Kosmiczne przygody Bruma i GrumaTekst

Z serii: StoLem
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kosmiczne przygody Bruma i Gruma
Kosmiczne przygody Bruma i Gruma
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 43,80  35,04 
Kosmiczne przygody Bruma i Gruma
Kosmiczne przygody Bruma i Gruma
Audiobook
Czyta Łukasz Lewandowski
24,90  18,43 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Brum i Grum mieszkali razem na małej, przytulnej planecie. Właściwie nie była to nawet planeta, lecz zwyczajna asteroida. Brum był mały i grubiutki, a Grum wysoki i chudy, poza tym nie różnili się bardzo – obaj mieli czułki na głowach, nosy w kształcie trąbki i zakręcone ogonki, no i oczywiście byli zieloni jak trawa.

Na swojej asteroidzie mieli niewiele atrakcji. Gdyby poszli na spacer, to obeszliby ją dokoła w pół minuty, i to nie spiesząc się. Gdyby biegli, potrwałoby to raptem kilkanaście sekund. Brum nie zdążyłby nawet porządnie się zasapać.

Zresztą bieganie po ich planecie było wykluczone, zbyt wiele mieli mebli: szafę, stół, fotel na biegunach, regał na książki, dwa leżaki i wersalkę. Tak zwykle bywa, im mniejsze mieszkanie, tym bardziej jest zagracone.


Dlatego zamiast biegać czy spacerować, całymi dniami przesiadywali w leżakach nad oceanem wielkości kałuży, popijali lemoniadę i wygrzewali się w słonku, wokół którego obracał się ich niewielki świat.

Pewnego razu Brum westchnął głęboko i powiedział:

– Wiesz, chciałbym raz zabłądzić… Nie na zawsze, tylko tak troszeczkę!

– Zabłądzić? – zdziwił się Grum. – Na naszej asteroidzie można się tylko bawić w chowanego. Ale przecież znamy wszystkie kryjówki!

– Właśnie dlatego musimy wybrać się gdzieś dalej – tłumaczył Brum. – Tu nie czekają nas żadne przygody! Zanudzimy się na śmierć!

Grum wcale mu nie odpowiedział, tylko rozłożył parasol. Na półkuli południowej właśnie zaczęło padać, a to znaczyło, że za chwilę deszcz przemoczy ich do suchej nitki.

Dopiero gdy przestało padać, czyli mniej więcej po minucie, odpowiedział przyjacielowi:

– Wiesz co? Masz rację, powinniśmy zmienić klimat!

Natychmiast zabrali się za pakowanie.

– Czy mam wziąć naszą paprotkę? – pytał Brum. – A co z fotelem bujanym? Bierzemy wszystkie garnki?

– Tylko to, co najbardziej potrzebne – zdecydował Grum. – To ma być wyprawa, a nie przeprowadzka!

Udało im się spakować do dwóch walizek, choć Brum tęsknie spoglądał na fotel bujany, który nie mieścił się w żadnej z nich. Wreszcie byli gotowi do drogi i wtedy okazało się, że zapomnieli o najważniejszym.

– Głupia sprawa… – odchrząknął Brum. – Przecież nie mamy rakiety!

Grum podrapał się po głowie.

– W takim razie musimy ją zbudować.

– Ale z czego?

– Z czego się da!

Jak powiedział, tak zrobili, skonstruowali rakietę ze wszystkiego, co posiadali, tylko bujanego fotela Brum nie pozwolił użyć do jej budowy.

– Szkoda takiego pięknego fotela na poniewierkę – tłumaczył.

Wreszcie nadszedł czas odlotu. Korpus rakiety tworzyły szafa i wersalka, leżaki służyły jako stery, a za napęd odpowiadał odkurzacz. Dwaj kosmonauci zamknęli się w szafie i wyglądali przez dziurkę od klucza.

– Dziesięć… dziewięć… osiem… siedem… – zaczął odliczanie Grum.

– Czekaj! – krzyknął Brum. – Nie wzięliśmy paprotki!

Ale było już za późno.

– Trzy… dwa… jeden… start! – krzyknął Grum.

Silnik odkurzacza zawarczał i rakieta poszybowała w przestworza.

Zobaczyli, jak ich maleńka asteroida robi się jeszcze mniejsza, a potem zupełnie niknie w oddali, a wraz z nią fotel na biegunach, ocean wielkości kałuży i doniczka z paprotką.



Rakieta mknęła przez otchłanie kosmosu, a Brum i Grum zamknięci w jej wnętrzu grali w chińczyka. Gdy po jakimś czasie gra im się znudziła, otworzyli drzwi szafy na oścież i wyjrzeli na zewnątrz.

– Ojej! Jak tu pięknie! – zawołał Brum.

Miał rację. Wszędzie wokół nich skrzyły się i migotały gwiazdy, a kosmos wyglądał jak gigantyczna ciemnogranatowa zasłona naszpikowana srebrnymi gwoździami.

– Ciekawe, z jaką prędkością lecimy – zmarszczył nos Grum.

Odnalazł w czeluściach szafy latarkę na baterie, wcisnął pstryczek i rozświetlił mrok przed rakietą.

– Poruszamy się z prędkością mniejszą niż światło – wyjaśnił z namaszczeniem. – Gdyby było inaczej, blask latarki zostawałby w tyle.

– Ojej! Jaki ty jesteś mądry! – zachwycił się Brum.

Co jakiś czas mijała ich spadająca gwiazda i mniejszy z przyjaciół wymyślił nową zabawę. Brum wygrzebał ze sterty rupieci siatkę na motyle i usiłował złowić którąś w jej oczka.

Tak się do tego zapalił, że Grum musiał trzymać go za ogon, żeby nie wypadł za burtę.

– Mam! – zawołał w pewnej chwili Brum.

I rzeczywiście, w siatce trzepotała niewielka, wystraszona gwiazda.

– Bez paniki! – uspokoił ją Grum. – Nic pani nie zrobimy, to tylko taka zabawa!

– Zabawa? – odetchnęła z ulgą gwiazda. – To dobrze, bo już myślałam, że chcecie mnie zjeść!

– Nigdy w życiu! – zapewnił ją Brum. – A można wiedzieć, przed kim pani tak ucieka?


– Przed kometami, ma się rozumieć! – pisnęła gwiazda. – To prawdziwe rekiny tej części Galaktyki!

Jakby na potwierdzenie jej słów, z cichym szelestem minęła ich kometa z długim lodowym warkoczem. Brum i Grum poczuli bijący od niej chłód i zadygotali – nie wiadomo: z zimna czy ze strachu.

– Taka kometa chyba nie może staranować rakiety? – spytał niepewnie Grum.

– Kto to wie? – odparła spadająca gwiazda. – Są bardzo żarłoczne. Gdyby wiedziała, że jestem w środku, mogłaby spróbować. Ale nie bójcie się, odsapnę tylko trochę i ruszam dalej.

– Może pani odpoczywać, ile tylko zechce! – zapewnił Brum. – Jest pani naszym gościem.

– To bardzo miło z waszej strony! – ucieszyła się gwiazda. – Jesteście, panowie, bardzo rycerscy!

– Cała przyjemność po naszej stronie – skłonił się mały Brum.

– Może przestaniecie się już wygłupiać?! – mruknął Grum. – Kometa na widnokręgu!

Rzeczywiście, potwór zawrócił i krążył teraz wokół rakiety, jakby wyczuwając obecność gwiazdy. Co jakiś czas podpływał na wyciągnięcie ręki, tak że mogli dotknąć jego ogona. Nagle zniknął im z oczu, a w następnej chwili poczuli wstrząs, który zbił ich z nóg. To kometa otarła się o dno szafy swoim oszronionym grzbietem.

– Już po nas! – wrzasnął Brum. – Zaraz nas zaatakuje!

– Chyba że my zrobimy to pierwsi! – odkrzyknął Grum. – Najlepszą obroną jest atak!

Wygrzebał z dna szafy największą patelnię i z całej siły przywalił nią w jądro komety. Rozległ się straszliwy huk i posypały się iskry w miejscu, w którym metal zderzył się ze skałą.

Oszołomiona i jakby zdumiona kometa pokręciła wielkim łbem i niechętnie odpłynęła w swoją stronę.

– Hura! – krzyknął Brum. – Pokazałeś jej, kto tu rządzi!

– Bardzo wam dziękuję! – szepnęła wzruszona gwiazda.

– Nie ma za co – odparł nonszalancko Grum. – Nie mogłem pozwolić, żeby takie straszydło napastowało naszego gościa!

– A dokąd właściwie lecicie? – spytała gwiazda.

– Przed siebie – odparł Grum. – Chcemy dotrzeć do najbliższej planety, zobaczyć, jak jest tam, gdzie nas nie ma.

– W takim razie pozwólcie, że będę waszą gwiazdą przewodnią! – zawołała wesoło spadająca gwiazda.

– Z przyjemnością – zgodził się Grum.

I tylko Brum wydawał się niezadowolony.

– Wszystko ładnie i pięknie… – mruczał pod nosem. – Tylko szkoda, że ktoś wgniótł moją najlepszą patelnię!



– To tutaj! – zawołała spadająca gwiazda.

Brum i Grum ciekawie wyciągnęli szyje. Przed nimi widniała zawieszona w czarnej pustce planeta. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest niewiele większa od ich własnej asteroidy.

– Phi! – mruknął zawiedziony Brum. – Taka mała…

– Zawsze to coś nowego – odparł Grum.

– Ja muszę już lecieć – rzekła spadająca gwiazda. – Było mi naprawdę miło was poznać. Nieczęsto spotyka się w kosmosie takich dżentelmenów!

– W takim razie, do widzenia! – powiedział Grum.

A Brum dodał:

– Niech pani uważa na komety!

– Będę uważać! Obiecuję! – odkrzyknęła gwiazda i poszybowała przed siebie, tam, dokąd zmierzają wszystkie spadające gwiazdy.

– Co teraz? – spytał Brum.

– Lądujemy! – zdecydował Grum.

Wyłączyli silnik odkurzacza i pozwolili, żeby grawitacja planety powoli przyciągnęła ich rakietę.

Szafa bezszelestnie wylądowała, a oni ostrożnie wysiedli. W takich sytuacjach lepiej mieć się na baczności, nigdy nie wiadomo, z kim ma się do czynienia, może gospodarz jest niemiły albo ma złego psa?

 

Przeciągnęli się (po długiej podróży bolały ich wszystkie kości) i rozejrzeli wkoło.

Ku ich zdziwieniu, pośrodku planety stało zwyczajne łóżko. Podeszli bliżej i aż dech im zaparło ze zdumienia.

W pościeli leżała najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widzieli.

– Śpiąca królewna! – wyszeptał Brum. – Jaka śliczna! Spójrz, jaki ma piękny nos!

– Na pewno od tysiąca lat czeka na śmiałka, który uwolni ją od złego czaru – dodał Grum.

– Powinniśmy ją obudzić? – zastrzygł czułkami Brum.

– Oczywiście! – zawołał Grum.

Spojrzeli po sobie.

– Ale który z nas ma ją pocałować? – zmarszczył brwi Brum.


– Ja, bo jestem wyższy! – powiedział z autentyczną wyższością Grum.

– Też coś! – parsknął Brum. – Wysoki do nieba, a głupi jak trzeba!

– Ty, mały! Nie pozwalaj sobie! – rozgniewał się nie na żarty Grum.

Przez chwilę posapywali gniewnie, mierząc się wzrokiem. Wreszcie Grum powiedział:

– Tak nie można, jesteśmy przyjaciółmi. Nie powinniśmy się kłócić.

– Masz rację – zgodził się Brum. – Co proponujesz?

– Losujmy – zdecydował Grum. – Wybierasz orła czy reszkę?

Ale Brum nie zdążył odpowiedzieć, bo nagle dziewczyna otworzyła oczy. Ziewnęła szeroko (trzeba przyznać, że zakryła buzię dłonią), zatrzepotała rzęsami i spytała:

– Jak się panowie nazywacie i co robicie na mojej planecie?

Grum przyklęknął na jedno kolano.

– Ja jestem Grum, a mój kolega to Brum, królewno! Przybyliśmy tu, żeby cię uratować!

Dziewczyna szeroko otworzyła oczy.

– Ale ja nie jestem królewną i wcale nie trzeba mnie ratować!

– Jak to? Nie jesteś śpiącą królewną? – spytał rozczarowany Grum. – To dlaczego wciąż śpisz?

– A co tu jest lepszego do roboty? – wzruszyła ramionami dziewczyna. – Moja planeta jest tak oddalona od słońca, że prawie nie docierają tu jego promienie. A jak jest ciemno, to wciąż chce się spać, prawda?

– Prawda – zgodził się Grum. – My też porzuciliśmy naszą małą asteroidę, bo było tam strasznie nudno.

– Więc dobrze mnie rozumiecie – ziewnęła dziewczyna. – Gdybym miała tu trochę światła, mogłabym przynajmniej czytać książkę…

I właśnie wtedy Brum wpadł na genialny pomysł. Pobiegł do szafo-rakiety i po chwili wrócił z latarką.

Włączył ją i nagle stała się jasność.

– Jak cudownie! – zawołała dziewczyna. – Teraz już nie będę się nudzić! Dziękuję!

Nagle posmutniała.

– Ale ja nie mam żadnych książek…

– To nie problem! – odpowiedział szarmancko Grum. – Tak się składa, że my wzięliśmy ze sobą całą bibliotekę. Chętnie się z panią podzielimy!

Dziewczyna aż klasnęła w dłonie.

Gdy wracali do swojej rakiety, w świetle latarki czytała jedną z pożyczonych jej książek. Musiała to być jakaś zabawna historia, bo co jakiś czas zaśmiewała się w głos.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?