Dziewczyna z Neapolu

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna z Neapolu
Dziewczyna z Neapolu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 82,80  66,24 
Dziewczyna z Neapolu
Audio
Dziewczyna z Neapolu
Audiobook
Czyta Katarzyna Traczyńska
42,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Nie, Rosanno. Na szczęście dla ciebie, a na nieszczęście dla niego – odparła Carlotta. – Mamy niezwykłego brata. Chciałabym, żeby los się kiedyś do niego uśmiechnął, bo on na to zasługuje.

*

Pod koniec maja Carlotta urodziła dziewczynkę. Rosanna poszła do szpitala, żeby zobaczyć swoją małą siostrzenicę.

– Jest prześliczna i taka maleńka. Mogę ją potrzymać? – spytała.

Carlotta kiwnęła głową.

– Oczywiście. Proszę.

Rosanna wzięła dziecko od siostry i przytuliła je. Popatrzyła w ciemne oczy niemowlęcia.

– Nie jest podobna do ciebie.

– Och. A do kogo jest twoim zdaniem podobna? Do Giulia? Do mamy? Do taty?

Rosanna przyjrzała się dziecku.

– Nie wiem. Wymyśliłaś dla niej imię?

– Tak. Będzie Ella Maria.

– Pięknie. Jesteś bardzo mądra, Carlotto.

– Prawda, że jest piękna?

– Tak.

Siostry zwróciły się w stronę drzwi, bo właśnie wszedł Giulio.

– Jak się czujesz, cara? – Pocałował żonę.

– Dobrze.

– To się cieszę. – Usiadł na brzegu łóżka i sięgnął po dłoń żony.

Carlotta szybko odsunęła rękę.

– Lepiej przytul córkę – powiedziała.

– Jasne. – Giulio wstał.

Kiedy Carlotta podawała mu niemowlę, w jego ciemnych oczach Rosanna dojrzała ból.

*

Po wyjściu ich obojga Carlotta położyła się na plecach, wbijając wzrok w sufit. Była pewna, że postąpiła słusznie. Ma dobrze ustawionego męża i piękną córkę i udało jej się nie okryć hańbą siebie i rodziny.

Odwróciła się i spojrzała do kołyski. Ciemne oczy Elli były szeroko otwarte, a jej nieskazitelnie biała cera kontrastowała z ciemnymi włoskami na czubku głowy.

A ona do końca życia będzie musiała żyć w kłamstwie.

Metropolitan Opera Nowy Jork

Tak więc, Nico, przeczytałeś o tym, jak poznałam Roberta Rossiniego. Opowiedziałam Ci też o zalążkach mojej przyszłości. Kiedy Carlotta wyszła za Giulia, byłam naiwnym dzieckiem i nie rozumiałam wielu rzeczy, które wokół mnie się działy.

Przez następne pięć lat pilnie przykładałam się do nauki śpiewu. Zapisałam się do chóru kościelnego, co dawało mi pretekst, aby w każdej wolnej chwili ćwiczyć. Lubiłam lekcje z Luigim Vincenzim. W miarę jak dojrzewałam, rozkwitała moja pasja do opery. Nie miałam cienia wątpliwości, co chcę robić, kiedy dorosnę.

Przez cały ten czas wiodłam swego rodzaju podwójne życie. Wiedziałam, że kiedyś będę musiała wyjawić mamie i tacie swoją tajemnicę, ale czekałam na jakąś sprzyjającą chwilę, żeby im o tym powiedzieć. Nie mogłam ryzykować ich sprzeciwu.

W moim życiu niewiele się zmieniało. Chodziłam do szkoły, sumiennie uczyłam się angielskiego i francuskiego. Dwa razy w tygodniu szłam na mszę, a codziennie wieczorem pracowałam w restauracji jako kelnerka. Inne dziewczęta z mojej klasy marzyły o gwiazdorach filmowych i eksperymentowały z makijażem i papierosami, ale ja miałam tylko jedno marzenie: kiedyś stanę na scenie La Scali obok mężczyzny, od którego wszystko się dla mnie zaczęło. Często myślałam o Robercie i ufałam, a raczej miałam nadzieję, że on czasem myśli o mnie.

Carlotta prawie codziennie odwiedzała nas w restauracji ze swoją śliczną córeczką, Ellą. Kiedy teraz wspominam te czasy, zdaję sobie sprawę, jak bardzo musiała być nieszczęśliwa. Straciła swą dawną żywiołowość, a z jej oczu zniknął blask. Oczywiście nie miałam wtedy pojęcia dlaczego…

4
Neapol, maj 1972

– Dzień dobry, Rosanno. Wejdź, proszę, i usiądź tutaj. – Luigi wskazał krzesło przy ogromnym marmurowym kominku w salonie muzycznym.

Rosanna przycupnęła, gdzie jej kazał, a Luigi usadowił się naprzeciwko niej.

– Od pięciu lat przychodzisz do mnie dwa razy w miesiącu. Chyba nigdy nie opuściłaś lekcji.

– Tak, to prawda.

– Przez te pięć lat nauczyłem cię podstaw bel canto. Ćwiczenia powtarzaliśmy tak często, że byłabyś w stanie zaśpiewać je przez sen. Mam rację?

– Tak.

– Byliśmy na przedstawieniach w Teatro San Carlo, poznałaś wielkie opery, opracowaliśmy ich fabuły i przeanalizowaliśmy osobowości bohaterek, w które być może kiedyś się wcielisz.

– Tak.

– Twój głos przypomina idealnie zagruntowane płótno, gotowe przyjąć kolory i kształty, które uczynią z niego arcydzieło. – Luigi na chwilę zawiesił głos. – Nauczyłem cię wszystkiego, co umiem. Nie mogę cię już dalej uczyć.

– Ale… ale, Luigi… ja…

Pochylił się w jej stronę i ujął jej dłonie.

– Rosanno, czy pamiętasz, jak przyszłaś do mnie z bratem? I jak powiedziałem ci, że jest za wcześnie, żebym mógł orzec, czy twój talent się rozwinie?

Skinęła głową.

– No więc rozwinął się, i to w coś, co jest zbyt rzadkie, żebym mógł to zatrzymać dla siebie. Musisz iść dalej, Rosanno. Masz prawie siedemnaście lat. Powinnaś jechać do porządnej szkoły muzycznej, która zapewni ci to, czego ja dać ci nie mogę.

– Ale…

– Wiem, wiem… – Luigi westchnął. – Mama i tata nadal nie wiedzą, że do mnie przychodzisz. Pewnie mają nadzieję, że kiedy latem skończysz już szkołę, znajdziesz sobie miłego chłopca, wyjdziesz za mąż i dasz im dużo wnuków. Zgadza się?

– Tak. – Aż podskoczyła ze zdziwienia, że tak dobrze zna jej sytuację.

– Coś ci powiem, Rosanno. Bóg dał ci talent, ale wiążą się z nim nie lada wyzwania i trudne decyzje. Tylko ty możesz ocenić, czy masz dość odwagi, aby je podjąć. Wybór należy do ciebie.

– Przez ostatnie pięć lat żyłam dla lekcji z tobą, Luigi. Nie miało znaczenia, że tata na mnie krzyczy, a mama co wieczór każe mi obsługiwać klientów w restauracji, bo zawsze mogłam myśleć o tym, że przyjdę do ciebie. – W oczach Rosanny zaszkliły się łzy. – Śpiewanie jest czymś, czego pragnę najbardziej na świecie. Ale co mogę zrobić? Rodzice nie mają pieniędzy, żeby opłacić mi czesne w szkole muzycznej.

– Tym się, proszę, nie przejmuj. Chciałem tylko wiedzieć, czy do marzenia o przyszłości śpiewaczki podchodzisz z pasją. Oczywiście zdaję sobie sprawę z sytuacji finansowej twoich rodziców, ale akurat w tej kwestii mogę ci pomóc. Za sześć tygodni urządzam u siebie wieczorek muzyczny, soirée. Wystąpią wszyscy moi uczniowie. Zaprosiłem również mojego dobrego przyjaciela, Paola de Vita, który jest dyrektorem muzycznym mediolańskiej La Scali. Paolo jest też dyrektorem należącej do La Scali scuola di musica, a to, jak wiesz, najlepsza szkoła muzyczna we Włoszech. Powiedziałem mu o tobie i zgodził się przyjechać tu aż z Mediolanu, żeby posłuchać, jak śpiewasz. Jeśli uzna, tak jak ja, że masz wyjątkowy głos, być może zechce ci pomóc w uzyskaniu stypendium.

– Naprawdę?

– Naprawdę. I moim zdaniem powinnaś zaprosić mamę i tatę, żeby usłyszeli, jak śpiewasz. Jeśli znajdą się w sali pełnej ludzi doceniających talent ich córki, może przełamie to ich opory.

– Ale będą strasznie źli, że przez tyle lat ich okłamywałam. Zresztą nie sądzę, by zgodzili się przyjść. – Ze smutkiem pokręciła głową.

– Tego się nie dowiesz, dopóki ich nie zaprosisz. Pamiętaj, że masz prawie siedemnaście lat. Niedługo będziesz dorosła. Rozumiem, że nie chcesz martwić rodziców, ale zaufaj Luigiemu i poproś ich, żeby przyszli. Obiecujesz?

Rosanna kiwnęła głową.

– Obiecuję.

– No, dość już czasu zmarnowaliśmy. Zaczniemy się uczyć jednej z moich ulubionych arii. Być może zaśpiewasz ją na wieczorku. To Mi chiamano Mimi z Cyganerii. Jest trudna, ale uważam, że dasz sobie radę. Dzisiaj przestudiujemy do niej muzykę. No chodź… – Luigi wstał z krzesła. – Mamy dużo do zrobienia.

*

Wracając od Luigiego, Rosanna siedziała w autobusie głęboko zamyślona. W domu poszła prosto do kuchni, by odszukać Lucę.

Ciao, piccolina. Co się stało? Jesteś jakaś zdenerwowana.

– Możemy porozmawiać? – spytała i dorzuciła: – W cztery oczy.

Luca spojrzał na zegarek.

– Nie ma dziś dużego ruchu. Za pół godziny możemy się spotkać tam gdzie zawsze.

Mrugnął do niej, a ona czym prędzej się ulotniła, żeby nie zobaczyło jej któreś z rodziców.

*

Kiedy Luca ruszył w stronę morza, na Via Caracciolo roiło się od samochodów i turystów. Zobaczył, że Rosanna wychyla się przez barierkę, zapatrzona na grzywiaste fale, które w jesiennej szarówce przybrały kolor głębokiego granatu.

Spojrzał na nią z braterską dumą, a kiedy mijało ją dwóch mężczyzn, obudził się w nim odruch, by jej bronić. Potem znów z czułością ogarnął ją wzrokiem. Choć Rosanna nie wierzyła, że kiedykolwiek dorówna urodą siostrze, Luca widział, że wyrasta na piękność. Jej długa i chuda, po dziecięcemu niezdarna sylwetka przekształcała się w naturalnie wysmukłą, elegancką figurę młodej kobiety. Długie ciemne włosy opadały jej na ramiona, okalając twarz w kształcie serca, w której zwracały uwagę brązowe oczy ocienione gęstymi rzęsami. Wystarczyło, że się do niego uśmiechnęła, a nie potrafił jej niczego odmówić. To, że płacił za jej lekcje, było jedynym powodem, dla którego nadal pracował w restauracji, gdzie spadała na niego większość obowiązków, bo ojciec przeważnie siedział przy stoliku w kącie i pił z kumplami.

Ciao, bella – powiedział, kiedy znalazł się przy niej. – Chodź, zapraszam cię na espresso. Opowiesz mi, co cię gnębi.

Poprowadził ją do stolika na chodniku przed kawiarnią. Zamówił dwie kawy, przyglądając się zmartwionej minie siostry.

– Co się stało, Rosanno?

– Luigi nie chce mnie już dłużej uczyć.

– A myślałem, że jest zadowolony z twoich postępów. – Luca był przerażony.

 

– Jest, ale mówi, że nie chce mi dalej udzielać lekcji, bo umiem już wszystko, czego on był w stanie mnie nauczyć. Luigi ma przyjaciela, który jest kimś ważnym w La Scali. Za sześć tygodni ten człowiek przyjedzie na wieczorek muzyczny u Luigiego, żeby posłuchać, jak śpiewam. Może załatwi mi stypendium na naukę w mediolańskiej szkole muzycznej.

– Ależ to wspaniała wiadomość, piccolina! Dlaczego jesteś taka smutna?

– Och, Luca, a co ja powiem mamie i tacie? Luigi chce, żeby przyszli na ten wieczorek i posłuchali, jak śpiewam. Ale nawet gdyby przyszli, na pewno nie zgodzą się, żebym opuściła Neapol i wyjechała do Mediolanu. Sam przecież wiesz… – Piękne brązowe oczy Rosanny były pełne łez.

– To nieważne, co oni powiedzą. – Luca pokręcił głową.

– Słucham?

– Jesteś już wystarczająco dorosła, żeby podejmować własne decyzje. Jeśli mamie i tacie się to nie spodoba, jeśli nie potrafią docenić i wesprzeć twojego talentu, to ich zmartwienie, a nie twoje. Skoro signor Vincenzi uważa, że jesteś dość dobra, żeby dostać stypendium na studia w Mediolanie, i sprowadza tu kogoś ważnego, by cię wysłuchał, to nic nie może cię powstrzymać. – Luca ujął jej dłoń. – Przecież oboje o tym marzyliśmy, prawda?

– Tak. – Rosanna poczuła, że powoli opuszcza ją napięcie. – A wszystko zawdzięczam tobie. Przez tyle lat płaciłeś za moje lekcje. Jak zdołam ci się kiedykolwiek odwdzięczyć?

– Zostań wielką śpiewaczką operową. Zawsze wiedziałem, że tego dokonasz.

– Luca, naprawdę myślisz, że to możliwe?

– Tak, Rosanno. Naprawdę.

– A mama i tata? – zapytała.

– Ich zostaw mnie. – Popukał się w nos, co znaczyło, że ma na nich swoje tajemne sposoby. – Przypilnuję, żeby przyszli cię posłuchać.

Rosanna przechyliła się nad stolikiem i pocałowała brata w policzek. W oczach błyszczały jej łzy.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła? Dziękuję. A teraz muszę iść do domu. – Wstała od stolika. – Wieczorem obsługuję gości.

Odeszła, a Luca nadal siedział, wpatrując się w wyspę Capri po drugiej stronie zatoki. Od lat nie było mu tak lekko na sercu.

Jeśli Rosanna wyjedzie do Mediolanu, co go tutaj zatrzyma?

Już nic. Absolutnie nic.

5

– Łajdak! – Carlotta, cała we łzach, opadła na sofę. – Jak mogłeś, Giulio?

– Proszę cię, Carlotto… Wybacz mi. – Giulio patrzył na nią z rozpaczą. – Ale jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a od czterech nie pozwalasz mi się dotknąć! Mężczyzna ma swoje potrzeby… fizyczne potrzeby.

– I zaspokajałeś je ze swoją sekretarką! Na pewno wszyscy w firmie o tym wiedzą. Stałam się pośmiewiskiem.

– Nikt nic nie wie. Romans trwał tylko parę tygodni i już się skończył. Przysięgam.

– A z kim byłeś przedtem? Ile kobiet miałeś za moimi plecami?

Giulio podszedł do Carlotty. Osunął się na kolana i ujął jej dłonie.

– Nic nie rozumiesz, cara? Zawsze chciałem ciebie, tylko ciebie. Ale od dnia, kiedy za mnie wyszłaś, nigdy nie czułem, że ty chcesz mnie. Byłaś… – wzdrygnął się – taka zimna. Myślę, że wyszłaś za mnie tylko ze względu na dziecko. Mam rację?

Spojrzała na niego i wyszarpnęła dłonie z jego uścisku. W końcu przepełniła się czara goryczy; Carlotta nie wytrzymała ciężaru odrazy i cierpienia, narastających w niej od pięciu lat.

– Tak, masz rację. Nigdy cię nie kochałam i na pewno nie chciałam za ciebie wychodzić. Mogłam mieć każdego! Kiedy tylko pomyślę, jakie bym mogła wieść życie… A tymczasem marnuję swoje najpiękniejsze lata z mężczyzną, którego nawet nie lubię! A wiesz, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? – Wstała, trzęsąc się z wściekłości. – To dziecko wcale nie jest twoje! Nie jest twoje! – Na chwilę znieruchomiała, a potem szybko zasłoniła dłonią usta, już żałując swoich słów.

Wbił w nią wzrok. Twarz miał śmiertelnie bladą.

– Mówisz prawdę? Ella nie jest moim dzieckiem?

– Ja…

Carlotta nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. Z twarzą ukrytą w dłoniach zaczęła szlochać.

Giulio wstał i wyszedł z mieszkania, głośno zatrzaskując drzwi.

Opadła na sofę.

– O mój Boże, mój Boże, co ja najlepszego zrobiłam?! – zawołała do milczących ścian.

Tak bardzo chciała go zranić za to, co jej zrobił, za to, że zabrał jej jedyną rzecz, jaka jej została: godność.

Wrócił po dwóch godzinach, które dla niej były nieznośnym cierpieniem. Kiedy wszedł do salonu, podbiegła do niego, łkając.

– Wybacz mi, wybacz, Giulio. Twój romans sprawił mi ból i chciałam cię zranić. Ale skłamałam. Przysięgam. Ella jest twoja.

Z obrzydzeniem odepchnął ją od siebie. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji.

– Nie, Carlotto, to nie było kłamstwo. Teraz, jak przypominam sobie fakty z przeszłości, wszystko zaczyna mi pasować. Nie mogę tylko uwierzyć, że byłem taki ślepy. Dziecko urodziło się pięć tygodni za wcześnie, a jednak było duże i zdrowe. Kiedy się po raz pierwszy kochaliśmy, widziałem, że nie jesteś dziewicą, ale nigdy o tym nie wspomniałem. Twoja nieszczęśliwa mina w dniu ślubu, to, jak się wzdrygałaś za każdym razem, gdy cię dotykałem… Powiedz mi, czy kochałaś tego mężczyznę?

W końcu, widząc, że nie ma już odwrotu, Carlotta musiała się poddać.

– Nie. To był straszny błąd. Jedna noc głupiego zapomnienia.

– I postanowiłaś, że ja też za to zapłacę? – Giulio ciężko usiadł na sofie. – Mamma mia, Carlotto! Wiedziałem, że jesteś samolubna, ale nie zdawałem sobie sprawy, że całkiem brak ci serca. Czy ktoś oprócz ciebie o tym wie?

– Nie.

– Powiedz mi prawdę. Przynajmniej to jesteś mi winna.

– Luca – wyznała.

– We dwójkę uknuliście spisek, tak? – Splunął na nią.

– Nie, Giulio. To nie tak. Byłam zrozpaczona. No więc pomyślałam, że skoro i tak mam za ciebie wyjść…

Mocno chwycił ją za ramię.

– Tak? Sama chyba powiedziałaś, że mnie nie kochasz, a właściwie nawet nie lubisz?

– Oj! Puść mnie, Giulio. To boli. Już ci mówiłam. To wcale nie była prawda. Ja tylko…

– Owszem, to była prawda! – Nagle puścił jej ramię i ciężko westchnął. – Nie jestem złym człowiekiem. Zawsze chciałem jak najlepiej, i dla ciebie, i dla Elli. Przez te wszystkie lata bardzo starałem się sprawić, żebyś mnie pokochała, tak jak ja kochałem ciebie. A teraz dowiaduję się, że moje małżeństwo było kłamstwem, zanim w ogóle się zaczęło!

– Proszę cię, Giulio! Proszę! Daj mi jeszcze jedną szansę. Wszystko ci wynagrodzę, obiecuję. Skoro wyznałam ci prawdę, możemy zacząć od nowa, bez kłamstw. Wymażemy przeszłość…

– Nie. – Gorzko się roześmiał. – Stąd nie ma już drogi powrotu. Przez te dwie godziny, kiedy mnie nie było, spacerowałem, rozmyślając o wszystkim, i podjąłem decyzję. Skoro wreszcie zdobyłaś się wobec mnie na szczerość, chcę, abyś zabrała swoje rzeczy i odeszła. Możesz wszystkim powiedzieć, że zostawiłaś męża, bo cię zdradzał. Nikt nie musi znać prawdy. Jestem gotów wziąć na siebie winę, ze względu na Ellę. Chociaż nie jest moją córką, kocham ją, jakby nią była. I nie chcę, żeby żyła okryta hańbą.

– Nie, Giulio, proszę! Gdzie ja się podzieję? Co ze sobą zrobię? – jęknęła z rozpaczą.

– To już nie moje zmartwienie. Moja firma ma biura w Rzymie. Poproszę, żeby jak najszybciej mnie tam przeniesiono.

– Ale co będzie z Ellą? Myśli, że jesteś jej ojcem. Kocha cię, Giulio.

– O tym powinnaś była pomyśleć, zanim nas oboje oszukałaś. – Odwrócił się od niej, nadal trzęsąc się ze złości i zdenerwowania. – Teraz idę spać. Jestem zmęczony. Prześpisz się tutaj, a rano, kiedy wyjdę do pracy, spakujesz swoje rzeczy. Jak wrócę do domu, ma cię tu nie być.

*

Antonia przytuliła córkę do swojego obfitego biustu.

– Oczywiście, że możecie u nas zostać przez jakiś czas. Nie musisz nawet pytać. Och, Carlotto, moje biedne dziecko. Co się stało? – Z troską przyjrzała się córce. – Wyglądasz jak duch. Chcesz się położyć? Możecie z Ellą spać w twoim dawnym pokoju, a Rosanna przeniesie się do salonu na sofę.

Blada jak ściana Carlotta ze znużeniem pokiwała głową.

– Och, mamo, mamo, ja…

Antonia zauważyła, że czteroletnia Ella spogląda na matkę z przerażeniem. Zawołała Lucę i ten po chwili stanął w drzwiach.

– Weź Ellę do kuchni i daj jej coś do jedzenia, a ja porozmawiam z twoją siostrą – mruknęła. – Bóg jeden wie, co się wydarzyło.

Luca popatrzył na Carlottę. Wszystko wyczytał z jej zrozpaczonej twarzy.

Antonia wyjęła chusteczkę i wytarła nią czoło, po czym zabrała córkę do sypialni.

– Dla mnie jest dziś stanowczo za gorąco na takie zmartwienia.

– Przepraszam cię, mamo. Nie zostanę tu długo. – Carlotta osunęła się na łóżko, a matka ciężko usiadła koło niej. – Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz na zdrową.

– Wszystko w porządku. To przez ten upał. Proszę cię, Carlotto, powiedz mi, co się stało. Pokłóciliście się z Giuliem, tak?

– Tak.

– Nie martw się. – Antonia przytuliła córkę. – Wszystkie małżeństwa się kłócą. My z twoim tatą ciągle się o coś spieraliśmy. Teraz nie mamy już na to siły. – Roześmiała się pod nosem. – Prześpisz się tutaj, a jutro na pewno poczujesz się lepiej. Pójdziesz do Giulia i się pogodzicie.

– Nie, mamo. Nie mogę do niego wrócić. Między mną a Giuliem wszystko skończone. Na zawsze.

– Ale dlaczego? Co takiego zrobiłaś?

Carlotta odwróciła głowę od matki i zaczęła szlochać.

Antonia z westchnieniem ciężko podniosła się z łóżka.

– Odpocznij – powiedziała. – Później porozmawiamy.

*

Po powrocie z próby chóru Rosanna ze zdziwieniem zobaczyła w swoim łóżku jakieś zawiniątko. To była jej siostrzenica, Ella, która spała mocno, zwinięta w kłębuszek. Cichutko wyszła z sypialni i wąskim korytarzem przeszła w stronę salonu. Drzwi były zamknięte, ale usłyszała przez nie rozmowę rodziców.

– Nie wiem, co się stało, Marco. Nie chce nic powiedzieć. Teraz jest na dole i rozmawia z Lucą. Może on coś z niej wydobędzie. Dzwoniłam do Giulia, do ich mieszkania, ale nie odbiera telefonu.

– Musi wrócić do męża, to oczywiste. Jej miejsce jest przy nim. Powiem jej to. – Sądząc po głosie, Marco był wściekły.

– Ale dzisiaj zostaw ją w spokoju – poprosiła Antonia. – Jest zrozpaczona.

Rosanna pchnęła drzwi i weszła do środka.

– Co się stało? – spytała.

– Twoja siostra odeszła od męża, więc przez kilka dni zostanie u nas razem z Ellą. Ty możesz spać tutaj, na sofie. – Antonia miała krótki, urywany oddech.

– Dobrze się czujesz, mamo? – Rosanna podeszła do niej.

– Tak… – Antonia wstała i zachwiała się lekko, ale zaraz odzyskała równowagę. – Muszę iść na dół. Jest mi duszno, potrzebuję świeżego powietrza. – Wytoczyła się z pokoju, mocno się wachlując.

– Tato, dlaczego Carlotta odeszła od Giulia? Ja…

Nagle od strony schodów doszło ich głuche grzmotnięcie.

Oboje wybiegli z salonu na korytarz. Zobaczyli, że u stóp schodów prowadzących do restauracji leży Antonia.

Mamma mia! Antonia! Antonia! – Marco zbiegł do leżącej na wznak żony i ukląkł przy niej. Rosanna podążała tuż za nim. – Sprowadź lekarza, szybko! – wrzasnął ojciec. – I zawołaj Lucę i Carlottę.

Rosanna przemknęła przez pustą restaurację i wpadła do kuchni. Luca stał, przytulając starszą siostrę i pocieszając ją, a ona szlochała na jego ramieniu.

– Szybko! Mama przewróciła się na schodach! Ja lecę po lekarza! – zawołała Rosanna, po czym wyskoczyła na brukowaną ulicę.

Carlotta i Luca zobaczyli, że matka leży u stóp schodów, z głową odrzuconą na kafelki korytarza, a spod jej gęstych włosów cieknie krew. Twarz miała poszarzałą, oczy półotwarte. Carlotta uklękła przy niej, by poszukać pulsu.

– Czy ona…? – Marco, stojący nad żoną, nie mógł dokończyć zdania.

– Przenieśmy ją gdzieś i połóżmy tak, żeby miała trochę wygodniej – powiedział Luca.

Ojciec i syn na poły przenieśli, na poły przeciągnęli Antonię do restauracji, a Carlotta wsunęła jej poduszkę pod głowę.

Po nieznośnie długich piętnastu minutach Rosanna wróciła z lekarzem.

– Proszę powiedzieć, że ona nie odeszła. Nie moja Antonia, nie moja żona! – jęczał Marco. – Proszę ją uratować, doktorze.

Luca, Carlotta i Rosanna przyglądali się w milczeniu, jak lekarz stetoskopem osłuchuje Antonii serce, a potem bada puls. Kiedy podniósł wzrok, wyczytali odpowiedź z jego oczu.

 

– Tak mi przykro, Marco. – Lekarz pokręcił głową. – Najwyraźniej miała zawał. Już nic nie możemy dla niej zrobić. Trzeba natychmiast wezwać don Carla.

– Księdza! – Marco z niedowierzaniem spojrzał na lekarza, a potem ukląkł, wtulił twarz w pozbawione życia ramię żony i zaczął płakać. – Bez niej jestem niczym. Och, amore mio, moja ukochana…

Luca, Carlotta i Rosanna patrzyli na niego bez słowa, wstrząśnięci, niezdolni się ruszyć.

Lekarz schował stetoskop do torby i wstał.

– Rosanno, idź po don Carla. My tu zostaniemy i przygotujemy mamę.

Rosanna wydała z siebie głuchy jęk. Potem, zaciskając pięści, żeby wziąć się w garść, wyszła z restauracji.

– Co się stało? Dlaczego nonno płacze? – U szczytu schodów pojawiła się Ella.

– Chodź do mamy, Ella, wszystko ci wyjaśnię. – Carlotta weszła na górę i łagodnie poprowadziła córeczkę z powrotem do sypialni.

– Luca, chyba lepiej będzie, jak zamkniesz drzwi restauracji. Na pewno nie chcielibyście widzieć tu teraz gości – powiedział lekarz.

– Tak, jasne. – Luca chwiejnym krokiem podszedł do drzwi wejściowych i przekręcił klucz.

Marco trzymał rękę żony na kolanach i gładził ją, zanosząc się płaczem. Luca ukląkł obok i otoczył ramieniem zgarbione plecy ojca. Jemu także płynęły po twarzy łzy. Delikatnie pogłaskał czoło matki.

Marco podniósł wzrok na syna. W jego oczach widać było cierpienie.

– Bez niej nie mam nic, kompletnie nic.

*

Dwa dni później don Carlo odprawił prywatną mszę żałobną dla rodziny. Ciało Antonii leżało przez noc w kościele, do którego chodziła całe życie. Następnego dnia rano cały kościół wypełnił się jej przyjaciółmi i krewnymi. Odprawiono mszę pogrzebową. Rosanna siedziała w pierwszej ławce, między Lucą a Ellą. Czarny koronkowy welon przesłaniał jej widok na trumnę z ciałem matki. Marco trzymał za rękę Carlottę. Przez całą mszę, a także potem, w czasie samego pochówku, nie był w stanie opanować płaczu. Po uroczystościach wrócili do restauracji, gdzie Rosanna i Luca postarali się przygotować godną pamięci ich mamy stypę.

Kilka godzin później goście poszli i rodzina Menicich została sama w restauracji. Wszyscy byli odrętwiali z szoku. Marco siedział w milczeniu, nieruchomym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń, aż wreszcie Carlotta pomogła mu wstać z krzesła.

– Posprzątajcie tu we dwójkę. Ja wezmę tatę na górę.

– Czy jutro otworzymy restaurację, tato? – spytał Luca półgłosem, kiedy Marco szedł w stronę schodów.

Ojciec odwrócił się i z rozpaczą spojrzał na syna.

– Rób, jak chcesz – odparł, po czym ruszył za Carlottą, niczym posłuszne dziecko.

*

Następnego dnia Luca otworzył restaurację, ale Marco nie zszedł, żeby mu pomóc. Siedział w salonie na górze, z Carlottą u boku, w milczeniu patrząc na zdjęcie żony.

– Jeszcze dwie margherity i jedna „specjalna” – powiedziała Rosanna, wchodząc do kuchni i nabijając kartkę z zamówieniem na szpikulec.

– To potrwa co najmniej dwadzieścia minut. Mam jeszcze osiem niezrealizowanych zamówień – odparł z westchnieniem Luca.

Rosanna wzięła dwie pizze, by zanieść je na salę.

– Może tata niedługo wróci do pracy. I Carlotta mogłaby nam pomóc.

– Oby, bo inaczej nie damy rady – mruknął Luca.

Było już po północy, kiedy Luca i Rosanna mogli wreszcie usiąść w kuchni i sami zjeść kolację.

– Napij się trochę wina. Zasłużyliśmy na nie. – Luca nalał chianti do dwóch kieliszków i jeden podał siostrze.

Jedli i pili w milczeniu, zbyt wyczerpani, żeby rozmawiać. Kiedy skończyli, Luca zapalił papierosa.

– Możesz otworzyć drzwi? – poprosiła Rosanna. – Luigi mówi, że dym z papierosów bardzo szkodzi mojemu głosowi.

– Przepraszam panią, signorina diva! – rzucił Luca, unosząc brew, po czym podszedł do tylnych drzwi i je otworzył. – A skoro o tym mowa, kiedy jest ten wieczorek muzyczny u signora Vincenziego?

– Za dwa tygodnie, ale nie wyobrażam sobie, żeby po tym wszystkim tata zechciał tam pójść. Zresztą po co miałby iść? – dodała ponuro. – Mamy już nie ma, a on nie może pracować, więc będę potrzebna w restauracji.

– Jeśli tata jutro nie weźmie się do roboty, dam ogłoszenie, że szukamy pracownika. Wątpię, żeby Carlotta zgodziła się obsługiwać gości.

– Wiesz, co zaszło między nią a Giuliem? – spytała Rosanna. – Myślałam, że Giulio przyjdzie na pogrzeb mamy, żeby ją pożegnać. Biedna Carlotta… najpierw mąż, a teraz mama. Wygląda jak duch. – Westchnęła.

– No tak, spotkała ją surowa kara za ten jeden błąd – odparł.

– Jaki błąd, Luca?

– To nic takiego, o czym musisz wiedzieć. – Rzucił niedopałek na ziemię, przydeptał go czubkiem buta i zamknął drzwi.

– Chciałabym, żebyście wreszcie przestali mnie traktować jak dziecko. Mam już prawie siedemnaście lat. Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, co się stało?

– Jeśli chcesz się zachowywać jak osoba dorosła, lepiej pomyśl o swojej przyszłości, Rosanno – odparował. – Śmierć mamy nic nie zmienia.

– Wszystko zmienia. Teraz, gdy jej zabrakło, tata w życiu nie pozwoli mi jechać do Mediolanu.

– Załatwimy to powoli, krok po kroku. Najpierw musimy go przekonać, żeby przyszedł na ten wieczorek i posłuchał, jak śpiewasz. Dobrze mu zrobi, jeśli ruszy się z domu i będzie mógł poczuć się dumny z talentu córki.

– Uważasz, że wypada robić plany na przyszłość tak szybko po śmierci mamy? – Rosannę dręczyło poczucie winy. – Nawet nie chce mi się śpiewać.

– To zrozumiałe. Ale musisz, Rosanno – powiedział z naciskiem Luca. – Tyle lat chodziłaś do Luigiego. Ten wieczorek to twoja wielka szansa na spełnienie marzeń. Carlotta da sobie radę w restauracji przez ten jeden wieczór. Poproszę Massima i Marię Rossinich, żeby przyszli jej pomóc.

– Wiesz co? Chyba powinnam być smutniejsza po śmierci mamy – wyznała cicho Rosanna. – Ale czuję tylko odrętwienie, o tutaj. – Wskazała klatkę piersiową.

– To zrozumiałe. Jesteś w szoku. Nikt z nas nie wierzy, że ona naprawdę odeszła. Moim zdaniem nie ma lepszego lekarstwa niż praca. I pamiętaj, mama chciałaby dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. A teraz pora iść spać. Jutro znów przed nami ciężki dzień. Chodź, piccolina.

Rosanna zmęczonym krokiem wyszła za bratem z kuchni.