Corrupt

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4

Michael

Teraźniejszość

Nie zostawaj z nią sam na sam.

Moja jedyna zasada. Jedyna reguła, której obiecałem się trzymać, a tymczasem właśnie ją złamałem.

Odetchnąłem ciężko, krzyżując ręce na piersi i wpatrując się ponuro w numery kolejnych pięter na ścianie windy.

Nikt inny jej nie zna.

Nie tak jak ja. Ja wiedziałem, jaka jest naprawdę. Wiedziałem, co z niej za sztuka.

Erika Fane dobrze grała swoją rolę. Dla matki była sumienną, pełną poświęcenia córką, dla mojego brata miłą, opiekuńczą dziewczyną, a dla całej naszej nadmorskiej społeczności zdolną, przykładną uczennicą i piękną kobietą. Wszyscy ją uwielbiali.

Sądziła, że nic dla mnie nie znaczy, że w ogóle jej nie dostrzegam. Tak cholernie chciała, żebym przejrzał na oczy i znów zwrócił na nią uwagę, ale nie zdawała sobie sprawy, że już to zrobiłem. Wiedziałem, co za fałszywa wywłoka kryła się pod jej pozorną doskonałością. Nie mógłbym o tym zapomnieć.

Po jaką cholerę odprowadziłem ją do mieszkania? Dlaczego musiałem się upewnić, że nic jej nie grozi? Kiedy byłem przy niej, miękłem, jednak zapominałem.

Gdy wypadła przez drzwi prowadzące na klatkę schodową, wystraszona i zarumieniona z emocji, wydawała się taka mała i krucha, że zareagowałem instynktownie.

Tak, dobrze grała swoją rolę.

Nie zostawaj z nią sam na sam. Nigdy.

Drzwi windy otworzyły się i wszedłem prosto do przedpokoju mojego mieszkania. Skręciłem za róg do pogrążonego w ciemności salonu i natychmiast zwolniłem, zauważając dziewczynę, którą wysłałem na górę. Prawie o niej zapomniałem. Siedziała okrakiem na drewnianym krześle stojącym na środku pokoju.

Całkiem naga.

Stłumiłem uśmiech, zaskoczony jej inicjatywą. Większość kobiet czekała, żeby je nakierować.

Mrużąc oczy, podszedłem do niej, widząc, jak jej usta wyginają się w lekkim uśmiechu. Przedramiona ułożyła na oparciu, a nogi rozstawiła szeroko, wbijając szpilki w podłogę po obu stronach krzesła.

Zatrzymałem się pół metra od niej, obrzucając spojrzeniem jej obnażone ciało: jędrne i zapraszające, gotowe mnie przyjąć. Piersi miała idealnie okrągłe. Przesunąłem oczami po opalonym brzuchu i dalej, aż do nagiej cipki, zastanawiając się, czy jest już mokra.

Wyciągnąłem rękę i przejechałem grzbietem dłoni po policzku dziewczyny, a ona wsparła na niej głowę. Długie, jedwabiste włosy spłynęły jej na piersi. Spojrzała na mnie figlarnie, a potem gwałtownym ruchem złapała mój kciuk w zęby i delikatnie przygryzła.

Patrzyłem na nią, ciekaw, co zrobi dalej. Zacznie go ssać? Poliże? A może ugryzie mocniej? Lubiłem dostawać tyle, ile dawałem. Podobało mi się, kiedy kobieta pokazywała, że ma w sobie ogień, a nie siedziała bezczynnie.

Ale wtedy dziewczyna puściła mój kciuk, spoglądając na mnie nieśmiało i pozostawiając piłkę po mojej stronie boiska. Moim zadaniem było atakować, a jej, jak sądzę, robić za chętny kawałek mięsa. Boże, co za cholerna nuda.

Uniosłem jej podbródek, łagodnym głosem nakazując:

– Zostań tutaj.

Potrzebowałem chwili przerwy, żeby wejść w odpowiedni nastrój i nabrać chęci do tego, czego już mi się odechciało.

Minąłem ją i ruszyłem na górę po schodach, po drodze ściągając marynarkę. Wszedłem do sypialni, obszernego pomieszczenia z wielkim łóżkiem i dużą ilością przestrzeni do odpoczynku, i skierowałem kroki pod prysznic. Umieszczony na otwartej przestrzeni pomiędzy sypialnią a główną łazienką, był doskonale widoczny z łóżka. Przydawało się to czasami, kiedy zaprosiłem dziewczynę albo dwie i chciałem popatrzeć, jak się zabawiają.

Rozebrałem się do naga, rzucając ubrania na podłogę, i wszedłem pod prysznic. Nie spieszyło mi się z powrotem na dół.

Woda trysnęła z deszczownicy, w jednej chwili mocząc włosy i rozlewając się ciepłem po plecach i ramionach. Chciałbym móc powiedzieć, że napięcie, które czułem w głowie i całym ciele, było wynikiem długich godzin spędzonych na sali gimnastycznej, gdzie prywatny trener dbał, abym był gotowy na rozpoczęcie sezonu, oraz ciągłych treningów, w których braliśmy udział, odkąd dodano nam do planu więcej ćwiczeń. Wiedziałem jednak, że to nieprawda. Miałem dwadzieścia trzy lata i nigdy nie byłem w lepszej formie, a wysokie wymagania towarzyszyły mi przez większą część życia.

Nie chodziło o koszykówkę, tylko o nią.

Po trzech długich latach była tutaj, oni również, i trudno mi było myśleć o czymkolwiek innym.

Zastanawiałem się, czy wciąż będzie mnie pragnęła, gdy będzie już po wszystkim. Czy to nie byłoby cholernie ironiczne, gdyby po latach obserwowania i marzenia o moim dotyku, zdążyła mnie znienawidzić, zanim w końcu wezmę ją w ramiona i przywrę ciałem do jej ciała?

Taaak, maleńka, wylądujesz w moim łóżku, ale dopiero wtedy, kiedy będziesz mną gardzić.

Wypuściłem powietrze z płuc, schylając głowę i zamykając oczy.

Jezu. Chwyciłem w dłoń członka, czując, jak pulsuje, nabrzmiewa i twardnieje na samą myśl o niej.

Przejechałem kciukiem po zgrubiałym końcu, wycierając preejakulat będący jedynie namiastką tego, co rozpaczliwie pragnęło się wydostać.

Niech to diabli.

Wystarczyło, że pomyślałem o niej i o tym, jak o mało się nie wydałem, jadąc z nią wcześniej windą.

Zabawnie było patrzeć, jak zawzięcie próbuje udawać, że nie odbija jej w mojej obecności. Na widok jej unoszącej się i opadającej w płytkim oddechu klatki piersiowej i sutków sterczących pod obcisłą koszulką, aż miałem ochotę wziąć jeden w zęby i nauczyć wykrzykiwać Erikę moje imię tak, że powtarzałaby je nawet przez sen.

Ta złocista skóra, opalona w letnim słońcu Thunder Bay, i włosy – jasne, proste, spływające jej po twarzy, szyi i dalej, wzdłuż pleców. Wyglądały na takie miękkie, że nie mogłem się powstrzymać, aby ich nie dotknąć.

Przez całe życie dobrze mi szło ignorowanie Eriki, z początku dlatego, że była dla mnie za młoda, a potem – bo musiałem być cierpliwy.

Teraz okoliczności były idealne. Była tutaj, ja również.

Tylko że ja nie byłem sam.

A najlepsze w tym wszystkim wydawało się jedno: nie wiedziała, że my wiemy. Nie miała pojęcia, że po nią idziemy.

Zakręciłem wodę i odetchnąłem głęboko. Mój członek sterczał niemal prosto, boleśnie pobudzony, rozpaczliwie szukając spełnienia. Obwiązałem się ręcznikiem w pasie i przeczesałem włosy palcami, po czym wyszedłem z sypialni i wróciłem na dół.

Alex, młoda kobieta, którą zabrałem na dzisiejszą imprezę, wciąż posłusznie siedziała na krześle, a jej kształtny tyłek wydawał się nieco bardziej zachęcający teraz, kiedy mój kutas był twardy jak skała.

Ale wciąż nie byłem całkiem gotowy. Nalałem sobie drinka i podszedłem do okien wychodzących na miasto; wyglądało jak morze gwiazd rozświetlające noc mnóstwem dryfujących świateł. Była to pierwsza rzecz, której dowiedziałem się, kiedy odwiedziłem to miejsce jako dziecko. Meridian był znacznie bardziej inspirujący z daleka. W sumie tak jak większość rzeczy.

Im bardziej zbliżysz się do czegoś pięknego, tym więcej traci to ze swojej urody. Powab krył się w tajemnicy, nie w faktycznym wyglądzie.

Spuściłem wzrok i dostrzegłem Rikę przez okna jej mieszkania. Znajdowało się piętro niżej, ale nie dokładnie pod moim, więc miałem doskonały widok na taras i wnętrze jej apartamentu. Zmrużyłem oczy, patrząc, jak krząta się po pokoju, i zastanawiając się, co właściwie robi.

Rozłożyła pod ścianą zasłonę, a na podłodze salonu stały puszki z farbą. Erika weszła na drabinę i stanęła na palcach, wygładzając coś rękami w miejscu, gdzie ściana stykała się z sufitem.

Musiała tam przykleić taśmę malarską. Była prawie druga nad ranem. Dlaczego teraz zabierała się do malowania?

Jej zgrabny tyłeczek sterczał do tyłu, a obszyty czarną koronką brzeg podkoszulka podjechał do góry, odsłaniając brzuch.

Żar rozlał mi się w piersi i spłynął na krocze, a serce zaczęło bić szybciej. Rika miała niesamowite ciało, chociaż kompletnie nie wiedziała, jak je wykorzystywać.

Miękkie, chłodne dłonie dotknęły moich ramion. Alex podeszła do mnie od tyłu i stanęła nago u mojego boku. Szyby maskujące nie były włączone, ale światło też nie, więc gdyby Rika tu spojrzała, niczego by nie zobaczyła.

Alex wyjrzała przez okno, prawdopodobnie dostrzegając, na co patrzę, po czym znów zwróciła się do mnie, wsuwając dłoń pod ręcznik.

– Mmm... – wymruczała, czując mój wzwód. – Lubisz ją.

Stałem bez ruchu, wpatrzony w Rikę, podczas gdy dziewczyna gładziła moje krocze.

– Nie.

Kiedyś tak sądziłem. Przez kilka godzin, dawno temu, patrzyliśmy na świat tymi samymi oczami i czułem, że mogę jej zaufać.

Ten błąd kosztował moich przyjaciół wolność.

– Ale pragniesz jej – naciskała, pocierając mocniej, doskonale świadoma, skąd wzięła się moja erekcja.

Pozwalałem jej robić swoje, ale niestety, nie miałem najmniejszej ochoty jej dotykać. Patrzyłem na dół, gdzie Rika zeszła właśnie z drabiny i opadła na kolana, aby przykleić taśmę wzdłuż listwy. Jej wygięte w łuk plecy zdawały się mnie prowokować.

Stęknąłem, czując, jak ruchy dziewczyny przyspieszają.

– O tak – rzuciła zaczepnie. – Taka słodka i niewinna, co?

Zaschło mi w gardle. Przełknąłem ślinę i wbiłem w Rikę ostre spojrzenie.

– Ani jedno, ani drugie – wycedziłem pod nosem.

– Może i nie – droczyła się Alex. – W końcu te nieśmiałe często okazują się najbardziej niegrzeczne ze wszystkich.

A potem nachyliła się, przyciskając wargi do mojej szyi, i wyszeptała:

– Założę się, że twój brat mógłby ci opowiedzieć, jaka z niej niegrzeczna dziewczynka.

 

Jezu.

Pochyliłem się, wsparty dłonią o szybę, patrząc, jak Rika kuca i podnosi wzrok na ścianę, którą najwyraźniej szykowała do malowania.

Miałem nadzieję, że to nieprawda. Pragnąłem tylko dwóch rzeczy: żeby Rika nie była tak dobrze ujarzmiona przez mojego brata, jak wynikałoby z jego przechwałek, i żeby miała w sobie tyle ognia, na ile liczyłem.

– Taaak – szepnęła Alex, składając pocałunki na mojej szczęce. – Założę się, że wie dokładnie, co ona lubi.

W jednej chwili wyprostowałem się, zwracając ku niej głowę i łapiąc ją mocno za brodę.

– Mój brat jest ostatnią osobą, która cokolwiek o niej wie – wycedziłem, mierząc ją gniewnym wzrokiem. – A teraz idź do domu. Nie jestem w nastroju.

Odepchnąłem ją. Sapnęła z zaskoczeniem, marszcząc brwi ze zdziwieniem.

– Ale... – zaprotestowała, wskazując wybrzuszenie pod czarnym ręcznikiem.

– To nie dla ciebie, i dobrze o tym wiesz.

Odwróciłem się z powrotem w stronę okna i mocniej owinąłem ręcznikiem w pasie, patrząc, jak Rika związuje włosy w kucyk, a potem schyla się po puszkę z farbą.

Zaraz jednak usłyszałem za sobą dzwonek windy, sygnalizujący, że właśnie zjeżdża, wezwana przez kogoś. Zerknąłem szybko przez ramię i zobaczyłem, że Alex wciąż stoi nago.

– Lepiej się pospiesz – ostrzegłem. – Zaraz będę miał gości, których nic nie ucieszyłoby bardziej, niż zastać cię w takim stanie. – Spuściłem wzrok, wskazując oczami jej obnażone ciało.

Zerknęła na boki z wahaniem, jakby niezadowolona. Nie wiedziałem, czy naprawdę była rozczarowana, czy tylko urażona.

Nie obchodziło mnie to zbytnio. W końcu już jej zapłaciłem.

Wreszcie odwróciła się i ruszyła w pośpiechu po swoje rzeczy, a po chwili usłyszałem szelest zakładanej sukienki.

Znów spojrzałem w dół, na Rikę, która właśnie nalała farby do kuwety i zanurzyła w niej wałek, nasączając go czerwienią.

Mój ulubiony kolor.

Odważny i śmiały, ale też agresywny i brutalny. Zawsze go lubiłem, choć nie byłem pewny dlaczego.

Dzwonek windy zabrzmiał raz jeszcze, a zaraz potem dobiegły mnie męskie głosy. Prostując plecy, odwróciłem się i zobaczyłem, jak Alex zakłada drugi but i chwyta kopertówkę, po czym rusza szybko w stronę wyjścia.

Jednak bez względu na to, czy była ubrana, czy nie, nie mogła ujść uwadze chłopaków. Damon, Will i Kai wyłonili się zza rogu, ubrani w czarne garnitury podobne do mojego, śmiejąc się z jakiegoś żartu.

Alex szła prędko przed siebie, próbując prześlizgnąć się obok nich, ale Damon złapał ją i objął ramieniem w talii.

– Hola, a ty dokąd? – zaczął się droczyć, wzmacniając uścisk w odpowiedzi na jej udawany opór. – Czyżby Michael wykorzystał już całą swoją godzinę?

Will zaśmiał się, kręcąc głową, i wraz z Kaiem poszedł dalej w głąb mieszkania.

Damon wprowadził dziewczynę z powrotem do salonu, jedną ręką ściskając jej tyłek.

Schyliłem się i podniosłem z fotela luźne spodnie, które rzuciłem tam rano. Wsunąłem je na nogi i podciągnąłem, po czym odrzuciłem ręcznik na podłogę.

– Daj jej spokój – powiedziałem do Damona.

Jednak gdy spojrzał na mnie, w jego ciemnych, niemal czarnych oczach kryło się wyzwanie, którego zaczynałem już mieć po dziurki w nosie.

Wygiął usta w uśmiechu, sięgając do kieszeni i wyjmując z niej zwitek banknotów.

– Będę delikatny – wyszeptał w policzek dziewczyny, wyciągając ku niej pieniądze.

Odwróciła głowę i zerknęła na mnie, prawdopodobnie rozważając, jak powinna się zachować. Czy na miejscu było skorzystać z okazji, nie pożegnawszy jeszcze dobrze poprzedniej?

Ale nie obchodziło mnie, co postanowi. Była wolna i robiła to dla kasy, nie przyjemności. Potrzebowałem tylko kogoś do towarzystwa na prywatne przyjęcie dziś wieczorem, a Will znał ją i wiedział, że jest dyskretna i nie sprawia kłopotów.

Po prostu wkurzało mnie zachowanie Damona.

Jednak ona odwróciła się z powrotem do niego i powoli przyjęła pieniądze.

Nie wahał się ani chwili. Szarpnął za dekolt sukienki, ściągając ją poniżej piersi, po czym podniósł dziewczynę i założył sobie jej nogi na biodra.

– Kłamałem. – Wyszczerzył zęby tuż przy jej uchu. – Ja nigdy nie jestem delikatny.

Przywarł ustami do jej ust i poniósł ją korytarzem do sypialni dla gości.

Odetchnąłem gwałtownie przez nos, zirytowany naszymi ciągłymi przepychankami. Kiedyś tak nie było.

Jasne, między mną i przyjaciółmi zdarzały się sprzeczki. Mieliśmy swoje wady i różniliśmy się temperamentem oraz poglądami na to, co jest słuszne, a co nie.

Jednak wtedy te różnice stanowiły naszą siłę. Pojedynczo mieliśmy swoje słabości, ale jako Jeźdźcy byliśmy niepokonani. Każdy z nas wnosił coś od siebie do grupy i rekompensowaliśmy nawzajem swoje niedostatki. Byliśmy jednością – na boisku i poza nim.

Nie miałem pewności, czy nadal tak jest. Wiele się zmieniło.

Kai usiadł na kanapie, a Will podszedł do lodówki i wyciągnął z niej kanapkę oraz butelkę wody.

Odwróciłem się, złapałem piłkę do kosza, którą wygrałem na mistrzostwach stanu jeszcze w liceum, i rzuciłem nią w Willa, trafiając go w ramię.

Wzdrygnął się, upuszczając butelkę z wodą, i spojrzał na mnie spode łba z ustami pełnymi jedzenia.

– Aua! – warknął, rozkładając ręce. – A tobie co?

– Byliście na dwudziestym piętrze? – wypaliłem, znając już odpowiedź.

Przenieśliśmy na nie Rikę nie bez powodu. Dzięki temu była odizolowana od sąsiadów. Miałem jednak pełną świadomość, że moi przyjaciele nie pozwoliliby raczej, aby puste mieszkanie – a wraz z nim okazja, żeby poigrać z Riką – się zmarnowało.

Nie mieszkali w tym budynku, ale jakimś sposobem zdobyli klucz do apartamentu.

Will odwrócił wzrok, ale zdążyłem dostrzec szeroki uśmiech na jego twarzy. Przełknął kęs kanapki i zwrócił się do mnie, wzruszając ramionami.

– No, może i przyprowadziliśmy z klubu kilka dziewczyn – przyznał. – Wiesz, jaki jest Damon. Narobiliśmy trochę hałasu.

Spojrzałem na Kaia. Wiedziałem, że nie brał w tym udziału, ale byłem wkurzony, że ich nie powstrzymał.

Przeczesałem palcami wilgotne włosy i wbiłem w Willa ostre spojrzenie.

– Erika Fane może i jest młoda i niedoświadczona, ale nie głupia – zauważyłem, wodząc wzrokiem między nim a Kaiem. – Jeszcze się z nią zabawicie, obiecuję. Ale nic z tego nie wyjdzie, jeśli wypłoszycie ją, zanim wszystko będzie gotowe.

Will schylił się po piłkę. Miał metr osiemdziesiąt i był najniższy z nas, ale był też równie dobrze zbudowany.

– Kai i ja wyszliśmy już kilka miesięcy temu – odparł z wyrzutem, ściskając oburącz piłkę i unosząc ją na wysokość piersi. Zbliżył się, mierząc mnie wzrokiem. – Zgodziłem się zaczekać, żeby Damon też mógł wziąć w tym udział, ale mam już dość pieprzonego czekania, Michael.

Wiedziałem już wcześniej, że jego cierpliwość była na wyczerpaniu. On i Kai dostali niższe wyroki, ale przez wzgląd na Damona wstrzymywaliśmy się z działaniem, dopóki on też nie wyjdzie.

– Jak te wygłupy zeszłej nocy? – odparowałem. – Sterczenie pod jej domem w maskach?

Zaśmiał się pod nosem, zdecydowanie zbyt zadowolony.

– Zrobiliśmy to przez wzgląd na stare czasy. Nie marudź.

Ale ja pokręciłem głową.

– Tak długo byliśmy cierpliwi.

– Nie – odparł. – To my byliśmy cierpliwi. Ty studiowałeś.

Podszedłem do niego, wyższy o dobre dziesięć centymetrów, i zabrałem mu piłkę z rąk. Nie spuszczając z niego wzroku, odrzuciłem ją na bok i zobaczyłem, jak Kai łapie ją jednym płynnym ruchem.

– Chcieliśmy, żeby była w Meridianie – powiedziałem do Willa – i oto jest. Bez przyjaciół i współlokatorów. Chcieliśmy, żeby była razem z nami w tym budynku, i tak się stało. – Skinieniem głowy wskazałem okno za moimi plecami. – Dzielą nas od niej tylko drzwi. Mamy ją na muszce, a ona nawet o tym nie wie.

Słuchał mnie, mrużąc zielone oczy.

– Wiemy dokładnie, co jej odbierzemy, zanim weźmiemy ją samą – przypomniałem mu – więc nie spierdolcie tego. Wszystko idzie zgodnie z planem, ale to się zmieni, jeśli za wcześnie wyczuje, że jest w niebezpieczeństwie.

Odwrócił wzrok; wciąż był wkurzony, ale wyraźnie postanowił odpuścić. Wziął głęboki wdech, ściągnął czarną marynarkę, rzucił ją na sofę i wyszedł z pokoju, schodząc po schodach na prywatne boisko do koszykówki.

Kilka sekund później dobiegł mnie odgłos piłki uderzającej o drewniany parkiet.

Kai wstał z sofy i podszedł do okna, krzyżując ręce na piersi i w milczeniu wyglądając na zewnątrz.

Stanąłem obok niego. Położyłem dłoń na szybie i podążyłem wzrokiem za jego spojrzeniem; Rika jeździła wałkiem w górę i w dół, nadając niegdyś białej ścianie barwę krwistej czerwieni.

– Została sama – powiedziałem cicho. – Całkiem sama. I już niedługo będzie zdana wyłącznie na naszą dobrą wolę.

Przeniosłem wzrok na Kaia, który przyglądał się jej spod zmrużonych powiek, zaciskając usta. Czasem potrafił być groźniejszy niż Damon. Z Damona przynajmniej dało się czytać jak z otwartej księgi.

Za to myśli Kaia, skryte za surowym spojrzeniem ciemnych oczu i zaciętym wyrazem twarzy, zawsze stanowiły zagadkę. Rzadko mówił o sobie.

– Masz wątpliwości? – zapytałem.

– A ty?

Wyjrzałem przez okno, ignorując go. To, czy tego chciałem albo czy mi się to podobało, nigdy nie podlegało dyskusji.

Trzy lata temu mała, ciekawska Erika Fane chciała pobawić się z chłopcami, więc jej na to pozwoliliśmy, a ona nas zdradziła. Nie ma mowy, żebyśmy o tym zapomnieli. Kiedy wyrównamy rachunki, moi przyjaciele będą mogli zaznać spokoju.

Kai odezwał się, nie odrywając od niej wzroku:

– Damon i Will najpierw robią, a potem myślą, Michael. Przez ostatnie trzy lata to się nie zmieniło. Działają i reagują instynktownie, ale o ile kiedyś wierzyli, że pieniądze i wpływy wyciągną ich z każdych kłopotów, teraz już wiedzą, że to nieprawda.

Odwrócił głowę, spoglądając mi w oczy.

– Tam nie było zabawy. Nie było prawdziwych przyjaciół ani miejsca na wahanie. Działaj szybko i z pełnym zaangażowaniem – tego się nauczyli.

Z powrotem skierowałem wzrok na okno. Tam. Odkąd Kai wyszedł na wolność, nie powiedział o więzieniu nic więcej.

Ja też nie pytałem. Może wiedziałem, że zacznie mówić, kiedy będzie na to gotowy, a może czułem się winny, mając świadomość, że to wszystko przeze mnie. W końcu to ja zabrałem ją z nami tamtej nocy. Zaufałem jej. To moja wina.

A może... Może to dlatego, że wcale nie chciałem wiedzieć, jak wyglądały ostatnie trzy lata życia moich przyjaciół. Co stracili. Jak wyczekiwali.

Jak się zmienili.

Pokręciłem głową, próbując zbagatelizować jego ostrzeżenie.

– Zawsze tacy byli – zaprotestowałem.

– Ale zawsze dało się nad nimi zapanować – odparł. – Dało się ich uspokoić. Teraz nie znają żadnych ograniczeń, a jedyne, co naprawdę rozumieją, to że mogą ufać tylko sobie.

Co chciał przez to powiedzieć? Że mogą mieć własne plany?

Spuściłem wzrok na Rikę energicznie nakładającą warstwę czerwonej farby.

Coś ścisnęło mnie w środku, zwijając się coraz ciaśniej, aż poczułem ból w piersi.

Co bym zrobił, gdyby nagle przestali współpracować i zaczęli działać na własną rękę? Nie podobała mi się ta myśl.

Jednak przez trzy lata byłem zmuszony oglądać ją w swoim domu, słuchać o niej i grać na zwłokę, podczas gdy jedyne, czego chciałem, to stać się jej koszmarem. Teraz mieliśmy ją w garści i byliśmy gotowi.

– Nie możemy się wycofać – powiedziałem cicho, niemal szeptem. – Zapanujemy nad Willem i Damonem. Tak jak zawsze.

– Nie chcę się wycofać – odparł Kai, wodząc za nią ciemnymi oczami. – Zasługuje na wszystko, co ją czeka. Mówię tylko, że nic nigdy nie idzie zgodnie z planem. Pamiętaj o tym.

Sięgnąłem po odstawioną wcześniej szklankę i wychyliłem resztę burbona jednym haustem. Odstawiłem naczynie, czując pieczenie na języku i w gardle.

Zapamiętam jego słowa, ale nie będę się nimi przejmował. W końcu nadszedł czas, żeby trochę się zabawić.

– Dlaczego ona maluje o drugiej w nocy? – zapytał, jakby dopiero teraz zauważył, co robi Rika.

Pokręciłem tylko głową i spojrzałem na nią. Nie miałem pojęcia. Może nie mogła zasnąć po wybrykach Damona i Willa w sąsiednim mieszkaniu.

Kai odetchnął głęboko, obserwując ją z ustami wygiętymi w lekkim uśmiechu.

– Niezła laska z niej wyrosła, no nie? – Jego głos złagodniał, ale wciąż brzmiało w nim echo groźby. – Piękna cera, hipnotyczne spojrzenie, jędrne usta i ciało...

 

Owszem.

Matka Riki pochodziła z Południowej Afryki, ale miała holenderskie korzenie. Złapała bogatego, wpływowego męża na piękną twarz i ciało, które jednak nie mogły się równać z urodą jej córki. Rika odziedziczyła po niej blond włosy i błękitne oczy, a także pełne usta i hipnotyzujący uśmiech, ale miała też inne, własne atuty.

Lśniącą, muśniętą słońcem skórę i silne nogi, wyrzeźbione przez lata szermierki... Wyglądała przy tym słodko i powabnie, ale w jej oczach tliły się psotne iskierki.

Jak u małej wampirzycy.

– Hej! – zawołał z dołu Will. – Co wy tam, do cholery, robicie? Chodźcie zagrać!

Kai uśmiechnął się, opuszczając ręce i ruszając w stronę boiska.

Ja jednak zawahałem się, wciąż rozważając jego ostrzeżenie.

Miał rację. Damon i Will tylko czekali na dobry moment, aby dopaść swoją ofiarę i ją rozszarpać. Ale co z Kaiem? Jak daleko on się posunie?

Mieliśmy zasady. Ustaliliśmy z góry, jak wszystko ma się odbyć. Nie zamierzaliśmy jej skrzywdzić, tylko zniszczyć jej życie. Wiedziałem, że Damon i Will będą próbowali złamać te zasady, ale co z Kaiem? Czy wtrąci się i przywoła ich do porządku, tak jak zawsze?

A może tym razem pójdzie w ich ślady?

– A co z tobą? – zapytałem w końcu, zatrzymując go. – Ciebie więzienie też zmieniło?

Odwrócił się, patrząc na mnie z nienaturalnym spokojem.

– Będziemy musieli się przekonać.

Inne książki tego autora