Dream again

Tekst
Z serii: Begin Again #5
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Jezu, Jude – mruknął ledwie słyszalnie.

Te słowa przyprawiły mnie o gęsią skórkę. Objęłam kolana ramionami. Musiałam się czegoś trzymać, bo ziemia zakołysała się pode mną. Świat wirował, tylko Blake stanowił stały punkt. Był tam cały czas, nie odrywał ode mnie wzroku. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Po raz pierwszy od przyjazdu do Woodshill nie czułam, że jestem najgorszym, co go w życiu spotkało. Przez chwilę miałam wrażenie, że wracamy do przeszłości. Do czasu, gdy mogliśmy rozmawiać o wszystkim i ze wszystkiego się śmiać. Do czasu, gdy mi ufał.

On także o tym myślał, widziałam to wyraźnie. Teraz, gdy niechęć na chwilę ustąpiła, czytałam w jego twarzy jak w książce. Postanowiłam wykorzystać tę szansę.

Spojrzałam na szynę na nodze. Odchrząknęłam.

– Bardzo cię boli? – zapytałam ostrożnie.

Przez dłuższą chwilę milczał, potem dotknął uda.

– Tak, trochę. Ale po operacji było o wiele gorzej.

Słysząc słowo: operacja, wzdrygnęłam się. Domyślałam się, że była to poważna kontuzja, skoro od dawna chodzi o kulach i nie zdejmuje szyny nawet na noc, ale mimo wszystko. Po operacji nigdy nic nie wiadomo.

– Co się stało? – Nie odrywałam wzroku od szyny.

– Typ na mnie wpadł, obracałem się podczas skoku, źle wylądowałem. Zerwane więzadło.

– Jezu. – Podniosłam na niego wzrok.

Blake tylko wzruszył ramionami.

Jeszcze z dawnych czasów wiedziałam, że taki uraz to chyba najgorsza rzecz, która może się przydarzyć sportowcowi. Wiedziałam także, że Blake mdleje na widok krwi i że zapewne bardzo bał się operacji. Nie wspominając o tym, że pewnie do dzisiaj nie było wiadomo, czy po rehabilitacji będzie mógł wrócić do gry, czy może jego kariera sportowa legła w gruzach.

– Tak mi przykro.

Błysk w jego oczach zniknął tak szybko, jakby ktoś zgasił światło. Powoli pokręcił głową.

– Czyżby, Jude? – zapytał cicho.

Zesztywniałam, gdy w pełni dotarło do mnie znaczenie jego słów. Gula w gardle rosła z każdą sekundą, im dłużej na mnie patrzył.

– Oczywiście, że mi przykro – wymamrotałam.

Wystarczyło kilka sekund, by wściekłość i chłód wróciły na jego twarz. Zabolała mnie świadomość, że nasz moment zakończył się tak nagle. Pod jego lodowatym wzrokiem czułam, że muszę po prostu wyjść stąd, jeżeli nie chcę, by sytuacja jeszcze się zaogniła.

– Nie wiem, czy dobrze to zrobiłam – mruknęłam, patrząc na jego stopę. – Rozcięcie nie jest chyba zbyt głębokie, ale może lepiej, żebyś na wszelki wypadek poszedł do lekarza. Gdybyś czegoś potrzebował, będę u siebie. – Wstałam, poprawiłam koszulę, a potem odwróciłam się na pięcie i ruszyłam, prawie biegiem, do swojego pokoju.

– Poczekaj.

Zamknęłam oczy, wstrzymałam oddech, zebrałam się w sobie i zerknęłam na niego przez ramię.

Blake wpatrywał się w miejsce na podłodze, gdzie przed chwilą siedziałam.

– Ja też powinienem cię przeprosić.

W pierwszej chwili wydawało mi się, że się przesłyszałam. Lodowate spojrzenie nie pasowało do słów, które przed chwilą padły.

– No wiesz, za to, co powiedziałem. Nie miałem do tego prawa, to był cios poniżej pasa. Czasami po prostu żałuję, że… – Nie dokończył, zacisnął zęby. W jego oczach szalała istna burza. Zacisnął pięści.

Widziałam, że jest wściekły i pełen frustracji. Nie dokończył zdania, ale go zrozumiałam. Wiedziałam, skąd ten gniew, wiedziałam, że to w dużym stopniu moja wina. Nieważne jednak, co bym teraz zrobiła albo powiedziała, nie zmienię naszej przeszłości. I dlatego szepnęłam tylko:

– Wiem.

A potem odwróciłam się i wyszłam, chociaż każdy krok bolał, jakbym szła po rozbitym szkle.

9

– A dla mojej małej siostrzyczki virgin mojito – powiedział Ezra tak głośno, że słyszeli go chyba wszyscy w promieniu kilku kilometrów. Fakt, że zamówieniu towarzyszyło, że tak powiem, zabójcze spojrzenie, był już tylko wisienką na torcie. Teraz już na pewno nikt w tym klubie nie zamieni ze mną słowa, o spojrzeniu nie mówiąc. Z dobrotliwą miną postawił drinka na stole.

– Dzięki – mruknęłam i upiłam łyk koktajlu.

Cam obok mnie roześmiał się cicho. Widziałam, że stara się to ukryć, ale wyraźnie go słyszałam.

Przesunęłam się w lewo i przechyliłam głowę tak, że niemal dotykaliśmy się głowami.

– Słuchaj, zapłacę ci, jeżeli załatwisz mi porządnego drinka.

– I tym samym ściągnę na siebie gniew Ezry? Nie ma mowy.

Spojrzałam na Otisa, który z przesadnym zainteresowaniem wpatrywał się w sufit. Pytająco uniosłam brew.

– Nawet nie próbuj, Racuszku – odezwał się Ezra. Oparł łokcie na stole. Nie uśmiechał się, ale wydawał się bardzo z siebie zadowolony.

– Racuszku? – zainteresował się Cam i roześmiał się jeszcze głośniej, ja natomiast chciałam zapaść się pod ziemię.

– To było jedno z pierwszych słów, które wypowiedziała – wyjaśnił Ezra. – Brzmiało wówczas co prawda zupełnie inaczej, ale nie bądźmy drobiazgowi.

Zastanawiałam się, czy specjalnie usiłuje mnie ośmieszyć, żeby mieć pewność, że tego wieczora nikt się nawet do mnie nie odezwie. A wiele wysiłku i perswazji kosztowało mnie przekonanie go, żeby zabrał mnie ze sobą do baru Hillhouse. Oczywiście mogłabym przyjść także wbrew jego woli, ale udało mi się wywalczyć miejsce przy tym stole i tym bardziej byłam dumna, siedząc tu z chłopakami. Drugi tydzień w Woodshill okazał się równie kiepski, jak pierwszy. Zdecydowałam się nawet sprzedać tablet i czekałam na propozycje kupna. Właściwie był mi bardzo potrzebny, bo pozbyłam się już laptopa, ale za wszelką cenę chciałam dokładać się do domowej kasy. Wyglądało na to, że pracy na razie nie znajdę, więc liczył się każdy grosz.

– Mam powiedzieć chłopakom o twoim przezwisku? – zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.

Ezra odchylił się do tyłu z niewzruszoną miną i skrzyżował ręce na piersi.

– I tak wygrywasz, jeżeli chodzi o zabawę pod tytułem: kto ma najbardziej żenującą ksywkę.

Niestety miał rację. W ogóle Ezra zawsze był milczący i wycofany, podczas gdy ja już od dziecka byłam pełna energii i ciekawa świata. Nigdy nie obciął sobie włosów nożem kuchennym, nie organizował protestu w obronie wiewiórek ani nie zwymiotował na scenie podczas występu baletowego na oczach dwustu osób. Poddałam się więc i opadłam na siedzenie.

Wydawał się bardzo z siebie zadowolony. Pogrążył się w rozmowie z Otisem, ja tymczasem rozglądałam się po klubie.

Z tego, co wiedziałam od Cama, było to jedno z nielicznych miejsc w mieście, w którym często bawili się studenci. Całkiem przytulne – nowoczesny bar, sporo miejsca do siedzenia i parkiet pełny tańczących. Muzyka zapewniała swobodną atmosferę. W klubie nie było dzisiaj zbyt dużo ludzi, więc tłok nie przeszkadzał. Stłumione światło, momentami rozjaśniane pulsującymi stroboskopami w odcieniach błękitu i fioletu, zapewniało kameralną atmosferę.

– No nie! – krzyknął nagle Otis i poderwał się na równe nogi. – Niemożliwe.

Cam u mego boku gwizdnął przez zęby.

Podążyłam za ich wzrokiem i dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, o co im chodzi.

Właśnie weszli Everly i Blake. Trzymała go pod rękę. Na ten widok zrobiło mi się nieswojo. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Blake nie miał ze sobą kul. Na jego nodze nadal widniała szyna, szedł bardzo powoli, ale przynajmniej miał wolne ręce. Kiedy zobaczył chłopaków, triumfalnie uniósł je nad głowę.

Uśmiechnął się, a mój żołądek ścisnął się boleśnie. Zauważyłam także, że po raz pierwszy włożył coś innego niż te same dresy co zwykle. W dżinsach i ciemnej koszuli wydawał się odstawiony, co więcej, przyciął brodę i ułożył włosy. Nagle zaschło mi w ustach. Upiłam spory łyk koktajlu.

Po poniedziałku atmosfera w domu nie zmieniła się specjalnie, ale też niczego innego się nie spodziewałam. Co prawda zdarzały się wieczory, gdy wszyscy razem siadaliśmy do stołu, ale Blake ani razu nie dał do zrozumienia, że w ogóle zauważa moją obecność. Zresztą nawet gdyby to zrobił, nie byłabym w stanie z nim rozmawiać. Przeprosiliśmy się, ale ciągle zbyt wiele było między nami zadawnionych spraw. Nie miałam pojęcia, jak pokonać tę przepaść. O ile to w ogóle możliwe.

W myślach w kółko powtarzałam, co wtedy powiedział, zwłaszcza to „cholera, Jude”, bo to ujmowało wszystko, co się między nami działo. Jeden wielki galimatias.

– Popatrzcie, jak dobrze mu idzie! – zawołała Everly, gdy w końcu do nas podeszli. Odsunęła krzesło, żeby Blake mógł usiąść.

Spojrzał na mnie, zaraz jednak uciekł wzrokiem.

– Penn, ilekroć to robisz, czuję się jak staruszek – powiedział tylko, ale z westchnieniem opadł na krzesło.

– Już dobrze, dziadku. – Everly usiadła na ławie koło mnie, więc przesunęłam się bliżej Cama, żeby zrobić jej miejsce. Wszystkie moje mięśnie natychmiast się napięły.

– Właśnie się zastanawialiśmy, jakim cudem udało ci się go wyciągnąć – zaczął Cam nad moją głową.

Everly uśmiechnęła się pod nosem.

– Mam swoje sposoby.

Blake westchnął głośno. Nadstawiłam ucha. Wodziłam wzrokiem między nimi, a jednocześnie czułam, jak bardzo jestem spięta.

– Ona mówi na to: mdb.

– Co to niby znaczy? – zainteresował się Otis.

– Lepiej nie pytaj – wymamrotał Blake.

– Everly… – W głosie Blake’a pojawiły się ostrzegawcze nuty.

– Puszczamy Happy Pharrella Williamsa i tańczymy.

– W żaden sposób nie jestem w stanie sobie przypomnieć, dlaczego kiedykolwiek uważałem, że to dobry pomysł, żebyś zajęła się trenowaniem cheerleaderek – stwierdził Blake sucho. – Nadmiar energii ci szkodzi.

– Przecież sam mnie namawiałeś, żebym ubiegała się o tę pracę. Nazwałeś mnie swoją maskotką.

– Bo sądziłem, że będziesz moim talizmanem. I zobacz, co mi z tego przyszło. – Pochmurnie spojrzał na nogę w szynie.

 

Ze ściśniętym sercem zrozumiałam, że w obecności Everly potrafi nawet żartować ze swojego wypadku. Sama już nie wiedziałam, co o tym myśleć. Everly szturchnęła go w ramię, ale uśmiechnęła się szeroko. Wstała.

– Idę po drinka – oznajmiła.

– Proszę piwo – rzucił Blake.

Łokciami oparła się o jego krzesło i pochyliła nad nim.

– Idziesz ze mną.

– Najpierw mnie tu ciągniesz, a potem jeszcze oczekujesz, że podejdę do baru?

– Lekarz powiedział, że ruch dobrze ci robi. W miarę możliwości powinieneś już normalnie obciążać nogę. Poza tym masz teraz wolne ręce, a więc możesz sam przynieść swój kufel. Super, prawda? No, chodź.

Blake miał taką minę, jakby sam nie wiedział, czy śmiać się, czy udusić Everly. W końcu oparł się o stół, wstał powoli i w ślad za nią ruszył w kierunku baru. Większość ludzi widziała, że porusza się z trudem. Dostrzegali jego sztywny krok i szynę na nodze i dyskretnie usuwali się z drogi.

Kiedy odprowadzałam ich wzrokiem, ścisnęło mnie w piersi. Jednak nie byłam w stanie odwrócić głowy. Widziałam, jak stoją w kolejce do baru, jak Blake stanął za Everly, żeby ochraniać ją przed tłumem. Jakaś dziewczyna dotknęła jego ramienia. Odwrócił się. Musiał się pochylić, żeby usłyszeć jej słowa.

– Lubię ją.

Słowa brata wyrwały mnie z zadumy. Odwróciłam się do niego.

– Mnie tam ciągle dziwi, że jest z tym typem z kucykiem – zauważył Cam.

– Mówisz to, bo sam jesteś nią zainteresowany?

Cam żachnął się.

– Mówię to, bo jednego dnia całuje się z Blakiem w ogrodzie, a zaraz po tym jest z Kucykiem!

– Przestań nazywać go Kucykiem.

Tak bardzo szumiało mi w uszach, że nie słyszałam riposty Cama. Wiedziałam, że Everly ma chłopaka. Fakt, że w przeszłości Everly i Blake całowali się co najmniej raz, był dla mnie nowy. A przecież i bez tego bliskość między nimi sprawiała mi ból, ilekroć ich widziałam. Doskonale pamiętałam czasy, gdy to ja go motywowałam. Mieliśmy tyle własnych, prywatnych żarcików, że irytowaliśmy tym wszystkich dookoła.

Spojrzałam w stronę baru. Everly właśnie odbierała swoje zamówienie. Odwróciła się do Blake’a, on jednak do tego stopnia był zajęty rozmową z nieznajomą, że Everly tylko wcisnęła mu piwo w dłoń i przysunęła wysokie barowe krzesło. Skwitował to krzywym uśmiechem. Usiadł i ponownie spojrzał na dziewczynę, która rozpromieniła się natychmiast.

Przełknęłam ślinę. Blake już mnie nie potrzebował. Miał teraz Everly. Miał Ezrę, Cama i Otisa, byli u jego boku. I jeszcze dziewczyny, takie jak ta przy barze, które oddałyby wszystko, byle zwrócić jego uwagę. Kiedy dotknął jej barku, starałam się rozpaczliwie ignorować bolesny skurcz w żołądku. Kiepsko mi to wyszło, bo teraz wyobrażałam sobie, jak się całują, a potem robią inne rzeczy, o których absolutnie nie chciałam myśleć. Obawiałam się, że virgin mojito lada chwila podejdzie mi do gardła.

– Na pewno na nią nie lecisz? – dopytywał Otis.

– Niezła, to fakt. Ale ma kiepski gust, jeżeli chodzi o facetów. Przecież ten Kucyk…

Ezra pod stołem tak mocno nadepnął Camowi na nogę, że ten zaklął głośno.

Everly wróciła do naszego stolika i ponownie usiadła obok mnie.

– Gdzie zgubiłaś Blake’a? – Otis wyciągnął szyję.

Skinęła głową w stronę baru. Wszyscy podążyli wzrokiem w tamtym kierunku.

Dziewczyna zdążyła jeszcze bardziej przysunąć się do Blake’a. Stała między jego nogami, położyła mu dłoń na udzie. Mówiła coś z ustami tak blisko jego ucha, że wyglądało to, jakby go dotykała. Blake uśmiechał się szeroko, a mój żołądek protestował głośno.

– Przynajmniej wyszedł ze swojego pokoju – stwierdziła Everly dyplomatycznie.

Nie wiedziałam, co sądzić o fakcie, że Blake najwyraźniej przyjmował w swojej sypialni połowę dziewczyn z całego Woodshill. Głupio się czułam, siedząc przy jednym stoliku z jego najlepszymi przyjaciółmi. Lubiłam ich wszystkich, cieszyłam się, że Blake może w trudnych chwilach liczyć na tak wspaniałych ludzi. Jednak cały czas nie dawały mi spokoju wspomnienia tego, co było między nami. Co rusz przychodziło mi do głowy, jak mogłoby być, gdybym wszystkiego nie spieprzyła. To na mnie mógłby liczyć. To ja motywowałabym go podczas rehabilitacji i wyciągała z pokoju. Teraz byłam tylko utrapieniem w trudnym i bez tego czasie.

Coś podejrzanie drapało mnie w gardle. Upiłam łyk wody ze stopionego lodu na dnie mojej szklanki.

– Nie odpowiedziałaś na moją wiadomość – zauważyła nagle Everly.

Spojrzałam na nią i z trudem przełknęłam ślinę. Kilka dni temu napisała do mnie, pytała, czy już się zadomowiłam, zapraszała do siebie na wieczór filmowy, ale ilekroć zbierałam się do odpowiedzi, rozbrzmiewały mi w uszach słowa Blake’a.

Nie pozwolę, żebyś teraz odebrała mi jeszcze najlepszą przyjaciółkę.

– Przykro mi – bąknęłam i ponownie wbiłam wzrok w szklankę. – Miałam mnóstwo roboty.

Zapadła cisza. Po chwili chłopcy zaczęli rozmawiać o treningach, a ja starałam się sprawiać wrażenie, że ich słucham. Tak naprawdę ze wszystkich sił walczyłam z burzą w swoim wnętrzu.

Nie chciałam patrzeć w stronę baru, by widzieć, jak Blake’a dotyka inna dziewczyna, nie ja.

Nie chciałam być niemiła dla jedynej osoby w Woodshill, która najwyraźniej chciała się ze mną zaprzyjaźnić, ale nie miałam innego wyboru.

– Chciałam tylko…

– Powiedział mi.

Zdumiona spojrzałam na Everly.

– No, że byliście razem. Kiedy spotkałyśmy się przypadkiem na tamtej imprezie, sama wspominałaś, że twój brat mieszka z twoim byłym. Nie wiadomo dlaczego założyłam, że to Cam – tłumaczyła cicho.

Patrzyłam posępnie. Skoro Blake wszystko jej powiedział, od tej chwili będzie mnie traktowała tak jak on. Zastanawiałam się, czy jest jakiś sposób, by minąć ją dyskretnie i szybko ulotnić się z klubu.

– Zrozumiem, jeżeli zechcesz wycofać propozycję wieczoru filmowego – stwierdziłam po dłuższej chwili. Na jej czole pojawił się mars, ale nie dałam jej dojść do słowa. – Naprawdę będzie OK.

Wybałuszyła na mnie oczy. Teraz to ona wydawała się zbita z tropu.

– Dlaczego to mówisz?

Bezradnie wzruszyłam ramionami.

– Wiem, że jesteście sobie bardzo bliscy i nie chcę stawać między wami.

Uniosła brwi.

– Słuchaj, muszę jeszcze coś załatwić. Przepuścisz mnie? – rzuciłam. Sama słyszałam, jak nieprzekonująco brzmią moje słowa.

– Jude…

Tylko pokręciłam głową.

– To niemożliwe. Nie chcę zrobić nic, za co znienawidziłby mnie teraz jeszcze bardziej.

– Sama decyduję, z kim się przyjaźnię – odparła stanowczo. – A jeżeli Blake ma z tym problem, nie jest taki, za jakiego go uważałam.

Zaschło mi w gardle. Spojrzałam w stronę baru, zacisnęłam palce na krawędzi stołu. Wbiłam paznokcie w drewno, gdy patrzyłam na Blake’a, czy raczej na jego czuprynę. Twarz zakrywała mu dziewczyna, która całowała się z nim namiętnie. Oparł się dłonią o kontuar, przyciągnął ją do siebie.

Z najwyższym wysiłkiem oderwałam od nich wzrok, udało mi się jednak uciec spojrzeniem tylko na podłogę. Co nie zmieniło faktu, że kilka metrów ode mnie Blake penetrował językiem gardło innej dziewczyny.

Zbierało mi się na mdłości. Jeżeli zabierze ją do domu i znowu będę musiała słuchać, co z nią wyprawia w sypialni nade mną, zwymiotuję, nawet bez alkoholu. Tego byłam pewna.

Everly ostrożnie nakryła moją dłoń swoją.

Dużo mnie kosztowało, by znowu na nią spojrzeć, przy czym ze wszystkich sił starałam się nie okazać, co się we mnie dzieje. Spożytkowałam całą energię w tworzenie fasady beztroski. Wyobraziłam sobie, że odgrywam taką rolę. Osoby, która ma wszystko w nosie, którą obchodzi tylko jutro, która nie opłakuje przeszłości. Niestety, nie najlepiej mi to wyszło.

Nie mogłam się uspokoić. Wróciłam do domu trzy godziny temu, usiłowałam zasnąć, co już po godzinie doprowadzało mnie do szału, bo nie mogłam zmrużyć oka. Wyszłam na zewnątrz, na taras, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i popatrzeć w gwiazdy. Niestety, niebo było zachmurzone i było tak zimno, że wytrzymałam tylko kilka minut, przemarzłam na kość i uciekłam do środka.

A teraz siedziałam przed wielkim telewizorem chłopaków w słuchawkach Ezry i grałam w Fortnite. Nie miałam pojęcia, co właściwie robię, ale dobrze na mnie działało strzelanie do wszystkiego, co się rusza. Tego wieczora koniecznie potrzebowałam takiej rozrywki.

Everly musiała iść do domu. Niedługo później wyszliśmy także my, czyli Ezra, Otis i ja. Cam i Blake zostali. Właściwie powinnam się z tego cieszyć. Dzięki temu nie musiałam słuchać skrzypienia łóżka Blake’a. Roznosiła mnie jednak energia.

Ten wieczór mnie wykończył, wprawił w dziwne drżenie. Była trzecia w nocy, granica zmęczenia została tak daleko za mną, że właściwie nie było już sensu się kłaść. Dlatego jak szalona wciskałam guziki pada, pastwiłam się nad nim, jakby był moim śmiertelnym wrogiem. Wyżywałam się w wirtualnym świecie.

Nie pojmowałam, co się ze mną dzieje. Ja i Blake… to już przeszłość. Od dawna. Nie powinno mnie obchodzić, co opowiada przyjaciołom na mój temat, a już na pewno, co sądzi o mnie Everly, skoro wie, że byliśmy razem. No i z pewnością nie powinno mnie obchodzić, że Blake sypia z innymi kobietami.

Prawda wyglądała zupełnie inaczej. Byłam zazdrosna i sfrustrowana. Było mi przykro, że przyjeżdżając, rozwaliłam życie nie tylko mojego brata, lecz także Blake’a. Nie zasłużyłam na miejsce w tym domu. Jednocześnie doskwierała mi boleśnie świadomość, że nie miałam wyboru.

Walczyłam z pieczeniem pod powiekami, ale łzy były górą. Niewiele przez nie widziałam. Po pewnym czasie straciłam orientację, co się dzieje na monitorze. Słyszałam już tylko głośne strzały, a potem było po wszystkim. Wkurzona, zdarłam słuchawki z uszu, przetarłam oczy. Dopiero wtedy spojrzałam na monitor i zobaczyłam, że zabił mnie ktoś o nicku Bahama-Mama69.

– To było słabe.

Drgnęłam przerażona. Zerwałam się na równe nogi.

Blake opierał się o framugę drzwi do salonu. Miał zmierzwione włosy i krzywo zapiętą koszulę.

Serce waliło mi jak oszalałe. Chciałam uciec wzrokiem, ale nie mogłam. Z trudem przełknęłam ślinę. Miałam wrażenie, że łykam pinezki, które powoli, boleśnie wędrują w dół mojego przełyku.

– Przeraziłeś mnie śmiertelnie – wychrypiałam.

Nie odpowiedział, wszedł do kuchni.

Widziałam, że idzie o wiele wolniej, niezdarnie. Zastanawiałam się, czy się dzisiaj nie przeforsował, zaraz jednak odepchnęłam tę myśl od siebie. Nikt mu nie kazał iść do klubu ani dać się poderwać. To jego wina, a już na pewno nie ja powinnam się tym zadręczać. Mimo to nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jego zachowanie czemuś służy. Sprawiał wrażenie, jakby czekał na moją reakcję, jakby bawiło go moje cierpienie. Zanim zdążyłam ugryźć się w język, wypaliłam głośno:

– Dlaczego to robisz?

Blake nalał wody do szklanki i pił dużymi łyżkami. Dopiero po chwili odwrócił się do mnie.

– Niby co? – Zirytowany ściągnął brwi, ale nie dałam się na to nabrać.

– Chcesz się na mnie zemścić? – zapytałam.

Przechylił głowę na bok i długo mi się przyglądał. Powoli uniósł szklankę do ust, upił kolejny łyk.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

W odpowiedzi tylko pokręciłam głową. Piekło mnie pod powiekami. Byłam pewna, że widzi moje cierpienie, ale nic go to nie obchodzi. Miał w nosie, co czułam. Zdawałam sobie sprawę, że to moja wina, ale nie byłam w stanie zapanować nad wściekłością, która znowu mnie ogarnęła. W jego obecności nie panowałam nad sobą, chociaż wydawało mi się, że się z tym uporałam.

– Jeżeli swoim zachowaniem chcesz dać mi do zrozumienia, że już dawno o mnie zapomniałeś, moje gratulacje. Zrozumiałam.

Blake wbił wzrok w szklankę, obrysował jej brzeg opuszkiem palca, a potem roześmiał się cicho i pokręcił głową.

– Nic nie zrozumiałaś.

Otworzyłam usta i zaraz znowu je zamknęłam, gdy na mnie spojrzał. Złość w jego wzroku odebrała mi wszystkie siły.

– Dwa lata – mówił ochryple, ledwie słyszalnie. Włoski na ramionach stanęły mi dęba. – Dwa lata, Jude. Najcudowniejsze chwile mojego życia. Kochałem cię. Ale po wszystkim, co razem przeszliśmy, wystarczyło ci kilka tygodni w Los Angeles, żeby całkowicie wykreślić mnie z twojego życia.

Łzy wróciły. Nie byłam już w stanie nad nimi panować. Jednocześnie gorączkowo szukałam odpowiednich słów.

Tyle chciałam mu powiedzieć, ale nie mogłam. Nieważne, co teraz zdołałabym z siebie wykrzesać, Blake zasłużył na więcej. Na rozsądne wyjaśnienie. Na zrozumienie tego, co się ze mną działo. Ale nie mogłam. Jeszcze nie. To jeszcze nie była chwila, w której moglibyśmy porozmawiać szczerze, choć niczego bardziej nie pragnęłam.

– Złamałaś mi serce, do cholery – ciągnął. Moje serce fiknęło salto.

– Blake… – zaczęłam, on jednak tylko pokręcił głową.

 

– Zdaję sobie sprawę, że zachowałem się jak dupek. Ale nie masz prawa budzić we mnie poczucia winy, ilekroć spędzę z kimś noc. Nie możesz oczekiwać, że przejmę się twoimi uczuciami, gdy zdeptałaś moje.

Łzy płynęły mi po policzkach, po podbródku. Sparaliżowana nie mogłam się ruszyć.

Ani wtedy, gdy Blake dopił resztkę wody i odstawił szklankę na blat.

Ani wtedy, gdy mnie mijał i wychodził z saloniku.

Ani wtedy, gdy jego kroki powoli nikły, aż na schodach zostało tylko echo.

– Bardzo mi przykro – szepnęłam do pustego pokoju.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?