Polska JagiellonówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Polska Jagiellonów
Polska Jagiellonów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 75,90  60,72 
Polska Jagiellonów
Audio
Polska Jagiellonów
Audiobook
Czyta Zbigniew Wróbel
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

LATA DECYZJI


Rozstrzygnąć, kto pierwszy wpadł na pomysł unii Polski z Litwą, to zupełne niepodobieństwo. Nie można wskazać nie tylko osoby, lecz nawet państwa. Historycy każdej z zainteresowanych stron z całkiem zrozumiałych względów mają skłonność do przypisywania inicjatywy drugiemu z partnerów, ale i ta reguła zna wyjątki. Badacze litewscy, rosyjscy i radzieccy zgodnie głoszą, że to Polska wystąpiła z propozycją. Zdania naszych dziejopisarzy są podzielone. Dla przykładu wspomnieć należy opinie dwóch uczonych starszego pokolenia: Oskar Halecki uznaje za inicjatora Polskę, Ludwik Kolankowski – Litwę. Nie ma powodów do narzekania na sarmacki indywidualizm – głośno wypowiadane różnice poglądów znakomicie podkreślają prawo uczonego do swobody sądu.

Istnieje jednak w Polsce i trzecia teoria. Zwolennicy jej powiadają, iż pomysł unii mógł się mniej więcej jednocześnie narodzić po obu stronach granicy, w obydwu stolicach. Fakty historyczne, zwłaszcza fakty tak wielkiej miary, rzadko biorą początek z jakiejś jednej przyczyny, rodzą się raczej z ogólnego układu bardzo wielu okoliczności. Jeśli o tym pamiętać, wspomniana przed chwilą trzecia teoria nabiera cech dużego prawdopodobieństwa. Jak pamiętamy z pierwszego tomu, już od czasów Łokietka i Giedymina zanosiło się na sojusz obu krajów. Warunki, które przyszły później, pomysły tego sojuszu nie tylko odnowiły, lecz dały również możność przetworzenia go w związek o charakterze trwałym.

Nie sposób też wskazać daty narodzin planu unii czy chociażby jego zapowiedzi. Zainteresowanie wśród historyków budzi zagadkowa podróż brata Jagiełłowego, Skirgiełły, odbyta jeszcze w roku 1379. Dopóki Litwin, podążający na wesele księżniczki mazowieckiej (wdowy po Kaźku słupskim), jechał przez ziemie Zakonu, patrzyło na niego czujne oko krzyżackie. Wiemy więc, że już w Toruniu przebrał się w szaty godowe i tak przystrojony przekroczył granicę. Nie wiemy natomiast, co uczynił potem, czy rzeczywiście pojechał aż do papieża i cesarza. Jest tylko bardzo prawdopodobne, że przebył Karpaty i widział się z Ludwikiem Węgierskim. Daleką wędrówkę Skirgiełły niektórzy uważają za dowód badania przez Litwę gruntu na Zachodzie lub nawet wczesnych zabiegów Jagiełły o rękę jednej z córek Ludwika.

A po polskiej stronie? Mocno zastanawia uczonych pewien rozdział kroniki Janka z Czarnkowa, który zatarg Jagiełły z Kiejstutem przedstawił w sposób niesprawiedliwy, krzywdzący stryja na korzyść bratanka. Nie posądzając nawet dziejopisarza o rozmyślne uprawianie propagandy, wolno przypuszczać, że umieścił w książce obiegowe w Polsce opinie. Były więc one jeszcze przed unią przychylne dla Jagiełły. Dlaczego?

Z lekka poruszone przed chwilą kwestie dają pojęcie, ile kapitalnych zagadnień wciąż czeka na wyjaśnienie. Nie wdając się w nie bliżej (i powstrzymując się od wypowiadania opinii, czy to wyjaśnienie kiedykolwiek w ogóle nastąpi), trzeba przejść do zwięzłego przedstawienia główniejszych z mnóstwa faktów, jakie zaszły w latach przełomu. Przyczyni się to do naszkicowania owego decydującego ogólnego układu okoliczności, z którego wynikła unia.

*

W styczniu 1383 roku wojna Grzymalitów z Nałęczami rozpoczęła się w Wielkopolsce na dobre. Nałęcze, z którymi połączyli się stronnicy Ziemowita IV mazowieckiego, zmierzali do opanowania siedmiu grodów starościńskich, mianowicie Gniezna, Poznania, Kalisza, Pyzdr, Konina, Kościana i Kcyni. Pyzdry zdobyto orężnie, miasta – ale nie zamki – Poznań i Kalisz poddały się dobrowolnie. Szlachta zawarła wtedy układ pisemny, zobowiązując się wobec

panów rajców i wszystkiej społeczności miasta Poznania stać przy nich ciałem, mieniem i dostatkami, pracując nad utrzymaniem ich praw jakoby swoich własnych i nie opuszczając ich w żadnym terminie niebezpiecznym, tak iż ani ziemianie bez przyzwolenia mieszczan, ani mieszczanie nie będą poczynać niczego bez zgody szlachty.

Rycerstwo i mieszczanie postanowili trwać w wierności dla jednej z córek zmarłego króla, która winna stale zamieszkiwać w Polsce – „byle korona polska i korona węgierska nie należały odtąd do siebie”.

Nałęcze, którym przywodzili wojewoda poznański Wincenty z Kępy oraz Bartosz z Odolanowa, zwani byli partią ziemiańską. Jej układy z mieszczanami zasługują na uwagę, a jeszcze bardziej zastanawia, że przeciwko Grzymalitom, korzystającym z pomocy brandenburskiej, czynnie i dobrowolnie występowali chłopi. W pewnym starciu w okolicach Zbąszynia poległo stu kilkudziesięciu wieśniaków, którzy, upojeni własnym poprzednim triumfem, nieostrożnie puścili się w pogoń za konnym rycerstwem. Jak widzimy, w Polsce XIV wieku nie tylko szlachta interesowała się sprawami publicznymi i pragnęła wywierać na nie wpływ.

Pod koniec lutego 1383 roku magnaci polscy zjechali do Sieradza, dokąd przybyło też poselstwo węgierskie. Podczas obrad po raz pierwszy wymieniono imię królewny Jadwigi jako przeznaczonej na tron krakowski. Zeszłoroczne postanowienia z Radomska i Wiślicy odnosiły się wprawdzie do niej siłą faktu, lecz brzmiały bezosobowo. Teraz Elżbieta Bośniaczka na mocy paktów koszyckich zwalniała Polaków od przysiąg wierności dla Marii, przyrzekała w niedługim czasie wyprawić do nas młodszą córkę pod warunkiem, że po koronacji powróci ona jeszcze na Węgry na trzy lata, a to celem dalszego wychowania pod okiem matki. Zupełnie zrozumiałe zastrzeżenie – Jadwiga ukończyła niedawno dziewiąty rok życia. Panowie polscy zgodzili się zarówno na propozycję, jak i na warunek.

28 marca nastąpił drugi zjazd w Sieradzu, tym razem tłumny, do pewnego stopnia noszący charakter elekcji. Przybył niepopularny Władysław Opolczyk, zwany Ruskim lub Naderspanem. Nie zabrakło arcybiskupa Bodzanty, który – otrzymawszy w roku poprzednim tę godność jako zwolennik Ludwika – zmienił tymczasem front i przerzucił się na stronę Ziemowita IV. Duchowieństwo sprzyjało na ogół kandydaturze Mazowszanina, członka dynastii, która wprowadziła do nas chrześcijaństwo, była hojna i dobroczynna dla Kościoła.

Obrady odbywały się w świątyni. Pod względem liczby przeważała szlachta wielkopolska.

Nie było sporu co do samej królewny, od razu za to wypłynęła sprawa jej przyszłego męża, a większość obecnych zdecydowanie opowiadała się za Ziemowitem. W pewnej chwili arcybiskup Bodzanta podniósł się i zapytał „donośnym głosem”, czy zgromadzeni chcą uznać księcia mazowieckiego za swego monarchę. Tłum rycerstwa odpowiedział okrzykiem: „Chcemy i żądamy, aby przez was, księże arcybiskupie, koronowany był królem polskim!”.

Do ostatecznej decyzji nie dopuścił Małopolanin, kasztelan wojnicki, Jaśko z Tęczyna herbu Topór. Zagrał w sposób szczególny – powołał się na dawne układy, mające moc prawa.

Jesteśmy – mówił – obowiązani zachować przyrzeczenie wierności uczynione Jadwidze, córze króla Ludwika. Dlatego jeśli przybędzie do nas [...] i zechce bawić w Polsce ze swoim mężem i rządzić państwem, czekajmy jej przyjazdu. A dopiero gdyby nie przyjechała, wybierzem sobie króla, jak to ułożone jest pomiędzy nami a nieboszczykiem królem Ludwikiem mocą uroczystych paktów i dokumentów.

Opowiadanie kronikarza nie powinno budzić wątpliwości. Zachowanie się szlachty w roku poprzednim, w Radomsku i Wiślicy, dowodzi jej zdecydowanej niechęci do gwałcenia „uroczystych paktów”, które stanowiły wszak jedną z więzi spajających królestwo w całość. Argumentacja kasztelana i zachowanie się uczestników zjazdu dobrze pasują do wiadomości, jakie posiadamy o ówczesnym poziomie myślenia politycznego w Polsce, a to tym bardziej że postanowienie o wyczekiwaniu na Jadwigę wcale nie było jedynym powziętym w Sieradzu. Wysunięto warunki, które Elżbieta Bośniaczka winna przyjąć, jeśli pragnie zapewnić córce tron. Odnosi się wprost wrażenie, iż szlachta wyzyskała niedoszłą elekcję Ziemowita jako rodzaj presji.

Przede wszystkim więc żądano, aby Jadwiga przybyła do Polski na Zielone Święta, które przypadały 10 maja, i już na zawsze w niej pozostała wraz ze swym przyszłym mężem. A po drugie – Ruś Czerwona i wszystkie ziemie oraz grody oddane w lenno Władysławowi Opolczykowi miały powrócić do Polski. Warunki te są bardzo wymowne. Szlachcie chodziło o odzyskanie strat i o jedność państwa. Zbyt pochopny wybór Ziemowita mógł utrudnić osiągnięcie tych celów.

Postanowienie o czekaniu na Jadwigę wcale jeszcze nie przekreślało jego nadziei na koronę. Mógł ją uzyskać, zaślubiając sprowadzoną do kraju królewnę. W średniowieczu drogę do ołtarza otwierano sobie nieraz środkami gwałtownymi.

Jadwigę należało powitać na granicy królestwa, w Sączu. Ciągnęły w tamtą stronę liczne orszaki magnackie. Jechał także arcybiskup Bodzanta, któremu towarzyszył Bartosz z Odolanowa na czele pięciuset kopijników mazowieckich. Ziemowit IV ukrywał się wśród nich, grając rolę zwykłego wojownika. Tajemnica, o której wie cały pułk kawalerii, nie da się utrzymać. Mieszczanie krakowscy zamknęli bramy przed arcybiskupem i jego aż nazbyt potężnym pocztem, zagrozili nawet zbrojnie Mazowszanom, roztasowanym koło kościoła św. Floriana. Bodzanta wraz z księciem musieli wycofać się w dół Wisły, do Nowego Korczyna.

Plan porwania Jadwigi nie udał się. Nie mógłby się zresztą w żaden sposób powieść, gdyż królewna nie przybyła. Matka jej zawiadomiła Polaków, że uniemożliwiają to wiosenne powodzie, i zapraszała ich na obrady do Koszyc. Wyruszył tam spory zastęp magnatów z obu głównych dzielnic państwa. Zapadła decyzja o odroczeniu przyjazdu Jadwigi aż do listopada.

Ziemowitowi IV nie pozostawało nic innego, jak zabiegać o wzmocnienie własnej pozycji. Dokonał tego siłą, zajmując całe Kujawy (i ogłaszając się ich księciem) oraz Łęczycę. 15 sierpnia zwołał nowy zjazd do Sieradza, gdzie szlachta wielkopolska obwołała go królem, podniosła na ramionach w górę i uroczyście posadziła na symbolizującym tron krześle. Arcybiskup cofnął się jednak przed dopełnieniem koronacji. Zaraz potem Ziemowit obległ Kalisz, dokąd przyszedł mu z pomocą książę śląski Konrad z Oleśnicy. Mieszczanie bronili się zażarcie, nie poddając się nawet po utracie jednej z wież.

 

Zatarg rozstrzygnięto w sposób, którego nie powstydziłoby się żadne z miast italskich ani nawet sami Krzyżacy. Małopolanie zaprosili Bodzantę i Ziemowita na obrady i zawarli z księciem pakt o zaprzestaniu wszelkich działań na dwa miesiące. Mazowszanin dotrzymał przyrzeczenia i odstąpił spod Kalisza. Tymczasem od przełęczy karpackich waliła już pomoc węgierska, którą Małopolanie zawezwali jeszcze przed rozpoczęciem układów. Uderzenie drużyn węgierskich, krakowskich i sandomierskich złamało pozycję Ziemowita i załatwiło się z nim jako z pretendentem do korony.

Przywódcy małopolscy twardo postanowili sprowadzić młodziutką królewnę na Wawel i rozporządzić jej ręką. Zmierzali do celu, nie przebierając w środkach. Trudno wyobrazić sobie polityków, którzy by się zgodzili zmarnować taką okazję wzmożenia własnej roli, a oprócz tego ci ludzie dążyli do osiągnięcia korzyści na arenie międzynarodowej.

Należało jeszcze przezwyciężyć bierny opór Elżbiety Bośniaczki, snującej własne plany i ciągle odkładającej datę wysłania córki. W końcu nawet Małopolska zaczęła się chwiać w wierności dla Andegawenki. Jeden tylko ród Leliwitów nie zmieniał zapatrywań.

W tym czasie pobity został światowy chyba rekord szybkości. Elżbieta uwięziła u siebie starostę krakowskiego, Sędziwoja z Szubina herbu Topór, oraz zakładników polskich. Sędziwój zdołał się wymknąć i rozstawnymi końmi w dwadzieścia cztery godziny dotarł znad Adriatyku do Krakowa.

Bezkrólewie trwało już drugi rok. Jeśli doliczyć poprzedni okres niepewności, związany z wygaśnięciem jednej dynastii i targami o prawa spadkowe drugiej, wypadnie lat czternaście. Kryzys polityczny ciągnął się przerażająco długo i łatwo sobie wyobrazić tego skutki. Kronikarz współczesny napisał, że

Magnaci i szlachta gnębią się wzajemnie grabieżą i pożogą i jest nawet takich niemało w królestwie polskim, którzy do tego dążą, aby nie mieć żadnego króla, lecz sobie samym przywłaszczać dobra koronne i obrócić wszystkie według upodobania na swój własny pożytek. Stąd uciemiężenie ubogich, upadek sprawiedliwości, dowolne powodowanie się nie tak słusznością i rozumem, jak raczej popędami chwilowego zachcenia.

Te uwagi nie mogły się odnosić do ogółu – państwo trwało wszak w jedności, manifestowało wolę jej utrzymania, wypadków zdrady nie było. Należy to przypisać wartości szkoły, z której naród wyszedł. Jednakże przeżycia z doby kryzysu też stanowiły polityczny dorobek... wcale nie najlepszej jakości, ale niedający się już wymazać czy usunąć.

Zastanawiając się nad przyczynami rozmaitych zjawisk historycznych, często bywamy skłonni lekceważyć dwa czynniki o wielkim znaczeniu, mianowicie przemijanie czasu oraz skutki zbiorowych przeżyć. Granice i ustrój, materialne warunki bytu mogą trwać niezmiennie, a społeczeństwo przeobrazić się gruntownie dzięki razem przebytym nowym doświadczeniom. Natura człowieka jest ogromnie plastyczna, warunki zewnętrzne żłobią w niej trwałe ślady w postaci nawyków, czułości na jedne podniety, odporności wobec innych. Jeśli w przyrodzie nic nie ginie, to tym bardziej w stosunkach międzyludzkich.

Społeczeństwo, które w roku 1384 nareszcie wyszło z kryzysu, dobrze pamiętało Kazimierza Wielkiego, było już jednak odmienne od istniejącego w dniu jego zgonu.

Nie da się dokładnie oznaczyć daty przybycia Jadwigi do Polski. Stało się to pomiędzy 25 maja a 11 października 1384 roku.

Zamieszkała na Wawelu dziewczyna niespełna jedenastoletnia. Dorosła i rozwinęła się już u nas, jednakże i w chwili przyjazdu musiały istnieć przynajmniej zapowiedzi tej niezwykłej urody, którą rozsławiali później posłowie krzyżaccy. W lipcu 1949 roku w katedrze wawelskiej otworzono grób i trumnę Jadwigi, dokładnie zbadano dobrze zachowane szczątki (piszący te słowa patrzył na to własnymi oczyma). Okazało się, że była wysoka, doskonale zbudowana. Po takiej niewieście współcześni mogli się spodziewać utwierdzenia dynastii...

Jadwiga wstąpiła na tron 15 października 1384 roku.

Gdy to wszystko działo się w Polsce, na Litwie Jagiełło zachowywał się w sposób pozornie niepojęty. Fatalne układy na wyspie Dubissy oraz pobyt Witolda u Krzyżaków osłabiły jego pozycję, tymczasem książę postępował tak, jakby uległa ona wzmocnieniu. Nie wyjaśnia tego sam tylko fakt objęcia przezeń Trok i całej spuścizny po Kiejstucie. Bardzo pomyślnym dla Litwy wydarzeniem był zgon Ludwika Węgierskiego, który prowadził politykę przyjaźni z Zakonem. Dopóki żył, Polska nie liczyła się jako kandydat na sprzymierzeńca Wilna. Jego śmierć sama przez się wznowiła widoki sojuszu. Wielkimi krokami szło ku nowym jego formom.

15 kwietnia 1383 roku Jagiełło i Skirgiełło nadali „kochanym naszym mieszczanom lubelskim” przywilej na korzystny handel z Litwą. Trzeba w tym widzieć ważny politycznie gest pod adresem Polski. Sam dokument pisał pewnie ów Hanul, który zdobył dla Jagiełły zamek w Wilnie i został sekretarzem wielkiego księcia oraz namiestnikiem wileńskim. Reprezentował on interesy mieszczaństwa, żądnego zbliżenia z Polską, bo Zakon blokował drogi handlowe wiodące na północ i na zachód.

Dużą aktywność polityczną zaczęli wtedy przejawiać w Wilnie Koriatowicze, książęta litewscy władnący Podolem i zaprzyjaźnieni z Polską. Podburzali oni Jagiełłę przeciwko Krzyżakom, z którymi sami nie mieli wszak bezpośrednich zatargów. Był to więc przejaw polityki o szerokich horyzontach.

Jagiełło nie wykonał postanowień dubiskich i 30 lipca 1383 roku wielki mistrz uroczyście wypowiedział mu wojnę. Od przebiegu operacji ważniejsze jest, że Krzyżacy postanowili wyzyskać Witolda. Został on katolikiem (po raz pierwszy) i otrzymał imię Wiganda, bo takie właśnie nosił jego chrzestny ojciec, komtur Ragnety, von Baldersheim.

30 stycznia 1384 roku podpisano w Królewcu akt, którego mocą Witold oddawał Zakonowi Żmudź aż po Niewiażę oraz całą Kowieńszczyznę. W czerwcu, kiedy niebywale silna wyprawa krzyżacka zdobyła Kowno, Witold uznał się oficjalnie za lennika Zakonu, co... wcale nie zahamowało tajnych pertraktacji, które już od wiosny prowadził z Jagiełłą. W lipcu przyjął propozycje brata, wkrótce stanął w jego obozie i zaczął pomagać w skutecznym zdobywaniu Neu-Marienwerder, najsilniejszej twierdzy krzyżackiej na Litwie.

Nagły zwrot Witolda niezbicie dowodzi, jak bardzo wzrosła powaga Jagiełły od czasu rozgrywki z Kiejstutem. W 1384 roku układy o rękę Jadwigi i koronę polską musiały się już toczyć na wielkich obrotach. Takich spraw nie załatwia się za pośrednictwem jednego poselstwa ani szybko.

Koniecznie trzeba wspomnieć o innych jeszcze układach. Jagiełło był prawdziwym politykiem, to znaczy człowiekiem, który dla każdej kwestii chce mieć co najmniej dwa przynoszące pożytek rozwiązania. Wysłał więc swaty do Moskwy, gdzie zabiegał o małżeństwo z córką swego śmiertelnego wroga (i rówieśnika), Dymitra Dońskiego. Wstępny warunek Kremla był wyrazisty: „A jemu Wielikomu Kniaziu Jagaiłu [...] kriestitsja w prawosławnu wieru i kriestjanstwo swoje objawiti wo wsie ludi”.

Moskiewsko-litewskie małżeństwa nie były niczym nowym. Syn Iwana Kality, Symeon Dumny, miał za żonę Litwinkę, Anastazję. O motywach, które skłoniły Jagiełłę do wybrania rozwiązania polskiego, przyjdzie wkrótce pomówić szerzej. Na razie poprzestańmy na stwierdzeniu, że Kreml miał do zaofiarowania rękę księżniczki, lecz nie koronę.

W październiku bawiło w Wilnie tajne poselstwo polskie. W tym samym miesiącu, na trzy dni przed koronacją Jadwigi, w Krakowie ułaskawiono jakiegoś skazańca, co stało się za wstawiennictwem „wielkiego księcia”. A więc jakiś przedstawiciel Jagiełły musiał w tym czasie przebywać na Wawelu.

W grudniu zdarzyła się historia niebywała i najdobitniej świadcząca, czym już wtedy stał się dla współczesnych Jagiełło. Osobiście zjawił się w Wilnie Ziemowit IV, złożył Litwinowi hołd, otrzymując odeń w lenno bliżej nieokreślone „ziemie ruskie”, zapewne te, co dotychczas stanowiły przedmiot sporu pomiędzy Polską a Wielkim Księstwem.

Nadzwyczajnie ciekawa zagadka – kim właściwie był Ziemowit IV, człowiek, który o mały włos ponownie nie wprowadził dynastii piastowskiej na tron polski? Wiadomości, jakie o nim posiadamy, zdają się mówić, że politykiem z bardzo prawdziwego zdarzenia. W 1383 roku stanowił główną zawadę na drodze Jagiełły. W niedługi czas po przegranej całkowicie zmienił front, nie zawahał się przed złożeniem hołdu poganinowi i wskutek tego nie tylko zabezpieczył swe księstwo, lecz pierwszy zebrał korzyści (zbyt wielu „ziem ruskich”, ze względu na późniejszy protest Jadwigi, nie otrzymał, dostał jednak Bełz, Lubaczów, Busk, Horodło, no i rodzoną siostrę Jagiełły, Aleksandrę, za żonę). Aż do zgonu Ziemowit wykazywał tę samą giętkość, przezorność oraz brak skrupułów, które mogą niemile razić, zwłaszcza ludzi przyzwyczajonych do sentymentalnego traktowania polityki. Od próby porwania Jadwigi i zakusów na tron polski do hołdu w Wilnie droga karkołomna. Przemierzyć ją zdrowo, a nawet z pewnym pożytkiem, mógł tylko taki człowiek, który wiedział, że polityka jest sztuką osiągania rzeczy do osiągnięcia możliwych. Ziemowit IV był nieodrodnym Piastem. Dziedziczył zarówno talent, jak metody.

18 stycznia 1385 roku zjechało do Krakowa oficjalne poselstwo litewskie z prośbą o rękę Jadwigi. Warunki, które ofiarowywało i których żądało, były oczywiście przedtem omówione we wszystkich szczegółach, a rozmowy z Jadwigą stanowiły formalność. Dla zawarcia rzeczywistego układu o małżeństwo trzeba było jechać na Węgry, do Elżbiety Bośniaczki. Legacji litewskiej przywodził Skirgiełło.

Po powrocie z Węgier towarzyszyły jej na Litwę poselstwa polskie oraz madziarskie. W Krewie rozpoczęły się obrady, mające podsumować wszystkie poprzednie postanowienia w jednym dokumencie, który Jagiełło wystawił 14 sierpnia. Dokładnie w tym samym czasie w Krakowie rozpoczął się kryzys, krótki wprawdzie, ale mogący wszystko pogmatwać. Wilhelm Habsburg, teoretyczny dotychczas mąż Jadwigi, zjawił się najpierw pod miastem, potem wszedł w jego mury, na Wawel, a może i do łoża królowej.

W lipcu Habsburgowie przycisnęli Elżbietę Bośniaczkę, mającą mnóstwo kłopotów politycznych, i wymogli na niej przyrzeczenie dopełnienia małżeństwa córki. Wilhelm w towarzystwie Władysława Opolczyka wyjechał do Polski i około 15 sierpnia znalazł się pod Krakowem. Spotkania młodych odbywały się w klasztorze franciszkanów, sprzyjających Habsburgom.

Początkowo Jadwiga zachowywała się potulnie i kiedy w styczniu przyjechał Skirgiełło z poselstwem, nic nie było słychać o jej oporze. Prawdopodobnie później oddziałały na nią pewne osoby z otoczenia, zwłaszcza spowiednicy. Pogłoski o wstręcie do Jagiełły to pewnie kronikarska przesada, aczkolwiek powody do niechęci lub obaw miała. Litwin był od niej trzykrotnie starszy.

Nie wiadomo, jak Wilhelm dostał się na Wawel – uroczyście czy po kryjomu. W krakowskich aktach sądowych pozostał za to zapis, który trzeba przytoczyć za Stanisławem Smolką:

W wilię św. Bartłomieja, po dopełnieniu małżeńskich ślubów Królowej Pani, na zlecenie i prośbę tejże Królowej wypuszczeni zostali wszyscy skazańcy, którzy podówczas zamknięci byli w miejskich więzieniach.

(przeł. Stanisław Smolka)

Komesowie małopolscy, którzy trochę zaspali sprawę, zareagowali teraz bardzo energicznie. Przywodził im Dobiesław z Kurozwęk, kasztelan krakowski, a więc pierwszy świecki dostojnik koronny. Wilhelm uszedł z Wawelu podobno nocą, przez okno, po linie. Ukrywał się jeszcze przez czas pewien w samym mieście, w Czarnej Wsi i w Łobzowie. Jadwiga usiłowała wydostać się z zamku, raz nawet zaczęła rąbać toporem furtę. Powstrzymał ją podskarbi koronny Dymitr z Goraja herbu Korczak, magnat ruskiego pochodzenia, rzecznik ścisłego związku Polski z Rusią Czerwoną.

Komesowie mieli słuszność, co muszą im przyznać nawet przeciwnicy unii. Habsburskie małżeństwo nie rokowało żadnych zysków, przyniosłoby natomiast same szkody, chociażby w postaci nagłego zerwania z Litwą. Poprzednie zwycięstwo nad Ziemowitem IV okazałoby się co najmniej niepotrzebne. Dobrze świadczy o ówczesnej Polsce, że nie pozwolono, by rozstrzygnęły anonimowe wpływy oraz Opolczyk, który działał zdecydowanie na niekorzyść kraju.

Jak się już wspomniało, 14 sierpnia 1385 roku spisano w Krewie dokument zawierający zobowiązania litewskie. Niezbyt słusznie uważa się go za właściwy akt unii. W rzeczywistości było to postanowienie decydujące wprawdzie, lecz dopiero wstępne. 11 stycznia 1386 roku posłowie polscy podpisali w Wołkowysku pergamin, będący stwierdzeniem ze strony Korony, że Jagiełło obrany został „królem i panem” i że dostanie Jadwigę za żonę.

 

Dopiero 2 lutego 1386 roku zjazd obu stron w Lublinie dokonał pierwszej rzeczywistej unii Polski z Litwą. Tradycja zarezerwowała jednak nazwę „unii lubelskiej” dla układu końcowego i ostatecznego, zawartego w bez mała dwieście lat później w tym samym mieście.

Po zjeździe lubelskim wypadki potoczyły się już szybko.

Jagiełło nader uroczyście, w licznym orszaku ciągnął ku stolicy. Po drodze przedstawił mu się rycerz Zawisza z Oleśnicy, wysłany przez Jadwigę w misji dość osobistej. Miał rozkaz przyjrzeć się, pod żadnym pozorem nie przyjmować podarków i wracać jak najszybciej. Jagiełło przyjął Zawiszę w sposób życzliwy, rozmawiał z nim, a nawet zabrał go ze sobą do łaźni.

12 lutego Jagiełło triumfalnie wjechał do Krakowa, 15 lutego przyjął katolicyzm. Na ojca chrzestnego proszony był... wielki mistrz Krzyżaków, co trzeba uznać za pomysł pod względem politycznym wręcz znakomity. Wysłany do Malborka Dymitr z Goraja przywiózł jednak odmowę von Rottensteina, który powoływał się na nawał pracy i odległość. Wielki mistrz po prostu nie chciał zostać głównym świadkiem i czynnym uczestnikiem aktu pozbawiającego Zakon ideologicznej racji bytu. Na ojca chrzestnego wezwano więc Opolczyka, osobistość Krzyżakom przychylną, co też miało znaczenie. Jagiełło wziął po nim imię Władysława.

Ochrzcili się również bracia wybrańca losu, wśród nich Witold... już po raz trzeci (po chrzcie krzyżackim przyjął jeszcze prawosławny). Tym razem dano mu imię Aleksandra, które dziejopisarstwo rzadko uwzględnia, pozostawiając go przy pogańskim, tradycyjnym i wsławionym.

18 lutego odbył się ślub, a 4 marca koronacja Władysława II.

W ten sposób wykonano wszystkie przyrzeczenia strony polskiej, złożone poprzednio Litwie. Początkowy związek dwóch państw stawał się faktem, lecz w przeciągu najbliższych dwu stuleci oczekiwały go jeszcze najrozmaitsze próby i odmiany losu.