Razem ze słonkiem. Złota jesieńTekst

Z serii: Razem ze słonkiem #4
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Razem ze słonkiem. Złota jesień
Razem ze słonkiem. Złota jesień
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 17,98  14,38 
Razem ze słonkiem. Złota jesień
Razem ze słonkiem. Złota jesień
Audiobook
Czyta Magdalena Zając Zawadzka
9,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maria Kownacka

Razem ze słonkiem. Złota jesień

Saga

Razem ze słonkiem. Złota jesień

Copyright © 1986, 2021 Maria Kownacka i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

ISBN: 9788726910582

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Poznajemy przyrodę
O SŁONKU, O POGODZIE I INNYCH CIEKAWYCH SPRAWACH
CZY WIECIE, ŻE...?

1 Rośliny, przeważnie jesienią wydają nasiona i rozsyłają je po świecie najróżniejszymi sposobami (niektóre, jak np. lipa, mają nawet żagielki do pływania po wodzie). — A dlaczego tak się dzieje? Bo gdyby wszystkie nasiona opadły tuż pod rośliną-matką, powstałby taki gąszcz, że młode rośliny zginęłyby z głodu.Dwuletni dąbek jest niewiele większy od krzaczka borówki, a korzenie jego sięgają już dwóch metrów w głąb ziemi.Grzybów jest coraz mniej, bo ludzie zbierając grzyby rozdrapują ziemię i niszczą grzybnię. Nie wolno tego robić.Najgroźniejszym wrogiem wiewiórki jest kuna, która biega znakomicie po gałęziach i potrafi ścigać wiewiórkę skacząc z drzewa na drzewo.Nie wszystkie owoce służą człowiekowi za pokarm. Wśród roślin (uwaga!) trujące są jagody krzewu wawrzynka wilczełyko i pokrzyku — wilczej jagody.Krzykliwa sójka robi też zapasy na zimę, gromadzi po różnych schowkach żołędzie, a potem o nich często zapomina i w ten sposób sadzi las.Gąsienice różnych motyli w ciągu lata pożerały moc liści, a teraz, jesienią, szukają schronienia w ściółce leśnej, w korze drzew, wspinają się na mury domów, pod okapy dachów i sufitów, żeby tam zamienić się w poczwarki, przezimować i na przyszły rok przeobrazić się w motyle.Pstry szczygieł przepada za nasionami ostu. Teraz są jego żniwa! Niszcząc nasiona tego uprzykrzonego chwastu — bardzo nam pomaga.Pod koniec lata ptaki zmieniają upierzenie, czyli pierzą się. Podczas lotów pióra się niszczą, łamią, więc przydadzą się nowe. W okresie pierzenia się ptaki nie są zdolne do lotu i siedzą wtedy ukryte w gąszczach, są spokojne i nie śpiewają. Wtedy to można znaleźć najwięcej ptasich piórek!Dziki bardzo lubią jesienią robić wyprawy na pola ziemniaków. Ludzie odstraszają dziki, czym tylko mogą. Trąbią, biją w patelnie i ustawiają „strachy ”, brząkające na wietrze butelkami. Ale podobno dziki niewiele sobie z tego robią.Groźnym szkodnikiem lasów szpilkowych jest szeliniak sosnowiec, brunatny chrząszczyk z rdzawymi plamkami, z głową wydłużoną w ryjek, zakończony mocnymi żuwaczkami. Szeliniak zgryza nimi korę i miazgę ze starszych drzewek, a młode siewki w szkółkach przecina na pół i pożera ich soczyste łodyżki.

O CZYM NIE WSZYSCY WIEDZĄ
Muszka bolimuszka

Much jest coraz mniej, o wiele mniej niż latem, ale dlaczego teraz tak dokuczają? Kłują tak bardzo boleśnie?

To sprawka muszki bolimuszki. Jest ona mniejsza od muchy domowej, ma takie kłujące szczecinki i karmi się krwią.

Mucha domowa bywa natrętna, drażni nas, kiedy chodzi nam po skórze, ale nigdy nie kłuje i krwi nie wysysa.

Robi się coraz chłodniej, więc krwiożercza bolimuszka przywędrowała do naszych mieszkań z chlewów i obór, gdzie dokuczała zwierzętom.

Bolimuszka jest niebezpieczna, bo kiedy przekłuwa skórę, może wprowadzać do krwi różne zarazki chorobowe.

Zauważ, to bardzo ciekawe

1 Uwaga! Babie lato! — Kto potrafi wypatrzyć start małego pajączka-żeglarza?

2 Zaobserwuj i zapisz w Kronice, jak się zachowują jaskółki pod koniec sierpnia.Jeżeli gnieździły się u was bociany — warto śledzić, pod koniec sierpnia, jak się teraz zachowują.Jeżeli znajdziesz w lesie kawałek odłupanej kory z korytarzami wydrążonymi przez kornika — przyjrzyj się tym deseniom i pomyśl, jak bardzo kornik niszczy drzewo! Taki kawałek kory z chodnikami kornika warto mieć w zbiorach.Przyjrzyj się przez lupkę, jaki śliczny jest kwiat wrzosu, zauważ, ile pszczół do niego przylatuje. To ich ostatnie jesienne pożywienie.Zaobserwuj, jak wysypują się z koszyczków ostu upierzone nasiona i jak wiatr je roznosi, na nasze utrapienie.Które drzewa zmieniają kolor liści? Może to warto odnotować i namalować w Kronice?Ile piór i piórek ptasich możemy teraz wszędzie znaleźć po ogrodach, polach, lasach. Nawet w miastach pełno piór gołębich fruwa po ulicach! A dlaczego? Sprawdź w dziale „Czy wiecie, że...?”Jak pięknie i mocno jest zbudowana makówka, jaka podobna do grzechotki. Teraz czas wytrząsać mak. Zauważ, jak w makówce u góry otworzyły się okienka, przez które nasiona mają wyprysnąć w świat! Ale my na to nie pozwolimy, sami mak wytrząśniemy do woreczków!Jak ślicznie w końcu września same się sypią z kasztanowców — kasztany! Wcale nie trzeba ich niczym obijać! Prawdziwi przyjaciele przyrody teraz dopiero zbierają kasztany.Co się dzieje po zakamarkach naszych domów! Po gankach, komórkach, piwnicach, sionkach, strychach — pełno oprzędów, kokonów, jajeczek, gąsienic, poczwarek — to owady przygotowują się do przezimowania!Zauważ i naucz się odróżniać od muchy domowej małą, ciętą, krwiożerczą, bardzo dokuczliwą muszkę — bolimuszkę.

NA WŁASNE OCZY
Przygoda jeża

Niedaleko naszej gajówki, tam, gdzie się zaczyna puszcza, rośnie dąb.

Rozrośnięty, pień ma potężny, korę pooraną, konary jak ramiona u siłacza, a w środku pnia — przepaścista dziupla.

Niejedno stulecie dźwiga ten dąb na swoich konarach! A mimo to nasz staruszek co wiosnę zielenieje jak młode dąbki, a jesienią wydaje prawdziwą ucztę żołędziową dla wiewiórek, sójek i dzików.

Ten mój ulubiony dąb rośnie na skraju leśnej łączki, a wkoło niego gąszcz trzmieliny, kaliny, krzaczastych wierzb.

Wczoraj, pod wieczór poszedłem na spotkanie dziadka, który wracał z obchodu swojego rewiru (rewir — to część lasu, którą dogląda gajowy).

Słońce już nachylało się ku zachodowi. Znad polany zaczął się unosić biały tuman mgiełki.

Wdrapałem się na konar dębu i czatując cicho czekałem, co się wydarzy. Ogromnie lubię takie podpatrywanie.

Nie czekałem długo — z norki, pomiędzy żylastymi korzeniami dębu, mignął mały, ciemny, wilgotny nosek, błysnęły czarne jak lśniące guziczki oczy i powoli, ostrożnie, stąpając na całych stopach wyparadował ze swojego dziennego legowiska na wieczorne łowy jeż.

Był wygłodzony i nie tracił czasu.

Pod dębem roiły się przeróżne chrząszcze, przebiegały nornice, polniki, myszy leśne i różne inne małe gryzonie — chrupiąc nasiona, ogryzając korę z młodych drzewek, pożerając się nawzajem.

Mój jeż nie próżnował! Coraz się przyczajał, chwytał i pożerał mlaskając nowy kąsek. Najbardziej mu chyba smakowały gąsienice ciem.

Większą zdobycz przyciskał przednimi łapkami i rwał na kawałki. A zwijał się szybko i sprawnie. Kto by się spodziewał po tym kłębuszku szpilek takiej zręczności?

Kiedy już pod dębem zrobił spustoszenie, podreptał leśną dróżką prosto do szkółki leśnej.

Ta szkółka — to było prawdziwe „oczko w głowie ” mojego dziadka. Był to rozsadnik drzew leśnych — młodziutkich sosenek, modrzewi, dębów. Ledwo się krzewiły przy ziemi zielonymi czuprynkami, a kiedy trochę podrosły, szły na własne gospodarstwo, wysadzane, gdzie trzeba.

Już zeskoczyłem z dębowego konaru, żeby śledzić dalej wieczorne łowy jeża, kiedy nadszedł dziadek.

Było już późno, babcia czekała z kolacją, musieliśmy wracać do domu.

A na drugi dzień, raniutko, obudził mnie dziadek:

— Marcin, wstawaj — pójdziemy przepatrzyć rowek.

Dobrze wiedziałem, co to znaczy. Rowek opasywał dookoła szkółkę leśną (ogrodzoną parkanem szczelnie jak forteca) i niczym fosa pod murami zamku obronnego bronił szkodnikom leśnym dostępu do szkółki.

Do tego zdradzieckiego rowka wpadały groźne szkodniki młodych drzewek, jak np. chrząszczyk szeliniak, myszy leśne, ale także — ropuchy, jaszczurki, ryjówki — pożyteczne dla lasu.

Każdy, kto tylko wpadł do rowka, chciał się z niego wydostać za wszelką cenę, a szukając wyjścia wpadał do zdradliwych studzienek, pokopanych co kilka kroków w tym rowku.

Dlatego trzeba było tę pułapkę przepatrywać, żeby uwolnić przyjaciół lasu...

Szliśmy więc z dziadkiem od studzienki do studzienki, wyciągając z nich ropuchy, żaby i ryjówki.

Wtem dziadek wykrzyknął:

No... no... i tyś się wpakował, stary wygo?

Wyciągnąłem szyję, żeby się przekonać, do kogo dziadek tak przemawia, a on tymczasem wyjął z kieszeni kurtki starą, skórzaną rękawicę, nachylił się nad studzienką i wyciągnął z niej dużą, szarą, najeżoną kulę...

— Ojejku, to mój znajomy spod dębu! — zawołałem.

— No to go zabieraj i zanieś, gdzie trzeba — powiedział dziadek.

Zawinąłem więc uwolnionego więźnia w chustkę do nosa i pobiegłem na polanę, pod dąb. Oswobodziłem jeża z chustki i postawiłem niedaleko wejścia do jego nory, pod korzeniami dębu.

 

Długo leżał zwinięty w kłębek, wreszcie poruszył się ostrożnie, wysuwając węszący nosek i bystre oczka na zwiady, a kiedy stanął na kusych łapkach — podreptał korytarzem między korzeniami prosto do swojej kryjówki pod dębem.

Tajemnice starych pni

W starych lasach zostają czasami pnie po dawno ściętych drzewach. Na oko pień jak każdy inny, trochę poszarzały i kora poodłupywana...

Ale gdy przyjrzeć się bliżej, zobaczysz w nim pełno dziurek, jak w plastrze wosku.

A usiąść na nim... Coś się pod tobą ugnie, lekko załamie. Wtedy poderwij się szybko, jak tylko możesz, bo już pędzą, już nacierają całe zastępy mrówek.

Ten stary pień — to ich mrowisko. Wiele lat drążyły w nim swoje korytarze—nic dziwnego, że dzielnie stają w obronie swojej fortecy.

POZNAJEMY PTAKI
Chcemy znać ptaki

U nas w kraju jest wiele ptaków, około 280 gatunków.

Są przelotne, co tylko na lato albo na zimę do nas zaglądają, i są też osiadłe na stałe.

Są ptaki polne, leśne, ogrodowe, łąkowe, wodne i błotne.

A teraz na palcach obu rąk policzmy, ile też ptaków znamy tak, że potrafimy je rozpoznać, naśladować ich głos albo ulepić z masy papierowej czy namalować. A więc: wróbel, bocian, jaskółka, gołąb, dzięcioł... — I jakie jeszcze? Chyba dziesięciu palców wystarczy! A to bardzo mało! Bo jest wiele ptaków często spotykanych, których nie znamy...

Chcemy wam przyjść z pomocą! Niektóre z tych ptaków opiszemy i pokażemy na obrazku, a wy je rozpoznacie w przyrodzie. Miejsca mamy niewiele, a ptaków jest tak dużo, więc sami też obserwujcie, szukajcie w książkach, na pocztówkach, gdzie się da! I układajcie album albo kartotekę pod hasłem:

„Ptaki ”.

Można urządzić potem między klasami A i B albo między szkołami konkurs: Kto zna więcej ptaków.

Żeby nie tracić czasu teraz, zaraz po wakacjach—rozpoczynamy nasz słownik — Poznajemy ptaki.

Słowniczek

Szczygieł

Trudno o milszego ptaka. Jest mniejszy od wróbla. Pstry, kolorowy jak pajacyk, wesolutki, rozćwierkany.

W lecie żywią się szczygły owadami, teraz, jesienią, i potem przez całą zimę wystarczą im nasiona chwastów, które wyciągają ostrymi dziobkami z dojrzałych „koszyczków” tych roślin.

Ruchliwe i żwawe podśpiewują przy tym swoją piosenkę:

— Tiglit... Didelit... Ciwit...

Teraz, jesienią, kiedy chwasty wydają nasiona, łatwo spotkać całe stadka szczygłów, jak się uwijają nad kępami ostu czy łopianu.

Wiosną trzymały się szczygły koron drzew liściastych i tam wysoko, wśród gałęzi ukrywały swoje prześlicznie uplecione gniazdka. Jaj składają po 4—5, są one białe w brązowe plamki.

Sójka

Często, kiedy wchodzimy do lasu, sójki witają nas przeraźliwym skrzeczeniem.

Sójka jest bardzo czujna i strachliwa, a skrzeczy z lada powodu i tym sposobem, niechcący, ostrzega mieszkańców lasu przed niebezpieczeństwem.

Ileż to razy przez sójki nie udało się lisowi polowanie na upatrzoną zwierzynę!

Sójka jest ptakiem wielkości gołębia. Przyjrzyjmy się, jak jest ciekawie upierzona, jakie ma na skrzydłach śliczne „lusterka” w szafirowe prążki, jak zabawnie stroszy piórka na czubku głowy.

Sójka żywi się owadami, ślimakami, myszami, żabami, ale trudno jej darować, że niszczy gniazda ptasie, wypija jajka, pożera pisklęta...

Teraz, jesienią, żywi się buczyną, orzechami laskowymi i żołędziami, z których robi zapasy na zimę. Zakopuje je pod mech i liście, a potem o nich zapomina, a żołędzie zwykle kiełkują i wyrastają z nich młode dąbki.

Sójka wcale nie wie o tym, że sadzi las!

Wiosną plecie sójka wśród gałęzi drzew gniazdo z drobnych gałązek, wysłane suchą trawą, wrzosem i delikatnymi korzonkami, a w nim składa 5—7 jaj zielonkawych w brązowe plamki.

Szpak

Szpaka znacie nieźle. Ma on żółty dziób, czarne, połyskliwe upierzenie biało nakrapiane, ogon krótki i rozwidlony na końcu. To przecież lokator budek, jakie dla niego zawieszamy. W lesie zajmuje na gniazdo dziuple drzew.

Samica składa 4—6 zielonkawoniebieskich jaj.

Już w końcu lata szpaki zbierają się w duże stada i do późnej jesieni krążą nad łąkami i polami.

Nieraz widzimy je, jak razem z gawronami i kawkami podążają za oraczem, połykając z apetytem: pędraki, drutowce, dżdżownice, jakie pług wyryje razem ze skibą ziemi.

Pożywienie szpaka to ślimaczki, owady, dżdżownice i jego letni przysmak — czereśnie...

Szpak ładnie śpiewa i potrafi naśladować głosy innych ptaków. W czasie śpiewu zabawnie trzepocze skrzydłami.

Przylatuje do nas już w marcu, odlatuje w listopadzie.

Kos

Niektórzy mylą kosa ze szpakiem. Najłatwiej kosy rozpoznać po tym, że ogon mają dłuższy i nie rozwidlony na końcu, samce są czarne, bez żadnego połysku, mają żółty dziób i żółtą obwódkę naokoło oka. Samice i młode kosy są szarobrązowe i dziób mają ciemny.

Kosy nigdy nie krążą w stadach nad polami, jak to robią szpaki, trzymają się zarośli.

Kosy żyjące w miastach zimują u nas, ale te, które mieszkają w lasach, odlatują późniejszą jesienią i powracają wczesną wiosną.

Kos pięknie śpiewa, jakby gwizdał na flecie, nigdy przy śpiewie nie trzepie skrzydłami. Pożywienie kosa to owady, dżdżownice, ślimaki, a jesienią i zimą jagody, a także odpadki na śmietnikach.

Gniazdo kosa to zgrabny koszyczek uwity z suchych źdźbeł trawy, łyka i korzonków, wylepiony ziemią. Samica składa 5—6 zielonkawoniebieskich, nakrapianych niewyraźnymi plamkami jaj.

Strzyżyk (woleoczko)

Można o nim śmiało powiedzieć, że „jest wielki, jak korek od butelki”. Mniejszy od niego jest u nas tylko mysikrólik!

Ta ptasia kruszyna jest ruchliwa, zadzierzysta i bardzo pocieszna ze swoim podkasanym do góry ogonkiem. Uwija się żwawo w gąszczach leśnych, nad strumykami, wśród korzeni drzew i wykrotów, gdzie polując na owady i pająki stale śpiewa swoje treliki.

Gniazdo wije z suchych źdźbeł, trawek i z mchu — w kształcie kuli z otworem z boku. Ukrywa je wśród korzeni, w stosie chrustu albo w zwalonych gałęziach. Budową gniazda zajmuje się samiec. Wije on w różnych miejscach kilka gniazd, spośród których samica wybiera jedno, wyścieła miękko wewnątrz i składa w nim 5—7 białych, bardzo skąpo nakrapianych jaj.

Strzyżyki odlatują na południe we wrześniu lub październiku, a wracają już w marcu.

Przez słoneczne okienko
Gęsie pióra

Niech żyją „Koszałki-Opałki” z Kamiennej Starej!

Brawo!... Ogromnie się nam Wasz pomysł podoba! Gdyby tak wszystkie szkoły umiały się bawić w „Koszałków-Opałków”!

Czekamy na obrazki z Waszej ciekawej Kroniki!

Jaszczurka

Kochane Razem ze słonkiem!

Wczoraj poszłam po szyszki do lasu razem z bratem i siostrą. Uzbieraliśmy pełen worek szyszek i sporo grzybów.

Byłam może o 30 kroków od grzyba, kiedy z drzewa zbiegła wiewiórka, skoczyła do grzyba, chwyciła go w pyszczek i uciekła na drzewo.

Mój brat też znalazł dużego grzyba. Włożyliśmy go do kosza i poszliśmy.

W domu Stasiek wysypał grzyby na stół, a tu z tego dużego grzyba wychodzi jaszczurka... Tak ładnie na mnie patrzy... Żal mi się jej zrobiło. Wzięłam ją do starego garnka, przykryłam chustką i zaniosłam do lasu.

Emilcia Kustrówna ze Zwolenia

Jak myślicie, czy Emilcia dobrze zrobiła?

Uszanowana sieć

Kochane Razem ze słonkiem!

My mamy w ogrodzie altanę, jest ona cała porośnięta „pachnącym winem”. Na wejście jest tylko malutki otworek.

My się z bratem Wojtkiem bawimy, że to jest nasza jaskinia.

Dziś rano biegniemy, a to wejście calutkie zasnute pajęczyną, ale jaką! Równiusieńką, jak najśliczniejsza siatka, i taką dużą jak talerz, a na niej kropelki rosy jak perełki!

Z boku siedział pająk, taki gruby, kosmaty, a na plecach miał biały krzyżyk.

No tośmy się tego dnia przeczołgiwali do „jaskini” pod siatką pająka, żeby mu nic nie popsuć, i było jeszcze zabawniej!

Agnieszka Jeziorska

Łomianki

Brawo! Agnisia i Wojtuś uszanowali wielką pracę pająka krzyżaka — tępiciela much.

Słoneczniki

Nasze kochane Razem ze słonkiem!

W naszym ogrodzie jest bardzo ładnie. Pełno kolorowych liści na drzewach, krzakach, trawnikach i ścieżkach. Będziemy musieli zabrać się do pracy i pomóc dziadkowi sprzątać — zagrabiać i wymiatać liście.

W naszym ogródku są też kwiaty: szałwie, róże, turki i niskie słoneczniki, które dostaliśmy od dziadka Miecia.

Z tymi słonecznikami to cały kłopot. Zwiedziały się o nich sikorki i wyjadają ziarnka, a my chcemy je zostawić dla sikorek i dla innych ptaków, ale na zimę — bo teraz jeszcze mają co jeść! To nam dziadek Miecio dobrze doradził, żeby słonecznikom porobić kapturki ze starych pończoch (z gazet są gorsze, bo rozmiękają na deszczu i nie są przewiewne). I teraz żadna sikorka ani wróbel nie dostanie się do ziarenek!

Starszaki z Przedszkola „Plastuś”

w Poznaniu

Smoki z Kuklikowa

U nas w Kuklikowie, na pustej działce, rosły sobie: podbiał, pokrzywa, oset, lebioda i piołun.

Więc Rada Rodzicielska naradziła się z panią i z kim tam trzeba i tę działkę nam przydzielili.

— Niech się dzieci uczą, jak ogród uprawiać — tak powiedzieli. No, to zaraz założyliśmy „Spółdzielnię Młodych Ogrodników Kuklikowskich” — czyli „Smok”.

I nazwaliśmy się „Smoki ”!

Nasz przewodniczący — Jurek — powiedział, że najważniejszy jest plan, i pani potwierdziła, że to prawda. Wzięliśmy drewniany, taki składany, żółty metr, wymierzyliśmy działkę i Jurek wszystko zapisał. Potem w klasie każdy według tych wymiarów narysował po swojemu plan, porównaliśmy plany, „poskładaliśmy” pomysły, co kto najlepiej wymyślił, i narysowaliśmy na dużym papierze na nowo—wszystko według wymiarów: co gdzie ma być.

A w końcu poszła delegacja od „Smoków” do pana ogrodnika ze spółdzielni (czyli do taty Jurka) zapytać, czy plan jest dobry.

Trochę popoprawiał, ale powiedział:

— No, „Smoki”, tylko się starajcie, to już ja wam drzewa i krzewy sprowadzę i jak będzie trzeba — pomogę ogród urządzić.

I teraz mamy ogród, który sami zaprojektowaliśmy. Mamy dużo krzewów, kwiatów, piękny „skalniak”, mamy zieloną estradkę, kąciki do zabawy, do wypoczynku i do pracy. Dla nas nie ma milszego miejsca na świecie...

Nasadziliśmy dużo kuklików. Kuklik to jest bylina, która ładnie rośnie i ma wesołe pomarańczowe kwiaty.

To jest nasze godło! Bo nasza wieś nazywa się Kuklikowo.

Życzymy wszystkim kolegom, żeby sobie zakładali ogrody!

Smoki z Kuklikowa

Co wy na to? Spróbujcie narysować plan ogrodu. Może potem założycie prawdziwy ogród?...

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?