Most Ikara

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W autobusie musiałem wyglądać naprawdę bardzo dziwnie, na co wskazywała reakcja ludzi spoglądających na mnie z każdej strony. Ja jednak nie byłem w stanie przestać płakać prawdziwie rzewnymi łzami, nie byłem w stanie zapanować nad nimi w żaden sposób.

Mój telefon dzwonił bez ustanku, Marek wykręcał mój numer raz za razem. W międzyczasie wysyłał też SMS-y, bezskutecznie próbował się ze mną skontaktować.

Antek, błagam Cię, wybacz mi. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nadal mam przed oczami Twoje posiniaczone plecy. Jestem totalnym idiotą, proszę, odezwij się.

Nie miałem zamiaru mu odpisywać w tej chwili, nie chciałem nikogo widzieć, jedyną osobą, która teraz mogła mi pomóc, była Kaśka. Nie zastanawiałem się specjalnie nad tym, co robię, i pojechałem do jej biura. Od wejścia poprosiłem recepcjonistkę o pilny kontakt z panią dyrektor.

– Antek! – krzyknęła na mój widok. – Co się stało? Czemu jesteś cały zapłakany i skąd ty wracasz?

Opowiedziałem jej pokrótce o tym, co się wydarzyło. Kaśka była głęboko wzburzona i poruszona, wstała i momentalnie chwyciła za telefon.

– Zabiję tego skurwiela! Jak on cię potraktował, ofiara się znalazła. Ten facet nie ma pojęcia o życiu i prawdziwych problemach – stwierdziła, kręcąc głową i szukając jakiegoś numeru w telefonie.

– Co ty chcesz zrobić?

– Zaraz tu zgarnę Darka i wszystko mu powiem, niech przemówi temu kretynowi do rozsądku i uzmysłowi, że nie pozwolę na takie traktowanie mojego przyjaciela.

– NIE, nie zrobisz tego! Nie chcę pomocy nikogo, a tym bardziej Darka.

Kaśka zatrzymała się, nie ukrywając zaskoczenia moimi słowami.

– Co to znaczy: NIE? Czy ty nie rozumiesz, że on cię skrzywdził?

– A ty nie rozumiesz, że jednocześnie on też sprawia, że jestem szczęśliwy? Nie wtrącaj się! Nie po to ci o tym opowiedziałem! Pójdę już…

Kaśka patrzyła na mnie, była kompletnie zaskoczona i oszołomiona. Zanim jednak zdążyła powiedzieć jakiekolwiek słowo, wybiegłem z jej gabinetu i skierowałem się jak najszybciej do wyjścia. Byłem na nią zły, a może nie na nią, właściwie to sam nie wiedziałem, czy jestem zły na Kaśkę, na Marka, czy na samego siebie. Mój telefon wyświetlał dwadzieścia trzy nieodebrane wiadomości i szesnaście połączeń. Wszystkie od niego, ale nie chciałem w tym momencie z nim rozmawiać. Wsiadłem w pierwszy autobus, który jechał w stronę domu, i odjechałem.

Miałem nadzieję, że tym razem nikogo nie zastanę, tymczasem w domu byli oboje rodzice, wyraźnie czekający na mój przyjazd.

To wybraliście sobie moment na rozmowę – powiedziałem w myślach.

Pomimo wyraźnego sygnału, że czekają na mnie, skierowałem się od razu do swojego pokoju.

– Antek, proszę, usiądź z nami, ojciec chce ci coś powiedzieć.

Miała być to moja pierwsza rozmowa z tatą od czasu, kiedy zemdlałem. Nie byłem pewny, czy w kontekście rozwoju wydarzeń dzisiejszego dnia jakiekolwiek próby rozmowy nie skończą się powtórką z rozrywki, a wiedziałem, że tego już dziś nie zniosę.

– Nie chcę z nim rozmawiać! – krzyknąłem z przedpokoju.

– Antek, proszę. – Tym razem odezwał się tata, co wytrąciło mnie z równowagi i mojej obronnej postawy. Wszak ojciec nigdy o nic nie prosił, po prostu mówił. Niepewnym krokiem skierowałem się do salonu, gdzie ojciec siedział na swoim fotelu, a mama stała za nim, trzymając go za barki.

– Proszę, usiądź.

– Tato, nie jestem gotów na naszą rozmowę.

– Antek – zaczął niepewnie – ja chciałem… Znaczy jest mi przykro z powodu tego, co się stało, nie wiem, jak do tego doszło… Po prostu przepraszam cię.

Słowa te wywołały u mnie tak silny szok, że przez moment zapomniałem o wszystkim, co dziś miało miejsce. Teraz miałem wrażenie, że mój ojciec, ten nieustępliwy, despotyczny, nietolerancyjny facet, szczerze mnie przeprasza i mówi, że jest mu przykro.

– To wszystko jest dla mnie bardzo trudne, a ja nie umiem sobie z tym poradzić – dodał, zauważając, że przez chwilę milczałem.

– Dla mnie, tato, to też nie jest łatwe i nikt z was nie ułatwia mi tej sprawy.

– Tak, pewnie tak – kontynuował z opuszczoną głową. – Wiesz, rozmawialiśmy z mamą i wspólnie uznaliśmy, że gdybyś tylko zechciał się leczyć…

– NIE! – Momentalnie wstałem, a nagromadzona złość i rozpacz, jaka się we mnie kumulowała, właśnie osiągnęła poziom krytyczny. A więc po to były te przeprosiny, nie z serca, wcale nie jest mu przykro, on dalej chce mnie leczyć i podtrzymuje, że jestem pomylony.

– NIC nie zrozumiałeś i nic nie przemyślałeś! Gdybyś mógł, uderzyłbyś mnie znowu, byle tylko wybić mi z głowy to, że jestem PEDAŁEM! – krzyczałem jak opętany.

– Skąd wiesz? – wtrąciła się mama. – Skąd ty możesz wiedzieć, kim ty jesteś? Jesteś jeszcze taki młody. Nic nie wiesz, nie wiesz, co znaczy kochać, wymyśliłeś sobie bycie jakimś zboczeńcem. Co ty możesz o tym wiedzieć, nigdy nie byłeś z kobietą. Dopóki nie dopuściłeś się grzechu z mężczyzną, nadal możesz być normalny! Taki jak ja i tata! Jak chce Bóg!

– A więc już za późno! Bo już pieprzyłem się z facetem! Tak! I było cudownie!

Dygotałem na całym ciele, nie wiem, czemu to powiedziałem, wcale nie chciałem tego robić. Sam wystraszyłem się własnych słów i odruchowo zasłoniłem usta ręką. Padłem na kolana przerażony siłą tego, co chwilę wcześniej powiedziałem.

Mama wyglądała tak, jakby zobaczyła demona lub dostała zawału. Jej ciało nie reagowało, patrzyła na mnie wyłupiastymi oczami, chwytając się za serce. Ojciec zerwał się na równe nogi, byłem pewny, że mnie uderzy, a on tylko chwycił za brzeg ławy i wyrzucił ją do góry, ułamując dwie nóżki mebla, które z głuchym łoskotem spadły na podłogę.

– WYNOŚ SIĘ STĄD! – ryknął. – WYNOCHA! TY ZWYRODNIALCU! NIE MAM JUŻ SYNA! NIE CHCĘ CIĘ NIGDY WIĘCEJ WIDZIEĆ! – Następnie zwrócił się do mamy: – NIE WAŻ SIĘ GO ZATRZYMYWAĆ! DLA NAS UMARŁ.

– Radek, to jego dom! – płakała matka.

– TO MÓJ DOM! Wychodzę, a jak wrócę za pół godziny, ma cię tu nie być, zrozumiałeś? BRZYDZĘ SIĘ TOBĄ, ZBOCZEŃCU!

Ojciec wyszedł z domu, trzaskając drzwiami i zostawiając mnie samego z mamą. Ta spojrzała na mnie oczami pełnymi łez, nie była w stanie wypowiedzieć jednak żadnego słowa. Po chwili zerwała się i wybiegła za ojcem, wykrzykując błagania w jego stronę. Ja klęczałem jeszcze blisko pięć minut, nieruchomo patrzyłem w swoje kolana, które miałem wrażenie, że ktoś zakotwiczył w podłodze.

Nie wiedziałem, co robić dalej. Musiałem podjąć jakieś działanie. Poderwałem się na równe nogi i pobiegłem do swojego pokoju, zabrałem największy plecak, jaki miałem, dwie pary ulubionych spodni, kilka T-shirtów i koszul, dwie bluzy i sweter oraz ulubione airmaxy. Następnie pobiegłem do łazienki i spakowałem najpotrzebniejsze kosmetyki. Nie zastanawiałem się dłużej nad tym, co się dzieje i gdzie mam dalej iść, po prostu wybiegłem z domu i wsiadłem w pierwszy nadjeżdżający autobus. Wtedy coś we mnie pękło, spojrzałem na swój plecak, w którym obecnie znajdował się cały mój dobytek. Kompletnie się rozkleiłem. Co dalej? Gdzie mam iść? Co ze studiami? Co z moją rodziną? CO Z MOIM ŻYCIEM? CO Z MARKIEM?

Wysiadłem na najbliższej stacji i wykręciłem numer do niego.

– Abonent czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później – odpowiedział mi sztuczny głos w słuchawce.

– Nie rób mi tego! – krzyknąłem w przestrzeń. – Potrzebuję cię!

Jak najszybciej wsiadłem ponownie w autobus, obierając kierunek na jego mieszkanie. To, co się wydarzyło rano, teraz było nieważne, potrzebowałem go, nie Kaśki, która z pewnością przyjęłaby mnie u siebie z otwartymi rękoma. Ale ja potrzebowałem teraz Marka. W tej chwili chciałem po prostu poczuć się bezpiecznie w jego ramionach. Najszybciej, jak to było możliwe, dotarłem do jego osiedla. Pomyślałem, że ten koszmar dzisiejszego dnia musi się już skończyć, nieważne, co Marek zrobił rano, chcę go zobaczyć. Pragnę, żeby mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Boże, spraw, żeby był w domu – pomyślałem i pospiesznie nacisnąłem dzwonek u drzwi.

Jednak to, co zobaczyłem, a raczej kogo, praktycznie zwaliło mnie z nóg. W drzwiach ukazała się wysoka, elegancka kobieta o pięknych brązowych oczach oraz długich prostych blond włosach sięgających jej do pasa. Miała na sobie elegancką bandażową sukienkę oraz czarną marynarkę. Na nogach zaś miała wysokie kozaki na szpilce.

– W czym mogę pomóc? – zapytała.

– Ja…ja… – zacząłem się jąkać.

Kobieta przyglądała mi się z wyraźnym zaciekawieniem, sprawiała wrażenie kompletnie zniecierpliwionej tym niespodziewanym gościem.

– Ja chciałem się zobaczyć z Markiem.

– Z Markiem? – odpowiedziała, unosząc idealnie wymodelowane brwi. – Kąpie się, mogę go zaraz zawołać. Marek! Jakiś chłopak do ciebie, mówi, że musi się z tobą zobaczyć.

– Przepraszam. Kim pani jest? – wypaliłem bez ostrzeżenia, zanim zdążyłem ugryźć się w język.

– Słucham? – odpowiedziała z wyraźnym zażenowaniem. – Jestem jego żoną.

Jej słowa docierały do mnie jak w zwolnionym tempie. Wszystko zaczęło się składać i idealnie do siebie pasować. Mój Marek, mój wymarzony facet, jak się właśnie okazało, był żonaty, a wobec mnie był najzwyczajniej w świecie oszustem, który wykorzystał moją naiwność i słabość do niego. W tej chwili zrozumiałem, że przez cały ten czas krzywdzi mnie, tę kobietę oraz samego siebie. To dlatego był tak często nieosiągalny i to z nią zapewne pokłócił się rano.

– Kochanie, co się stało? – W drzwiach pojawił się Marek z mokrymi włosami, które osuszał ręcznikiem, w tych samych spodniach od piżamy, w których widziałem go już tego dnia. Zobaczył mnie i stanął jak wryty, w oczach miał strach i lęk. Swój wzrok przenosił z atrakcyjnej blondynki na mnie i z powrotem, jakby obawiał się, że w ciągu tej krótkiej rozmowy jedno z nas powiedziało o kilka słów za dużo.

 

– Ten chłopak pytał o ciebie – odpowiedziała kobieta już z wyraźnym zniecierpliwieniem w głosie. – Marek, o co tu chodzi? Znasz go?

On jednak spojrzał na mnie po raz ostatni swoimi smutnymi oczami, których wyraz kiedyś myliłem z zachwytem, po czym odrzekł:

– Ja… nie znam… Pan chyba mnie z kimś pomylił, proszę wracać do siebie. Asiu, spieszymy się. Do widzenia. – Następnie szybko zamknął drzwi, zanim ktokolwiek zdołał coś więcej powiedzieć.

Stałem tam jeszcze dobre kilka minut, nie wiedziałem, jak po tylu wylanych łzach jeszcze mogę płakać. Zza drzwi słyszałem podniesione głosy, prawdopodobnie ta kobieta próbowała z Markiem ustalić, kim jestem. Ale to, co działo się obok, nie miało żadnego znaczenia. Mój świat się kompletnie zawalił, zostałem zupełnie sam.

Rozdział X – Matka

Czy byłam dobrą matką? Byłam pewna, że tak. Byłam pewna, że jeśli akceptuję przyjętą rolę, do której przecież się przygotowałam, którą wyznacza mi wiara, to muszę być dobrą matką.

Kiedy urodził się Antek, Radek wyznaczył mi jedno zadanie:

– Wychowaj go najlepiej, jak potrafisz, ja zajmę się resztą.

To na mnie spadł ciężar opiekowania się dzieckiem i to ja chciałam podjąć się tej roli. Przecież wszystko szło tak sprawnie, gdzie popełniłam błąd? Błąd? Może wcale go nie popełniłam… Może Antek miał rację, a to Bóg ukarał mnie za to, że nie potrafiłam zrozumieć. Nie potrafiłam, a może wcale nie chciałam rozumieć? Chciałam tylko, żeby był taki jak wszyscy…

Antek nigdy nie był taki jak inne dzieci. Kiedy inni chłopcy chcieli uprawiać sport, on wolał zbierać kwiatki. Kiedy otrzymał na Mikołaja bardzo drogą zabawkę, zdalnie sterowany samochodzik, nigdy nie otworzył pudełka, w której się znajdowała. Czy podejrzewałam, że coś może być z nim nie tak, że jest inny? Tak, miałam takie przeczucia. Jednocześnie każdego dnia modliłam się, aby było inaczej, aby nie spotkało to mnie. Kiedy jako sześcioletnie dziecko Antek zaczął bawić się w księżniczki, przymierzając moje ubrania, próbowałam powiedzieć o tym Radkowi, zawsze uważałam, że powinniśmy coś z tym zrobić.

– Myślę, Radku, że powinieneś z nim porozmawiać.

– Rozmawiać? O czym mam z nim rozmawiać? Powiedz mu, że nie wolno ruszać twoich rzeczy. Ja zabroniłem mu dotykać moich narzędzi i nawet nie wchodzi do garażu.

– A powinien…

– O co tobie chodzi? – krzyknął.

– Jesteś jego ojcem, może powinieneś spędzać z nim więcej czasu – odpowiedziałam zgodnie ze swoim przekonaniem. – Uczyć go męskich zajęć. Jego wszystko ciekawi.

– To ty miałaś go wychowywać, ja muszę zarabiać na dom. Wiesz, że nam się nie przelewa.

– Wiem, ile dla nas robisz, ale pieniądze nie są najważniejsze. On potrzebuje też ojca.

– Przecież jestem, kocham go, ale ja nie umiem rozmawiać z dziećmi.

– Wiesz, czasem się martwię – zaczęłam powoli. – Obserwuję go i mam wrażenie, że Antek ma za dużo delikatnych zachowań. – Radek poruszył się niespokojnie.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – warknął.

– Nie wiem, on jest taki wrażliwy.

– TO GO NIE NIAŃCZ! Nie rób z niego ciepłych kluchów! Facet musi być twardy, rozumiesz? Ja nawet nie miałem ojca, a dziś jestem normalny! Mój syn też taki ma być!

To właśnie był cały Radek. Zawsze tylko wymagał, wymagał od Antka, ode mnie, a przede wszystkim od siebie. Zawsze oczekiwał i żądał. Nigdy nie prosił. Nauczyłam się z nim żyć, kochałam go też za to. Jednocześnie podziwiałam go, ponieważ uważałam, że wspaniale spełnia się jako głowa rodziny. Z wiekiem jednak stawał się coraz trudniejszy. A jego roszczeniowa postawa stała się coraz bardziej uciążliwa.

Nigdy nie potrafił rozmawiać z synem. Częściej miałam wrażenie, że Antoś bardziej się go boi niż kocha. Zawsze wolał być blisko mnie, a ja nieświadomie pielęgnowałam w nim te miękkie cechy osobowości. Pamiętam, jak któregoś dnia wysłałam go z Radkiem na jedno z jego zleceń u klienta. Wiedziałam, że większość ich wspólnych zadań kończyła się awanturą, miałam jednak wrażenie, że w innym miejscu Radek będzie się bardziej hamował, liczyłam, że spędzą ze sobą więcej czasu. Skończyło się jednak tak jak zawsze. Nie minęły trzy godziny, jak Antek wrócił do domu z płaczem, i powiedział, że tata stwierdził, że nie nadaje się do niczego i żeby zszedł mu z oczu, jak nie chce oberwać.

Co miałam wtedy zrobić? Powiedzieć mu: wracaj i pokaż, jaki jesteś twardy? Nie, przytuliłam go, powiedziałam, żeby nie płakał, że tata za łatwo się denerwuje, że bardzo go kocha, tylko ma mniej cierpliwości niż ja. Resztę dnia spędziliśmy, piekąc wspólnie ciasto, które przecież tak uwielbiał. Radek wrócił dopiero wieczorem w okropnym nastroju, kolejny raz rozbudzając dziwne poczucie strachu i niepokoju w tym chłopaku.

– Gdzie jest ten gówniarz?! – warknął od wejścia.

Na te słowa Antek zebrał się z krzesła i momentalnie chciał uciec do swojego pokoju.

– STÓJ! – krzyknął, doganiając go na schodach.

– Tato, przepraszam, nie chciałem nic zepsuć! – Szamotał się z nim przez chwilę.

– CZEMU NIGDY NIE SŁUCHASZ, JAK SIĘ COŚ DO CIEBIE MÓWI?! – wrzeszczał na cały dom. – JESTEŚ LENIWY! ROBISZ WSZYSTKO NA ODWAL! NIC NIE MOŻNA CI ZLECIĆ, BO DO NICZEGO SIĘ NIE NADAJESZ!

– Radek, nie krzycz na niego! On się stara! – próbowałam go przekrzyczeć, kiedy Antek starał się zasłonić uszy.

– SŁUCHAJ, JAK MÓWIĘ DO CIEBIE, TY CYMBALE!

– NIE CHCĘ CIĘ SŁUCHAĆ! – krzyczał Antek, kręcąc głową i zasłaniając uszy. – NIE KOCHAM CIĘ!

Radek ocknął się, na chwilę zamilkł, po czym wpadł w szał.

– TY MAŁY GÓWNIARZU! – krzyknął, sięgając po pasek ze swoich spodni. – JUŻ JA CIĘ NAUCZĘ SZACUNKU DO OJCA! – Po tych słowach zaczął go okładać pasem, nie zważając na krzyki chłopaka.

Podbiegłam do nich, próbowałam ich rozdzielić, opanować jego szaleńczy wybuch. W pewnej chwili Antek wyrwał się spod uderzeń, wybiegł na schody i zatrząsnął drzwi do swojego pokoju.

– MASZ SZCZĘŚCIE, ŻE MATKA MNIE PRZYTRZYMAŁA, BOBYŚ NIE USIADŁ NA DUPIE PRZEZ TYDZIEŃ! – wykrzyknął za nim. – GÓWNIARZ JEDEN!

To nie była jedyna tego typu sytuacja. Praktycznie każde wspólne ich działanie kończyło się awanturą bądź wybuchem Radka. Czy kiedykolwiek żałował? Tak! Jestem tego pewna. Nieraz kiedy leżeliśmy w sypialni, zwracał się do mnie, mówiąc:

– Dorotko, ja nie umiem być ojcem, jestem złym ojcem. Bardzo go kocham, ale ja nie umiem z nim rozmawiać. Momentalnie wytrąca mnie z równowagi. Jego interesuje wszystko poza zadaniem, które ma do wykonania. On jest taki strasznie miękki, tak strasznie delikatny, tak zniewieściały w swoich gestach, zachowaniu. Nie potrafi trzymać młotka jak facet, bardziej interesuje go to, czy koszula pasuje do spodni, które ma na sobie, niż to, jaką nakrętkę dobrać do śrubki. A ja momentalnie tracę cierpliwość, widząc jego brak zainteresowania.

– Nie umiesz z nim rozmawiać. On inaczej patrzy na świat niż ty, wiem, że się starasz, ale musisz mieć więcej cierpliwości do niego.

– To znaczy jak patrzy? Co znaczy „inaczej”? Jest facetem! Mężczyzna musi być twardy, nie może się mazać.

O Radku można powiedzieć wiele, natomiast nigdy nie wątpiłam w jego męskość. Pokochałam go za to. Zawsze byłam słaba. Bojaźliwa. Byłabym pewnie żoną jakiegoś podrzędnego chłopaka, gdybym została u siebie na wiosce. Przy Radku czułam się bezpiecznie, a zatem podległa nałożonej mi roli. Jego obecność zapewniała mi stabilność i chociaż jego słowa potrafiły ranić, wiem, że byliśmy szczęśliwym małżeństwem. Nienawidziłam w nim tylko jednej cechy – Radek nigdy nie przepraszał, nie potrafił tego robić. Nigdy nie mówił, że jest mu przykro, po prostu milczał, licząc, że zapomnę o problemie. I zapominałam, jednak Antek nie umiał zapominać. Kiedy dorósł i zaczął chodzić do szkoły, Radek zmienił wobec niego taktykę. Jak sam powiedział:

– Szkoła wreszcie zrobi z niego faceta.

Bałam się jednak, że tylko pogłębi jego delikatne usposobienie. Radek wobec Antka miał tylko jeden plan, miał się tylko uczyć. Wówczas zastanawiałam się, czy Antek jest tak bardzo zdolny, czy uczy się tak pilnie, bo po prostu boi się swego ojca i tego, że mógłby zawieść jego oczekiwania. Miałam jednak wrażenie, że zgoda na kolejną rolę, którą narzucił Radek w naszej rodzinie, sprzyja ich relacji. Po raz pierwszy od długiego czasu Antek nareszcie sprostał oczekiwaniom, jakie stawiał przed nim jego ojciec.

Można by rzec, że wszystko zmierzało we właściwym kierunku. Ja jednak wiedziałam, że Antek nie jest taki jak wszyscy, że jest inny, a moje obawy co do jego zaburzeń tylko mocniej się nasilały. Antek nigdy nie miał kolegów, wręcz ich unikał. Jednocześnie miał bardzo dużo koleżanek, nigdy jednak nie mówił o nich w kategoriach zainteresowania lub sympatii, bardziej o sposobie spędzania z nimi czasu. Nie zapomnę, jak któregoś dnia zaczął mi opowiadać o nowym chłopaku z klasy. Dostrzegał w nim takie rzeczy, na które nie zwraca uwagi „normalny” chłopak. Zachwycał się jego budową ciała, niskim głosem i tym, jak chłopak się ubiera. Może wówczas powinnam była z nim porozmawiać? Ja jednak nie chciałam go słuchać i wypierałam myśli, które kłębiły się w mojej głowie.

Jako bardzo chorowite dziecko wybłagał u mnie zwolnienie z zajęć WF. Wtedy wydawało mi się, że chronię zdrowie swojego syna, dziś mam wrażenie, że odciągałam go od kolejnych męskich zajęć.

Któregoś dnia, gdy sprzątałam jego pokój, zauważyłam, że zostawił włączony komputer. Nie wiem, czemu to zrobiłam, być może skłoniło mnie do tego matczyne przeczucie. Czy zrobił to specjalnie? Nie wiem, może chciał mnie sprowokować, może miałam to zobaczyć. Były tam zdjęcia innych mężczyzn, nagich, podczas grzesznego, homoseksualnego stosunku.

To odkrycie przeraziło mnie. Chciałam zapomnieć o tym obrazie. Nie wiedziałam, do kogo się zwrócić. To przecież nie mógł być mój syn. Wiedziałam, że nie mogę powiedzieć o tym Radkowi. Powinnam porozmawiać z Antkiem, ale zabrakło mi odwagi. Zostawiłam tę informację tylko dla siebie, licząc, że mu przejdzie, że to przecież nic nie znaczy.

Wówczas pojawiła się Kaśka. Byłam pewna, że jest niczym anioł z nieba. Miałam wrażenie, że mój syn wreszcie znalazł właściwą osobę. Uwierzyłam w ich relację. A może bardziej chciałam w nią uwierzyć. Niemniej jednak miałam wrażenie, że moje obawy zostały uśpione. Nawet wówczas, kiedy Kaśka skończyła szkołę, nadal była najważniejszą osobą w życiu mojego syna.

Wszystko runęło jakieś dwa i pół roku temu. Być może dla wielu moje zachowanie byłoby nieetyczne, ja uważałam, że jako matce po prostu więcej mi wolno. Nie zapomniałam o moich obawach, a po odkryciu pornografii w komputerze mojego syna co jakiś czas śledziłam jego ruchy. Antek nigdy nie dbał o swoją prywatność, nie stosował żadnych zabezpieczeń. Ale też zawsze byliśmy ze sobą bardzo blisko, byłam pewna, że mi ufa. Dlatego kiedy wrócił z pamiętnej imprezy z Kaśką, zauważyłam, że w jego zachowaniu coś się zmieniło. Takie roztargnienie i stałe śledzenie swojego telefonu, tak jakby czekał na jakąś wiadomość. Kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja, sprawdziłam to, co się w nim kryje.

Wiedziałam, wiedziałam o jego ukradkowych rozmowach, wiedziałam, że ma jakiś sekret, że tym razem coś przede mną ukrywa. Wiedziałam, że sprawdzą się moje najgorsze obawy. Próbowałam porozmawiać na ten temat z Radkiem, chciałam, żeby zareagował, ale ten zlekceważył moje sygnały. Mogłam tylko się modlić i czekać na rozwój wydarzeń.

Wiadomość o pojawieniu się TEGO mężczyzny w jego życiu trafiła we mnie jak grom z jasnego nieba. Nie mogłam mu tego zabronić, Antek nie był już małym chłopcem. Był dorosłym, bardzo przystojnym mężczyzną i byłam pewna, że jeśli czegoś nie zrobię, to stracę swojego syna. Dziś wiem, że poszłam najgorszą z możliwych dróg. Chcąc go ratować, posłużyłam się tym, na czym budowałam z nim relację, na emocjach, na poczuciu tego, co łączyło mnie jako matkę z nim. Miałam nadzieję, że jeśli powiem mu, że nie chcę takiego dziecka, to on nie będzie chciał stracić mnie.

Ale Antek nie był już dzieckiem, wszedł w obszary życia, w których ja nigdy nie nauczyłam się być. Zaczęłam gubić się w taktyce, którą sama przyjęłam. Szukałam pomocy u księdza, w literaturze, we wszystkim tym, co do tej pory dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Zaczęłam czytać o homoseksualizmie, nie spałam po nocach. Dowiedziałam się, ile z tych ludzi choruje na HIV i umiera na AIDS. Nie mogłam dopuścić, aby to spotkało moje dziecko, musiałam chronić moją rodzinę. Wydawało mi się, że jeśli i jego przerażę, to on zaniecha tych działań. Dlatego oznaczyłam sztućce oraz ręczniki. Przecież Antek chciał należeć do rodziny, dzięki temu przekonaniu zyskałam pewność, że wykluczając go z jej kręgu, zrobi wszystko, żeby do niej wrócić!

 

Skutek był jednak odwrotny i miałam wrażenie, że tracę syna na zawsze. Nie wiem, kto z nas bał się tego bardziej, czy Antek, czy ja sama. Nie chciałam, aby Radek wiedział, wolałam, aby nigdy się nie dowiedział. Byłam pewna, że nawet jeśli ja robię coś źle, to Radek nie zapanuje nad lawiną katastrofy. Ale stało się. To właśnie doprowadziło do klęski naszej rodziny. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że ja sama nie byłam w stanie mu się sprzeciwić. To Radek stał się rozgrywającym, a ja tylko pionkiem na tej szachownicy. Nasz syn był coraz dalej od nas, a ja byłam coraz słabsza w tej nierównej walce. Jedyne, co udało mi się osiągnąć, to przekonać Radka do rozmowy z psychologiem.

– Radku, powinniśmy się wybrać do psychologa, próbowaliśmy już wszystkiego. Naprawdę, jeśli czegoś nie zrobimy, to stracimy Antka.

– Ja nie jestem czubkiem! To on musi się leczyć – krzyknął.

– Radek, ja nie chcę tak żyć! Ja potrzebuję pomocy! – płakałam nad jego głową.

– Dorota! On nie może być pedałem! Rozumiesz? Ja nie przyjmuję tego do wiadomości!

– Sami sobie nie damy rady! Jestem pewna, że ona nam pomoże!

Jednak Radek nie potrafił przyjąć pomocy nikogo, kto, jego zdaniem, jest silniejszy od niego. Wiedziałam, że jesteśmy na straconej pozycji. Moje serce krwawiło na myśl o bólu, jaki przeżywa mój syn. Jednocześnie jego choroba odtrąciła mnie od niego. Miałam wrażenie, że stał się kimś innym i nigdy już nie odzyskam mojego Antosia.

Czy uwierzyłam, że wesele to prawdziwy powód wyjazdu z Kaśką? Tak! Chciałam kolejny raz w to wierzyć. Miałam nadzieję, że znów to Kaśka zdejmie ze mnie ciężar odpowiedzialności, że wszystko wróci do normy. Cieszyłam się na ten dzień. Tak jakby jej obecność pozwoliła przypomnieć te dobre chwile. Radek był bardziej ostrożny, dlatego też sprawdził, czy całe wydarzenie nie jest mistyfikacją. I kolejny raz miał rację. Zabronił mi się odzywać i cokolwiek zrobić, jak sam powiedział: „Muszę to załatwić po męsku!”.

Czy gdyby wówczas nie wydarzyłoby się to wszystko, gdyby wówczas go nie uderzył, gdyby Antek nie znienawidził nas jako rodziców, to nie wydarzyłoby się to wszystko, co było dalej? Tego też nie wiem! Wiem jednak, że to utwierdziło mnie w tym, jaka jestem słaba, a mój mąż nieobliczalny. Wiedziałam, że wkrótce może dojść do prawdziwej tragedii. Że Antek może naprawdę nas znienawidzić. Widziałam to w jego oczach, w jego smutku i żalu, jaki do nas kierował. I dalej nie mogłam nic zrobić. Świadomość, że jest homoseksualistą, była przerażająca bardziej niż poziom zagrożenia, którego doświadczyłam.

I stało się, mój mały syn popełnił najcięższy z grzechów, jakiego mógł się dopuścić. Wykrzyczał nam to w twarz, mnie, matce, która go urodziła, i ojcu, który przecież budził jego przerażenie. Jak silny musiał być jego żal, jeśli szczerość wygrała nad strachem? Nigdy nie wybaczę sobie tego, że kiedy Radek wyrzucił go z domu, to za nim pobiegłam, a nie zostałam z synem. Bałam się jednak, że Radek może zrobić coś głupiego, że może coś mu się stać, że mogłabym zostać sama. Zapomniałam, że w domu został mój zraniony synek, który potrzebuje mnie znacznie bardziej niż mój mąż. Kiedy wróciłam do domu, Antka już nie było. Wpadłam w rozpacz. Uderzyła mnie świadomość, że prawdopodobnie straciłam kogoś, kto był częścią mnie. Moim jedynym dzieckiem, kimś, bez kogo moje życie nie miało dalej sensu.

– To wszystko twoja wina! – wykrzyczałam zrozpaczona w stronę Radka. Ten patrzył na mnie wzrokiem pełnym nienawiści i wściekłości.

– Moja? Miałaś go tylko wychowywać! To było twoje jedyne zadanie! – Gniew w jego głosie był aż nadto słyszalny.

– On potrzebował ojca! Nigdy nie potrafiłeś nim być!

– On wróci, zobaczysz! Jak pies z podkulonym ogonem. Wróci i będzie normalny! Musi dostać po dupie, oby było tylko co zbierać!

– Masz go sprowadzić do domu! – krzyczałam w jego stronę. – Chcę odzyskać mojego syna!

– My nie mamy syna! ROZUMIESZ? Masz zakaz kontaktowania się z nim! On musi zrozumieć i stać się normalnym, inaczej ja nie chcę mieć takiego dziecka!

Nie byłam w stanie sprzeciwić się Radkowi ani wtedy, ani wówczas, kiedy on sam zaczął za nim tęsknić. Jego uparty charakter i duma nie pozwoliły mi go odnaleźć. Wpadłam w totalną depresję. Nie chciało mi się żyć, potrafiłam cały dzień przespać. Nasze małżeństwo przechodziło coraz trudniejsze chwile, ponieważ oboje ponieśliśmy ogromną porażkę rodzicielską.

Wiedziałam, że strata syna nie tylko pogrąża naszą rodzinę, ale i naszą relację. Oddaliliśmy się od siebie. Byłam przekonana, że pod grubą skórą Radek również przeżywa brak Antka. Byłam pewna, że szczerze żałuje wszystkiego, co się wydarzyło. Jego nadzieje, przeradzające się w pewność, że Antek wróci, okazały się płonne.

Czy matce, która pragnie odzyskać swoje dziecko, wolno więcej? Czy są jakieś granice matczynej miłości? Już wkrótce miałam się o tym przekonać…