Idealne dzieckoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla moich czytelników, którzy są ze mną od początku.

Sprawa #5243

PRZESŁUCHANIE: PIPER GOLDSTEIN

– Czy to twoja pierwsza sprawa o zabójstwo? – spytał szorstkim, obojętnym tonem. Pod niebieską koszulą z kołnierzykiem wybrzuszały się mięśnie klatki piersiowej.

Niezależnie od tego, ile razy byłam przesłuchiwana przez policję, nigdy nie było łatwiej. Moje nerwy automatycznie przełączyły się na wyższy bieg. Policjanci zawsze sprawiali, że czułam się, jakbym kłamała, nawet gdy mówiłam prawdę.

Odchrząknęłam.

– Miałam już inne sprawy.

Chciałabym żyć w świecie, w którym nie miałabym kontaktu z przemocą, a biorąc pod uwagę wykonywaną przeze mnie pracę, i tak widywałam więcej, niż powinnam. Nigdy jednak bym się nie spodziewała, że Bauerowie będą mieli coś wspólnego z tak okropną sprawą.

– W jaki sposób dowiedziałaś się o przełomie w sprawie?

Spojrzałam na znajdujące się za nami lustro weneckie. Chociaż w pokoju znajdowaliśmy się tylko we dwoje, wiedziałam, że nie jesteśmy sami.

– Claire mi powiedziała.

Uniósł brwi.

– Claire?

– Moja współpracownica – dodałam szybko.

Trudno było uwierzyć, że odkąd Claire weszła do mojego gabinetu, minęła niecała godzina. Zawsze przychodziłyśmy rano jako pierwsze i założyłam, że wpadła, by spytać, jak było na randce poprzedniego wieczora, bo ona ekscytowała się nią o wiele bardziej niż ja. Od dwudziestu lat była mężatką i lubiła prowadzić dzięki mnie inne życie, ale skoro tak bardzo ciekawiły ją moje spotkania, to jej małżeńskie pożycie musiało być dość nudne. Bo moje życie towarzyskie naprawdę było nieciekawe.

Wzrok policjanta wypalał we mnie dziury. Próbował wyciągnąć ode mnie więcej, ale ja nie chciałam zbyt wiele mówić. Oparł łokcie na stole i pochylił się do przodu.

– A co powiedziała?

Musiał być nowy, bo nigdy wcześniej go nie widziałam. W miasteczku tak małym jak Clarksville nawet policjanci mieli znajome twarze. Gdy wszedł do poczekalni, powiedział mi swoje imię, ale mnie akurat kręciło się w głowie z szoku i go nie zapamiętałam.

Wzruszyłam ramionami i ze zdenerwowania zaczęłam wykręcać sobie palce pod stołem.

– Nie powiedziała zbyt wiele, ale gdy tylko weszła do mojego gabinetu, wyczułam, że coś jest nie tak.

Właśnie zalogowałam się do mojego komputera i robiłam porządek w folderach, gdy Claire zajrzała do środka, zanim skończyłam pierwszą filiżankę kawy.

– Jeeezu, dziewczyno, może po prostu chodź na te randki za mnie? – zażartowałam, ale zrozumiałam, że to był błąd, gdy tylko spojrzałam jej w twarz.

Wszystkie pozory żartobliwości zniknęły, a w ich miejsce pojawiła się śmiertelna powaga. Każdy z nas miał taki wyraz twarzy. Mina, którą robiliśmy, gdy sprawa była tak okropna, że wiedzieliśmy, że nie da nam zasnąć, a gdy wreszcie nam się to uda, będzie przenikać nasze sny – chodziło o przypadki, które sprawiały, że mający dzieci pracownicy społeczni od razu mieli ochotę mocno je przytulić.

– Więc po prostu wiedziałaś? – Jego ton sugerował, że nie do końca mi wierzył.

Nie podobał mi się fakt, że nie graliśmy w tej samej drużynie. Nie można być po drugiej stronie wymiaru sprawiedliwości i nie czuć się jak przestępca. To było niemożliwe.

– Wiedziałam, że wydarzyło się coś poważnego, ale nie miałam pojęcia, co to było i kto był w to zamieszany. – Po raz trzeci spojrzałam na telefon, pragnąc, by zaczął wibrować. To nie tak, że zostałam aresztowana. W każdej chwili mogłam stamtąd wyjść, ale gdybym to zrobiła, wszyscy by pomyśleli, że coś ukrywam.

– Co sobie pomyślałaś, gdy dowiedziałaś się, że chodzi o rodzinę Bauerów?

Przełknęłam wszystkie emocje, które nagle zebrały mi się w gardle.

– Odczułam nadzieję, że może wreszcie dostaną jakieś odpowiedzi. Są dla mnie jak rodzina.

Spojrzał w dół na leżącą przed nim otwartą teczkę.

– Tutaj mam napisane, że byłaś pierwszym pracownikiem socjalnym przydzielonym do tej sprawy.

Pokiwałam głową, a potem szybko sobie przypomniałam, że rozmowa jest nagrywana.

– Tak.

– Jak było?

Jak mogłam opisać, jakie były ostatnie dwa lata? Był to najbardziej skomplikowany przypadek w mojej karierze i zakończył się najgorszym możliwym rezultatem. Wątpiłam w siebie w tak wielu różnych chwilach, zastanawiając się, czy podjęłam właściwe decyzje dla wszystkich zaangażowanych stron – i co by się stało, gdybym się myliła. A może byłam częściowo odpowiedzialna za to wszystko? Wzięłam głęboki oddech, próbując oczyścić swoje myśli.

– Nie można było wyobrazić sobie lepszego domu dla Janie. Od dwudziestu lat pracuję w placówkach dla dzieci, jest dużo złych rodzin zastępczych. Wielu rodziców zastępczych robi to tylko dla pieniędzy i prowadzi swoje rodziny jak firmy, ale Bauerowie należeli do tych „dobrych”. Chcieli jedynie pomóc. – W moich oczach stanęły łzy i nie mogłam ich powstrzymać, chociaż bardzo chciałam. Szybko je otarłam, zawstydzona, że wychodzę przed nim na mięczaka. – Przepraszam. To wszystko tak szybko się dzieje.

– Rozumiem – odparł, ja jednak wiedziałam, że wcale nie rozumie. Przez wszystkie te lata nie widziałam płaczącego policjanta. Odczekał kilka chwil, a potem zaczął mówić dalej. – Czy byłoby ci łatwiej, gdybyśmy zaczęli od początku?

Nieważne, gdzie zaczniemy. Bo w tym nic nie jest łatwe.

Rozdział pierwszy

HANNAH BAUER

– Nie odpuszczę. Będę go ignorować tak długo, aż przeprosi – powiedziała Aubrey w bezkompromisowy i stanowczy sposób, w jaki mówią to wszyscy niezamężni ludzie, nawet nie odrywając wzroku od telefonu. Zapomniałam, że jest obok, bo jej palce błyskawicznie ślizgały się po ekranie telefonu od chwili, w której wszystkie weszłyśmy do szpitalnego pomieszczenia socjalnego.

Ja i Stephanie jednocześnie przewróciłyśmy oczami. Stephanie właśnie spędziła ostatnie dziesięć minut na rozładowywaniu swoich tłumionych frustracji na mężu – wygarnęła mu wszystko, od porozrzucanych po całym domu brudnych skarpetek i zapominaniu o wyrzucaniu śmieci, aż po niespłukiwanie jego czarnych kręconych włosów w umywalce, gdy kończył się golić. Ciągle go do tego wzywała, co prowadziło do starych kłótni o to, że ona jest zrzędą, a on nie wykonuje obowiązków domowych – znają to wszyscy ludzie, którzy są w małżeństwie od co najmniej dekady. Ich kłótnia skończyła się poważnym wybuchem.

– Gdy jest wściekły, staje się takim manipulatorem. Zaczyna odwracać kota ogonem, zrzuca to wszystko na mnie i zanim się orientuję, to ja go przepraszam. Daję się na to nabrać za każdym razem. Doprowadza mnie to do szału – mówiła dalej Stephanie, wsuwając do ust podgrzane spaghetti.

– Widzisz, i właśnie o tym mówiłam wczoraj wieczorem – potrzebny nam babski weekend. Od ostatniego minęło już zbyt dużo czasu – rzekłam. Kiedy ostatnim razem zameldowałyśmy się w Four Seasons na weekend, nie robiłyśmy nic poza piciem wina obok basenu i błogim oddawaniem się zabiegom w spa. Uwielbiałam ich peelingi do twarzy z papają i już dawno powinnam pójść na kolejny.

– Zdecydowanie. Tylko powiedz kiedy – odparła.

Do pomieszczenia zajrzał jeden z naszych współpracowników, Carl.

– Jesteście nam potrzebne.

Zerwałyśmy się z miejsc, w ciągu kilku sekund po sobie posprzątałyśmy, nałożyłyśmy na dłonie antybakteryjną piankę i wyszłyśmy. Na stanowisku pielęgniarek panował ruch i wyczekiwanie, wszyscy byli czujni. Stephanie przeszła w tryb pielęgniarki-menedżera i ruszyła w stronę doktora Halla. Oboje prowadzili pogotowie jak dobrze naoliwiona maszyna.

Przechyliłam się do Carla.

– Co się stało?

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Wiadomo tylko, że to porzucone dziecko czy coś takiego, i że jest w naprawdę złym stanie. Wiezie ją karetka w eskorcie policji.

Poczułam ścisk w żołądku. Leczenie chorych dzieci to jedno. Leczenie rannych dzieci to coś zupełnie innego, a obecność policji zawsze sygnalizowała poważne obrażenia. To była ta część mojej pracy, która nigdy nie stała się łatwiejsza. Spojrzałam na tablicę, żeby sprawdzić, które z przydzielonych mi sal były otwarte, i odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że wszystkie łóżka u mnie są pełne. Zamrugało wezwanie przy łóżku numer osiem, ruszyłam więc tam, by sprawdzić, czego chciała Eloise.

Była jednym z naszych częstych gości. Jako wdowa często przychodziła na izbę przyjęć, ponieważ czuła się samotna. Nigdy nie miała żadnej poważniejszej dolegliwości. Była jedną z najzdrowszych osiemdziesięciojednolatek, z którymi pracowałam, ale przychodziła do nas co kilka tygodni przekonana, że umiera. Tym razem narzekała na pulsujący ból w nodze i była przerażona, że zrobił jej się zakrzep. Uśmiechnęła się do mnie z łóżka, zmarszczki pod jej oczami się poruszyły. Machnęła ręką w moją stronę, dając mi znak, żebym podeszła bliżej. Pochyliłam się, by ją przytulić, bo tego właśnie ode mnie oczekiwała. Poczułam znajomy zapach piżma, wanilii i zasypki dla niemowląt. Ścisnęła mnie mocno, a potem odsunęła się na długość ręki, cały czas trzymając mnie za przedramię.

– Cześć, kochanie. Nie chcę ci przeszkadzać, ale czy masz może jakieś moje wyniki? – Pokręciłam głową i przeszłam na drugą stronę łóżka, by poprawić ustawienia kroplówki.

 

– Cały czas czekamy, aż technicy od USG nam je przyślą. Przykro mi. To pewnie potrwa jeszcze kilka minut, bo mamy dzisiaj mnóstwo pracy.

Jakby na zawołanie naszą rozmowę przerwał sygnał policyjnego radia. Eloise wyjrzała zza swojej zasłony, próbując dostrzec policję.

– Co się tam dzieje?

Uśmiechnęłam się.

– Przecież pani wie, że nie mogę pani o tym mówić.

Pochyliła się do przodu, żeby lepiej widzieć.

– Tam jest tylu policjantów. Dlaczego aż tylu? Czy znajduję się w niebezpieczeństwie?

– Nie, nic pani nie będzie. Nigdy bym nie pozwoliła, żeby coś się pani stało. – Poklepałam ją po dłoni. Miała miękką skórę o konsystencji ciasta, stwierdziłam więc, że znowu była odwodniona. – A pani, pani Thing – pogroziłam jej żartobliwie palcem – musi pani pić więcej w ciągu dnia. Ile razy już to pani mówiłam?

Zwiesiła głowę, nie umiała jednak ukryć uśmiechu, błądzącego w kącikach ust. Sprawdziłam jej parametry życiowe i zapisałam je w karcie.

– Będę mieć oko na te wyniki i dam pani znać, gdy tylko się czegoś dowiem. Dobrze?

– Dobrze. – Skrzyżowała ręce na piersi i usiadła wygodnie. Zamknęła oczy, zrelaksowała się, kilka zmarszczek na jej twarzy się wygładziło. Kiedyś mi powiedziała, że sama bardzo źle sypia i przez większość nocy leży przerażona, że gdy zaśnie, ktoś włamie jej się do domu. Nic dziwnego, że przychodziła do szpitala tylko w nocy. Gdy mówiła, nawet nie otwierała oczu. – I proszę się dowiedzieć, o co chodzi z tą policją.

– Oczywiście – obiecałam i wyszłam, by sprawdzić stan pozostałych moich pacjentów. Wiedziałam, że nawet jak się dowiem, co się dzieje, nie będę mogła jej o tym powiedzieć.

Noc stawała się coraz bardziej wypełniona pracą, nie usiadłam aż do czwartej. Wtedy nalałam sobie filiżankę kawy i zalogowałam się do komputera, chcąc zacząć wprowadzać notatki podczas tej krótkiej przerwy. Nagle zobaczyłam Stephanie, która postawiła krzesło tuż obok mnie.

– Słyszałaś, co się stało? – spytała.

Zupełnie zapomniałam o tych policjantach. Pokręciłam głową.

– Nie miałam nawet czasu oddychać. Na łóżku numer sześć skończyło się punkcją lędźwiową. – Wyciągnęłam dokumenty pierwszego pacjenta i przejrzałam jego grupę krwi, szukając tego, czego potrzebowałam do raportu. – Co mnie ominęło?

– Policja przywiozła porzuconego malucha. Jest bardzo pobita. Znaleźli ją błąkającą się po parkingu. Miała na sobie tylko pieluchę i coś jakby obrożę. Ale to smutne, prawda? – Mówiła szybko, chcąc zakończyć tę historię, zanim ponownie zostanie wezwana do obowiązków. – W ogóle nie chciała dopuścić do siebie policji. Aby wsadzić ją do samochodu, potrzeba było trzech policjantów. Jest brudna, ma zakrwawione ręce i ramiona, ale nie możemy jej umyć, dopóki nie zbiorą wszystkich dowodów, które mogą znajdować się na jej ciele. Nie mają pojęcia, kim jest i skąd pochodzi.

W moim brzuchu pojawił się skurcz gniewu i poczucia niesprawiedliwości. Dlaczego wszechświat pozwalał mieć dzieci ludziom, którzy je krzywdzili? Dlaczego nie dawał ich ludziom takim jak ja, którzy ich pragnęli?

Mój mąż, Christopher, i ja od wielu lat staraliśmy się o dziecko, ale to było jedno wielkie pasmo rozczarowań. Po tym, jak pierwszy lekarz zdiagnozował u mnie wrogi śluz, poszliśmy do innego, ale drugi lekarz zgodził się z pierwszym – miałam nigdy nie urodzić dziecka. Przełknęłam gorycz, która zebrała mi się w gardle. W niektóre dni było lepiej niż w inne. Ale dzisiaj wcale nie było mi lżej.

– Czy mają jakieś wskazówki co do jej rodziców? – spytałam.

– Nie. Zupełnie nic. Myślą, że albo przyszła tam z parkingu dla przyczep po drugiej stronie ulicy, albo została tam przez kogoś podrzucona.

Skrzywiła się z odrazą.

– Jest taka chuda, wygląda jakby nie jadła od kilku dni.

– Biedactwo. Mam nadzieję, że znajdą jej rodziców i okaże się, że to był jakiś dziwny wypadek lub nieporozumienie.

Uniosła brwi.

– Nieporozumienie? Jakie nieporozumienie prowadzi do tego, że twoje dziecko gubi się na parkingu w samej pieluszce? I ta krew. Zapomniałaś o tym?

– Ktoś musi być optymistą.

Żałowałam, że nie jestem taką optymistką, jaką udawałam. Kiedyś nią byłam. Ale już przestałam.

Stephanie wybuchła śmiechem i ścisnęła moją rękę.

– I właśnie dlatego cię kocham – powiedziała i szybko wyszła.

* * *

Gdy wróciłam, Christopher czekał na mnie z kubkiem herbatki rumiankowej. Filiżankę swojej porannej kawy trzymał w jednej ręce, a mój ulubiony kubek w drugiej – ten z napisem „Pieskie życie” z przodu, chociaż nigdy nie miałam psa. Przez ostatnie dwa lata pracowałam na nocki, a on pracował w dzień, chyba że mieli sytuację awaryjną, tak więc zupełnie nie zgrywaliśmy się czasowo, ale dawaliśmy radę. Dzięki temu mogliśmy za sobą tęsknić, a czasami jest to bardzo potrzebne w związku, nawet jeśli ktoś kocha się tak bardzo jak my.

Wyjęłam kubek z jego dłoni, zdjęłam buty i poszłam za nim do salonu. Opadłam obok męża na sofie, która była bardzo miękka i przyjemnie otoczyła moje ciało. To był mebel, o który walczyliśmy najbardziej, kiedy urządzaliśmy ten dom tuż po jego zakupie. Salon jest jednym z pierwszych pomieszczeń, które się ogląda, gdy wchodzi się do środka, i zdaniem Christophera powinniśmy mieć elegancką, sztywną kanapę, która będzie wyglądać nieskazitelnie i ładnie. Ale nasz dom był zbyt mały, by urządzić w nim inny pokój, w którym moglibyśmy siadać, chciałam więc, żeby salon był wygodny. Ostatecznie wygrałam, a mój mąż już przy kilku okazjach przyznawał, że się cieszy, bo teraz nie wyobraża sobie wrócić do domu i usiąść na twardej, sztywnej kanapie.

Położyłam stopy na jego kolanach. Zdjął mi skarpetki i zaczął masaż. Kiedy po raz pierwszy powiedziałam mojej siostrze, że mój mąż po pracy robi mi masaż stóp, odparła, że to tylko dlatego, że jesteśm nowożeńcami. Ale po tylu latach on nadal to robił. Gdy wracałam do domu po zmianie w szpitalu, on robił mi masaż stóp. I kropka. Nieważne, że operował przez ostatnie dwanaście godzin.

– No i? – Uniósł pytająco brwi.

Bycie lekarzem zawsze ma na ciebie wpływ. Przez wszystkie te lata staliśmy się dla siebie terapeutami. Rozumieliśmy, jak to jest być odpowiedzialnym za życie innych ludzi w sposób, którego nie zna nikt spoza zawodu.

– Znowu przyszła do nas dzisiaj Eloise.

– O co chodziło tym razem?

– Skrzepy krwi.

– I?

– Wynik negatywny.

Uśmiechnął się. Jego ciemne włosy były zaczesane gładko do tyłu, a kilka pasemek płasko rozłożył w łysiejącym miejscu z tyłu czaszki. Fakt utraty włosów bardzo go krępował, ale ja się tym nie przejmowałam. Uwielbiałam jego mądre spojrzenie i byłam przekonana, że z wiekiem stawał się coraz przystojniejszy. Pod tym względem faceci mieli szczęście. Nawet jego zmarszczki były urocze.

– A jak tam twój dzień? – spytałam.

– Dwie operacje. Trzy konsultacje.

Christopher był chirurgiem ortopedą w Northfield Memorial, tym samym szpitalu, w którym pracowałam. Northfield był największym szpitalem regionalnym w Ohio i gdy Christopher studiował na pierwszym roku medycyny, pracując w dzień i ucząc się w nocy, spotykaliśmy się w kawiarni. Był tak skupiony na celu, że prawie mnie nie zauważał, ale jego wysiłek się opłacił. Dostał się na staż, a potem na specjalizację.

– Coś interesującego? – spytałam.

Pokręcił głową.

– Och, zanim zapomnę ci powiedzieć: przeczytaj maila od Bianelli. Chce, żebyśmy w przyszły weekend pojechali na seminarium na temat adopcji międzynarodowej. Ma powstać panel dla rodziców na temat niektórych ukrytych wyzwań związanych z adopcjami międzynarodowymi – powiedział.

Bianella była naszą specjalistką od adopcji. Zgłosiliśmy się do niej po tym, jak lekarz kazał nam usiąść i wyjaśnił nam nasze szanse na ciążę. Christopher i ja zawsze chcieliśmy mieć dzieci, więc adopcja była dla nas logicznym wyborem i od razu zaczęliśmy szukać, nie chcąc marnować więcej czasu. Miałam wtedy prawie czterdzieści lat, a żadne z nas nie chciało być starym rodzicem. Myślałam, że adopcja dziecka będzie łatwa, tak samo jak myślałam, że zajście w ciążę będzie łatwe. Mieliśmy za sobą już jedną nieudaną adopcję i sprawiło nam to taki sam ból jak każde poronienie.

– Nadal jestem niezdecydowana, jeśli chodzi o adopcję międzynarodową – odparłam.

– Wiem. Ja też. Po prostu przeczytaj i daj znać, co sądzisz. – Christopher zsunął moje nogi ze swoich kolan. – Muszę się zbierać.

Poszedł do kuchni, aby włożyć kubek do zmywarki, a ja ruszyłam w stronę korytarza prowadzącego do sypialni, gdy nagle o czymś sobie przypomniałam.

– Christopher! – krzyknęłam.

– Co?

– Zapomniałam powiedzieć ci o jednej rzeczy, która się dzisiaj wydarzyła. – Zrobiłam przerwę, by mieć pewność, że zwróciłam jego uwagę. – Policja przywiozła porzucone dziecko.

Rozdział drugi

CHRISTOPHER BAUER

Właśnie wróciłem do biura po wyczerpującej sześciogodzinnej rekonstrukcji dłoni. Operacja okazała się bardziej skomplikowana, niż się spodziewaliśmy. Parzyłem sobie kawę, kiedy Dan, szef oddziału chirurgii, do mnie wszedł. Wyglądał na zdenerwowanego.

– Możemy porozmawiać? – spytał i zamknął za sobą drzwi.

– Chcesz usiąść? – Wskazałem krzesło przed moim biurkiem. Rzadko mieliśmy spotkania za zamkniętymi drzwiami, więc to musiała być naprawdę poważna sprawa.

Pokręcił głową i przejechał dłońmi po ciemnych włosach. Na jego czole pojawiły się zmarszczki ze stresu.

– Co, u diabła, jest nie tak z tymi ludźmi? Naprawdę, jak oni mogą być takimi potworami? – Zaczął mówić, chodząc po moim gabinecie.

Pracowaliśmy razem od wielu lat i jeszcze nigdy nie widziałem go takiego zdenerwowanego.

– Na pewno nie chcesz usiąść?

– Nie, nie, nic mi nie jest. Tak naprawdę to potrzebuję się napić. – Zaśmiał się gorzko. – Wczoraj wieczorem na ostry dyżur przywieziono małą dziewczynkę. Jej sprawa jest naprawdę okropna. Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego. Nigdy. – Starał się opanować emocje i pewnie myślał o swoich trzech córkach, których zdjęcia stały na biurku w jego gabinecie. – Nie mogę sobie wyobrazić, żeby ktoś mógł zrobić coś takiego dziecku. Po prostu nie mogę.

– Ale o co w ogóle chodzi? – spytałem, bo ogarnęła mnie ciekawość.

– Możliwe, że to ty będziesz musiał zaraz usiąść – odparł pół żartem, pół serio. – Została przywieziona przez policję i opiekę społeczną. Znaleziono ją na parkingu na zachodniej stronie przy Park’s Station. Wiesz, o którym miejscu mówię?

Pokiwałem głową. Wszyscy znali Park’s Station i znajdujące się za nią kempingi. To tam rozkwitał handel metamfetaminą. Do tej części miasta jeździło się tylko w jednym celu.

– Jej całe ciało pokryte jest starymi bliznami i siniakami. Musiała być bita przez długi czas. – Starał się zachować spokój. – Jest bardzo niedożywiona i odwodniona, więc wygląda jak te głodne sieroty, które widzisz w telewizji. Wiesz, o których mówię? – Nie czekał na moją odpowiedź i od razu zaczął mówić dalej. – Ma na nogach dziwną wysypkę, jakby miała jakąś infekcję zakaźną. Zdjęcia rentgenowskie wykazały wiele złamań w całym ciele. Niektóre z nich są bardzo stare. Inne są względnie świeże. Pewnie nigdy nie widziała lekarza, więc kto wie, co znajdziemy, gdy zaczniemy szukać. – Odchrząknął. Potem odchrząknął raz jeszcze i przeszedł w tryb zarządzania projektem. – Nad tą sprawą będzie pracował ogromny zespół, potrzebujemy wszystkich naszych najlepszych ludzi, dlatego chcę, żebyś też wziął w tym udział. Spotkamy się jutro z samego rana, więc musisz odwołać poranne zabiegi.

– Dobra, pewnie. Poproszę Alexis, żeby pozmieniała terminarz. – Wyjąłem telefon i szybko wysłałem maila do mojej recepcjonistki, a następnie schowałem komórkę do kieszeni.

– Chodźmy. – Dan ruszył w stronę drzwi, a ja poszedłem za nim. Po drodze cały czas mówił. – Gdy tylko to wyjdzie na jaw, rozpocznie się szał medialny. Na razie nikt jeszcze nie puścił farby. Chcemy chronić jej prywatność tak długo, jak to będzie możliwe, ale to tylko kwestia czasu – wkrótce wszyscy się o tym dowiedzą. Rozumiesz granice poufności w tej sprawie, prawda?

– Oczywiście. – Kiwnąłem głową, mimo że jeszcze nigdy nie miałem tak głośnej sprawy. W mieście o tej wielkości rzadko zdarzały się takie przypadki, a większość dzieci, które operowałem, była ofiarami wypadków samochodowych, część łamała się podczas uprawiania sportów. Byłem podekscytowany tym, że zostałem zaangażowany w coś tak niezwykłego, ale nie mogłem się do tego przyznać.

 

Weszliśmy do windy na końcu korytarza. Było tam pełno ludzi, więc przestaliśmy rozmawiać. Wjechaliśmy na trzecie piętro. Dan przytrzymał drzwi i kazał mi wyjść na korytarz.

– Co ona tutaj robi? – spytałem. Trzecie piętro to oddział neurobiologii, na którym przebywali pacjenci po udarach i atakach serca.

– Nikt nie wpadnie na to, żeby jej tu szukać – odparł.

– Masz na myśli media?

– Nie martwimy się mediami. Łatwo trzymać je z daleka. Policja próbuje ją chronić na wypadek, gdyby ten, kto ją skrzywdził, zaczął jej szukać. Nie wiadomo, kto robił jej krzywdę, i czy nadal coś jej grozi. Jeszcze nawet nie wiadomo, kim jest. Powiedziała, że ma na imię Janie, ale kto wie… Mogła wymyślić to imię. Mogła nawet zostać porwana. Dowiemy się o niej więcej, gdy sprawa się rozwinie.

Kiwnął głową do chodzących po oddziale pielęgniarek. Przed drzwiami na środku korytarza stało dwóch mundurowych. Dan podszedł do nich i pokazał im szpitalny identyfikator. Ja uczyniłem to samo. Zanim otworzył drzwi, odwrócił się i na mnie popatrzył.

– Przygotuj się – powiedział.

Przeszedł przez drzwi, a mnie zalała fala smutku, gdy zobaczyłem leżące na łóżku małe dziecko. Nic nie mogło mnie na to przygotować. Dan powiedział, że jest małe, ale leżące na łóżku dziecko wyglądało, jakby dopiero co skończyło rok. Jej ręce i nogi były tak kruche, że gdyby stała, chyba by jej nie utrzymały. Miała rozdęty brzuch i głowę za dużą w porównaniu z resztą małego ciałka, i za dużą, by to ciałko mogło ją utrzymać. Była prawie łysa. W miejscu, w którym powinny znajdować się włosy, rosło tylko kilka blond kępek. Odwróciła głowę i spojrzała na nas najjaśniejszymi niebieskimi oczami, jakie kiedykolwiek widziałem.

– Cześć. – Uśmiechnęła się nieśmiało, odsłaniając zepsuty ząb z przodu.

– Cześć, Janie. – Dan podszedł bliżej i się nad nią pochylił.

Wyciągnęła ręce.

– Przytulas?

Pochylił się jeszcze bardziej i delikatnie ją objął, bojąc się ją skrzywdzić. Przywarła do jego fartucha. Wyglądał na zawstydzonego.

– Podoba mi się twój zapach – powiedziała ledwo słyszalnie, niemal szeptem.

Nie chciała go puścić, więc odwrócił się w moją stronę i dał mi znak, żebym podszedł bliżej. Ominąłem jedną z pielęgniarek i stanąłem obok łóżka.

– Cześć, Janie. Nazywam się Christopher. Będę jednym z twoich lekarzy – powiedziałem, ostrożnie dobierając słowa. – Będę pomagał się tobą zająć.

Puściła Dana i wyciągnęła rękę w moją stronę. Miała długie i brudne paznokcie. Jej palce były tak wygięte, że nie mogła objąć nimi moich palców.

– Cześć – powiedziała z wahaniem. – Naprawisz mnie?

Pokiwałem głową.

– Tak, skarbie. Obiecuję.