Tajemnica potępionej

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tajemnica zastygła przemierza orszakiem,

okrutnych wydarzeń naznaczona wnet szlakiem.

Przerażające skrzętnie wciąż skrywa obrazy,

wyrażające oschłości bezkształtne głazy.

Komnaty pałacu zalewa mroku morze,

na sufitach kreślą tajemne znaki zorze.

Dookoła unosi się stęchlizny zapach,

oziębłą obojętnością wywołując strach.

Niegdyś ziemski padół przemierzało stworzenie,

czynami haniebnymi wzbudzając cierpienie.

Poprzez wojnę pozbawione chrześcijan wiary,

bezustannie żądało niewinnej ofiary.

Podążało niczym ślepiec za diabła głosem,

innych śmiertelników nie przejmując się losem.

Sprawiały mu wciąż radość popełnione grzechy,

doświadczając wyłącznie bezkresnej uciechy.

Śmiertelnicy przerażeni wydarzeniami,

obezwładnieni poczerniałymi kłamstwami.

W komnatach pałacu rozbrzmiewają krzyki,

po morderstwach zamilkły na wieki języki.

Samoistnie przesuwają się wciąż przedmioty,

korytarze przemierzają blade istoty.

Niewiastę przerażają złowieszczym uśmiechem,

siłę egzystencji odbierając oddechem.

Życia już pozbawiają nieproszonych gości,

zrzucając ich w głębiny mrocznej nicości.

Pałacu pilnuje potępiona królowa,

sieci pułapek tkając niczym czarna wdowa.

Przez czyny popełnione podlega pokucie,

u wrażliwej niewiasty wzbudzając współczucie.

Zapragnie wnet rozwiązać sprzed lat tajemnice,

krople łez perłowych przedrą pobladłe lice.

Zbyt wieloma pałac naznaczony kłamstwami,

splamiony krwawymi, strasznymi morderstwami.

Czy ciemność w końcu przedrą prawdy promienie?

Potępionej zapewniając już wyzwolenie?

Wstęp

Ciemny płaszcz nocy otulił każdy zakątek ziemskiego padołu. Płachtę bezkresnego nieba przyozdobiły migoczące gwiazdy. Promienie srebrnej tarczy księżyca przedarły mrok. Dookoła panowała niemal śmiertelna cisza, zakłócana pohukiwaniem sowy oraz odgłosami polujących drapieżników. Delikatne podmuchy wiatru muskały liście drzew, wzbudzając ich lekki szelest.

Ośmioletnia dziewczynka siedziała przy oknie. Obserwowała postrzępione wstęgi chmur. Opuszkami palców dotykała szyby. Poczuwszy ciężar zamykających się powiek, postanowiła pójść wreszcie spać. Drobne ciało przykryła kołdrą, stopniowo popadając w otchłań sennych marzeń. Po chwili usłyszała szepty. Przyłożyła palce do skroni, twierdząc, że zmęczenie obezwładnia jej myśli. Jednak odgłosy przybrały na sile. Otworzyła powieki, bystrymi oczyma spoglądając dookoła. Nikogo nie zastała. Odwróciła głowę, by sprawdzić, czy księżyc nadal zdobi bezkres nieba. Dostrzegła delikatnie falujące firanki. Ponownie zamknęła powieki, chowając głowę pod kołdrą. Znów usłyszała tajemnicze szepty. W rogu pokoju zauważyła otwarte drzwi szafy, które wcześniej zamknęła. Poczuła przyspieszone bicie serca, z trudnością połykając ślinę. Chciała zawołać matkę, lecz nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa.

Przetarła oczy. Opuściła łóżko, bezszelestnie podchodząc do szafy. Odgłosy umilkły. Jednym ruchem zamknęła drzwi. Po chwili ponownie przykryła się kołdrą, jednak wzmożona ciekawość oraz lęk uniemożliwiły zaśnięcie. Nagle poczuła czyjś dotyk na ramieniu. Chciała odwrócić głowę, lecz strach sparaliżował ją całkowicie. Zacisnęła powieki, nucąc słowa wyuczonej piosenki. Po chwili usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi szafy. Zacisnąwszy zęby, odrzuciła kołdrę, podbiegając do włącznika prądu. Zapaliła światło, rozejrzawszy się dookoła. Zastała wyłącznie pustkę. Podeszła do szafy, dokładnie przeszukując jej zawartość. Nie znalazła niczego oprócz ubrań. Podświadomość podpowiadała, by wyjrzała przez okno. Pośród gałęzi drzew dostrzegła tajemniczą postać. Wytężyła wzrok, próbując dokładniej zobaczyć zauważoną osobę. Otworzywszy drzwi, wyszła na balkon.

– Kim jesteś?! – krzyknęła, nadal czując przyspieszone bicie serca. – Odpowiedz, natychmiast!

Tajemnicza postać odwróciła głowę. Spoglądała oczyma wypełnionymi łzami. Wyciągnęła palec ku pałacowi, z przestrachem otwierając usta.

– Zło – szepnęła, pospiesznie uciekając w głąb lasu.

Dziewczynka poczuła zawroty głowy, więc zacisnęła palce wokół drewnianej barierki. Przez chwilę stała sparaliżowana strachem. Poczuwszy powiew kwietniowego wiatru, wróciła do pokoju. Zamknęła drzwi balkonowe. Usiadła na łóżku. Nie potrafiła pojąć rozegranych wydarzeń. Usłyszała dźwięk starego zegara wybijającego pełną godzinę. Wielokrotnie przyjeżdżała do pałacu dziadka, lecz podobna sytuacja wydarzyła się dopiero pierwszy raz. Zawsze czuła czyjąś obecność, jednak matka tłumaczyła jej, że dzieci mają bogatą wyobraźnię.

– Ciekawe, co by powiedziała o dziewczynce znikającej pośród gąszczu zarośli… Czym jeszcze zaskoczy mnie rodzinna posiadłość?

Nagle usłyszała głośne krzyki matki. Natychmiast opuściła pokój, biegnąc do sypialni dziadka. Osiemdziesięcioletni Stefan leżał na ogromnym łożu, z przestrachem spoglądając przed siebie. Wymawiał niezrozumiałe słowa, nerwowo kiwając głową.

– Anetko, wróć do swojego pokoju! – rozkazała zdenerwowana kobieta, obejmując dłoń umierającego ojca.

– Czy dziadek już nas opuszcza? – zapytała, roniąc kilka kropel łez.

Maria potwierdziła kiwnięciem głowy, spoglądając oczyma wypełnionymi dogłębnym smutkiem.

– Znów ją widzę… Odejdź precz! Boże, zabierz mnie czym prędzej – mówił staruszek, nadal patrząc w jeden punkt.

– Dziadku, o kim mówisz? – zapytała dziewczynka, również obejmując jego dłoń. – Oprócz nas nikogo już nie ma.

– Przeklęty pałac… Ogromnie żałuję, iż opuściłem Niemcy… Gdybym tam został, oszczędziłbym wiele zszarganych nerwów… Zbliża się!

Stefan wyrwał ręce z objęć córki i wnuczki. Drżącym palcem wskazał na zaciemniony róg pokoju. Nerwowo przygryzał wyschnięte wargi, spoglądając obłędnym wzrokiem. Zaczerpywał powietrza nierównym taktem, jakby każdy oddech był tym ostatnim.

– Mario, najdroższa córko! Obiecaj, że nigdy nie wrócisz do przeklętego pałacu… Błagam cię pokornie! – krzyknął, wyczekując przysięgi. – Moja matka postradała zmysły… Wszystkich spotyka tragiczny los… Zmora nadchodzi coraz bliżej… Odejdź precz! Czy nigdy nie nasycisz się krwią mojej rodziny?! Cóż takiego ci wyrządziliśmy, pozbawiona duszy przeklęta…

Kobieta, ogarnięta ogromem emocji, przystała na prośbę ojca. Chwilę później staruszek wydał ostatnie tchnienie, ukazując znacznie spokojniejsze oblicze. Aneta z przestrachem obserwowała zaciemnione miejsce, które wzbudziło ogromny lęk u dziadka.

– Dzisiaj ostatni raz przebywam w nawiedzonym pałacu – szepnęła Maria, głaszcząc ojca po pobladłych policzkach.

Rozdział 1

Bezkres płachty błękitnego nieba przedarły śnieżnobiałe wstęgi chmur bezustannie podążające ku odległym krainom. Złota tarcza słońca świeciła urzekającym blaskiem, dotykiem promieni pieszcząc ludzkie policzki. Gałęzie, dotychczas przerażające nagością, przyozdobiły liście poruszane w rytmiczny takt przez znikome podmuchy wiatru. Stwardniałą ziemię okryła szata różnobarwnej roślinności. Dookoła rozbrzmiewała melodia skomponowana przez śpiew ptaków. Piękno przyrody pozwalało wyciszyć wzburzone fale ciągłych trosk, powodując nastanie błogiego spokoju.

– Jakże wspaniale jest porzucić jarzmo codziennej egzystencji i ponownie poczuć beztroskość chwili – szepnęła pewna kobieta siedząca na ławce. – Zamykam ociężałe powieki, natychmiast doświadczając kojącego dotyku natury.

– Aneto, najmocniej przepraszam, że przeszkadzam – rzekła delikatną barwą głosu staruszka, podchodząc bliżej. – Zapomniałam, gdzie położyłam okulary.

– Pani Konstancjo, zawsze udzielę niezbędnej pomocy – odparła, natychmiast wstając. – Pójdźmy do salonu.

Dom spokojnej starości położony był na obrzeżach Poznania. Zapewniał spokój pensjonariuszom oraz schronienie przed hałasem cywilizowanego świata.

– Ukochane dziecko, cóż bym bez ciebie zrobiła? – zapytała staruszka, przytulając Anetę. – Każdego wieczora dziękuję Bogu, że przysłał mi wspaniałe dziewczę. Okazywaną dobrocią niweczysz wszelkie objawy smutku.

– Przedwcześnie straciłam obie babcie oraz dziadków, więc panią traktuję jak członka najbliższej rodziny – odpowiedziała, zauważając wzruszenie kobiety. – Proszę nie płakać, ponieważ życie stanowi zbyt krótką chwilę, by zmarnować ją na cierpienie.

– Gdyby moja córka posiadała namiastkę twojego współczucia, zapewne nadal przebywałabym w swoim mieszkaniu.

– Pani Konstancjo, porzućmy przykre wspomnienia. Pójdźmy do ogrodu. – Ujęła dłoń kobiety.

Dookoła rozbrzmiewał wesoły gwar pensjonariuszy. Staruszki plotkowały, żartowały, przywoływały zamierzchłe wydarzenia. Ukazywały serdeczne uśmiechy, wielokrotnie flirtując z mężczyznami. Konstancja, zauważywszy znajomą, pożegnała opiekunkę. Aneta natomiast obserwowała starsze pokolenie pamiętające czasy ubóstwa i wzajemnego szacunku. Pewna kobieta dotknęła jej dłoni, ukazując serdeczny uśmiech.

– Pani Elżbieto, w czym mogę pomóc? – zapytała, spoglądając oczyma wypełnionymi szczerą dobrocią.

– Dziecinko, zauważyłam, że siedzisz samotnie, więc postanowiłam ci potowarzyszyć. – Usiadła, spoglądając ku górze.

 

– Pośród gałęzi drzew skowronek wyśpiewuje wspaniałą melodię pieszczącą zmysły wrażliwych ludzi. Cień rozłożystej korony umożliwia schronienie przed skwarem majowego dnia. Piękno przyrody potrafi ukoić zmartwienia dręczące myśli, wnet wzbudzając przypływ radości. Pani Elżbieto, czy południowe leki zostały już zażyte? – zapytała, porzucając mgłę chwilowego zachwytu.

– Zawsze o wszystkich pamiętasz – rzekła, położywszy dłoń na ramieniu dziewczyny. – Oczywiście, połknęłam stos tabletek, natychmiast poczułam wzbierającą falę siły. – Zaśmiała się serdecznie. – Kiedy będę mogła obejrzeć twój obraz? – szepnęła, machając pewnemu mężczyźnie. – Edward, wiecznie uśmiechnięty staruszek, który opowiada zabawne historie.

– Dysponuję zbyt małą ilością wolnego czasu. Codziennie maluję, często odwiedzam dom spokojnej starości. Uśmiech pensjonariuszy potrafi ukoić nawet najbardziej dokuczliwe zmęczenie.

– Poświęcając się innym, zapominasz o własnym życiu – powiedziała, kiwając głową. – Zapewne twój mąż z niecierpliwością wyczekuje powrotów, witając cię serdecznymi uściskami.

– Owszem, spotkałam wspaniałego mężczyznę obdarzającego mnie szczerym uczuciem. Pani Elżbieto, za chwilę będziemy adorowane przez największego podrywacza domu spokojnej starości.

– Piękne dziewczęta odwiedziły oazę wiecznego spokoju, swym blaskiem przyćmiewając pozostałe niewiasty – powiedział Edward, idąc za chodzikiem rehabilitacyjnym.

– Owszem, Anetka anielską urodą rozświetliła przestrzenie ogrodu – odparła, figlarnie mrugając rzęsami. – Gdybym mogła cofnąć czas, by ponownie przywdziać zgrabną figurę…

– Zapewne uchodziłabyś za najpiękniejsze zjawisko pośród dotychczas stąpających po ziemi – wtrącił mężczyzna, uśmiechając się do młodej dziewczyny.

– Kochani, z wielkim bólem serca muszę opuścić wasze miłe towarzystwo. Dzisiejszego wieczora przybywa moja młodsza siostra, więc chciałabym uraczyć ją smaczną kolacją.

Rozdział 2

Złota tarcza słońca stopniowo chyliła się ku zachodowi. Bezkres nieba przedarły szare, kłębiaste chmury. Chwilę później krople deszczu rozmiękczyły stwardniałą powierzchnię, tworząc rozległe kałuże. Elżbieta siedziała przy oknie, pijąc ziołową herbatę.

– Wielokrotnie wspominam zamierzchłe czasy – powiedziała Konstancja, spoglądając oczyma wypełnionymi smutkiem. – Niegdyś uchodziłam za ponętną, piękną damę. U swego boku miałam kochającego męża. Każdego dnia przezwyciężaliśmy wszelkie trudy. Wspólnie dzieliliśmy chwile przygnębiającej melancholii i beztroskiej radości. Wychowywaliśmy jedyne dziecko, Karolinę. Nie znosiliśmy monotonii, więc podejmowaliśmy różne działania, by czerpać z życia same korzyści. Zwiedzaliśmy najpiękniejsze miejsca w Polsce oraz poza jej granicami – westchnęła. – Cóż za wspaniałe czasy! Kiedy Karolina wyszła za mąż, wychowywałam jej dzieci. Obezwładniona szczęściem pełniłam funkcję opiekuńczej babci. Po śmierci męża zostałam całkiem sama. Wnuczęta wyprowadziły się z domu. Stopniowo zapominały o babci, coraz rzadziej mnie odwiedzały Przyjeżdżały niezbyt często, choć mieszkały niedaleko… Zapewne miały znacznie ważniejsze sprawy aniżeli rozmowy ze staruszką. Nawet dla jedynej córki stałam się zbędnym ciężarem. – Zapłakała, drżącymi dłońmi dotykając skroni. – Za poświęcone lata dobroci, bezgranicznej miłości zostałam wysłana do domu spokojnej starości, by nie przeszkadzać rodzinie.

– Czasami ludzie potrafią zranić o wiele bardziej oschłą obojętnością niż fizycznymi czynami.

– Zazwyczaj staram się nie myśleć o przykrych chwilach. Jednak zranione serce wciąż pamięta… Przygnębiająca samotność, melancholia, cierpienie. Jakże znane nam uczucia. Czasami pragnę je wyrwać, by zapomnieć… Ból wypełniający połacie duszy jest trudny do zniesienia!

– Najukochańsza przyjaciółko! – Odeszła od okna, siadając obok staruszki. – Zawsze możemy szczerze porozmawiać o smutkach wypełniających nasze serca. Zostałyśmy oszukane przez najbliższych! Cóż poradzić? Życie stanowi pasmo ciągłych udręk! Tylko ten je pokona, kto zgromadzi odpowiednie pokłady siły.

– Pięknie powiedziane. – Ukazała delikatny uśmiech.

Konstancja podeszła do stołu. Nalała sobie i przyjaciółce ziołowej herbaty. Pomrugała powiekami, by pozbyć się nagromadzonych kropel łez.

– Starożytni mędrcy Wschodu i Grecji poszukiwali owianych tajemnicą zasad, aby szczegółowo badać dusze śmiertelników. Obserwowali ład oraz harmonię przyrody, wznosząc się ponad wyżyny rzeczywistości. Wierzyli, że dusza jest najdoskonalszym czynnikiem poznania, umieszczona pomiędzy światem ludzkim a pośmiertnym, mogąc go swobodnie przenikać. Stanowi źródło wszelkich uczuć. Odgórne wartości mieszały się z przyziemnymi, narażając ciało na obłudne szepty szatana. Zadając cierpienia bliźniemu, bezmyślnie wyrządzamy krzywdę własnej osobie. Należy żyć pośród złych ludzi, by ponownie sprowadzić ich na ścieżkę dobra.

– Jednak nie można pomóc wszystkim duszom, zwłaszcza potępionym… Za bardzo ugrzęzły między sprawami doczesnego świata a pośmiertną przestrzenią. Czynienie zemsty zaślepia je ogromnie, zmuszając do krzywdzenia bezbronnych istot. Przerażają pobladłymi, przezroczystymi twarzami, wyłupiastymi oczyma, gestami oraz krzykami. – Wzięła głęboki wdech, czując przyspieszone bicie serca. – Konstancjo, powinniśmy przestrzec Anetę – rzekła, przygryzając wargi. – Inaczej podzieli nieszczęsny los swych przodków!

– Cóż możemy uczynić? – zapytała, odkładając filiżankę. – Klątwa przeklętej kobiety plami ich pałac. Wystarczy, by nasza opiekunka nie przekraczała progu posiadłości…

– Absurd! – krzyknęła, z trudnością powstrzymując wzburzone emocje. – Zło opętanej niewiasty nadal płynie w żyłach jej potomków! Aneta zawsze będzie nieszczęśliwa… Jest bardzo wrażliwą artystką, podatną na różnego rodzaju emocje. Oby uniknęła okrutnego losu swej prababci…

– Zofia postradała zmysły, w ostateczności odbierając sobie życie. – Westchnęła, czując coraz silniejszy ból głowy. – Jeżeli zaczniemy przestrzegać Anetę, opowiadając jej przerażające historie, to możemy zniszczyć wspaniałą relację łączącą nasze dusze.

Elżbieta ukazała szereg zmarszczek szpecących czoło. Poparła słuszność wypowiedzi przyjaciółki, jednak doskonale znała okropną historię przodków Anety.

– Prawda jest zbyt wstrząsająca dla tak młodej dziewczyny – rzekła Konstancja. – Jednak bierna postawa może zakończyć się tragedią!

– Ale zauważ, że matka Anety zachwyca dobrym zdrowiem. Podobno nienawidzi rodzinnego pałacu i nigdy go nie odwiedza. Być może jej córka powinna postępować podobnie, by ocalić swoje życie.

– Zapewne masz rację – odparła, spoglądając przez okno.

Rozdział 3

Aneta rozstawiła talerzyki, obok układając równo sztućce. Na środku stołu postawiła bukiet kwiatów. Wyrównała fałdę białego obrusa. Nagle rozbrzmiał dźwięk dzwonka.

– Witaj, najdroższa siostro! Nawet byś nie zdołała zgadnąć, co ciekawego mnie dzisiaj spotkało – powiedziała jednym tchem, poprawiając ułożenie włosów przed lustrem. – Zauważyłam ostatnio niewielką zmarszczkę szpecącą czoło – dodała, czując pieszczącą zmysły woń posiłku. – Powinnam wziąć urlop. Wyjechałabym do ośrodka odnowy biologicznej, wstrzykując sobie odrobinę botoksu. Zażywałabym odprężających kąpieli, znakomicie poprawiających jędrność skóry. Jestem głodna, ponieważ od rana niczego jeszcze nie jadłam. Mówiłam ci, że lekarz zalecił mi zmianę diety? Teraz czuję się znacznie lepiej!

– Powinnaś zaprzestać korzystania z innowacji współczesnej nauki. – Aneta usiadła wygodnie, obserwując oblicze dziewczyny. – Wielokrotnie słyszałam ubolewania kobiet próbujących przechytrzyć upływ czasu. Musisz zrozumieć, że nawet najdoskonalsze rozwiązania nie zdołają odmłodzić człowieka.

– Jednakże potrafią spowolnić proces stopniowego starzenia – odparła, przewracając oczyma. – Jesteś olśniewającą niewiastą, więc bardzo trudno ci pojąć, co odczuwa kobieta tracąca urok.

– Rozbawiasz mnie ogromnie. – Ukazała serdeczny uśmiech. – Nadzwyczajnym pięknem przyćmiewasz wszystkie śmiertelniczki! Uchodzisz za zgrabną i ponętną. Ciało podlega ziemskim procesom. Stanowi jedynie powłokę duszy.

– Zaprzestań filozoficznych wypowiedzi. – Ziewnęła, wyrażając znudzenie. – Doskonale znam ich nudną treść. Śmierć jest zakończeniem wszystkiego.

– Szczera prawda przypomina kroplę deszczu na brzegu gałęzi rozłożystej korony drzewa. Będąc u góry, odbija blask promieni słońca, zostając przesiąknięta wzniosłymi wartościami. Kiedy upadnie, kłamstwo splamione brudem skazi ją złymi myślami.

– Każdy wyznaje zupełnie inną prawdę. Miałam opowiedzieć ci o dzisiejszym wydarzeniu, bardzo zabawnym i zaskakującym. – Spojrzała wzrokiem przesiąkniętym radością. – Praca przy komputerze za bardzo pochłonęła moją uwagę. Zupełnie zapomniałam o ważnym spotkaniu biznesowym. Kiedy pospiesznie zmierzałam do wyjścia, to wpadłam na pewnego mężczyznę, rozsypując wcześniej przygotowane dokumenty. Oczywiście przeprosił, spoglądając roziskrzonymi oczyma. Nieco ochłonąwszy, zauważyłam jego przystojne oblicze. – Westchnęła, wyciągając wizytówkę. – W ramach przeprosin zaprosił mnie na kolację. Prawdopodobnie nawiążemy gorącą relację…

– Przecież ostatnio spotykałaś się z Wiktorem – wtrąciła zdziwiona.

– Już dawno zerwaliśmy. Zapomnieliśmy o wspólnie spędzonych chwilach – odparła, machnąwszy ręką. – Wielokrotnie wspominałaś, że życie stanowi wyłącznie krótkie westchnienie twojego Stwórcy, więc wykorzystuję je całkowicie.

– Jednakże czyje bytowanie jest czyste i proste, szczerym sercem poszukując prawdy, temu nie grożą żadne tajemnicze niebezpieczeństwa.

– Dlatego nadal tkwisz wiernie u boku Radosława? – zapytała, zmarszczywszy brwi. – Przecież poświęca ci znikomą ilość czasu, znacznie bardziej interesując się swoją firmą aniżeli poślubioną przed rokiem żoną. Bezustannie projektuje domy. Kiedy ostatni raz wspólnie wyjechaliście? Czy pamiętał o rocznicy? Dlaczego go teraz nie ma z nami?

– Magdaleno, stanowczo przesadziłaś – wyszeptała, czując przypływ gorąca. – Kocham Radka ponad wszelkie przeciwności losu! Przyznam ci rację. Bardzo dużo czasu spędza w firmie. Jednak zawsze mogę na niego liczyć, dzieląc chwile smutku i radości. Słowami przesiąkniętymi miłością przegania szepty melancholii, prześladujące mnie od dziecka. Przynajmniej jestem wspierana przez wiernego, przystojnego, bezgranicznie miłującego mężczyznę! Czy ty również możesz powiedzieć podobnie? – zapytała z nutą ironii, ukazując nieco drwiący uśmiech.

– Wzorowy model rodziny, jakże wspaniale obecnie reklamowany. Do pełni szczęścia brakuje wam tylko dziecka. – Poprawiła ułożenie włosów, ponownie przeglądając się w lusterku. – Podobno kobiety w twojej rodzinie późno stawały się brzemienne… Czyżby podobny los spotkał również ciebie?

– Sprawiłaś mi ogromną przykrość! Twoją duszę zanadto przesiąknął materializm i błahe wartości posiadające swój kres! Porzuć egoizm, ponownie będąc cnotliwą niewiastą. Znajdź męża, chociaż chłopaka na dłuższy czas aniżeli trzy miesiące. Przecież wspaniale jest budzić się rano przy boku mężczyzny witającego cię namiętnymi pocałunkami…

– Przestań narzucać mi własny styl życia! Gardzę miłością obezwładniającą najdalsze zakątki serca, zatruwającą myśli… W sobotę wyjeżdżam nad jezioro, chciałabyś się ze mną zabrać?

– Nie zmieniaj tematu. Przy obecnym, bardzo intensywnym trybie życia wkrótce zostaniesz całkiem sama. Czy pragniesz podzielić smutny los staruszków? Ukazują serdeczne uśmiechy, żartują, wielokrotnie wspominają najbarwniejsze wydarzenia z przeszłości. Jednak w zaciszu własnego pokoju natychmiast przywdziewają melancholijne oblicza. Wylewają rzewny potok łez. Żałują nigdy niepodjętych decyzji, wykonanych czynów względem drugiej osoby. Podczas pracy jako wolontariuszka usłyszałam już bardzo wiele, dlatego przestrzegam cię przed podobnym losem…

– Usługujesz starym ludziom, przynosisz im herbatkę, kawkę, ciasteczko – drwiła. – Uczynię wszystko, by jak najdłużej zachować swe piękno! Jeżeli oszpeci je zwiędła starość, wnet podejmę odpowiednie działania… Widok wiecznie narzekającej, wspominającej przeszłość staruszki napawa mnie grozą.

– Nawet ty zostaniesz kiedyś podobnym człowiekiem – odparła, spoglądając złośliwie. – Innowacje naukowe nie zdołają powstrzymać procesu starzenia. Egoizm jest bratem pychy zatruwającym duszę. Jesteś wpatrzona wyłącznie w siebie! Gardzisz wszystkimi dookoła. Wszędzie czeka cię pustka, nawet po opuszczeniu ziemskiego padołu!

– Przestań zanudzać mnie filozoficznymi przemyśleniami! Kolejny raz opowiadasz o kochającej rodzinie i wzniosłych wartościach. Czyżbyś już zapomniała zachowanie naszego ojca? – zapytała, spoglądając oczyma wypełnionymi złością. – Najpierw poślubił twoją matkę, po czym zdradzał ją z innymi kobietami. Następnie uwiódł moją, również zostawiając. Okrutny mężczyzna pozbawiony choćby namiastki zdrowego rozsądku! Najwyższy czas, bym cię opuściła. Wybacz, iż nie skosztowałam kolacji, ale straciłam apetyt.

 

Zdenerwowana Magdalena pospiesznie opuściła mieszkanie. Wyciągnęła telefon komórkowy, chwilę później z kimś flirtując. Tymczasem Aneta usiadła przy stole, opuszkami palców dotykając skroni.

– Współczuję siostrze goryczy wypełniającej serce. Nasz ojciec okazał się nieodpowiedzialnym mężczyzną pragnącym zaspokajać wyłącznie przyziemne pragnienia. Mojej matce każdego dnia szeptał słowa przesiąknięte rozkoszą. Zapewniał, że płomienie miłości trawią jego duszę. Cóż po nich zostało? Jedynie popiół wspomnień! Doskonale pamiętam ciągłe kłótnie, sceny zazdrości, rozpacz za bardzo zakochanej kobiety. Zapewne Magdalena odziedziczyła po nim bezgraniczne przywiązanie do rzeczy materialnych… Jednak powinna zrozumieć, iż egoizm nie zagłuszy rozpaczy małej dziewczynki, przyglądającej się ciągłym kłótniom rodziców. Znienawidziła go ogromnie, więc frustrację przelewa na innych mężczyzn.