Noc Śmiałków

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
PRZEKŁAD: SANDRA WILK
Morgan Rice

Morgan Rice plasuje się na samym szczycie listy USA Today najpopularniejszych autorów powieści dla młodzieży. Morgan jest autorką bestsellerowego cyklu fantasy KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA, złożonego z siedemnastu książek; bestsellerowej serii WAMPIRZE DZIENNIKI, złożonej, do tej pory, z jedenastu książek; bestsellerowego cyklu thrillerów post-apokaliptycznych THE SURVIVAL TRILOGY, złożonego, do tej pory, z dwóch książek; oraz najnowszej serii fantasy KRÓLOWIE I CZARNOKSIĘŻNICY, składającej się z dwóch części (kolejne w trakcie pisania). Powieści Morgan dostępne są w wersjach audio i drukowanej, w ponad 25 językach.

Morgan czeka na wiadomość od Ciebie. Odwiedź jej stronę internetową www.morganricebooks.com i dołącz do listy mailingowej, a otrzymasz bezpłatną książkę, darmowe prezenty, darmową aplikację do pobrania i dostęp do najnowszych informacji. Dołącz do nas na Facebooku i Twitterze i pozostań z nami w kontakcie!

Wybrane komentarze do książek Morgan Rice

„Jeśli po zakończeniu cyklu KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA uznałeś, że nie warto już żyć, nie masz racji. POWROTEM SMOKÓW Morgan Rice rozpoczyna coś, co zapowiada się na kolejną fantastyczną serię powieści, prowadzących w świat fantasy zamieszkany przez trolle i smoki. Jest to opowieść o męstwie, honorze, odwadze, magii i wierze w przeznaczenie. Morgan po raz kolejny udało się stworzyć silne postaci, którym kibicujemy na każdym kroku… To powieść, która powinna się znaleźć w biblioteczce każdego, kto uwielbia dobrze napisane fantasy.”

–-Books and Movie Reviews

Roberto Mattos

POWRÓT SMOKÓW porywa od pierwszych stron… Świetne fantasy… Rozpoczyna się – tak jak powinno – trudnościami jednej z bohaterek i zręcznie wprowadza czytelnika w szerszy krąg rycerzy, smoków, magii, potworów i przeznaczenia… Powieść zawiera wszystkie elementy podgatunku high fantasy, od żołnierzy i bitew po konfrontacje z samym sobą… Spodoba się każdemu, kto lubi epickie powieści fantasy pełne silnych i wiarygodnych młodych bohaterów.”

–-Midwest Book Review

D. Donovan, eBook Reviewer

“Pełna akcji powieść fantasy, która bez wątpienia przypadnie do gustu fanom twórczości Morgan Rice, a także fanom takich powieści jak cykl DZIEDZICTWO Christophera Paoliniego… Fani powieści młodzieżowych pożrą najnowszą książkę Morgan Rice i będą błagać o kolejne.”

–-The Wanderer, A Literary Journal (w odniesieniu do Powrotu smoków)

„Porywające fantasy, w którego fabułę wplecione są elementy tajemnicy i intrygi. Wyprawa bohaterów opowiada o narodzinach odwagi oraz zrozumieniu celu życia, które prowadzi do rozwoju, dojrzałości i doskonałości… Dla miłośników treściwego fantasy – przygody, bohaterowie, środki wyrazu i akcja składają się na barwny ciąg wydarzeń, dobrze ukazujących przemianę Thora z marzycielskiego dzieciaka w młodzieńca, który musi stawić czoła nieprawdopodobnym niebezpieczeństwom, by przeżyć… Zapowiada się obiecująca epicka seria dla młodzieży.”

– Midwest Book Review (D. Donovan, eBook Reviewer)

„KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA ma wszystko, czego potrzeba książce, by odnieść natychmiastowy sukces: intrygi, kontrintrygi, tajemnicę, walecznych rycerzy i rozwijające się związki, a wśród nich złamane serca, oszustwa i zdrady. To świetna rozrywka na wiele godzin, która przemówi do każdej grupy wiekowej. Wszyscy fani fantasy powinni znaleźć dla niej miejsce w swojej biblioteczce.”

– Books and Movie Reviews, Roberto Mattos

“W pierwszej części epickiej serii fantasy Krąg Czarnoksiężnika (obecnie liczy czternaście części), odznaczającej się wartką akcją, autorka zapoznaje czytelników z czternastoletnim Thorgrinem „Thorem” McLeodem, który marzy o tym, by dołączyć do Srebrnej Gwardii, rycerskiej elity, która służy królowi… Styl Rice jest równy, a początek serii intryguje.”

– Publishers Weekly

Powieści Morgan Rice
KORON I CHWAŁA
NIEWOLNIK, WOJOWNIK, KRÓLOWA (CZĘŚĆ 1)
KRÓLOWIE I CZARNOKSIĘŻNICY
POWRÓT SMOKÓW (CZĘŚĆ 1)
POWRÓT WALECZNYCH (CZĘŚĆ 2)
POTĘGA HONORU (CZĘŚĆ 3)
KUŹNIA MĘSTWA (CZĘŚĆ 4)
KRÓLESTWO CIENI (CZĘŚĆ 5)
NOC ŚMAŁKÓW (CZĘŚĆ 6)
KRĄG CZARNOKSIĘŻNIKA
WYPRAWA BOHATERÓW (CZĘŚĆ 1) 
MARSZ WŁADCÓW (CZĘŚĆ 2) 
LOS SMOKÓW (CZĘŚĆ 3) 
ZEW HONORU (CZĘŚĆ 4) 
BLASK CHWAŁY (CZĘŚĆ 5) 
SZARŻA WALECZNYCH (CZĘŚĆ 6) 
RYTUAŁ MIECZY (CZĘŚĆ 7) 
OFIARA BRONI (CZĘŚĆ 8) 
NIEBO ZAKLĘĆ (CZĘŚĆ 9) 
MORZE TARCZ (CZĘŚĆ 10) 
ŻELAZNE RZĄDY (CZĘŚĆ 11) 
KRAINA OGNIA (CZĘŚĆ 12) 
RZĄDY KRÓLOWYCH (CZĘŚĆ 13) 
PRZYSIĘGA BRACI (CZĘŚĆ 14) 
SEN ŚMIERTELNIKÓW  (CZĘŚĆ 15) 
POTYCZKI RYCERZY (CZĘŚĆ 16) 
ŚMIERTELNA BITWA (CZĘŚĆ 17) 
THE SURVIVAL TRILOGY
ARENA ONE: SLAVERUNNERS (CZĘŚĆ 1)
ARENA TWO (CZĘŚĆ 2)
THE VAMPIRE JOURNALS
PRZEMIENIONA (CZĘŚĆ 1)
KOCHANY (CZĘŚĆ 2)
ZDRADZONA (CZĘŚĆ 3)
PRZEZNACZONA (CZĘŚĆ 4)
POŻĄDANA (CZĘŚĆ 5
ZARĘCZONA (CZĘŚĆ 6)
ZAŚLUBIONA (CZĘŚĆ 7)
ODNALEZIONA (CZĘŚĆ 8)
WSKRZESZONA (CZĘŚĆ 9)
UPRAGNIONA (CZĘŚĆ 10)
NAZNACZONA (CZĘŚĆ 11) 
Słuchaj serii KRÓLOWIE I CZARNOKSIĘŻNICY na audiobooku!
Chcesz darmowe książki?
Dopisz się do listy mailingowej Morgan Rice, a otrzymasz bezpłatnie 4 książki, 3 mapy, 1 aplikację, 1 grę, 1 powieść graficzną i ekskluzywne upominki! Aby do niej dołączyć, odwiedź stronę:
www.morganricebooks.com

Copyright © 2015 Morgan Rice

Wszelkie prawa zastrzeżone. Poza wyjątkami dopuszczonymi na mocy amerykańskiej ustawy o prawie autorskim z 1976 roku, żadna część tej publikacji nie może być powielana, rozpowszechniana, ani przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób, ani przechowywana w bazie danych lub systemie wyszukiwania informacji bez wcześniejszej zgody autora.

Niniejszy e-book przeznaczony jest wyłącznie do użytku osobistego. Niniejszy e-book nie może być odsprzedany lub odstąpiony innej osobie. Jeśli chcesz podzielić się tą książką z inną osobą, należy zakupić dodatkowy egzemplarz dla każdego odbiorcy. Jeśli czytasz tę książkę, choć jej nie zakupiłeś, lub nie została ona zakupiona dla ciebie, powinieneś ją zwrócić i kupić własną kopię. Dziękujemy za poszanowanie ciężkiej pracy autora.

Niniejsza książka jest utworem literackim. Wszystkie nazwy, postacie, miejsca i zdarzenia są wytworem wyobraźni autorki i są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Jacket image Copyright Algol, © Shutterstock.com.


Dla Kiry Dean,

mojej bohaterki, która ma w sobie więcej odwagi niż jakikolwiek rycerz.



ROZDZIAŁ PIERWSZY

Duncan brodził w opadającej z wolna wodzie, która rozbryzgiwała się wokoło jego kostek. Otaczały go tuziny jego ludzi, którzy także przemierzali to pływające cmentarzysko. Wokoło unosiły się setki pandezjańskich trupów, które obijały się o jego nogi, gdy brodził w stojącej jeszcze wodzie Everfall. Jak daleko sięgnął wzrokiem, rozciągało się morze ciał. Wypływająca z kanionu woda wyrzucała pandezyjskich żołnierzy i porzucała ich, ustępując na pustyni. Smak zwycięstwa był gorzki.

Duncan spojrzał w dół, na kanion, z którego wylewała się spieniona woda, z każdą chwilą wypluwając kolejne ciała. Odwrócił się i spojrzał ku widnokręgowi, ku Everfall, gdzie rwący potok zwolnił do nikłego strumyczka. Poczuł, jak z wolna przez jego ciało przechodzi przyjemny dreszcz zwycięstwa. Dokoła niego zaczęły rozbrzmiewać zwycięskie okrzyki jego zdumionych żołnierzy, którzy brodzili w wodzie z niedowierzaniem. Z wolna docierało do nich, że naprawdę odnieśli zwycięstwo. Choć mieli niewielkie szanse, przeżyli, zwyciężyli znacznie liczniejszy legion. Leifallowi jednak się udało. Duncan poczuł przypływ wdzięczności względem swych lojalnych żołnierzy, względem Leifalla, Anvina, a nade wszystko względem swego syna. Żaden z nich nie stchórzył, choć szanse na zwycięstwo były nikłe.

W oddali rozległ się hałas. Duncan spojrzał w stronę widnokręgu i ku swej nieopisanej uciesze ujrzał Leifalla i jego wojaków z Leptus – wśród nich Anvina i Aidana oraz biegnącego przy jego nodze Białego – powracających z Everfall, jadących ku nim, by się do nich przyłączyć. Za nimi podążała nieduża armia Leifalla, setki wojwoników, których zwycięskie okrzyki niosły się aż tutaj.

 

Duncan przeniósł wzrok na powrót na północ i spostrzegł, że na horyzoncie ziemia pokrywa się czernią. Tam – może o jakiś dzień drogi od nich – znajdowała się pandezjańska armia, gromadziła się, gotowała, by pomścić ich porażkę. Duncan wiedział, że następnym razem przypuszczą atak nie tysiącem mężów, lecz setką tysięcy.

Wiedział, że nie zostało im wiele czasu. Raz dopisało mu szczęście, lecz nie mógłby przetrzymać ataku setek tysięcy żołnierzy, nawet gdyby użył każdej możliwej sztuczki. A wykorzystał już wszystkie. Potrzebna mu była nowa strategia, i to szybko.

Gdy jego ludzie zebrali się wokoło niego, Duncan powiódł spojrzeniem po ich zaciętych, ponurych obliczach i wiedział, że ci wielcy wojownicy oczekują, że ich poprowadzi. Wiedział, że decyzja, którą teraz podejmie, będzie miała wpływ nie tylko na niego samego, lecz także na tych wspaniałych mężów – a w istocie na cały Escalon. Przez wzgląd na nich powinien podjąć słuszną decyzję.

Duncan łamał sobie głowę, próbując znaleźć rozwiązanie, rozważając konsekwencje każdego z możliwych strategicznych posunięć. Każde z nich niosło ze sobą wielkie ryzyko i poważne konsekwencje, i były bardziej jeszcze ryzykowne niż to, co zrobił w kanionie.

– Panie dowódco? – rozległ się głos.

Obróciwszy się Duncan ujrzał poważną twarz Kavosa, który patrzył na niego z szacunkiem. Setki mężczyzn za jego plecami także wpatrywały się w niego. Czekali, aż wyda rozkaz. Dotarli z nim do granic swoich możliwości i wyszli z tego żywo. Ufali mu.

Duncan skinął głową, biorąc głęboki oddech.

– Jeśli zetrzemy się z Pandezjanami na otwartej ziemi – zaczął. – poniesiemy porażkę. Wciąż mają nad nami przewagę stu do jednego. Są także bardziej wypoczęci, lepiej uzbrojeni i wyekwipowani. Zginęlibyśmy wszyscy, nim słońce skryje się za widnokręgiem.

Duncan westchnął. Jego ludzie przysłuchiwali się uważnie każdemu jego słowu.

– Nie jesteśmy jednak w stanie uciekać – ciągnął dalej. – i nie powinniśmy tego robić. Trolle atakują, a smoki krążą po niebie. Nie zdążymy uciec i się skryć, by prowadzić wojnę partyzancką. Poza tym ukrywanie się nie leży w naszym zwyczaju. Potrzebna nam śmiała, szybka i zdecydowana strategia, by pokonać najeźdźców i raz na zawsze wypędzić ich z naszych ziem.

Duncan zamilkł na długą chwilę, głowiąc się nad niemal niemożliwym zadaniem, które ich czekało. Słychać było jedynie wycie wiatru hulającego na pustyni.

– Co proponujesz, Duncanie? – ponaglił go wreszcie Kavos.

Duncan spojrzał ponownie na Kavosa, zaciskając dłoń na swej halabardzie i rozluźniając ją, wpatrując się w niego uważnie. Jego słowa dźwięczały mu w głowie. Winien był tym wielkim wojownikom strategię. Sposób nie tylko na to, by przeżyć – lecz by zwyciężyć.

Duncan zamyślił się nad ukształtowaniem terenu w Escalonie. Wiedział, że bitwy wygrywa się dzięki znajomości terenu i chyba jedynie w tym względzie miał przewagę nad wrogiem. Powiódł myślami po wszystkich miejscach w Escalonie, w których mogliby wykorzystać naturalne ukształtowanie ziem. W istocie, musiałoby to być wyjątkowe miejsce, miejsce, w którym kilka tysięcy mężów byłoby w stanie odeprzeć setki tysięcy. Niewiele było miejsc w Escalonie – gdzie indziej także było ich niewiele – które na to pozwalały.

Jednak gdy Duncan przywołał w myśli legendy i opowieści zasłyszane od ojca, a przed nim jego ojca, gdy pomyślał o wszystkich wielkich bitwach z dawnych czasów, o których pobierał nauki, spostrzegł, że myśli jego wędrują ku bitwom najbardziej bohaterskim, najbardziej spektakularnym, w których niewielu stawiło czoła znacznie liczniejszemu przeciwnikowi. Raz za razem uwaga jego powracała w jedno miejsce: Diabelski Jar.

Było to miejsce bohaterów. Miejsce, w którym kilku mężów odparło armię, w którym próbie zostali poddani wszyscy wielcy wojownicy Escalonu. W Jarze znajdowała się najwęższa przełęcz w całym Escalonie i było to być może jedyne miejsce na tych ziemiach, w którym to ukształtowanie terenu decydowało o wyniku bitwy. Strome klify i góry stykały się z morzem, a na drugą stronę przejść można było jedynie wąskim przesmykiem. Był to jar, który odebrał niejedno życie. Ludzie musieli przechodzić jeden za drugim. Armie musiały przechodzić żołnierz za żołnierzem. Było to przewężenie, w którym kilku wojowników – jeśli byli dobrze rozmieszczeni i wystarczająco heroiczni – mogło odeprzeć całą armię. Tak przynajmniej głosiły legendy.

– Jar – odrzekł w końcu Duncan.

Wszyscy otworzyli szeroko oczy. Powoli zaczęli kiwać głowami z szacunkiem. Była to poważna decyzja; ostatnia deska ratunku. To miejsce wybierano, gdy nie było już dokąd się udać, w nim  ludzie tracili życie lub je ratowali, utracali lub ocalali ziemie. Było to legendarne miejsce. Miejsce bohaterów.

– Jar – powiedział Kavos, kiwając długo głową i przesuwając dłonią po brodzie. – Odważna decyzja. Pozostaje jednak jeden problem.

Duncan spojrzał na niego.

– Jar ma zatrzymać najeźdźców na zewnątrz, nie wewnątrz – odparł. – Pandezjanie już są wewnątrz. Moglibyśmy zagrodzić wyjście z Jaru i zatrzymać ich wewnątrz. Ale chcemy się ich stąd pozbyć.

– Ani razu za czasów naszych przodków – dodał Bramthos. – armia najeźdźcy nie została zmuszona, by przekroczyć Jar, gdy już raz przez niego przeszła. Jest już za późno. Już przez niego przeszli.

Duncan skinął głową, myśląc o tym samym.

– Mnie także przeszło to przez myśl – odrzekł. – Jednak zawsze znajdzie się jakiś sposób. Być może uda nam się zwabić ich z powrotem przez Jar na drugą stronę. A gdy znajdą się na południu, zagrodzimy im drogę i staniemy do walki.

Mężczyźni wpatrywali się w niego, wyraźnie skołowani.

– A jak według ciebie mamy tego dokonać? – zapytał Kavos.

Duncan dobył miecza, znalazł suchy skrawek ziemi, podszedł i zaczął rysować. Mężczyźni zebrali się blisko niego. Ostrze jego broni przesuwało się po piasku.

– Kilku z nas zwabi ich na drugą stronę – powiedział, kreśląc linię na ziemi. – Reszta będzie czekać po drugiej stronie, gotowa, by zagrodzić drogę. Sprawimy, iż Pandezjanie pomyślą, że nas gonią, że uciekamy. Moi ludzie, gdy już zawrócą, mogą zatoczyć koło z powrotem przez tunele, powrócić na tę stronę Jaru i zagrodzić przejście. Wtedy wszyscy będziemy mogli stanąć do boju.

Kavos pokręcił głową.

– A czemu sądzisz, że Ra pośle swą armię przez Jar?

Duncan był zdeterminowany.

– Rozumiem Ra – odparł. – Pragnie naszego zniszczenia. Pragnie całkowitego zwycięstwa. Spodoba mu się to, gdyż cechuje go pycha, dlatego pośle za nami całą swą armię.

Kavos pokręcił głową.

– Ci, którzy zwabią ich na drugą stronę – powiedział. – zostaną narażeni na atak. Powrót przez tunele będzie niemalże niemożliwy. Ci mężczyźni najpewniej zostaną uwięzieni i zginą.

Duncan skinął ponuro głową.

– Dlatego też sam ich poprowadzę – rzekł.

Wszyscy spojrzeli na niego z szacunkiem. Potarli brody. Na ich twarzach malowały się niepokój i zwątpienie, wyraźnie widzieli, jakie ryzyko niesie ze sobą ten plan.

– Może i się uda – powiedział Kavos. – Może zdołamy zwabić siły pandezjańskie przez Jar i zagrodzić im drogę. Nawet jeśli tak się stanie, Ra nie wyśle wszystkich swych ludzi. Tutaj stacjonują jedynie jego południowe wojska. Inne oddziały rozsiane są po całym kraju. Dysponuje potężną północną armią, która strzeże północy. Nawet jeśli zwyciężymy w tej wielkiej bitwie, nie zwyciężymy w wojnie. Escalon wciąż będzie we władaniu jego ludzi.

Duncan skinął głową, rozmyślając o tym samym.

– Dlatego też rozdzielimy nasze siły – odrzekł. – Połowa wyruszy ku Jarowi, a druga połowa na północ i zaatakuje północną armię Ra. Ty ich poprowadzisz.

Kavos spojrzał na niego z zaskoczeniem.

– Jeśli mamy oswobodzić Escalon, musimy działać w tym samym czasie – dodał Duncan. – Ty poprowadzisz bitwę na północy. Poprowadź ich na swe ziemie, do Kos. Niech walki przeniosą się w góry. Nikt nie walczy tam tak dobrze jak wy.

Kavos skinął głową, wyraźnie zadowolony z tego pomysłu.

– A ty, Duncanie? – spytał z troską w głosie. – Choć moje szanse na północy są znikome, twoje w Jarze są jeszcze mniejsze.

Duncan skinął głową i uśmiechnął się. Zacisnął dłoń na przedramieniu Kavosa.

– Będą zatem większe na zdobycie chwały – odparł.

Kavos uśmiechnął się z podziwem.

– A co z pandezjańską flotą? – wtrącił Seavig, dając krok do przodu. – Już teraz port w Ur jest w ich rękach. Escalon nie będzie wolny, póki mają władzę nad morzem.

Duncan skinął swemu druhowi głową, kładąc dłoń na jego ramieniu.

– Dlatego zbierzesz swych ludzi i wyruszysz ku wybrzeżu – odrzekł Duncan. – Zbierz swą ukrytą flotę i popłyń na północ, nocą, przez Morze Smutku. Popłyń do Ur. Jeśli będziesz wystarczająco przebiegły, być może uda ci się ich pokonać.

Seavig wpatrywał się w Duncana, pocierając brodę, a w jego szelmowskim spojrzeniu błysnęła odwaga.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że będziemy mieli tuzin okrętów naprzeciw tysiąca – powiedział.

Duncan skinął głową, a Seavig uśmiechnął się.

– Wiedziałem, że nie bez powodu pałam do ciebie sympatią – rzekł Seavig.

Seavig dosiadł swego konia, a jego ludzie poszli w jego ślady. Bez słowa ruszył z kopyta, prowadząc ich w pustynię, kierując się na zachód, ku morzu.

Kavos dał krok naprzód, zacisnął dłoń na przedramieniu Duncana i spojrzał mu w oczy.

– Zawsze wiedziałem, że obaj zginiemy za Escalon – powiedział. – Nie wiedziałem jedynie, że zginiemy w tak chwalebny sposób. Będzie to śmierć godna naszych przodków. Dziękuję ci za to, Duncanie. Obdarzyłeś nas wielkim darem.

– A ja dziękuję wam – odrzekł Duncan.

Kavos obrócił się, skinął ku swym ludziom. Bez słowa dosiedli swych koni i wyruszyli na północ, do Kos. Odjeżdżali, rzucając entuzjastyczne okrzyki i wzniecając wielkie tumany kurzu.

Duncan pozostał sam z kilkoma setkami mężczyzn, którzy czekali na jego rozkaz. Odwrócił się w ich stronę.

– Leifall się zbliża – powiedział, patrząc jak zbliżają się na widnokręgu. – Gdy tu dotrą, wyruszymy wszyscy jak jeden mąż ku Jarowi.

Duncan ruszył, by dosiąść swego wierzchowca, gdy nagle powietrze przeciął jakiś głos:

– Panie dowódco!

Duncan zwrócił się w przeciwnym kierunku i zaszokowało go to, co ujrzał. Ze wschodu nadchodziła samotna postać, zmierzając ku nim przez pustynię. Duncanowi serce zabiło jak oszalałe, gdy się jej przyjrzał. To niemożliwe.

Jego ludzie rozstąpili się na boki, gdy się zbliżyła. Serce Duncana zatrzymało się na chwilę i poczuł, jak z wolna oczy zachodzą mu łzami. Nie mógł w to uwierzyć. Niczym widmo na pustyni zbliżała się ku niemu jego córka.

Kyra.

Kyra szła ku nim sama z uśmiechem na twarzy, kierując się prosto w jego stronę. Duncan był skołowany. Jak tu dotarła? Co tu robi? Dlaczego jest sama? Czy przeszła taki kawał drogi? Gdzie jest Andor? A jej smok?

To nie miało najmniejszego sensu.

Lecz była to ona we własnej osobie, jego córka powracała do niego. Jej widok przywrócił spokój jego duszy. Wszystko było znowu takie, jak powinno, nawet jeśli tylko na chwilę.

– Kyra – powiedział, z przejęciem wychodząc naprzód.

Żołnierze rozstąpili się na boki, a Duncan szedł naprzód z uśmiechem, wyciągając ręce przed siebie, pragnąc ją objąć. Ona także się uśmiechała, wyciągając ręce przed siebie i idąc w jego kierunku. Całe jego życie nabrało sensu, gdy ujrzał, że żyje.

Duncan pokonał kilka ostatnich kroków, niezwykle podekscytowany, że może ją objąć. Gdy podeszła do niego i objęła go, otoczył ją ramionami.

– Kyra – wyrzucił z siebie drżącym głosem. – Żyjesz. Powróciłaś do mnie.

Czuł, jak po policzkach spływają mu łzy, łzy radości i ulgi.

Jednak – co dziwne – ona stała nieruchomo i milczała.

Z wolna Duncan zaczął pojmować, że coś jest nie w porządku. Na ułamek sekundy przed tym, jak się domyślił, poczuł przeraźliwy ból.

Jęknął, nie mogąc złapać oddechu. Łzy radości przeistoczyły się w łzy bólu, gdyż nie był w stanie oddychać. Nie pojmował, co się dzieje; zamiast czułego uścisku poczuł zimno stalowego ostrza wchodzące pomiędzy jego żebra, wpychane aż po rękojeść. Poczuł ciepło w brzuchu, poczuł, że drętwieje, że nie może oddychać, myśleć. Ból paraliżował go, palił, był tak niespodziewany. Mężczyzna opuścił wzrok i ujrzał w swym sercu sztylet. Stał bez ruchu, zaszokowany.

Podniósł wzrok na Kyrę, spojrzał jej w oczy i choć ból był ogromny, jej zdrada zabolała bardziej. Nie przeszkadzało mu to, że umrze. Lecz to, że umrze z ręki swej córki, rozdzierało go na strzępy.

Gdy poczuł, że świat dokoła niego zaczyna wirować, zamrugał, skołowany, usiłując zrozumieć, dlaczego osoba, którą kochał najbardziej na świecie, zdradziła go.

 

Kyra jednak tylko uśmiechnęła się, nie okazując skruchy.

– Witaj, ojcze – powiedziała. – Jakże miło jest znowu cię zobaczyć.