Randka w Nowym Jorku

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lucy Monroe
Randka w Nowym Jorku

Tłumaczenie:

Agnieszka Wąsowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kayla Jones weszła do biura Andreasa. Pora była późna i wcale nie miała ochoty na spotkanie z prezesem KJ Software. Fakt, że Andreas był jej wspólnikiem, niczego nie zmieniał.

Ostatnio bardzo dziwnie się zachowywał i często miewał zły humor. O byle co wybuchał gniewem.

Kiedy weszła, jego asystent, Bradley, zatrzymał ją gestem ręki. Kayla przystanęła, dając mu spojrzeniem znak, co myśli o spotkaniu o takiej porze.

„Wiem”, powiedział bezgłośnie, spoglądając na jej założony na lewą stronę żakiet. Powędrowała spojrzeniem za jego wzrokiem i spostrzegła, że guzik jej dżinsowej spódnicy jest rozpięty. Uśmiechnęła się z wdzięcznością, pospiesznie zapięła guzik i poprawiła żakiet. Wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi do biura Andreasa.

– Przepraszam za spóźnienie. Musiałam dopilnować testów Delfin.

Wszystkim projektom nadawała nazwy związane z morzem i Andreas już się do tego przyzwyczaił.

Urwała gwałtownie, widząc, że jej szef zamiast jak zwykle siedzieć za ogromnym szklanym biurkiem, siedzi u szczytu stołu, przy którym odbywały się ważniejsze spotkania.

Obok niego siedziała kobieta. Blondynka, ubrana w nienaganny biały garnitur, przyjrzała się Kayli krytycznie.

– To jest twoja współpracownica? – spytała z niedowierzaniem, zwracając się do Andreasa.

– Tak. – Andreas spojrzał na Kaylę z dezaprobatą. – Mówiłem ci, że to ważne spotkanie.

– Jeśli chodzi o ścisłość, powiedział mi to mój smartfon.

Kim jest ta kobieta i po co tu przyszła?

– Skoro jesteśmy już w komplecie – odezwała się kobieta – możemy chyba zacząć.

– Zacząć co? – spytała Kayla, zajmując miejsce po lewej stronie Andreasa, naprzeciw kobiety.

On jednak milczał.

Kayla przewróciła oczami, powstrzymując słowo „przepraszam”, które cisnęło jej się na usta.

Towarzyszka Andreasa znów zabrała głos, w którym dało się słyszeć nutę zniecierpliwienia.

– Jesteśmy tu po to, żeby ustalić, czy poszukiwanie przez Andreasa żony miałoby wpływ na prowadzone przez niego interesy. A jeśli tak, to jaki.

W pokoju zapadła cisza. Słychać było każdy ich oddech. Kobieta przycisnęła dłonie do szklanego blatu stołu, pozostawiając na nim smugi. Kayla miała ochotę je wytrzeć, jakby w ten sposób chciała zatrzeć najmniejszy ślad jej obecności.

Andreas nie pomagał. Na jego twarzy wciąż królowała mina pod tytułem „spóźniłaś się”, a w zielonych oczach wyraźnie widać było dezaprobatę.

– Poszukiwanie żony? – Kayli zrobiło się gorąco.

W końcu Andreas skinął lekko głową.

Była naprawdę zaskoczona. Nie zauważyła, żeby ostatnio bardziej udzielał się towarzysko czy zaniedbywał pracę. Na pewno by to dostrzegła. Przez ostatnie sześć lat bardzo pilnie go obserwowała, wyczulona na wszelkie sygnały, które mogłyby oznaczać, że kogoś poznał.

Powiedziałaby nawet, że ostatnio pracował więcej niż zwykle, pilnując, żeby projekt Delfin był realizowany zgodnie z planem.

– Takie są oczekiwania mojego ojca – odparł głosem, w którym dało się słyszeć nutkę rezygnacji.

Kayla popatrzyła na kobietę, która poinformowała ją o planach Andreasa. Kim była? I dlaczego wiedziała o rzeczach, o których ona nie miała pojęcia?

Czyżby to była swatka? To byłoby w stylu Andreasa: zatrudnić profesjonalistkę, żeby znalazła mu żonę.

Żonę, której wcale nie potrzebował.

Andreas nie narzekał na brak zainteresowania ze strony kobiet. Można powiedzieć, że miał ich na pęczki. Każda z osobna była dla niej zagrożeniem, ale na szczęście z żadną nie związał się na dłużej.

– Po to właśnie tu jestem – oznajmiła kobieta.

– Jest pani swatką? – Kayla nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.

Kobieta skinęła głową.

– Jestem właścicielką agencji Patterson Group.

Zabrzmiało to jak nazwa kancelarii prawniczej, a nie biura matrymonialnego.

– Specjalizują się w swataniu milionerów – dodał Andreas, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

On był milionerem. KJ Software było doskonale prosperującą firmą, której wartość szacowano na milion dolarów. Andreas był w posiadaniu dziewięćdziesięciu dziewięciu procent akcji, co czyniło go jednym z najbogatszych ludzi w kraju. Nieźle, zważywszy na to, że założył firmę zaledwie sześć lat temu.

Kobieta skinęła głową, a wyraz jej twarzy jasno dawał do zrozumienia, jak bardzo ceni sobie fakt, że ktoś taki jak on został jej klientem.

Kayla doskonale wiedziała, jakie znaczenie ma to dla Andreasa. Wreszcie był więcej wart niż jego ojciec, choć wciąż jeszcze zostało mu bardzo dużo do udowodnienia.

– Nie bądź taka zasadnicza – powiedział, zwracając się do Kayli. – Chodzi o to, że panna Patterson…

– Genevieve, proszę – uśmiechnęła się blond piękność.

– Genevieve…

Kayla zastanawiała się, czy ich rozmówczyni dostrzegła sposób, w jaki szczęka Andreasa lekko się zacisnęła.

– …specjalizuje się w kojarzeniu bogatych mężczyzn z kobietami, które będą dla nich idealnymi żonami.

Kayla nie próbowała nawet ukryć, co o tym myśli.

– Nie sądzę, żeby to działało w ten sposób.

Generalnie nie miała nic przeciwko instytucji swatki, ale ta kobieta? Była na to zbyt pazerna i zaborcza. Kayla znała się na ludziach i od razu ją oceniła.

Genevieve na pewno nie należała do osób, którym zależało na szczęściu i harmonii tych, których ze sobą skojarzyła.

– Moje statystyki mówią same za siebie – oznajmiła z wyższością. Jej pewność siebie i arogancja były nie do zniesienia. – Gdyby tak nie było, nie przyjęłabym tego zlecenia.

– Jestem pewna, że za pieniądze, jakie zapłaci ci Andreas, znajdziesz mu żonę, która będzie wyglądała jak modelka.

A przecież mógłby poślubić kobietę, która kochała go od sześciu lat, cierpliwie czekając, aż zwróci na nią uwagę.

– Twój pracodawca nie szuka żony na pokaz, tylko kobiety, z którą chciałby dzielić życie.

Gdyby naprawdę tak było, na pewno jego uwagę przyciągnęłaby kobieta, którą od prawie dziesięciu lat uważał za przyjaciółkę. Nieprawdaż?

Doskonale się rozumieli i dlatego wciąż byli razem. Przestali ze sobą sypiać, ponieważ Andreas przestrzegał zasady, by nie łączyć ze sobą życia zawodowego z prywatnym. Nigdy nie łączyło ich to, co można by nazwać romantycznym związkiem.

To była przyjaźń, z której oboje czerpali korzyści.

Kayla miała nadzieje, że to się zmieni i że ich znajomość nabierze bardziej intymnego charakteru.

Myliła się.

Andreas nie był zainteresowany tym, żeby ich relacje stały się bardziej osobiste. Jasno dał jej do zrozumienia, że jej umiejętności jako programistki są dla niego znacznie ważniejsze niż to, co mogła mu zaoferować jako kobieta.

Złamał jej serce.

Jak zwykle starannie ukryła swoje uczucia i spojrzała na Andreasa.

– Po co mnie tu wezwałeś? Jestem ci do czegoś potrzebna?

– Jesteś moim wspólnikiem – powiedział, jakby to wszystko tłumaczyło.

– Mam zaledwie pięć procent udziałów, co nie czyni mnie równorzędnym partnerem.

Wyraz twarzy Genevieve jasno dowodził tego, że jej zdanie na ten temat pokrywa się z opinią Kayli.

Andreas zmarszczył brwi. Nie lubił, gdy ktoś poddawał w wątpliwość słuszność jego opinii. Kayla jednak nigdy nie przepuściła okazji, aby wyrazić swoje zdanie, zwłaszcza w kwestiach zawodowych.

– Jesteś moim wspólnikiem i moje ewentualne małżeństwo zmieni sytuację w firmie, a przez to i twoją – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem.

– W jaki sposób?

Cały ten pomysł z szukaniem żony, i to za ciężkie pieniądze, bardzo ją zabolał. Choć nie chciała się do tego przed sobą przyznać, czuła się urażona.

Oczywiście Andreas nie miał o tym pojęcia, podobnie jak o tym, że kocha go od samego początku. Dlaczego więc sądził, że jego ślub będzie miał wpływ na jej życie?

– Andreas jest duszą i sercem waszej firmy. Jego małżeństwo będzie miało wpływ na jego współpracowników. – Genevieve wytłumaczyła jej tak, jakby zwracała się do małego dziecka.

– Czy to oznacza, że wystawimy nasze akcje do sprzedaży?

Gdyby tak było, Andreas stałby się milionerem. Ona sama bez wątpienia też by na tym skorzystała. Mogłaby założyć całą sieć „Kayla dla dzieci”, a nie tylko prowadzić lokalną świetlicę dla ubogich dzieci z sąsiedztwa, jak robiła to do tej pory.

– Nie. Nie chcę być od nikogo zależny.

Trochę ją to zaskoczyło. Wiedziała, że jej marzenia o założeniu „Kayla dla dzieci” w każdym z większych miast są nierealne. Andreas nie chciał przed nikim odpowiadać. Przez całe życie ojciec mówił mu, co ma robić, i teraz jej grecko-amerykański potentat nie pozwoli sobie na to, aby ktokolwiek dyktował mu warunki.

– Może powinieneś rozważyć sprzedanie firmy, tak jak mówiłeś na początku – zasugerowała Genevieve. – Miałbyś wtedy wolną rękę w wyborze żony. – Ton jej głosu jasno dowodził tego, że uważa to rozwiązanie za niezwykle sensowne. – Z takimi pieniędzmi spokojnie mógłbyś znaleźć żonę z królewskiej rodziny.

Kayla nie wierzyła własnym uszom.

– Chcesz, żeby sprzedał firmę?

Po to, by móc kupić sobie żonę?

– To jedno z rozwiązań.

Jak dotąd ona nie widziała problemu, który wymagałby rozwiązania. Andreas i tak był wystarczająco bogaty. Nie musiał sprzedawać firmy, żeby znaleźć odpowiednią żonę.

 

– Andreas nie może pracować po szesnaście godzin na dobę. To jest jeden z warunków, jaki zawarliśmy z umowie. – Wskazała palcem na tablet.

– Podpisałeś z nią umowę?!

Spojrzał na nią w sposób, który jasno mówił, co myśli o tym, żeby wtrącała się w jego sprawy.

To było szaleństwo.

– I w tej umowie jest napisane, że nie możesz pracować dłużej, niż ustalone?

– Tak.

– Ale to nie oznacza, że musisz od razu sprzedać firmę.

Wiedziała, jak ważna dla Andreasa jest jego firma. Nie mógł się jej pozbyć tylko z powodu tego, że się żenił.

Być może nie kochał Kayli i niespecjalnie zależało mu na jej losie, ale na pewno kochał swoją firmę. Jak dotąd była ona sensem jego życia. Pomysł, że mógłby chcieć się jej pozbyć, był absurdalny. Nie, gdyby naprawdę coś podobnego przyszło mu do głowy, na pewno wspomniałby coś na ten temat. Genevieve na pewno źle go zrozumiała. To Kayla była sercem KJ Software i nie ma takiej możliwości, żeby to serce przestało bić. Czy oni sobie z tego nie zdają sprawy?

– Wszystko w porządku, Kayla? – na twarzy Andreasa pojawił się wyraz troski.

Popatrzyła na niego, nie bardzo będąc w stanie udzielić odpowiedzi. Jej cały świat nagle zatrząsł się w posadach.

– Osiągnęliśmy wszystko, co mogliśmy – oznajmił, opierając się wygodnie w fotelu i składając ręce za głową. – Sebastian Hawk zaproponował mi fuzję z jego firmą.

– Fuzję czy chce cię wykupić?

Andreas zdał sobie sprawę, że Kayla nie jest tak zadowolona z jego niespodzianki, jak się spodziewał.

– Myślę, że raczej to drugie.

– Ale dlaczego?

Sebastian Hawk był właścicielem jednej z największych firm ochroniarskich i jednocześnie najstarszym ich klientem.

– Przecież ma już nasz software.

– Ale chce zostać jego właścicielem.

– Po prostu chce sprawować nad wszystkim kontrolę, jak ty.

Andreas wzruszył ramionami.

– Ma troje dzieci i chce im coś po sobie zostawić.

– A twoje dzieci?

Skoro Andreas planował założenie rodziny, na pewno rozważał też posiadanie dzieci. Często powtarzał, że jedynym powodem, dla którego kiedyś się ożeni, jest chęć posiadania rodziny.

– Rozważam wejście w długoterminowe inwestycje w przedsiębiorstwa.

– Znów oglądałeś ten swój show, prawda? – spytała, mając na myśli ulubiony reality show Andreasa.

Opowiadał o przedsiębiorcach, którzy zaczynali swoją karierę właśnie od takich inwestycji. Andreas szczycił się tym, że bezbłędnie potrafił wytypować tego, który dostawał od „rekinów” najwięcej ofert.

– To wszystko jest bardzo ciekawe – wtrąciła Genevieve – ale musimy doprowadzić to spotkanie do końca. – Spojrzała wymownie na zegarek. – Jestem dziś umówiona z jeszcze jednym klientem.

Czyżby rzeczywiście aż tak wielu bogatych facetów szukało żony?

– Ilu klientów masz w jednym czasie?

– Nie mogę tego zdradzić – odparła wyniośle.

Kayla jednak nie należała do osób, które łatwo było spławić.

– Andreas ma prawo wiedzieć, jeśli ma ci zapłacić takie niebotyczne honorarium.

– Miałam wrażenie, że zapłaciłeś mi z prywatnego konta? – Genevieve zwróciła się do Andreasa.

– Oczywiście.

– W takim razie nie rozumiem, dlaczego Kayla o to pyta. To nie jej sprawa.

– Masz rację – powiedziała Kayla, wstając. – To nie moja sprawa. Wciąż nie mogę pojąć, co ja tu w ogóle robię. Jeśli Andreas chce sprzedać firmę, to ja nie mam tu nic do gadania. I jeśli zamierza płacić ci więcej, niż niektórzy zarabiają przez cały rok, po to tylko, żebyś go umówiła z jakimiś kobietami, to też jego sprawa.

Spojrzała na Andreasa.

– Nie podoba mi się, że odrywasz mnie od pracy tylko po to, żeby mi powiedzieć coś, co równie dobrze mogłeś przekazać mejlem.

– Spodziewałaś się, że przekażę ci informację o sprzedaży firmy pisemnie? – Andreas był zszokowany.

– W ogóle się nie spodziewałam, że zamierzasz ją sprzedać. A już na pewno nie tego, że poinformujesz mnie o tym w obecności osoby trzeciej. Widzę jednak, że myliłam się odnośnie wielu rzeczy.

Twierdził, że zaprosił ją, aby poinformować o tym, że zamierza znaleźć żonę, w rzeczywistości jednak chciał przekazać jej wiadomość o tym, że sprzedaje firmę.

Odwróciła się na pięcie i wyszła z biura Andreasa. Nie po raz pierwszy w życiu poczuła się w ten sposób.

Kiedy zostawiła ją matka, nie odzywała się do ludzi przez dwa lata.

Kiedy zmarła przybrana matka i została umieszczona w domu dziecka.

I kiedy zrozumiała, że Andreasa interesują tylko jej umiejętności jako programistki, a jako kobieta w ogóle go nie pociąga.

Asystent Andreasa popatrzył na nią z niepokojem.

– Wszystko w porządku?

Potrząsnęła przecząco głową.

– Co się dzieje?

– Żeni się. – Nie zamierzała mówić, że być może firma zostanie sprzedana.

– Z nią? – Oczy Bradley’a rozszerzyły się ze zdumienia.

– Nie, to tylko swatka.

Bradley położył rękę na ramieniu Kayli.

– Przykro mi.

Bradley pracował dla Andreasa od samego początku i znał Kaylę lepiej niż ktokolwiek inny. Doskonale wiedział, że jest beznadziejnie zakochana w tym niczego niepodejrzewającym Greku.

ROZDZIAŁ DRUGI

Minęło kilka godzin. Pogrążona w pracy Kayla drgnęła, kiedy poczuła na ramieniu czyjąś rękę. Od razu wiedziała, do kogo należy.

– Jestem zajęta, Andreas.

– Nie jesteś już członkiem zespołu deweloperskiego.

– Ale jestem szefem tego działu. Muszę wybrać projekt, nad którym będziemy pracować.

– A więc jaki wybrałaś?

– Taki, który przyniesie Sebastianowi Hawkowi kolejne sto milionów. Jeśli tylko pozwolisz mi nad tym pracować.

– Jeszcze nie sprzedałem firmy.

– Ale zamierzasz to zrobić. Andreas, przestań bawić się ze mną w kotka i myszkę.

Andreas przejechał palcami po włosach, a jego twarz przybrała zatroskany wyraz.

– No dobrze, sprzedajemy firmę.

– Kiedy zamierzałeś mnie poinformować? – Miała ochotę krzyczeć, rzucić się na niego z pięściami, ale nie zrobiła tego.

Po pierwsze, on by tego nie zrozumiał. A po drugie, gdyby dała upust uczuciom, musiałaby mu zdradzić wszystko, co czuje, a na to nie mogła pozwolić.

– Po spotkaniu z panną Patterson.

– Dlaczego mnie w to wciągnąłeś?

– Chciała ci zadać kilka pytań.

– Czyżby? – Kayla z największym wysiłkiem powstrzymała się przed dodaniem czegoś więcej.

– Jesteś moją najbliższą przyjaciółką.

– A ona ma zamiar rozmawiać ze wszystkimi twoimi przyjaciółmi?

– Tak.

– Zawsze uważałeś, że nie należy łączyć życia osobistego z pracą.

– Jak dotąd udało nam się zachować naszą przyjaźń pomimo tego, że razem pracujemy.

Jak dotąd.

Czy on nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo ranią ją jego słowa? Nie, oczywiście, że nie. Andreas był mistrzem w ignorowaniu ludzkich uczuć.

– Jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi, że nawet nie zadałeś sobie trudu, by mnie poinformować o tym, że zamierzasz się ożenić. Że zatrudniłeś w tym celu swatkę. Nie omówiłeś ze mną tego, że zamierzasz sprzedać naszą firmę. Tak, naprawdę wielki z ciebie przyjaciel. – Głos Kayli ociekał sarkazmem.

– Powiedziałem ci o Genevieve. Dzisiaj.

Kayla poczuła ucisk za oczami, nieomylny znak, że nadchodzi ból głowy.

– Prawdziwy przyjaciel powiedziałby o tym wcześniej.

– Skąd to przekonanie?

– Po prostu to wiem. Wiem, co to znaczy być przyjacielem.

Andreas zmarszczył brwi.

– Sugerujesz, że ja tego nie wiem?

– To, co zrobiłeś, jasno tego dowodzi. Masz mnie głęboko gdzieś.

– Uznam, że tego nie słyszałem. Jesteś po prostu wściekła, że postanowiłem sprzedać firmę.

Jakie to wspaniałomyślne!

Potarła palcami skronie, ale ból narastał. Musiała jak najszybciej zakończyć tę dyskusję.

Andreas uśmiechnął się w sposób, który jasno dowodził tego, że wszystko układa się po jego myśli.

– Dostaniesz dużo pieniędzy. Spokojnie będziesz mogła wykupić udziały nowej firmy.

– Nie. – Już miała inne plany co do tych pieniędzy i nie zamierzała ich zmieniać.

– Stanowimy razem zgrany zespół.

– Nie! – powtórzyła stanowczo.

Po raz pierwszy Andreas sprawiał wrażenie zaskoczonego.

– Nawet nie wysłuchałaś, co mam ci do zaproponowania.

– Bo nie ma czego słuchać. Nie interesuje mnie praca w innej branży. Kocham to, co robię, jestem w tym dobra i nie zamierzam tego zmieniać.

– Masz zamiar konkurować z Hawkiem? Czy mam ci przypomnieć, że prowadzenie interesów nie jest twoją najmocniejszą stroną?

Poczuła nagłą ochotę, by wymierzyć mu policzek. Nie mogła znieść tej jego pewnej siebie miny.

– Nie zamierzam zakładać własnej firmy produkującej software. Gdyby tak było, poszukałabym wspólnika. Sebastian Hawk doskonale zdaje sobie sprawę, że beze mnie dział rozwoju nie będzie tak prężny jak do tej pory.

– Masz wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach.

– Zawsze mówiłeś, że jestem genialna w tym, co robię.

– Bo jesteś.

Nie odpowiedziała. Przeniosła wzrok na ekran komputera i poprawiła coś w napisanym uprzedni kodzie.

– Kayla.

– Daj mi spokój, Andreas.

– Genevieve chce się z tobą spotkać.

– Po co? Jeśli ma do mnie jakieś pytania, to może je przesłać mejlem.

– Sądziłem, że lepiej będzie spotkać się osobiście.

Już raz się spotkały i Kayli to w zupełności wystarczyło.

– Idź już, Andreas.

Jeśli będzie to powtarzać, w końcu zadziała.

– Kayla.

Zignorowała go. Pochyliła się nad klawiaturą i zaczęła pisać.

Stał nad nią dłuższą chwilę, a w końcu wyszedł.

Odetchnęła, a ramiona jej opadły. Na ekranie komputera można było przeczytać powtórzone kilkadziesiąt razy zdanie: „Chcę, żebyś sobie poszedł”.

Usunęła niepotrzebne linijki, ale, choć bardzo chciała, nie mogła się już skupić na pracy.

Musiała się zastanowić nad swoją przyszłością. Teraz, kiedy była już pewna, że nie ma w niej miejsca dla Andreasa Kostasa, będzie musiała inaczej zorganizować sobie życie. Otworzyła internet i wyszukała na jutro lot do miasta, w którym urzędował Sebastian Hawk.

Odwołała zaplanowane na następny dzień spotkania, wysłała kilka mejli i wyłączyła komputer.

Andreas przeczytał mejla od Genevieve i zaklął. Zażądała, żeby przed następnym spotkaniem wypełnił obszerną ankietę dotyczącą jego upodobań, zainteresowań i charakteru. Jemu się wydawało, że wszystko to opisał już w formularzu, który wypełniał na początku.

Najwyraźniej Genevieve miała na ten temat inne zdanie.

Gdyby Kayla nie była na niego obrażona, poprosiłby ją o pomoc. W takich sprawach była niezastąpiona.

Ich spotkanie ze swatką wypadło koszmarnie. Kayla rzadko się na niego obrażała, ale kiedy już do tego doszło, rozmowa z nią nie miała sensu.

Była wściekła na to, że postanowił sprzedać firmę i że dowiedziała się o tym dopiero dziś na spotkaniu. Nie powinien był mówić Genevieve o swoich planach. Należało najpierw porozmawiać z Kaylą. Nie wspominając o tym, że powinien był jej powiedzieć, że zamierza zatrudnić swatkę, żeby znalazła mu żonę.

Kayla była jedyną osobą, z którą omawiał swoje życiowe plany. Była jego najbliższą przyjaciółką. Dawno temu była także jego kochanką, ale to już przeszłość.

Nie czuł się dobrze ze świadomością, że jest na niego zła. Kayla Jones była jedyną osobą, z której opinią się liczył. Musiał ją jakoś udobruchać. Może zabierze ją wieczorem do tej wietnamskiej restauracji, którą tak lubiła?

Zaszedł do pracowni komputerowej, ale jej tam nie zastał. Jej telefon milczał.

Najwyraźniej postanowiła go ignorować.

Cóż, nie był w nastroju do takiej zabawy.

W kilka minut znalazł się przed drzwiami jej mieszkania. Znajdowało się kilka pięter poniżej jego apartamentu, więc nie była to daleka wyprawa. Tam jednak też jej nie zastał.

„Gdzie, do diabła, jesteś?”

Kiedy nie odpowiedziała, wysłał kolejną wiadomość.

„Będę pisał tak długo, aż w końcu odpowiesz”.

Ku jego zdziwieniu na to też nie odpisała. Kilkakrotnie wysyłał jej wiadomości, ale wszystkie pozostały bez odzewu.

Dopiero po czterdziestu pięciu minutach rozległ się dźwięk telefonu.

 

– Przestań! – usłyszał wściekły głos Kayli.

– Gdzie jesteś?

– A co cię to obchodzi?

Wiedząc, że nic jej się nie stało, odetchnął z ulgą. Uspokoił się, starając się, by jego głos zabrzmiał rzeczowo.

– Powinniśmy porozmawiać.

– Szkoda, że nie przyszło ci to do głowy nieco wcześniej.

– Gdybyś się tak nie wściekła i nie uciekła z mojego biura mogliśmy porozmawiać dziś po południu.

– Wcale się nie wściekłam. Nigdy nie tracę nad sobą panowania. – Jej głos zrobił się twardy jak stal, jak zawsze, gdy broniła samej siebie.

Wcale mu się nie podobało, że czuje się zagrożona.

– Daj spokój, Kayla. Chyba trochę przesadziłaś.

– Czyżby? Uważasz, że fakt, że zamierzasz pozbawić mnie domu, nie jest wystarczającym powodem, żeby się zdenerwować?

– Nie mam zamiaru robić niczego z twoim mieszkaniem.

– Nie udawaj idioty! – krzyknęła.

Miała rację. Nie straciła nad sobą panowania. Jak dotąd jedyna sytuacja, w której słyszał, jak krzyczy, zaistniała, kiedy uprawiali seks. Nie żeby zdarzało się to nader często.

Ale nie czas o tym myśleć. Teraz musi się dowiedzieć, co się dzieje z jego przyjaciółką.

– Kayla?

– Jutro biorę sobie wolne – oznajmiła beznamiętnym głosem.

– Po co?

– Mam do załatwienia kilka spraw.

– Jakich spraw?

– Nic ci do tego, Andreas.

– Kayla, przestań. Nie wiem, co w ciebie wstąpiło.

Przerwała połączenie. Niech to diabli. Powinna wiedzieć, że nie sprzeda firmy bez zabezpieczenia przyszłości obojga. Miał nadzieję, że kiedy się uspokoi, zdoła ją namówić do tego, żeby nie zrywała z nim współpracy.

Póki co pozostaje mu kolacja w restauracji i kawa na śniadanie z ulubionej kawiarni.

Podrzuci jej po drodze do pracy. Może uda im się spędzić razem kilka chwili i porozmawiać.

Od dawna już nie mieli czasu tylko dla siebie.

Problem polegał na tym, że czas spędzony z nią poza pracą niósł zbyt wiele pokus, którym musiał się przeciwstawiać. Nie ma powrotu do tego, co było kiedyś. Ten rodzaj zauroczenia nie prowadzi do niczego dobrego. Ku jego zdumieniu okazało się jednak, że z każdym rokiem coraz trudniej jest mu zapomnieć o tym, co ich kiedyś łączyło. Kayla go fascynowała i to nie tylko jako wybitna programistka, ale także jako kobieta.

Nie mógł jednak pozwolić na to, aby jego słabość była powodem zniszczenia ich przyjaźni. Zbyt ciężko pracował na to, by Kayla zajęła w jego życiu trwalsze miejsce niż tylko czasowa kochanka.

Wchodząc do tunelu prowadzącego na lotnisko Kennedy’ego, Kayla włączyła telefon. Miała kilka esemesów i wiadomości głosowych.

Usiadła w przestronnej poczekalni, żeby je odczytać, kiedy zadzwonił telefon. Hawk Security. Wysłała wczoraj mejl do Sebastaian Hawka, ale jak dotąd na niego nie odpowiedział. Nie była pewna, czy znajdzie dla niej czas.

– Halo? – odebrała.

– Panna Jones? – usłyszała w słuchawce kobiecy głos.

– Tak, Kayla Jones.

– Dzwonię w imieniu pana Sebastiana Hawka.

Ze ściśniętym sercem czekała na to, co usłyszy. Sebastiana Hawka nie było aktualnie w Nowym Jorku, ale miał wrócić w nocy. Ponieważ pierwszy dzień po powrocie chciał spędzić z rodziną, mógłby się z nią spotkać pojutrze.

– Byłoby wspaniale! – nawet nie próbowała ukryć entuzjazmu.

– Proszę podać mi swój adres mejlowy. Prześlę pani dokładne dane.

– Naturalnie. Bardzo pani dziękuję.

Rozejrzała się po lotnisku, zastanawiając się, co zrobi z tymi dwoma wolnymi dniami.

Sprawdziła pozostałe wiadomości. Dwie pochodziły od Bradleya, kilka od Andreasa, a jedna od kogoś innego. Bradley błagał ją, żeby zadzwoniła do Andreasa w sprawie projektu, jaki prowadzili w jednej ze szkół. Potrząsnęła głową, ale wybrała prywatny numer Andresa.

Odebrał natychmiast.

– Gdzie się podziewasz? – W jego głosie dało się słyszeć autentyczną troskę.

– Powiedziałam ci, że biorę sobie dzień wolnego.

– Nie było cię dzisiaj w domu, kiedy zaszedłem rano.

– No i co? Może spędziłam noc w łóżku kogoś innego? – Nie wiedziała, dlaczego to powiedziała, ale nie żałowała.

Po jej słowach zapadła martwa cisza.

– Andreas?

– Nie sypiasz z nieznajomymi. Nawet z nimi nie rozmawiasz – odezwał się w końcu.

– Żeby uprawiać seks nie trzeba rozmawiać.

– A skąd ty to wiesz?

– Dlaczego zachowujesz się jak jakiś zazdrosny kochanek?

Andreas nigdy nie był o nią zazdrosny.

– Jestem twoim przyjacielem.

– A ja dorosłą kobietą.

– Więc zachowuj się jak dorosła i powiedz mi, gdzie jesteś.

– Nie musisz tego wiedzieć.

– Nie bądź uparta.

– Ja… – Nie zdążyła dokończyć, ponieważ Andreas gwałtownie jej przerwał.

– Co, do diabła, robisz w Nowym Jorku?

– Skąd wiesz, gdzie jestem?

– Mam w telefonie funkcję, która umożliwia lokalizację osoby, z którą rozmawiam.

– I to cię usprawiedliwia? Śledzisz mnie, jakbym była jakimś zagubionym dzieckiem.

– Nic podobnego.

– A jak byś nazwał to, co robisz?

– Po prostu się o ciebie martwię.

– No więc wiesz już, gdzie jestem.

– Ale co tam robisz?

– A jak mylisz?

– Pojechałaś spotkać się z Hawkiem.

– Tak.

– Ale przecież jego nie ma w Nowym Jorku.

– Wraca dziś w nocy.

– Wzięłaś tylko jeden wolny dzień.

– Biorę wolne do końca tygodnia.

– Co? Nie możesz tak sobie po prostu wyjechać na tyle dni. – Andreas nie krył zaskoczenia. Już sam fakt, że poniósł głos, powinien zwrócić jej uwagę.

– Ależ mogę.

– Nigdy wcześniej tego nie robiłaś.

– Zawsze jest pierwszy raz.

– I co będziesz robić, zanim spotkasz się z Hawkiem?

– Co mi tylko przyjdzie do głowy. Wezmę przykład z ciebie.

– Ja nie wyjeżdżam bez zapowiedzenia na kilka dni.

– Za to sprzedajesz firmę, a to jest znacznie większe przestępstwo niż mój wyjazd.

– Nie popełniłem żadnego przestępstwa. Umowa z Hawkiem została tak skonstruowana, że dotychczasowi pracownicy wciąż będą zatrudnieni. Zachowają wszystkie dotychczasowe przywileje.

– Jak miło!

– Nie musisz się z nim spotykać, żeby się o tym dowiedzieć.

– Nie po to się z nim umówiłam.

– W takim razie po co?

– Żeby omówić z nim moją przyszłość.

– Ależ ja ją już zaplanowałem!

– Doprawdy? Szkoda tylko, że niczego ze mną nie ustaliłeś.

– Powiedziałem ci, że chcę, żebyś weszła ze mną w ten nowy biznes.

– Nie.

– Zastanów się.

– Już się zastanowiłam.

W tonie jej głosu było coś, co sprawiło, że Andreas na chwilę zamilkł.

– Ty już pomyślałeś o swojej przyszłości. Twoja swatka ma rację: to nie moja sprawa. Ale o moją przyszłość muszę zatroszczyć się sama.

– Genevieve nie miała racji.

– Powiedz to jej, a nie mnie. Wtedy ci uwierzę.

– Wiesz, że nigdy cię nie okłamałem.

– Tak, ale zataiłeś przede mną ważne informacje.

– Powiedziałem ci już, że zamierzałem to wszystko z tobą omówić.

– Gdyby moje zdanie naprawdę miało dla ciebie jakieś znaczenie, porozmawiałbyś ze mną na ten temat jeszcze przed rozmową z Sebastianem Hawkiem.

Jeszcze zanim zatrudnił Genevieve.

– To dlatego chcesz się z nim spotkać? Żeby odpłacić mi pięknym za nadobne?

– Nie jestem aż tak małostkowa. Chodzi mi jedynie o moją przyszłość. – Kayla nie kłamała. Naprawdę zależało jej na tym, żeby postanowić coś na dalsze życie.

Andreas tego nie zrozumie. Wprawdzie stracił matkę bardzo wcześnie, a ojca nie cierpiał, ale zawsze miał dom. Ona natomiast jako trzyletnia dziewczynka została pozostawiona w toalecie na przydrożnym parkingu. Nie miał pojęcia, jak to jest, kiedy cały twój dotychczasowy świat się wali, a ty nie wiesz, czy dożyjesz kolejnego dnia.

Gdyby to rozumiał, nie sprzedawałby tak pochopnie firmy, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności.

– Nigdy nie pozostawiłbym cię bez środków do życia. Czyż nie udowodniłem tego?

– Nie. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, Andreas. – Poczuła, jak coś ściska ją za gardło. Jeszcze chwila, a się rozpłacze. Niedoczekanie.

– Muszę kończyć, Andreas.

– Co takiego masz do zrobienia?

– Już ci powiedziałam, Andreasie Kostas, że to nie twoja sprawa.

– Powiesz mi, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?

– Nie będę podtrzymywała tej toksycznej relacji.

– Toksycznej? Kayla, jestem twoim przyjacielem!

Wiedziała, że jeśli za chwilę nie przerwie tej rozmowy, straci nad sobą panowanie. A na to nie mogła pozwolić.

Rozłączyła połączenie. Teraz musi zarezerwować hotel. A potem coś zrobi. Jeszcze nie wie co, ale na pewno nie będzie to czekanie na Andreasa Kostasa.

Nie był jej przyjacielem, jak dotąd uważała. Gdyby tak było, na pewno powiedziałby jej, że zamierza kupić sobie żonę.

Kiedy Kayla się rozłączyła, Andreas spojrzał z niedowierzaniem na telefon.

– Bradley!

– Tak, szefie?

– Załatw mi jakieś połącznie do Nowego Jorku. Cokolwiek, byle szybko.