Wiedźma

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wydawnictwo REPLIKA

poleca także:

Ed i Lorraine Warrenowie, Michael Lasalandra, Mark Merenda, Maurice i Nancy Theriault

Znękany. Przypadek Maurice’a Theriaulta

Ed i Lorraine Warrenowie, Ray Garton, Carmen Reed, Al Snedeker

Udręczeni. Historia prawdziwa

Ed i Lorraine Warrenowie, Robert Curran, Jack i Janet Smurl

Przeklęty. Historia domu Smurlów

Ed i Lorraine Warrenowie, Robert David Chase

Opętania. Historie prawdziwe

Ed i Lorraine Warrenowie, Robert David Chase

Nawiedzenia. Historie prawdziwe

Felicitas D. Goodman

Egzorcyzmy Anneliese Michel. Historia prawdziwa


Copyright © Wydawnictwo Replika, 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja

Dagmara Ślęk-Paw

Korekta

Danuta Urbańska

Skład i łamanie

Dariusz Nowacki

Projekt okładki

Mikołaj Piotrowicz

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2021

ISBN 978-83-66790-18-6

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134,

60–175 Poznań

replika@replika.eu

www.replika.eu

SPIS TREŚCI

PRZEDMOWA

ROZDZIAŁ I

ROZDZIAŁ II

ROZDZIAŁ III

ROZDZIAŁ IV

ROZDZIAŁ V

ROZDZIAŁ VI

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ X

ROZDZIAŁ XI

ROZDZIAŁ XII

ROZDZIAŁ XIII

ROZDZIAŁ XIV

ROZDZIAŁ XV

Ilustracje

Wydawnictwo Replika poleca

PRZEDMOWA

Celem pisarza nie jest przedstawienie historyjki służącej rozrywce miłośnikom fikcji ani stworzenie teorii, która zadowoli wyobraźnię zwolenników tak zwanej teozofii, ale wyłącznie zapis wydarzeń historycznych uwierzytelnionych wieloma potężnymi i niepodważalnymi dowodami poświadczającymi najwspanialsze zjawisko na świecie – w owym czasie uważane za mające nadprzyrodzony charakter – nawiedzenie znane jako „Wiedźma Bellów”. Miało ono miejsce w hrabstwie Robertson w stanie Tennessee jakieś siedemdziesiąt pięć lat temu, zadało nieznośne cierpienie Johnowi Bellowi, głowie rodziny, i podobno przyczyniło się do jego śmierci, a także wzbudziło sensację, która przetrwała całe pokolenie. Pisarz zdaje sobie sprawę, że przeciętny współczesny człowiek daleki jest od wiary w istnienie czarownic, duchów i zjaw, traktując je jako relikt dawnych przesądów lub przedmiot kpin; niemniej widma krążą po ziemi zarówno dziś, tak i krążyły setki lat temu. Jedyną różnicą jest to, że teraz nadajemy im inną interpretację, nazywając je wizjami, fantazjami, manifestacjami psychicznymi zamiast duchami i czarownicami, a ludzi, którzy śmieją się z przesądów naszych ojców, wystarczy wystawić na próbę, aby tę obecność udowodnić. Nie jest to jednak miejsce na moralizowanie, pisarz nie znajdzie też okazji, by czerpać ze swojej wyobraźni, tworząc barwny opis wcielonych goblinów i diabłów, odmalowywać hulanki nieznanych demonów tak, aby włosy stawały na głowie, czy też radzić, by nieodrodzeni unikali opuszczonych grobów. Tę część historii opowiadają inni, którzy wmieszali się w relacje ze znajomymi duchami, rozmawiali z niewidzialnymi, brali udział w obrzędach ku ich czci, uczestniczyli w tańcach duchów i nocnych hulankach, naradzali się z widmami, byli świadkami manifestacji wydrążonej dyni, widzieli niekształtne potwory i przerażające transformacje oraz czuli, jak gorąca krew ścina się w ich żyłach.

Autor, dosłownie opisując historię tej największej ze wszystkich tajemnic, zakłada jedynie przedstawienie wydarzeń tak, jak wyglądały, co spisał Williams Bell, członek rodziny, jakieś pięćdziesiąt sześć lat temu, wraz z potwierdzającymi je zeznaniami mężczyzn i kobiet o nienagannym charakterze i niekwestionowanej prawdomówności.

Są to dziwne zdarzenia, o nigdy niekwestionowanej autentyczności i w każdym domostwie uznawane za prawdziwą historię. Zostały nie tylko spisane przez Williamsa Bella, ale znane są obecnemu pokoleniu poprzez rodzinne wspomnienia tego najbardziej burzliwego i ekscytującego okresu stulecia, który skłonił setki ludzi, w tym także generała Andrew Jacksona, do badania tych zjawisk.

Nikt nie zaprzecza ani nie wątpi w istnienie czarów w ciemnych wiekach. Można uznać, że tak jak oświecone chrześcijaństwo charakteryzowało się ciągłym postępem, diabelstwo ostatnich dziesięcioleci dotrzymało kroku temu rozwojowi i zachodzącym przemianom, przybierając inne formy i zwodząc ludzi nowymi kanałami, takimi jak seanse spirytystyczne, czytanie w myślach, hipochondria, hipnotyzm czy zjawiska elektryczne, aby zaspokoić tę wrodzoną ludzkości skłonność do teozofii lub próżne pragnienie zrozumienia nieobjawionych tajemnic Boga i natury. Jakkolwiek by nie było, trudno jest znaleźć osobę, która nie trzyma się jakiegoś rodzaju przesądów, a ci, którzy są najbardziej skłonni do wyśmiewania wiary w czary minionych wieków, wierzą w znaki, przepowiednie, sny i objawienia. Noszą przy sobie łapkę królika lub kasztan, trzymają podkowę nad lub pod drzwiami, widzą widma kręcące się wokół stołu zastawionego na trzynaście osób lub nie można ich nakłonić do rozpoczęcia podróży lub jakiejkolwiek pracy w piątek.

A ponieważ ludzie dzisiejszych czasów nie potrafią wyjaśnić zjawisk dotyczących przejawów duchowych, czytania w myślach czy cudów elektrycznych, to ich przodkowie mogą być usprawiedliwieni za wiarę w czary, o ile zaakceptowali Biblię jako przewodnik w swojej wierze i przyjmowali wszystko, co mówi na ten temat i na temat zbawienia duszy, i starali się odrzucić czary, aby chrześcijaństwo mogło zwyciężyć.

ROZDZIAŁ I

Wprowadzenie

Przed przystąpieniem do opisu przebiegu śledztwa lub omówienia szczegółów działań i demonstracji „Wiedźmy od Bellów”, dobrze, aby czytelnik wiedział coś o rodzinie Bellów i obywatelach społeczności, którzy byli świadkami manifestacji, poświęcili swoje siły, próbując odkryć genezę i siłę tych zjawisk oraz o tych, którzy utrzymywali związki z rodziną Bellów, dając wiarę prawdziwości tych stwierdzeń. Ta historia nie będzie zupełnie nowa dla tych, którzy słyszeli drastyczne relacje z ust starszych ludzi, którzy byli świadkami tych wydarzeń i być może czytali także krótkie szkice prasowe. Nigdy jednak nie została opublikowana żadna pełna ani rzetelna relacja. W czasie, gdy te zdarzenia miały miejsce, gazet było niewiele i nie pojawił się też ani jeden przedsiębiorczy dziennikarz lub powieściopisarz z zagranicy zainteresowany tematem. W późniejszych latach kilku pisarzy podjęło się skompilowania tej historii, ale nie udało im się uzyskać autentycznych szczegółów. Wydaje się, że Williams Bell był jedynym, który prowadził dziennik, opisując, co się wydarzyło, i nadał mu kształt w 1846 roku, dwadzieścia sześć lat po kulminacji tragicznych wydarzeń i śmierci Johna Bella Seniora. Wydaje się również, że do napisania tego szkicu zainspirowała go intensywność wspomnień, zdumiewających manifestacji, które rezonowały w każdym nerwie jego ciała, i wciąż były świeże w pamięci, nadal omawiane przy kominku i przy okazji każdego spotkania towarzyskiego, przyjmując coraz to nowe oblicza i wersje dalekie od prawdy.

Jakaś przedsiębiorcza osoba, mądra w swej pysze, podjęła się rozwiązania zagadki i nie dochodząc do żadnego zadowalającego wniosku, podsyciła podejrzenia, że odpowiedzialną za wszystkie zdarzenia była córka, Betsy Bell, działająca za poduszczeniem braci, Johna i Drew, a celem tych działań było zarabianie pieniędzy na pokazach. Ta wersja znalazła aprobatę w wielu umysłach niezaznajomionych z faktami, a dyskusja stała się bardzo niesmaczna i irytująca dla rodziny. Wówczas Williams Bell postanowił spisać wszystkie epizody tej historii tak, jak to było naprawdę, i pozwolić opinii publicznej ujrzeć niesprawiedliwość takiego osądu. Po jej napisaniu bracia skonsultowali się w tej sprawie i ostatecznie z ważnych wówczas powodów zgodzili się nie publikować oświadczenia za życia żadnego członka najbliższej rodziny Johna Bella Seniora. Williams Bell zmarł kilka lat później, wcześniej przekazując rękopis swojemu najstarszemu synowi, Jamesowi Allenowi Bellowi, który starannie go przechował. Pisarz wychował się kilka mil od domu Bellów, od młodości znał historię o czarach i podczas pobytu w Springfield zapoznał się z Joelem i Allenem Bellami, natomiast około 1867 roku zwrócił się do Joela Bella o pozwolenie na opisanie tej historii, choć jego siostra Betsy, Frank Miles, Lawson Fort, Patrick McGowen, Johnson i inni znający fakty wciąż żyli. Joel Bell zgodził się na to, ale Allen Bell odmówił dostarczenia rękopisu ojca i temat aż do niedawna został porzucony. Po śmierci całej rodziny, która padła ofiarą strasznych zajść, Allen Bell zgodził się na wykorzystanie oświadczenia ojca w połączeniu z innymi zeznaniami. Dalsze wyjaśnienie publikacji opisu tych wstrząsających wydarzeń, po upływie wielu lat, znajdziemy w następującej korespondencji:

 

ADAIRVILLE, KY.

1 lipca 1891

M. V. Ingram, Esq., Clarksville, Tenn.:

SZANOWNY PANIE,

Kilka lat temu, kiedy był Pan zaangażowany w wydawanie gazety w Springfield w stanie Tennessee, wujek Joel Bell zwrócił się do mnie o przekazanie rękopisu mojego ojca, Williamsa Bella, twierdząc, że wniosek został złożony na Pańską prośbę w celu włączenia go do pełnej i kompletnej historii tak zwanej Wiedźmy Bell, której to prośbie wówczas odmówiłem z kilku powodów, o których teraz nie ma potrzeby wspominać. Niemniej jednak jednym z nich było, że po spisaniu własnych wspomnień oraz wspomnień innych członków rodziny, ojciec skonsultował się w tej sprawie z wujem Johnem Bellem i ustalili, że biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, najlepiej nie publikować ich za życia kogokolwiek z najbliższej rodziny dziadka Johna Bella i wraz z tym nakazem tuż przed śmiercią przekazał mi wszystkie swoje notatki. Na temat tych niejasnych zdarzeń rozpowszechniono tak wiele bolesnych, odrażających i nieprawdziwych informacji, że pragnął on zachować pisemną relację, aby prawda mogła zostać poznana po latach, gdyby błędne poglądy, które stały się źródłem cierpienia, przetrwały w tak uwłaczającej wersji aż do czasów oświeconego pokolenia. Ta historia została spisana przez ojca jesienią i zimą 1846 roku i jest jedynym szkicem, jaki kiedykolwiek został szczegółowo spisany przez kogokolwiek, kto zna fakty i dowody. Teraz, po upływie prawie siedemdziesięciu pięciu lat, wszyscy starsi członkowie rodziny, którzy cierpieli z powodu tych wydarzeń, zmarli, a historia o czarach nadal jest dyskutowana tak szeroko, jak znane jest nazwisko rodowe, wciąż przy błędnym zrozumieniu faktów. Zatem doszedłem do wniosku, że w imię sprawiedliwości i pamięci o szanownych przodkach, a także z pożytkiem dla opinii publicznej, której umysły zostały w tej sprawie zmanipulowane, dobrze byłoby przekazać całą historię światu. Wystąpił Pan z tą prośbą wiele lat temu i wierząc, że jest Pan do tego zdolny i ułoży Pan wierną historię wydarzeń, znając już wiele szczegółów i odnajdując inne świadectwa, jestem skłonny dać Panu ten rękopis i notatki, pod warunkiem, że zgodzi się Pan zawrzeć w swym pisaniu wszystkie inne zeznania potwierdzające owe wydarzenia i napisze zasłużony biogram dziadka Johna Bella i jego rodziny oraz osób w jakikolwiek sposób z nim związanych w okresie tej niewyjaśnionej duchowej manifestacji, która go dotknęła i przyczyniła się do wywołania ogólnego podniecenia.

Łączę wyrazy poważania

J.A. BELL

CLARKSVILLE, TENN.

5 lipca, 1891

Hon. J. Allen Bell, Adairville, Ky.:

SZANOWNY PANIE,

W odpowiedzi na Pańską prośbę, pamiętam wyraźnie dyskusję między Panem Joelem E. Bellem a mną w 1867 roku dotyczącą publikacji historii Wiedźmy Bellów, a także jego późniejszy opis rozmowy z Panem, która to rozmowa spowodowała wycofanie się ze sprawy. Joel Bell był dżentelmenem, którego bardzo ceniłem za Jego wartości moralne i wspaniałomyślną przyjaźń. Byłem pod wielkim wrażeniem Jego zdecydowanego poparcia publikacji, i wiary, że fakty naprawią błędne przekonania, które narosły wokół tej historii. Przyjmę Pańską propozycję i zgodnie z Pańską sugestią podejmę się zebrania tego świadectwa, jakie może jeszcze istnieć, oraz postaram się sporządzić wierny zapis faktów. Zawsze uważałem tak zwaną sprawę Wiedźmy Bell za zjawisko, które przyczyniło się do cierpienia rodziny Bellów z powodu nieszczęścia, za które w żaden sposób nie mogła być odpowiedzialna, ale uprawniało ją do całego współczucia, którym tak hojnie obdarzali ją dobrzy ludzie ze społeczności, która znała Johna Bella, i pragnąłbym go uhonorować. Przy tej pracy nie będzie moim celem wyjaśnienie ciągu dramatycznych wydarzeń, które w tamtym czasie tak zdezorientowały i zmyliły ludzi, ale zebranie danych i pozwolenie czytelnikom na wyciągnięcie własnych wniosków. Wierzę, że publikacja okaże się pożyteczna, nie tylko poprawiając fałszywe wrażenie, ale przybliżając wydarzenia historyczne i fakty dotyczące najbardziej niezwykłych odwiedzin, jakich kiedykolwiek doświadczyła jakakolwiek społeczność, dając obecnemu pokoleniu pewną orientację co do podstaw przesądów, które panowały pośród pierwszych osadników w tym kraju.

Z wyrazami szczerej przyjaźni

M. V. INGRAM

ROZDZIAŁ II

Pierwsi osadnicy – Społeczeństwo i religia – Czarownica Kate – Rodzina Bellów – Dyrektor szkoły i pierwszy kochanek Betsy

Ponad sto lat temu Gwiazda Imperium obrała kurs na zachód, podążając drogą wytyczoną krwią przez przednią straż, wypędzając czerwonoskórego człowieka, którego okrucieństwo uczyniło życie niebezpiecznym i niemożliwym dla ucywilizowania tego wielkiego kraju zarówno wtedy, jak i teraz pełnego możliwości. Kurierzy ponieśli z powrotem radosną wieść o pokoju i bezpieczeństwie oraz promienną opowieść o bogatych ziemiach, pięknych lasach, wielkich ciekach wodnych – rzekach, potokach, strumieniach i bulgoczących źródłach. Krótko mówiąc, kraina mleka i miodu została odkryta w Tennessee, wówczas na dalekim zachodzie, a emigranci z Północnej Karoliny, Wirginii i innych starych stanów napływali stałym strumieniem, szybko zasiedlając tę obszar. Byli najlepszą solą tej ziemi; ludzie krzepy i umysłu. Przybyli z siekierą, motyką, pługiem i sierpem. Przywieźli ze sobą swoje zwyczaje i koncepcje cywilizacji i chrześcijaństwa, mając za przewodnika Biblię i Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Wtedy w marzeniach ludzi nie pojawiały się dzikie spekulacje i plany budowy wielkich miast i linii kolejowych. Najważniejsze były dobre ziemie i rolnictwo, a wśród imigrantów byli tylko samodzielni, młodzi ludzie o silnych mięśniach, nerwach, jasno postawionym celu, chętnym usposobieniu do pracy i skromnych obyczajach.

Wraz z tą falą imigracji przybył tam John Bell i jego urocza żona Lucy oraz gromadka obiecujących dzieci, a także prawdopodobnie wielu czarnoskórych, późniejszych niewolników. Ze swoją kawalkadą wozów i wspaniałymi ludźmi wylądowali w 1804 roku na zachodnim krańcu hrabstwa Robertson w stanie Tennessee, w pobliżu miejsca, w którym obecnie znajduje się stacja Adams, na południowo-wschodniej linii Louisville & Nashville Railroad, i spotkali się z serdecznym przyjęciem przez starych przyjaciół, którzy przybyli tam przed nimi. W społeczności panowała ogólna radość z powiększenia się spokojnego, szczęśliwego sąsiedztwa. Pan Bell kupił częściowo wykończony dom z solidnymi budynkami gospodarczymi, stodołami i pięknym młodym sadem, otaczając się tysiącem akrów najlepszej ziemi nad Red River, i osiadł tam na całe życie, oczyszczając więcej ziemi i tworząc dużą, żyzną farmę. Jego władczy wygląd, niezłomne cechy i siła charakteru od razu dały mu pozycję i wpływy w społeczności.


Domostwo rodziny Bellów

Pani Lucy Bell była wzorową matką wśród matron, zawiadując swoimi dziećmi z gorącą pasją czułego, kochającego serca matki; nawet surowy mąż poddawał się każdemu spojrzeniu jej łagodnych, przenikliwych oczu i ujmującemu uśmiechowi. Wszyscy byli zakochani w pani Bell i dyskutowali nad siłą jej wpływu i czułą dyscypliną panującą w jej domu. Była to rzeczywiście szczęśliwa i bardzo zamożna rodzina.

Głównymi familiami tworzącymi w owym czasie to urocze sąsiedztwo byli wielebny James i wielebny Thomas Gunn, pionierzy metodyzmu; William Johnson i James Johnson, założyciel Johnson’s Camp Ground i jego dwaj synowie, John i Calvin Johnson; John Bell, Jerry Batts, Porterowie, Frederick Batts, rodzina Longów, James Byrns, Gardnerowie, Bartlettowie i Dardenowie, rodzina Gooch, Pitman, Ruffin, Mathews, Morris, Frank Miles z braćmi, „Ninety-Six” Needham, Justice i Chester; a po drugiej stronie Red River, między rzeką a Elk Fork Creek, znajdowała się duża osada Fort stworzona przez rodzinę Suggów, McGowenów, Bourne’ów, Roysterów, Watersów, Thomasa Gorhama, Herringa i wielu innych dobrych ludzi. Wielebny Sugg Fort był pionierem baptystów i człowiekiem o wielkich wpływach. Ludzie ci pozakładali duże rodziny i stworzyli arystokratyczne społeczeństwo kraju, a do tego kręgu nie został dopuszczony żaden człowiek, którego charakterowi, moralności i uczciwości można było cokolwiek zarzucić. Jednak owa zbiorowość rozszerzała się, rozciągając się w górę i w dół rzeki, aż po Kentucky, obejmując duży obszar nowych terytoriów. Wspólnotę charakteryzowała otwarta gościnność, a sąsiedzi pomagali sobie nawzajem i współpracowali na rzecz rozwoju edukacji i chrześcijaństwa. Zakładali szkoły, budowali kościoły i wspólnie oddawali cześć Bogu. Kościoły przyjmowały nazwę rzeki, potoku albo miejscowego źródła i nie było niczym niezwykłym, że ludzie chodzili do kościoła dziesięć lub piętnaście mil. Baptysta przejął inicjatywę w budowaniu domów modlitwy, a kościół Red River był pierwszym założonym w tej społeczności, która powstała w 1791 roku. Nadal funkcjonuje pod tą nazwą, ale nowe pokolenie zmieniło jego lokalizację, przenosząc się niewiele dalej, do stacji Adams, budując nowy i bardziej przestronny dom boży. Kolejnym zorganizowanym zgromadzeniem wiernych był Drake’s Pond Church na linii stanowej, milę na wschód od Guthrie w stanie Kansas. Kiedy później nastąpił rozłam wyznaniowy, kościół ten był utrzymywany przez baptystów predestynarian. Wielebny Sugg Fort był pastorem obu kościołów, a te dwie kongregacje często się odwiedzały i razem wielbiły Pana, jako że kościoły dzieliło zaledwie siedem mil. W międzyczasie w okolicy kilka kościołów założyli metodyści pod przewodnictwem wielebnego Jamesa i wielebnego Thomasa Gunna, którzy przemierzyli szeroką połać kraju, z wielkim sukcesem głosząc ewangelię i nierzadko podróżując po pięćdziesiąt mil, aby udzielić ślubu lub odprawić pogrzeb. Sąsiedzi Bellów pod względem przynależności kościelnej byli podzieleni mniej więcej równo między baptystów i metodystów, ale przeważały tolerancja, chrześcijańskie braterstwo i duch naśladownictwa. Razem czcili Boga, a więzi przyjaźni rosły i wzmacniały się; zawierano związki małżeńskie łączące rodziny i te dobre stosunki nadal istnieją w obecnym pokoleniu.

Jak we wszystkich nowych krajach, w osadzie roiło się od rabusiów i złodziei koni, a uchowanie dobrego zwierzęcia przed kradzieżą było prawie niemożliwe. Wydawało się, że organy ścigania nie były w stanie wykryć i wykorzenić wandalizmu, a sytuacja wymagała podjęcia działań ze strony obywateli. Nicholas Darnley, który mieszkał po stronie Drake’s Pond w Tennessee, kilku z Fortów i Gunnsów, biorąc sprawę w swoje ręce, po cichu zorganizowało dużą grupę w celu wytropienia takich czynów, i niedługo potem zajęli się ściganiem przestępców. Liderami gangu okazali się mężczyźni związani z szacownymi rodzinami; jeden mieszkał w zakolu Red River, poniżej Port Royal, a drugi był wysoko postawionym obywatelem Kentucky. Strażnicy porządku zabrali obu złodziei do gęstego lasu na bagnach między Drake’s Pond a Sadlersville (nazwa współczesna), przywiązali ich kończyny do drzew i biczowali od stóp do głów mocnymi rózgami. Mężczyźni zostali następnie uwolnieni i dostali ostrzeżenie, że jeśli w ciągu trzech dni zostaną złapani ponownie, to trafią na szubienicę. Złodzieje natychmiast wyemigrowali, przekraczając rzekę Missisipi, i ostatecznie osiedlili się w Luizjanie, zrehabilitowali się, prowadzili bardziej honorowe życie i wkrótce zostali wielkimi plantatorami bawełny i zmarli otoczeni szacunkiem, pozostawiając po sobie wspaniałe fortuny. Obaj założyli duże rodziny, nieświadome tej plamy na honorze, dlatego nie wymieniam tu ich nazwisk, ale okoliczności, które w dawnych czasach nie były rzadkie, ilustrują fakt, że kij używany przez naszych ojców w korygowaniu złych obyczajów był skuteczniejszy niż dzisiejsze penitencjaria, i nie mniej humanitarny. Skazani, którzy przekraczają wrota nowoczesnego więzienia, cierpią z powodu tej samej kary zastosowanej z większą brutalnością, a także z powodu innych okrucieństw, i rzadko kiedy ktoś wraca na właściwą drogę. Cokolwiek by powiedzieć o barbarzyństwie starej kary chłosty, była to kara niechybna, a w łamiących prawo wzbudzała większe przerażenie niż współczesne zakłady karne. Była bardziej skuteczna pod każdym względem, dając złym ludziom szansę na poprawę. Żaden kryminalista nie miał ochoty pokazywać się w społeczności po tym, jak stanął pod pręgierzem. Niezmiennie wyprowadzali się i prowadzili lepsze życie.

 

W tamtym czasie głównymi punktami handlowymi tej okolicy były Port Royal w stanie Tennessee i Keysburg w stanie Kentucky, najstarsze miasta w tym kraju, równie duże teraz, jak i wtedy; także Adairville, Kentucky, Springfield, Clarksville i Nashville, Tennessee. Kupcy zaopatrywali się w swoje towary w Filadelfii i Nowym Orleanie, ciągnąc je wozami, aż w użycie weszły parowce. Jednak ludzie kupowali bardzo niewiele. Uprawiali bawełnę i len, hodowali owce na wełnę i szyli swoje ubrania w domu, używając ręcznych odziarniarek, gręplarek, kołowrotków i staromodnych krosien, i mieli szewca, który wyprawiał skórę na buty, garbowaną w pobliskiej garbarni. W kraju było niewielu lekarzy, a ci nieliczni, którzy osiedli w punktach handlowych, prowadzili praktykę w całym kraju, przejeżdżając od pięciu do piętnastu mil, aby zbadać pacjentów.

Minęło około dwunastu lat, odkąd John Bell rozpoczął szczęśliwe i dostatnie życie w swoim nowym domu na południowym brzegu rzeki Red River w hrabstwie Robertson. Dochował się bardzo interesującej rodziny z mnóstwem dzieci i szczęście uśmiechało się do niego na każdym kroku. Stał się jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi we wspólnocie, szanowanym za stałość charakteru, chrześcijańskie oddanie i hojną gościnność. Jego dom był domem dla każdego przechodzącego nieznajomego, a sąsiedzi odwiedzali go chętnie i często. Wielu bywało na przemiłych spotkaniach towarzyskich w Bell Place, bawił na nich również profesor Richard Powell, przystojny nauczyciel ze szkoły licencjackiej, który zresztą bardzo je cenił. Był człowiekiem wielkiej kultury i siły charakteru, wyróżniającym się w swoim zawodzie, który w tamtych czasach był prawdziwym powołaniem. Każdy lubił Dicka Powella za jego wspaniałe zalety towarzyskie i dobre maniery. Prowadził dużą szkołę w osadzie i był wychowawcą kilkorga dzieci pana Bella, również jego córki Betsy, którą uczył przez cztery lata i korzystał z każdej okazji do wychwalania jej cnót przed matką, mówiąc pani Bell, jaką była bystrą, słodką dziewczyną, i nikt nie próbował podważać jego opinii w tej sprawie. Betsy wchodziła teraz w cudowne dziewczęce lata, a chłopcy, którzy wraz z nią dorastali pod okiem Richarda Powella, byli pod takim samym wrażeniem jej uroku, jak ich nauczyciel. Jednak młodzieńcy byli jeszcze nazbyt nieśmiali, aby w jakikolwiek sposób wyrazić swoją opinię, zwłaszcza że Betsy była uważana za zbyt młodą, by przyjmować awanse, a speszona młodzież usprawiedliwiała wizyty u pana Bella chęcią odwiedzenia jego synów. Był jednak jeden odważniejszy młodzieniec, który nie starał się ukryć swojego podziwu dla niebieskookiej piękności, a jego przywiązanie do Betsy nie spotkało się z niechęcią. Joshua Gardner był bardzo przystojnym młodym mężczyzną, o wdzięcznym wyglądzie i kulturalnych manierach, bardzo cenionym towarzysko. Pochodził z dobrej rodziny i zdobył wyróżnienie jako najbardziej energiczny młodzieniec w szkole. Wszyscy przyznawali, że Josh był wspaniałym człowiekiem, który poradzi sobie w świecie, a jego przywiązanie do Betsy nie budziło niezadowolenia jej rodziców ani braci.

Mniej więcej w tym czasie pojawił się tajemniczy gość, który twierdził, że pochodzi ze starego Stanu Północnego, który zadomowił się u Johna Bella i, pomimo sprzeciwu, pozostał tam na czas nieokreślony, aby wypełnić pewne misje. Była to wiedźma „Kate” i czytelnik niewątpliwie nie może się doczekać, aby czegoś się o niej dowiedzieć. Pierwszy dowód na rzeczy toczące się poza zwykłym biegiem wydarzeń miał miejsce w 1817 roku. Pan Bell, przechodząc przez swoje pole kukurydzy, stanął przed dziwnym zwierzęciem, niepodobnym do żadnego, jakie kiedykolwiek widział, siedzącym w rządku kukurydzy i wpatrującym się w niego wytrwale. Mężczyzna doszedł do wniosku, że prawdopodobnie był to pies, a ponieważ miał w ręku broń, gdy zwierzę zerwało się do ucieczki, strzelił do niego. Kilka dni później, późnym popołudniem, na płocie przysiadł bardzo duży ptak, przypuszczalnie dziki indyk, Drew Bell go zauważył i pobiegł do domu po broń, by go zabić. Gdy zbliżył się na odległość strzału, ptak zatrzepotał skrzydłami i odleciał, a chłopak z zaskoczeniem odkrył, że nie był to indyk, ale jakiś nieznany ptak niezwykłych rozmiarów. Wkrótce potem, któregoś wieczoru Betsy wyszła razem z dziećmi na przechadzkę wśród wielkich drzew leśnych w pobliżu domu i zobaczyła coś, co opisała jako ładną, małą dziewczynkę ubraną na zielono, kołyszącą się na gałęzi wysokiego dębu. Potem przyszedł Dean, służący, donosząc, że każdej nocy, kiedy odwiedzał swoją żonę Kate, która służyła u Alexa Gunna, w określonym miejscu pojawiał się duży, czarny pies – biegł przed nim do drzwi chaty i znikał.


Bet­sy wraz z dziećmi widzą dziewczynkę na gałęzi wysokiego dębu

Te tajemnicze zjawy przez pewien czas były nieszkodliwe i nie wzbudzały żadnych lęków. Wkrótce jednak zaczęło się rozlegać dziwne pukanie w drzwi i ściany domu, którego źródła nie udało się ustalić. Później zaczęły się dziwne incydenty; najpierw w pokoju zajmowanym przez chłopców rozległ się dźwięk, coś jakby szczury gryzące słupki łóżek, potem jakby walczące psy, a także hałas przypominający łańcuchy od uprzęży ciągnące się po podłodze. Gdy tylko zapalono świecę w celu zbadania tego zjawiska, hałas zniknął, a z pokoju Betsy rozległy się krzyki; coś ją zaatakowało, a dziewczyna śmiertelnie się przestraszyła.

Na pana Bella spadła jakaś dziwna dolegliwość, której nie potrafił wyjaśnić. Była to sztywność języka, która pojawiała się nagle i przez czas, kiedy trwała, mężczyzna nie mógł jeść. Opisywał, że czuje się, jakby w ustach miał mały kawałek drewna, który wypycha oba policzki, a kiedy próbował coś zjeść, wypychał mu pożywienie z ust.

John Bell znosił to przez długi czas, może rok lub dłużej, mając nadzieję, że owa dolegliwość ustąpi, i nakładając na rodzinę obowiązek zachowania tej sprawy w głębokim sekrecie. Krewni byli lojalni w swoim posłuszeństwie, choć demonstracje te były przerażające, żaden sąsiad lub przyjaciel spoza rodziny nic o nich nie wiedział. Kiedy choroba stała się nie do zniesienia, pan Bell, w ścisłej tajemnicy, przedłożył sprawę Jamesowi Johnsonowi i jego żonie, opowiadając o wszystkim i prosząc, aby spędzili noc w jego domu, w nadziei, iż pan Johnson może rzucić trochę światła na tę zagadkę. Prośba ta została bardzo serdecznie przyjęta i na godzinę przed udaniem się na spoczynek pan Johnson poprowadził rodzinną modlitwę, zgodnie ze swoim zwyczajem czytając rozdział Ewangelii, śpiewając hymn, a następnie modląc się. Modlił się bardzo gorąco i żarliwie o objawienie przyczyny lub o to, aby Pan przerwał to, co się działo. Gdy tylko wszyscy znaleźli się w łóżkach, a światła zgasły, rozległ się potworny huk i wkrótce rozpoczęły się silne demonstracje w pokoju państwa Johnsonów, z których coś zdarło kołdrę. Pan Johnson był zdumiony i w oszołomieniu usiadł w łóżku; był jednak człowiekiem niezłomnej wiary i wielkiej odwagi, zatem, gdy otrząsnął się z zaskoczenia, zebrał myśli i zaczął przemawiać do widma, zaklinając je, aby się ujawniło i powiedziało, w jakim celu się tam znalazło. Efekt tej prośby przekonał pana Johnsona, że demonstracje pochodziły z inteligentnego źródła, ale poza tym nie miał on żadnej koncepcji. Jednak nalegał, aby pan Bell poinformował o sprawie i wezwał innych przyjaciół do pomocy w dalszym dochodzeniu. Zgodzono się na to, a odwiedzającym i dochodzeniom nie było końca. Jednak wiedźma Kate działała szybciej i wkrótce w odpowiedzi na liczne prośby zaczęła mówić, a wśród pierwszych demonstracji wokalnych powtórzyła pieśń i modlitwę pana Johnsona zmówione w wieczór jego pierwszej wizyty, słowo w słowo, tak doskonale imitując głos starszego pana i jego modlitwę, że nikt nie potrafił wskazać, żeby czymś różniły się od oryginału.

Kate stała się teraz stałym elementem życia w domu w znakomitej rodzinie Johna Bella Seniora, osiągając dominującą pozycję wśród obywateli, nazwana została Wiedźmą Bellów. On, ona czy to – nigdy nie udało się odgadnąć, jakiej było płci – wielce interesowało się religią i stawiało pana Johnsona za wzór chrześcijanina, nazywając go „Stary Miodousty”. Często mawiało: „Panie Jezu, jaki słodki Stary Miodousty się modli; jak bardzo lubię go słuchać”. Kate była zachwycona kontrowersjami w świętych pismach, potrafiła zacytować dowolny tekst lub fragment Biblii i była w stanie prowadzić dyskusję z najzdolniejszymi teologami, wyróżniając się żarliwością modlitwy i pieśni religijnych – żaden ludzki głos nie był tak słodki. Kate często odwiedzała Karolinę Północną, dawną okolicę Johna Bella, nigdy nie znikała na dłużej niż dzień lub godzinę, ale zawsze zgodnie z prawdą przekazywała wiadomości lub wydarzenia dnia w tej okolicy. Mając wszystkie te doskonałe cechy charakteru, Kate zachowywała się okropnie wobec gości i wszystkich członków rodziny z wyjątkiem pani Lucy Bell, której wiedźma była oddana, deklarując, że „Stara Luce” była dobrą kobietą. Wielką niechęć okazywała „Staremu Jackowi” – Johnowi Bellowi Seniorowi. W oczach Kate był obrzydliwy i odrażający, choć nigdy nie wyjaśniła dlaczego. Ale wiedźma często deklarowała, że zanim odejdzie, to zrealizuje swój cel – zabije go.