Dobrze, że jesteś

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Copyright © Monika M. Sawicka, 2015

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja

Katarzyna Krzan

Korekta

Joanna Pawłowska

Projekt okładki

Iza Szewczyk

Zdjęcie na okładce

http://jezykpolski.istockphoto.com/ Jasmina007/

Skład, łamanie przygotowanie wersji elektronicznej

Maciej Drozdowski

Wydanie I

ISBN 978-83-7674-349-3

Wydawnictwo Replika

ul. Wierzbowa 8, 62-070 Zakrzewo

tel./faks 61 868 25 37

replika@replika.eu

www.replika.eu

Sprawdź, za co czytelnicy kochają książki Moniki Sawickiej i samą autorkę

Autorka w swojej historii stara się inteligentny i zabawny cynizm współczesnej kobiety przeciwstawić jej wrażliwości i tęsknocie za czułością.

Sawicka pisze – moim zdaniem – dojrzale i oryginalnie, z szeroko otwartymi oczami, tworząc z opisów życia i świata, w którym żyje, historie, w których chciałoby być się nie tylko statystą, ale czasami głównym bohaterem. Mnie zadziwiła i zatrzymała na swoich tekstach głównie poprzez ładunek wrażliwości i ekspresji.

Warto podarować swój czas tej książce.

Janusz Leon Wiśniewski, Frankfurt n. Menem

(O książce Kruchość porcelany)

Potrafisz o rzeczach nawet bardzo trudnych powiedzieć bez przytłaczania czytelnika, co wcale nie zmniejsza ciężaru gatunkowego poruszanych przez Ciebie spraw i problemów, a to naprawdę trudna sztuka. Zatrzymałem się przy Tobie najdłużej i nie żałuję, bo i poezja, i proza równie arcyciekawa. Kilka innych autoportretów tej samej kobiety, a każdy piękny. Co do wiary w siebie – tylko zadufani głupcy ją posiadają (nie będę wymieniał nazwisk). Trzymaj się siebie i nie daj się sobie.

Vienna

Nie znam Cię, ale myślę, że jesteś wspaniałą osobą i zaszczytem byłoby poznać Cię osobiście. Czytając, płakałam ze śmiechu i ze wzruszenia.

EjBi

Pierwsza i druga część przypominają Sawicką z poczuciem humoru, błyskotliwą, inteligentną. Trzecia część jest według mnie inna… refleksyjna! Ale ja lubię to, co piszesz, i na pewno kupię Twoją książkę!

Marycha

W tym się zawiera też moja opinia o książce: oczami wyobraźni widzę już te wieczory, gdy jestem pierwszym słuchaczem i krytykiem.

Feliks

Gdy Gombrowiczowi zarzucono, że nie pisze nic nowego, zgodził się z tym, dodając: „Ale ja piszę po gombrowiczowsku!”. Myślę, że każdy z nas przechodzi fascynację jakimś autorem, człowiekiem, czymś lub kimś, kim pragniemy się stać. To pozostawia w nas ślad (sposób patrzenia, wartościowania świata) i pozostaje także w pisaniu, ale przechodzi to przez filtr naszej osobowości i autentyczności przeżywania tego, co opisujemy. Nie wiem, kto Ciebie, poza Tobą oczywiście, fascynował (pewien egocentryzm jest wpisany w naturę każdego twórcy, w przeciwnym razie jest on rzemieślnikiem, nie artystą) i szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Nie mogę się doczekać przeczytania dalszych stron Kruchości porcelany, bo sam chętnie bym ją napisał, gdybym był Sawicką (dobrze, że nie jesteś mną)! Pisz, pamiętaj, że nie ma nudnych życiorysów, są tylko historie źle opowiedziane, a Ty opowiadasz bardzo dobrze i niech tak pozostanie.

Vienna

Cokolwiek teraz napiszę, i tak nie oddam tego, co Ty oddałaś w Kruchości porcelany. Ja ją przeczytałam w półtorej godziny! I było to niesamowite półtorej godziny, kiedy zarówno się śmiałam, jak i połykałam łzy… Niesamowite… To jest coś na kształt katharsis w tragedii greckiej: moment oczyszczenia, który przychodzi pod wpływem tekstu, i uderza prosto w środek. Tak naprawdę ta książka jest o wszystkim. Nie można powiedzieć, że jest o romansie, o chorobie, o miłości, o wychowywaniu dzieci, o kobiecie 30-letniej – bo to wszystko jest za mało. Ta książka jest o tym właśnie, ale spiętym w tak niesamowitą całość, że tworzy coś zupełnie innego, nowego. Tak mi się wydaje. Poruszasz wszystkie tematy, te bardziej i mniej ważne, i umiesz je przepleść ze sobą tak, że wydaje się to naturalne. U Ciebie to staje się naturalne.

Ta książka jest właśnie dlatego niesamowita, bo opisuje emocje i je wywołuje. Moim zdaniem po prostu świetna!

Agnieszka

Napiszę krótko – rewelacja!

Dzisiaj kupiłam Pani książkę i czytałam ją z zapartym tchem. Spośród wielu otaczających mnie w Empiku książek, ta przyciągnęła moją uwagę – zmysłowa i zarazem odważna okładka z pewnością odegrała swoją rolę, ale niezależnie od tego poczułam pozytywne wibracje bijące od niej. Po przeczytaniu fragmentu znajdującego się na okładce, wiedziałam, że muszę ją kupić.

Napisana pięknie, bardzo mądrze i wzruszająco. Dotyka ważnych i zarazem nieodłącznych elementów naszego życia – miłości, cierpienia, samotności, rozczarowania, odrzucenia… Czytając Pani książkę, miałam wrażenie, że napisała Pani o mnie.

Przypowieści i opowiadania – jakże trafnie napisane i świetnie ukazujące sedno sprawy – to, co jest najważniejsze i jakimi wartościami powinniśmy się kierować, idąc przez ścieżkę życia.

Mimo iż wiele Pani opowiadań miało smutny wydźwięk, czytelnik po tej lekturze jest naładowany dobrą energią i ma nadzieję na lepsze jutro.

Książka była dla mnie jak balsam dla duszy. Ma Pani dar pisania. Bardzo płynnie czytało się lekturę. Jestem pod wrażeniem tej książki. Trudno było wrócić do szarej rzeczywistości po przeczytaniu ostatniej strony…

Z pewnością nie będzie to ostatnia książka Pani autorstwa, którą przeczytam.

Sandra

Szczerze. Spontanicznie. Bezinteresownie. Przepełniona jestem nadzieją i siłą. Dzięki Pani. Pani słowa mają działanie przeciwbólowe. Na wszystko: na świat, na ludzi, na zmartwienia i niewiedzę. Chociaż zadajemy setki pytań dziennie, uzyskujemy zaledwie garstkę odpowiedzi. Lepszym rozwiązaniem jest poszukać, poczekać, uzbroić się cierpliwość, niż poddać się, a co gorsze, wewnętrznie obumrzeć od przesytu życiowej niewiedzy…

Są takie rzeczy, których się nie zapomina i których nie można przeboleć, nawet jeśli się chce i bardzo się stara (ja się bardzo starałam).

Są takie rzeczy, których się nie zapomina i lepiej zachować je dla siebie, ponieważ mają one szczególną wartość i znaczenie całkowicie prywatne, są jak perły (…). Te właśnie rzeczy stanowią potem punkt odniesienia, są doświadczeniem, wedle którego oceniamy wszystko, co się nam przydarza, niesiemy je w sobie, są częścią nas samych. Mogą nas zawstydzać, choć nie mogliśmy się im przeciwstawić; odczuwamy wdzięczność za to, że się nam przydarzyły, nawet jeśli nasze winy nie zostają przebaczone, a odczuwany ból wcale nie ustępuje.

Kiedy usuwa się nam grunt spod nóg, przypominamy sobie to, co mieliśmy wspaniałego. Wspominając radość i ból, warto pamiętać, że te Perły nie padły pod nogi komuś innemu, tylko właśnie nam…

Magdalena Mikołajczak

Moje dwie przyjaciółki, siostra i mama też kupiły Kolejność uczuć. I zostały Twoimi fankami. I płakały podczas czytania. Wszystkie.

Ja też… Najbardziej podczas czytania przypowieści Zapach deszczu… Anioły naprawdę istnieją? Tak, teraz już wiem, że istnieją. Takie Anioły mam przy sobie na co dzień. Czasem ich zupełnie nie dostrzegam, czasem traktuję je jak powietrze, a one są obok mnie, kochają mnie i ja kocham je również, ale czasem kompletnie o tej miłości zapominam… Gubię ją gdzieś pomiędzy kolejnym praniem a wyjściem do pracy… To taki straszny błąd, który wciąż popełniam. Postanowiłam się zatrzymać i spojrzeć na swoje życie z dystansem, bo inaczej zatraciłabym się w tej bieganinie, a moje Anioły odleciałyby… Ktoś kiedyś napisał, że miłość to ciągłe wspinanie się pod stromą górę, ale jak się już szczyt zdobędzie, widok z góry napawa nas dumą i radością. Ci, co w połowie zwątpili, czują natomiast rozpacz i gorycz. Dlatego dziś, po skończonej Kolejności uczuć, przyrzekam sobie wspinać się pod tę górę tak długo, jak tylko trzeba. Latami. Aby na szczycie spojrzeć w dół, uśmiechnąć się do siebie i powiedzieć: „Jestem szczęśliwym człowiekiem. Kochałam w swym życiu i byłam kochana. Warto było”.

Patrycja P.

Dziękuję za Pani książki; za to, że pomagają się oderwać od rzeczywistości; za życiowość sytuacji w nich opisywanych – po Mimo wszystko sięgnęłam przypadkiem na jednym z moich życiowych zakrętów. Od tego się zaczęło i trwa nadal. Po prostu dziękuję.

Monika K.

Dziękuję… Za Wiarę i Nadzieję. Za siłę, która jakiś czas temu zamarła we mnie i nie chciała się odrodzić, chociaż ja próbowałam…

Próbowałam wyszukać środka znieczulającego na ten ból i lęk, bo to one właśnie osłabiły moje „ja”…

Gdybym tylko mogła, to nauczyłabym się na pamięć wszystkich tych słów zawartych na 179 stronach Literackiego Życia… Nauczyłabym się z taką perfekcją i dokładnością, że przebudzając się co noc między 3 a 4 nad ranem, byłabym w stanie wyrecytować te słowa bez jakiegokolwiek zająknięcia… I ucząc się tych słów, akcentowałabym każdy akapit w innym tonie interpretacyjnym…

Dziękuję za to literackie dzieło odrodzenia. Uwierzyłam… Dzięki Pani uwierzyłam, że można, że warto, że trzeba… żyć, oddychać, marzyć… Że warto walczyć o każdy nowy dzień, o każdą daną Nam przez Boga godzinę, minutę, sekundę… Że Życie jest darem danym każdemu z Nas osobno, indywidualnie, niepowtarzalnie… Że można nauczyć się na nowo akceptować siebie, nie bać się uczuć, ludzi, słów.

 

7 kolorów tęczy czytałam, czytałam, czytałam i nie mogłam przestać (…). Ale przyznaję, że to właśnie Kruchość porcelany pochłonęła mnie całą, tak od czubka głowy po kraniec najmniejszego palca mojej lewej stopy. I uwierzyłam, a już od dawna nie potrafiłam uwierzyć, tak czysto, spontanicznie i lekko. Uwierzyłam, że ja mogę wygrać ze sobą, ze swoją chorobą… Że warto grać o nowe Życie.

Na moich barkach ciąży ciężka depresja i pozostałości w psychice związane z przeszłościowym schematem anoreksji. I czytając Pani książkę, uwierzyłam. Bo skoro Bóg był ze mną, przy mnie od zawsze… Był, gdy 3 lata temu zdiagnozowano guza mózgu, był na sali operacyjnej, gdzie neurochirurdzy, walcząc z tym paskudztwem pod moją czaszką, operowali mnie przez nieskończenie wiele godzin. Był przy mnie, chociaż nie miałam włosów na głowie, gdy przestałam mówić, a potem, gdy jąkając się, powoli powracałam do siebie, do domu, do Najbliższych, przyjaciół, szkoły. Był, gdy ważyłam 70 kg i był, gdy moja waga wynosiła nieco powyżej 40 kg. Był, gdy trafiłam na 3 miesiące do szpitala psychiatrycznego, na oddział zamknięty, kiedy to poddałam się anoreksji i zapragnęłam walczyć o chociaż jeden dzień więcej… I jest do tej pory.

Dzięki Pani poczułam na nowo Jego siłę, Jego obecność, Jego zaufanie w moją osobę.

Dziękuję Pani za tę nadzieję, siłę, poczucie akceptacji.

(…)

Płacząc dziś, już nie boję się tych łez, bo chociaż są gorzkie, to są prawdziwe, są moje, są jedyne i niepowtarzalne… A nie potrafiłam płakać przez jakiś czas...

Dziś boję się mniej Przyszłości, bo wierzę, że okno Jutra być może nie będzie tak przejrzyste, jakbyśmy tego chcieli, ale staje się Szansą na coś nowego, lepszego, nadzwyczajnego.

I w końcu mam ochotę na to Życie… Na jego smak, kolor, zapach i wygląd.

Dziękuję raz jeszcze.

I chociaż na dworze mróz, śnieg i można się poślizgnąć, wkładam na siebie ciepły polar, kozaczki i biegnę w kierunku otwartej zapewne jeszcze w galerii księgarni po kolejną dawkę siły i energii. Bo nawet moje leki antydepresyjne nie mają takiego działania jak Pani słowa. Nie mają i mieć nie będą…

Magda M.

Zaczynam czytać drugą książkę – Mimo wszystko - po tym, jak jakiś czas temu skończyłam lekturę 7 kolorów tęczy. Jestem pod wielkim wrażeniem! Wczoraj stałam z 15 minut w księgarni i nie mogłam się zdecydować, na którą książkę teraz przyszła kolej. Za tydzień kupuję następną – i znowu będę sterczeć w księgarni, brać i odkładać książki z braku zdecydowania i pieniędzy na wszystkie naraz…

Marta F.

Po ostatniej pensji zrobiłam, jak co miesiąc, wypad do księgarni. A musi Pani wiedzieć, że w miasteczku, w którym mieszkam, są ich aż dwie. Zakup ciekawej książki jest dosyć trudny. Gdy już miałam wychodzić, zobaczyłam piękną, kolorową okładkę na wystawie, intuicyjnie (jak zawsze) kupiłam Pani książkę 7 kolorów tęczy. I był to udany zakup, przez pierwsze 3 dni, bo w takim czasie ją przeczytałam, wracałam do domu jak zaklęta, a historie bohaterek żyły w mojej wyobraźni cały czas. Czekam z niecierpliwością na coś nowego i uważnie śledzę Pani felietony.

Jest Pani cudowna!

Monika

Jestem już po lekturze 7 kolorów tęczy, Serwantki oraz Kruchości porcelany. Wniosek nasuwa mi się jeden: o tak trudnych tematach jak śmiertelna choroba, maltretowanie kobiet, zdrada, pragnienie miłości, która się ociąga – o tematach tak pesymistycznych można napisać kilka dramatów! A Ty opisujesz to z takim wdziękiem, spokojem, ironią, optymizmem i humorem… tak jakby nie dotyczyły te dramaty Ciebie ani Twojego bliskiego otoczenia. A dotyczą, jestem tego pewna. Nie można pisać o czymś, o czym nie ma się pojęcia. Potrafisz mieć dystans do siebie, do świata, do otaczających nas problemów dnia codziennego, które nas przygniatają, krzywdzą. Człowiek szybko potrafi się załamać, czasem wystarczy jeden impuls, by miarka się przebrała. I dlatego Twoje dzieła mają specjalne miejsce w mojej małej biblioteczce, miejsce, gdzie znajdują się te książki, do których lubię wracać. Bo do Twoich powieści wrócę i to pewnie nie raz, wystarczy, że znów pojawią się problemy. I wtedy sięgnę po 7 kolorów tęczy, Kruchość porcelany czy którąkolwiek z Twoich książek, bo one są przecież lekiem na całe zło! Dziękuję Ci za to i mam prośbę… nie przestawaj pisać!

Patrycja P.

Przeczytałam jedną z Pani książek. Była ona wciągająca jak narkotyk. Pomysł na dwa opowiadania w jednej książce rewelacyjny. Oba są bardzo wzruszające i skłaniają do refleksji. Kilka zabawnych wątków. Jednym słowem: Super! Już ją pożyczyłam koleżance, bo po moich relacjach powiedziała, że też musi to przeczytać. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki.

Migotka 32

Banalnie byłoby napisać, że książka bardzo mi się podobała. Samo wychwalanie też na nic się zda. Jednak mimo smutku i zawiłości w fabule uważam, że dajesz pozytywny zastrzyk energii w walce z wszelkimi przeciwnościami losu. Nie warto się poddawać, zamartwiać, trzeba wziąć los w swoje ręce i iść do przodu, nawet gdy wszystko się wali i wydaje nam się, że nie ma sensu (…). Chciałabym tu napisać jeszcze wiele rzeczy, ale nie będę zabierać już więcej czasu. Biegnę po kolejne książki.

Paulina

Każdemu rozdziałowi towarzyszy cytat łódzkiej poetki Kai Kowalewskiej, który moim zdaniem doskonale oddaje sens zawartej w nim treści. Kaję poznałam przy okazji realizacji programu KANAPA LITERACKA, do którego zaprosiłam Ją, by porozmawiać o Jej poezji.

To niezwykła dziewczyna – celność Jej spostrzeżeń i niepowtarzalność metafor sprawia, że smaga Czytelnika słowami – przypomina o tym, o czym zapominamy. O nas samych.

Poetka, pisarka, krytyk filmowy, autorka artykułów naukowych, rozpraw, podręczników i materiałów dydaktycznych. Autorka trzech książek poetyckich: Chaos i inne piętra, Chaos i inne piętra – deluxe, Melanżcholie.

Monika Sawicka

Kaja sama o sobie mówi:

„Swoje imię i nazwisko widzę w bieli. To takie szaleństwo synestezji. Podobnie jak rwanie chmur i wyobrażanie sobie, że to cukrowa wata. Prywatnie jednak nie jestem z cukru, a czasem tylko cukrem bywam, kiedy wydaję książki z wierszami. Przy filmach przystaję ze smakiem. Mogę być słodką kawą albo gorzką herbatą. Lewym okiem chwalę, prawym krytykuję. Ołówkiem na kartkach zapisuję obłoki ze słów. Kredą – słowa z obłoków.

Jestem jak niekończąca się historia, jak zderzenie wiatru z kamieniem, jak cztery żywioły, jak piąta pora roku”.


https://www.facebook.com/chaosiinnepietra?fref=ts

Szymborska Wisława


Wiem jak ułożyć rysy twarzy

by smutku nikt nie zauważył


Opowieść tę dedykuję Tobie.

Jesteś inspiracją.

Dobrze, że jesteś.


Dedykuję ja także trzem najważniejszym kobietom w moim życiu: Mamie, Babci, Córce. Bądźcie dzielne. To nic.

„Rozróżniam tylko cztery pory serca:

noc,

wolność,

przepaść

i ciepło.

Klasyfikuję Cię do piątej.

Ponad wszystko.”

Kaja Kowalewska

papierlove

Edyta Geppert"Kocham cię życie"


„W zasadzie to światem się uśmiecham, bo ust mi już brakuje do wyrażania radości.”

Kaja Kowalewska „Szczęścia jawne”

Prolog

Ktoś ma pomysł na nas i go realizuje, a my, naiwni jak dzieci, myślimy, że sami to wyśniliśmy lub że po prostu samo się stało. Wierzę, że przyszło do nas wysłane jak czekoladowy telegram. Mogliśmy nie przyjąć i nigdy nie poznać smaku pralinek – smaku, dotyku i zapachu drugiego człowieka.

Czekoladki w formę ulane to dwa serca skrojone na miarę.

Kiedy analizuję tę historię z perspektywy upływającego czasu, dni, nocy, które wschodami i zachodami Słońca i Księżyca malują coraz dłuższą i coraz grubszą kreskę oddalającą i oddzielającą mnie od tamtych wydarzeń, narasta we mnie wątpliwość, czy to zdarzyło się naprawdę.

W tym całym monstrualnym absurdzie przerażenie równoważy się z niedowierzaniem. Balans idealny. Przerażenie i niedowierzanie – tak popularny związek dwóch emocji – często chadzają razem, duet poganiający nasze serce do szybszej pracy, przyspieszający oddech, podnoszący temperaturę ciała, oblewający je potem.

W głowie setki myśli i pytań, z których jedno, niczym tatuaż, nie, nie tatuaż, raczej stygmat, jak piętno wypalone na skórze, wyświetla się na czerwono, płonie, rozpala, tańczy ogniem liter składających się na cichnące, nieśmiałe, umierające powoli: NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ.

Szukam odpowiedzi w muzyce, szukam odpowiedzi w sobie, podobno wszystkie są w nas, ale może jeszcze za wcześnie. Myślę, że są takie pytania, które warto zostawić otwarte.

Tylko czy wtedy zamkniemy za sobą niektóre drzwi?

I nagle, jak błysk flesza, przychodzi olśnienie. Maciej Balcar wwierca się w czaszkę i dociera do kory mózgowej, gdy śpiewa przejmująco:

„Żyj z całych sił

I uśmiechaj się do ludzi

Bo nie jesteś sam

Śpij, nocą śnij

Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi

Teraz śpij

Niech dobry Bóg

Zawsze cię za rękę trzyma

Kiedy ciemny wiatr

Porywa spokój

Siejąc smutek i zwątpienie

Pamiętaj, że

Jak na deszczu łza

Cały ten świat nie znaczy nic a nic...

Chwila, która trwa

Może być najlepszą z Twoich chwil...”

I już wiem, że nie znacząc nic, znaczę bardzo wiele, że tylko z pojedynczych chwil, których nie widać, bo są transparentne, choć zostawiają w nas ślad, czasem bardzo wyraźny, zbuduję swoje życie.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Kiedy burza ucichła, deszcz przestał padać, woda opadła, zaczęłam rozglądać się, czy jeszcze coś mi zostało. Czy chcę coś zatrzymać. Nie, nie szukałam koła ratunkowego ani bezpiecznego brzegu. Szukałam powodu, by chcieć tam dotrzeć, by chcieć... żyć. I wtedy nie dostrzegłam niczego wartego uwagi. Ale z każdym kolejnym dniem świat jaśniał słońcem, rany się goiły, choć tylko te na ciele, bo te na Duszy będą żywe wiecznie, a ja zaczęłam zauważać więcej.

I dostrzegłam. To, co się stało, choć tragiczne, przyniosło mi jednak coś dobrego. Ciebie. Kiedy będziesz spał, będę trzymała Cię za rękę, a kiedy będziemy iść przez Himalaje, bagna, lodowce i pustynie, będę szła za Tobą, by osłaniać Ci plecy.

I wiem, że Ty też bez chwili wahania oddasz za mnie życie.

Każdy koniec oznacza początek. A ja uśmiecham się do swojego początku i cieszę się, że wreszcie nadszedł koniec.

Do Ciebie się uśmiecham.

Jak to dobrze, że Cię mam. Jak dobrze, że jesteś...