Los Elfów 1: Wojownicy ze staliTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Los Elfów 1: Wojownicy ze stali
Los Elfów 1: Wojownicy ze stali
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Los Elfów 1: Wojownicy ze stali
Los Elfów 1: Wojownicy ze stali
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Los Elfów 1: Wojownicy ze stali

Saga

Los Elfów 1: Wojownicy ze staliPrzełożyła Agnieszka Wielądek Tytuł originału Elverfolkets skæbne 1: De jernklædte krigereCopyright © ..., 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726146103

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Wojownicy ze stali

To jest opowieść o jednej z najciemniejszych epok w długiej historii elfów. Do ich krainy wkroczył wróg ze swą potężną armią. Cel miał jeden – chciał odebrać elfom ziemię i wolność. Z wielu stron dochodziły wieści o jego nikczemnych czynach i rozmiarze zniszczeń! Rozpacz i przerażenie zapanowały w całym kraju, by wreszcie przerodzić się w gniew i chęć zemsty. Elfy postanowiły walczyć i wypędzić wroga. Wiedziały, że ważą się losy ich przyszłości i kolejnych pokoleń elfów.

Dąb na dziedzińcu zielenił się świeżymi delikatnymi liśćmi. Mała grupka elfów siedziała pod drzewem – wśród nich królowa Veronica. Mieszkała w zamku wraz z rycerzami, którzy zaprzysięgli bronić elfickiej ziemi przed zagrożeniem nadciągającym z Południa.

Dzisiaj królowa zgromadziła przyjaciół, by uczcić przyjście wiosny. Na stole przed nimi leżał świeżo upieczony chleb, piernik, suszone owoce i świeże jajka.

– To najcudowniejszy czas w roku – powiedziała królowa. – Kiedy wszystko się zieleni, moje serce przepełnia radość. W tym roku mam też ważniejszy powód do świętowania! Moje dzieci wróciły! A tak bardzo się bałam, że straciłam je na zawsze.

Uśmiechnęła się i czule spojrzała na córkę Daisy, a potem na syna Bramble’a. Niedawno wrócili do krainy elfów po niebezpiecznej podróży przez dzikie bezkresy.

– Obydwoje tak bardzo urośliście – zauważyła Carnation, ich niania. Faktycznie, Daisy była teraz prawie tak wysoka jak jej mama, a Bramble tylko nieznacznie ustępował wzrostem swojej siostrze.

– Słyszałem, Daisy, że świetnie władasz mieczem – odezwał się sir Hazel, mąż Carnation. Przed laty uczył Daisy fechtunku.

– Daisy jest mistrzynią! – oświadczył Bramble z taką pewnością w głosie, że dziewczyna zarumieniła się.

– Bramble ma rację! – potwierdził sir Blackthorn, młody rycerz, który towarzyszył dzieciom podczas ich długiej podróży. – Miałem zapewnić bezpieczeństwo tej dwójce. Ale z biegiem czasu to Daisy stała się naszą strażniczką i opiekunką.

Wszyscy się zaśmiali, a Bramble kolejny raz spojrzał z dumą na siostrę.

– A czy kiedyś będę mogła zostać rycerzem? – zapytała Daisy.

Hazel przytaknął, ale królowa pokręciła głową z lekkim niezadowoleniem.

– Bycie rycerzem to nie zabawa dla dzieci – powiedziała.

– Wiem! – gwałtownie przytaknęła Daisy – Ale ja nie jestem już dzieckiem!

– Nie, prawdopodobnie już nie jesteś – z rezygnacją potwierdziła jej mama i westchnęła ciężko.

W tym momencie usłyszeli tętent kopyt dochodzący przez otwartą bramę zamkową. Zlany potem, młody elf wjechał na dziedziniec.

– Wygląda jak ktoś, kto niesie ważne wieści – powiedział Hazel. Tymczasem elf zeskoczył z konia i podbiegł do królowej.

– Królowo! Biada nam! – wydyszał – Wróg najechał nasze ziemie. Mieszkańcy wiosek uciekają, ich domy się palą. To katastrofa!

– Co ty mówisz? – słabym głosem zapytała przerażona królowa.

Hazel wcisnął elfowi kubek wina i powiedział: – Uspokój się i mów, co się dzieje.

– Mam na imię Sambucus – zaczął elf. – Jestem strażnikiem granicznym daleko na północy, na samym krańcu ziemi elfickiej. Moi przyjaciele i ja pilnowaliśmy Pylistej Równiny. Nie jest to trudnym zadaniem, ponieważ Pylista Równina jest jałową pustynią, która ciągnie się przez wiele mil. Nic na niej nie rośnie i nigdy nie widziałem tam żadnych żyjących istot – prócz strażników.

– Ale dwa tygodnie temu przez Pylistą Równinę zaczęła przetaczać się ogromna chmura pyłu, a z niej wyłoniła się armia! Uderzyła w krainę elfów jak huragan. Nie mogliśmy ich powstrzymać. Ratowaliśmy życie ucieczką.

– Co wiesz o najeźdźcach? – zapytał Hazel.

– To wszystko, co wiem – odpowiedział Sambucus. – Najszybciej jak mogłem, wyruszyłem po pomoc. A w tym czasie moi przyjaciele zebrali grupkę odważnych elfów. Mają powstrzymywać wrogą armię do czasu, kiedy przybędą rycerze. Jechałem dzień i noc, aby dostać się do zamku i was ostrzec. Teraz wszystko jest w twoich rękach, królowo Veronico!

– Wrogowie są na naszej ziemi. Musimy ich jak najszybciej powstrzymać! – wykrzyknęła królowa. – Hazelu i Blackthornie, zbierzcie rycerzy z zamku. Wyślijcie posłańców do każdego, kto posiada broń i konie. Wyruszamy jutro.

– Ja też jadę z wami! – zadeklarowała Daisy.

– Absolutnie nie! – przerwała jej matka.

– Muszę! – wykrzyknęła Daisy. – Kiedy elfy walczą o swoje życie, nie mogę chować się w domu!

– Ale...– zaczęła królowa.

Carnation położyła rękę na ramieniu królowej i powiedziała:

– Daisy ma rację. Kiedyś to ona będzie królową elfów. Stanie na ich czele, kiedy będą w niebezpieczeństwie. Nie powstrzymuj jej.

Królowa głęboko westchnęła i przytaknęła. Wszyscy ruszyli w stronę zamku.

– Dziękuję! – wyszeptała Daisy, gdy mijała nianię.

– Nie dziękuj mi – odpowiedziała zasmucona Carnation. – Jeśli cokolwiek ci się stanie, będę tego żałować do końca życia.

Następnego dnia armia elfów wyruszyła na północ. Rycerze jechali na przedzie. Za nimi podążało ponad tysiąc elfów, uzbrojonych w siekiery i włócznie. Promienie słońca odbijały się od ich wypolerowanych zbroi i mieczów. Konie rżały i potrząsały głowami – zadowolone, że wreszcie mogą rozprostować nogi po długiej zimie spędzonej w stajniach.

Elfy poruszały się cicho, a w ich szeregach wyczuwało się napięcie. Wiedziały, że czeka ich ciężka walka. Daisy jechała w straży przedniej, razem z Hazelem i Blackthornem. Dwaj rycerze strzegli jej jak oka w głowie.

Królowa znajdowała się za nimi w kolejnych szeregach armii. Była nieuzbrojona, ale jej obecność dodawała odwagi pozostałym. Towarzyszył jej sir Armstrong. Mimo że był trollem, królowa Veronica przyjęła go do zamku i uczyniła swoim rycerzem. Nigdy o tym nie zapomniał. Był gotowy oddać za nią życie. Na jego plecach błyszczał złowrogo naostrzony topór – tak ciężki, że żaden z elfów nie był w stanie go podnieść.

Wyprawa trwała wiele dni. Elfy odpoczywały w krótkie wiosenne noce i ruszały dalej, gdy tylko pojawiało się pierwsze światło świtu. W południe jeźdźcy zatrzymywali się, by napoić swoje konie. Przed nimi rozpościerały się otwarte przestrzenie pól i łąk. Na wschodzie znajdował się rozległy las, a za nim wypiętrzały się góry.

Daisy, Hazel i Blackthorn jechali przodem, wypatrując niebezpieczeństwa.

– Ktoś nadciąga! – zauważyła Daisy i wskazała ciemne punkty na horyzoncie.

– Wojownicy? – spytał Hazel.

Ale była to tylko mała grupka chłopów, która szybko się do nich zbliżała.

– Ratujcie! – wydyszał pierwszy, który dobiegł do Daisy. – Tam jest z tysiąc wojowników. Pojawili się w naszej wsi jak jakieś gradobicie. Ledwie uszliśmy z życiem!

– Jakim cudem dotarli tutaj tak szybko? – zapytał Blackthorn.

– Bezlitośnie okładali swoje konie, zmuszając je do szaleńczego biegu – tłumaczył jeden z chłopów. – Biedne zwierzęta, aż spływały krwią. To był paskudny widok.

– Już ich widzę! – krzyknęła Daisy.

Na polach, rząd za rzędem, pojawiali się wojownicy na czarnych koniach. Okuci w stal od stóp do głów – a ich zbroje były czerwone jak ogień i żółte jak siarka.

Na czele wojsk jechał król w rydwanie ciągniętym przez cztery ogromne, syczące, zielone jaszczurki. Ich łuski błyszczały w słońcu.

Król ubrany był w srebrną zbroję i hełm, który całkowicie zasłaniał jego twarz. W ręku trzymał chorągiew z jego insygniami – sercem z szarego kamienia na płomienno-czerwonym tle. Za królem podążali strażnicy – grupka dwunożnych potworów. Przypominali dzikie odyńce z wielkimi kłami i kolcami. Każdy miał broń podobną do lancy z żelaznymi łańcuchami i przymocowanymi do nich ostrzami.

– Jest ich tak dużo! – wykrzyknęła przerażona tym widokiem Daisy.

– Ciekawe, co ich tu sprowadza? – dodał Blackthorn.

– Nie wyglądają na pokojowo nastawionych – zauważył Hazel.

Razem z chłopami szybko wycofali się w stronę królowej i jej rycerzy. Elfy ze strachem patrzyły na nadciągającą ogromną armię.

Ale nagle król z rydwanu rzucił rozkaz i wszyscy wojownicy stanęli.

– Ciekawe, czemu się zatrzymali? – królowa zapytała Hazela.

– Czekają, aż się poddasz – usłyszeli tajemniczy głos. I nagle ich oczom ukazała się kobieca postać, która jakby wyfrunęła z powietrza. Była wysoka, smukła i zwinna, a jej suknia ze srebrnych łusek mieniła się w słońcu. Z jej szyi i ramion zwisały złote łańcuchy.

„Jest piękna i... chyba nieszczęśliwa” – pomyślała Daisy.

Rycerze stojący najbliżej królowej sięgnęli po miecze. To tylko rozśmieszyło kobietę.

– Kim jesteś? – spytała królowa.

– Mam na imię Silktongue. Przysyła mnie król Vainglorious. To jego armię widzicie. Uderza i miażdży, jak pięść ze stali, i dlatego nazywa się ją Stalowymi Pięściami. Król Vainglorious jest władcą tego świata. Nikt nie przeciwstawi się jego sile. Powinniście się mu poddać. Jeśli obdarzy was łaską, będziecie mogli mu służyć i nigdy nie zabraknie wam bogactw i złota. Widzicie te łańcuchy, które noszę? To dar od niego.

 

Królowa Veronica spojrzała na nią chłodno i powiedziała:

– To jest kraina elfów. Twój król nie powinien tu być. Jest brutalnym mordercą i nie jest tu mile widziany.

– Czyli nie pokłonicie się królowi Vaingloriousowi?! – krzyknęła Silktongue. – Chcecie walczyć? Głupcy! Zmiażdży was jak niedźwiedź miażdżący jabłko w swoich potężnych szczękach.

– Twoje groźby nas nie przestraszą – powiedziała królowa. – I nie zwiedziesz nas obietnicami. Odejdź stąd!

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?