Najcenniejsza nagroda

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

– Chcesz o tym pomówić?

– Słowo terapia w przypadku twojego zawodu obejmuje wyłącznie ciało, nie umysł. Pamiętaj o tym.

Raven pomyślała, że powinna potraktować to poważnie i skupić się na prowadzeniu luksusowego SUV-a, którym jechali do wspaniałego domu Rafaela w jego majątku. Dostrzegła jednak jego ból, kiedy odwrócił się ku staremu człowiekowi na wózku inwalidzkim. Ból, który wciąż dostrzegała. Zjechała na pobocze obok wysokiej akacji, jednej z wielu porastających kręty podjazd. Żelazna strzeżona brama zamknęła się za nimi.

– Co ty wyprawiasz?

– Musimy pomówić o tym, co się wydarzyło. Twoje zdrowie psychiczne nie jest bez znaczenia.

– Zdrowy umysł, zdrowe ciało? Daruj sobie i od razu spytaj o smakowite szczegóły.

– Powiedziałbyś mi, gdybym spytała?

– Nie.

– Rafael…

– Jeśli się jeszcze nie domyśliłaś, to był mój ojciec. Nasza relacja sprowadza się do jednego: nikomu ani słowa.

– Więc możesz analizować moje życie, ale od twojego wara?

Uśmiechnął się lodowato.

– Niektóre jego aspekty stoją przed tobą otworem. Powiedz słowo, a z radością pozwolę ci je odkrywać.

– Nie o to mi chodziło.

– Od chwili, gdy się poznaliśmy, starasz się ustalić granicę między nami. A ta granica jest moja. Przekroczysz ją na własne ryzyko.

– I co? Znowu uciekniesz się do seksualnych aluzji? Próbuję ci tylko pomóc.

– Nie potrzebuję pomocy oprócz tej, którą masz mi zapewnić. Przestań gadać i jedź.

Ruszyła, starając się nad sobą zapanować. Rafael zorientował się na samym początku, że temat seksu to dla niej tabu, i wykorzystywał to bezlitośnie. Widzące jego reakcję na pojawienie się ojca – domyśliła się od razu, że to jego ojciec – zyskała potwierdzenie swoich podejrzeń: że Rafael, choć udający płytkiego, odznacza się głębią, którą rzadko ukazuje światu. Dlatego tak bardzo chciała odpokutować za to, jak go potraktowała kilka miesięcy wcześniej – bo czuła w głębi duszy, że jest wart ocalenia.

Stłumiła te myśli i zatrzymała się na końcu podjazdu. W oszklonych drzwiach ukazał się jeden z pracowników Rafaela, Diego, i podszedł do samochodu. Raven podała mu kluczyki. Kiedy weszli do marmurowego holu, Rafael zdjął marynarkę, podał ją Diego i wyciągnął koszulę ze spodni. Poczuła nagły przypływ podniecenia na widok jego opalonego ciała.

– Nie potrzebujesz…? – zaczęła.

– Jest niedziela. Umawialiśmy się, że moja Florence Nightingale ma wtedy wolne?

– Nie, to ty się umawiałeś.

Podał laskę Diego i zaczął rozpinać koszulę.

– Więc chwała Bogu, że jestem tu szefem, prawda?

Oderwała od niego spojrzenie.

– Rozbierasz się w holu? – Siliła się na obojętność. – Czego oczekujesz? Że ucieknę jak obrażona dziewica?

Jego bezwstydny uśmiech nie mógł ukryć napięcia.

– Wątpię, czy w wieku dwudziestu czterech lat masz w sobie cokolwiek dziewiczego. Liczę na to, że przyklaśniesz mojemu striptizowi.

– Nie chcesz wrócić całkowicie do zdrowia? Nie przestaniesz kuleć, jeśli nie będziesz ćwiczył. Skup się na tym, a rozstaniemy się czym prędzej.

Podał koszulę Diego, potem obrócił się do niej, wciąż z uśmiechem na ustach.

– Sądzisz, że chcę się ciebie pozbyć? Nic podobnego.

– Więc mogę być twoją dziewczyną do bicia?

– Nigdy nie byłem fanem czegoś takiego. Kajdanki, opaski na oczy, z pewnością… ale bić? Nie w moim stylu.

Rozpiął zamek błyskawiczny spodni. Raven skamieniała. Diego nie mrugnął nawet okiem.

– Co ty robisz?

Ściągnął buty i skarpetki.

– Idę popływać. Przyłączysz się?

– Nie… dziękuję. – Sama miała ochotę na zimny prysznic. – Ale musimy potem porozmawiać. Przyjdę i…

Zakrztusiła się niemal, kiedy zdjął spodnie i zobaczyła jego męskość kryjącą się pod bokserkami. Na udach i nogach Rafaela widać było blizny, łydki odznaczały się mocnymi mięśniami. Jej wzrok powędrował w górę, ku lodowatym niebieskim oczom.

– No, no, gdyby mi się to tak bardzo nie podobało, byłbym urażony, że traktuje się mnie jak kawał mięsa.

Odzyskała przytomność umysłu i zobaczyła, że Diego zniknął na schodach prowadzących do apartamentu Rafaela.

– Czego się spodziewasz, jeśli cały czas robisz z siebie widowisko?

Zbliżył się do niej.

– Na tym polega piękno wolnej woli, querida. Możliwość odejścia, kiedy sytuacja ci nie odpowiada.

– Gdybym robiła tak za każdym razem, gdy mi dokuczasz, wciąż znajdowałbyś się w tym żałosnym stanie sprzed pięciu tygodni.

Jeszcze jeden krok. Raven zacisnęła pięści, czując zapach, który atakował jej zmysły.

– Wiesz, co mnie w tobie urzekło, kiedy pojawiłaś się pierwszy raz w naszym zespole?

– Nie wątpię, że mnie oświecisz.

– Twoje oczy płoną hipnotycznym ogniem, kiedy jesteś wkurzona, ale twoje ciało krzyczy: trzymaj się z daleka. Nawet najbardziej uwodzicielskie kobiety nie potrafią odstawić tego numeru z taką łatwością jak ty. Chciałbym się za wszelką cenę dowiedzieć, dlaczego taka jesteś.

– Nie rozmawiamy o sprawach osobistych. Poza tym sądziłam, że mnie już rozgryzłeś.

Spojrzał na jej usta.

– Dostrzegam z grubsza twój niepokój, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że istnieje jakiś głębszy powód, dla którego pragniesz mnie każdą cząstką swojego ciała, ale jednocześnie nie dotknęłabyś mnie za żadne skarby świata inaczej niż w sposób wyłącznie zawodowy.

Poczuł lodowaty chłód.

– Miłej kąpieli. Przyjdę później, żeby omówić dalsze ćwiczenia.

– Oczywiście, panno Raven. Marzę o tym, żebyś zaczęła mnie dręczyć. – Oddalił się, wsparty na lasce.

Do diabła, nawet kulejący Rafael przyprawiał ją o żywsze bicie serca. Pobiegła na górę do swojego pokoju i próbując stłumić burzę emocji, przebrała się w strój treningowy, co trochę ją uspokoiło. Nie mogła jednak zapomnieć, że Rafael znowu przeniknął mur, który wokół siebie wznosiła. Wsunęła stopy w wygodne tenisówki. Po chwili namysłu zdecydowała się na salę gimnastyczną. Zbliżał się wieczór, ale hiszpańskie słońce wciąż przygrzewało bezlitośnie. Zjechała windą do sutereny, gdzie znajdowała się ekskluzywna siłownia, niewidoczna dla ciekawskich oczu. Dom Rafaela miał wyłącznie szklane ściany, poprzedzielane stalowymi i chromowymi filarami. Początkowo czuła się w nim nieswojo, ale w końcu jego architektura ją ujęła. Teraz jednak była zadowolona, że może swobodnie okładać worek treningowy pięściami. Ból w ramionach pozwalał rozjaśnić myśli. Była tu w celach zawodowych – miała pomóc Rafaelowi odzyskać dawną sprawność. A potem mogła odejść i uciec przed szaleństwem, jakim była fascynacja mężczyzną, który tak przypominał jej ojca. Ojca playboya, który zapominał o obowiązkach rodzicielskich i patrzył bez zmrużenia powiek, gdy jego przyjaciele próbowali się do niej dobierać.

Łup! Jej pięść ześliznęła się z worka, który poleciał na nią; uchyliła się, a potem zdyszana ściągnęła rękawice, podeszła do drążków i zanurzyła dłonie w talku. Zacisnęła powieki, próbując się skoncentrować. Postanowiła, że nie da się Rafaelowi. Popełniła straszliwy błąd i wyraziła obrzydzenie dla jego stylu życia w najmniej odpowiednim momencie. Wiedziała, że to przez nią się zdenerwował, co było przyczyną wypadku, który mógł się skończyć o wiele gorzej. To była jej pokuta – postawić go na nogi. Potem mogłaby się zająć swoim życiem.

Ujęła drążek, a po siedmiu minutach była już zdecydowana.

– Opracowałam plan ćwiczeń na następne trzy miesiące. Jeśli będziesz ze mną współpracował, odzyskasz pełną sprawność – oświadczyła raźnie, wchodząc do jego gabinetu. Zobaczyła, że skupia uwagę na papierach na biurku.

Wyciągnął rękę po harmonogram, potem rzucił okiem na kartkę i pokręcił głową.

– Nie da rady.

– Mogę wiedzieć dlaczego?

– Mam w planach kilka spotkań i imprez przed sezonem. Twój harmonogram to wyklucza.

– Wcale nie.

– Owszem. Ćwiczenia trzy razy dziennie. I była tam mowa o akupunkturze. Muszę podróżować, zamiast siedzieć i dać się nakłuwać.

– Co znaczy „podróżować”? Musisz przede wszystkim odzyskać sprawność.

– Prowadzę wielomiliardowe przedsiębiorstwo.

– Ale… czy Marco nie zajmuje się chwilowo wszystkim? Powiedział, że przypilnuje interesu, kiedy rozmawialiśmy o tym, jak ci pomóc.

Zmrużył oczy.

– O czym jeszcze rozmawiałaś z moim bratem?

– Co masz na myśli?

– Zatrudniając cię, liczyłem na poufność…

– Co mi konkretnie zarzucasz?

– Nie będziesz rozmawiała o moim zdrowiu z nikim prócz mnie, jasne?

– Nie rozmawiałam…

– Promieniejesz. – Przesunął spojrzeniem po jej twarzy i szyi.

– Słucham?

– Jesteś… zarumieniona. Gdybym nie uważał tego za nieprawdopodobne, powiedziałbym, że właśnie ukończyłaś łóżkowy maraton…

– Możemy wrócić do tematu? – Pomachała mu przed twarzą swoim harmonogramem.

Wzruszył ramionami i rozsiadł się wygodnie.

– Marco ma na głowie własną firmę… i rodzinę. Poza tym jedzie na zasłużone wakacje, więc będę zarządzał również jego interesem.

Omal nie odebrało jej mowy.

– I nie przyszło ci do głowy powiedzieć mi o tym?

– Wiem, jak mam żyć i prowadzić biznes. Nie muszę cię o nic pytać.

Próbowała zachować spokój, co nie było łatwe w obecności Rafaela, o czym przekonała się już dawno.

– Taka była umowa. Jeśli chcesz pracować, muszę o tym wiedzieć i dostosować odpowiednio rehabilitację. Nie wiem, co sobie wyobrażałeś, mówiąc bratu, że weźmiesz na siebie tyle obowiązków i to na tak długo!

Rafael spojrzał na jej nadąsane usta, starając się nie patrzeć jednocześnie na piersi. Gładka skóra jej szyi miała złotawy odcień. Fascynowało go, że kobieta o tak czarnych włosach odznacza się tak bladą karnacją. Poczuł podniecenie i ścisnął odruchowo pióro w dłoni. Znów spojrzał na jej usta; z trudem się powstrzymał, by ich nie posmakować. Albo ściągnąć z niej tę spódniczkę i odsłonić kryjące się pod spodem cudowności.

 

Dios, skup się!

– Na szczęście za nic przed tobą nie odpowiadam, mi dulzura. – Nie zamierzał jej wyjaśniać, nad czym pracuje już od miesiąca i o czym myśli od chwili, gdy się wybudził ze śpiączki. Tylko tak mógł odpędzić demony.

– Mam nadzieję, że nie zamierzasz się ścigać na torze.

– A jeśli tak? – Poczuł dojmujące ukłucie bólu. Wiedział, że tylko cud może ocalić jego karierę kierowcy.

– Wiesz tak samo jak ja, że się do tego nie nadajesz.

Uniósł brwi.

– A jak właściwie chcesz mnie powstrzymać?

Rozchyliła te urocze usta, a udręka w jej oczach sprawiła, że zacisnął zęby.

– Podejrzewam, że nie mogę, ale musisz przyznać, że nie nadajesz się do tego.

– Fizycznie czy mentalnie?

– Jako twoja fizjoterapeutka mogę powiedzieć, że nie jesteś jeszcze gotowy.

Wstał, obszedł biurko i oparł się o jego krawędź tuż obok niej. Patrzyła na niego gniewnie swymi orzechowymi oczami. Wyciągnął rękę i przesunął palcem wskazującym po jej brodzie.

– Zżera cię troska o mnie, a jednocześnie pogardzasz ziemią, po której stąpam.

Ujęła go za palec, ale zamiast odsunąć jego dłoń, przytrzymała ją, patrząc mu w oczy.

– Nie pogardzam tobą, Rafaelu. Inaczej by mnie tu nie było. Przyznaję, że się… różnimy, ale… jestem gotowa o tym zapomnieć, by ci pomóc odzyskać sprawność. A wyścigi w twoim obecnym stanie… sam wiesz, że to szaleństwo. Pomyśl też o swojej rodzinie, o Sashy. Myślisz, że jesteś wobec nich w porządku, narażając ich na coś takiego?

Znieruchomiał.

– Nigdy nie lubiłem szantażu emocjonalnego. Sashy w to nie mieszaj. Jeśli nie chcesz, żebym się ścigał, będziesz musiała wymyślić coś, co mnie zabawi.

Puściła raptownie jego dłoń, jakby ją parzyła.

– Dlaczego wszystko sprowadza się w twoim przypadku do seksu?

– Nie chodziło mi dokładnie o seks, ale co mi tam, może być.

– Przestań to robić!

– Niby co?

– Odgrywać męską ladacznicę.

– Twierdzisz, że nią nie jestem? – spytał z ironicznym zdziwieniem.

Wskazała głową papiery na biurku.

– Właśnie mi przypomniałeś, że zarządzasz ogromną firmą. Nie obchodzi mnie, jaki wspaniały jesteś w łóżku. Nie osiągnąłbyś sukcesów bez swojej inteligencji.

Oparł się wygodniej, czując ból w lewym biodrze.

– Skąd wiesz?

– Nie powinieneś siedzieć w ten sposób. Za bardzo nadwerężasz biodro.

Ogarnęła go irytacja. Nie mógł zaprzeczyć, że dzięki niej poczynił ogromne postępy, kiedy inne fizjoterapeutki nie dawały rady. Dlatego ją zatrudniono. Jednocześnie potrafiła opędzać się od niego jak od natarczywej muchy. Uniósł brwi, napotykając jej wzrok. Poczuł uderzenie krwi, kiedy przysunęła się bliżej. Wyciągnęła bez słowa rękę i chwyciła go za biodro, po czym wbiła kciuk w miejsce promieniujące bólem. Kilka ruchów i miał ochotę jęknąć z ulgi.

– Po co się ze mną kłócisz, skoro wiesz, że tylko ja mogę ci pomóc?

– Bo mama powiedziała mi, że nigdy nie idę na łatwiznę.

Wciąż go masowała.

– Nigdy nie mówiłeś o swojej matce – mruknęła.

– Nie mówię o nikim ze swojej rodziny. Ty to ciągle drążysz, bonita. Zamierzasz dowiedzieć się o mnie wszystkiego.

– Mimo to nie czuję się oświecona.

– Może dlatego, że jestem w środku pusty. – Starał się stłumić nutę winy w swoim głosie.

– Wcale nie. Tylko udajesz. Nie przyszło ci do głowy, że wbrew sobie przyciągasz uwagę do tego, co starasz się ukryć?

– Prawdziwa głębia. Ta myśl to dla ciebie wyzwanie, co?

Jej dłoń znalazła się niebezpiecznie blisko jego rozporka. Gdyby przyjrzała się dokładniej, zauważyłaby, jaki jest podniecony. Nie wstydził się tego. Sprawa ważyła się przez kilka tygodni po wyjściu ze śpiączki. Lekarze ostrzegali go, że może nie odzyskać sprawności seksualnej. Te obawy zostały rozwiane, gdy Raven Blass zjawiła się przed pięcioma tygodniami w jego pokoju szpitalnym.

– Nie. Mam coś lepszego do roboty niż rzucać ci wyzwania.

– Potrafisz popsuć zabawę – odparł zadowolony, że nic już nie mówi o jego matce.

Dostrzegł przelotny uśmiech na jej twarzy. Przesunęła dłoń na jego plecy. Przybliżyła się jeszcze bardziej, jej piersi były tuż, tuż. Mocne palce wbiły się w jego mięśnie, przynosząc ulgę.

– Wiem. Ale pomyśl, jaka byłabym zadowolona, gdybyś się zaczął ścigać i nie wyzdrowiał. Udowodniłbyś, że miałam rację.

Nie mógł się oprzeć ruchowi jej warg. Przesunął po nich bezwiednie palcem.

– Albo mógłbym zginąć. I byłby koniec tych ceregieli między nami.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Jego słowa poruszyły ją do głębi.

– Tego chcesz? Zginąć?

– Wszyscy musimy kiedyś umrzeć.

– Ale dlaczego, Rafaelu? Po co się spieszyć, kiedy każdy rozsądny człowiek walczy, by przeżyć?

Mi tesoro, rozsądek? Ludzie, patrząc na mnie, rzadko myślą o rozsądku.

– To nie odpowiedź. – Nie miała pojęcia, dlaczego wyjaśnienie Rafaela jest dla niej takie ważne. O ile się orientowała, były to kolejne słowa obliczone na wywołanie szoku. Dostrzegła jednak coś w jego twarzy. – O co chodzi? Dlaczego tak powiedziałeś?

Quid pro quo, kochana. Jeśli odsłonię duszę, ty zrobisz to samo?

– I dzięki temu zaczniesz cenić życie?

Chwycił ją za łokcie, odsunął od siebie i wyprostował się na całą wysokość swego wzrostu. Potem znów usiadł za biurkiem.

– Amatorska sesja psychiatryczna dobiegła końca, chiquita. Dostosuj harmonogram do moich podróży i skontaktuj się z Diego, jeśli będzie potrzebny jakiś sprzęt. Wyjeżdżamy w środę.

Wiedząc, że nic nie wskóra, odwróciła się do drzwi.

– Raven?

– Tak?

– Czeka nas kilka imprez, więc nie ograniczaj się do stroju sportowego. Jest podniecający, ale nie wystarczy.

Miała ochotę walnąć w coś pięścią. Pragnęła za wszelką cenę zachować spokój. Walczyła z emocjami już w wieku szesnastu lat, gdy sobie uświadomiła, jak niewiele znaczy dla ojca. Zbyt długo czuła gniew wobec świata, że zabrał jej matkę i skazał na godnego pogardy rodzica. Postanowiła, że nie pozwoli więcej Rafaelowi wbijać sobie szpilek. Następną godzinę pracowała w ogromnym salonie nad harmonogramem ćwiczeń, rozmawiała też z Diego o sprzęcie. Wciąż była sfrustrowana z powodu decyzji Rafalea o powrocie na tor. Oznaczało to bowiem, że i ona tam wróci. Choć była opłacana i traktowana przez Team Espiritu dobrze, czuła się w tym świecie nieswojo. Wiedziała dlaczego. Rozwiązłość była tam czymś naturalnym. Niektórzy traktowali to jako wyzwanie – zaliczyć jak najwięcej dziewczyn. Dość miała tego w życiu i pod koniec swego pierwszego sezonu wiedziała, że zyska opinię „oziębłej”. Jak na ironię, pojawienie się Sashy Fleming jako głównego kierowcy uwolniło ją od natarczywego zainteresowania ze strony mężczyzn.

– Dwie zmarszczki na czole. Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

Podniosła wzrok i zobaczyła Rafela; trzymał laskę w zagięciu ręki i podawał jej drinka.

– Myślałam o tym, jak by to było wrócić do zespołu.

– Czy nie powinny się pojawić trzy zmarszczki? Ja też bym tam był.

– Naprawdę jesteś zarozumiały. Psycholog miałby używanie, wiesz o tym?

Usiadł obok niej.

– Musiałby wpierw odpędzić tłumy fanów. Nie wspominając o tobie.

– O mnie? Co masz na myśli?

– Jesteś wobec mnie bardzo zaborcza. Gdyby stanęło na twoim, zostałbym tutaj, spełniając każde twoje polecenie i chodząc posłusznie za tobą.

Raven otworzyła usta ze zdumienia.

– Odebrało mi mowę.

– Wystarczająco, bym skradł ci całusa?

Krew uderzyła jej do głowy, ale postanowiła się nie dać.

– Halo? – Dostrzegł jej zdumienie. – Czyżbyś wpadała w trans na samą myśl o pocałunku?

– Ja… co?

– Powiedziałem: pocałuj mnie.

– To nie jest dobry pomysł.

– Wręcz przeciwnie, wspaniały. Spójrz tylko na mnie: ledwie chodzę. Będziesz mogła mnie wykorzystać.

– Nic z tego. Mogę ci jeszcze w czymś pomóc?

Westchnął przesadnie ciężko.

– Bianca poda zaraz kolację. Mamy dwadzieścia minut. Zachowamy się po angielsku i pomówimy o pogodzie?

– Jest fantastyczna. Pomówmy o twoim powrocie do X1. Nie chcę poruszać spraw prywatnych, ale…

Roześmiał się.

– No wiesz… musisz być ostrożny, kiedy chodzi o…

– Wyduś to, Raven.

– Dobrze. Chodzi o seks. Nie możesz go uprawiać.

Chwycił się za pierś.

– Serce mi stanęło. Nie możesz mówić takich rzeczy.

– Nie żartuję. Nie wolno ci się uganiać za dziewczynami. Twoja miednica musi się zrosnąć. Chcesz chyba odzyskać sprawność?

– Tak, ale za jaką cenę? Moje libido skurczy się i obumrze – odparł, a jej zrobiło się tak gorąco, że musiała napić się drinka.

– Nie obumrze, jeśli nie będziesz się narażał na zbytni wysiłek. Nie proszę o wiele. Trzymaj go chwilowo w spodniach. I nie mów, że potrzebujesz seksu, by wyzdrowieć. Nie jesteś seksoholikiem, tylko jednym z najbardziej opanowanych kierowców wyścigowych. Chodzi po prostu o odrobinę dyscypliny.

– Dostrzegam niejaki komplement. Zgoda, wezmę sobie twoją radę do serca.

– Musisz się bardziej starać, jeśli chodzi o rehabilitację.

– Powiedziałem wcześniej, że potrafisz popsuć zabawę?

– Chyba tak.

– O, nadchodzi Bianca. Miejmy nadzieję, że ożywi mnie po tej twojej kastracji.

Rafael próbował skupić się na ekranie wielkiego telewizora w swoim samolocie, ale na próżno. Siedząca naprzeciwko Raven obracała w ustach długopis, pochylona nad notatkami. Wiedział, że jest nieświadoma tej erotycznej prowokacji, ale i tak nie mógł opanować podniecenia. Wyłączył telewizor, a ona popatrzyła na niego.

– Co?

– Jak zostałaś fizjoterapeutką?

– Efekt przypadkowego spotkania w parku z byłą nauczycielką wychowania fizycznego, kiedy miałam siedemnaście lat. Zorientowała się, że uwielbiam ćwiczyć, ale nie chcę być lekkoatletką. Zaprowadziła mnie do centrum sportowego i przedstawiła trenerowi. Wiedziałam już, co chcę robić.

– I postąpiła tak z dobroci serca?

– Zauważyła, że nie panuję nad gniewem, i starała się wskazać mi jakiś cel.

– A na co się gniewałaś?

– Na życie, na los. A na co się gniewają w tym wieku młodzi ludzie?

– Nie wiem. Mając siedemnaście lat, byłem gotów spełnić marzenie i usiąść w pierwszym samochodzie wyścigowym. Byłem wtedy bardzo zadowolony.

– Nie wszyscy mają tyle szczęścia.

– Niekiedy jego źródłem jest sam diabeł, bonita. No i co było potem?

– Nauczycielka pomogła mi określić cel, ale przez ten rok liczyłam tylko dni do osiemnastki.

– Dlaczego? – Dostrzegł jej powściągliwość. Zastanawiała go własna ciekawość. Sam nie lubił się zwierzać.

– Bo pełnoletniość oznaczała, że mogę sama podejmować decyzje i unikać tego, co mi się… nie podoba.

Rafael wiedział, że nic więcej mu nie powie. Zaczął się zastanawiać, o co chodzi. Jej postawa wobec seksu i jego osoby zawsze go dziwiła. Dostrzegał w jej oczach fascynację i jednocześnie widział mur, jakim się otacza. Domyślał się, że ma to swoją przyczynę. Prawdopodobnie w dzieciństwie. Nagle postanowił pójść na całość.

– Co ci się przytrafiło? Byłaś molestowana?

Popatrzyła przez iluminator.

– Mój ojciec miał dar przekonywania. Potrafił zagadać każdego pracownika opieki społecznej, zwłaszcza kobiety. Można więc założyć, że nie byłam molestowana w sensie dosłownym.

– Co ci zrobił, u licha?

Skupiła uwagę na papierach.

– To bez znaczenia. Przeszłość.

Omal się nie roześmiał. Przeszłość rozciągała się w nieskończoność. Mógł coś o tym powiedzieć. Jego ojciec… matka. Wspomnienie, które mogła wymazać tylko śmierć. Prześladowało go za dnia i w nocy. Nie mógł uciec od tego, co im zrobił. Bez względu na to, ile pił i z iloma kobietami szedł do łóżka.

– Dostosowałam harmonogram – oznajmiła trzeźwym tonem Raven.

Był jej wdzięczny, że może się skupić na czymś inny.

 

– Rezerwuję codziennie rano godzinę na ćwiczenia. Wiesz, że nie wolno ci stać ani siedzieć przez dłuższy czas, więc zalecam kilka prostych czynności podczas tych twoich spotkań. Wolałabym, żeby w ogóle ich nie było.

– Sprawdzę, czy nie da się zorganizować kilku wideokonferencji.

– Naprawdę? Mówisz poważnie?

– Nie bądź taka zdziwiona. Moja próżność ma swoje granice. Nie będę sobie celowo szkodził.

– Skoro możesz załatwiać wszystko na odległość, to po co w ogóle wyjeżdżasz?

– Zawsze znajdzie się ktoś, kto spróbuje przy pierwszych oznakach słabości strącić cię z piedestału. Normalna rzecz w dużej firmie.

– Mówisz jak ktoś zniedołężniały.

– Bo tak się czuję. Nie uprawiałem seksu od pół roku, a z powodu twojego zakazu mam wrażenie, że moje życie straciło sens.

– Tęsknisz za swoimi fankami i ich uwielbieniem?

– Jestem prostym człowiekiem, Raven. Uwielbiam być pożądany.

Znowu spojrzała na swoje papiery.

– Dlaczego Monaco?

– Stolica sportów samochodowych. Mieszka tam większość obecnych i byłych kierowców. Najlepsze miejsce na imprezę z gwiazdorską obsadą.

– Odbędzie się prawdziwy wyścig?

Dosłyszał troskę w jej głosie. Martwiła się o niego jak Marco, Sasha… jego ojciec. Nie zasługiwał na to.

– Dopiero w Monzy, za dwa tygodnie. – Słysząc beztroskę w jego głosie, uniosła brwi. – Wyścigi to moje życie, Raven. Nie wiem, czy kiedykolwiek usiądę za kierownicą, ale to będzie moja decyzja. Więc skup się na swoim zadaniu, dobrze?

Prywatny odrzutowiec zaczął skręcać w lewo i w dole ukazało się Lazurowe Wybrzeże. Raven wiedziała, że miesiąc przed początkiem sezonu kierowcy będą odbywać próbne jazdy w Barcelonie. Rafael też by tam był, gdyby nie wypadek. W wieku niemal trzydziestu jeden lat znajdował się u szczytu kariery i możliwości, ciesząc się uznaniem na całym świecie. Nie zastanawiała się wcześniej nad tym, co by dla niego oznaczało, gdyby nigdy więcej nie mógł się ścigać.

– Przepraszam, nie chciałam ci sprawić przykrości – mruknęła, pewna jego riposty.

Gracias – odparł tylko. – Doceniam to.

Pojawiła się stewardessa z informacją, że lądują za kilka minut.

– Czas na cyrk. Gotowa?

– Pewnie. Po pięciu tygodniach spędzonych z tobą jestem gotowa na wszystko.

Roześmiał się.

– Miejmy nadzieję, że nie pożałujesz swoich słów, querida.

– Może i tak, ale… obiecasz mi coś?

Po chwili namysłu skinął głową.

– Powiesz mi, kiedy poczujesz się kiepsko. Muszę wiedzieć, jeśli chcę wykonywać właściwie swoją pracę.

– Jest dla ciebie taka ważna?

– Owszem… jestem tu po to, żeby odpokutować. Nie mogę cofnąć tego, co ci powiedziałam, a ty nie pamiętasz, czy moje słowa zaważyły na twoim wypadku. Zależy mi na tym, żebyś wyzdrowiał.

– Nie wiesz, że takie wyznanie to zaproszenie pod adresem oportunisty mojego pokroju?

– Rafaelu…

Machnął ręką.

– Nie muszę składać ci relacji ze stanu zdrowia. Będziesz ze mną cały czas.

Kiedy samolot wylądował, Rafael ruszył w stronę wyjścia. Pospieszyła za nim. Gdy stanęli w drzwiach samolotu, rozbłysły setki fleszy. Nie żartował, mówiąc o cyrku.

Pod koniec zimy w Monaco nie było tłumów. Gdyby nie paparazzi, Raven mogłaby sobie wmawiać, że jest na wakacjach. Po serii niezliczonych spotkań zawieziono ich wysoko w góry ponad Monte Carlo, skąd rozciągał się wspaniały widok.

– Nie zatrzymujesz się zwykle w Hotelu de France? – Miała na myśli luksusowy hotel, gdzie odbywały się wszystkie konferencje z udziałem ludzi z X1 Premier Management.

– Tak, podczas sezonu. Ale nie tym razem.

Zastanawiała się nad tą enigmatyczną uwagą, aż dotarli do celu. Za żelazną bramą widać było olśniewającą willę w stylu art deco.

– Kto tu mieszka?

– Chwilowo ty i ja, no i służba. Kiedyś ten dom należał do austriackiej hrabiny. Zastanawiam się, czy go nie kupić. Mógłbym przebywać tu na stałe.

– Chcesz porzucić Leon?

Wzruszył ramionami.

– Już od dawna mnie nie bawi.

– Rozmawiałeś o tym z Markiem i Sashą?

– Z radością uwolnią się od inwalidy.

Przypuszczała, że nie przyszło im to do głowy, ale wolała tego nie mówić.

– Ale… to twój dom. Nie będziesz tęsknił?

– To tylko cegły, bonita.

– A jest jakiejś miejsce, które nazywasz domem?

Dostrzegła na jego twarzy cień, który szybko zniknął.

– Było, dawno temu. Ale jak wszystko inne w moim życiu zniszczyłem to. A teraz… – Wysiadł z limuzyny i podał jej rękę. – Chodź, powiesz mi, co myślisz. Podobno opinia kobiety o domu jest bezcenna. Zwłaszcza takiej, z którą się nie sypia.

Powstrzymała się od jakiejś uwagi, kiedy troje osób ze służby wzięło od nich bagaże. Gdy tylko zostali sami w wielkim salonie spojrzała Rafaelowi w twarz.

– Co miałeś na myśli, mówiąc, że zniszczyłeś wszystko w życiu?

Oparł laskę o krzesło i zbliżył się do niej.

– Miałem nadzieję, że o tym zapomnisz.

– Nie wydaje mi się, żebyś tego chciał.

– Domyślam się, że moje wypytywania w samolocie upoważniają cię do pewnej… wzajemności z mojej strony.

– Nie. Ujawniłam ci odrobinę własnej przeszłości, bo tego chciałam. Nie musisz odpłacać mi tym samym, ale chciałabym mimo wszystko wiedzieć.

– Najpierw powiedz, co myślisz o willi.

Popatrzyła na abstrakcyjne obrazy, rzeźby i oświetlenie. Wzruszyła ramionami.

– Podoba mi się, ale nie jestem zachwycona. Chyba do ciebie nie pasuje.

Rozejrzał się.

– Hm, może masz rację…

– Odpowiedz na moje pytanie. Dlaczego nie masz już domu?

Jego uśmiech przygasł, oczy posmutniały.

– Bo wszystko, co miało dla mnie znaczenie, querida, zniknęło osiem lat temu w płomieniach.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?