Podróże z milionerem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lynne Graham
Podróże z milionerem

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Między nami wszystko skończone, Rebo – oświadczył stanowczo Bastien Zikos.

Prześliczna blondynka popatrzyła na niego z rozgoryczeniem.

– Dlaczego? Przecież było nam razem tak dobrze.

– Nigdy nie udawałem, że łączy nas coś więcej niż seks. Ale to już koniec.

Reba gwałtownie zamrugała powiekami, jakby powstrzymywała łzy, ale nie zwiodła Bastiena. Znał jej twardy charakter. Wiedział, że nic nie poruszyłoby jej do łez prócz hojnego zadośćuczynienia. Nie wierzył kobietom. Wcześnie poznał ich fałsz. Już w dzieciństwie postępowanie równie rozpustnej co wyrachowanej matki nauczyło go nieufności wobec płci przeciwnej.

– Ostrzegano mnie, że szybko porzucasz kochanki. Szkoda, że nie słuchałam – narzekała Reba.

Bastien zaczynał tracić cierpliwość. Reba dostarczała mu rozkoszy w sypialni, ale obecnie miał jej dość. Nie czuł wyrzutów sumienia. W końcu wydał na nią fortunę. Nie brał nic za darmo.

– Skontaktuj się z moim księgowym – odrzekł bez skrupułów.

– Masz kogoś innego na oku, prawda? – naciskała blondynka.

– Nie twoja sprawa – odburknął.

Kierowca stał przed budynkiem, żeby zawieźć go na lotnisko. Dyrektor finansowy, Richard James, już czekał w obszernej kabinie.

– Czy mogę zapytać, co pana skłoniło do zakupu niewypłacalnego przedsiębiorstwa w tej zapadłej dziurze na północy? – zagadnął.

– Pytać możesz, ale nie obiecuję, że odpowiem – odparł Bastien, leniwie przeglądając notowania giełdowe na laptopie.

– Czyżby dostrzegł pan jakieś atuty Moore Components, które umknęły mojej uwadze? Ciekawy patent? Nowy wynalazek?

– Fabryka stoi na gruncie wartym miliony. To idealne miejsce na budowę osiedla mieszkaniowego w pobliżu centrum miasta.

– Myślałem, że dawno zaprzestał pan polowania na okazje – skomentował Richard, podczas gdy personel Bastiena i ochroniarze zajmowali miejsca z tyłu kabiny.

Bastien zaczął od wykupywania upadających przedsiębiorstw, które modernizował i rozwijał, żeby przynosiły maksymalne dochody. Nie miał wyrzutów sumienia. Wiedział, że trendy się zmieniają, fortuny powstają i nikną, firmy prosperują i bankrutują. Miał talent do wychwytywania okazji i determinację człowieka, którego nie wspiera bogata rodzina. Sam doszedł do miliardów. Zaczynał od zera i wysoko sobie cenił uzyskaną niezależność.

Lecz w tym momencie nie myślał o interesach tylko o Delilah Moore – jedynej kobiecie, która go odtrąciła, zostawiła z niezaspokojoną żądzą i urażoną ambicją. Lepiej zniósłby odrzucenie, gdyby jej nie interesował. Ale widział tęsknotę w jej oczach, słyszał ją w jej głosie. Wiele potrafił wybaczyć, ale nie kłamstwo, że go nie chce. Bezczelnie odsądziła go od czci i wiary, rzuciła w twarz jego reputację kobieciarza niczym dama odprawiająca natrętnego ulicznika. Rozgniewała go tak, że po dwóch latach nadal nie zapomniał zniewagi.

Lecz koło fortuny obróciło się na niekorzyść Delilah Moore i jej rodziny, ku ponurej satysfakcji Bastiena. Tym razem nie przewidywał zawziętego oporu…

– Jak się czuje? – spytała Lilah półgłosem, gdy spostrzegła swojego ojca, Roberta, na podwórku małego domku szeregowego.

– Tak samo załamany i przegrany jak zawsze – westchnęła ciężko jej macocha, Vickie, krągła blondynka tuż po trzydziestce, zmywająca naczynia nad zlewem. – Budował tę firmę przez całe życie, a teraz wszystko stracił. Brak możliwości znalezienia pracy jeszcze bardziej go przygnębia.

Lilah wzięła na ręce dwuletnią przyrodnią siostrzyczkę, Clarę, uczepioną nogi mamy, posadziła ją na krzesełku i dała zabawkę, żeby nie przeszkadzała.

– Miejmy nadzieję, że wkrótce coś się pojawi – pocieszyła sztucznie wesołym tonem.

Wychodziła z założenia, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji warto szukać jakichś dobrych stron. Tłumaczyła sobie, że choć ojciec stracił firmę i dom, rodzina pozostała cała i zdrowa. Równocześnie dziwiło ją, że polubiła macochę, której z początku nie znosiła. Uznała ją za jedną z rozrywkowych panienek, które ojciec uwodził całymi stadami, póki nie zrozumiała, że mimo dwudziestu lat różnicy wieku połączyła ich prawdziwa miłość. Wzięli ślub przed czterema laty. Obecnie mieli trzyletniego synka, Bena, i maleńką Clarę.

Na razie wszyscy zamieszkali w jej wynajętym domku z zaledwie dwiema małymi sypialniami, ciasnym pokojem dziennym i jeszcze ciaśniejszą kuchnią. Ale póki władze miasta nie przydzielą im mieszkania socjalnego albo ojciec nie znajdzie pracy, nie mieli wyboru.

Imponujący dom z pięcioma sypialniami, który posiadali, przepadł wraz z przedsiębiorstwem. Musieli wszystko sprzedać, żeby spłacić pożyczkę, którą Robert Moore zaciągnął, by ratować Moore Components.

– Wciąż mam nadzieję, że Bastien Zikos rzuci twojemu tacie koło ratunkowe – wyznała Vickie w nagłym przypływie optymizmu. – Nikt nie zna branży lepiej od Roberta. Na pewno znajdzie jakieś zastosowanie dla jego umiejętności.

Zdaniem Lilah grecki miliarder prędzej przywiązałby mu kamień do szyi, żeby go utopić. Dwa lata wcześniej Robert odrzucił ofertę sprzedaży fabryki, choć Bastien Zikos złożył wyjątkowo kuszącą propozycję. Ale wtedy firma jeszcze doskonale prosperowała, a Robert nie wyobrażał sobie życia bez kierowania swoim przedsiębiorstwem.

Najgorsze, że sam Bastien przewidział upadek zakładu, gdy odkrył, że jego dochody zależą od jednego kluczowego kontrahenta. Kilka tygodni po utracie kontraktu Moore Components walczyło o przetrwanie.

– Idę do pracy – oświadczyła, zanim pogłaskała swojego miniaturowego jamniczka, który łasił się do jej nóg, prosząc o pieszczotę.

Gryzło ją sumienie, że zaniedbała Skippiego, odkąd rodzina u niej zamieszkała. Nie pamiętała, kiedy wzięła go na dłuższy spacer. Zaraz jednak zostawiła pieska, żeby założyć płaszcz i zawiązać pasek wokół szczupłej talii. Była drobna i smukła, miała długie, czarne włosy, porcelanową cerę i niebieskie oczy.

Oprócz Lilah likwidator zostawił w zakładzie tylko pracowników działu kadr, żeby dopełnili formalności związanych z zamknięciem przedsiębiorstwa. Ponieważ zatrzymano ją tylko na dwa najbliższe dni, wiedziała, że też zostanie zwolniona.

Vickie już zapinała kurtkę Benowi. Lilah odprowadzała go do przedszkola w drodze do pracy. Gdy wyszła na dwór, pożałowała, że nie spięła włosów w kok. W rześki, wiosenny dzień wiatr ciągle rozwiewał jej włosy. Co chwilę musiała odgarniać je z twarzy. Ponieważ ostatnio źle sypiała ze zmartwienia, wstawała w ostatniej chwili i brakowało jej czasu na układanie fryzury.

Odkąd usłyszała, że Bastien Zikos kupił fabrykę ojca, dokładała wszelkich starań, by nie okazać strachu. Wszyscy inni widzieli w nim wybawcę. Syndyk szalał z radości, że w ogóle znalazł nabywcę. Ojciec liczył na to, że nowy właściciel zatrudni jego i część załogi, która straciła pracę. Tylko Lilah, która poznała bezwzględność Bastiena, nie podzielała ich entuzjazmu. Wątpiła, czy przyniesie dobre wiadomości. Prawdę mówiąc, nikt w życiu jej tak nie przerażał, jak zabójczo przystojny, władczy i potężny Grek. Dlatego gdy go poznała, usiłowała zejść mu z drogi, co tylko podsyciło jego instynkt łowcy.

Mimo że Lilah skończyła dopiero dwadzieścia trzy lata, nie ufała przystojnym, pewnym siebie mężczyznom. Nie bez powodu uważała ich za kłamców. Jej własny ojciec unieszczęśliwił nieżyjącą już matkę, zdradzając ją nawet z jej koleżankami i własnymi podwładnymi. Dopiero kiedy poznał Vickie, Lilah zaczęła go znów szanować i wybaczyła błędy przeszłości, ponieważ drugiej żonie dochowywał wierności.

Bogaty, bystry i zabójczo przystojny Bastien nigdy nie krył, że nie zamierza zakładać rodziny. Mimo to kobiety lgnęły do niego jak pszczoły do miodu. Tylko Lilah umknęła w popłochu. Nie mogła pozwolić, by człowiek, którego interesowało tylko jej ciało, złamał jej serce i podeptał godność. Zasługiwała na znacznie więcej – na człowieka, który da jej miłość, otoczy opieką i pozostanie wierny w każdych okolicznościach.

Znów musiała to sobie powtórzyć, tak jak przed dwoma laty. Wysoki, przystojny, ciemnooki Bastien Zikos już wtedy pociągał ją tak bardzo, że odparcie pokusy przyszło jej z największym trudem.

Po raz pierwszy zobaczyła go w zatłoczonym salonie aukcyjnym. Poszła tam, żeby po kryjomu odkupić wisiorek po matce, który Vickie, wówczas konkubina jej ojca, wystawiła na sprzedaż. Gdy podprowadzono ją do otwartej gabloty, ujrzała śniadego bruneta, który oglądał uważnie coś, co trzymał w ręku. Podszedłszy bliżej, rozpoznała zwyczajny, srebrny wisiorek po mamie w kształcie konika morskiego.

– Po co to panu? – spytała bez zastanowienia.

– A co to panią obchodzi?

Gdy podniósł na nią przepiękne, ciemne oczy w oprawie długich rzęs, serce Lilah przyspieszyło do galopu, a w ustach jej zaschło, jakby stanęła na brzegu przepaści.

– Należał do mojej mamy – wyjaśniła.

– Skąd go wzięła?

– Kupiła go na wyprzedaży nieodebranych przedmiotów z biura rzeczy znalezionych około dwadzieścia lat temu. Zabrała mnie ze sobą.

– Moja zgubiła go w Londynie niewiele wcześniej. Mój ojciec, Anatole, dał go mojej matce, Athene. – Odwrócił wisiorek, żeby pokazać dwie wygrawerowane, splecione litery A otoczone sercem. – Co za niezwykły zbieg okoliczności!

– Rzeczywiście niezwykły… – powtórzyła, zbita z tropu zarówno wyjaśnieniem, jak i jego bliskością. Stał tak blisko, że widziała cień zarostu na mocnej żuchwie i czuła cytrusową nutę wody kolońskiej. Odstąpiła do tyłu tak niezręcznie, że potrąciła kogoś, kto stał za nią.

 

Bastien złapał ją mocno za ramię, żeby nie upadła. Gdy napotkała spojrzenie głębokich, ciemnych oczu, oblała ją fala gorąca.

– Czy mogę go obejrzeć, zanim schowają go z powrotem do gabloty? – poprosiła.

– Nie ma sensu. Zamierzam go kupić – poinformował zwięźle.

– Ja też – mruknęła.

Bastien z ociąganiem podał jej wisiorek. Łzy napłynęły jej do oczu ze wzruszenia. Wisiorek przypomniał jej nieliczne szczęśliwe chwile z dzieciństwa. Matka bardzo go lubiła. Często nosiła go latem. Lecz Bastien zaraz go odebrał, żeby oddać jednemu ze sprzedawców.

– Zapraszam na kawę – zaproponował.

– To chyba… niezbyt właściwe, zważywszy, że będziemy konkurować o tę samą rzecz – zauważyła.

– Może kieruje mną sentyment? Chciałbym usłyszeć, kto go nosił przez tyle lat.

Tym niezbyt wiarygodnym argumentem szybko ją przekonał. Uznała, że nieuprzejmie byłoby odmówić takiej prośbie.

Następnego tygodnia wolała nie wspominać. Nieprędko zapomniała Bastiena Zikosa. Jednak nigdy nie żałowała, że go odtrąciła. Albowiem poszukiwania w internecie zaowocowały odnalezieniem całej galerii piękności, dotrzymujących mu towarzystwa. Wyglądało na to, że stawia na ilość, nie na jakość.

Zanim przekroczyła bramę fabryki, powtórzyła sobie, że podjęła najwłaściwszą z możliwych decyzji. Posmutniała na widok pustego placu bez samochodów i tłumu robotników.

W tym momencie zadzwonił Josh, kolega ze studiów. Zaproponował wyjście do kina i restauracji następnego wieczora. Co kilka tygodni chodzili gdzieś całą paczką. Lilah chętnie przyjęła zaproszenie. Ostatni chłopak porzucił ją, kiedy jej ojciec zbankrutował. Potrzebowała rozrywki, by choć na chwilę zapomnieć o strapieniach i wyjść z zatłoczonego domu. Josh też leczył ból złamanego serca po zerwanych zaręczynach.

Z okien gabinetu na ostatnim piętrze biurowca Bastien obserwował Delilah Moore przemierzającą pusty parking. Odkąd poznał córkę Roberta Moore’a, przepuścił przez łóżko wiele piękności, ale żadna nie zdołała zatrzymać go przy sobie na dłużej.

Dziwiło go, że wciąż pamięta błękitne oczy, porcelanową cerę i burzę czarnych loków spływających do talii. Delilah wyglądała elegancko nawet w spranych dżinsach i ciężkich, turystycznych butach. Sam nie rozumiał, co go pociągało w tej drobnej figurce. Nie była w jego typie. Wolał wysokie blondynki o wydatnych, kobiecych krągłościach. Obiecał sobie, że tym razem nie pozwoli jej umknąć. Pozna wszystkie jej wady i wyrzuci z pamięci.

– Przyjechał nowy właściciel! – szepnęła Julie, koleżanka, z którą Lilah dzieliła małe biuro.

Lilah zamarła w bezruchu.

– Kiedy?

– Ochroniarz twierdzi, że o siódmej rano. Bardzo wcześnie. Przywiózł ze sobą mnóstwo ludzi. To chyba dobrze, nie sądzisz? A wygląda jak supermodel! Podobno był tu już dwa lata temu.

– Tak – potwierdziła Lilah. – Chciał kupić fabrykę.

– Widziałaś go? Dlaczego o tym nie wspomniałaś?

– Moim zdaniem w obecnej sytuacji to bez znaczenia – wymamrotała Lilah.

Ledwie usiadła za biurkiem, jeden z podwładnych Bastiena poprosił ją do gabinetu szefa. Strach chwycił ją za gardło. Dlaczego tak ją przerażał?

Wchodząc po schodach, tłumaczyła sobie, że nic jej nie grozi, że prawdopodobnie chce tylko nad nią ostatecznie zatriumfować, nic więcej. Kupił fabrykę za śmieszną cenę, a rodzina Moore’ów straciła ją zgodnie z jego przewidywaniami. Wpływowi bogacze lubią się przechwalać, a Bastien Zikos miał powody do dumy. Ale cóż wiedziała o potężnych bogaczach? Przecież nie znała żadnego prócz Bastiena.

Zajął gabinet ojca, co ją jeszcze bardziej przygnębiło. Zaraz po wejściu spostrzegła, że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Czy to dobry, czy zły znak?

– Dzień dobry, panie Zikos – powitała go drżącym głosem.

– Możesz mnie nadal nazywać Bastienem.

Bastien obserwował jej napięte rysy, zdziwiony, że tak świetnie wygląda w zwykłej czarnej spódnicy nieokreślonej długości i rozciągniętym swetrze. Nie obcięła bujnych loków, które przykuły jego uwagę, kiedy ją pierwszy raz zobaczył. Intensywnie błękitne oczy kontrastowały z porcelanową cerą.

Lilah usiłowała rozluźnić mięśnie twarzy, żeby ukryć, jak piorunujące wrażenie na niej robi. W końcu musiała mu spojrzeć w oczy, choć swobodnie mogłaby zatrzymać wzrok na niebieskim krawacie z jedwabiu. Mierzył ponad metr dziewięćdziesiąt i przewyższał ją wzrostem o ponad trzydzieści centymetrów. Lecz oczy same podążyły ku jego twarzy. Skrycie przyznała rację Julie. Wyglądał jak supermodel z pięknie rzeźbionymi kośćmi policzkowymi, klasycznym, prostym nosem, mocną linią szczęki i pełnymi, kuszącymi wargami. Poczuła, że płoną jej policzki. Okropnie ją krępowało, że niewątpliwie to zauważył. Był niezwykle spostrzegawczy. Nigdy nic nie umknęło jego uwadze.

– Usiądź, Delilah – poprosił, wskazując fotel przy stoliku do kawy w rogu obszernego pokoju.

– Lilah – sprostowała nie po raz pierwszy, ponieważ skojarzenia z biblijną Dalilą[1] przez całą szkołę podstawową i średnią narażały ją na drwiny.

– Wolę twoje pełne imię – zamruczał z satysfakcją, jak kot, który dostał śmietankę.

Lilah sztywno opadła na krzesło. Nie potrafiła oderwać wzroku od ciemnobrązowych oczu w oprawie gęstych, długich rzęs, najwspanialszych, jakie w życiu widziała. Gdy Maggie, sprzątaczka i pomocnica, wniosła tacę z kawą i herbatnikami, skorzystała z okazji, by skoczyć na równe nogi i odebrać ją od niej. Maggie przekroczyła wiek emerytalny i dźwiganie ciężarów przychodziło jej z coraz większym trudem.

– Dziękuję, ale dałabym sobie radę – usiłowała ją uspokoić.

Lilah postawiła na stole reprezentacyjną porcelanę, którą sekretarka jej ojca trzymała dla najważniejszych gości. Po wyjściu Maggie bez zastanowienia posłodziła Bastienowi kawę. Odebrał ją od niej, spróbował i stwierdziwszy, że trafiła w jego gust, obdarzył ją zniewalającym, niemal chłopięcym uśmiechem, od którego topniało jej serce. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana.

– Dlaczego mnie wezwałeś? – spytała, gdy odzyskała głos.

– Nie wiesz? Co za skromność… zważywszy, że właśnie zostałaś bardzo wpływową osobą. Dalszy los Moore Components spoczywa od dziś wyłącznie w twoich rękach.

Lilah osłupiała.

– Jakim cudem?

ROZDZIAŁ DRUGI

Bastien obserwował Delilah z satysfakcją w głęboko osadzonych, ciemnych oczach. Długo czekał na tę chwilę. Cieszyła go bardziej, niż przewidywał.

– Przedstawię ci trzy możliwości. Od tego, którą wybierzesz, zależy dalszy los Moore Components.

Lilah gwałtownie odstawiła filiżankę na stolik.

– Nadal nic nie rozumiem. Dlaczego?

– Nie jesteś aż tak naiwna, żeby nie wiedzieć, że cię pragnę.

Lilah nie wierzyła własnym uszom. Myślała, że po ponad dwóch latach zapomniał nie tylko jej twarz, ale nawet imię.

– Nadal? – wykrztusiła z bezgranicznym zdumieniem.

Policzki Bastiena lekko poczerwieniały, zanim potwierdził lakonicznie, lecz stanowczo:

– Tak.

Lecz Lilah ciągle nie pojmowała, jak to możliwe, że jeszcze ją pamięta po całej kolekcji znanych piękności, które przez ten czas dotrzymywały mu towarzystwa. Nie należała do ich grona, choć nie mogła narzekać na brak powodzenia, przynajmniej z pozoru. Mężczyźni zwracali na nią uwagę, ale gdy dawała do zrozumienia, że natychmiast nie wskoczy im do łóżka, większość z nich szybko traciła zainteresowanie. Nawet nie próbowali jej bliżej poznać. Widocznie wychodzili z założenia, że jest dewotką albo że czeka z oddaniem dziewictwa na pierścionek zaręczynowy i przysięgę dozgonnej miłości.

Usiadła z powrotem, wciąż zaszokowana deklaracją Bastiena. Jak mógł nadal uważać ją za atrakcyjną po tylu miłosnych przygodach? Czyżby jej opór podsycił w nim pożądanie? Czy możliwe, żeby ktoś tak bystry myślał jak pierwotny łowca?

– Nie zamierzam cię tu trzymać cały ranek – wyrwał ją z zamyślenia głos Bastiena. – Przedstawię ci wszystkie trzy propozycje. Opcja pierwsza: jeżeli mnie odtrącisz, sprzedam maszyny, a potem grunt deweloperowi. Już otrzymałem korzystną ofertę. Sporo na niej zyskam.

Lilah spuściła głowę, przerażona sugestią zburzenia fabryki. Jej zamknięcie już zachwiało gospodarką małego miasteczka. Nawet sklepy i instytucje kultury ucierpiały wskutek zubożenia mieszkańców. Ludzie daremnie szukali zajęcia. Wielu wystawiło domy na sprzedaż z braku możliwości spłaty kredytów hipotecznych. Znała skutki kryzysu. Robiła, co w jej mocy, żeby pomóc byłym pracownikom ojca. Wykorzystując doświadczenie zdobyte w dziale kadr, udzielała im wskazówek, doradzała, jak zdobyć nowy zawód.

– Opcja druga: jeżeli spędzisz ze mną jedną noc, wznowię produkcję na rok. To nieopłacalny i kosztowny scenariusz, ponieważ zakład wymaga inwestycji, by sprostać konkurencji i zdobyć kontrakty. Ale jeżeli nic więcej nie mogę od ciebie uzyskać, jestem gotów zainwestować.

Lilah zrobiła wielkie oczy:

– Wykorzystujesz sytuację w Moore Components jako środek do zdobycia mojego ciała? – wykrztusiła z niedowierzaniem. – Chyba oszalałeś!

– Powinnaś być mi wdzięczna. Gdybym cię nie pożądał, nic bym nie zaproponował. Nie zadałbym sobie nawet trudu, żeby tu przylecieć. Sprzedałbym ziemię i koniec – poinformował lodowatym tonem.

Lilah osłupiała.

– Niemożliwe, żebyś aż tak bardzo mnie pragnął – zaprotestowała, gdy odzyskała mowę. – Przecież to czyste szaleństwo.

– Widocznie naprawdę zwariowałem – potwierdził ze stoickim spokojem, mierząc ją wzrokiem od różowych, pełnych warg, poprzez drobne piersi pod swetrem, po smukłe biodra, kształtne kolana i kostki. – Masz fantastyczne nogi – orzekł po dość długiej obserwacji.

Dwa lata wcześniej znajomość z Delilah Moore kosztowała go wiele nieprzespanych nocy. Cierpiał męki niezaspokojonego pożądania. Nawet zimne prysznice nie pomagały. Przysiągł sobie, że więcej na coś takiego nie pozwoli. Zrobi wszystko, żeby ją zdobyć – ale na własnych warunkach.

Drugi wariant byłby przypuszczalnie najkorzystniejszy dla niego, nie materialnie, ale ze względów osobistych. Przewidywał, że kiedy zaciągnie ją do łóżka, straci zainteresowanie, tak jak poprzednimi partnerkami. Jednak choć uważał, że jedna noc w zupełności mu wystarczy, niechętnie narzucał sobie takie ograniczenie.

Lilah obciągnęła spódnicę. Cała płonęła. Zmysłowe spojrzenie Bastiena działało jak pieszczota. Atmosfera w gabinecie aż pulsowała erotycznym napięciem. Już przed dwoma laty ciągnęło ją do niego jak ćmę do płomienia. Teraz też desperacko walczyła z pokusą.

– Nie wierzę, że mówisz serio – zaprotestowała. – Niemożliwe, żeby człowiek o tak wysokiej pozycji tak bardzo pożądał takiej osoby jak ja, żeby proponować tego rodzaju układ.

– Co ty możesz o tym wiedzieć? Jeszcze nie znasz trzeciej opcji.

Oburzona jego uporem, Lilah ponownie wstała.

– Odmawiam wysłuchiwania takich bzdur! – wykrzyknęła.

– W takim razie dzisiaj sprzedaję zakład – oświadczył stanowczo, gdy ruszyła ku drzwiom. – Twój wybór. Masz szczęście, że w ogóle cokolwiek proponuję.

– Ładne mi szczęście! – wrzasnęła, upokorzona sugestią, że robi jej łaskę.

Jednak z drugiej strony wyglądało na to, że Bastien jest gotów wiele dać, żeby zaciągnąć ją do łóżka. Czy powinna uznać jego szczególne zainteresowanie jej osobą za komplement? Czemu jego propozycje tak bardzo ją oburzały i raniły?

– Przy moim poparciu możesz machnąć czarodziejską różdżką i zostać bohaterką. Zrobię niemal wszystko, czego sobie zażyczysz, łącznie z zatrudnieniem twojego ojca na stanowisku konsultanta i menedżera.

Lilah przystanęła w pół kroku. Zamarła w bezruchu, gdy zobaczyła oczami wyobraźni zrozpaczonego ojca. Przywróciłaby mu godność i dawną energię, gdyby umożliwiła mu zarabianie na życie i utrzymywanie rodziny.

– A więc tylko w ten sposób można cię zatrzymać. Prawdziwa córeczka tatusia! – skomentował Bastien z nieskrywanym rozbawieniem. – Czy zechcesz mnie w końcu wysłuchać, zamiast robić dramat i wyzywać od szaleńców? Jedyny objaw mojego rzekomego szaleństwa to przemożna chęć zaciągnięcia cię do łóżka.

Lilah poczerwieniała, gdy uświadomiła sobie, że wypowiedział te słowa bez śladu zażenowania. W gruncie rzeczy nie powinno jej to dziwić przy jego doświadczeniu erotycznym.

– Dobrze. Wysłucham cię ze względu na tatę.

– To siadaj! – rozkazał takim samym szorstkim tonem, jakim ona upominała rozbrykanego psa.

Mimo przykrości, jaką jej sprawił, spełniła polecenie.

 

– Zostaniesz moją utrzymanką tak długo, jak zechcę.

– Myślałam, że ta forma seksualnego niewolnictwa przestała istnieć co najmniej sto lat temu.

– W moim świecie to norma. Zresztą jeszcze nie wiesz, co otrzymasz w zamian. – Przerwał na chwilę, gdy wyobraził ją sobie w jedwabiach, koronkach i brylantach. – Zainwestuję w fabrykę i doprowadzę ją do rozkwitu. Jako właściciel sieci spółek bez trudu załatwię kontrakty, żeby utrzymać produkcję. Poproszę twojego ojca, by ponownie zatrudnił swoich dawnych pracowników. W końcu niełatwo zastąpić wykwalifikowaną siłę roboczą. Przy moim wsparciu finansowym przywrócę Moore Components do dawnej kondycji sprzed utraty kluczowego kontraktu.

Lilah nareszcie pojęła znaczenie przenośni o czarodziejskiej różdżce. Ileż razy w minionych miesiącach marzyła o takim cudzie? Chyba po raz pierwszy doceniła możliwości Bastiena. Zdawała sobie sprawę, że potrzeba setek tysięcy funtów, by fabryka mogła funkcjonować i dawać zyski w przyszłości. Nie wątpiła, że to ryzykowne przedsięwzięcie, ale od niego zależał los wielu osób.

– Widzę, że wizja czarodziejskiej różdżki przemówiła do twojej wyobraźni – zauważył z nieskrywanym rozbawieniem. – I nic dziwnego, zważywszy na twoją skłonność do poświęceń. Nie tylko przyjęłaś całą rodzinę pod dach, ale też utrzymujesz wszystkich. Zbierasz też fundusze na bezdomne psy i głodujące dzieci.

– Skąd wiesz?

– Musiałem cię sprawdzić, zanim przyjechałem. Gdybyś wyszła za mąż albo poderwała chłopaka, nie traciłbym czasu.

– Miałam chłopaka!

– Niezbyt długo. Porzucił cię, kiedy twój ojciec zbankrutował.

Lilah omal go nie sklęła, ale uznała, że nie warto bronić kogoś tak bezwartościowego jak Steve. Jak na ironię Bastien trafił w sedno. Steve zaczął chodzić z Lilah, gdy Moore Components rozkwitało. Usiłował namówić ojca, żeby przyjął go do spółki. Najgorsze, że Bastien najwyraźniej znał przyczynę jego nagłego odwrotu. Uniosła wysoko głowę, żeby ukryć, jak ciężko przeżywa upokorzenie.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że na serio przedstawiłeś mi tak niemoralne propozycje.

– Nie jestem bardzo moralny – oświadczył bez żenady. – Dążę wprost do celu i zawsze dostaję to, czego chcę. A chcę ciebie. Powinnaś się czuć wyróżniona.

– Ty nikogo nie wyróżniasz. Traktujesz kobiety jak towar, jak zabawki. To obrzydliwe i wulgarne.

– Będę dla ciebie dobry.

– Nic z tego. Tata nie przehandluje mnie za żadne pieniądze czy nawet najbardziej eksponowane stanowisko!

– Nie musi znać szczegółów. Oficjalnie oferuję ci pracę marzeń z licznymi podróżami służbowymi i wysokim funduszem reprezentacyjnym.

Lilah przeszedł dreszcz obrzydzenia.

– Widzę, że wszystko przemyślałeś – wytknęła oskarżycielskim tonem.

– Owszem, a tobie daję czas na zastanowienie do jutra rana.

– Nad czym tu myśleć? Nie złożyłeś mi ani jednej sensownej, przyzwoitej propozycji.

– Jeżeli nie otrzymam odpowiedzi do jutra, sprzedaję zakład – ostrzegł lodowatym tonem.

Lilah bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści. Nie pierwszy raz miała ochotę wybić mu zęby. Bastien wydał pomruk zniecierpliwienia. Następnie wziął głęboki oddech.

– Nie musimy się kłócić, Delilah – powiedział pojednawczo. – Możemy spokojnie przedyskutować wszystko przy kolacji.

– Wykluczone! – odparła, chwytając za klamkę. – Jestem już umówiona na dzisiejszy wieczór.

– Z kim?

– Nie twoja sprawa. Zostałeś właścicielem Moore Components, ale nie moim.

– Nie byłbym tego taki pewien – odrzekł, otwierając dla niej drzwi.

Roztrzęsiona Lilah zbiegła po schodach wprost do toalety, żeby ochłonąć, zanim stanie twarzą w twarz z zaciekawioną Julie. Umyła spocone ręce pod kranem i wzięła głęboki oddech dla uspokojenia wzburzonych nerwów.

Niestety Bastien trafił w jej najsłabszy punkt, dając nadzieję na uratowanie najbliższych od nędzy. Gdyby dawni pracownicy ojca dostali z powrotem angaże, praca w zmodernizowanym przez Bastiena, przynoszącym dochody zakładzie zapewniłaby im stabilizację. Perspektywa zatrudnienia uszczęśliwiłaby wszystkich.

Ale Bastien Zikos żądał od niej nieprawdopodobnie wysokiej ceny za dokonanie tego cudu. Wciąż wrzała gniewem. Jak mógł ją tak upokorzyć? Nie krył, że traktuje ją jak przedmiot, jak zabawkę na jedną lub kilka nocy, póki mu się nie znudzi.

Rozbolała ją głowa. Pulsowanie w skroniach uniemożliwiało logiczne myślenie, podobnie jak za pierwszym razem, kiedy roztoczył przed nią swój urok osobisty. Nie pozostał po nim żaden ślad, ale doskonale pamiętała, jak ją zauroczył, kiedy przed dwoma laty zaprosił ją na kawę w domu aukcyjnym.

Po wymianie podstawowych informacji wyciągnął wizytówkę, żeby pokazać, że wybrał na logo swojej spółki wizerunek konika morskiego. Świadomość jego więzi emocjonalnej z licytowanym wisiorkiem przełamała pierwsze lody. Spostrzegłszy złotego rolexa na ręce i doskonały krój garnituru, Lilah doszła do wniosku, że przy tak ewidentnych dowodach bogactwa nie istnieje szansa, żeby go przelicytowała.

Gdy dokuczała mu, że sypie zbyt dużo cukru do kawy, posłał jej szelmowski uśmiech, który przyspieszył rytm jej serca. O tak, pociągał ją nieodparcie od pierwszego wejrzenia. Chłonęła zachłannie każde jego słowo.

– Nie wyjaśniłaś jeszcze jednej kwestii – zagadnął w pewnym momencie. – Skoro tak cenisz sobie ten wisiorek, dlaczego został wystawiony na sprzedaż?

Lilah w skrócie nakreśliła mu swoją sytuację rodzinną. Wytłumaczyła, że ojciec ofiarował macosze całą biżuterię po zmarłej żonie.

– A teraz Vickie robi porządki w szafach i wyprzedaje to, czego nie nosi. Żeby nie sprawić jej przykrości, postanowiłam odkupić go w sekrecie – dodała na zakończenie.

– O co nie poprosisz, tego nie dostaniesz – skomentował z przekąsem. – Ale nie narzekam. Twój takt przyniósł mi korzyść. Gdyby nie trafił na aukcję, nigdy bym go nie odnalazł. Od lat próbowałem go wytropić.

– Pamiętasz, jak mama go nosiła?

– Nie. Pamiętam, jak tata jej go podarował – sprostował bezbarwnym głosem. – Miałem wtedy około czterech lat i wierzyłem, że stanowimy idealną rodzinę – dodał nieoczekiwanie z goryczą.

– To nic złego – zapewniła z szerokim uśmiechem, gdy wyobraziła go sobie jako ślicznego chłopczyka z wielkimi, ciemnymi oczami i burzą czarnych włosów.

– Niezależnie od wyniku jutrzejszej aukcji obiecaj, że zjesz ze mną jutro kolację – poprosił.

– Mimo wszystko będę próbowała wygrać – ostrzegła.

– Mogę sobie pozwolić na przelicytowanie większości osób. Przyjdziesz do mnie wieczorem do hotelu? – naciskał niezmordowanie.

Oczywiście przyjęła zaproszenie. Bastien nie skojarzył jej z Moore Components. Ku jej zaskoczeniu po przegranej na aukcji spotkała go w biurze ojca, który zaprosił ich na kolację do swojego domu. Gdy zadzwonił telefon, Robert Moore poprosił ją, żeby odprowadziła gościa do samochodu.

– Jeżeli oczekujesz gratulacji z powodu wygranej, czeka cię rozczarowanie – ostrzegła, schodząc z nim po schodach. – Sporo przepłaciłeś za ten wisiorek.

– I to mówi osoba, która podbiła cenę do tak zawrotnej kwoty! – wytknął ze śmiechem.

– Musiałam przynajmniej spróbować go odzyskać. Po co odwiedziłeś mojego ojca? – spytała, gdy dotarli na parking.

– Jestem zainteresowany zakupem fabryki, ale poprosił mnie o trochę czasu na przemyślenie oferty. Ponieważ tam pracujesz, niewykluczone, że pozyskałbym też ciebie – wyszeptał jej do ucha tak zmysłowym głosem, że oblała ją fala gorąca.

Zaniepokojona własną reakcją, Lilah zesztywniała.

– Nie sądzę. Zresztą podejrzewam, że tata nie zechce sprzedać zakładu, nie teraz, kiedy płynie na fali powodzenia.

– To najlepszy okres do sprzedaży.

Bastien powoli zmierzył ją taksującym spojrzeniem. Lilah zrobiła wielkie oczy na widok podjeżdżającej limuzyny. Uświadomiła sobie w pełni różnicę statusu finansowego. Postanowiła, że jak tylko znajdzie czas, poszuka o nim informacji w internecie.

– Szkoda, że twój ojciec zaprosił nas na kolację – westchnął Bastien. – Wolałbym mieć cię tylko dla siebie u mnie w hotelu.

Jego wyznanie zaniepokoiło Lilah. Z początku pochlebiało jej jego zainteresowanie, ale wyglądało na to, że oczekiwał, że spędzi z nim noc, co jej nie odpowiadało.