Świąteczne przyjęcie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maureen Child
Sandra Hyatt
Świąteczne przyjęcie

Tłumaczenie:

Ewa Pawełek

Maureen Child

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Anna Cameron schowana za potężnym doniczkowym kwiatem zerkała poprzez liście na tłum gości. Świąteczne przyjęcie zorganizowane przez przedsiębiorstwo Cameron Leather trwało w najlepsze. Niemal wszyscy, których znała, zebrali się w posiadłości jej ojca, by jak co roku uczestniczyć w festynie radości z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia. Anna zazwyczaj z chęcią uczestniczyła w tego typu imprezach, ale tym razem zrobiłaby wszystko, by uciec gdzieś daleko. Nie wypadało jednak, by córka właściciela zlekceważyła tak ważne przyjęcie, więc wybrała połowiczne rozwiązanie. Zamiast brylować na parkiecie i zabawiać gości chowała się po kątach przed swoją macochą. Nie żeby Clarissa Cameron była jakąś podłą wiedźmą, o nie. Po prostu wypiła trochę za dużo i robiła, co mogła, by przekonać pasierbicę, aby spróbowała odzyskać byłego chłopaka, Garreta Hale’a.

– Jakby mi na tym zależało – mruknęła pod nosem, wciskając się w kąt ściany, by lepiej skryć się przed macochą i światem.

Spotkali się zaledwie kilka razy, bo do akcji wkroczył jego starszy brat Samuel i zażądał, by Garret z nią zerwał. Miał czelność sugerować, że Anna wykorzystuje Garreta, by pomóc firmie ojca. Oczywiście spółka z przedsiębiorstwem Hale Luxury mogłaby ocalić Cameron Leather, ale Anna nie zamierzała być kartą przetargową, choć właśnie tego pragnęła Clarissa. Zresztą i tak by nic z tego nie wyszło. Garret nie zamierzał sprzeciwiać się bratu, tym bardziej że ten oświadczył, że jeśli nie zerwie z panną Cameron, odetnie mu dostęp do gotówki.

– Żadna strata – stwierdziła, bez cienia żalu. Wbrew oczekiwaniom Clarissy, która najchętniej położyłaby ją na tacy i zaniosła pod sam nos młodego Hale’a, tym razem nie mogła ustąpić. Zwłaszcza że w ogóle nie wzbudził jej zainteresowania. Wystarczył jeden pocałunek, by wiedziała wszystko to, co powinna. Nie poczuła nic. Nawet najmniejszej iskry, prądu, nie ujrzała nawet jednej gwiazdy. Szybko zrozumiała, że to nie był mężczyzna dla niej. Pragnęła magii, fajerwerków, szaleństwa. Nie pomógł również fakt, że Garret okazał się mięczakiem, który rzucił ją ze strachu, że brat wstrzyma mu kieszonkowe. Może byłoby lepiej, gdyby podzieliła się tą wiedzą z Clarissą; może wtedy przestałaby ją swatać. Była jednak zbyt dumna, by się do tego przyznać.

– Anno, kochanie, czy to ty się tam ukrywasz?

Drgnęła przestraszona, jakby obudzona ze snu.

– Cześć, tato.

– Co robisz za tą rośliną, skarbie? Bawisz się w ogrodniczkę? – Zielone oczy Dave’a Camerona wyrażały radość, ale Anna dostrzegła w nich coś jeszcze: troskę i niepokój. Jak miała mu wytłumaczyć, że chowa się przed jego żoną? Nikt nie był winien temu, że ona i Clarissa nie były ze sobą tak zżyte, jak chciałby tego Dave. Jeszcze dziesięć lat temu żyli z ojcem sami, tylko we dwoje. Matka zmarła, gdy Anna miała zaledwie dwa lata, więc nie mogła jej pamiętać. Mimo to, dzięki starym czarno-białym zdjęciom i pięknym opowieściom ojca, obraz matki wyrył się w jej sercu.

Clarissa wkroczyła w ich spokojne, ustabilizowane życie, gdy Anna skończyła siedemnaście lat. Wcale nie zależało jej na posiadaniu nowej „mamy” i z trudem pogodziła się z tym, że będzie musiała dzielić się ojcem z obcą kobietą. Z czasem znalazły nić porozumienia, choć daleko im było do głębokich relacji typu matka – córka, co zawsze martwiło Dave’a.

Teraz więc, zamiast wyjawić prawdziwy powód, nachyliła się i lekko przeciągnęła palcem po ceramicznej powierzchni olbrzymiej donicy.

– Sprawdzałam tylko, czy wszędzie jest czysto. Doskonale, ani śladu kurzu.

Dave zaśmiał się, pociągając ją za ramię i zmuszając, by opuściła kryjówkę.

– Porządki nigdy nie należały do twoich ulubionych zajęć, a nawet gdyby, to sprawdziłabyś stan zakurzenia przed przyjęciem, więc o co tak naprawdę chodzi?

Głośna muzyka uniemożliwiała prowadzenie dłuższej dyskusji, poza tym Anna nie zamierzała wdawać się w szczegóły, przywołała więc na wargi beztroski uśmiech i ucałowała serdecznie ciepły policzek ojca.

– O nic, wszystko w porządku. Przyjęcie jest wspaniałe.

– Tak wspaniałe, że musiałaś się schować za tym krzewem?

– Szczerze? Daren Shivers wypił o jeden drink za dużo i koniecznie chciał mi opowiedzieć fascynującą historię, jak to w liceum odniósł spektakularne zwycięstwo w zawodach futbolowych.

– Och, nie mów, że znów to zrobił!

– Znasz go – odparła, pocieszając się, że właściwie nie okłamywała ojca. Darren rzeczywiście ilekroć przekroczył bezpieczną dawkę procentów, zmuszał napotkanych szczęśliwców do wysłuchania opowieści o dniach pełnych sportowej chwały, które już dawno bezpowrotnie minęły. Mimo to uznała, że lepiej będzie zmienić temat. – Zobacz, wygląda na to, że wszyscy bawią się doskonale.

– Chyba tak – przyznał, taksując wzrokiem gości tańczących w rytm szybkiej muzyki. – Twoja macocha wykonała kawał dobrej roboty.

– Zgadza się. Clarissa jest niezastąpiona w tego typu imprezach – odparła spolegliwie. Cokolwiek by mówić, łączyła ją z macochą miłość do tej samej osoby. Obydwie kochały ojca.

– Między wami wszystko w porządku? – spytał, rzucając jej ukradkowe, jakby spłoszone spojrzenie.

– Oczywiście, że tak – zapewniła natychmiast. Nie chciała wciągać ojca w matrymonialne rozgrywki Clarissy. Wiedziała, że macocha pragnie ją wyswatać z troski o męża, i doskonale rozumiała jej punkt widzenia, jak również podzielała niepokój związany z rodzinną firmą.

Przedsiębiorstwo Cameron Leather znajdowało się w poważnych tarapatach, i choć niektórych mógłby zmylić blichtr wspaniałego przyjęcia, wszystko wskazywało na to, że jeśli ojciec nie znajdzie jakiegoś rozwiązania, straci firmę, której poświęcił całe swoje życie. Mimo to starał się zachować spokój przed córką i żoną. Dave Cameron należał do tego szczególnego gatunku mężczyzn, którzy swoje ukochane kobiety traktują jak księżniczki, nie wciągając w zawodowe problemy. Był modelowym przykładem rasowego dżentelmena i Anna uwielbiała go za to.

Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała pogodnym, beztroskim głosem:

– Nie przejmuj się mną i Clarissą. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. A przyjęcie jest naprawdę wspaniałe. Dlaczego się nie bawisz?

– Dobry pomysł. – Zrobił krok w przód, odwracając głowę w jej stronę. – Ale nie będziesz się znowu chowała za tym kwiatem, co?

Anna uniosła dwa palce do góry w geście uroczystej przysięgi.

– Obiecuję. A teraz idź i zatańcz z żoną. – A pod nosem dodała: – I trzymaj ją z daleka ode mnie.

Kiedy zobaczyła, że ojciec wmieszał się w tłum, witając starych znajomych, natychmiast wymknęła się z sali balowej. Już jako dziecko odkryła wszystkie zakamarki i schowki, których nie brakowało w tym wielkim domu, więc wiedziała, że nie będzie miała problemu, by znaleźć dla siebie kryjówkę. Byle dalej od Clarissy i jej niemądrych pomysłów.

Była już prawie na końcu długiego holu, gotowa nacisnąć klamkę drzwi do kolejnego pokoju, gdy usłyszała za sobą wołanie:

– Anno!

Przystanęła, starając się zapanować nad pełnym rezygnacji westchnieniem. Nie tak łatwo uciec z przyjęcia, gdy się jest córką gospodarza. Odwróciła się w stronę jednego z pracowników ojca i podeszła bliżej. Eddie Hanover był niskim i przysadzistym mężczyzną o miłym uśmiechu i wesołych oczach. Anna znała go od dziecka i kochała jak drugiego ojca.

– Witaj, Eddie, jak się bawisz?

– Świetnie. To wspaniałe, że twój ojciec postanowił nie zrywać ze świąteczną tradycją, mimo że czasy nie są najlepsze.

Rzeczywiście, Dave Cameron nawet nie chciał słyszeć o odwołaniu corocznego przyjęcia z okazji świąt Bożego Narodzenia. Firma mogła przechodzić kryzys, ale jej ociec nie mógł „oszukać” pracowników, pozbawiając ich czegoś, na co czekali cały rok.

– Widziałaś się z Clarissą? – spytała Trina, żona Eddiego. – Wszędzie cię szukała.

– Tak, wiem – odparła z niewinnym wyrazem twarzy.

– Naprawdę wspaniałe przyjęcie.

Anna odetchnęła z ulgą, gdy para oddaliła się, znikając w tłumie gości. Niestety okazało się, że radość była przedwczesna. Dostrzegła, że z naprzeciwka prosto w jej stronę zmierza Clarissa.

Myśl szybko, nakazała sobie, wiedząc, że jeszcze chwila i już nie ucieknie. Gdyby tylko miała chłopaka. Może wtedy macocha porzuciłaby niedorzeczny pomysł, by dla dobra rodziny poślubiła Garreta Hale’a. Tak się jednak złożyło, że w jej życiu nie było żadnego mężczyzny i nic nie wskazywało na to, by takowy miał się pojawić. Rozejrzała się nerwowo wokół w nadziei, że dostrzeże drogę ucieczki, ale znalazła coś lepszego. Przy wejściu do sali, tuż pod zieloną jemiołą przewiązaną czerwoną wstążką stał wysoki mężczyzna, a co najważniejsze bez kobiety wiszącej u jego ramienia. W sekundę podjęła decyzję. Podbiegła do niego, oparła dłonie na twardych barkach i zawołała:

– Błagam, ratuj mnie i pocałuj!

ROZDZIAŁ DRUGI

Mężczyzna zwrócił na nią jasnoniebieskie spojrzenie, uśmiechnął się, po czym rzekł:

– Z przyjemnością.

Ledwie zdążyła wziąć oddech, kiedy poczuła jego wargi na swoich. Otoczył ją mocno ramionami, przycisnął do siebie i całował tak, jak jeszcze nigdy nie była całowana, długo, głęboko, namiętnie. Zanim się zorientowała, już odwzajemniała pocałunek, zatracając się w niewiarygodnej przyjemności, jaką dawały jego usta i język.

Magia, której pragnęła w intymnym kontakcie z drugim człowiekiem, pojawiła się tu i teraz. W ramionach człowieka, którego widziała po raz pierwszy w życiu. Ciekawe, kim był jej tajemniczy wybawiciel?

 

– Och, Anno!

Piskliwy głos Clarissy wyrwał ją ze słodkiego oszołomienia. Odsunęła się nieznacznie, przez chwilę patrząc w niebieskie oczy mężczyzny. Dopiero teraz dostrzegła, że jest nie tylko wysoki, ale także bardzo męski i przystojny. Miał mocno zarysowaną szczękę, kruczoczarne włosy, a ramiona tak silnie umięśnione, że mogły należeć do sportowca.

Muzyka wciąż grała, zewsząd dobiegał śmiech gości, a ona miała wrażenie, że czas stanął w miejscu, jak gdyby specjalnie dla nich.

– Powinnaś była mi powiedzieć! – Jak przez mgłę docierał do niej głos Clarissy.

– O czym? – spytała, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od twarzy mężczyzny. – O co ci chodzi?

Clarissa podeszła bliżej, uścisnęła pasierbicę i uśmiechnęła się szeroko.

– Powinnaś była mi powiedzieć, że dlatego przestałaś spotykać się z Garretem, że związałaś się z jego bratem!

Bratem?

– Jesteś Anna Cameron?

– A ty Sam Hale?

– Jak wspaniale – zagruchała Clarissa z błyskiem satysfakcji w oczach.

To jakiś koszmar, pomyślał Sam Hale, patrząc z góry na piękną dziewczynę, którą przed chwilą całował.

Co za licho podkusiło go, by przyjść na coroczne świąteczne przyjęcie w domu Dave’a Camerona. Tak naprawdę zjawił się tu nie dlatego, że był spragniony ciepłej, radosnej wrzawy, ale właśnie z powodu Anny Cameron. Chciał się lepiej przyjrzeć córce Dave’a. Oczywiście widział wcześniej zdjęcia, ale nie miał czasu, by w dziewczynie, która rzuciła mu się na szyję, rozpoznać poważną kobietę z fotografii. Kobietę, o której tyle słyszał od swojego brata. Tę samą, która teraz patrzyła na niego z niedowierzaniem i wściekłością. Przyszedł na przyjęcie, by się przekonać, czy czasami nie pomylił się w ocenie ukochanej brata. Nie był zachwycony, że Garret spotyka się z córką Dave’a, o którym wszyscy wiedzieli, że ma poważne kłopoty finansowe. Wyobrażał sobie Annę jako zimną, bezwzględną harpię, która zarzuciła sieci na jego młodszego brata tylko z jednego powodu: pieniędzy. Postanowił przekonać się na własne oczy, czy jego podejrzenia były słuszne. Gdyby się okazało, że nie miał racji, można by jeszcze wyprostować sprawy między tą kobietą a jego bratem.

Niech to szlag, świetnie zaczął.

– Nie mogę uwierzyć, że mnie pocałowałeś! – zawołała Anna oskarżycielskim tonem.

– Poprosiłaś mnie o to – przypomniał zimno. Najgorsze było to, że z chęcią uczyniłby to ponownie.

– Stałeś pod jemiołą. Nie miałam pojęcia, że…

– Dajcie spokój, nie kłóćcie się – wtrąciła się Clarissa. – W końcu jesteście na przyjęciu, bawcie się.

– To nie tak, jak myślisz – zaprotestowała Anna.

– Moja droga, nie ma się czego wstydzić. Sprzeczka zakochanych… to przecież normalne.

– Och, nie. – Anna zacisnęła wargi, powoli tracąc cierpliwość.

Sam przyglądał jej się z ukosa, coraz bardziej zaintrygowany. Była inna, niż się spodziewał. Jego brat zazwyczaj miał słabość do pustych, głupiutkich, rozrywkowych panienek. Anna z pewnością nie zaliczała się do tego grona. Pytanie tylko, czy interesował ją stan konta Garreta.

– Powinieneś był się przedstawić – zwróciła się w jego stronę.

– Przed czy po tym, jak błagałaś mnie o pocałunek?

– Nic podobnego – obruszyła się.

– Powiedziałaś: „Błagam, ratuj mnie i pocałuj” – przypomniał jej ze złośliwym uśmiechem. – Czego się więc spodziewałaś?

– W porządku, tak, zrobiłam to, ale nie wiedziałam, kim jesteś.

– To jest nas dwoje. Ja też dopiero odkryłem, kim ty jesteś.

– Muszę znaleźć Dave’a. Będzie zachwycony, gdy się o was dowie. – Clarissa wciąż nie mogła się otrząsnąć z wrażenia, bagatelizując gniewne spojrzenia pasierbicy.

– Ani się waż! – krzyknęła Anna, ale było już za późno. Clarissa zniknęła wśród tańczących par. – Na litość boską!

– Teraz, kiedy już zostaliśmy sami, chcesz, żebyśmy wrócili pod jemiołę? – usłyszała tuż przy uchu ironiczny, męski głos.

– Nie! – zaprotestowała gwałtownie, choć tak naprawdę wiedziała, że nie jest szczera. – Musisz wyjść, zanim Clarissa przyprowadzi ojca.

– A to dlaczego? Zostałem przecież zaproszony. Czy każesz mi wyjść, bo nagle pożałowałaś tego, że próbowałaś mnie uwieść?

Z rozbawieniem i zdziwieniem zauważył, że policzki Anny pokryły się szkarłatem. Nie sądził, że jeszcze istnieją kobiety, które potrafią się rumienić. Z minuty na minutę był coraz bardziej zaintrygowany.

– Wcale nie próbowałam cię uwieść – odparła przez zaciśnięte zęby. – To była wyjątkowa sytuacja.

– Czyżby?

– Wiesz co? Nie mam ochoty tego dłużej roztrząsać. Skoro ty nie chcesz odejść, ja to zrobię.

Odwróciła się z takim impetem, że jej długie kasztanowe włosy zafalowały w powietrzu. Miała na sobie srebrną dopasowaną bluzkę bez rękawów i czarną jedwabną spódnicę, która znakomicie eksponowała wąską talię i zaokrąglone biodra. Wyglądała jak uosobienie pokusy, toteż dopiero po chwili ocknął się i ruszył za nią, doganiając ją przy schodach. Mocno złapał ją za ramię, zmuszając by odwróciła się w jego stronę.

– O co chodzi? – Popatrzyła znacząco na swoje ramię, jak gdyby zamiast męskiej ręki tkwiła tam zielona ropucha.

Sam roześmiał się, cofając dłoń.

– Zawsze jesteś taka wyniosła? Myślisz, że to działa na mężczyzn?

– Ja przynajmniej nie mówię innym, jak mają żyć i z kim się spotykać – odparła, mrużąc powieki. – To twoja specjalność, czyż nie?

Nie czekając na odpowiedź, zbiegła po schodach i przez podwójne szklane drzwi wyszła do ogrodu, gdzie kilka par spacerowało alejkami. Wokoło panował przyjemny półmrok, rozpraszany jedynie światłem z sali balowej rezydencji i blaskiem księżyca. Anna, świadoma, że Sam nie odpuścił i podąża za nią, udała się w stronę niewielkiej fontanny, gdzie, jak przypuszczała, będą mogli porozmawiać bez świadków.

– Jakim prawem decydujesz, z kim inni mogą się umawiać? – zawołała oskarżycielskim tonem.

– Jeśli masz na myśli mojego brata…

– No dalej, przyznaj się! Powiedziałeś mu, żeby zerwał ze mną, bo chcę go jedynie wykorzystać! Bo chcę się dobrać do twoich pieniędzy, by ratować firmę ojca.

Sam nie wierzył, że jego brat mógł być tak głupi, by powtórzyć jej wszystko to, co mu mówił. Powinien był wiedzieć, że Garret nie potrafi trzymać języka za zębami.

– Przykro mi, że ci to powtórzył.

– Przykro mi, że mogłeś coś takiego powiedzieć.

– Muszę dbać o moją rodzinę.

– I co? Uważasz, że stanowię zagrożenie, że należy się mnie bać?

Sam uchwycił jej spojrzenie. Kiedy patrzył w jej rozpłomienione oczy, nie miał wątpliwości, że takiej kobiety powinien się bać każdy mężczyzna, który zapragnąłby dotrzymać ślubów czystości.

– Słuchaj, mała, nie znam cię. Nie wiem, jaka jesteś. Wiem jednak, że zrobiłbym wszystko, by chronić swoich bliskich, przypuszczam więc, że ty zrobiłabyś to samo.

– Zatem nawet nie zaprzeczasz – rzuciła ochryple. – I nie nazywaj mnie „mała”.

– Nie, nie zamierzam zaprzeczać. A ty zaprzeczysz, że przedsiębiorstwo twojego ojca znalazło się w poważnych tarapatach?

– Czy tobie się wydaje, że żyjemy w średniowieczu, czy co? Naprawdę uważasz, że sprzedałabym się, by ratować firmę ojca?

– Ludzie robią gorsze rzeczy za mniejszą stawkę – zauważył chłodno.

– Ja taka nie jestem. Dajmy temu spokój. Nie wydaje ci się, że już wystarczająco mnie obraziłeś?

– Tak – mruknął, przysuwając się bliżej. – Myślę, że oboje powiedzieliśmy za dużo.

Patrząc jej prosto w oczy, ostrożnie i delikatnie przyciągnął ją do siebie. Kiedy zobaczył, że nie zamierza się opierać, przycisnął ją mocniej.

– To nie jest dobry pomysł – zaprotestowała słabo, spoglądając mu w oczy. – Powinnam cię spoliczkować.

– Za to, że ocaliłem ci życie? – zakpił, przesuwając wzrok na jej lekko rozchylone wargi. – Chyba jednak nie chcesz się ze mną bić. A ja muszę cię raz jeszcze pocałować.

– To naprawdę nie jest dobry pomysł – wyszeptała, ale wspięła się na palce i odchyliła lekko głowę.

Nie czekał dłużej, tylko przycisnął wargi do jej warg, zmuszając, by otworzyła się na jego pocałunek. Czuł bicie jej serca i wiedział, że jego bije tym samym rytmem. Objął ją mocniej, lekko unosząc, by mieć ją jeszcze bliżej. Pragnął więcej.

– To szaleństwo! – Anna gwałtownie wysunęła się z jego ramion, potrząsając głową, jakby nie dowierzała temu, co się stało.

– A czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

– Nie możemy tego znowu zrobić.

– A to dlaczego? – Wiedział, że stąpa po grząskim gruncie, ale nie dbał o to.

– Dlatego… – Szukała racjonalnych argumentów, ale jakoś żaden nie przychodził jej do głowy. – Po prostu nie i już. Muszę już iść.

– Dobranoc, Anno Cameron – usłyszała za plecami jego ciepły głos.

Zatrzymała się i rzuciła przez ramię:

– Żegnaj, Samie Hale.

ROZDZIAŁ TRZECI

Sam nie opuścił rezydencji. Zamiast tego wrócił na przyjęcie, udając, że słucha z zainteresowaniem, co inni do niego mówią, choć tak naprawdę wciąż myślał o Annie. O dziewczynie, którą całował pod jemiołą. Jak to możliwe, że spotykała się z kimś takim jak Garret? Zupełnie nie pasowała do jego młodszego brata.

Wziął kieliszek wina od przechodzącego obok kelnera, wypił jednym haustem i odstawił na stolik. Przeszukiwał wzrokiem tłum gości, skupiając uwagę na świątecznych ozdobach, a zwłaszcza na olbrzymiej, bogato zdobionej choince, pod którą piętrzył się stos upominków dla gości, każdy zapakowany oddzielnie w jasny papier, przewiązany czerwoną wstążką. Nie był pewien, czy powinien podziwiać Dave’a Camerona, który zorganizował wystawne bożonarodzeniowe przyjęcie w czasie, gdy jego firma miała kłopoty, czy też współczuć mu z powodu głupoty i lekkomyślności. Ze strzępów rozmów wywnioskował, że wszyscy goście doskonale zdawali sobie sprawę z problemów Dave’a, czyli stary Cameron nie zorganizował przyjęcia, by ukrócić plotki. W takim razie po co?

– Dobrze się bawisz?

Usłyszawszy za plecami niski głos, nie miał najmniejszych wątpliwości, do kogo należy. Powinien był wiedzieć, że Dave Cameron będzie chciał z nim pomówić, zwłaszcza jeśli żona przekazała mu relację z widowiska pod jemiołą.

Odwrócił się i wyciągnął rękę.

– Wspaniałe przyjęcie, Dave.

– Cieszę się, że przyszedłeś – odparł, potrząsając dłonią. – Nie przypominam sobie, żebyś był w zeszłym roku.

Ani w żadnym innym. Sam nigdy nie skorzystał z zaproszenia Camerona. Dziś zjawił się tu tylko po to, by popatrzeć z bliska na byłą dziewczynę brata. I było na co popatrzeć…

– Wiesz, jak to jest. Trudno znaleźć czas na relaks i przyjemności – wyjaśnił, rozkładając ręce.

– Powinieneś to zmienić. Życie to nie tylko obowiązki i interesy.

– Z pewnością.

Dave Cameron obserwował go w zadumie, jakby nie był pewien, czy powinien poruszać pewne kwestie.

– Clarissa powiedziała mi, że ty i Anna… poznaliście się.

– Można tak powiedzieć. To długa historia – powiedział, obrzucając krótkim spojrzeniem tłum gości. – To nie najlepszy moment, by o tym rozmawiać.

– Cóż, w takim razie poczekam na lepszy moment.

– Oczywiście – przytaknął Sam z cierpką miną. Nie miał zamiaru rozmawiać o swoich prywatnych sprawach z ojcem Anny. – Wpadłem tylko, by życzyć ci wesołych świąt. Czas już na mnie.

– Nie ma pośpiechu – zaoponował Dave. – Zostań i baw się dobrze.

– Dziękuję, ale może innym razem. – Po chwili wahania dodał: – Przekaż Annie pozdrowienia ode mnie.

Niech sama wytłumaczy ojcu zaistniałą sytuację, pomyślał z satysfakcją.

– Przepięknie przystroiłaś tę choinkę.

Anna zrobiła krok w tył, z dumą przyglądając się dziełu swych rąk. Jako artystka i entuzjastka świąt dbała o to, by pracownia była pięknie udekorowana, a Tula Barons, jej najlepsza przyjaciółka, pełniła funkcję nieoficjalnego recenzenta. Jej prawdziwe imię brzmiało Tallulah, ale niech Bóg ma w opiece tych, którzy ośmielili się ją tak nazwać. Miała krótkie blond włosy, miękko układające się przy twarzy, w uszach nosiła srebrne kółka, a strój składający się z niebieskiej tuniki i czarnych jeansów, dopełniał obrazu atrakcyjnej i pewnej siebie młodej kobiety.

– Dzięki – odparła Anna. – Lubię, jak choinka cała lśni od lampek.

Tula pociągnęła przyjaciółkę w stronę baru i dała znać kelnerowi, by podał dwie kawy.

 

– Słyszałam o pewnym pocałunku pod jemiołą, zeszłej nocy.

Anna zakaszlała.

– Jak to? Od kogo?

– Żartujesz sobie? Przecież mieszkasz przez całe życie w Crystal Bay, tak jak ja. Zapomniałaś, że tutaj wiadomości rozchodzą się szybko?

– O Boże! – jęknęła, niemal chora ze wstydu.

– Rzeczywiście masz powody do wzdychania. No, dalej, opowiadaj wszystko ze szczegółami. Umieram z ciekawości. Czy to jednak nie był trochę dziwny pocałunek? W końcu to brat twojego byłego chłopaka.

Dziwny pocałunek… Anna pomyślała, że z całą pewnością nie użyłaby takiego epitetu. Gorący, namiętny, szaleńczy, intensywny. To odpowiednie określenia.

– Nie chcę o tym mówić – ucięła, wbijając wzrok w podłogę.

– Próbujesz mnie zbyć? Nic z tego. Nie wykręcisz się. Wcześnie wyszłam z przyjęcia, więc nie miałam okazji zobaczyć waszego show, ale z relacji świadków wiem, że było na co popatrzeć.

– Proszę cię, nie przypominaj mi.

– Ale było dobrze?

– Nie odpuścisz mi, co?

Tula parsknęła śmiechem.

– Przecież mnie znasz.

Anna także się roześmiała. Przyjaźniły się z Tulą od czasów szkolnych. Razem uczęszczały do college’u i planowały, że w przyszłości przeprowadzą się do Paryża i będą sławne. Nigdy nie udało im się spełnić tego marzenia. Zamiast do Francji, wróciły do Crystal Bay w Kalifornii. Anna otworzyła pracownię artystyczną w centrum handlowym, zaś Tula zatriumfowała jako autorka poczytnych książek dla dzieci o samotnym króliku.

– Niech ci będzie. Było fantastycznie. Zadowolona teraz?

– Niezupełnie. Jeśli było fantastycznie, to dlaczego jesteś taka naburmuszona?

Anna pokręciła głową z dezaprobatą.

– Zapomniałaś, że Sam Hale kazał swojemu bratu mnie rzucić?

– Nie zapomniałam, jak również o tym, że Garret okazał się nic niewartym idiotą.

– Racja. – Co to za mężczyzna, który nie potrafi sprzeciwić się starszemu bratu, zastanawiała się Anna. Z drugiej jednak strony, co za mężczyzna z tego Sama Hale’a, skoro próbuje przejąć kontrolę nad życiem uczuciowym Garreta?

– To jak doszło do tego, że znalazłaś się w objęciach tego przystojniaka?

– To był wypadek.

Tula pokiwała głową z politowaniem.

– Wypadek. Potknęłaś się, on cię przytrzymał i w nagrodę dostał soczystego buziaka. W porządku, jako twoja przyjaciółka przyjmuję to pokrętne tłumaczenie. – Dopiła resztki latte i odstawiła kubek na blat. – Pozostaje tylko pytanie, dlaczego jesteś taka drażliwa?

– Dlatego, że Sam to idiota, a ja… chyba za bardzo spodobał mi się ten pocałunek.

– Ach, teraz rozumiem. Nigdy nie poszłaś do łóżka z Garretem, prawda?

– Oczywiście, że nie. – Anna wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Tych kilka pocałunków, które wymienili, nie zdołało nawet w najmniejszym stopniu jej rozpalić. – Spotkaliśmy się zaledwie kilka razy.

– To dobrze – stwierdziła Tula, chichocząc. – Żaden mężczyzna nie chciałby być porównywany ze swoim bratem. To byłoby dziwne.

– Wierz mi, że tego wczorajszego pocałunku nie da się porównać z niczym.

– Ach, więc przyznajesz, że Sam całuje lepiej niż Garret?

– To nie ma żadnego znaczenia, bo ten bałwan wciąż uważa, że zasadziłam się na jego drogocennego brata, by go uwieść, poślubić i tym samym ratować firmę ojca.

– W takim razie, to idiota – podsumowała, nie siląc się na dyplomację.

– Mówiłam przecież.

Tula zamilkła na moment, by po chwili zmienić temat.

– Muszę jechać do Long Beach, zobaczyć się z moją kuzynką, Sherry.

Ponieważ Crystal Bay znajdowało się w północnej Kalifornii, droga do Long Beach położonej w południowej części stanu zajmowała niemal siedem godzin samochodem.

– Dlaczego musisz tam jechać? Przecież nigdy nie byłyście sobie szczególnie bliskie. O ile dobrze pamiętam, ostatni raz widziałyście się sześć lat temu.

– Niby tak, ale z drugiej strony nie mamy innej rodziny poza sobą, więc…

– Masz jeszcze mnie – przypomniała z uśmiechem.

– Wiem i dziękuję ci za to – odparła z ciepłym uśmiechem. – Sherry zadzwoniła i powiedziała, że bardzo chce się ze mną zobaczyć, że mnie potrzebuje.

– Skoro tak, to nie mogła sama przyjechać?

Tula zmarszczyła czoło.

– Znasz przecież Sherry. Boi się prowadzić samochód, boi się samolotów. Dlatego ja do niej jadę. Wyjeżdżam dzisiaj, a powinnam wrócić za kilka dni. Zjemy razem obiad, gdy wrócę?

– Oczywiście. Uważaj na siebie i dzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała. Wiem, jaka Sherry potrafi być irytująca.

– Zamierzam być uosobieniem cierpliwości i wyrozumiałości.

– Dobry pomysł – poparła Anna, zdając sobie sprawę, jakie miała szczęście, że Tula wpadła do niej tego ranka. Czuła się znacznie lepiej, gdy miała przyjaciółkę przy sobie. Niemal przez całą noc rozmyślała o Samie Hale i tych dwóch cudownych pocałunkach. Powinna o tym zapomnieć, im szybciej tym lepiej. Wystarczy, że całe miasto już plotkuje.

Postanowiła skierować myśli na właściwe tory i skupić się na pracy.

– Oddzwoniłaś do pani Soren? – spytała Tula.

– Owszem, jak tylko odsłuchałam wiadomość – odparła Anna. – Jesteśmy umówione na spotkanie. Trzymaj za mnie kciuki. Pani Soren chce, bym udekorowała jedną ze ścian w domu. To piękna rezydencja położona nad urwiskiem.

– Podobnie jak posiadłość twojego ojca.

Anna przygryzła wargę i spuściła wzrok. Któż mógłby podejrzewać, że właściciel tak pięknego domu może mieć poważne kłopoty finansowe? Sytuacja była wręcz katastrofalna i Anna przez chwilę poczuła się winna, że nie chciała przystać na plan Clarissy, by znaleźć sobie bogatego męża.