Scooby-Doo! Piraci, ahoj!

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Scooby-Doo! Piraci, ahoj!
Scooby-Doo! Piraci, ahoj!
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 29,98  23,98 
Scooby-Doo! Piraci, ahoj!
Scooby-Doo! Piraci, ahoj!
Audiobook
Czyta Łukasz Lewandowski
19,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału

Scooby-Doo! Pirates ahoy!

Żaden fragment książki nie może być powielany ani reprodukowany w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-66620-91-9

Wydawnictwo Siedmioróg

ul. Krakowska 90

50-427 Wrocław

Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg

www.siedmiorog.pl

Opracowanie wersji elektronicznej

Anton Gaitanzhy – WhiteLabel 2020

Wrocław 2020

Spis treści

Wprowadzenie

rozdział 1

rozdział 2

rozdział 3

rozdział 4

rozdział 5

rozdział 6

rozdział 7

rozdział 8

rozdział 9


Wprowadzenie

Doktor Rupert Garcia stał na pokładzie Galaktyki Gwiazd, która płynęła przez spokojne wody Trójkąta Bermudzkiego. Marynarz myjący w pobliżu pokład rzucił pod nosem:

– To miejsce przyprawia o gęsią skórkę.

Rupert uśmiechnął się. Dobrze znał krążące o Trójkącie Bermudzkim legendy.

– Znikające statki… potwory morskie… kosmici – rzekł. – To tylko bajki. Nie warto się przejmować.

Po powrocie do swojej kajuty, wypełnionej przyrządami potrzebnymi do pracy astrokartografa – były tu teleskopy i mapy gwiazd, stół kreślarski i mnóstwo ekranów komputerów – Rupert zatrzymał się przed obrazem na ścianie. Dwustuletnie malowidło przedstawiało gwiazdę spadającą z nieba w samo serce Trójkąta Bermudzkiego. Ten wyjątkowy obraz był najcenniejszym skarbem Ruperta.

Zasiadł do pracy. Pracował nad nową mapą gwiazd w takim skupieniu, że nie zauważył gęstej mgły, która zaczęła otulać statek.

Ocknął się dopiero wtedy, gdy usłyszał zbliżające się, coraz głośniejsze przerażające gwizdanie.

BUM!

Rupert przetoczył się przez kajutę. Czyżby Galaktyka Gwiazd z czymś się zderzyła?!

Wyjrzał przez bulaj i we mgle dostrzegł coś niewiarygodnego: piracki okręt widmo kierował armaty prosto w stronę jego statku.

– Co do licha?! – krzyknął.

BUM!

Kolejne gwałtowne uderzenie kuli armatniej szarpnęło całym statkiem.

Rupert zachwiał się, a upadając na ziemię, uderzył głową o stół i stracił przytomność.

Do kajuty zaczęła wciekać woda.

Czy to możliwe, że Galaktyka Gwiazd tonie?

Nagle drzwi otworzyły się z wielkim hukiem. Rupert odzyskał przytomność. Ukryty pod stołem, zobaczył dwóch mężczyzn przebranych zapiratów.

„Piraci?” – pomyślał. Walczył ze sobą: to tylko wyobraźnia czy…?

Jeden z piratów był wysoki i sprawiał wrażenie silnego, drugi był niższy, jedną nogę miał drewnianą.

Zaczęli czegoś energicznie szukać, rozrzucając przyrządy po całej kajucie. Rzucali mapami i sprzętem kreślarskim, aż wreszcie ten z drewnianą nogą krzyknął:

– Znalazłem, kapitanie!

– Brawo, Kulawy Drewniaku – pochwalił go Brodaty Skunks. – Ale gdzie podział się ten…?

– Może jest z resztą załogi – zauważył Kulawy Drewniak.

– A niech to! – krzyknął kapitan gniewnie. – Wrzucić wszystkich pod pokład! Później się z nimi policzymy.

Gdy piraci wybiegli z hałasem, Rupert podniósł się powoli i niepewnym krokiem udał się na pokład. Przez mgłę zobaczył łódkę oddalającą się w kierunku potężnego okrętu pirackiego. Wraz z duchami piratów w łódce siedziała cała uwięziona załoga Galaktyki Gwiazd. Rupert został sam!

– To niemożliwe! – szepnął.

BUM!

Kolejna kula armatnia trafiła w Galaktykę Gwiazd. Tym razem uderzenie było tak mocne, że wyrzuciło Ruperta nad przeciwległą poręczą statku prosto w czarne fale oceanu.


Rozdział 1

Wehikuł Tajemnic wjechał do portu w Miami na Florydzie, gdzie statki wycieczkowe czekały na przyjęcie pasażerów.

Samochód zatrzymał się przy wejściu na molo nr 45. Kudłaty wystawił głowę przez tylne drzwi i uśmiechnął się.

– Nareszcie wycieczka bez potworów – rzekł, wysiadając z Wehikułu Tajemnic.

Po ostatnich zagadkowych przygodach Tajemniczej Spółce należał się odpoczynek.

Scooby-Doo także wyskoczył z samochodu. Zderzył się przy tym z niskim, odrażającym człowiekiem.

– O rany! – krzyknął Scooby.

Uszy mu zesztywniały i jak zwykle, kiedy był przerażony, wskoczył przyjacielowi na ręce.

Kudłaty rozejrzał się dokoła, próbując zrozumieć, co tak przestraszyło Scooby’ego, ale nic nie zauważył. Odrażająca postać zniknęła.

Słysząc zamieszanie, reszta Tajemniczej Spółki błyskawicznie wybiegła z Wehikułu Tajemnic.

– Co jest grane? – spytał Fred, widząc drżącego Scooby’ego w objęciach Kudłatego.

– Nie mam pojęcia. Scooby się przestraszył – odparł Kudłaty.

Nagle oślepił ich błysk fleszu aparatu fotograficznego.

– Czy zapakowaliście swoje nowe stroje kąpielowe? – zapytał Skip Jones, tata Freda.

Trzymał w rękach aparat. To z okazji urodzin Freda jego rodzice zaprosili całą Tajemniczą Spółkę na rejs!

– Zdecydowanie bardziej przydałyby się nowe gałki oczne – zażartowała Velma, ocierając pod okularami podrażnione fleszem oczy.

– Tato! – ucieszył się Fred. Przywitał się z ojcem tylko im znanym uściskiem dłoni.

Skip Jones, ubrany w kolorową hawajską koszulę i bermudy, wyglądał na starszą, bardziej zaokrągloną wersję Freda.

Peggy, mama Freda, miała na sobie ogromny kapelusz, różową bluzkę i nadwymiarowe okulary przeciwsłoneczne. Chwyciła syna za policzki i czule je uszczypnęła.

– Ależ z ciebie przystojniak. Daj buziaka!

– Mamo! – Fred się zarumienił.

Rodzice poprowadzili Tajemniczą Spółkę po trapie na statek.

– Dokąd płyniemy, panie Jones? – spytała Daphne.

– Aaa, to niespodzianka! – odparł Skip Jones. – Ale obiecuję, że będziemy się świetnie bawić.

Na pokładzie przywitała ich kobieta w niebieskim żakiecie i białej spódnicy, od której bielszy był tylko jej uśmiech.

– Witamy na pokładzie Raju Posejdona! Jestem Sunny Obłoczek, kierowniczka rejsu.

Skip skierował flesz w stronę Sunny. Po tym fleszowym zamachu ona również przetarła oczy.

– Energiczna z ciebie panienka – rzekła Peggy. – Nasze nazwisko Jones.

Sunny zaprowadziła ich do kajut. Na dolnym pokładzie Scooby z Kudłatym znaleźli się na końcu grupy. Nagle usłyszeli coś za plecami. Gdy się odwrócili, aż podskoczyli ze strachu.

– Aaaaa! – krzyknęli.

Za nimi stał ten sam niski człowiek, który przestraszył Scooby’ego na portowym molo.

Fred, Daphne i Velma błyskawicznie podbiegli do przyjaciół.

– Scooby miał rację! – sapał Kudłaty. – Widziałem upiornego karzełka!

– A-ha! A-ha! – potwierdził Scooby, kiwając głową jak oszalały.

– Ale tu nikogo upiornego nie ma, Kudłaty… – rzekła Daphne. Nie zdążyła jednak dokończyć zdania, kiedy niespodziewanie pojawił się obok ów dziwaczny człowiek i jak gdyby nigdy nic poszedł sobie dalej.

– Z wyjątkiem jego – szepnęła Velma.

Członkowie Tajemniczej Spółki zastygli w miejscu, przyglądając się niskiemu człowiekowi, który zniknął w kajucie na końcu korytarza. Sunny zatrzymała się i wskazała szereg drzwi.

– Oto wasze kajuty. Będziecie obok siebie. Bagaże są już w środku.

– A co z tym upiornym karzełkiem? – zapytał Kudłaty.

– Nie przejmujcie się nim – odpowiedziała Sunny wesoło. – Czas ucieka. Za chwilę spotykamy się na pokładzie i rozpoczynamy rejs waszych marzeń!

Kudłatemu szybko wrócił dobry humor.

– Pora bez upiora. Taki układ mi pasuje!


Rozdział 2

Po rozpakowaniu bagaży przyjaciele spotkali się z rodzicami Freda na mostku oficerskim, gdzie poznali kapitana statku.

– Kapitanie, dokąd płyniemy? – spytała Daphne.

– Do najbardziej tajemniczego punktu na ziemi – odparł kapitan Kryza. – Kurs na Trójkąt Bermudzki!

 

Pod Scoobym i Kudłatym nogi ugięły się ze strachu. Tymczasem na Velmie ta wiadomość nie zrobiła najmniejszego wrażenia.

– Bzdura – rzekła. – Tajemnica Trójkąta Bermudzkiego to tylko legenda!

– Daję słowo, że po tej wycieczce uwierzycie w moc Trójkąta – ostrzegł kapitan.

Nagle lampy w kabinie zaczęły migotać, panele kontrolne szaleć, a potem zabłysło oślepiające światło.

– Co się stało z kapitanem? – krzyknęła Velma.

Kapitan Kryza zniknął.

– Jesteśmy w Trójkącie Bermudzkim bez kapitana! – pisnął Kudłaty. – Ratunku!

– Spójrzcie! – krzyknęła Daphne, wskazując przez okno na główny pokład, gdzie spokojnym krokiem przechadzał się… kosmita.

– Pora na pułapki! – rzekł Fred z zapałem.

Kudłaty i Scooby spojrzeli na siebie z rezygnacją.

– Domyślasz się, w co nas wrobią, Scooby? – jęknął Kudłaty.

– W przynętę – rzekł Scooby-Doo, kiwając głową.

– Tak jest, bracie – odparł Kudłaty, przygaszony. – W żywą przynętę.

Już po godzinie Scooby-Doo i Kudłaty udawali członków załogi statku: z mopami w rękach uwijali się przy myciu pokładu.

Niedaleko stali Fred i Daphne.

– Znacie plan? – chciał się upewnić Fred.

– Mamy zejść do stołówki na obiad i zapomnieć o tym wszystkim – z nadzieją zaproponował Kudłaty.

Fred uśmiechnął się, jednak przecząco potrząsnął głową.

– Niestety nie.

– Eee, znów nie dał się nabrać – westchnął Kudłaty.

Kiedy Kudłaty i Scooby zostali sami, usłyszeli stłumiony kaszel dobiegający z otworu wentylacyjnego. Zajrzeli do środka i spotkali się twarzą w twarz z… upiornym karzełkiem!

Przyjaciele aż podskoczyli z przerażenia. Zaczęli uciekać w panice. Biegli, nie zwalniając nawet na zakręcie, i właśnie wtedy… zderzyli się z kosmitą!

– O rany! – krzyknął Kudłaty, przewracając kosmitę.

Przyjaciele znów zaczęli uciekać, jednak kosmita szybko się podniósł i rzucił się za nimi w pogoń.

Gonił ich przez salę bankietową, biegł po bufecie, przeciął kuchnię. Wskoczył za nimi do basenu i zagonił na wieżę, z której znów musieli wskoczyć do basenu.

Scooby-Doo i Kudłaty powoli tracili siły, ale nie spoczęli, dopóki kosmita nie zawisł do góry nogami, złapany za jedną nogę w pułapkę Freda.

Peggy Jones wychyliła się zza leżaków i zrobiła zdjęcie kosmicie. Sunny, Skip, Daphne, Velma i Fred wybiegli z ukrycia.

– Gratuluję, synu – pochwalił Freda Skip.

– Dzięki, tato – odparł chłopak z uśmiechem.

– Zdaje się, że rozgryzłam zagadkę – oświadczyła Velma.

– Serio? – zdziwił się Kudłaty. – Spryciula.

– Taaa – zgodził się Scooby-Doo.

– Wiem, kto się kryje pod tym przebraniem – powiedziała Velma, łapiąc kosmitę za głowę.

I zaczęła ściągać mu maskę.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?