemte grave

Copyright © ..., 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726146127

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Poszukiwacze zaginionych grobowców

To jest opowieść o jednej z najciemniejszych epok w długiej historii elfów. Do ich krainy wkroczył wróg ze swą potężną armią. Cel miał jeden – chciał odebrać elfom ziemię i wolność. Z wielu stron dochodziły wieści o jego nikczemnych czynach i rozmiarze zniszczeń! Rozpacz i przerażenie zapanowały w całym kraju, by wreszcie przerodzić się w gniew i chęć zemsty. Elfy postanowiły walczyć i wypędzić wroga. Wiedziały, że ważą się losy ich przyszłości i kolejnych pokoleń elfów.

Grupka elfów i troll szli przez ogromną jaskinię we wnętrzu góry. Wokół nich panowała cisza, a jaskinia wydawała się nieskończenie głęboka. Przodem szli Crystal, Dolomit i dwa mroczne elfy. Za nimi trzymali się Bramble i jego przyjaciel Wisecrack – młody troll. Sir Blackthorn zamykał pochód.

Bramble rozglądał się ze zdziwieniem. Znajdowali się wewnątrz ogromnej góry, a wcale nie było tu kompletnie ciemno. Ściany i sufit jaskini migotały przyciemnionym, żółtym światłem.

– Myślałem, że tu nie będzie nic widać – stwierdził. – Skąd pochodzi to światło?

– Pokażę ci – powiedział Dolomit. Przejechał dłonią po ścianie. A kiedy ją uniósł, ona także mieniła się tym samym światłem.

– To malutkie grzybki, które rosną tutaj na ścianach – wyjaśnił. – Świecą w ciemności. Rosną tu wszędzie. Jedyne, czego im potrzeba, to odrobina wilgoci w powietrzu.

– Niesamowite! – przyznał Bramble.

– Owszem. Świat mrocznych elfów jest pełen cudów – uśmiechnął się Dolomit. – Tu są tysiące takich jaskiń i grot. Ciągną się przez całe góry.

– A komnata z grobowcem, którego szukamy? – spytał Blackthorn. – Mam nadzieję, że wiesz, gdzie jest.

– Niestety nie – odpowiedziała Crystal. – Król Iridium i królowa Pearl zostali pochowani dawno, dawno temu. Od tego czasu my, mroczne elfy, przemieszczaliśmy się między jaskiniami. Nikt już nie pamięta, gdzie są ich grobowce. Ale muszą się znajdować w którejś z opuszczonych jaskiń. Dlatego właśnie je przeszukujemy.

Szli przez chwilę w milczeniu. W jednej z jaskiń Crystal przeprowadziła ich przez małą szczelinę w ścianie. Było tam o wiele ciemniej. Bramble musiał iść niemalże po omacku. Nagle oślepiło go czerwone światło.

– Witamy w Jaskini Rubinów – powiedział Dolomit, kiedy wchodzili do następnej groty. Osłupiały Bramble rozglądał się dookoła. Podobnie jak Blackthorn i Wisecrack.

Stali w okrągłej jaskini, która mieniła się czerwonymi kamieniami – wypełniały ją od podłogi po sam sufit. Mieli wrażenie, że stoją w środku ogromnego ogniska, tyle że wśród zimnych płomieni.

– Niecodziennie widujecie takie rzeczy, prawda? – zapytał z dumą Dolomit.

– Tu jest prześlicznie – przyznała Crystal – ale musimy iść dalej. Powinniśmy jak najszybciej znaleźć grotę z grobowcami. Elfy bardzo potrzebują różdżki, która znajduje się w grobowcu królowej Pearl.

Bramble i Blackthorn ostatni raz rozejrzeli się po Jaskini Rubinów i przeszli za resztą przez kolejną szczelinę w ścianie. Wisecrack pociągnął Bramble’a za rękaw i wyszeptał:

– Myślisz, że się nie zdenerwuje?

– Kto? Co masz na myśli? – zapytał lekko zdziwiony Bramble.

– Zmarła królowa – wyjaśnił Wisecrack. – Bo kradniemy jej różdżkę i w ogóle.

– Królowa Pearl i król Iridium nie żyją już od wielu lat – odpowiedział Bramble. – Nie powiedzą nic.

„A Crystal ma rację – pomyślał. – Bez tej różdżki nie uda nam się długo powstrzymywać króla Vaingloriousa i jego Stalowe Pięści. Wiemy, że jest niezwyciężony. Jego serce jest zamknięte w szkatułce chronionej przez bardzo silną magię. Ta różdżka to jedyny sposób na zdjęcie zaklęcia. Musimy otworzyć szkatułkę z sercem i przebić je. Jeśli nam się nie uda, elfy czeka zagłada. Ciekawe, jak sobie teraz radzą. Czy Daisy i reszta nadal trzymają Stalowe Pięści z dala od Doliny Orła?”

Daisy i jej ukochany Humulus siedzieli przytuleni nad strumykiem, który płynął przez Dolinę Orła. Zapadał wieczór. Cień ogarniał dolinę. Szczyty gór były oświetlone czerwonym światłem zachodzącego słońca.

– Jesteś taka cicha – zauważył Humulus. – Co ci chodzi po głowie?

– Myślę o Bramble’u i reszcie – odpowiedziała Daisy z westchnieniem. – Mam nadzieję, że uda im się znaleźć różdżkę.

– Na pewno się uda – powiedział Humulus. – Przy okazji, mam coś dla ciebie.

Wyjął parę jabłek i podał je Daisy.

– To nic specjalnego, tylko parę jabłek, które znalazłem w dolinie. Mam nadzieję, że nie są za kwaśne.

Daisy bez wahania ugryzła jedno.

– Są najsłodszymi jabłkami, jakie kiedykolwiek jadłam – powiedziała szczęśliwa.

Humulus ugryzł inne.

– Naprawdę uważasz, że są słodkie? – spytał, krzywiąc się.

– Tak, bo ty je zbierałeś – uśmiechnęła się Daisy, a Humulus poczerwieniał.

– Jak tu spokojnie – zauważyła po chwili Daisy. Strumyk płynął powoli. Dzieci bawiły się niedaleko. Panowała cisza.

– Chciałbym tu z tobą zostać – powiedział Humulus. – Ale muszę już iść. Mam dziś nocną wartę w Wąwozie Orła.

– Spędzamy tak mało czasu razem – westchnęła Daisy, gdy Humulus wstał.

– Nadrobimy to, gdy wróci pokój – obiecał.

– Jeśli kiedykolwiek wróci – powiedziała ponuro Daisy.

– Wróci – zapewnił Humulus. – Pokój w krainie elfów i pokój w naszych sercach.

Pocałował Daisy na pożegnanie i odszedł. Patrzyła za nim, aż zniknął w mroku. Wieczorem długo myślała o ich rozmowie, a kiedy wreszcie zasnęła, przyśnił się jej sen. Ten sam, który śniła już wiele razy. Stała w ciemności na polu bitwy naprzeciw króla Vaingloriousa. Wokół nich było słychać jęki, krzyki i trzask broni. Daisy wiedziała, że walczy o swoje życie i życie wszystkich elfów. Ale jej ciosy i pchnięcia mieczem były bezużyteczne. Miała wrażenie, że walczy z cieniem.

– Poddaj się – mówił Król Vainglorious.

– Nigdy! – krzyczała Daisy.

– Głupia dziewczyno – wołał zniecierpliwiony król – nigdy mnie nie pokonasz. Jestem nieśmiertelny. A moich wojowników jest tylu, ile płatków śniegu w zimową noc.

Daisy zacisnęła zęby i zamachnęła się jeszcze mocniej mieczem. Ale jej ręce były bezsilne. Miecz wydawał się tak ciężki, że ledwo była w stanie go unieść.

Obudziła się obolała i zlana potem.

Następnego dnia Daisy ruszyła do Orlego Wąwozu, żeby sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Sir Hazel poinformował ją, że w ciągu dnia wojownicy Stalowych Pięści atakowali parę razy. Zawsze jednak elfy zmuszały ich do wycofania się.

– Ale nie możemy się wiecznie bronić – smutno powiedział rycerz. – Prędzej czy później przyjdzie zima i możemy mieć problem z żywnością w dolinie.

Daisy przytaknęła – też o tym pomyślała.

– Co powinniśmy zrobić? – spytała.

– Coś, co osłabi naszych wrogów – odpowiedział Hazel. – I mam propozycję. Każdego dnia będziemy wysyłać grupę rycerzy, żeby walczyli ze Stalowymi Pięściami na równinie. Zaatakują, wyrządzą tyle szkód, ile zdołają i wrócą. Być może w ten sposób uda nam się ich osłabić.

– Co nam z tego? Król Vainglorious jest nieśmiertelny – zauważyła Daisy.

– Ale nie jego rycerze – odparł Hazel. – Są tak śmiertelni jak my. Co myślisz o mojej propozycji?

– Nie podoba mi się – powiedziała niepewnie Daisy. – Jeśli elfy będą walczyć na otwartym terenie, część z nich zginie.

– Wiem – przyznał ponuro Hazel. – Nie jest to łatwa decyzja, ale na pewno będziesz musiała ją podjąć. Jesteś teraz przywódczynią. Spróbujemy?

– Tak – zgodziła się ze smutkiem Daisy. Hazel od razu poszedł do obozowiska, żeby zebrać grupę rycerzy na wyprawę.

Daisy głęboko westchnęła. „Tak, decyzja należała do mnie – pomyślała. Jednym słowem, wysłałam elfy tam, skąd mogą nie wrócić. Moja mama nigdy nie podjęłaby takiej decyzji. Dlatego nas opuściła. A teraz wszystko spoczywa na moich barkach. Tak za nią tęsknię. Jestem ciekawa, gdzie teraz jest i co robi”.

Chmury wisiały nisko. Padał mały deszczyk. Królowa Veronica szła wolno przez wilgotne brązowe wrzosowisko. Krople deszczu zmoczyły jej włosy i ubrania, ale nie zwracała na to uwagi. Cały czas myślała o elfach w Dolinie Orła.

„Jestem ciekawa, jak sobie radzi moja córka. Może nie powinnam jej wszystkiego zostawiać. Ale nie mogłam wysłać elfów do walki. Dlatego przekazałam koronę wraz z odpowiedzialnością Daisy. W obliczu zła jest dużo silniejsza niż ja”.

Nad jej głową przeleciała chmara kruków i usiadała na pobliskich krzewach. Gałązki były pełne czerwonych jagód, a ptaki zaczęły je ochoczo wydziobywać. Veronica zatrzymała się, by zebrać parę. Nie były jeszcze dojrzałe, ale wystarczyły, żeby chociaż trochę oszukać głód. Wiatr wiał mocniej i przeganiał chmury. Było już późno, a kobieta szła otwartym zboczem – nic nie osłaniało jej przed wiatrem.

 

Nagle się zatrzymała i uważnie zaczęła nasłuchiwać. Jej uszu dobiegła delikatna melodia.

„To brzmi jak flet – pomyślała. – Ale kto tu może mieszkać?”

Szła za dźwiękiem muzyki, aż znalazła się w małej zacisznej dolinie. Porastała ją zielona i bujna trawa. Właściwie cała dolina wyglądała jak ogród pełen drzew i ziół. Melodia dobiegała z chatki, która stała pośród drzew.

Veronica poszła w jej kierunku. Chatkę otaczały krzaki róż i krzaki leszczyny pełne orzechów. Pomiędzy nimi ciągnęły się długie rzędy fasoli i groszku. W sadzie za chatką rosły stare i krzywe jabłonie. Na ławce przed drzwiami siedział młody elf. Na widok Veroniki wyjął z ust flet i stanął zdziwiony.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?