Most IkaraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tego było już za wiele, z trzaskiem wyleciałem z kuchni, pobiegłem do łazienki i zamknąłem się na klucz. To bolało zbyt mocno, zbyt głęboko. W tej chwili w ogóle nie chciałem żyć. Myślałem, że nie dam rady tego przetrwać. Czułem, jakby ktoś bliski wbił w moje serce nóż i z każdym kolejnym słowem przekręcał nim we wszystkie strony. Leżałem na ziemi, płacząc jak małe dziecko. To była męka, z którą nie mógł się równać żaden ból fizyczny, jakiego doświadczyłem do tej pory. Spojrzałem na telefon, na którym wyświetliła się wiadomość od Marka:

Słodziaku, nie wiem, jak to robisz, ale nie mogę przestać o Tobie myśleć… Chyba się w Tobie zakochuję, stary głupek zakochuje się w młodym chłopaku, ale cóż… To wcale nie było takie trudne…

Jego wiadomość na chwilę przywołała uśmiech na mojej twarzy. Przymknąłem oczy, próbując uspokoić swój oddech. Wciąż leżąc na tej zimnej posadce, nadal łkałem. Nawet nie zorientowałem się, że zasnąłem w tej pozycji.

Obudziłem się około drugiej w nocy, mój policzek był lodowaty. W myślach chciałem wyrzucić z głowy koszmar, który mi się przyśnił. Pamiętam, że stałem nad jakimś stromym klifem, a wokół piętrzyło się wzburzone morze. Byłem z Markiem, który powtarzał, że jeśli go kocham, powinienem skoczyć, bo tylko tak będziemy razem. Nagle pchnął mnie, a ja ostatkiem sił chwyciłem się krawędzi skały. Wtedy zmienił się w moją mamę, to jednak była zupełnie inna kobieta niż ta, którą znałem. Prosiłem, aby mi pomogła, a ona niewzruszona powtarzała: „Pomogę ci, jeśli przestaniesz być zboczeńcem”. Zaczęło mi brakować sił, prosiłem o pomoc, a mama bez emocji powtarzała: „Musisz przestać być zboczeńcem”, wtedy się obudziłem.

Szybko wstałem, kilka razy przemyłem twarz chłodną wodą i wyszedłem z łazienki. Dom był zupełnie cichy, przez szparę w drzwiach zaglądnąłem do sypialni mamy. Spała na łóżku, ściskając w rękach moje zdjęcie. Musiała zasnąć w tej pozycji, bo nawet nie była przebrana w piżamę. Podszedłem do jej łóżka, przykrywając ją kocem.

Mamo, dlaczego tak to utrudniasz? – pomyślałem. – Tak bardzo cię kocham, czemu nie chcesz kochać mnie takiego? Przecież jestem tym samym Antkiem, którym byłem parę tygodni temu. Wróciłem do swojego pokoju i chwyciłem za telefon, wiedziałem, gdzie chcę zadzwonić, musiałem.

– Antek, co jest? Jest prawie w trzecia w nocy, dlaczego nie śpisz o tej porze? – powiedziała zupełnie zaspana.

– Musiałem usłyszeć kogoś życzliwego, tak bardzo chciałbym, żebyś była obok.

– Boże, co się stało? Jestem tutaj.

Opowiedziałem jej wszystko, co wydarzyło się zeszłego wieczora. Kaśka wysłuchała mnie w ciszy, nie przerywając, aż skończyłem swoją opowieść.

– Kochany, tak strasznie mi przykro, naprawdę, daj mi pół godziny i jadę do ciebie. Nie możesz być sam. I broń Boże nie rób nic głupiego.

– Kaśka, nie jestem dzieckiem, mentalnie przygotowałem się, że może to się wydarzyć, nie zrobię nic głupiego, nie musisz przyjeżdżać, poradzę sobie, chciałem tylko komuś się wyżalić.

– Zawsze możesz to zrobić, wiesz o tym. Co zamierzasz?

– Nie poddam się, nie zrezygnuję z Marka, zbyt długo na to czekałem. Kiedyś musiałem im powiedzieć. Teraz musimy się nauczyć z tym żyć.

– Jestem dumna z ciebie, że to mówisz, Antek.

– I chcę spędzić z Markiem kolejny weekend.

– Jak chcesz to zrobić? Wiesz, że matka będzie cię pilnować, poza tym za dwa dni wraca twój ojciec, nie ukryjesz przed nim, że…

– Pomóż mi! Proszę! Wymyśl coś, spraw, bym mógł się zakochać, ratuj! Wiesz, jak tego pragnę, wiesz, że czekałem na to uczucie, nie zrezygnuję z niego…

– Słuchaj! Ok, mam w przyszłym tygodniu pójść na wesele, chciałam iść sama, dając tym samym wyraz sprzeciwu co do instytucji małżeństwa, ale mam zaproszenie z osobą towarzyszącą. Możemy powiedzieć, że mój partner wystawił mnie w ostatniej chwili i chcę, żebyś poszedł ze mną. Twoi rodzice mnie lubią, uwierzą mi, poza tym będą liczyć, że pójście z kobietą na ślub powinno cię… powiedzmy nawrócić. Powinni to łyknąć. Przyjadę do ciebie w środku tygodnia i zaaranżuję całe wydarzenie.

– Kaśka, jesteś wielka! Nie wiem, jak to robisz, że w ciągu kilku sekund potrafisz wymyślić takie rozwiązanie, to naprawdę może się udać. Dziękuję, że dajesz nam szansę, mi i Markowi. – Kaśka przez chwilę milczała, po czym usłyszałem jej cichy głos.

– Antek, pomogę ci, bo widzę, że jest to dla ciebie ważne, a ty dla mnie jesteś najważniejszy, ale uważam, że źle robimy. Kłamstwo ma zawsze krótkie nogi, powinieneś stawić czoła rodzicom, grając w otwarte karty. Posługujesz się teraz ich taktyką, chcąc zyskać na czasie, ale jeśli chcesz, pomogę ci tym razem.

Byłem bardzo wdzięczny Kaśce, mimo że wiedziałem, że ma rację. Ucieczka była taktyką mojej matki. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że od tej pory kłamstwo stało się nieodłącznym elementem funkcjonowania w moim rodzinnym życiu.

Rozdział VI

Tej nocy bardzo źle spałem. Co chwila budziły mnie jakieś dziwne sny, a każdy ruch sprawiał, że budziłem się w przeciągu kilku sekund.

Rano nie byłem gotowy na rozmowę z mamą. Chciałem gdzieś uciec, być jak najdalej od tego miejsca, w którym po prostu zacząłem czuć się źle. Domu, w którym nie czułem się już mile widziany. Dzień rozpoczynał się mgliście i chłodno. Jesień już na dobre zadomowiła się w miasteczku. Na trawie widoczny był gdzieniegdzie szron, a przy każdym oddechu para buchała z ust. O tej porze, w sobotę rano, park, do którego się wybrałem, był zupełnie pusty. Widać było, że chłodna jesienna aura nie sprzyja spacerom mieszkańców. Usiadłem na ławce i zacząłem wspominać poprzedni wieczór.

Nie mogę uwierzyć, że ona naprawdę to powiedziała. Że naprawdę wolałaby nie mieć syna. Czym zawiniłem, nie prosiłem się o to, uciekałem od tej świadomości, ale to zupełnie ode mnie niezależne, nie umiem z tym walczyć.

W myślach zacząłem szukać winnych tego stanu. Momentu, kiedy można było temu zapobiec. Przypominałem sobie roześmianego Darka, obejmującego Andrzeja, Andy’ego latającego ze szpikulcem do mięsa i przystojną twarz Marka, jego dotyk, jego pocałunek.

Co ja gadam! Jakich winnych, dlaczego zawsze musi być ktoś winny? Jestem szczęśliwy, wiedząc, kim jestem. Od dawna nie czułem tyle szczęścia co teraz, od kiedy Marek jest przy mnie. Potrzebuję go, jestem przekonany, że on da mi wszystko to, czego tak bardzo pragnąłem. Nigdy nie chciałbym wrócić do tego, co było. Nawet gdybym miał się zmierzyć ze sprzeciwem najbliższych.

Słowa mamy zostawiły głęboki ślad i nadal brzmiały mi w głowie, jak gdyby powtarzała je w kółko tak, abym nie mógł o nich zapomnieć. Wiedziałem, że najgorsze dopiero przede mną. Nikogo nie bałem się tak bardzo jak ojca. Znałem doskonale jego stosunek do homoseksualistów, jego szczerą nienawiść do tych ludzi oraz chęć eliminacji ich z jakiegokolwiek obszaru znajdującego się w jego zasięgu. Wiedziałem też, jaki jest porywczy. Jako dziecko nie raz oberwałem od niego pasem, pamiętam to doskonale. Nie mogę powiedzieć, że ojciec mnie bił, ale czasem nie panował nad emocjami, na przykład wtedy, gdy próbował mnie czegoś nauczyć, a ja nie mogłem zrozumieć jakiegoś zagadnienia albo gdy odpowiedziałem mu w sposób, który wytrącił go z równowagi.

Napisałem do Marka. Przyznałem w wiadomości, że w domu jest ciężko, że matka nie może się pogodzić z tym faktem i chce mnie nawracać. Że w awanturze powiedziała mi bardzo dużo przykrych słów. Jednocześnie upewniłem go, że bardzo za nim tęsknię.

Nie odpisał od razu, ale też nie spodziewałem się szybkiej odpowiedzi. W końcu pisał, że jest w delegacji i wiedziałem, że nie ma czasu. Pospacerowałem jeszcze chwilę, po czym zdecydowałem, że muszę wrócić do domu, stawić czoła problemom.

Chcąc uniknąć jednak spotkania z mamą, od razu skierowałem się do swojego pokoju. Zwróciłem uwagę na zakupioną przez mamę książkę, która zupełnie niewinnie leżała na mojej poduszce. Z ciekawości chwyciłem po egzemplarz i odruchowo zacząłem czytać:

ROZDZIAŁ III

PO CZYM POZNAĆ, ŻE JESTEŚ OSOBĄ HOMOSEKSUALNĄ?

1 Czujesz obrzydzenie do kobiet.

2 Masz silną potrzebę pokazywania się ludziom w nieskromnych sytuacjach i pozycjach.

3 Odczuwasz pociąg seksualny do niedozwolonych przedmiotów lub rzeczy (np. bielizna, zwierzęta, dzieci…)

Jezu! Nie wierzyłem w to, co przeczytałem. Nie wierzyłem, że ktoś mógł wydać takie głupoty, mało tego, że ktoś chciałby to czytać. Spojrzałem na cenę – 149 zł. I zrozumiałem, że jednak ktoś miał powód, aby napisać takie bzdury.

A więc to tak – pomyślałem, opierając się o wezgłowie łóżka. Jestem gejem, czyli w oczach mojej matki muszę być jednocześnie pedofilem, zoofilem albo Bóg wie, kim jeszcze. Poczułem bezsilność ogarniającą wszystkie resztki nadziei, że z rodzicami przeprowadzę otwartą, szczerą rozmowę. Pomyślałem, że nie dam rady, że nie przeskoczę tego, że to wszystko jest ponad moje siły. Spojrzałem na telefon, Marek nadal się nie odzywał. Tak bardzo bym chciał, abyś ze mną był, tak bardzo cię w tej chwili potrzebuję – ta myśl wciąż kołatała się w mojej głowie.

Dochodziła czternasta, a ja od rana nie miałem nic w ustach. Udałem się do łazienki, aby przemyć twarz. Zauważyłem coś dziwnego. Dotychczas wszystkie ręczniki były w jednym kolorze, zazwyczaj białym, teraz na moim wieszaku wisiał jeden inny, zielony. Nie przypominałem sobie jednak, abym wymieniał ten ręcznik. Zaskoczony zszedłem do kuchni. Mama siedziała w salonie, patrząc beznamiętnie w telewizor, nie zareagowała na moje wejście, tylko kątem oka dostrzegła, co robię.

– Mogę coś zjeść? – zapytałem.

– Jasne, poczekaj, nałożę ci.

Zebrała się z fotela i wzięła czerwoną miseczkę. Pełen talerz zupy postawiła na stole, po czym podała łyżkę obwiniętą czerwoną taśmą izolacyjną na końcu.

 

– Mamo, co to jest? Po co ta czerwona taśma, wszystkie łyżki takie są?

– Nie, tylko twoja – odpowiedziała nieco zawstydzona.

Powoli zaczynałem rozumieć, o co chodzi.

– Czyli nowy zielony ręcznik w łazience to też twój pomysł? – postanowiłem drążyć temat.

– A dziwisz się? – odpowiedziała głosem pełnym wyrzutu. – Dopóki nie będziesz chciał się leczyć, powinieneś używać swoich przyborów. Nie wiemy, kim jest ten cały Ma… ten mężczyzna, z którym się spotkałeś. Pewnie ma jakiegoś „hifa” albo inne paskudztwo. Poza tym myślę, że powinniśmy w poniedziałek zrobić badania, mogę przyjechać po ciebie po zajęciach i pojedziemy razem. Pomyślałam, że po drodze wstąpimy…

– NIE! Nigdzie z tobą nie pojadę, i nie chcę twojej zupy! – krzyknąłem. Byłem wściekły, moja rozpacz momentalnie ustąpiła miejsca niepojętej złości, którą w tym momencie żywiłem do kobiety stojącej naprzeciwko.

– Nie bądź głupi, musisz coś jeść – skomentowała zmieszana.

– Myślę, że nie mogę z tobą jeść. Nie powinienem nawet przebywać w twoim towarzystwie, bo nie chciałbym cię zarazić wydychanym powietrzem. – Pchnąłem talerz w kierunku mamy, rozlewając zawartość naczynia, po czym wybiegłem z kuchni do swojego pokoju. Chciałem, aby jak najszybciej zeszła mi z oczu, zanim powiedziałbym coś, czego mógłbym gorzko pożałować.

Do końca dnia nie wyszedłem już z pokoju, byłem głodny, wkurzony i zły. Marek napisał dopiero koło dwudziestej krótką wiadomość.

Wybacz, Skarbie, że się nie odzywam, mam tu młyn. Bądź silny, wkrótce będę przy Tobie. Tęsknię.

Jego wiadomość wcale nie poprawiła mi nastroju, wręcz przeciwnie, pierwszy raz czułem się rozczarowany. Około dwudziestej pierwszej zapukała do mnie mama.

– Przyniosłam ci kanapki, naprawdę musisz coś jeść. Antek, ja chcę ci pomóc, przejdziemy przez to razem, nie jestem twoim wrogiem. Staram się, spróbuj mnie zrozumieć.

– Mamo, co mam zrozumieć? To raczej ty musisz zrozumieć, nie ja. Nie zmienisz tego, ani ja tego nie zmienię, musisz zrozumieć, że jestem gej…

– Zamilcz! Proszę, nie rań mnie bardziej, nie chcę tego słuchać. Czy pójdziesz jutro ze mną do kościoła, proszę? – mówiąc to, usiadła na łóżku obok mnie.

– Tak, mamo, pójdę, przecież zawsze chodzimy razem, ale ja naprawdę nie chcę się od ciebie odwracać, proszę, porozmawiaj ze mną. – Chciałem ją przytulić, ale mama udała, że wstaje, zanim zdążyłem ją chwycić za ramiona.

– Dobrze, cieszę się. Śpij dobrze. Dobranoc. – Wybiegła i szybko zamknęła za sobą drzwi.

– Dobranoc, mamo…

Położyłem się na łóżku, a łzy po raz kolejny zaczęły mimochodem lecieć na moją poduszkę. A zatem tym stałem się dla mojej matki. W tej chwili zrozumiałem tylko jedno. Mama zaczęła czuć do mnie obrzydzenie.

W tej dziwnej sytuacji przez cały weekend najbardziej martwił mnie brak kontaktu z Markiem. Naprawdę go potrzebowałem, tymczasem jego wiadomości, których przez cały czas i tak niewiele było, teraz ograniczały się do kilku słów. Oczywiście zwykle przepraszał, że nie może poświęcić mi więcej czasu i tłumaczył to ogromną ilością obowiązków. Starałem się go zrozumieć, uprzedzał mnie, że wyjazd służbowy mocno ograniczy jego czas, ale ja przeżywałem prawdopodobnie najgorsze dni mojego dotychczasowego życia. Kolejne godziny nie wskazywały na zmianę nastawienia mojej mamy, wiedziałem jednak, że najgorsze dopiero przede mną.

Jak zwykle w niedzielę rano wybrałem się z nią do kościoła. Mama zachowywała się tak, jakby nic złego się między nami nie wydarzyło. Jak co tydzień zajęła swoją ławkę i wymieniała życzliwe uśmiechy ze znajomymi. Tylko ja, wobec ewidentnie trudnych chwil, które przeżywałem, byłem myślami nieobecny w tym miejscu. Wiedziałem, że zbliżam się nieuchronnie do poniedziałku, to z kolei oznaczało powrót mojego ojca. Zbliżająca się konfrontacja z nim napawała mnie gigantycznym strachem, który zalewał moje wnętrzności niczym wyjątkowo ciężka warstwa cementu.

Po mszy mama długo się modliła. Pewnie modli się, żebym wyzdrowiał – pomyślałem i czując wstyd sam przed sobą, zaśmiałem się w duchu. Chciałem już wyjść, kiedy nagle zaczepił mnie znajomy ksiądz Artur.

– Antek, cieszę się, że dziś przyszedłeś z mamą, moglibyśmy chwilę porozmawiać?

– Eee, proszę księdza, dziękuję, ale nic nowego u mnie nie słychać, jestem tu co niedzielę.

Ksiądz spojrzał na mnie zmieszany, szukając wzrokiem wsparcia. Mama zaś udawała, że nas nie widzi, choć byłem pewny, że kątem oka obserwuje i kontroluje całą sytuację.

– Przejdźmy się – powiedział, zapraszając mnie gestem przed drzwi wejściowe.

Ruszyliśmy w kierunku ogrodu. Było to bardzo piękne miejsce, nawet o tej porze roku. Drzewa były zasadzone w równych odstępach i strzyżone do jednej wysokości. Alejki zdobił drobny biały kamyczek, zaś na środku znajdowała się mała kapliczka z witrażami we wszystkich oknach i bogato zdobionym portalem, w której obywały się letnie msze. W powietrzu unosiła się gęsta mgła, która sprawiała wrażenie, jakby dostosowała się do nastroju rozmowy, którą prowadzimy.

– Wiesz, była u mnie wczoraj twoja mama – zaczął cicho ksiądz – i wspominała mi, że potrzebujesz pomocy, ale nie wiesz, jak mógłbyś się z tym do mnie zwrócić.

Zatrzymałem się gwałtownie w taki sposób, że ksiądz odszedł na dobre kilka kroków, zanim zdążył się zorientować, że nie ma mnie przy jego boku.

– Ja potrzebuję pomocy? Niby z czym?

– Antku, znam cię od dziecka, wiem, że jesteś dobrym chłopakiem. Z wiekiem jednak przychodzi czas, kiedy to, co wydaje nam się prawdziwe, wcale takie nie jest.

– Świetnie ksiądz to ujął, właśnie przyszedł czas, kiedy jestem w wieku, który pozwala mi zrozumieć, że byłem zmuszany być heteroseksualny. Teraz wiem, że chcę być gejem! – krzyknąłem odrobinę głośniej, niż miałem zamiar.

– Antku, są specjalne terapie, gdzie pomaga się takim jak ty, nie jesteś sam, ja pomogłem już wielu osobom, w tym księżom. To nie jest tylko twój problem.

– Co chce ksiądz przez to powiedzieć?

– Chcę powiedzieć, że to, że jesteś homoseksualistą, to jeszcze nie jest grzech, Bóg kocha każdego takim, jakim jest. Grzechem są tylko czyny, których się dopuszczamy w wyniku naszych słabości, a człowiek jest słaby, nawet jeśli jest księdzem.

– Nie chciałbym księdza obrazić, ale nie chcę uczestniczyć w takich terapiach. Skoro ksiądz powtarza, że bycie gejem nie jest grzechem, to pozwólcie mi być tym, kim chcę. Dlaczego nie potraficie uszanować, że po raz pierwszy od długiego czasu jestem szczęśliwy?!

– Na takich terapiach – kontynuował, zupełnie pomijając moje słowa – uczy się prawidłowego dotyku, wyzbytego pociągu seksualnego. Takiego, który nie prowadzi do grzechu…

– Dość! – krzyknąłem. – Ksiądz chce mnie uczyć prawidłowego dotyku? – krzyczałem, prawie dysząc. – Przecież chyba sam ksiądz nie wierzy w to, co mówi! Proszę mnie zostawić. – Odwróciłem się, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce i zakończyć tę co najmniej dwuznaczną rozmowę.

Co, u licha, ten ksiądz chciał mi powiedzieć? Że będzie mnie leczyć z gejostwa, uczyć prawidłowego dotyku? Kto, do cholery, miałby mnie tego uczyć? On? Wbiegłem pędem do domu, trzaskając drzwiami i chcąc jak najszybciej udać się do swojego pokoju. Nie zauważyłem siedzącej w salonie Kaśki.

– Antek! Kasia przyjechała do ciebie – zawołała dziwnie zadowolona mama. Wyszedłem z pokoju i spojrzałem na siedzącą w salonie Kaśkę, która popijała świeże cappuccino z moją mamą. Ta wyglądała co najmniej tak, jakby wygrała główną nagrodę w totolotka.

– Cześć, Antek – wypaliła z marszu Kaśka – idziesz ze mną na wesele!

– Eeee, co? Jakie wesele? – udałem zaskoczonego. – Nic nie wiem o żadnym weselu, kiedy?

– To świetny pomysł – zawołała uradowana mama. – Przyda ci się trochę ogłady, w naszej rodzinie tak mało wesel, że wyjście z Kasią dobrze ci zrobi.

– A ty, mamo, skąd o tym już wiesz?

– Spotkałam Kasię, gdy wracałam z kościoła, stała na podjeździe. Zdążyłam przygotować kawę, jak cię nie było, i Kasia opowiedziała mi, że jej partner ją wystawił. Kochanie, no chyba nie zostawisz dziewczyny w potrzebie.

Cała scena, delikatnie mówiąc, wyglądała dość kuriozalnie. Do tego stopnia, że z trudem powstrzymywałem śmiech. Mama, zwracająca się do mnie pieszczotliwie, kiedy kilkanaście godzin wcześniej brzydziła się mnie dotknąć, i Kaśka, zgrywająca rolę skrzywdzonego niewiniątka pozostawionego na lodzie, wystawionego przez wyimaginowanego partnera, kreując swoją oscarową rolę ustaloną dwa dni wcześniej.

– No i świetnie – niepewnie przerwała ciszę Kaśka. – Cieszę się, że się zgadzasz, zresztą nie przyjęłabym innej odpowiedzi. Bardzo dziękuję za przepyszną kawę – zwróciła się do mojej mamy – będę się już zbierać.

– Jak to, nie zostaniesz z nami na obiedzie? – zapytała szczerze zakłopotana mama.

– Naprawdę, mamo, uważasz, że to dobry pomysł? – zapytałem, nie mogąc się powstrzymać.

Mama spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, bezskutecznie poszukując wsparcia wśród zebranych i wysilając się, aby Kaśka nie zauważyła napiętej atmosfery między nami.

– No nic, czas na mnie – ponownie z niewygodnej sytuacji wybrnęła Kaśka. – Antek, jestem po ciebie w sobotę o dziesiątej. Masz być gotowy.

– Odprowadzę cię. – Ruszyłem za Kaśką, pozostawiając w salonie zmieszaną mamę.

– Dziękuję ci, jesteś wielka, to dla mnie bardzo ważne, ale ja… Kaśka, ja chyba nie dam rady dłużej. Jestem przerażony jutrzejszym dniem. Powrotem ojca i tym, co robi moja mama. Czuję, że po prostu brakuje mi już sił. To jest mój dom, a ja czuję się tu obcy, wykluczony, tak jakbym był intruzem. To straszne, bo wiem, że walczę i mam słuszność, a to, jak traktuje mnie mama, jej wszystkie działania wymierzone w moją stronę sprawiają, że rzeczywiście czuję się, jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.

– Mały, trzymaj się, rozumiesz? Musisz! Zawsze możesz na mnie liczyć, choćbym miała okłamać pół miasta, to zrobię to dla ciebie. Kiedy naprawdę nie dasz rady, pamiętaj, że ja zawsze będę i masz do kogo się zwrócić o wsparcie. – Podniosła mnie na duchu, po czym ucałowała w policzek, a następnie wsiadła do samochodu.

Jej słowa naprawdę dodały mi otuchy. Wiedziałem, że muszę stawić czoła temu, co miało się wydarzyć w najbliższych dniach. Wróciłem do salonu i podszedłem zdecydowanym krokiem w stronę mamy, wiedząc, co chcę jej powiedzieć.

– Nigdy więcej! Rozumiesz?

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Nie życzę sobie, abyś o mnie rozmawiała z kimkolwiek, a tym bardziej z księżmi czy innymi domniemanymi lekarzami. Możesz mnie nie dotykać, możesz się mnie brzydzić i nawet dawać mi jedzenie z naczyń jednorazowych, ale nie masz prawa zmuszać mnie do czegokolwiek. Już nie, MAMO. I chcę ci powiedzieć jeszcze jedno – jedyne, co możesz osiągnąć tym zachowaniem, to mnie stracić. Na zawsze! – Nie zważając na napływające do oczu mamy łzy, pospiesznie wyszedłem z salonu, chcąc uniknąć kolejnej dyskusji.

*

Rano napisałem do Marka wiadomość z informacją, że na weekend zostaję u niego. Tym razem odpisał zaledwie w kilka sekund po wysłaniu wiadomości:

Słodziaku, to cudowna wiadomość, tak strasznie Cię przepraszam za to, że jesteś ze wszystkim sam, mam tutaj naprawdę ogromną ilość pracy. Ale już w weekend, przysięgam, że wszystko Ci wynagrodzę, to będzie tylko nasz weekend, będę cały tylko dla Ciebie!

Szaleję za Tobą, Marek.

Wiadomość od Marka była chyba tym sygnałem, którego najbardziej potrzebowałem, bo pomimo iż cały dzień obawiałem się wieczornej konfrontacji z ojcem, to perspektywa, że za kilka dni spędzę pierwszy weekend z kimś tak bardzo dla mnie ważnym, była niezwykle kojąca.

Kiedy wróciłem do domu, o dziwo nic nie wskazywało, aby ojciec dowiedział się o moim homoseksualizmie lub o awanturach pomiędzy mną a mamą w ostatnim czasie. Ona jednak zachowywała się również tak, jakby nic się nie stało, albo usiłowała się starać to czynić. Oczywiście ponownie podała mi obiad i komplet „specjalnych” sztućców, jednak chyba umknęło to uwadze mojego ojca.

– Antek, słyszałem, że idziesz z Kaśką na wesele?

– Tak, mama ci mówiła? – Spojrzałem na nią niepewnym wzrokiem, ona jednak usilnie mnie ignorowała.

– Tak, świetnie, zająłbyś się tą Kaśką, to naprawdę fajna dziewczyna… i ładna.

Słysząc tę wymianę zdań, mama zakrztusiła się zupą.

– Dorota, wszystko w porządku? Ogarnij się, kobieto!

– Tak, tak, kochanie, ech, tak, ja też tak uważam, że to dobry pomysł, bardzo lubię tę Kasię – odpowiedziała mama, nadal nie patrząc w moją stronę i robiąc wszystko, aby ton jej głosu wydawał się zupełnie naturalny. Wstała od stołu i ruszyła z opróżnionym naczyniem w stronę zlewu.

 

– Powinieneś mieć dziewczynę, najwyższy czas, jeszcze ktoś pomyśli, że jesteś jakiś pedał.

W tym momencie, gdy ojciec kończył zdanie, mama upuściła talerz, który zamienił się w dziesiątki drobnych kawałków, pokrywając szczelnie podłogę.

– Matko kochana! Dorota! Co się dziś z tobą dzieje? – Zaskoczony ojciec podniósł ton głosu.

– Nie wiem, chyba jestem zmęczona, muszę się położyć.

– To idź już lepiej, zanim zdemolujesz połowę domu. Antek to posprząta.

Mama pospiesznie wyszła, chcąc uniknąć dalszej rozmowy. Ja chwyciłem za mop i chciałem jak najszybciej posprzątać resztki jedzenia, byle tylko nie zostawać z ojcem sam na sam dłużej niż najbliższe pięć minut.

– Antek, z mamą wszystko w porządku? Zachowuje się jakoś dziwnie.

– Nie wiem, tato, może faktycznie jest zmęczona. Słuchaj, mam dziś naprawdę dużo nauki, czy mogę iść do siebie?

– Idź, ale pomyśl o tym, co ci powiedziałem – powiedział tata, puszczając do mnie oko.

Mimo że bałem się ojca, w kontekście tej dziwnej rozmowy oraz niedorzecznego zachowania mojej mamy już sam nie wiedziałem, co było gorsze. Byłem pewien, że mama długo nie wytrzyma tej sytuacji i prędzej czy później pęknie. Im dłużej zwlekaliśmy z tą nieuniknioną rozmową, tym bardziej wiedziałem, że ojciec zareaguje jeszcze gorzej. Sytuacja rozwiązała się jednak dużo szybciej, niż przypuszczałem, bo już kolejnego dnia podczas wspólnego obiadu.

– Czy możecie mi wyjaśnić, do cholery, co się dzieje w tym domu? – zapytał wyraźnie zdenerwowany ojciec.

– Nie wiem o co ci chodzi, kochanie – zaczęła mama.

Ja w tym czasie patrzyłem w talerz, obawiając się spojrzeć na którekolwiek z rodziców.

– Nie wiesz, o co mi chodzi? Zachowujesz się jak jakaś wariatka, trzęsą ci się ręce, płaczesz po kryjomu, a na niego – wskazał gestem w moją stronę – nawet nie spojrzysz. Coś ty, gówniarzu, znowu przeskrobał?

– Niczego nie zrobiłem – odpowiedziałem cicho, nie patrząc na niego – i nie mów do mnie w taki sposób, nie jestem dzieckiem, tato.

– Kochanie, naprawdę nic się nie stało, ja po prostu chyba jestem trochę chora.

– Chora? Niby na co? Kilka dni temu jeszcze nic ci nie było, do kościoła latasz już trzeci raz w ciągu dwóch dni i… do cholery, czemu Antek je jakimiś dziwnymi sztućcami? – Coraz wyraźniej słyszalne było wzburzenie w głosie taty.

Mama zaczęła płakać, zakryła dłońmi twarz, jej ciało zaczęło drżeć.

– Zdradzasz mnie! Znalazłaś sobie kogoś?

– Radek! Jak w ogóle możesz tak mówić, jak mógłbyś mnie w ogóle o to podejrzewać?! – krzyczała przez łzy mama.

– To gdzie niby tak ciągle wychodzisz?! Kto to jest? Nie ma mnie dwa dni w domu, wracam, a tu…!

– Chodzi o to, że jestem gejem! – przekrzyczałem kłótnię rodziców.

W kuchni zapadła kompletna cisza, nawet mama przestała łkać, słychać było tylko odliczanie zegara, sekundy wydłużały się w nieskończoność. Po chwili mój ojciec wstał i powiedział bardzo spokojnym tonem:

– Coś ty powiedział?! Bo chyba nie dosłyszałem?!

– Powiedziałem, że jestem gejem. Tak, tato, wiedziałem to od dawna, walczyłem z tym, ale już nie chcę. Możesz to nazywać, jak sobie chcesz: pedał, zboczeniec, ciota, ale taka jest prawda. I nie zmienię tego, bo jestem szczęśliwy, nareszcie czuję się szczęśliwy sam ze sobą.

Ojciec spojrzał na mnie wzrokiem zbłąkanego niedowiarka, wyglądał, jakby patrzył na wyjątkowo uzdolnioną małpę w cyrku, która nagle poza sztuczkami nauczyła się mówić ludzkim głosem. Niedowierzanie przerwał wybuch spazmatycznego śmiechu.

– HA, HA, HA, ty to jednak jesteś głupi, Antek. Wymyśliłeś sobie pedała, a bądź sobie nawet królową angielską. Tak się składa, że mieszkasz u mnie, a w moim domu pedałów nie ma i ty o tym doskonale wiesz.

– Tato, to prawda i cokolwiek powiesz dalej, nie zmienię tego. Wiem, że tego nie tolerujesz, ale to jest moje życie…

– NIE! – krzyknął ojciec, po czym pociągnął za obrus, zrzucając wszystko, co się na nim znajdowało. Naczynia spadły z hukiem na podłogę i roztrzaskały się. Mama zerwała się na równe nogi, zasłaniając twarz dłońmi.

– Wiedziałaś o tym! – warknął na mamę.

– Kochanie, kochanie… ja tylko…

– NIE! NIE! Nie ma pedałów, rozumiesz, Antek? Nie ma! I ty też nim nie będziesz!

Ojciec podszedł szybkim krokiem do mnie, po czym gwałtownie chwycił za T-shirt. Oparł mnie o ścianę i przyciągnął moją twarz do swojej. Nie byłem w stanie wykrztusić już ani jednego słowa, przerażony patrzyłem w jego oczy. Oczy szaleńca.

– Było ci za dobrze, rozumiesz? Za dobrze! Wszystko ci oddawaliśmy, liczyłeś się tylko ty, ale na tym koniec! Wiesz, czemu myślisz, że jesteś pedałem? Bo jest ci ZA DOBRZE, ale to się skończy. I zapamiętaj sobie to, obsrańcu, dopóki tu mieszkasz, pedałów nie ma.

Po tych słowach puścił mnie tak gwałtownie, że potknąłem się, upadając na kolana. Ojciec dyszał jak koń po wielokilometrowym galopie, brakowało tylko piany. Jego twarz stała się wręcz purpurowa, miałem wrażenie, że cała krew zgromadziła się w jego twarzy.

– Tato, ja…

– Wynoś się, wynoś się do swojego pokoju i zejdź mi z oczu!

Wybiegłem najszybciej, jak to było możliwe, zauważyłem tylko przerażoną mamę, która stała w kącie, nadal zasłaniając usta ręką. Z pokoju jednak słyszałem, że to nie był koniec, a złość ojca została skoncentrowana na niej.

– To twoja wina! Wszystko twoja! Niańczyłaś go całe życie i tak ci się odwdzięcza!

– Wychowywałam go najlepiej, jak umiałam! – mówiła przez płacz mama.

– Widać nie potrafiłaś! Tylko tyle miałaś robić! Powtarzałem ci, że masz go krótko trzymać! Ja tak byłem wychowywany i jestem normalny, a ty kogo stworzyłaś? Zboczeńca pod własnym dachem!

– Ciebie nigdy nie było w domu! Przecież da się to naprawić, ja czytałam…

– Co naprawić, co, kurwa, naprawić?! W tym domu nie ma pedałów, rozumiesz? Jeśli on chce być ciotą, to ja nie chcę mieć syna.

Leżałem na łóżku, słuchając krzyków rodziców zza uchylonych drzwi, oddychałem ciężko. Nie byłem w stanie wypowiedzieć nawet jednego słowa ani pomyśleć o czymkolwiek innym. Przed oczami miałem nadal gniewny wzrok mojego ojca, spojrzenie pełne pogardy i obrzydzenia.

Z oddali usłyszałem dźwięk mojego telefonu i sygnał obwieszczający wiadomość od Marka:

Słodziaku, jestem wykończony, ledwo żyję, czasem zazdroszczę ci, że masz tyle lat i jesteś taki młody.

W Twoim wieku człowiek miał zupełnie inne problemy…