Kształt gruszki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

KSZTAŁT GRUSZKI

CZTERY LATA PÓŹNIEJ

CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

OD AUTORKI

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Marta Stęplewska

Korekta: Bronisław Grzywacz

Projekt okładki i stron tytułowych: Katakanasta Joanna Wasilewska Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

Copyright © Magdalena Kołosowska, 2017

Copyright © for this edition Wydawnictwo JK, 2017

ISBN 978-83-7229-679-5

Wydawnictwo JK Wydawnictwo JK, ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbuj zdefiniować kształt gruszki.

Andrzej Sapkowski

KSZTAŁT GRUSZKI

Nie lubiła nocnych spacerów. Nie czuła się pewnie, nawet idąc rzęsiście oświetloną ulicą. Dlatego się spieszyła – i to bardzo. Jak najszybciej chciała dojść do swojej kamienicy, przerażały ją panująca ciemność, późna pora. Pragnęła znaleźć się w swoim mieszkaniu, w bezpiecznych czterech ścianach, by móc odpocząć, głęboko, spokojnie odetchnąć. Droga, którą normalnie pokonywała w kilkanaście minut, teraz jej się dłużyła; miała wrażenie, że błądzi po mieście od wielu godzin, nie mogąc trafić do mieszkania. Jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko niej. Kurczowo przyciskała do piersi torebkę, w której znajdował się cały jej dobytek – tysiąc pięćset złotych, pierwsze zarobione od kilku miesięcy pieniądze. Nie chciała teraz myśleć o tym, na co je wyda – zaległości było sporo i znacznie przekraczały one sumę znajdującą się w torebce. Półtora tysiąca; Boże, jeszcze nie tak dawno potrafiła tyle wydać w jeden dzień na ciuchy, teraz musiała za nie przeżyć do następnego miesiąca. Wzdrygnęła się. Gdyby nie to, że źle zainwestowała swoje uczucia, nigdy nie doszłoby do tego, że musiałaby zarabiać w ten sposób. Zganiła się w myślach. Uczucia były jednym z powodów, drugim była praca, a właściwie jej brak. A właściwie fuzja, która dopadła jej bank rok wcześniej. Z dnia na dzień została bez posady i to z własnego wyboru. Gdyby zdecydowała się przyjąć propozycję szefa, być może nie musiałaby robić tego, co robiła. Nie musiałaby szukać pracy. Czy uchroniłoby ją to przed uczuciową katastrofą, tego nie wiedziała. Nie była pewna, czy jej zwolnienie miało wpływ na dalszy rozwój wypadków, czy też nie. Długo nie chciała wierzyć, że te przysłowiowe nieszczęścia chodzące parami dopadły i ją, a kiedy wreszcie dopuściła tę myśl do siebie, rozsypała się jak piasek rzucony na wiatr. Schowała się w swoim wnętrzu jak ślimak w skorupie, zerwała wszelkie kontakty, które przypominałyby jej o poprzednim życiu i miała tylko jeden cel: zniknąć. Nie chciała się tłumaczyć, opowiadać, co takiego się stało i dlaczego, unikała więc ludzi, a najbardziej swoich bliskich wcześniej przyjaciół. Bojąc się zranienia, sama raniła, uciekając w samotność.

Jak zwykle w takich przypadkach pomógł przypadek. Bo tak należałoby nazwać spotkanie dawnej koleżanki z pracy i ich dość długą rozmowę. W efekcie dostała pracę. Nie w zawodzie i nie w banku. Została nianią. Nie wykwalifikowaną, po prostu zajmowała się trójką dzieci znajomych owej koleżanki. Dziećmi zdecydowanie małoletnimi. Godząc się na tę pracę, spodziewała się, że trzyletni chłopiec i jego rok młodsze siostry bliźniaczki w niczym nie będą przypominać słodkich, uśmiechających się sympatycznie bobasów z reklamy. Opiekując się tymi bąblami z piekła rodem, dochodziła do wniosku, że jej awersja do posiadania własnego potomstwa była w pełni uzasadniona. Nie lubiła bowiem dzieci. Bez wyjątku i bez względu na to, jakie zalety posiadały. Sama nie planowała ich mieć, na pewno nie w najbliższym dziesięcioleciu.

W ciągu tego niespełna miesiąca, od kiedy była opiekunką, każdego dnia, który spędzała ze swoimi podopiecznymi, wracała do domu wykończona. Dzieci wysysały z niej energię i chęć do życia do tego stopnia, że całkowicie zarzuciła szukanie pracy, nie miała siły na przeglądanie ofert, wysyłanie CV, robienie dobrego wrażenia. I choć nie mogła liczyć na wynagrodzenie, do jakiego przywykła w ciągu ostatnich lat, cieszyła się, że ruszyła z miejsca i brała pensję z pocałowaniem ręki. Teraz każda złotówka była dla niej bezcenna.

Mijając sklep, przez chwilę zawahała się, czy do niego nie wejść. Lodówka ziała pustką, ostatnio kupowała tylko najbardziej niezbędne produkty, nie robiła zapasów. Widząc jednak kilka osób w środku, zrezygnowała. Powinna jak najszybciej wrócić do domu, zakupy mogła zrobić rano.

Skręciła w swoją uliczkę, jeszcze parę kroków i zobaczyła znajomą bramę. Szybko weszła po schodach na pierwsze piętro, drżącą ręką wyciągnęła klucze z torebki; włożyła je do zamka, usłyszała znajomy zgrzyt, nacisnęła klamkę…

Nagle poczuła, jak ktoś zakrywa jej usta i gwałtownie wpycha do mieszkania. Przerażona myślała szybko, w jaki sposób wyrwać się napastnikowi. Trzasnęły drzwi, ktoś zapalił światło, uwolniona nagle z uścisku odwróciła głowę…

– Jezu, Paweł? – zapytała zszokowana, widząc człowieka, którego jeszcze przed chwilą brała za agresora. To nie mogła być prawda. Nie widziała się z Pawłem od niemal trzech lat, skąd nagle wziął się tutaj? O tej porze? – Paweł? – powtórzyła, wciąż nie wierząc w to, co widzi. Bo to był on. Te same oczy, wpatrujące się teraz w nią wnikliwie, zaciśnięte, zdradzające zdenerwowanie usta, przydługie włosy niesfornie opadające na twarz. Jeszcze drżała, głos jej się trząsł z emocji. – Oszalałeś? – zaatakowała ostro. – Co ty wyprawiasz? Mogłam dostać zawału! Co ci strzeliło do głowy? – Zrobiła dwa kroki do przodu i zaczęła okładać chłopaka pięściami. Jakby to miało jej pomóc się opanować. Bez słów wyładowywała na nim swój strach, a on pozwalał jej na to, czekając aż jej razy staną się słabsze. Po chwili poczuła, jak mocny uścisk unieruchamia jej nadgarstki, uniosła głowę i zobaczyła jego zaciętą twarz. Rozrzucone w nieładzie jasnobrązowe włosy, pojedyncze kosmyki spadające na czoło, dwudniowy zarost. Paweł. Jej przyjaciel, najbliższy od zawsze, od czasów przedszkolnych. I jednocześnie jedna z dwóch osób, z którymi zerwała kontakt, gdy tylko na jej drodze pojawiły się problemy. Patrząc na niego, wiedziała, że zrobiła dobrze. Nie mogła obarczać go tym wszystkim. Nie powinna. Dlaczego przyjechał? Dowiedział się? Skąd? Poczuła, jak uwalnia jej nadgarstki i obejmuje, zamykając ją w swoich ramionach. Niejednokrotnie żartowała, że w takich sytuacjach stawała się niewidoczna, a Paweł tylko się śmiał. Podobała mu się, taka niezbyt wysoka, drobna. Był od niej wyższy o ponad głowę. Przy nim zawsze czuła się bezpiecznie. Jak teraz. Zdenerwowanie i stres powoli ją opuszczały. Poddała się, z płaczem opadła na jego pierś.

– Co się stało? – zapytała cicho. – Dlaczego?

Objął ją ponownie mocno, jakby nie do końca wierzył, że dziewczyna jest tutaj.

– Iga – usłyszała jego zachrypnięty głos. Drgnęła. – Tak się bałem…

Nie umiała się na niego gniewać, ale nie potrafiła tak od razu mu wybaczyć, że ją przestraszył, pojawiając się bez zapowiedzi. Nie widzieli się od niemal trzech lat. Ona po skończeniu studiów związała się z Wojtkiem, Paweł wyjechał do Poznania. Tam znalazł pracę, tam mieszkał. Nawet jeśli przyjeżdżał do Krakowa, nie widywali się i doskonale wiedziała dlaczego. Paweł nie lubił Wojtka. Od pierwszej chwili nie zapałali do siebie sympatią. Wojtek od początku jasno określał swoje zamiary i to nie wzbudzało zaufania Pawła, nie potrafił przekonać się do nowego chłopaka Igi.

Kiedy wszystko jej się posypało, nie umiała, mimo wcześniejszych obietnic, tak po prostu zwrócić się z tym do Pawła, nie potrafiła przyznać się, że się pomyliła, że tak naprawdę to on miał rację. Porażka bolała ją bardzo długo, robiła więc wszystko, aby usunąć ze swojego życia wszystko i wszystkich, którzy kojarzyli jej się z poprzednim życiem. Nawet Pawła. A on zjawił się mimo to, w najmniej spodziewanym momencie.

– Ja też się bałam – powiedziała, powoli się uspokajając. Puls wracał do normy, oddech się wyrównywał. Wyplątała się z objęć chłopaka, powoli zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku, torebkę położyła na szafce. Bała się ponownie spojrzeć na Pawła. – Wiesz, która jest godzina? – Jak na komendę oboje spojrzeli na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła dwudziesta druga. Spędziła z dziećmi wyjątkowo dużo czasu. – Co ci strzeliło do głowy, aby przychodzić tu i… – Nieświadomie podniosła głos.

Paweł podszedł, chwycił ją za ramiona i potrząsnął.

– Bałem się o ciebie! Od miesięcy nie dajesz znaku życia! Czy to tak trudno zrozumieć?

Patrzyła na niego zaskoczona. Od początku przeczuwał, że coś jest nie tak. Mogli się nie widywać, mogli rozmawiać rzadko, a on i tak miał jakiś wewnętrzny radar, dzięki któremu wiedział, że go potrzebowała. Bo potrzebowała go, choć w tej chwili nie potrafiła tego pokazać.

 

– Bardzo trudno! Puść, to boli! – poskarżyła się. Uścisk nieco zelżał. Mierzyli się wzrokiem, a w Idze coraz bardziej wzbierała złość; dochodziła do siebie po pierwszym szoku, jaki wywołało zjawienie się Pawła. – Co tu robisz? Odpowiedz! – Znów podniosła głos. Mimo pozornego spokoju, nie panowała nad emocjami. Tego wieczora wydarzyło się zbyt dużo.

– Mogę wejść dalej? – zapytał cicho Paweł, bojąc się, że mówiąc głośniej, może zrobić jej krzywdę.

Zastanowiła się. Pozwolenie Pawłowi na wejście było zgodą na jego ponowne zagoszczenie w jej życiu, a nie była pewna, czy tego chce. Zawahała się, po czym odwróciła się i weszła w głąb mieszkania. Wiedziała, że musi z nim porozmawiać, ale nie była pewna, czy to odpowiedni moment. Jakiś czas wcześniej ich drogi się rozeszły, każde z nich żyło własnym życiem. Zastanawiała się, czy jest sens to wszystko zmieniać.

– Iga?

Nie odpowiedziała, ściągnęła buty i rzuciła je niedbale pod ścianę, energicznym krokiem przechodząc do pokoju. Paweł powiódł za nią wzrokiem. Znał to mieszkanie, wiedział, że w mieszczącym się w zabytkowej kamienicy przy ulicy Gertrudy, na krakowskim Starym Mieście, lokum pokój, do którego weszła dziewczyna, był sercem domu. Pełnił funkcję salonu i jadalni, z niego przechodziło się do kuchni i do sypialni Igi. Obok salonu znajdowała się jeszcze gościnna sypialnia mająca wejście z korytarza. Ile godzin, dni tutaj spędził? Lubił klimat, jaki tu panował, podobały mu się drewniane podłogi, wysokie okna, szerokie parapety, na których siadali i patrząc na ulicę w dole, godzinami rozmawiali. Stojąc w progu zrozumiał, że tęsknił za tym wszystkim, że tęsknił za Igą.

Nie czekając na jej zaproszenie, zamknął drzwi, przekręcając klucz w zamku, ściągnął buty i, zdjąwszy kurtkę, powiesił ją na wieszaku obok kurtki Igi. Pewnie poszedł za dziewczyną. Nie było go w tym mieszkaniu prawie trzy lata i natychmiast zauważył wszystkie zmiany.

Kiedyś było to ciepłe, klimatyczne miejsce, z własną historią, rodzinnymi zdjęciami na każdej ścianie i dobrą aurą, którą czuło się od razu po przekroczeniu progu. Na parapetach leżały poduszki, w oknach wisiały fantazyjnie upięte firany, a obok stały kwietniki uginające się od kwiatów. Od razu zauważył ich brak. Nie było też poduszek, ściany bez zdjęć wyglądały na opuszczone. Zastanawiał się, dlaczego to wszystko zniknęło. Wojtek?

Mógł się tego spodziewać i wcale by go to nie zdziwiło. Kiedy poznał Wojtka, czuł, że przez niego będą kłopoty. Przeszkadzały mu jego nonszalancja, pewność siebie i bezkompromisowe dążenie do celu. Takim celem była też Iga. Paweł od początku obserwował, jak Wojtek zarzuca swoje sieci, zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna każdego dnia coraz bardziej się od niego oddala, że zostawia za sobą to, co było między nimi i coraz bardziej angażuje się w nową znajomość. Aż któregoś dnia powiedziała po prostu: „Zakochałam się”. Paweł odszedł, pozwolił, by to Wojtek był tym jedynym. Nawet o nią nie walczył, wiedząc, że dokonała już wyboru, i jakiekolwiek działania z jego strony nie przyniosłyby spodziewanego efektu. Nie chciał jej całkiem stracić. Życie pokazało, że i tak do tego doszło.

– Musimy porozmawiać, Iga.

Starał się być stanowczy. Nie miała ochoty na rozmowę. Najchętniej odpoczęłaby po całym dniu spędzonym z małymi diablątkami, ale znała go, wiedziała, że nie odpuści i wciąż nie wiedziała, czy jest bardziej na niego zła czy wdzięczna za to, że się pojawił.

Usiadła w fotelu pod oknem, jak najdalej od Pawła, jakby chciała zaznaczyć, że wciąż więcej ich dzieli niż łączy. W rzeczywistości chciała dać sobie czas. Przyglądała się Pawłowi z ciekawością. Zmężniał, jego rysy nabrały męskości. Nie był już tym młodym chłopakiem, z którym się przyjaźniła.

Kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, kiedyś… byli dla siebie wszystkim.

Obserwowała go z zaciekawieniem. Widziała, że rozgląda się po mieszkaniu i niemal wiedziała, o czym myśli. Zauważył zmiany. Kiedy jakoś się pozbierała po odejściu Wojtka starała się wszystko, co było z nim związane i co jej go przypominało, wyrzucić, zniszczyć, usunąć. Zniknęły więc ich wspólne zdjęcia, pamiątki z wyjazdów, na ich miejscu ustawiała z powrotem zdjęcia przodków, które kiedyś zdobiły ściany tego mieszkania. W dalszym ciągu przywracała to mieszkanie do stanu „sprzed Wojtka” i cieszyła się, że każdego dnia robi kilka kroków do przodu.

Była ciekawa, co Paweł o tym myśli, i z zaskoczeniem odnotowała, że ją to interesuje. Jakby nigdy nie znikał z jej życia. I nagle zrobiło jej się głupio, że Paweł widzi raczej pobojowisko po innym mężczyźnie niż zadbane, przytulne mieszkanko.

Widząc, że usiadła w fotelu, zawahał się czy wybrać sofę, czy też usiąść bliżej niej. Wybrał drugie wyjście. Ukucnął obok dziewczyny, z trudem powstrzymując się przed wzięciem jej dłoni w swoje.

– Co się dzieje, Iga? – zapytał po prostu.

– Nic – odparła szybko, unikając jego wzroku. Jeśli myślał, że od razu uzyska odpowiedź na wszystkie pytania, był w błędzie.

– Jak to nic? To dlaczego nie można się do ciebie dodzwonić? Nie można cię nigdy zastać w domu?

– Może trafiasz na złe momenty?

Nie chciała z nim rozmawiać; bała się tych pytań, nie potrafiła i nie chciała na nie odpowiedzieć.

Zaśmiał się cicho.

– Złe momenty mówisz? Dzwonię do ciebie od dłuższego czasu, w różnych porach i nic, cisza… Zmieniłaś numer?

Pokręciła przecząco głową. Numer wciąż miała ten sam, niezmiennie od lat.

Słyszała, jak dzwonił, niejednokrotnie nagrywał się na jej pocztę, ale od jakiegoś czasu miała zwyczaj włączania jedynie wibracji. Bała się, że ktoś usłyszy dźwięk telefonu, że ona usłyszy, że będzie musiała zmierzyć się z pytaniami, takimi jak te teraz. Nie była na nie gotowa. Ten strach pojawił się zaraz po odejściu Wojtka i narastał; ostatnio nie panowała już nad nim, wiedziała o tym, ale bała się cokolwiek zrobić.

– Iga, co się dzieje, powiedz mi! – zażądał. Łagodnie, spokojnie. Zawsze taki był, nigdy nie krzyczał, nie niecierpliwił się. Był w stosunku do niej troskliwy i opiekuńczy, po tylu latach przyjaźni zawsze mogła na niego liczyć. Miała do niego absolutne zaufanie, którego nigdy, w żadnej sytuacji nie zawiódł. Ale teraz?

Westchnęła. W jaki sposób miała mu odpowiedzieć?

– Paweł – zaczęła powoli – to miłe, że o mnie myślisz, ale naprawdę, nic się nie dzieje. – Spróbowała przekonać i jego, i siebie.

Wstał gwałtownie i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.

– Nic? – zapytał szybko.

– Nic.

– A więc uważasz to, że przestałaś dawać jakiekolwiek oznaki życia, za zupełnie normalne i nie mam się czym martwić, tak?

Nie potrafiła mu odpowiedzieć. Nie chciała się przyznać do tego, że zrobiła to specjalnie. Nie chciała, aby wiedział, że poniosła porażkę.

Wstała i odwróciwszy od niego twarz, przeszła do kuchni. Nie chciała, aby patrzył jej prosto w oczy.

– Przecież widzisz, że nic mi nie jest… – zaczęła niepewnie. – Po prostu nie mam czasu, tylko tyle… – skłamała i wydawało jej się, że zabrzmiało to przekonywająco. Próbowała czymś zająć ręce.

Podszedł blisko, tak bardzo blisko, że czuła jego oddech na swojej skórze, poczuła, jak mocno chwycił ją za ramiona i potrząsnął nią niczym zepsutą zabawką.

– Iga, czy ty naprawdę nie rozumiesz, co się ze mną działo? Jakie myśli przychodziły mi do głowy? – wrzasnął. – Z dnia na dzień przestałaś dzwonić, pisać, zlikwidowałaś swoje konta na portalach… zupełnie jakbyś zacierała ślady, jakbyś postanowiła… zniknąć. I rzeczywiście uważasz, że to normalne?

Przez cały ten czas była przekonana, że dobrze wszystko zaplanowała. Nie robiła wszystkiego naraz, tylko stopniowo, aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Chciała w ten sposób zyskać trochę czasu, odsunąć moment, w którym zaczęłyby się pytania. Jak te teraz. Myślała, że jej poczynania nikogo nie interesowały, ale słysząc drżący głos Pawła i widząc jego błyszczące oczy, rozpłakała się. Zachowanie chłopaka jednoznacznie wskazywało na to, że wciąż była dla niego bardzo ważna, miała poczucie, że z jego strony te lata niczego nie zmieniły. Poza tym nikomu innemu nie przyszło do głowy, by zrobić to, co on: przyjechać, zapytać, zażądać wyjaśnień. Do tej pory wydawało jej się, że jest sama, że na nikogo nie może liczyć, a tymczasem…

Tulił ją w ramionach i delikatnie gładził po włosach.

– Przepraszam – powiedziała po kilku minutach. Pozwoliła, by otarł jej z oczu łzy.

– No, już – musnął ustami jej włosy. – A może jesteś głodna? – zmienił temat i miała wrażenie, że po prostu chciał zamaskować swoją chwilę słabości. Podszedł do dużej, dwudrzwiowej lodówki, ostatniego zakupu Igi przed zwolnieniem z pracy, i otworzył ją szeroko.

– Nie jestem – odpowiedziała, a widząc jego zdziwione spojrzenie, dodała: – Jadłam kolację… niedawno. – Chociaż w tej kwestii nie kłamała.

– Na pewno? – Nie uwierzył jej.

– Na pewno – potwierdziła. – Poza tym i tak w lodówce nic nie ma…

Widział. Patrzył na zupełnie puste półki i nie rozumiał, jak mogło do tego dojść. Gdyby tylko wiedział, przywiózłby torby wypełnione po brzegi wałówką.

– To może zrobię ci herbatę z cytryną, chcesz? – zapytał cicho.

Uśmiechnęła się, jednocześnie pociągając nosem. To zaczynało być przyjemne – poczucie, że ktoś się o nią troszczy, że komuś zależy.

– I z miodem – dodała, a Paweł od razu wstawił wodę i postawił na kuchennym blacie dwa kubki. Kiedyś to było takie normalne, kiedyś jego obecność w tym mieszkaniu była czymś najbardziej naturalnym na świecie. Nie potrafiła powiedzieć, ile razy przygotowywał jej herbatę bądź kawę, ile poranków u niej spędził, robiąc śniadania. Patrzyła na krzątającego się chłopaka, przypominając sobie spędzone razem chwile. Od kiedy poznali się w przedszkolu, w grupie trzylatków, zawsze trzymali się razem. To on pomógł jej najbardziej po śmierci matki, zawsze mogła na niego liczyć. Z czasem ich relacja się zmieniła, ale pozostało wzajemne zaufanie.

Był u niej od niespełna godziny a ona już przyzwyczaiła się do jego obecności, jakby nigdy nie było tych prawie trzech lat. Przyjechał, bo się martwił, a skoro tak…

Wzięła głęboki wdech.

– Masz rację, coś się dzieje, ale nie chcę teraz o tym mówić – wyrzuciła z siebie, myśląc, że tak będzie najłatwiej. Wypowiadając te słowa, zrozumiała jednak, że to wcale nie załatwi sprawy. – Opowiem ci wszystko… niedługo…

– Okej, poczekam, dam ci tyle czasu, ile będziesz potrzebowała. Zamierzam spędzić u ciebie kilka dni, ale nie myśl, że wyjadę bez poznania prawdy – oznajmił wypranym z emocji głosem.

Wyraźnie słyszał, jak zachłysnęła się oddechem.

– Słucham?

– Chyba nie myślałaś, że przyjechałem tu, aby zaraz wracać do siebie? O, co to, to nie!

– Właśnie tak myślałam! – krzyknęła.

– No to się pomyliłaś!

– Paweł! No co ty, zwariowałeś? – To, że zaakceptowała jego obecność w swoim mieszkaniu w tej chwili, nie znaczyło, że chciałaby go widywać codziennie, że była gotowa znów przebywać z nim pod jednym dachem. – Przecież, przecież… – Brakowało jej słów.

– Przecież co? – Spojrzał jej w oczy, jednym tylko spojrzeniem uznając dyskusję za zakończoną. Czuła się przy nim mała i drobna, zagubiona, nie potrafiła twardo postawić na swoim. Zrezygnowała, zdając sobie sprawę z tego, że Paweł jest uparty, i gdy sobie coś postanowi, konsekwentnie dąży do celu.

– To bez sensu. Co cię obchodzi, co się ze mną dzieje? Mam gorszy okres, to wszystko. Każdemu się zdarza! Raz na wozie, raz pod wozem, pamiętasz? Nie trzeba się od razu tak zachowywać! Co cię obchodzi moje życie? – próbowała jeszcze.

– Obchodzi… – Zawiesił na momencik głos i dodał pewnie: – bo jesteś dla mnie bardzo ważna! Wystarczy?

Była dla niego ważna. Zawsze to powtarzał, a ona mimo to zawsze pytała dlaczego, jakby sam fakt, że mogłaby być dla niego ważna, wydawał się nieprawdopodobny.

Patrzyła, jak nalewa wodę do kubków, wrzuca cytrynę i słodzi miodem. Chwilę później podał jej gorący napój. Wzięła kubek z wahaniem.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz kłopoty? – zapytał wprost. Bardziej zgadywał niż cokolwiek wiedział, ale znał Igę jak nikt. I to było jedyne wytłumaczenie jej zachowania.

Milczała. Była tylko jedna odpowiedź, ale wstydziła się jej udzielić, bo musiałaby opowiedzieć mu o wszystkim. Przyznać mu rację, powiedzieć, że jego przypuszczenia co do Wojtka okazały się słuszne.

Wojtek zjawił się w ich życiu na ostatnim roku studiów, po urlopie dziekańskim wrócił, aby napisać pracę i ją obronić. On i Iga mieli tego samego promotora, spotykali się często, na uczelni niemal ciągle na siebie wpadali, więc siłą rzeczy zaczynali się coraz lepiej poznawać, coraz dłużej rozmawiać, aż w końcu zaczęli się umawiać. Iga oficjalnie była sama, bo Paweł od zawsze był przede wszystkim jej przyjacielem. I choć ceniła jego zdanie, w tym wypadku absolutnie nie zwracała uwagi na to, co miał do powiedzenia na temat Wojtka. Brnęła w ten związek z ciekawością i niecierpliwością, wreszcie miała to, o czym zawsze marzyła: spotkania, randki, motyle w brzuchu.

 

Zauroczona nowym związkiem odstawiła Pawła na boczny tor, miała dość coraz częstszych kłótni i przejawów zazdrości ze strony chłopaka. Nie rozumiała tego.

Kiedy powiedziała Pawłowi, że między nimi definitywnie koniec, nie chciał zrozumieć.

– Jak możesz, Iga? Czy to wszystko nic dla ciebie nie znaczy? – pytał. – Przecież ja… my…

– Nie ma żadnego „my”, Paweł – odparła stanowczo. – Oboje wiedzieliśmy, że to… co nas łączyło… nie było na zawsze…

– A z Wojtkiem jest? Iga! Z daleka widać, że ten facet cię skrzywdzi!

– Bredzisz, bo jesteś zazdrosny! – wrzasnęła. – Zazdrosny, że spotkałam Wojtka, że on daje mi to, co…

– Zazdrosny? – Paweł chwycił Igę za ramiona i mocno potrząsnął. – Ja zazdrosny? Raczej zaskoczony, że marzysz o czymś takim… ale… Masz rację, idź sobie! Idź! Do niego! Będzie cię tulił, całował, przynosił kwiaty i robił wszystko, o czym marzysz!

– A czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że może naprawdę tego potrzebuję? – powiedziała bardzo cicho, niemal szeptem, tak kontrastującym z podniesionymi głosami, którymi rozmawiali przez ostatnie minuty. – Może chcę mieć obok siebie kogoś, do kogo będę mogła się przytulić, kto mnie obejmie, pocałuje? Nie pomyślałeś o tym? Nie przyszło ci do głowy, że będę chciała mieć kogoś innego…? – Nie skończyła, zostawiając to pytanie niedopowiedziane. Paweł wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany, wciąż w nim wrzało. Jak to kogoś innego?

Szybko podszedł do dziewczyny, wsunął rękę w jej włosy, przysuwając jej twarz do siebie.

– Masz mnie… – powiedział cicho.

Po tej rozmowie rozstali się. Pół roku później Wojtek się do niej wprowadził, przedstawił ją swoim rodzicom, ona pojechała z nim do ojca. Na urlopie poprosił Igę o rękę, a po powrocie zaczęli remontować jej mieszkanko.

Niestety wkrótce musieli przerwać remont, bo bank, w którym pracowała dziewczyna, został przejęty przez większego gracza. Nie obawiała się fuzji, pracowała w dziale controllingu i była cenioną specjalistką, według niektórych jedną z najlepszych. Połączenie banków miało stworzyć nowe możliwości, pozwolić im się rozwijać. Na to liczyła. Dlatego nie zaniepokoiło jej wezwanie od szefa.

– Iga – przywitał ją chłodno. – Siadaj. – Zastanowiło ją to, że nie zaproponował nic do picia. Zawsze proponował. Usiadła na wskazanym przez niego krześle. – Iga… – powtórzył jej imię i zamilkł.

Czuła się niezręcznie, w końcu postanowiła zapytać:

– Rafał? Chcesz porozmawiać o moim ostatnim raporcie?

Szef spojrzał na nią zaskoczony.

– O twoim raporcie?

– Analizy sprzedaży, koszty… Wysłałam ci go wczoraj – przypomniała mu.

– Ach tak, rzeczywiście… – Spojrzał na nią. – Nie chcę rozmawiać o raporcie. – Wydawał się zniecierpliwiony. – Iga… – znów powtórzył jej imię. – Wiesz, że bardzo cię cenię… – Zabrzmiało to złowróżbnie.

– Wiem – stwierdziła krótko. – Co to ma wspólnego z naszą rozmową?

Zaśmiał się.

– Jak wiesz, jesteśmy w trakcie reorganizacji po przeprowadzonej fuzji… Controlling jest teraz naszym najlepszym działem.

Nie odezwała się, zmuszając szefa, by mówił dalej.

– I najliczniejszym – dodał cicho, po czym spojrzał na nią i ten wzrok powiedział jej więcej niż jego słowa przez całe spotkanie. – Przykro mi.

Patrzyła na Rafała i powoli zaczynała rozumieć, co chciał powiedzieć.

– Przykro ci? – zapytała powoli, układając sobie wszystko w głowie. Właśnie była zwalniana. – Tobie jest przykro? Przecież jeszcze niedawno mówiłeś, że firma nie przewiduje zwolnień po fuzji.

– Tak, tak mówiłem, ale zrozum… To nie my dyktujemy warunki. I nie my decydujemy o polityce kadrowej.

– Co za gówno! – nie wytrzymała. Rafał spojrzał na nią zaskoczony. – Przepraszam – zreflektowała się, że nie powinna w ten sposób odzywać się do szefa.

– Chciałem z tobą porozmawiać o różnych opcjach. – Na dłużej zatrzymał na niej wzrok.

– Jakich opcjach? Mówisz może o tym, że wyrzucisz mnie już teraz, czy też o tym, że pozwolisz mi jeszcze trochę popracować? – żachnęła się.

– To nie musi być zwolnienie, Iga. To jest jedna z opcji.

– A druga?

– Zmiana stanowiska – odpowiedział szybko. Zaciekawiło ją to. W tej chwili była analitykiem finansowym, pracowała w dziale controllingu i zarabiała dużo więcej niż średnia krajowa. W ciągu kilku sekund jej myśli przebiegły wszystkie działy, w których mogłaby zostać zatrudniona na mniej więcej równorzędnym stanowisku.

– Co proponujesz?

Rafał milczał o wiele dłużej, niż się tego spodziewała, i to ją zastanowiło. Chyba jednak nie miał dla niej żadnych dobrych wieści.

– Doradca klienta.

Nie była w stanie zareagować, bo propozycja Rafała dosłownie wcisnęła ją w krzesło. Doradca klienta? Po ponad dwóch latach pracy na odpowiedzialnym, samodzielnym stanowisku?

– A opcja ze zwolnieniem? – zapytała, gdy już mogła wydobyć z siebie głos.

– Iga, nawet nie rozważyłaś mojej propozycji! – uniósł się Rafał.

– Rozważyłam, wierz mi, że tak! I nie mogę się na nią zgodzić, bo to degradacja!

– Iga, to może być tylko na chwilę, na kilka miesięcy! Ani ty, ani ja nie wiemy, czy za jakiś czas nie wrócisz na swoje stanowisko.

– Rafał, wiesz dobrze, że nie mogę przyjąć twojej oferty! Sam przecież mówiłeś, że doradcą klienta może być każdy a analitykiem trzeba się urodzić, prawda? – Nie odpowiedział, a Iga kontynuowała. – Jestem analitykiem i jestem cholernie dobra w tym, co robię. Zasługuję na ofertę, która uwzględnia moje kwalifikacje, doświadczenie i osiągnięcia, prawda? Czy uważasz, że bycie doradcą klienta, nawet przez krótki czas, spełnia choć jeden z powyższych warunków? – Nie uzyskawszy odpowiedzi mówiła dalej: – Chcę wiedzieć, jakie są warunki zwolnienia, bo wierz mi, mając do wyboru to albo degradację, wybieram opcję numer jeden.

Rafał patrzył na Igę i mimo że dobrze rozumiał, dlaczego tak postąpiła, nie mógł pojąć, czemu nawet nie spróbowała przemyśleć sprawy.

– Opcja numer jeden to natychmiastowe odejście.

– Natychmiastowe? – Mimo wszystko tego się nie spodziewała.

– Ty odchodzisz, a my wypłacamy ci odprawę.

Kiedy tydzień później zabierała z biura swoje ostatnie rzeczy, nie sądziła, że znalezienie nowej pracy zajmie jej kilka miesięcy. Dała sobie kilka tygodni, nie czuła presji. Miała solidne zabezpieczenie finansowe, nie musiała się spieszyć. Chciała poszukać czegoś, co odpowiadałoby jej kompetencjom.

Miesiąc później musiała zmienić plany, bo z jej życia zniknął Wojtek, a wraz z nim całe jej finansowe zabezpieczenie.

Patrząc teraz na Pawła, zastanawiała się, jak mu o tym wszystkim opowiedzieć.

– Powiesz mi dlaczego? – zapytał chłopak ponownie. – Iga?

Usiadła na krześle.

– Wstydziłam się – powiedziała jednak.

– Jak to?

– Normalnie.

– Powiesz mi, o co chodzi? Kasa? Praca?

Zaśmiała się. Od czego miała zacząć?

– Zacznij od początku – zachęcił ją Paweł, jakby czytając jej w myślach

– Wszystko zaczęło się od tego, że zostałam zwolniona z pracy – odezwała się cichutko, gestem pokazując Pawłowi, by nie przerywał. Nabrała powietrza do płuc. – Potem zostawił mnie Wojtek… Ale to wszystko dałoby się jakoś przeżyć, tylko widzisz… Wojtek… – zająknęła się. Upiła szybko łyk gorącej herbaty. Łzy napływały jej do oczu, powstrzymywała je ostatkiem sił. – Straciłam wszystko. – Nie wytrzymała, twarz schowała w dłoniach. Modliła się, by Paweł nie zadawał pytań. Na darmo.

– Iguniu, przecież… – Przytulił ją do siebie. – Wiem, że go kochałaś, ale…

– To nie o to chodzi – odparła zduszonym głosem, ciągle łkając. – Wcale go tak bardzo nie kochałam, tylko…

Widział, że to wyznanie bardzo dużo ją kosztuje, nie chciał na razie wiedzieć nic więcej.

Nie miał pojęcia, że straciła pracę, całkiem dobrze to ukrywała. Co do jej partnera… pojawiły się jakieś plotki, ale nikt tego nie potwierdził, a potem Iga zamilkła. Nagle, bez ostrzeżenia. Pierwszy miesiąc wytrzymał, ale później zaczęła go ta sytuacja zastanawiać. Znał Igę dobrze od ponad dwudziestu lat, wiedział, że ona się tak nie zachowuje. Tyle że każda próba dotarcia do dziewczyny kończyła się fiaskiem; w końcu pomógł mu przypadek, sąsiadka dziewczyny. Spotkał ją, kiedy przyjechał tutaj po raz pierwszy. Sympatyczna starsza pani zgodziła się mu pomóc. Mógł u niej poczekać na Igę, a kiedy usłyszał, że ta wróciła do domu… To był głupi pomysł, zdawał sobie z tego sprawę, ale wydawał mu się jedynym skutecznym rozwiązaniem.