Źródła nienawiści

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Początki konfliktu zbrojnego w Kosowie

Rok 1995 był decydujący dla zakończenia wojen w Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie. W wyniku sukcesów koalicji muzułmańsko-chorwackiej, interwencji NATO oraz wysiłków dyplomacji amerykańskiej (a szczególnie dyplomaty Richarda Holbrooke’a) rozpoczęły się negocjacje pomiędzy stronami konfliktów, których efektem było porozumienie w Dayton (USA) w listopadzie 1995 roku z udziałem przywódców Bośni, Chorwacji i Serbii. Udało się wówczas zakończyć trwającą kilka lat wojnę i rozlew krwi pomiędzy Serbami, Chorwatami i Muzułmanami. W Dayton problem Kosowa nie został poruszony. Był to z pewnością cios dla Rugovy i mieszkańców prowincji, liczących na korzystne dla nich rozstrzygnięcia dzięki zainteresowaniu ich sprawą społeczności międzynarodowej. Tak się jednak nie stało i po Dayton spór albańsko-serbski w Kosowie powoli zaczął wchodzić w nową fazę.

Po kilku latach polityki działań pokojowymi środkami i poszukiwania kompromisu następowała radykalizacja nastrojów w prowincji. Część Albańczyków, wobec milczenia Zachodu o „sierocie po Dayton”25, jak dziennikarze określili Kosowo, zdecydowała się walczyć o niepodległość z bronią w ręku. Trzeba pamiętać również o złej sytuacji gospodarczej prowincji, w której panowało duże bezrobocie, co dodatkowo wpływało na nastroje mieszkańców. Niektórzy albańscy politycy zaczęli coraz odważniej krytykować przywódcę LDK, m. in. doszło do konfliktu pomiędzy Rugovą a premierem Bukoshim. Pojawiały się również nowe propozycje rozwiązania konfliktu, np. jeden z przywódców albańskich, Adem Demaçi, który wiele lat spędził w więzieniu i nazywany był „albańskim Mandelą”, proponował, aby utworzyć konfederację Balkanię, która miałaby składać się z Kosowa, Czarnogóry, Serbii oraz ewentualnie Wojwodiny i Sandżaku26. Rugova dalej starał się podejmować rozmaite działania mające na celu umiędzynarodowienie sprawy pokojowej walki o Kosowa, a także poprawy sytuacji jej mieszkańców, np. w 1996 roku zawarł z władzami w Belgradzie porozumienie o powrocie Albańczyków do szkół i na uniwersytet. Jednak układ ten praktycznie nie został wprowadzony w życie.

Tymczasem ważnym czynnikiem dla dalszego rozwoju wydarzeń stała się aktywizacja w roku 1996 działalności Armii Wyzwolenia Kosowa, która była alternatywą dla pokojowej polityki Rugovy. Organizacja ta otrzymywała pomoc m. in. od kosowskiej diaspory, głównie z Europy Zachodniej, a także z Albanii, która stanowiła zaplecze UÇK, gdyż w północnej części kraju znajdowały się jej bazy. Fundusze na działalność zdobywano nawet na drodze działalności przestępczej, w tym handlu narkotykami. Część z twórców partyzantki wywodziła się z grona albańskich radykałów, zwolenników komunistycznego przywódcy Albanii, Envera Hoxhy. Początkowo UÇK opowiadała się za ideą Wielkiej Albanii, by jednak potem ograniczyć swój program tylko do kwestii uzyskania suwerenności przez Kosowo. Jak twierdził jeden z jej liderów, Hashim Thaçi, celem organizacji było „wycofanie z Kosowa serbskich sił okupacyjnych i osiągnięcie wolności i równości dla wszystkich jego mieszkańców”27. Organizacja szybko się rozrastała, by wkrótce liczyć co najmniej kilka tysięcy członków. UÇK zaczęła spychać w cień Rugovę, który początkowo uważał, iż stoją za nią serbscy prowokatorzy28. Serbowie, a przez pewien czas również Zachód, uznawali Armię Wyzwolenia Kosowa za organizację terrorystyczną (mówił o tym w lutym 1998 roku amerykański wysłannik na Bałkany, Robert Gelbard29). Pojawiały się również, szczególnie w serbskich mediach, informacje o powiązaniach UÇK z arabskimi terrorystami oraz Al-Kaidą Osamy bin Ladena. Chociaż z pewnością w szeregach albańskiej organizacji znaleźli się ochotnicy islamscy i dochodziło do kontaktów z różnymi środowiskami ekstremistów, to wydaje się, że nie były to relacje na taką skalę, o jakiej mówili Serbowie. Warto także wspomnieć, że państwa arabskie, pomimo pewnych oznak sympatii wobec walki Albańczyków, nie wspierały jej tak aktywnie, jak chociażby Muzułmanów w czasie wojny w Bośni30.

Ważnym czynnikiem, który miał wpływ na wydarzenia w prowincji, była również sytuacja w Albanii. W 1997 roku doszło w niej do paraliżu funkcjonowania państwa w wyniku upadku tzw. piramid finansowych. Z magazynów wojskowych ukradziono wówczas kilkaset tysięcy sztuk broni, której część w krótkim czasie znalazła się w rękach kosowskich Albańczyków.


Fot. 7. Amerykański admirał Joseph Lopez na spotkaniu

ze Slobodanem Miloševiciem 9 września 1996 roku.

W Kosowie częściej niż dotąd dochodziło do starć pomiędzy Serbami a UÇK, która stawała się coraz mocniejsza. Według oficjalnych danych policji serbskiej członkowie Armii Wyzwolenia Kosowa byli odpowiedzialni za 31 ataków w 1996 roku, 55 w 1997 i aż 66 w pierwszych dwóch miesiącach 199831. Coraz więcej mówiono o nich w mediach. W listopadzie 1997 roku, w czasie pogrzebu sympatyzującego z partyzantką nauczyciela, jeden z przywódców organizacji wystąpił oficjalnie, oświadczając: „Serbia urządza masakrę Albańczykom. UÇK jest jedyną siłą, która walczy o wyzwolenie i narodową jedność Kosowa. Będziemy kontynuować walkę”32.

Eskalacja serbsko-albańskiego konfliktu zbrojnego

Na początku 1998 roku doszło do intensyfikacji starć pomiędzy bojownikami Armii Wyzwolenia Kosowa a serbskimi siłami bezpieczeństwa m. in. w rejonie Drenicy, która była bastionem albańskiego ruchu oporu. Siły serbskie zabiły tam kilkadziesiąt osób, w tym Adema Jashariego, jednego ze współzałożycieli UÇK, i część jego rodziny. Rozpoczęły się wówczas krwawe starcia, które miały ostatecznie doprowadzić do zaangażowania się w konflikt NATO i USA. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że chociaż siły serbskie dopuszczały się licznych aktów przemocy wobec albańskiej ludności cywilnej w prowincji, to również UÇK była odpowiedzialna za użycie siły, gwałty i morderstwa Serbów w Kosowie.

Problem okręgu wchodzącego w skład Serbii stał się wyzwaniem dla międzynarodowej społeczności. Obawiano się nowej fali uchodźców oraz rozszerzenia konfliktu na sąsiednie kraje regionu. Warto jednak zwrócić uwagę, iż o tym, że Kosowo to „bomba z tykającym zegarem” czy też „beczka prochu bez dna”, w latach 90. XX wieku mówiło wielu ekspertów. Kwestia kosowskiego sporu wobec rozpadu Jugosławii i wojen w Chorwacji i Bośni zeszła na dalszy plan i nie była szczególnie ważna dla społeczności międzynarodowej, a także światowych mediów, do momentu eskalacji walk w latach 1998–1999. Pamiętajmy, że konflikt ten tlił się przez wiele lat. Jak określiła to obrazowo sekretarz stanu USA, Madeleine Albright, „o ile wojna w Bośni wrzała, to w Kosowie podgrzewała się na wolnym ogniu”33. Niektórzy przestrzegali, że konfrontacja serbsko-albańska może być jeszcze bardziej brutalna i niebezpieczna niż wydarzenia sprzed kilku lat w Bośni czy Chorwacji. Jeden z brytyjskich dyplomatów ostrzegał, że „przy Kosowie Bośnia to będzie »małe piwo«”. Również Richard Holbrooke, architekt porozumienia z Dayton, uważał, że sytuacja w serbskiej prowincji jest groźniejsza niż w Bośni i Hercegowinie34.

W wyniku walk oddziały kosowskich Albańczyków przejęły kontrolę nad dużą częścią Kosowa. UÇK twierdziła, że w połowie lata 1998 kontrolowała ok. 40% terytorium prowincji35. Jej przedstawiciele buńczucznie zapowiadali wyzwolenie całego Kosowa, jednak wkrótce siły serbskie, wykorzystując ciężką broń, odbiły większość utraconych ziem. Coraz cięższe walki przyczyniły się do narastania fali uchodźców, którzy uciekali w obawie o swoje życie w inne rejony Kosowa lub do Albanii, Macedonii i Czarnogóry. Serbowie przeprowadzili liczne operacje wojskowe mające na celu osłabienie siły albańskich partyzantów. W ich wyniku cierpiała również niewinna ludność cywilna. Po obu stronach zginęło kilkaset osób. W starciach uczestniczyły jednostki specjalne jugosłowiańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, policji, wojska, a także serbskie oddziały paramilitarne. Serbowie zmuszali do ucieczki ludność cywilną, często niszcząc domy, by pozbawić bojowników albańskich schronienia i zaopatrzenia w żywność. Walki, które przyczyniły się do rosnącej popularności UÇK, spowodowały, że rząd Bukoshiego również postanowił stworzyć swoje oddziały wojskowe — Siły Zbrojne Republiki Kosowskiej (Forcat e Armatosura të Republikës së Kosovës, FARK). Nie były one jednak silne i liczne, a partyzantka UÇK niechętnie patrzyła na te działania, nie chcąc dopuścić do powstania rywalizujących z nią struktur wojskowych. Przykładowo, dowódca FARK Ahmet Krasniqi w 1998 roku został zamordowany w Albanii36. Ostatecznie to Armia Wyzwolenia Kosowa miała stanowić główną siłę zbrojną kosowskich Albańczyków.

W marcu 1998 roku w Kosowie odbyły się kolejne nielegalne wybory parlamentarne i prezydenckie, które zostały jednak zbojkotowane przez radykalne ugrupowania albańskie. Ponownie prezydentem został wybrany lider LDK, Ibrahim Rugova. Polityk ten dalej opowiadał się za porozumieniem z Belgradem i w maju 1998 roku doszło do pierwszego bezpośredniego spotkania z Miloševiciem, pełniącym już od 1997 roku funkcję prezydenta Jugosławii (wcześniej był prezydentem wchodzącej w jej skład Serbii). Rozmowy nie przyniosły jednak żadnych rezultatów, osłabiły również pozycję Rugovy, a co najważniejsze — nie doprowadziły do przerwania walk.

Obie strony nie potrafiły i nie chciały osiągnąć kompromisu, twardo obstając przy swoich dotychczasowych żądaniach i celach. Albańczycy nie byli już zainteresowani autonomią, o którą walczyli jeszcze kilka lat wcześniej. Teraz dążyli do pełnej niepodległości. Nie wyrażali na to zgody Serbowie — kwestię Kosowa uważali za swoją wewnętrzną sprawę i byli gotowi jedynie do rozmów o pewnych elementach autonomii dla ludności albańskiej na tym obszarze. W kwietniu 1998 roku w Serbii przeprowadzono referendum w sprawie Kosowa i zdecydowana większość (prawie 95%) głosujących, przy frekwencji 73%, odrzuciła możliwość przyjęcia mediacji społeczności międzynarodowej. Ówczesną sytuację celnie określił jeden z dziennikarzy: „Belgrad nie ustąpi, Zachód nie naciśnie, Albańczycy nie zrezygnują”37.

 

Problemy na Bałkanach kolejny raz stały się poważnym wyzwaniem dla dyplomacji najważniejszych państw i organizacji międzynarodowych. W próby rozwiązania konfliktu zaangażowały się m. in.: Unia Europejska, ONZ, OBWE (którą w 1998 roku kierowała Polska), NATO oraz tzw. Grupa Kontaktowa (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Rosja). Przedstawiciele tej ostatniej w jednym z komunikatów w marcu 1998 roku potępili zarówno użycie siły przez serbską policję przeciwko cywilom, jak i „akcje terrorystyczne Armii Wyzwolenia Kosowa i innych grup lub osób”. Uznali także, że próba rozwiązania problemu powinna bazować na zasadzie integralności Jugosławii38. Podobne stanowisko zajęła Rada Bezpieczeństwa ONZ w rezolucji nr 1160 przyjętej pod koniec marca 1998 roku.

Państwa zachodnie początkowo nie popierały planów uzyskania niepodległości przez ten region Serbii. Chciały jednak zakończyć konflikt, w którym cierpieli i ginęli cywile, i starały się wpłynąć na Jugosławię, aby ta zakończyła represje skierowane przeciwko ludności albańskiej w Kosowie. Ważnym czynnikiem miało być nałożenie a następnie zaostrzenie sankcji nałożonych na ten kraj. W działania na rzecz rozwiązania konfliktu zaangażował się również Richard Holbrooke, specjalny wysłannik prezydenta USA Billa Clintona na Bałkany. Amerykański dyplomata, który odegrał kluczową rolę w zakończeniu wojny w Bośni i Chorwacji w 1995 roku, uważał, że jest osobą mogącą dojść do porozumienia z przywódcą Jugosławii. Szybko okazało się, że to bardzo trudne zadanie.

Przedstawiciele społeczności międzynarodowej wzywali walczące strony do zaprzestania rozlewu krwi. Zaczęły pojawiać się także głosy o konieczności bardziej zdecydowanych działań w obliczu groźby kryzysu humanitarnego i powtórzenia się tragedii z Bośni. Zachód obawiał się rozprzestrzenienia konfliktu na większy obszar Półwyspu Bałkańskiego. Państwa zachodnie musiały dążyć do powstrzymania rozlewu krwi, aby zachować swoją wiarygodność, która została podważona, np. przez niemoc wobec wojny bośniackiej. Po latach Bill Clinton stwierdził: „Byłem zdecydowany nie dopuścić do tego, by Kosowo stało się drugą Bośnią. Podobnie jak Madeleine Albright”39. Tak samo myślało wielu innych przywódców z Zachodu. W celu zademonstrowania gotowości państw Sojuszu Północnoatlantyckiego do zdecydowanych działań i wywarcia psychologicznej presji na Belgrad, w czerwcu 1998 roku w Macedonii i Albanii przeprowadzono manewry powietrzne NATO. Równocześnie w połowie 1998 roku amerykańscy dyplomaci zmienili swoje dotychczasowe podejście do UÇK i rozpoczęli rozmowy z jej przedstawicielami. Rzecznik Departamentu Stanu stwierdził, że organizacja, której niektórzy członkowie dokonują aktów terroru, nie musi być organizacją terrorystyczną40. Ibrahim Rugova nie był już uważany za najważniejszego reprezentanta kosowskich Albańczyków, tracąc swoją pozycję i znaczenie kosztem partyzantki Armii Wyzwolenia Kosowa, z którą trzeba było rozmawiać, jeśli chciano uzgodnić porozumienie polityczne.

Pomimo ostrzeżeń ze strony Zachodu walki trwały dalej. Powodowało to rosnącą liczbę uchodźców. Trudno było ustalić, ilu dokładnie Albańczyków pozostawiło swoje domy, gdyż obie strony, a także dziennikarze, podawali różne dane. Np. we wrześniu 1998 roku zachodnie media informowały o 250–265 tys. uchodźców, albańskie o 400 tys., a ONZ o 230 tys. Zaprzeczali temu Serbowie, twierdząc że informacje te są przesadzone41.

Obie strony były odpowiedzialne za narastające napięcie oraz zagrożenie dla bezpieczeństwa i pokoju w regionie. Jednak z pewnością za większość zbrodni odpowiedzialne były siły serbskie, prowadzące „działania antyterrorystyczne”, o których często informowały media, a także przedstawiciele ONZ i organizacji zajmujących się prawami człowieka. Natomiast Albańczykom zależało na sprowokowaniu otwartej wojny i zaangażowaniu się NATO, najlepiej jako sojusznika po ich stronie. Przywódcy partyzantki albańskiej przyznawali, że zdawali sobie sprawę z faktu, że ich walka będzie powodować działania odwetowe ze strony Serbów, a — co za tym idzie — wywierać większe wrażenie na przedstawicielach państw zachodnich i mediach. Jak stwierdził Hashim Thaçi, lider UÇK: „Każda zbrojna akcja, jaką byśmy podjęli, ściągnęłaby odwet na cywilów. Wiedzieliśmy, że narażamy życie wielu z nich”. To „poświęcenie” — jak zauważał polityk albański — miało spowodować interwencję NATO42. UÇK przyznawało się także do zamachów na Serbów, nie tylko przedstawicieli wojska czy policji, ale również cywili, których zastraszano, bito, porywano, a czasami również zabijano, co potwierdzali np. przedstawiciele organizacji zajmujących się prawami człowieka. Mordowano także Albańczyków podejrzanych o współpracę ze stroną serbską.

Ważną rolę w Kosowie odgrywały media, szczególnie zachodnie, które obszernie relacjonowały starcia albańsko-serbskie, przedstawiając represje Serbów na Albańczykach. Przekazy te miały z pewnością ważny wpływ na kształtowanie opinii władz wielu państw. Przypominały o dramatycznych wydarzeniach z Bośni, kiedy to długa inercja społeczności międzynarodowej i brak zdecydowanych działań przedłużały tragedię narodów zamieszkujących ten kraj. Serbskie media zarzucały dziennikarzom zachodnim, że fabrykują opowieści o zbrodniach dokonywanych przez siły serbskie w Kosowie. Belgrad starał się przedstawić swoją wersję wydarzeń; np. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Jugosławii opublikowało we wrześniu 1998 roku Białą Księgę, w której opisywano przykłady akcji terrorystycznych Albańczyków i wspierania ich z zewnątrz43.

W mediację aktywnie zaangażowały się państwa zachodnie, a szczególną rolę zaczęło odgrywać NATO, które kilkakrotnie groziło użyciem siły w wypadku przedłużania się walk w Kosowie. Obawiano się, że w obliczu zbliżającej się zimy tysiące uchodźców mogą znaleźć się w trudnym położeniu. Sytuacja na Bałkanach budziła także niepokój Rady Bezpieczeństwa ONZ, która przyjęła we wrześniu 1998 roku rezolucję nr 1 199. Ostrzegano w niej przed zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa w regionie. Wyrażano także zaniepokojenie z powodu eskalacji konfliktu, wielu ofiar i rosnącej liczby uchodźców. Potępiano akty przemocy dokonywane przez wszystkie strony, wzywając do zawarcia rozejmu, rozpoczęcia dialogu i powrotu uchodźców.

W październiku 1998 roku, w wyniku mediacji amerykańskiego wysłannika na Bałkany, został zawarty układ Milošević-Holbrooke, który przewidywał zakończenie walk, wycofanie się wojsk jugosłowiańskich i rozmieszczenie w prowincji obserwatorów misji OBWE. Amerykańska sekretarz stanu, Madeleine Albright, uważała jednak, że porozumienie było „bardziej plasterkiem niż lekarstwem”. Wkrótce w Kosowie zostało rozmieszczonych ok. 1300 przedstawicieli Kosowskiej Misji Weryfikacyjnej (Kosovo Verification Mission, KVO), na czele której stanął Amerykanin William Walker. Jednak walki praktycznie nie zostały przerwane, dochodziło do kolejnych incydentów zbrojnych, a władze serbskie, tłumacząc się koniecznością odpowiedzi na ataki terrorystyczne, podejmowały działania odwetowe przeciwko Albańczykom. Obie strony konfliktu wzajemnie oskarżały się o łamanie październikowego porozumienia o wstrzymaniu walk. Zdaniem Albright „plasterek zaczął się odklejać”44.

15 stycznia 1999 roku doszło do masakry ponad 40 cywilów we wsi Račak. Serbowie oskarżyli Albańczyków o prowokację, twierdząc, że ludzie ci zginęli w czasie walki z bronią w ręku. Nie wpuścili jednak do Kosowa prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii, Louise Arbour, która chciała przeprowadzić śledztwo w sprawie masakry. Szef KVO Walker oskarżył o mord stronę serbską, która została potępiona przez ONZ, NATO i OBWE jako odpowiedzialna za masakrę45. Dla wielu badaczy problemu był to moment zwrotny, który zadecydował o negatywnym obrazie Jugosławii, osłabieniu oporów niektórych państwa NATO wobec użycia siły i uzasadniał podjęcie interwencji w marcu 1999 roku.

Zachód starał się jednak wymusić na walczących stronach pokojowe zakończenie konfliktu. Pod presją społeczności międzynarodowej 6 lutego 1999 roku rozpoczęły się rozmowy w sprawie przyszłości Kosowa w pałacu Rambouillet pod Paryżem. Na czele delegacji serbskiej stał wicepremier Ratko Marković. W składzie reprezentacji kosowskich Albańczyków znaleźli się m. in.: I. Rugova ze swoimi współpracownikami, a także reprezentanci UÇK, w tym H. Thaçi. Mediatorami byli przedstawiciele Unii Europejskiej, USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji. Liczono, iż Rambouillet stanie się „kosowskim Dayton” i doprowadzi do zakończenia kolejnego rozlewu krwi na Półwyspie Bałkańskim. Podstawą do rokowań była propozycja amerykańskiego mediatora Christophera Hilla, zakładająca znaczną autonomię Kosowa. Delegacje obradowały jednak oddzielnie, gdyż Serbowie nie chcieli siedzieć przy jednym stole z przedstawicielami UÇK, uważanej przez nich za organizację terrorystyczną i przestępczą. Kością niezgody pomiędzy stronami konfliktu stała się kwestia rozmieszczenia w prowincji sił międzynarodowych NATO, na co nie chcieli się zgodzić delegaci Jugosławii. Oznaczałoby to bowiem zgodę Belgradu na wkroczenie obcych wojsk na jego terytorium, powstanie protektoratu międzynarodowego nad Kosowem i niebezpieczeństwo utraty tego obszaru w przyszłości. Rozmowy zakończyły się 23 lutego bez porozumienia46. Nastąpiła przerwa w negocjacjach, które zostały wznowione 15 marca. Podczas tej tury Albańczycy wyrazili zgodę na plan z Rambouillet. Porozumienie to zakładało m. in.: respektowanie suwerenności i integralności terytorialnej Jugosławii; pozostawienie w prowincji na rok kilkutysięcznych oddziałów jugosłowiańskich, niezależnie od rozmieszczonych tam międzynarodowych sił zbrojnych; demilitaryzację UÇK; Kosowo na trzy lata miało się stać międzynarodowym protektoratem, a po tym okresie o przyszłości tego regionu miała zadecydować międzynarodowa konferencja. Strona serbska, pomimo akceptacji Albańczyków i silnej presji państw zachodnich, nie wyrażała zgody na przyjęcie tego planu. W tym czasie w Kosowie oddziały jugosłowiańskie dalej prowadziły operacje wojskowe na szeroką skalę. Ostatecznie próby pokojowego rozwiązania konfliktu zakończyły się fiaskiem. Powszechnie krytykowano Serbów za brak zgody na przyjęcie tej propozycji, choć pojawiały się również nieliczne głosy dezaprobaty wobec prowadzonych wówczas negocjacji47.

Tymczasem podjęto decyzję o wycofaniu z prowincji obserwatorów OBWE, z Belgradu wyjechali także dyplomaci państw zachodnich, co powinno być sygnałem ostrzegawczym dla władz serbskich, iż może dojść do użycia siły przez NATO. Ostatnią próbę przekonania Miloševicia do przyjęcia planu pokojowego podjął Holbrooke, jednak jego misja zakończyła się porażką. Przywódca Jugosławii uważał, że Zachód powinien się wstydzić, iż grozi użyciem siły przeciw państwu, które „broni swojego terytorium przed separatyzmem, swoich obywateli przed terroryzmem, i swojej historycznej godności przed łajdakami, którzy nie mają pojęcia ani czym jest historia, ani czym jest godność”48. W tym czasie pojawiały się informacje o kolejnych grupach uchodźców, którzy uciekali z Kosowa przed działaniami serbskich sił. Przedstawiciele NATO podjęli decyzję o rozpoczęciu ataków z powietrza na Jugosławię. Zrobili to pomimo braku akceptacji ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ, a kluczową rolę odegrały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania49. Sekretarz generalny NATO, Javier Solana, tak uzasadniał bombardowania: „Federacyjna Republika Jugosławii wzmogła swe działania militarne i używa nadmiernej i całkowicie nieproporcjonalnej siły, przez co stwarza [w Kosowie] dalszą katastrofę humanitarną”50.

Interwencja zbrojna NATO w 1999 roku

24 marca 1999 roku Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął operację zbrojną przeciwko Jugosławii o kryptonimie Allied Force. Działania prowadzono wykorzystując lotnictwo oraz rakiety wystrzeliwane z okrętów wojennych rozmieszczonych na Adriatyku. Niszczono instalacje wojskowe i strategicznie w Serbii i Kosowie, a później również infrastrukturę przemysłową i cele cywilne.

Sojusz argumentował, iż naloty mają na celu: doprowadzenie do zaprzestania walk i represji w prowincji; wycofanie wszystkich sił zbrojnych; uzyskanie zgody na przybycie do prowincji międzynarodowych wojsk i doprowadzenie do porozumienia politycznego na bazie ustaleń z Rambouillet. Operację Sojuszu przedstawiono jako akcję w obronie zasad i wartości, kosztem pogwałcenia suwerenności innego państwa. Podkreślano także, że NATO nie walczy z narodem jugosłowiańskim, a z władzami w Belgradzie. Szczególnie Amerykanie liczyli na obalenie Miloševicia, twierdząc, że jest on w dużej mierze odpowiedzialny za konflikt. Sekretarz stanu Albright stwierdziła: „Musimy ciągle i ciągle podkreślać, że głównym problemem jest sam Milošević”51.

 

Fot. 8. Zbombardowana siedziba Ministerstwa Obrony Jugosławii.

Zdjęcie wykonano w 2005 roku, sześć lat po nalotach, które zniszczyły budynek.

Pomimo akcji Sojuszu siły serbskie nasiliły swoje działania skierowane przeciwko UÇK i ludności cywilnej, które były prowadzone w ramach operacji Podkowa, zaplanowanej wcześniej przez władze jugosłowiańskie, choć przeciwnicy akcji Sojuszu twierdzili, iż plan ten był wymysłem Zachodu. Palono albańskie wsie, wypędzano z nich mieszkańców, dokonywano gwałtów i morderstw. Działania te spowodowały masowy exodus Albańczyków do Albanii, Macedonii, Czarnogóry oraz Bośni.

NATO chciało prowadzić wojnę za pomocą precyzyjnych ataków z powietrza (tzw. uderzeń chirurgicznych), wykorzystując najnowocześniejsze rodzaje broni (np. bomby grafitowe, kasetowe i naprowadzane laserem na cel). Pomimo to nie ustrzegło się wielu pomyłek, w których ofiarami stawali się serbscy lub albańscy cywile. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan uznał, że były to „niedopuszczalnie wysokie koszty ludzkie operacji”52. W maju omyłkowo zbombardowano także Ambasadę Chińskiej Republiki Ludowej w Belgradzie, w której zginęło kilku obywateli Chin, co spowodowało na pewien czas pogorszenie stosunków amerykańsko-chińskich. Chociaż NATO początkowo zaprzeczało, aby miało jakikolwiek kontakt z UÇK, to fakty potwierdzały współpracę przedstawicieli Sojuszu i albańskich bojowników53.

Jakkolwiek wielu polityków zachodnich, w tym sekretarz stanu USA Albright, miało nadzieję, że operacja NATO potrwa tylko kilka dni, naloty nie spowodowały szybkiego poddania się Miloševicia. Nasilające się ataki Sojuszu nie doprowadziły do przerwania walk i represji w Kosowie. Zaczęto zastanawiać się nad innymi opcjami operacji zbrojnej, w tym nad użyciem wojsk lądowych, choć Amerykanie, pamiętający negatywne doświadczenia (np. z Wietnamu), byli niechętni takim działaniom. Występowały pewne różnice w stanowiskach poszczególnych państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego co do dalszej strategii wobec Jugosławii. Jednak trzeba podkreślić, że generalnie NATO zajmowało jednolitą postawę w czasie konfliktu. Było to bardzo dużym osiągnięciem w obliczu różnych interesów i celów poszczególnych krajów54. Warto też zauważyć, że Kosowo kolejny raz stało się przykładem (podobnie jak chociażby w czasie akcji w Bośni w 1995 roku) zależności technologicznej oraz dysproporcji potencjałów militarnych USA i sojuszników europejskich.

Wojna nie od razu osłabiła pozycję władz w Belgradzie i samego Miloševicia, na co bardzo liczono na Zachodzie. Naloty NATO spowodowały, że na pewien czas społeczeństwo Jugosławii skonsolidowało się w obronie kraju wobec ataków Sojuszu. Jeszcze przed rozpoczęciem operacji Allied Force w skład rządu wszedł np. lider jednej z największych opozycyjnych partii, Vuk Drašković, który został wicepremierem (jednak pod koniec kwietnia 1999 roku zdymisjonowano go za krytykę polityki rządu w Belgradzie). Dopiero w późniejszym okresie w wyniku przedłużającej się kampanii NATO doszło do wzrostu nastrojów antywojennych w społeczeństwie Jugosławii i sporadycznych przypadków dezercji żołnierzy jugosłowiańskich. Jednak opozycja była ciągle słaba i nie potrafiła zagrozić Miloševiciowi.

Moskwa, uznawana od dawna za sojusznika Serbii, od samego początku przeciwstawiała się użyciu siły na Bałkanach. Na wieść o rozpoczęciu operacji Allied Force premier Rosji Jewgienij Primakow zawrócił samolot, którym leciał z wizytą do Waszyngtonu. Rosyjscy dyplomaci mówili o „niedopuszczalnej agresji” i podjęli nieudaną próbę przyjęcia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji domagającej się zakończenia nalotów przez NATO i powrotu do rozmów pokojowych. Chociaż wkrótce w prasie rosyjskiej pojawiły się pogróżki o możliwości udzielenia pomocy wojskowej Belgradowi czy ewentualności rozmieszczania broni atomowej na Białorusi oraz niebezpieczeństwie rozpętania III wojny światowej, to Kreml ograniczył się do posunięć dyplomatycznych. Rosjanie zawiesili swój udział w natowskim programie Partnerstwo dla Pokoju, wycofali przedstawiciela przy Kwaterze Głównej NATO i zamrozili swe kontakty z Sojuszem. Były to więc zaledwie symboliczne gesty. Równocześnie Moskwa starała się włączyć w działania dyplomatyczne, aby zakończyć ataki NATO. Warto dodać, że w czasie nalotów Jugosławia zadeklarowała chęć przystąpienia do Związku Białorusi i Rosji (ZBiR). Jednak zabiegi te ograniczyły się jedynie do podjęcia współpracy przez parlamenty tych państw.

Tymczasem świat z przerażaniem obserwował wydarzenia w samym Kosowie. Media donosiły o licznych przypadkach mordowania ludności cywilnej i tragicznym położeniu Albańczyków uciekających do sąsiednich państw. Pojawiały się także informacje o zaangażowaniu w Kosowie członków serbskich oddziałów paramilitarnych, w tym Tygrysów dowodzonych przez Arkana, który temu zdecydowanie zaprzeczał. Raporty spowodowały, że pod koniec marca 1999 roku Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii ujawnił, że Željko Ražnatović był poszukiwany już od 1997 roku tajnym listem gończym za dokonane wcześniej zbrodnie wojenne. Kolejny cios został wymierzony w czołowych ludzi władzy w Belgradzie. W końcu maja 1999 roku Trybunał w Hadze przedstawił akt oskarżenia przeciwko Miloševiciowi i jego najbliższym współpracownikom: prezydentowi Serbii Milanowi Milutinoviciowi, wicepremierowi Jugosławii Nikoli Šainoviciowi, szefowi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Serbii Vlajko Stojiljkoviciowi oraz szefowi sztabu armii jugosłowiańskiej gen. Dragoljubowi Ojdaniciowi. Krok ten mógł z jednej strony ograniczyć możliwości osiągnięcia rozwiązania drogą dyplomatyczną w Kosowie, choć równocześnie Trybunał nie miał możliwości wyegzekwowania swojej decyzji i np. dokonania aresztowania Miloševicia. Nadal to w rękach przywódcy Jugosławii znajdował się klucz do zakończenia wojny.


Fot. 9. Członkowie Armii Wyzwolenia Kosowa

oddają broń żołnierzom amerykańskim (30 czerwca 1999).

Trzeba też zwrócić uwagę na rolę mediów w konflikcie i tzw. efekt CNN, polegający na tym, że to relacje dziennikarzy kształtowały obraz sytuacji na Bałkanach i wpływały na odbiór wydarzeń w Kosowie przez społeczeństwa w poszczególnych państwach i na decyzje ich władz. Ważną funkcję w relacjonowaniu i dyskusji o Kosowie, a czasami również wirtualnych pojedynkach propagandowych, odegrał Internet55. Jednak często, jak słusznie zauważył jeden z brytyjskich historyków i politologów, Timothy Garton Ash, „w obliczu tak złożonej rzeczywistości reportaże prasowe i telewizyjne ograniczały się zwykle do kilku prostych, ogranych historii: bang-bang-bang, okaleczone zwłoki, stara kobieta płacze w brudną chustkę, zburzony meczet/kościół/miasto, wysłannik Stanów Zjednoczonych Richard Holbrooke spotyka się z serbskim przywódcą Slobodanem Miloševiciem, bombowce NATO we włoskiej bazie lotniczej przygotowujące się do przeprowadzenia bombardowań”56. Operacja w Kosowie często była przedstawiana jednostronnie, przy wykorzystaniu elementów oficjalnych informacji podawanych przez NATO57. W mediach działania Sojuszu określano nazwami: wojna Madeleine [Albright], wojna humanitarna, pierwsza wojna XXI wieku, wojna w obronie wartości itd. Można było spotkać się np. z uzasadnianiem operacji, w którym wykorzystywano odwołania do Holokaustu i do braku reakcji Zachodu na działania Hitlera. Miloševicia porównywano czasami z największymi dyktatorami, jak np. z przywódcą III Rzeszy czy z Saddamem Husajnem, choć jeszcze kilka lat wcześniej serbski polityk w czasie porozumień z Dayton kończących wojnę w Bośni był określany jako „człowiek pokoju”. Opisując jego osobę w 1999 roku, używano określeń: „psychopatyczny tyran” czy „rzeźnik z Belgradu”58.