Erotyczna gra

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pieścił ciało Jenny, wodził dłońmi po jej piersiach, brzuchu, udach, badał każdą krągłość. A ona obejmowała go, przytulała do siebie, usiłowała się w niego wtopić. Gdy uniosła biodra, Mike wsunął palec w jej pochwę.

– Mike… – wyszeptała. – Jeżeli natychmiast nie zdejmiesz spodni i nie wejdziesz we mnie, to… – Urwała, wciągając gwałtownie powietrze. – Chodź, proszę – jęknęła, kiedy do pierwszego palca dołączył drugi.

Zbliżał się do granicy i cofał. Walczył z sobą. Jeszcze nie. Chciał spełnić jej prośbę, wejść w nią, ale się powstrzymywał. Czekał na ten moment prawie półtora roku, parę minut dłużej go nie zbawi. Raz po raz rozsuwał jej wargi i słuchając cichych jęków, naciskał łechtaczkę. Niestrudzenie pieścił Jenny, całe jej ciało, a ona raz po raz powtarzała szeptem, że już dłużej nie da rady. Oczy miała zamglone, oddech urywany, wiła się, jakby próbowała dosięgnąć orgazmu, który był tuż, tuż…

Wreszcie Mike też doszedł do granic swoich możliwości; wiedział, że dłużej nie wytrzyma. Uwolniwszy się, zrzucił resztę ubrania. Nie odrywał spojrzenia od jej twarzy. Jenny oblizała usta, poruszyła biodrami i rozpostarła ramiona.

– Chwila – szepnął.

Ukląkł na podłodze i przyciągnął ją na skraj łóżka, po czym rozchylił jej nogi i przycisnął usta do łechtaczki. Poczuł, jak Jenny drży, wstrząsana serią orgazmów. Chwyciła go za głowę, by przypadkiem się nie cofnął, i powtarzała szeptem jego imię.

Gdy jej ciało się uspokoiło, wyciągnął się obok na łóżku i zgarnął ją w ramiona. Zacisnęła rękę na jego członku. Mike zamknął na moment oczy.

– Powiedz, że masz prezerwatywy…

– W szafce nocnej. Z twojej strony. – Otarła się kością łonową o jego udo. – Pośpiesz się.

Nie zastanawiał się, dlaczego trzyma przy łóżku prezerwatywy. Nie myślał o mężczyznach, z którymi spędzała noce. W tym momencie to nie miało znaczenia. Sięgnął po opakowanie, rozerwał je i naciągnął prezerwatywę. Jenny czekała. Jasnowłosa, niebieskooka, o talii osy i pełnych piersiach była ucieleśnieniem nimfy z jednej z wyprodukowanych przez Celtic Knot gier fantasy.

– Wejdź we mnie, Mike. Błagam…

– Już, moja mała.

Jednym ruchem znalazł się w środku. Zacisnęła nogi wokół jego bioder. Wsunął się głębiej. Wpatrywał się w jej oczy; miał wrażenie, że w jej spojrzeniu kryją się tajemnice wszechświata. Po chwili jego ruchy nabrały przyśpieszenia. Jenny z trudem dotrzymywała mu tempa.

Wsuwał się i wysuwał, coraz szybciej. Oboje zbliżali się do mety. Słyszał urywany oddech Jenny, czuł, jak orze mu paznokciami plecy.

– Boże, Mike!

Ściskała go z całej siły, jakby bała się wypaść na wirażu. Drżąc, wzbiła się w przestworza. Ułamek sekundy później dołączył do niej. Razem odbywali szaloną podróż pełną fantastycznych doznań, szybowali nad ziemią, płynęli na grzbietach fal, a potem, półżywi, opadli na łóżko.

ROZDZIAŁ TRZECI

Pierwsze promienie słońca musnęły leżącą na łóżku parę. Od ponad roku Jenny pragnęła Mike’a. Teraz spał obok niej, ale wiedziała, że ich czas powoli dobiega końca.

Nic się nie zmieniło. Nie rozwiązali problemów, które ich dzieliły; po prostu przymknęli na nie oczy, zrobili kilkugodzinną przerwę na seks.

Obróciwszy głowę na poduszce, Jenny przyjrzała się śpiącemu kochankowi. Nawet we śnie wyglądał seksownie. I bardzo groźnie. Mimo to miała ochotę pogładzić go po twarzy. Na wszelki wypadek zwinęła rękę w pięść.

Westchnęła cicho. Dlaczego darzy tak dużą sympatią człowieka, który jej nie ufa? Dlaczego w ogóle przejmuje się jego zdaniem na swój temat?

– Za dużo myślisz. – Uniósł powieki.

– Mam o czym.

– Fakt. – Kąciki ust mu zadrżały. – A możemy myślenie odłożyć na później?

Przesuwał rękę pod kołdrą. Jenny wstrzymała oddech. Ręka wędrowała po jej brzuchu, piersi. Kciuk delikatnie pocierał sutek. Tak, mogą odłożyć myślenie. Niech ta noc trwa jak najdłużej. Wkrótce słońce wzejdzie wysoko i trzeba będzie wrócić do rzeczywistości, do świata po dwóch stronach barykady.

Godzinę później wiedziała, że ich czas się skończył. Wprawdzie Mike nadal w niej był, czuła jednak, że powoli się oddala. Fantastyczny seks nie zdołał zasypać przepaści, jaka między nimi istniała. Jeśli już, to raczej powiększył dzielący ich dystans.

Mike wysunął się z niej i zerknął w stronę nieba.

– Muszę się zbierać.

– Wiem. – Skinąwszy głową, starała się zapamiętać obraz mężczyzny, którego miała przed sobą: jego zmierzwione włosy, policzki z jednodniowym zarostem, zmysłowe usta. Nagle przyszło jej do głowy, że zamiast zapamiętywać, powinna raczej wymazać te chwile z pamięci.

– Słuchaj… – Odgarnął włosy z jej twarzy. – Ta noc…

– Wiem. Była pomyłką. – Wolała sama to powiedzieć, niż usłyszeć z jego ust.

Marszcząc czoło, wstał i sięgnął po spodnie.

– Trudno nazywać pomyłką coś, czego oboje chcieliśmy.

Jak on to robi? – Stoi blisko, w zasięgu ręki, a zarazem znajduje się tak daleko, jakby był na końcu świata.

– Miałem zamiar powiedzieć, że ta noc nic nie zmieniła.

– Wiem. Nie ufasz mi.

– Okłamałaś mnie wtedy.

– Nieprawda – oznajmiła znużonym tonem. Nie znosiła tego, że ciągle musi się tłumaczyć, a on nie potrafi odłożyć na bok uprzedzeń i spokojnie jej wysłuchać. – Czy odkąd przyszłam do Celtic Knot, zrobiłam coś nie tak? Nie wywiązałam się z obowiązków? Zawiodłam kogoś? Pracuję sumiennie. Czy to się nie liczy? Czy…

– Liczy się, Jenny.

Otworzyła usta, by kontynuować, ale Mike potrząsnął głową, nie dopuszczając jej do głosu.

– Spisujesz się znakomicie i dlatego mamy problem. Jeśli razem będziemy zajmować się River Haunt, praca okaże się trudniejsza, niż musi być.

Trudniejsza? Jenny westchnęła. Codziennie pracowała w stresie, ze świadomością, że Mike jej się przygląda, że czeka na jakieś potknięcie, aby utwierdzić się w przekonaniu, iż ma rację, nazywając ją oszustką i złodziejką. Czy praca może być jeszcze trudniejsza?

Okej, nie muszą rozmawiać o przeszłości. Jenny wstała, chwyciła leżący w nogach łóżka szlafrok. Ale o teraźniejszości nie zamierzała milczeć. Włożyła szlafrok, obwiązała się w talii paskiem, rozczesała palcami włosy, po czym obróciła się twarzą do swojego kochanka, a zarazem szefa.

– Dla mnie to nie problem, Mike. Po prostu skupię się na pracy. Dla ciebie to też nie musi być problem. Wystarczy, że pozwolisz mi robić to, w czym jestem najlepsza.

Przez chwilę była pewna, że Mike zacznie się z nią spierać, na szczęście tak się nie stało.

– W porządku – odparł. – Zajmujemy się hotelem. Ogłaszamy zawieszenie broni, a potem…

A potem… Potem koniec, do widzenia? Wychodząc od niej rok temu, powiedział mniej więcej to samo. I co? Znów stoją nad rozbabranym łóżkiem, po spędzeniu razem upojnej nocy.

Jenny zamyśliła się. Naprawdę zależało jej na tym, aby pracować nad tym projektem, nie tocząc z Mikiem wojny. Przystał na zawieszenie broni, więc dlaczego tak paskudnie się czuła? Przeniknął ją dreszcz. Objęła się w pasie, próbując się ogrzać; nie pomogło.

– A o tym… – dodał, wskazując ręką na pomiętą pościel – o tym nie musimy nikomu mówić.

Kolejna tajemnica, pomyślała. Ale pewnie lepiej, żeby nikt nie wiedział, co ich łączy. Zresztą sama nie bardzo wiedziała co.

– W porządku. Przybijamy piątkę?

Po raz pierwszy tego ranka na ustach Mike’a zagościł uśmiech.

– Piątkę? Nie.

Okrążył łóżko, ujął jej twarz w dłonie i zbliżył usta. Ależ z ciebie idiotka, zganiła się Jenny. Serce waliło jej młotem. Pocałunek nic dla Mike’a nie znaczy. Ona nic dla niego nie znaczy. Łączy ich tylko seks, wzajemne pożądanie. Nic więcej. Szkoda.

– To co, widzimy się w biurze?

– Tak – odparła szybko, wracając na ziemię. – Widzimy się w biurze.

– Aha, skoro będziemy współpracować – Mike podniósł z podłogi marynarkę – chciałbym, żebyś wybrała się ze mną do Laughlin obejrzeć budynek.

– Oczywiście. – Przywołała na twarz uśmiech.

– Dobra. Pojedziemy za tydzień. Jeden nocleg na miejscu. Powiem Lindzie, żeby zarezerwowała pokoje w River Lodge.

– Nocleg? – zapytała.

Nie powinna się denerwować, już dwa razy spędzili z sobą noc, ale czy warto kusić los?

– Polecimy firmowym odrzutowcem do Vegas, tam przesiądziemy się do samochodu. W jeden dzień nie damy rady.

Czyli jednak z nocowaniem. Ciekawe, czy Mike liczy na to, że znów pójdą do łóżka? Jeśli tak, to się zawiedzie. Nie zamierzała wdawać się w romans, po którym zostanie jej złamane serce. Lepiej wszystko teraz zakończyć. I lepiej, by oboje wiedzieli, na czym stoją.

– Nie będę z tobą spała.

Uniósł brwi.

– A czy ja mówię, że będziesz?

– Po prostu cię uprzedzam – ciągnęła. – Nie interesuje mnie romans, zwłaszcza z szefem.

Jego spojrzenie spochmurniało.

– Tu nie chodzi o romans z szefem.

– A o co, Mike?

– O pożądanie. – Skrzywił się, jakby rozgryzł cytrynę.

No i proszę, wyłożył karty na stół. Nic do niej nie czuł, pewnie nawet nie darzył jej sympatią. Na pewno jej nie ufał. Musiała jednak przyznać mu rację: w Phoenix obudziło się w nich pożądanie i mimo upływu ponad roku ogień namiętności nie wygasł.

Ale koniec z seksem. Przez kilka najbliższych miesięcy czeka ich wytężona praca, a seks, szczególnie dobry seks, wszystko komplikuje.

Po paru dniach zdołała niemal w siebie wmówić, że do niczego między nią a Mikiem nie doszło. Od rana do nocy „dekorowała” hotel. Posługując się zdjęciami oraz materiałem filmowym przysłanym przez agencję nieruchomości, snuła swoją wizję. Oczywiście by mieć pewność co do swojej koncepcji, wiedziała, że musi obejrzeć budynek na żywo.

 

– Masz już szkice do „The Wild Hunt”?

Podniósłszy głowę, zobaczyła Dave’a Coopera, nowego szefa działu graficznego. Kiedy poprzedni odszedł do pracy w dużym hollywoodzkim studiu, wszyscy za nim tęsknili. Ale Dave od pierwszego dnia radził sobie znakomicie.

– Jutro będą gotowe.

Kolejna gra, nad którą pracowali, powoli nabierała kształtu. Jenny zajmowała się stroną graficzną: nadawała postać baśniowym wojownikom, duszkom, chochlikom oraz polującym na nie stworom o nadprzyrodzonych siłach.

– Myślę, że będziesz zadowolony. – Nocami cyzelowała rysunki, aby nikt jej nie zarzucił, że koncentruje się na hotelu i zaniedbuje grę.

Uśmiechając się szeroko, Dave przysiadł na brzegu biurka i poprawił zsuwające się z nosa okulary w czarnych ramkach.

– Nie wątpię. Czytałem notatki z twoimi pomysłami. Są świetne.

Jaki miły człowiek, pomyślała. Szkoda, że nie czuła do niego nic poza sympatią. Życie byłoby o tyle prostsze, gdyby związała się z kimś takim jak Dave.

– Dzięki. A skoro już tu jesteś, chcę cię o coś spytać.

– Słucham.

– Kojarzysz w „The Wild Hunt” magicznego wilka, który terroryzuje wioskę?

Dave pokiwał entuzjastycznie głową.

– Eric Santos wykonał fantastyczną robotę. Kiedy wilk przeistacza się w Czarnego Rycerza, zachowuje wilcze zęby i żółte oczy. Wygląda niesamowicie.

Eric był znakomitym fachowcem, a co ważniejsze miał oko do detali. Inni graficy skupiali się na ogólnym obrazie, a szczegóły zostawiali do dopracowania stażystom. Eric, podobnie zresztą jak Jenny, tak nie pracował i za to go szanowała.

– To prawda, a ja wpadłam na pomysł innego bohatera.

Dave zmarszczył czoło.

– Mamy starego irlandzkiego wojownika Finna MacCoola…

Starając się nie myśleć o Mike’u Ryanie, Jenny studiowała stare irlandzkie mity. Przygotowała nawet kilka skeczy i ułożyła je w logiczny ciąg, zamierzając przy okazji przedstawić je Ryanom. Uznała jednak, że najpierw opowie o swoim pomyśle Dave’owi i wybada, czy warto mówić o nim szefom.

– Pomyślałam sobie, że nawet tak dzielnemu bohaterowi jak MacCool przyda się pomoc.

Dave znów podsunął okulary.

– Jaka pomoc?

– W postaci Mądrej Kobiety, Mędrczyni.

– Mędrczyni?

– Tak w dawnych czasach nazywano wiedźmy.

Wybuchnął śmiechem.

– Ciekawe. No dobra, zamieniam się w słuch.

Jenny, zachęcona, wyjęła z szuflady kilka szkiców, które narysowała wczoraj, i wręczyła je Dave’owi.

– Mądra Kobieta mieszka w wiosce. Jest aktywowana dopiero wtedy, gdy gracz zdobywa określoną ilość punktów. – Na moment zamilkła. Kiedy Dave spojrzał na nią wyczekująco, wskazała palcem na pobieżny scenorys „The Wild Hunt”. – Mniej więcej w tym miejscu, w jaskini u zbocza gór, Finn trafia na miecz. Gracz musi znaleźć dwanaście runicznych wskazówek, żeby Finn uwolnił miecz.

– Zgadza się.

– Pomyślałam, że moglibyśmy zamieścić piętnaście runów. Jeśli gracz znajduje dwanaście, Finn wyciąga miecz i przystępuje do walki z czarownikiem. Ale jeżeli gracz znajduje piętnaście, wtedy aktywuje Mędrczynię, która pomaga Finnowi rozgramiać leśne demony i…

– I zakochuje się w Finnie – dokończył Dave, przeglądając szkice. – Doskonały pomysł, Jenny. Gracze będą zachwyceni! – Kiwając głową, ciągnął: – Dwanaście runów uwalnia mecz, piętnaście uwalnia magię. – Roześmiał się. – Genialne! Ukryjemy trzy runiczne wskazówki tak, żeby trudno było je odnaleźć; będą dla ambitnych. Jednym graczom wystarczy dwanaście runów i miecz, a garstka zapaleńców będzie szukała magii. – Przeniósł spojrzenie na Jenny. – Powinnaś pogadać z Ryanami. Będą zachwyceni.

– Ja… – Na myśl o rozmowie z szefami Celtic zapał jej minął. Z Seanem mogłaby się umówić na rozmowę, był miły, rozsądny, ale z Mikiem… – A może ty byś to zrobił? W końcu jesteś szefem działu.

Na twarzy Dave’a odmalowało się zdziwienie.

– To twój pomysł, Jenny.

– Tak, ale…

– Nie bądź śmieszna. – Położył szkice na biurku. – Sean jest teraz u Mike’a. Idź. Im szybciej przedstawisz swój pomysł, ty lepiej. Programiści będą potrzebowali więcej czasu…

– Ale…

– Coś ty nagle taka nieśmiała? Nie wygłupiaj się. Szkice w dłoń i marsz do szefów.

Potrząsając głową, ruszył do biurek grafików. Jenny odprowadziła go wzrokiem, po czym utkwiła spojrzenie w rysunkach przedstawiających Mądrą Kobietę. Czarodziejkę. Do licha, to naprawdę dobry pomysł! Gdyby nie łączył jej z Mikiem… sama nie wiedziała, co ich łączy. W każdym razie normalnie nie miałaby oporów z udaniem się do szefów na rozmowę. Obaj Ryanowie zawsze chętnie słuchali opinii innych…

Dobra, sprawa dotyczy pracy, a nie życia prywatnego. Podjąwszy decyzję, Jenny skierowała się do drzwi.

Mike z Seanem przeglądali informacje finansowe przysłane przez firmę, która miałaby wyprodukować kolekcjonerskie figurki.

– Opłata licencyjna jest w porządku, ale spójrz na ich figurki stworzone w oparciu o ten nowy film dla dzieci.

Sean skrzywił się.

– Ładne nie są.

– Są ohydne.

Sean rzucił zdjęcia na biurko.

– Skoro nie potrafią wyprodukować Gadającej Żaby i Księcia…

– To co zrobią z naszymi banshee, czarownikami i irlandzkimi wojownikami? Brady i ja przystaliśmy na twój pomysł, ale jeśli figurki mają tak wyglądać, to sam nie wiem…

– Możemy znaleźć innego producenta.

– Warto?

– Chyba tak. Wśród graczy jest sporo kolekcjonerów. Może figurki zwiększą sprzedaż gier? Może przyciągną nowych klientów?

Mike zaczął bębnić palcami o blat biurka. Trudno mu było skupić się na interesach. Nawet teraz, kiedy brat snuł wizję zwiększenia sprzedaży, on uciekał myślami do kobiety piętro wyżej.

Minęły trzy dni, odkąd obudził się w łóżku Jenny, a wciąż o niej myślał. Sądził, że wspólna noc będzie mądrym posunięciem: pozwoli mu zaspokoić popęd i zapomnieć o Phoenix. Udało się: wspomnienia z Phoenix już go nie dręczyły, teraz dręczyły go wspomnienia z Long Beach.

– Słuchasz mnie?

– Co? – Zerknął na brata. – Jasne, że słucham.

– Akurat. To o czym mówiłem?

– O figurkach. O graczach. Ple, ple, ple. O tym samym co od miesięcy.

Sean westchnął.

– No dobra, gadaj, co się z tobą dzieje?

– Nic. – Mike podniósł długopis i zaczął nim obracać. – Mam dużo pracy.

– Ja też. No, gadaj.

– Kim ty jesteś, do cholery? Naszą matką?

– Ha! Matce wszystko byś wyśpiewał.

To prawda. Peggy Ryan potrafiła z każdego wyciągnąć sekrety Miało to zarówno dobre, jak i złe strony. Kiedyś zmusiła męża do wyznania jej tajemnic, które z kolei zmieniły stosunek Mike’a do ojca. Tego dnia Mike odkrył, jaką krzywdę wyrządzają kłamcy i oszuści.

Świadomość owych krzywd stale mu towarzyszyła; sprawiała, że nie potrafił wybaczyć Jenny. W jego życiu nie ma miejsca dla hipokrytów.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Jenny wsunęła głowę do pokoju, zupełnie jakby przywołał ją myślami. Ich spojrzenia się spotkały.

– Czego chcesz? – warknął.

Zamrugała zaskoczona opryskliwym tonem, po czym przeniosła wzrok na Seana.

– Mam pomysł, który chciałam wam przedstawić. Dotyczy „The Wild Hunt”.

Sean zerknął na brata.

– Jasne, Jenny. Wejdź. – Wskazał jej krzesło.

– Rozmawiałam z Dave’em – powiedziała, siadając. Wciąż nie patrzyła na Mike’a. – Pokazałam mu kilka szkiców. Kazał mi przyjść do was.

Mike widział, jak usta Jenny się poruszają. Słyszał jej głos, ale nie mógł się skoncentrować. Chyba mówiła o jakiejś nowej postaci, ale nie był pewien. Cały czas przesuwały mu się przed oczami sceny z ich ostatniej nocy.

– Są doskonałe – oznajmił Sean, pochylając się nad ramieniem Jenny, by obejrzeć rysunki, które trzymała w ręce.

W Mike’a wstąpiła złość. Czy brat musi kleić się do Jenny? Takim jest krótkowidzem?

– Pokaż – mruknął, chcąc położyć kres zbytniej poufałości.

Sean podał mu rysunki.

– Podoba mi się pomysł silnej kobiety, która pomaga otoczonemu przez wrogów bohaterowi. – Wyszczerzył zęby. – Przyciągnie do gry większe rzesze damskiej klienteli.

Oglądając rysunki, Mike po raz kolejny był pod wrażeniem talentu Jenny. Rysunki nie były dokończone, postać była naszkicowana paroma kreskami, ale przebijała z niej siła, urok, jakaś dziwna magia.

Kątem oka zobaczył, że Jenny go obserwuje. Na jej twarzy malował się wyraz rezygnacji, jakby spodziewała się słów krytyki. Westchnął. Może nie we wszystkim się zgadzali, ale na Boga, przecież nie był idiotą.

– Niezłe – przyznał.

– Co za entuzjazm! – burknął Sean.

– Na entuzjazm przyjdzie czas, kiedy zobaczę postać w całej krasie, a na razie zgadzam się: dodanie kobiety to świetny pomysł.

Jenny uśmiechnęła się, a jemu serce zabiło szybciej. Psiakość, ona jest niebezpieczna. Powinien uważać.

– Dziękuję – szepnęła.

Poczuł się jak ostatni drań. Jenny sądziła, że on odrzuci pomysł tylko dlatego, że wyszedł od niej.

– Jak myślisz? – zwrócił się do brata. – Damy radę do końca tygodnia wpleść do gry postać Mędrczyni?

– Pewnie tak. A po co ten pośpiech?

Mike zerknął na Jenny.

– Bo w poniedziałek Jenny i ja lecimy na dwa dni do Laughlin.

Jenny poruszyła się niespokojnie. Mike miał nadzieję, że Sean nie zauważy, że się speszyła. Czasem jednak jego młodszy brat był aż nazbyt spostrzegawczy.

– W porządku. – Sean wstał od biurka. – Pogadam ze scenarzystami, a ty, Jenny, gdybyś mogła rozrysować postać Mądrej Kobiety, to byłoby wspaniale.

– Rysunki będą gotowe za godzinę.

– Super. Jak sądzisz, Mike? Powinniśmy omówić to z Bradym?

– Nie, powiemy mu podczas następnej wideokonferencji. Jestem pewien, że nas poprze.

– Dobra, biorę się do roboty. – Sean ruszył do drzwi.

– Zaraz do ciebie przyjdę – zawołał za nim Mike. Kiedy zostali sami, zwrócił się do Jenny: – Poniedziałek ci odpowiada?

Obejrzała się przez ramię, jakby upewniając się, że Mike mówi do niej.

– Mnie pytasz? Myślałam, że sam podejmujesz decyzje i je po prostu oznajmiasz.

Wsunął ręce do kieszeni spodni.

– Rozmawialiśmy o wyjeździe.

– Tak, bez konkretnej daty. W poniedziałek jestem umówiona na kolację ze swoim wujem.

Na myśl o Snyder Arts Mike zacisnął pięści.

– Nie rób takiej miny – powiedziała. – Może ty nie lubisz mojego wuja, ale ja go kocham. Jest moją rodziną.

– Na tym polega problem.

– Twój, nie mój.

Dwoje pracowników firmy przeszło za otwartymi drzwiami, dyskutując z przejęciem:

– Zombi umierają, kiedy obcina im się głowę.

– W prawdziwym życiu, nie w świecie gier.

– Powinno nam zależeć na realizmie, nie sądzisz?

– Wtedy nasi zombi musieliby zjadać mózgi, a nie tylko gryźć ludzi…

Po chwili głosy ucichły: mężczyźni weszli do pomieszczenia socjalnego i zamknęli drzwi. Jenny pokręciła ze śmiechem głową.

– Zombi w prawdziwym życiu… Dziwna ta nasza praca.

Mike odwzajemnił uśmiech.

– Bardzo dziwna. To co, poniedziałek?

– Dobrze – odparła, poważniejąc. – Ruszymy z firmy?

– Nie. Przyjadę po ciebie o dziewiątej. Potem firmowym samolotem polecimy do Vegas.

– Okej. – Wzięła głęboki oddech, po czym wolno wypuściła powietrze. – Pójdę dokończyć rysunki Mędrczyni.

Odprowadził ją do drzwi. Oparty ramieniem o framugę patrzył, jak Jenny się oddala.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?