Marzenie Sycylijczyka

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

– A to niby dlaczego? – w Jemimie odezwał się duch walki.

– Bo mam panią w garści – poinformował ją spokojnie Luciano. – Mam nagrania z kamery, na których widać, jak kradnie pani karty kredytowe i ich używa. Gdybym przekazał je policji…

– Grozi mi pan! – wykrzyknęła oburzona Jemima.

Kradzione karty kredytowe? Czy on mówi poważnie? Czy to możliwe, by Julie upadła aż tak nisko? Chociaż kiedyś sama Jemima spytała, jakim cudem stać ją na takie wystawne życie, jakie prowadziła, ale Julie nie odpowiedziała, jakby to pytanie było ze strony Jemimy szczytem wścibstwa.

– Mój klient wcale pani nie grozi – wtrącił Charles Bennett. – Po prostu informuje o tym, że jest w posiadaniu dowodów złodziejstwa.

Jemima pobladła. Nie miała śmiałości spojrzeć ponownie na Luciana. Wielkie nieba, mogłaby zostać aresztowana! Rozdzielona z Nickym!

– Zgadza się pani na przeprowadzenie testu?

– Tak – odparła drżącym głosem.

– Mam nadzieję, że wszystko uda nam się załatwić w cywilizowany sposób.

Miała ochotę wymierzyć mu policzek. To stwierdzenie, świadczące o jego pewności siebie, żeby nie powiedzieć arogancji, zirytowało ją. Spojrzała na niego ponownie, ale okazało się, że to był błąd. Hipnotyczne spojrzenie ciemnych oczu uzmysłowiło jej, jaka drzemie w nim siła. Był człowiekiem, który nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć cel. Był niebezpieczny. Dostrzegła to w wyrazie jego twarzy, w krótkim spojrzeniu, które jej posłał, a które podziałało na nią jak impuls elektryczny. Najwyraźniej ukrywał swoją prawdziwą naturę pod maską uprzejmości.

– Też mam taką nadzieję – usłyszała własny głos, który, o dziwo, zabrzmiał zupełnie spokojnie, pomimo przerażenia, jakie ogarnęło ją sekundę wcześniej.

– Można się ze mną dogadać, ale nie zamierzam robić niczego, co byłoby sprzeczne z prawem. Chcę, żeby miała pani tego świadomość.

– Oczywiście – potwierdziła, choć wcale nie czuła się przekonana.

Luciano nie chciał mieć zatargów z prawem. Rozumiała to. Ale w jakiej sytuacji stawiało to ją samą? Julie popełniła swoje przestępstwa, występując pod jej imieniem, i jedynym sposobem oczyszczenia się było ujawnienie tożsamości Julie. A to oznaczało rozstanie z Nickym. Jak mogła do tego dopuścić? Pozostawało jej udawać Julie tak długo, jak się da, a kiedy zostanie skonfrontowana z policją, przyzna się do wszystkiego.

Luciano przyglądał jej się z uwagą. Instynktownie zawiesił spojrzenie na pełnych ustach i porcelanowej bieli dekoltu i górnej części piersi. Był mężczyzną, więc takie zachowanie było zupełnie naturalne, zirytowało go jednak napięcie, jakie poczuł w lędźwiach. Odwrócił wzrok.

– Technik zadzwoni do pani dziś po południu – oznajmił szorstko.

– Nie traci pan czasu.

Luciano spojrzał na nią spod zmrużonych powiek.

– Pani straciła go już wystarczająco dużo.

Jemima zacisnęła zęby. Spojrzała na jego towarzysza, który najwyraźniej czuł się bardzo nieswojo. Luciano Vitale uważał ją za kogoś gorszego od siebie i wcale tego nie ukrywał. Za wszelką cenę musi mu stawić czoło. Nie wolno jej okazać słabości, ponieważ z całą pewnością wykorzystałby tę słabość przeciwko niej.

Wizyta Luciana była dla Jemimy szokiem. Miała nadzieję spędzić z chłopcem wakacje, zanim wróci do pracy. Teraz jednak okazało się, że może stracić prawo do opieki nad dzieckiem z dnia na dzień.

Bawiła się z Nickym na podłodze, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka.

To była technik, która miała pobrać próbkę od małego. Poprosiła Jemimę o podpisanie stosownego dokumentu i przytrzymanie chłopca. Cała procedura trwała zaledwie kilka sekund. Kobieta spakowała swoje rzeczy i wyszła. Jemima odetchnęła z ulgą. Bała się, że jej także każą oddać materiał do zbadania. Na szczęście obyło się bez tego.

Kiedy u drzwi rozległ się kolejny dzwonek, przewróciła oczami i z ciężkim westchnieniem poszła je otworzyć.

Kiedy ujrzała Stevena, swojego byłego chłopaka, z trudem powstrzymała się przed okazaniem niezadowolenia. Steven aktywnie działał w kościele rodziców, organizował tam spotkania dla młodych ludzi i jej rodzice bardzo go lubili. Choć nie byli już ze sobą, nadal utrzymywali kontakt.

– Mogę wejść? – spytał, całując ją na powitanie. Rozmawiali chwilę o tym i o owym i Jemima miała nadzieję, że wkrótce sobie pójdzie.

– Nicky jeszcze nie śpi – ostrzegła go.

– Jak on się miewa?

– Cóż, pojawił się jego ojciec – wyznała mu, choć nie miała takiego zamiaru. Wiedziała, że Steven nie pochwalał tego, że postanowiła zająć się synem zmarłej siostry, dlatego starała się z nim na ten temat nie rozmawiać.

Steven rozsiadł się wygodnie w fotelu. Był doskonale prosperującym stomatologiem i wszyscy go lubili. Ona sama nie należała jednak do grona jego wielbicielek. Kiedyś sądziła, że go kocha i że za niego wyjdzie, ale odkąd pojawiła się w ich życiu Julie, wszystko się zmieniło.

„Rzeczywiście jest przystojny i całkiem zabawny, ale to twój chłopak. Nie zamierzam go podrywać” – oznajmiła jej.

Steven jednak nie potrafił ukryć swojego zauroczenia jej siostrą. Kiedy Jemima zdała sobie z tego sprawę, zwróciła mu wolność. Naturalnie Steven i Julia wcale do siebie nie pasowali i nic z tego nie wyszło. Mieli krótki romans i na tym się skończyło. Jemima nie winiła go za to. Jakże mógłby się oprzeć jej pełnej życia, atrakcyjnej siostrze? To, co ją wyprowadzało z równowagi, to fakt, że Steven sądził, że teraz, kiedy nie ma już Julie, może z powrotem wkraść się w jej łaski.

– Ojciec Nicky’ego? – upewnił się Steven.

Jemima opowiedziała mu o wizycie Luciana, pomijając szczegóły dotyczące tego, co zrobiła jej siostra. Nie chciała, by Steven zyskał kolejną możliwość pastwienia się nad zmarłą.

– To najlepsza wiadomość, jaką usłyszałem od miesięcy! – wykrzyknął, a jego błękitne oczy rozjaśniły się. – Doceniam twoje przywiązanie do tego dziecka, ale trzymanie go w tej sytuacji chyba nie ma większego sensu.

– Czasami uczucia nie mają nic wspólnego z racjonalnością – zauważyła cicho.

– Jemimo, wiesz, co do ciebie czuję. Przyznaję, byłem głupi i popełniłem błąd, ale wyciągnąłem z tego wnioski. Czy kiedykolwiek mi przebaczysz?

– Gdybyś rzeczywiście mnie kochał, nie pragnąłbyś Julie.

– My mężczyźni widzimy to inaczej. Jesteśmy znacznie bardziej prymitywni w swoich odruchach.

Jemima zacisnęła usta, starając się nie przewrócić oczami. Czasami Steven irytował ją ponad wszelką miarę.

– Jakoś to przeżyłam. Wciąż cię lubię, ale obawiam się, że nic ponadto.

– Opowiedz mi o tym człowieku – dyplomatycznie zmienił temat.

– Widziałam go tylko raz, nic o nim nie wiem…

Steven wyszukał na swoim tablecie Luciana Vitalego i zaczął o nim czytać.

Luciano był jedynym synem cieszącego się wyjątkowo złą sławą mafijnego dona. Był nieprzyzwoicie bogaty, co zupełnie jej nie zaskoczyło. Natomiast to, czego dowiedziała się później, było dla niej niespodzianką. W wieku dwudziestu lat ożenił się ze znaną włoską aktorką, z którą miał córkę. Obie zginęły w katastrofie helikoptera trzy lata temu. Ta informacja wstrząsnęła nią.

– A więc to dlatego chciał mieć dziecko! Możesz być pewna, że tak zdeterminowany człowiek na pewno będzie dobrym ojcem.

– Ale nie ma żony. Prowadzi interesy, ile więc czasu będzie mógł poświęcić dziecku? Poza tym Nicky nie jest dziewczynką jak jego zmarła córka. Ma własne prawa…

Jemima wpatrywała się w fotografię pięknej blondynki, Gigi Nocelli, byłej żony Luciana. Pasowali do siebie. Oboje byli piękni i tworzyli wspaniałą parę. Kim była, żeby stawać na drodze jego szczęściu? Jak mogła sprzeciwiać się temu, by zabrał Nicky’ego, skoro wiedziała, ile błędów popełniła jej siostra?

– Vitale powinien dowiedzieć się o tym, co Julie zrobiła tobie i twojej rodzinie. Być może, gdyby ją poznał, Julie nigdy by się tu nie pojawiła i nie stała się przyczyną tylu nieszczęść.

– To bardzo względne, Steven – oznajmiła szorstko i wstała, w nadziei, że przyspieszy tym samym jego wyjście.

– Przemyśl to sobie dobrze, Jem. Nicky nie jest twoim synem i nie powinnaś się zachowywać tak, jakby było inaczej. Jeśli przekażesz go jego ojcu…

– Jak jakąś paczkę?

– Jego miejsce jest przy ojcu. Przez niego nie możemy znów być razem!

– To ty tak uważasz…

– Wiesz, co o tym wszystkim myślę. Dlaczego próbujesz zrobić dla niego więcej niż jego własna matka? Bądźmy szczerzy, Julie nie była dobrą matką, nie wspominając już o tym…

– Przestań natychmiast! – Jemima energicznie otworzyła drzwi. – Powiem rodzicom, że byłeś, kiedy do nich zadzwonię.

Zamknęła drzwi i odetchnęła z ulgą. Zabrała Nicky’ego do kąpieli. Patrzyła na ciemną, kędzierzawą główkę i łzy napłynęły jej do oczu. Nie był jej dzieckiem i nic na świecie nie było w stanie tego zmienić. Luciano stracił córkę. Zapewne bardzo ją kochał, dlatego zapragnął mieć drugie dziecko. Owinęła malca w ręcznik i mocno przytuliła.

Lucianowi zajęło osiem miesięcy znalezienie chłopca. Pragnął go. Nie powinna być taka samolubna. Fakt, że zdecydował się na taki rodzaj zapłodnienia, nie powinien jej do niego zniechęcać. Jemima miała w tym względzie dość tradycyjne poglądy, ale nie mogła pozwolić, żeby to zaważyło na jej postępowaniu. Zaakceptowała przecież Julie i przyjęła do siebie jej dziecko, dlaczego więc nie miałaby być wyrozumiała w stosunku do jego ojca?

Po dwóch dniach przyszły wyniki badania DNA, które jednoznacznie potwierdzały, że Nicky jest synem Luciana.

Ledwo zdążyła zapoznać się z treścią orzeczenia, kiedy usłyszała dzwonek telefonu.

– Luciano Vitale. Chciałbym dziś wieczorem zobaczyć mojego syna.

 

Upomniała się w duchu, że nie czas na uprzedzenia, i głęboko nabrała powietrza w płuca.

– Naturalnie, panie Vitale. Która godzina panu odpowiada?

Po krótkich negocjacjach doszli do porozumienia. Proponowana przez Luciana godzina była zbyt późna. Jemima wiedziała, że Nicky byłby o tej porze zmęczony i kapryśny. Zależało jej, żeby to pierwsze spotkanie wypadło dobrze. Wysprzątała cały dom, ale Nicky właśnie ząbkował i przez cały dzień popłakiwał. Nie udało jej się uśpić go w dzień. W dodatku cały czas miała na głowie Ellie, która odkąd usłyszała o wizycie Luciana, była tak podniecona, jakby Jemimę miała odwiedzić jakaś gwiazda rocka.

– Jesteś pewna, że nie mogę przyjść? Tak bym chciała zobaczyć go na żywo!

– Ellie, to nie jest dobry moment. Ma prawo do odrobiny prywatności.

– Nie ma prawa, skoro Bóg obdarzył go takim wyglądem!

– Na fotografiach rzeczywiście nieźle się prezentuje, ale, uwierz mi, to nie jest typ ciepłego, przyjaznego faceta – ostrzegła Jemima.

– Dlaczego miałby być miły? Uważa, że jesteś Julie i że go oszukałaś. Kiedy zamierzasz wyznać mu prawdę?

– W stosownym momencie. Na pewno nie dzisiaj. Dziś będzie myślał jedynie o tym, żeby zabrać Nicky’ego i wynieść się stąd jak najprędzej.

– Tak czy tak, ma wobec ciebie dług – przyznała lojalnie Ellie. – Zajmujesz się jego synem niemal od urodzenia. Wyobrażam sobie, jak twoi rodzice będą za nim tęsknili.

Serce Jemimy ścisnęło się z bólu. Musiała stawić czoło faktom, a fakty były takie, że Nicky zniknie z jej życia równie nagle, jak się w nim pojawił. Nic nie mogła na to poradzić. Luciano był jego ojcem, a ona zaledwie ciotką.

Ubrała małego w niebieski kombinezon, w którym pięknie się prezentował, ale nastrój wciąż miał nie najlepszy. W jednej chwili się śmiał, po czym za kilka minut zalewał łzami.

Kiedy usłyszała, że przyjechały samochody, wyjrzała przez okno. Ujrzała całą kawalkadę składającą się głównie z czarnych mercedesów. Wysiadło kilku mężczyzn, z małymi słuchawkami w uszach. Wszyscy mieli na sobie ciemne garnitury i okulary. W końcu jeden z nich otworzył drzwi limuzyny i wysiadł Luciano. Tym razem był ubrany w spłowiałe dżinsy i czarny sweter, w których prezentował się równie wspaniale, jak w garniturze.

Na jego widok zaschło jej w ustach. Wytarła nagle zawilgotniałe dłonie o spodnie, żałując, że nie prezentuje się tak doskonale jak on. Już miała się wycofać od okna, kiedy jej spojrzenie przykuła szczupła blondynka, która wysiadła za nim z limuzyny. Luciano odwrócił się i coś do niej powiedział, po czym kobieta ponownie wsiadła do samochodu. Najwyraźniej polecił jej, by została. Kim była? Jego dziewczyną?

To nie była jej sprawa. Podeszła do drzwi, żeby je otworzyć. Nabrała głęboko powietrza, szykując się na to, co miało nastąpić.

– Pan Vitale…

– Jemima – powitał ją sucho, wchodząc do mieszkania. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć i nie było na niej cienia uśmiechu.

– Nicky jest w salonie. – Uchyliła drzwi, ukazując chłopca siedzącego na dywanie pośród ulubionych zabawek.

– Ma na imię Niccolo – poprawił ją Vitale. – Nie lubię zdrobnień. Chciałbym zostać z moim synem sam.

Spojrzała na niego zdumiona, ale on nie patrzył na nią. Całą uwagę skupił na chłopcu. Patrzył na niego z taką intensywnością, że niemal dało się to odczuć. Jemima nie mogła oderwać od nich wzroku. Ku swojej uldze dostrzegła, że rysy Luciana złagodniały, a na ustach pojawiło się coś na kształt uśmiechu.

– Dziękuję, panno Barber – powiedział, wchodząc do pokoju i zamykając za sobą drzwi.

Z westchnieniem Jemima usiadła na krzesełku obok telefonu. To oczywiste, że chciał zostać z synem sam na sam. Kim była kobieta, która z nim przyjechała? Czy mieszkali razem? Może nie mogła mieć dzieci i dlatego szukał zastępczej matki? A zresztą, jakie to miało dla niej znaczenie? No cóż, miało. Chodziło o przyszłość Nicky’ego, na której przecież bardzo jej zależało. Niestety nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia.

Kiedy usłyszała dochodzący z salonu płacz, podniosła się. Nicky najwyraźniej zdenerwował się obecnością obcej osoby. Usłyszała cichy głos Luciana, który próbował uspokoić malca. Niestety Nicky rozpłakał się jeszcze głośniej. Nie poruszyła się, ale zacisnęła dłonie w pięści, ze wszystkich sił powstrzymując się przed wkroczeniem do salonu. Płacz Nicky’ego wyprowadzał ją z równowagi, ale wiedziała, że musi się nauczyć stać z boku.

Kiedy płacz dziecka przybrał jeszcze bardziej na sile, drzwi salonu gwałtownie się otworzyły.

– Lepiej będzie, jak tu przyjdziesz… Przestraszył się.

Jemimy nie trzeba było zapraszać. Przeszła obok niego i podeszła do dziecka, które natychmiast wyciągnęło do niej ręce. Przytuliła chłopca do siebie, a on od razu przylgnął do niej jak koala i ukrył głowę w zagłębieniu jej szyi.

Luciano z niedowierzaniem przyglądał się temu, czego był świadkiem. Niccolo przytulił się do Jemimy, jakby była kołem ratunkowym, nie chcąc nawet spojrzeć na nieznajomego, który usiłował się z nim zaprzyjaźnić. Jemima powoli uspokoiła dziecko, a on patrząc na to, stwierdził dwa fakty, które wcale mu się nie spodobały. Po pierwsze jego syn był znacznie bardziej przywiązany do swojej matki, niż początkowo sądził, i to ona właśnie zapewniała mu poczucie bezpieczeństwa. Wcale się tego nie spodziewał i wcale mu się to nie podobało. Co więcej, kiedy jego wzrok powędrował w kierunku opiętych ciasnymi dżinsami pośladków Jemimy, poczuł podniecenie. Zaklął w duchu i przerzucił spojrzenie na kędzierzawą główkę syna. Zdziwiło go to, gdyż generalnie wolał kobiety o obfitszych kształtach, ale najwyraźniej w jej wypadku było inaczej.

– Właśnie wyrzynają mu się zęby, dlatego jest kapryśny – poinformowała go. – Poza tym nie spał w dzień i jest zmęczony.

– Jest przerażony. Czyżby nie był przyzwyczajony do spotkań z obcymi?

– Generalnie bardziej przywykł do towarzystwa kobiet.

– Ale przecież twoi rodzice na pewno się nim zajmują, kiedy jesteś w Londynie – powiedział, przypominając jej o kłamstwie, jakie wymyśliła na jego użytek. Rzeczywiście, Julie bywała w Londynie, podczas gdy Jemima pracowała, ucząc i zarabiając na żłobek Nicky’ego.

– Tata jest na emeryturze, ale często wychodzi, więc Nicky nie przebywa z nim zbyt wiele – powiedziała, nienawidząc się za to kłamstwo. Nicky uwielbiał dziadka i w rzeczywistości spędzał z nim dużo czasu.

Chłopiec wreszcie się uspokoił. Wsunął kciuk do ust i zaczął go ssać.

– Przepraszam za to wszystko… Z czasem na pewno do ciebie przywyknie.

Luciano zacisnął usta. Nie miał czasu do stracenia.

– Czy tam w samochodzie czeka twoja dziewczyna? – spytała go znienacka, chcąc jak najszybciej zmienić temat.

Luciano zmarszczył brwi.

– Nie, to niania.

– Niania? – Jemima nie kryła przerażenia.

– Ktoś musi mi pomóc w zajmowaniu się synem – odparł sucho, zastanawiając się jednocześnie, jak rozwiązać problem matki swojego syna, którego do tej pory nie brał pod uwagę.

Cóż, na pewno nie zamierzał się z nią ożenić, jak zasugerował go Charles Bennett po otrzymaniu wyników testu DNA.

– Małżeństwo na papierze – dowodził. – Za jednym zamachem zalegalizuje pan narodziny syna, uporządkuje wszelkie kwestie dotyczące dziedziczenia i uzyska legalne prawo do zajmowania się synem. Potem może się pan rozwieść. W ten sposób może pan też zapłacić swojej byłej żonie, nie łamiąc prawa. To doskonałe rozwiązanie.

Luciano miał na ten temat odmienne zdanie. Nie ma takiej możliwości, aby jego nazwisko w jakikolwiek sposób wiązało się z kobietą pokroju Jemimy Barber.

Tymczasem Jemima wpadła w panikę. Zatrudnił nianię, a więc zamierza jak najszybciej pozbyć się jej z życia Nicky’ego. Chodziła niespokojnie po pokoju, usypiając chłopca, który prawie już zasnął. Luciano mógł zabrać jej dziecko niemal natychmiast. Zbyt dobrze jednak pamiętał, co to znaczy zostać oderwanym od matki. On sam miał wówczas zaledwie trzy lata, ale wspomnienie tego dnia do tej pory go prześladowało. To był krwawy epizod, naznaczony przemocą i gwałtem. Nie chciał robić niczego podobnego. Gardził Jemimą Barber, ale nie życzył jej śmierci. Z drugiej strony nie chciał, żeby zajmowała się jego synem.

– Nicky to bardzo wrażliwy chłopiec. Łatwo wyprowadzić go z równowagi – powiedziała ostrożnie.

– Dziwię się, że jest do ciebie taki przywiązany. Przecież przez większość czasu zajmowali się nim inni, podczas gdy ty byłaś w Londynie.

– To nieprawda – zaprotestowała. – Nicky jest do mnie bardzo przyzwyczajony…

– Co nie zmienia faktu, że nie chciałaś go zatrzymać – powiedział zimno. – Do czasu, aż otrzymasz odpowiednią sumę pieniędzy, rzecz jasna. Czy nie powinnaś lepiej przygotować go do tego rozstania?

Słysząc te słowa, zarumieniła się.

– Nie wiedziałam, że do takiego rozstania dojdzie!

– Od razu była o tym mowa. Nic nie powstrzyma mnie przed zajmowaniem się Niccolem. Nie było dnia, w którym bym o nim nie myślał – powiedział żarliwie. – Jest mój…

– Tak… – zgodziła się, odważnie patrząc mu w oczy. – Ale przejęcie go nie będzie takie proste, jak początkowo uważałam.

Luciano wzruszył ramionami.

– Przekonałaś psychiatrę, że wiedziałaś, co podpisujesz, i że potrafisz sobie z tym poradzić.

– Nie wzięłam pod uwagę tego, jak potoczą się sprawy… – szepnęła.

– Chcę odzyskać mojego syna – oznajmił twardo.

Nagle Jemimie przyszedł do głowy szalony pomysł.

– Czy ja nie mogłabym zostać jego nianią? Choćby na krótko.

Luciano popatrzył na nią z niedowierzaniem.

– Ty? Nianią? Oszalałaś?

– Tylko na czas pełnej aklimatyzacji do nowego życia. Pracuję w żłobku, więc mam odpowiednie kwalifikacje.

– Aha, a w międzyczasie dorabiasz jako kobieta do towarzystwa? – spytał z pogardą w głosie.

– Jak możesz? To okropne…

Luciano westchnął.

– Wiem o tobie wszystko. Pracowałaś w Londynie i cieszyłaś się dużym powodzeniem u starszych mężczyzn. Dopóki nie zaczęłaś ich okradać. Rozmawiałem z ludźmi z agencji, która cię zatrudniała.

Jemima otworzyła ze zdumienia usta. Pobladła, a serce zaczęło jej walić w piersi jak oszalałe. Nie chciała mu wierzyć, ale wiedziała, że dla Julie ważniejsze były pieniądze niż szacunek do samej siebie. Ale że zniżyła się aż do tego, by handlować własnym ciałem? I kraść? Najwyraźniej nie miała żadnych oporów przed sprzedaniem nie tylko własnego syna, ale także samej siebie.

– To były bardzo ekskluzywne usługi – dodał, widząc jej przerażoną minę.

– A zatem nie jestem odpowiednią osobą na nianię dla twojego syna.

– Obawiam się, że nie. Jutro moi ludzie odbiorą chłopca i zawiozą go do Londynu. Pojedzie z nimi niania. Oczywiście będę spędzał z nim tyle czasu, ile się da. Potem zabieram go na Sycylię. Wiedziałaś, że tak to się skończy, Jemimo. Dlaczego wszystko utrudniasz?

Jemima nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Julie podpisała umowę i przyjęła zapłatę. Nie było możliwości odwrotu, chyba że pójdzie ze swoją historią do prasy. Ale dokąd by ją to zawiodło? I jaki miałoby to wpływ na Nicky’ego? Mogłoby nawet dojść do tego, że opiekę nad nim przejęłoby państwo albo zostałby umieszczony w domu adopcyjnym i żadne z nich nigdy więcej by go nie zobaczyło. Nie, szukanie pomocy na zewnątrz nie było dobrym pomysłem. Fakt, że udawała swoją siostrę, na pewno zostałby użyty przeciwko niej. I to nie tylko przez władze, ale także przez samego Luciana…

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?