Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne
Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne
Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Matylda Słaby
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Malin Edholm

Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczne

tłumaczenie Ludwika Kotecka

redakcja Anna Wysocka

Lust

Gwiazdkowe marzenie - opowiadanie erotyczneprzełożyła Ludwika Kotecka tytuł oryginałuJulönskningen Zdjęcia na okładce: Shutterstock Copyright © 2018, 2019 Malin Edholm i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209563

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Nigdy nie pomyślałabym, że przeprowadzę się na północ, ale tak się właśnie stało. Marznę, przestępując z nogi na nogę. Cholera, ale zimno! Kiedy wreszcie przyjedzie ten autobus? Deszcz i plucha.

Przynajmniej nie muszę się już przejmować awanturami, które wypełniały nasze ostatnie wspólnie spędzone chwile. Były okropne. Kłótnie nigdy wcześniej nie były naszym zmartwieniem i może właśnie w tym tkwił problem. Może w związku potrzebne są sprzeczki? Na dowód tego, że obu stronom wystarczająco na sobie zależy… Ale ja nie jestem typem awanturniczki. Przez pierwsze lata nie łączyło nas wystarczająco dużo spraw, by drzeć koty. A potem kłótnie wybuchały o byle co. Moja mama, psycholożka, na pewno powiedziałaby, że te pyskówki to nasz wymysł, bo potrzebny był nam powód do zerwania, do przyspieszenia rzeczy nieuniknionej. Jeszcze minionej jesieni układało nam się tak dobrze. Nawet razem wyjechałyśmy. Grzane wino, wafle z pieczonym jabłkiem i cynamonem ze stoiska w Hyde Parku, przechadzki po Harrods i oglądanie miłych w dotyku sweterków z kaszmiru oraz wymyślnych mrówek z glazury czekoladowej. Wszędzie widziało się ozdoby oraz bombki choinkowe w przeróżnych kolorach, a nasze uśmiechnięte twarze odbijały się w nich. Błyszczały tak jak my. Śnieg nie padał ani w Londynie, ani w domu, ale i tak atmosfera była przytulna, bo czas upływał nam na wspólnie spędzanych chwilach. To ten okres w ciągu roku, kiedy w długie wieczory i weekendy siedzi się pod kocem, przytulając. I ogląda Grę o tron, Chirurgów, a także Downton Abbey. A do tego filmy, których nie sposób spamiętać. Wcale nas to nie nudziło.

Jedynym przerywnikiem przytulnych wieczorów pod kocem był gorący seks. Ale nawet on ustał. Pamiętam nasz ostatni raz.

To było w przeddzień Wigilii i w całym mieszkaniu unosił się zapach grzańca: ciężki aromat gorącego wina, jabłek oraz kardamonu sam w sobie był odurzający. Przez cały dzień przystrajałam naszą choinkę czerwono-złotymi ozdobami. Włożyłam sporo wysiłku w to, żeby łańcuch wreszcie wylądował między właściwymi gałęziami. Wzięłam też długą kąpiel z bąbelkami, wmasowałam w ciało żel o lawendowym zapachu, a nawet – dla odmiany – ogoliłam nogi, które były teraz gładsze od piersi. Czekałam na nią, leżąc na naszym łóżku ubrana tylko w przezroczyste stringi z perełkami. To była moja ostatnia desperacka próba przywrócenia namiętności i niebezpiecznie wybuchającej chemii, która kiedyś między nami iskrzyła. Po większej części dnia spędzonej samotnie, pieszcząc swoje ciało w ciepłej wodzie, byłam niesamowicie napalona, już kiedy otworzyła drzwi. Moje pożądanie oraz próba uwodzenia powiodły się. Była bardziej rozpalona niż przez ostatni miesiąc, jeszcze zanim doszła do łóżka. Udawałam nieporuszoną, kiedy szybko zrzuciła z siebie ubrania i położyła się na mnie. Dopiero gdy zaczęła mnie całować po karku tak, że podniosły się na nim wszystkie włoski i dostałam gęsiej skórki, posłałam jej uśmiech i wygięłam pośladki w łuk w stronę jej cipki. Przyparła mnie do materaca, drocząc się ze mną swoimi pieszczotami, aż zajęczałam w błaganiu o finał. Wtedy we mnie weszła, w moją pochwę i odbyt jednocześnie. Rosły we mnie napięcie i uczucie mrowienia. Wygięłam się jeszcze mocniej, napierając na nią raz za razem. Kciukiem odnalazła moją łechtaczkę. Wkrótce zalała mnie nieogarniona fala orgazmu. Szybko odwdzięczyłam się tym samym i tego wieczoru obie doszłyśmy więcej razy, niż mogłam spamiętać. Znów skończyło się na tym, że wylądowałyśmy razem w kąpieli i zrobiłyśmy to na jeźdźca – najpierw delikatnie, to znów namiętnie, wylewając z wanny całą pianę i połowę wody.

Co się stało? Czyżbym zaprzepaściła związek, który miał być drogą do małżeństwa, dzieci i szczęśliwego życia? Czy prosiłam o zbyt wiele? Może powinnam była zrozumieć, że nic nie jest idealne, i żyć jak dawniej? Takie myślenie jednak donikąd nie prowadzi, teraz już za późno, bo obie powiedziałyśmy zbyt wiele, by móc się z tego wycofać. Będzie mi brakowało jej rodziny w te święta. Jej ciepłej, kochającej rodziny i zapachu ciasta, który zawsze unosił się w mieszkaniu jej rodziców. Ramion jej mamy…

Czuję wzbierające łzy i nerwowo przełykam ślinę, gdy widzę nadjeżdżający autobus. Czas na kolejny dzień na uczelni.

Dzisiejszy wykład był w porządku. O starożytnej Grecji, bogach i mitologii. Czytanie o Zeusie, Herze oraz innych bogach, którzy w swoich intrygach, namiętnościach i romansach tak bardzo przypominają ludzi, wygłusza moje pragnienie posiadania kochanki. Wycisza w każdym razie tęsknotę za klasycznym zakochaniem rodem z Hollywoodu i daje mi do myślenia, że może mogę się zadowolić kotem i dobrymi przyjaciółmi. Tuż potem rzuca mi się w oczy piękny pierścionek na palcu serdecznym mojej koleżanki z grupy, która robi notatki. Wzdycham, mając świadomość, że niestety jestem niepoprawną romantyczką – uwielbiam wszystkie te dramatyczne historie o romansach i nie zadowolę się miłością platoniczną.

Gubię się w tym, o czym mówi wykładowca, i zrezygnowana wyglądam przez okno. Dziwi mnie widok pierwszych delikatnych płatków. Śnieg? Śnieg w listopadzie? Tego już dawno nie grali. Zwykle zaczyna sypać dopiero po Nowym Roku, po tym, jak wszyscy wyczekiwali go z niecierpliwością w święta Bożego Narodzenia. Teraz jednak jestem daleko na północy, a tutaj pada śnieg. Nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić.

Kiedy wychodzę po pierwszych zajęciach, by skierować kroki w stronę przystanku autobusowego, przystaję na moment – wszystko jest jakby odmienione. Śnieg wciąż pada, topi się na moim policzku. Przyglądam się kartce bożonarodzeniowej w rzeczywistej skali. Biało jak okiem sięgnąć. Jakby olbrzym pomalował cały świat. Na wszystko opadła kilkucentymetrowa pokrywa śnieżna, ukrywając rowery, kosze na śmieci, chodniki… Wszystkie punkty odniesienia zniknęły, stoję właśnie w samym środku białego wszechświata. Zaczerpuję rześkiego powietrza, a w myślach przywołuję zapach świec oraz pomarańczy.

Wciąż oniemiała uświadamiam sobie, że stoję z rozdziawionymi ustami, a oczy wysychają mi, bo zapomniałam mrugać. Robię pierwszy krok w świeżym śniegu, co przynosi mi niesłychaną przyjemność. Napełnia mnie to niesłychanym spokojem, więc olewam autobus, wkładam na uszy słuchawki, odszukuję piosenkę Michaela Bublé It’s beginning to look a lot like Christmas na Spotify i robię sobie czterdziestominutowy spacer do domu.

Jestem liryczna. W piersi buzują przyjemne wspomnienia świąt, dostaję gęsiej skórki. Pod powiekami tańczy mi obraz pięknych choinek przystrojonych czerwonymi i złotymi bombkami. Niebieskie, srebrne, fioletowe, różowe… różnobarwne bombki przebiegają mi przed oczami razem z mnóstwem brokatu i tysiącem światełek. W parę sekund powstaje istny teatr kolorów i ozdób, grający w kółko to samo przedstawienie, aż kręci mi się w głowie. Brakuje tylko kogoś, z kim mogłabym to dzielić. Mam przynajmniej kota.

W mieszkaniu kot spogląda przez okno na płatki śniegu, które wciąż spadają z nieba. Wygląda majestatycznie, kiedy siedzi tak na parapecie, a jego pręgowana sierść kontrastuje z bielą na zewnątrz. Miauczy, gdy wchodzę do domu i odwieszam mokre od śniegu płaszcz oraz czapkę. Podchodzę, by pogładzić jego głowę i grzbiet, a on wstaje i zaczyna się do mnie łasić. Ma miękką, gładką sierść, która zdaje się otulać moją dłoń. Kot natychmiast zaczyna mruczeć.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła?

Daję mu buziaka w nos, a on patrzy na mnie niemal ludzkim wzrokiem, kierując na mnie swoje ogromne oczy pełne wyrazu. Potem trąca mnie łebkiem i zeskakuje na podłogę, żeby prosić o jedzenie.

Dziś wieczorem zapalam świece, włączam piosenki świąteczne i gotuję zupę z soczewicy, którą przyprawiam przesadnie dużą ilością cynamonu. Następnie włączam To właśnie miłość , pijąc czarną herbatę z dodatkiem chili, szafranu i pomarańczy, schowana pod ulubionym kocem z wełny moherowej. Kot leży mi na brzuchu, głośno pomrukując, łapami ugniata moje ramię. To naprawdę idealny dzień. Już zdążyłam zapomnieć, jak się zaczął.

Mimo że przez kolejne tygodnie nie zmienia się pogoda ani nastrój i wciąż spędzam miłe wieczory w domowym zaciszu, dociera do mnie, jaka jestem samotna. Kot wypełnia sporą część mojego życia i serca, ale nie mam z kim porozmawiać w późne zimowe wieczory. Nie mam nikogo, z kim mogłabym gotować, robić zakupy, brać prysznic… Tęsknię za obecnością drugiej osoby tuż obok, kiedy leżę pod kocem. Za kimś, kto mógłby mnie przytulić, na czyjej piersi mogłabym oprzeć głowę, kto drapałby mnie po plecach, bawił się moimi włosami, rozmasowywał ramiona. Za kimś, kto masowałby inne części mojego ciała… Kto mógłby mnie czule dotykać, sprawiać, że wilgotnieję. Przed kim mogłabym wystąpić w koronkowej bieliźnie kupionej na Gwiazdkę. Z kim mogłabym się kotłować w łóżku, odcinając się od zimnego świata. Tego nie zastąpi żaden kot, żadna herbata, żadne świeczki zapachowe.

Po paru tygodniach jestem tak bardzo samotna, że piszę list do świętego Mikołaja, pomimo wielu lat przeżytych w świadomości o jego nieistnieniu. Poddałam się przez te wszystkie piosenki świąteczne, które ciągle słyszałam w słuchawkach przez zapętlające się playlisty. Wszystkie te słowa w stylu: „Dear Santa all I want for Christmas…”, „Send your letters off to Santa, baby. Tell him all your secret wishes too”, „I’m sending a letter to Santa” i tak dalej… To, kiedy piosenki zawładną moją głową, pozostaje tylko kwestią czasu.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?