Zemsta o smaku latteTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Monika Hołyk-Arora & e-bookowo

Projekt okładki: Michalina Foremka

Skład: Katarzyna Krzan


ISBN: 978-83-8166-104-1


Patronat medialny:


Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2020

Konwersja do epub i mobi A3M

Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno.

„Ojciec chrzestny”

Rozdział 1
Panika

To jedno słowo idealnie odzwierciedlało jego uczucia. Wisiało w dusznym powietrzu małego biura, nie dając o sobie zapomnieć chociażby na chwilę. Rodziło się gdzieś w żołądku. Powoli, rozchodząc się po całym ciele, powodowało ucisk w dołku i wędrowało ku górze, chwytając za gardło i uniemożliwiając swobodne oddychanie. To nieprzyjemne kłucie z każdą sekundą przybierało na sile, zaczynając odbierać mu umiejętność racjonalnego myślenia.

Ciemnowłosy mężczyzna jeszcze raz spojrzał na ekran komputera, stojącego przed nim na biurku, jednocześnie próbując zrozumieć, co tak naprawdę działo się z jego małą, rodzinną firmą.

Dzień po dniu kolejni klienci, nawet ci korzystający z usług „Apollon Charters” od wielu lat, nagle z błahych przyczyn odstępowali od wstępnych rezerwacji dokonanych wiele tygodni temu.

Ta niecodzienna sytuacja właśnie osiągnęła punkt krytyczny, którego wyznacznikiem była przewaga rezygnacji nad nowymi zamówieniami.

Tonęli! Powoli nabierali wody pod pokład. Puste ładownie i luksusowe kabiny stopniowo napełniały się klęską, która za kilka chwil mogła sprowadzić ich na samo dno. Najgorsze w tym wszystkim było zaś to, iż nie znał miejsca „awarii” i przyczyny takiego stanu rzeczy.

Odetchnął głęboko, próbując zaczerpnąć tlenu mogącego nieco odświeżyć jego myśli. Chciał zrozumieć, kto za tym wszystkim stoi, bo był stuprocentowo pewien, że ktoś specjalnie sabotuje działalność jego firmy. Nie wiedział tylko, kto i z jakiego powodu to robi. Dlaczego próbuje nagle pogrążyć niewielką, ale świetnie prosperującą firmę czarterującą jachty w obrębie Morza Egejskiego.

Przymknął ciemne jak noc oczy i szybko przejrzał w myślach dość krótką listę konkurentów oraz potencjalnych wrogów. Nie dało to jednak oczekiwanych rezultatów. Nadal nie miał najmniejszego pojęcia, kto mógł posiadać wystarczająco dużo wpływów, by sprowadzić przedsiębiorstwo założone jeszcze przez jego ojca, na skraj przepaści. Żadna z „podejrzanych” osób nie mogła mieć do swojej dyspozycji aż tak dużo środków i znajomości, by w krótkim czasie poczynić tak daleko idące zniszczenia.

Zresztą nie ma co ukrywać. Jeśli ktoś z jego konkurentów chciał się go pozbyć z rynku, musiał liczyć się z tym, iż biznes nie lubi pustki. Nawet, jeśli „Apollon Charters” upadnie, ktoś inny zajmie jego miejsce i być może poprzez swoją pozycję usunie innych graczy z pól, które wcześniej zajmowali.

Opadł na oparcie fotela, ciężko przy tym wzdychając. Panika towarzysząca mu od dobrych kilkunastu minut powoli zaczynała ustępować. Niestety zastępowało ją równie nieprzyjemne uczucie bezradności. Nie mając pojęcia skąd nadejdą kolejne ataki, nie miał szansy się przed nimi obronić. Nie wiedząc, kto z kontrahentów odwoła rezerwację, nie mógł zrobić zupełnie nic, by temu zapobiec.

Siedząca na ratanowym fotelu kobieta uśmiechnęła się nieznacznie do swoich myśli, upijając przy tym kolejny łyk aromatycznej Latte, od której był niemal uzależniona.

Autor „Ojca chrzestnego” miał stuprocentową rację twierdząc, iż „zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno”. Być może takie podejście do sprawy wymagało od niej cierpliwości, ale warto było czekać te pięć długich lat. Oczywiście, okres ten przepełniony był wysiłkiem, ciężką pracą i czasami nadludzkimi wyrzeczeniami, jednak dobrze wiedziała, że opłacało się poświęcić im każdą sekundę tego czasu. Dzięki temu mogła się teraz odpłacić z nawiązką za brak szacunku, tak bezceremonialnie kiedyś jej okazany.

Została potraktowana jak przedmiot wystawiony na sprzedaż, w dodatku za niezbyt wygórowaną cenę. Przebolała tą zniewagę, jednak nigdy jej nie zapomniała. Wiedziała bowiem, iż pewnego dnia dopnie swego celu i wystawi rachunek, którego ta osoba nie zdoła spłacić do końca swojego wciąż jeszcze młodego życia.

− Jak widzę uśmiechasz się radośnie – stwierdziła Katarzyna, podchodząc do stolika – zatem wszystko z pewnością dzieje się zgodnie z twoimi zamierzeniami.

Anastazja, upijając kolejny łyk Latte, przyjrzała się swojej wspólniczce. Długie, gęste, ciemne włosy stanowiły doskonałą oprawę dla jej oliwkowej cery i niewiarygodnie dużych ciemno piwnych oczu. Pomimo dość ciężkiej budowy ciała, posiadała symetryczne proporcje, które czyniły jej sylwetkę apetyczną w opinii mężczyzn wiecznie kręcących się w jej otoczeniu. Ubrana była w granatowe szorty i białą bluzkę inspirowaną stylem marynarskim. Jej stylizacja zharmonizowana była z miejscem, w którym obie się znajdowały. „Turkuaz Marina” była bowiem luksusową przystanią dla jachtów usytuowaną w jednej z uroczych zatoczek Półwyspu Bozburun.

− Nie mogę narzekać – odpowiedziała po chwili zwłoki Anastazja – chociaż, mówiąc szczerze, nie sądziłam, iż realizacja ostatniego etapu naszego małego przedsięwzięcia okaże się tak dziecinnie prosta – dodała, chichocząc z zadowoleniem.

− Wiesz – zaczęła niepewnie Katarzyna – to był twój plan, zresztą nie jestem pewna czy aby jest to najlepsze rozwiązanie dla tamtej sytuacji sprzed lat. Nadal mam wrażenie, iż byłoby lepiej, gdybyś o wszystkim zapomniała i cieszyła się życiem, które w znacznej mierze zawdzięczamy właśnie jemu – rzekła, rozglądając się wkoło.

Elegancka restauracja tuż przy głównym pomoście lśniła białymi, ażurowymi zadaszeniami wykonanymi z drewna, gwarantującymi zarówno cień, jak i odrobinę prywatności. Położona nieco na uboczu plaża zachęcała do odpoczynku na jednym z szezlongów ustawionych na śnieżnobiałym piasku z Egiptu. Mały, ale luksusowy, hotelik na wzgórzu obiecywał sen niezakłócony morskimi falami, a kawiarenka na świeżym powietrzu, usytuowana w centrum całego kompleksu, dawała wytchnienie od pośpiechu dnia codziennego.

Anastazja zdawała się tego nie dostrzegać, bowiem jej oczy przysłoniło oburzenie wywołane słowami przyjaciółki.

− Niczego, ale to absolutnie niczego, mu nie zawdzięczamy! - sprostowała natychmiast, nie chcąc pozostawić w tej kwestii żadnych wątpliwości.

Musiała tak zareagować, bowiem zabolał ją fakt, że ktoś, a może zwłaszcza najbliższa jej osoba, mogła w ogóle coś takiego sugerować. Ten zadany niechcący cios sprawił jej niemal fizyczne cierpienie.

− Dobrze wiesz, że byłyśmy wtedy na rozdrożu – niezmordowanie kontynuowała w tym czasie Katarzyna – a on nadał sens nie tylko twoim, ale i moim działaniom – dodała, rozsiadając się wygodnie w jednym z pobliskich foteli.

− Zatem wytłumacz mi łaskawie jak dokonał tego wszystkiego? - spytała lekko zniecierpliwiona tym tematem Anastazja – podpowiedział nam jak zebrać potrzebne pieniądze? Znalazł nam pracę? Nauczył nas inwestować zgromadzone środki? A może wprost zasugerował nam, iż powinnyśmy kupić tę zrujnowaną jeszcze kilka miesięcy temu przystań i wyremontować ją, by mogła przyjmować luksusowe jachty? Proszę cię, powiedz, którą z tych rzeczy wykonał? Pomimo najszczerszych chęci nie przypominam sobie, by zrobił cokolwiek!

− Przesadzasz! - zaprotestowała natychmiast Katarzyna – nie mówię, że dokonał czegokolwiek w fizycznym tego słowa znaczeniu, byśmy znalazły się właśnie tu, gdzie jesteśmy. Ale nie możesz zaprzeczyć, iż dał ci impuls, który okazał się na tyle silny, iż wciągnął również i mnie w całą tę sprawę. Już nie raz historia ludzkości udowodniła, że chęć zemsty jest w stanie zmienić losy świata!

− Tak? - weszła jej w słowo Anastazja – w takim razie podaj mi chociaż jeden dobry przykład popierający twoją tezę – rzuciła jej wyzwanie.

Katarzyna uśmiechnęła się radośnie widząc, iż zainteresowała swoimi słowami przyjaciółkę.

− Chociażby Helena Trojańska, skoro już jesteśmy na terenach, gdzie przed wiekami dokonał się podbój grecki – stwierdziła, wskazując dłonią otaczające je turkusowe morze, w którym przeglądały się pinie porastające przybrzeżne wzgórza.

− Phi – mruknęła w odpowiedzi kobieta, sącząc w tym czasie Latte – głupia pannica, która z czystej próżności nie potrafiła dochować wierności mężowi. Niestety, dla mnie jest jedynie przykładem tego, iż od zarania dziejów wiele kobiet przedkładało puste komplementy i tytuły ponad szacunek dla samych siebie. Pomyśl – poprosiła – jak bezdennie głupim trzeba być, by pozwolić tylu osobom zginąć w bezsensownej walce. Zresztą, o czym my tu w ogóle mówimy? Prawdopodobnie nie było żadnej Heleny! Homer wykreował jej postać na potrzeby swojej wielkiej opowieści, w której zawarł echo dawnej wojny przetaczającej się przez te ziemie wraz z falą kolonizatorów przybyłych z terenów dzisiejszej Grecji kontynentalnej, jak i wyspiarskiej.

 

− Phi – powtórzyła jej reakcję Katarzyna, dodając od siebie nutkę lekceważenia dla całego tego wykładu – czy ty wszystko musisz zawsze sprowadzać do wywodu uniwersyteckiego?

− Wybacz, „Iliadę” czytałam raczej z przymusu, niż dla przyjemności. Spiżozbrojni Achajowie nigdy nie należeli do moich ulubieńców. Tacy nafaszerowani buzującym testosteronem mężczyźni nie są w moim typie.

Obie kobiety lekko zachichotały na samą myśl o antycznych wojownikach, tak obrazowo opisanych przez ojca poezji epickiej.

Zanim zdążyły powrócić do głównego tematu swojej rozmowy, do ich stolika podszedł jeden z gości, prosząc o poradę w kwestiach praktycznych. Po chwili blat zasłany został mapami i prospektami prezentującymi atrakcje regionu, zarówno te na lądzie, jak i na morzu.

Prywatna konwersacja musiała poczekać. W końcu nadrzędnym celem obydwu trzydziestolatek była ciężka praca, którą starały się wykonywać najlepiej jak potrafiły. A wszystko to w imię jednego, wyższego celu – przyszłości bez problemów finansowych.

Rozdział 2

Wieści, które dotarły do niego o wczesnym poranku były jednocześnie dobrymi, jak i zaledwie potwierdzającymi faktyczny, niemal dramatyczny, stan rzeczy.

Costas miał właśnie zasiąść do śniadania, które zawsze spożywał w domu, tuż przed wyjściem do biura, gdy jego telefon rozdzwonił się na dobre. Usłyszał jedno pojedyncze słowo, które zostało wyartykułowane w zastępstwie zwyczajowego powitania.

− Plotki – powiedział niezbyt radosnym tonem Agenor.

Zamarł na chwilę, jakby nie rozumiejąc znaczenia tego prostego słowa. Nie mógł zrozumieć, jak coś tak niepozornego mogło doprowadzić do tak poważnych kłopotów.

− Plotki? - powtórzył w końcu z niedowierzaniem za swoim przyjacielem – tylko tyle trzeba, by poruszyć w posadach firmę stworzoną przez mego ojca?

− Tylko albo aż! - odpowiedział dobitnie mężczyzna – jeśli tak podchodzisz do całej tej sprawy, to z przykrością muszę dojść do wniosku, iż zasługujesz na to, co właśnie cię spotkało. Dobra opinia może wynieść cię na szczyt Olimpu, a zła strącić w otchłań Tartaru! - stwierdził ostro Agenor, dziwiąc się jednocześnie lekkiemu podejściu przyjaciela do informacji, które właśnie mu przekazał.

− Trudno mi uwierzyć, że słowo rzucone tu czy tam mogło przekonać połowę naszych kontrahentów do odwołania rezerwacji – wszedł mu w słowo Costas, zupełnie nie przejmując się przed chwilą wypowiedzianymi słowami krytyki – weźmy na przykład takiego Johanssona! Od przeszło dwudziestu lat, rok w rok, wynajmował u nas jacht, a przedwczoraj jego sekretarka odwołała zamówienie. Czy chcesz mi wmówić, że on też uwierzył w jakieś bzdurne plotki wyssane z palca i rozpowiadane przez Bóg wie kogo?

Przez chwilę w słuchawce dało się słyszeć jedynie ciszę, jak gdyby Agenorowi nagle zabrakło słów.

− Najwyraźniej tak – stwierdził w końcu, mając nadzieję, iż brutalna prawda nie załamie do końca jego najlepszego przyjaciela.

− O.K. - rzucił szybko w odpowiedzi, próbując jednocześnie opanować ogarniającą go furię – kto zatem rozpuszcza te plotki? Wskaż mi tę osobę, a osobiście dopilnuję, by mój prawnik w przeciągu kilku godzin dostarczył mu odpowiednie pismo przedprocesowe.

Agenor zaśmiał się nieznacznie, szczerze ubawiony naiwnością przyjaciela, ale też jego wiarą w wymiar sprawiedliwości, który codziennie zmagał się z większymi problemami, niż pomówienia względem małej firmy czarterującej jachty na Rodos.

− To plotki – powtórzył w końcu, by uzmysłowić przyjacielowi, iż wymaga rzeczy niemal niemożliwej – w takim przypadku niezwykle trudno jest znaleźć źródło ich pochodzenia. Wystarczy, by ktoś szepnął słowo, a w przeciągu kilku następnych dni kilkanaście osób dopisze do tego całą, niewyobrażalnie skomplikowaną, historię!

Costas westchnął ciężko, jakby zmęczony i przytłoczony jednocześnie całą tą rozmową.

− Z uporem maniaka będę trzymał się przykładu Johanssona – zaczął swoją przemowę z innej strony – kto ma dostęp do takiej „szychy”?

− Inne „szychy” tego samego lub nawet większego kalibru – odpowiedział niemal natychmiast Agenor.

− Czyli plotki narodziły się w Szwecji? - spytał niespodziewanie Costas, samemu dostrzegając niedorzeczność zadanego przez siebie pytania, zanim jego ostatnie dźwięki zdążyły przebrzmieć w słuchawce telefonu.

− Po prostu udam, że te słowa nawet nie padły – podsumował Agenor, próbując w ten sposób ratować twarz przyjaciela, który zagalopował się w swej wypowiedzi.

− Będę wdzięczny – podziękował z ulgą mężczyzna, zastanawiając się jednocześnie, co powinien zrobić w tej sytuacji. Był ciekawy jeszcze jednej kwestii – skąd w ogóle dowiedziałeś się o tych plotkach?

− Kuzyn, oczywiście na moją prośbę, zrobił małe rozeznanie. Zasięgnął języka, udając, iż rozważa wynajęcie jachtu. Gdy tylko z jego ust padała nazwa „Apollon Charters”, uczynni ludzie odradzali mu twoje usługi.

Costas nie wytrzymał i zaklął soczyście, dając tym samym upust hamowanym do tej pory emocjom. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ktoś, w tak podstępny, a jednocześnie tchórzliwy sposób, podkopuje nie tylko wiarygodność rodzinnego dziedzictwa, ale również jego samego.

Od tego momentu przestał traktować tę sprawę w kategoriach biznesowych. Stała się ona kwestią prywatną, która naznaczyła jego honor rysą trudną do zmazania!

Zmęczona poranną pracą w biurze, Anastazja opadła miękko na jeden z foteli ustawionych w cieniu drzewa. Po stokroć wolała to miejsce od eleganckiego, ale bezosobowego pomieszczenia dzielonego z Katarzyną. Dlatego też od jakiegoś czasu starała się wykonywać większość obowiązków tutaj, w ciszy i spokoju, z dala od głównego budynku przystani.

Rozejrzała się wokół. Całe to miejsce było ucieleśnieniem jej marzeń, zrodzonych ze złości i chęci zemsty, które zagnieździły się w jej sercu tuż po krótkim spotkaniu z panem Costasem Patrepoulos.

Zresztą, czy to krótkie zetknięcie się na karuzeli życia dwóch całkowicie sobie obcych osób można tak naprawdę nazwać spotkaniem? W końcu nie miał nawet czelności znieważyć jej osobiście. Rzucone w jej kierunku obelżywe słowa zostały wypowiedziane przez osobę trzecią, jednego z jego pracowników, któremu powierzył wykonanie całej brudnej roboty. Jednak tamtego wieczora obiecała sobie, że kiedyś sprawi, by pożałował swojego zachowania i skamlał u jej stóp o litość.

Nie, nie poddała się niecierpliwej dumie domagającej się zadośćuczynienia „tu i teraz”. Zamiast tego sporządziła dokładny plan, wciągnęła w niego Katarzynę i krok po kroku realizowała swoje założenia tak, by doprowadziły ją do upragnionego celu.

A droga ta nie była wcale łatwa. Przez trzy długie lata obydwie pracowały w charakterze personelu pokładowego na statkach pasażerskich, jak i prywatnych jachtach, żeglujących po niemal wszystkich zakątkach globu. Dzięki temu doświadczeniu miały okazję poznać od podszewki całe to środowisko, wraz z jego blaskami i cieniami oraz system działania intratnego biznesu. Odkładały każdy ciężko zarobiony grosz, odmawiając sobie zbytecznych przyjemności, ale też nawiązywały kontakty, mogące okazać się przydatnymi w przyszłości. Część z nich przerodziła się w prawdziwe przyjaźnie, które starały się utrzymywać do dziś.

Na tym jednak nie kończyła się lista ich wyrzeczeń doświadczonych na drodze do własnej Mariny. Przez kolejny rok praktykowały w jednej z największych przystani na tureckim wybrzeżu Morza Egejskiego, zyskując tym samym bezcenną wiedzę przydającą się aktualnie niemal każdego dnia. Doskonale poznały też tereny, które pragnęły wkrótce zdominować, przejmując większość luksusowych jednostek żeglujących po tutejszych wodach. Ich celem było świadczenie usług na tak wysokim poziomie, jaki do tej pory niespotykany był w tym regionie.

Przez ostatnie jedenaście miesięcy odnawiały, chociaż trafniej byłoby powiedzieć odbudowywały niemal od podstaw, zrujnowaną Marinę kupioną za zaoszczędzone pieniądze. Planowały i projektowały każdy jej szczegół z pieczołowitą dokładnością, by móc zaoferować swoim potencjalnym klientom nie tylko najlepszą jakość usług, ale też przyjazne otoczenie. Starały się pozyskać jak najbardziej prestiżowe jachty, oferując im preferencyjne warunki. Systematycznie budując bazę gości, zapewniały sobie tym samym ciągłość w funkcjonowaniu ich przedsięwzięcia. Wszystkie te starania w dość szybkim czasie zaowocowały pierwszymi oznakami sukcesu.

W chwili obecnej nie miały ani jednego wolnego miejsca w swojej przystani. Wszystkie zarezerwowane zostały na najbliższe dwa miesiące. Tylko jedno jedyne pozostawało puste. Było to stanowisko usytuowane z dala od innych, przeznaczone dla VIP-ów i najbliższych przyjaciół, którzy w ostatniej chwili, bez zapowiedzi, zdecydowali się na rejs po rajskich zatokach Półwyspu Bozburun.

Przyszłość przystani zdawała się jawić w jasnych barwach, dlatego też Anastazja powróciła w myślach do swojej prywatnej wendetty, na realizację której czekała długie lata. Wystarczyło słowo lub dwa, rzucone mimochodem w trakcie rozmowy, by owe aluzje trafiły na podatny grunt plotkarskiego środowiska i zasiały w ludziach ziarno niepewności. W międzyczasie wszystkie te niedomówienia urosły do rangi niepotwierdzonych oficjalnie faktów, w świetle których firma „Apollon Charters” znajdowała się na progu bankructwa. Zdaniem wielu liczne niedopatrzenia w serwisowaniu jachtów, zaowocowały utratą znacznej części gwarancji w firmach ubezpieczeniowych. Konsekwencje tej tajemnicy poliszynela były proste do przewidzenia – nikt nie chciał pływać jednostkami nie gwarantującymi pełnego bezpieczeństwa na swoim pokładzie.

„Zemsta jest potrawą, która najlepiej smakuje na zimno” – pomyślała, dając znać jednej z kelnerek, iż nadeszła pora na podanie jej ukochanego Latte.

Wściekły opadł na krzesło, zastanawiając się, co jeszcze może zrobić. Wykorzystał swoje wszystkie znajomości, jednak docierające do niego wiadomości nie napawały go zbytnim optymizmem. Wręcz przeciwnie, sprawiały, iż jego półdługie, lekko wijące się włosy, same jeżyły się na głowie z przerażenia.

Gdyby zamierzał wydać kilkanaście tysięcy euro na wypożyczenie jachtu, nie zaufałby firmie o tak wątpliwej opinii, jaką mogła „poszczycić się” aktualnie „Apollon Charters”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się wejść na jednostkę, która mógła na środku morza doznać poważnej awarii i nie posiadała odpowiedniego ubezpieczenia, gwarantującego powrót na ląd. Wolałby dorzucić kilka tysięcy euro ekstra, by zapewnić rodzinie lub przyjaciołom wymagane w trakcie takich wypraw bezpieczeństwo.

Gdyby tylko mógł dorwać drania, który z jemu tylko wiadomych powodów zorganizował całą tą kampanię wymierzoną przeciwko jego firmie... Miał ochotę po prostu, po męsku, obić mu mordę i dopiero wtedy zacząć zadawać szczegółowe pytania o powody takich oszczerczych plotek.

Chociaż czy tak trudno było je odgadnąć? Najprawdopodobniej któryś z jego konkurentów nie mógł w tym sezonie osiągnąć zamierzonych w budżecie zysków i postanowił zarobić brakującą kwotę poprzez wyeliminowanie „Apollon Charters” z gry.

Doszedł do wniosku, że jeśli tylko uda mu się prześwietlić sytuację finansową kolegów z branży, to bez problemu odnajdzie sprawcę, który stoi za spowodowaniem całego tego kryzysu. A wtedy dopiero nadejdzie pora wyrównania rachunków.

Costas pierwszy raz od kilku dni rozsiadł się wygodnie w fotelu i pozwolił sobie na chwilę relaksu, efektem którego był znikomy uśmiech rozjaśniający jego pochmurne oblicze.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?