Jak w filmie o miłościTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Louise Fuller

Jak w filmie o miłości

Tłumaczenie: Dorota Viwegier-Jóźwiak

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Craving His Forbidden Innocent

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Louise Fuller

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6699-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Bautista Caine przysunął telefon do ucha i jednym gestem odprawił asystentkę.

Nie żeby Alicia mówiła coś, o czym nie wiedział. Wiadomość głosowa była w zasadzie powtórzeniem tego, co mówiła, kiedy ostatnio się widzieli. Że jest najlepszym bratem na świecie oraz że bardzo go kocha. Z przyjemnością wysłuchał tego kolejny raz.

Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie ostatniej rozmowy, w której padło wiele ostrych słów. Ale przecież wszystkie dyskusje, których tematem była Mimi Miller, miały podobny przebieg.

Jego mięśnie napięły się lekko pod marynarką.

Mimi ze swoimi długimi blond włosami, jeszcze dłuższymi nogami i miękkimi ustami. Całowali się raz, ale tamten pocałunek zmącił mu zmysły na tyle, że pamiętał go do dziś. Bautista zacisnął zęby, a jego ciało znieruchomiało jak u drapieżnika szykującego się do skoku.

Mimi Miller pojawiała się w jego życiu jak zły duch. Stracił nadzieję, że to się kiedykolwiek zmieni, ponieważ nic z tego, co mówił, nie było w stanie zmienić opinii jego siostry o Mimi. Nie dalej jak wczoraj poinformowała go zupełnie poważnym tonem, że Mimi cierpi na brak pewności siebie. Doprawdy trudno byłoby o mniej trafne spostrzeżenie.

Minęły dwa lata, odkąd wysłał siostrę do Nowego Jorku, aby tam z pierwszej ręki poznała arkana pracy w fundacji charytatywnej Caine’ów. Wierzył, że odległość od domu oraz nowe znajomości sprawią, że niewytłumaczalna i wielce niefortunna dla niego przyjaźń jego siostry z Mimi nareszcie się zakończy.

Niestety, tak się nie stało.

Popatrzył teraz w stronę okna na rabaty pełne narcyzów rosnących w ogrodzie rodzinnej willi w Londynie i przymrużył ciemne oczy, kierując myśli w stronę ślubu Alicii z Philipem Hennesym.

Nowina ta nie zaskoczyła go ani nie wzburzyła w przeciwieństwie do informacji oznajmionej radosnym tonem, że druhną Alicii zostanie Mimi. Trudno było mu stwierdzić, co zszokowało go bardziej. Fakt, że obydwie nadal się przyjaźniły pomimo tylu miesięcy rozłąki, czy to, że siostra utrzymywała tę znajomość w sekrecie przed nim.

Tak czy siak, zachowała się nie w porządku.

Był pewien, że gdyby zapytał Alicię o Mimi, ta opowiedziałaby mu wszystko, co chciał wiedzieć. Ale, oczywiście, nie zapytał. Nie chciał nawet słyszeć imienia Mimi ani tym bardziej pamiętać, jak o mały włos uniknął nieszczęścia. Wyznawał zasadę, że co z oczu, to z serca.

Jednak pomimo jego wysiłków, by usunąć z pamięci wszelkie ślady po Mimi, ona uparcie powracała. Ale czy mogło być inaczej? Za każdym razem, gdy widział się z ojcem, przypominał sobie o krzywdach wyrządzonych przez rodzinę Mimi. Stąd była już krótka droga do odtworzenia w pamięci tych dwóch godzin, kiedy jego najbardziej prymitywne instynkty zapanowały nad potrzebą zapewnienia swoim bliskim bezpieczeństwa.

Zawsze, gdy wracał myślami do dwudziestych pierwszych urodzin swojej siostry, dopadał go gniew i żal. I jak zwykle w takich sytuacjach powtarzał sobie, że to był jednorazowy wybryk. Dosłownie chwila, kiedy odebrało mu rozum. Może dlatego, że pierwszy raz ujrzał w Mimi kobietę, a nie koleżankę siostry. A może dlatego, że to ona patrzyła w sposób, który mu to uświadomił.

Uśmiechnął się smutno. Paradoksalnie to on ponosił winę. Sam przecież przedstawił Charliego Butlera i Raymonda Cavendisha swojemu ojcu. Nie wyczuł nawet nuty fałszu za pięknymi słówkami, którymi go obsypali. A powinien był…

Mimo to nie potrafił całkowicie rozgrzeszyć Mimi.

Nawet tamtego wieczora było parę momentów, gdy poczuł się nieswojo. Dopiero później okazało się, że grała ważną rolę w oszustwie, jakie zaplanowali jej ojczym i wuj.

Prawie udało jej się oszukać nawet jego.

I to właśnie jej zdrada i jego własna głupota najbardziej go bolały. Nawet dziś.

Początkowo myślał, że to przypadek, ale nagłe opuszczenie imprezy urodzinowej było według niego dowodem, że Mimi miała nieczyste sumienie. Z czasem, gdy wyszło na jaw więcej szczegółów, przestał jej bronić.

Aby chronić ojca i reputację rodziny, próbował wymóc na Alicii zerwanie kontaktów z Mimi. Bez żadnego skutku. Alicia była na to zbyt wielkoduszna i zbyt mocno przywiązana do Mimi.

Bautista poczuł przypływ irytacji. Nie z powodu Alicii. Wiedział, że siostra jest romantyczną i sentymentalną duszą. On natomiast twardo stąpał po ziemi. Wystarczyło, że raz wpuścił wilki za drzwi swojego domu. Nie był gotowy na kolejną porażkę.

Wiedział dobrze, jaki skandal wybuchłby, gdyby media odkryły, że jego siostra nadal przyjaźni się z pasierbicą i bratanicą mężczyzn, którzy zawłaszczyli fundusz emerytalny pracowników fundacji Caine’ów. Natychmiast rozniosłoby się, że Mimi ma być druhną Alicii. Dlatego był zmuszony powiedzieć siostrze, że nie wyraża na to zgody.

Bolało go, że tak się tym zdenerwowała. Fakty jednak były takie, że Mimi nie mogła się znaleźć na celowniku fotografów. To nie wchodziło w grę.

Dlatego, aby nakłonić siostrę do zmiany zdania, posłużył się argumentem kiepskiego stanu zdrowia ojca i potencjalnego zszargania dobrego imienia rodziny.

Musiał pójść na pewne ustępstwa i nie był z tego zadowolony, ponieważ oznaczały one ponowne pojawienie się Mimi Miller w jego życiu.

Bautista oparł się o fotel, czując, jak serce głucho uderza w jego piersi.

Tym razem nie pozwoli sobie na słabość, ani chwilową, ani żadną inną. Nie straci kontroli, nie opuści gardy. Tym razem wszystko będzie inaczej. Tym razem to Mimi będzie marionetką, a on będzie pociągał za sznurki. Co więcej, zamierzał cieszyć się każdą chwilą nowego aktu w tym spektaklu.

Mimi Miller była spóźniona, i to tak bardzo, że w tej chwili już biegła, a nie szła. Mimo że kuśtykanie na obcasach trudno było nazwać biegiem, zmęczyła się tak, że zabrakło jej tchu.

Dzięki Bogu!

To była ta ulica. Zwolniła do szybkiego marszu, ukradkiem zerkając na witryny sklepowe i swoje w nich odbicie. Musiała kilka razy wziąć głęboki wdech, żeby się uspokoić.

Niestety, to była jej wina, że musiała teraz tak pędzić. Nie dlatego, że za długo się zastanawiała nad wyborem ubrania. Nie była fanatyczką mody i w sumie miała tylko dwie sukienki, przy czym jednej z nich nienawidziła, ponieważ kojarzyła jej się z niespełnionymi marzeniami i zawodem miłosnym. Druga sukienka, granatowa w białe kropki, była naprawdę urocza, ale kiedy ją przymierzyła w domu i popatrzyła na stan swoich długich do pasa włosów, w panice poszukała najbliższego salonu fryzjerskiego.

Wszystkie te przygotowania warte były każdych pieniędzy. Dziś bowiem, po dwóch latach przerwy miała się spotkać ze swoją najlepszą przyjaciółką.

Weszła do restauracji i spojrzała po sobie. Zwykle ubierała się w dżinsy i luźną koszulkę. „Tenedor” nie był jednak lokalem, w którym można było pokazać się w spranych dżinsach.

Zawahała się. Czy ktoś taki jak ona w ogóle miał prawo tutaj wejść? Od dawna już nie poruszała się w kręgach celebrytów, artystów czy wiodących biznesmenów. Od czasu, gdy Charlie i Raymond trafili do więzienia, jej życie zmieniło się na zawsze.

Tak naprawdę jednak nie musiała się obawiać. Dziś nikt pewnie nie skojarzyłby jej z tamtą wystraszoną dziewczyną spod sali sądowej.

Podała swoje nazwisko kelnerowi, a potem poszła za nim, obserwując ukradkiem stoliki i czując rosnącą radość z tego, że wreszcie zobaczy Alicię.

Nadal nie mogła uwierzyć, że minęły aż dwa lata. Po aresztowaniu Charliego i Raymonda rozmawiały ze sobą tylko raz, przez telefon. Mimi przez cały czas przepraszała za to, co się stało, a Alicia, pociągając nosem, zapewniała ją, że między nimi nic się nie zmieni. Potem wymieniały się tylko wiadomościami, ale po przeprowadzce do Nowego Jorku Alicia zajęła się pracą dla rodzinnej fundacji, a potem poznała Philipa Hennessy’ego, dziedzica rodu restauratorów, i nie miała już tyle czasu dla dawnych przyjaciół, w tym także Mimi.

 

Teraz ona i Philip byli zaręczeni, a zgodnie ze wstępnym zaproszeniem, które Mimi otrzymała, ślub miał się odbyć w maju, czyli za niecałe trzy miesiące.

Podsumowując, Alicia szła przez życie jak burza, odhaczając kolejne etapy dorosłego życia. Tymczasem Mimi pracowała jako barmanka w kawiarni na Borrough Market, a jej młodzieńcze marzenia, by kręcić filmy, utknęły w martwym punkcie. Co się zaś tyczyło życia osobistego…

Tu nie było nawet o czym wspominać. Jej jedyna jak dotąd wyprawa do świata podbojów erotycznych skończyła się kompletną porażką na dwudziestych pierwszych urodzinach Alicii. Mimi nie tylko nadal była dziewicą, ale do tego stopnia straciła wiarę w swoje możliwości, że postanowiła odłożyć tę część życia na półkę i w ogóle o niej nie myśleć.

Wiosną, kiedy wszystko budziło się do życia, bycie singielką było znacznie trudniejsze niż zazwyczaj. Londyńskie parki były wypełnione zakochanymi, a zapach kwiatów przywodził na myśl urodzinową imprezę Alicii.

Ta zaś, jak zawsze, przypominała jej o Bautiście.

Wstrzymała oddech.

Bautista Caine, brat Alicii i pierwsza wielka miłość Mimi. Mężczyzna, który złamał jej serce i porzucił ją, nie oglądając się za siebie.

Do dziś pamiętała nieco mroczne spojrzenie ciemnych oczu i uśmiech, jakby od niechcenia. Nie tylko ona wodziła za nim oczami tamtego wieczora. Praktycznie każda z jej koleżanek, a pewnie także i niektóre z ich matek zerkały tęsknym spojrzeniem, gdy przyjeżdżał po Alicię do szkoły.

Wystarczyło zresztą na niego spojrzeć, by zrozumieć dlaczego.

Był człowiekiem sukcesu, a przy tym miał w sobie urok, któremu trudno się było oprzeć. Nie żeby sam przejawiał jakiekolwiek zainteresowanie uczennicami czy ich mamami. Zadawał się przeważnie z długonogimi modelkami z ustami ułożonymi w charakterystyczny dzióbek. Nic dziwnego, że tak łatwo przyszło mu porzucić dziewczynę w typie Mimi, która w dodatku była przyjaciółką jego siostry.

Żołądek Mimi zacisnął się w żelaznym skurczu, bynajmniej nie z ekscytacji. Zwykle nie pozwalała sobie myśleć o Bautiście i tamtym wieczorze, kiedy omal się ze sobą nie przespali. Jednak od czasu zaręczyn Alicii coraz trudniej było wypierać wspomnienia oraz ignorować fakt, że na ślubie przyjaciółki ponownie spotka się ze swoim niedoszłym kochankiem. Nie było mowy, żeby nie pojawił się na uroczystości. Alicia uwielbiała swojego brata, a on oddałby za nią życie.

Niestety w stosunku do Mimi Bautista nie przejawiał podobnego entuzjazmu.

Wzdrygnęła się na samo wspomnienie. Jedną z niewielu zalet nieobecności Alicii w życiu Mimi było to, że nie musiała oglądać twarzy człowieka, który całował się z nią szaleńczo, a godzinę później patrzył na nią jakby była powietrzem.

A było to jeszcze, zanim odkrył, że Charlie i Raymond nadużyli jego zaufania.

Mimi łudziła się, że zanim dojdzie do ich ponownego spotkania, uda jej się poznać wreszcie kogoś, kto dorównałby Bautiście Caine’owi. Może wtedy przestałaby o nim obsesyjnie myśleć. Może nawet zdobyłaby się na odwagę i powiedziała mu, że wcale nie był aż tak…

– Mimi!

Alicia zmierzała w jej stronę, a śliczna żółta sukienka zdawała się falować wokół jej sylwetki. Jej twarz zdobił szeroki uśmiech. W brązowych oczach tańczyły wesołe iskierki. Wyglądała na szczęśliwą i podekscytowaną. Uściskały się serdecznie i zaczęły mówić jedna przez drugą.

– Jak cudownie znowu cię widzieć! – Alicia cofnęła się o krok i przyjrzała się przyjaciółce z nieskrywaną radością. Myślałam, że może nie będziesz miała czasu, żeby się spotkać.

– A czym miałabym być zajęta?

– Nie wiem, może akurat byłabyś na jakimś festiwalu filmowym?

– To dopiero w przyszłym miesiącu.

– Tak się za tobą stęskniłam! Rozmowy przez telefon to jednak nie to samo – wyznała Alicia.

– Brakowało mi ciebie – zapewniła Mimi i poczuła skurcz serca.

Alicia uśmiechnęła się.

– Wyglądasz cudownie.

– Mówisz o sukience?

– Nie, mówię o tobie. Prawda? – Odwróciła się w stronę stojącego nieco z tyłu mężczyzny. – Philipie, to moja najlepsza przyjaciółka, Mimi Miller. Już wkrótce zostanie znaną reżyserką. Mimi, to Philip, miłość mojego życia i anioł we własnej osobie.

Mimi uścisnęła dłoń Philipowi, który uśmiechał się z zakłopotaniem.

– Ależ skąd! To Alicia jest aniołem, a ja jestem tylko najszczęśliwszym mężczyzną na świecie.

Mimi pokiwała głową i zrobiło jej się smutno. Czy jakikolwiek mężczyzna powie kiedyś coś podobnego o niej?

Nic na to nie wskazywało. Do tej pory była zakochana tylko w jednym mężczyźnie i to akurat w tym, który zainteresował się nią tylko w chwili słabości, po czym od razu o niej zapomniał.

Zacisnęła mocno szczęki, wspominając, jak przez krótki czas po ich upojnym pocałunku pozwoliła sobie uwierzyć, że jej romantyczne fantazje nastolatki mogły się stać rzeczywistością. Zaraz potem Bautista Caine zdeptał jej serce i pogrzebał marzenia.

Nawet dziś pamiętała wyraz jego twarzy, kiedy patrzył na nią pustym, niewidzącym spojrzeniem. Zostawił ją z tysiącem pytań, na które nie umiała sobie odpowiedzieć.

Dlaczego ją pocałował?

Dlaczego właśnie tak, jak całuje się kochankę?

I dlaczego ją zostawił samą?

Czy uznał, że mu się narzucała? A może, że była niezdarna? W końcu to był jej pierwszy pocałunek w życiu.

Wszystko to było zbyt bolesne, pomyślała, wpatrując się ze ściśniętym sercem w Alicię i Philipa. Najgorsze zaś w tym wszystkim było to, że Bautista był bratem Alicii, dlatego nie mogła jej opowiedzieć o swoim złamanym sercu.

Potem, gdy wybuchła afera z Charliem i Raymondem, było to zupełnie niemożliwe. Mimi obawiała się, że po takich zwierzeniach straciłaby także Alicię.

Zresztą zbyt wiele się wtedy działo. Charlie i Raymond zostali aresztowani, co stało się przyczyną nagłego ochłodzenia stosunków między obiema rodzinami. W tej sytuacji trudno było wydzwaniać do przyjaciółki i nękać ją pytaniami o to, dlaczego jej brat nie chciał się z nią przespać.

Teraz też nie była odpowiednia pora, by wyciągać akurat ten fragment przeszłości. Jej przyjaciółka po długiej przerwie przyleciała do Londynu i Mimi nie chciała, by cokolwiek zrujnowało ich ponowne spotkanie.

Usiadła więc przy stoliku i rozejrzała się z zachwytem.

– To takie przyjemne miejsce, prawda?

– Opowiadaj, co u ciebie. Nie mogę się doczekać wszystkich szczegółów – powiedziała Alicia, rozkładając menu. – Zacznij od filmu.

Chcąc zyskać na czasie, Mimi podniosła do ust szklankę z wodą. Naprawdę nie było się czym chwalić. Film, podobnie jak wszystko, czego się w życiu tknęła, okazał się fiaskiem.

Owszem, nakręciła film. Krótkometrażowy, na czarno-białej taśmie, oparty głównie na improwizacji. Scenariusz opowiadał o grupce dziewczyn przemierzających pewnej nocy Londyn. Mimi nawet udało się znaleźć dystrybutora. Tylko że było to dziewięć miesięcy temu, a film nadal nie znalazł się w dystrybucji i szanse na to malały z każdym dniem.

Kiedy rozpoczęły się zdjęcia, aktorki grające dwie główne role były zupełnie nieznane i zależało im, żeby wystąpić gdziekolwiek. Jednak potem obie podpisały kontrakty i grały w serialu dla nastolatków. To ich prawnicy zablokowali film Mimi, twierdząc, że nie może on się ukazać, ponieważ ich klientki zagrały w nim, będąc przekonane, że to niekomercyjny projekt.

Nie była to prawda. Prawdziwy powód był taki, że w filmie padały słowa, które mogłyby się nie spodobać konserwatywnej widowni serialu i zaszkodzić odtwórczyniom popularnych ról. Wynikło z tego zamieszanie, które dość trudno było streścić w kilku słowach, a Mimi nie chciała, by lunch zamienił się w jej gorzkie żale.

Potrząsnęła więc głową.

– To wszystko nieważne – powiedziała i wzięła Alicię za rękę, odwracając ją tak, by przyjrzeć się pierścionkowi. – Najpierw opowiedz, jak się poznaliście.

Przyglądając się snującej opowieść przyjaciółce, Mimi stopniowo się rozluźniała. Alicia nadal miała w sobie dziewczęcą niewinność i coś, co podnosiło Mimi na duchu.

– Ilu gości zaprosiliście na ślub? – zapytała Mimi, kiedy dwóch kelnerów zaczęło się krzątać wokół stolika.

– Próbowaliśmy zmieścić się w dwóch setkach – powiedział Philip.

Mimi omal nie parsknęła śmiechem, po chwili jednak przypomniała sobie, że to nie będzie prywatna impreza, tylko wielkie wydarzenie towarzyskie.

Odchrząknęła.

– Zorganizujecie wesele w Fairbourne, prawda?

Zanim w życiu Mimi nastąpił przewrót, bywała regularnym gościem w Fairbourne, zabytkowej rezydencji w stylu georgiańskim z wysokimi murami oplecionymi bluszczem…

W jej pamięci znów odżył tamten wieczór na urodzinach Alicii, kiedy przystojny, ciemnooki Bautista zaczął ją całować. Spleceni w uścisku dotarli do jego sypialni, gdzie rozebrał najpierw siebie, a potem ją…

Drgnęła gwałtownie, czując mrowienie w palcach opartych na śnieżnobiałym obrusie.

Wspomnienie umięśnionego ciała o połyskującej oliwkowej skórze mignęło jej przed oczami. Musiała zacisnąć powieki, by pozbyć się tego obrazu z pamięci, a kiedy je otworzyła, zobaczyła, że Alicia ociera ukradkiem łzę.

– Och, Lissy, co się stało, czemu płaczesz?

Philip wziął Alicię za rękę i przysunął ją ku swoim ustom.

– Bob miał infekcję wirusową w święta i od tego czasu niedomaga. Dlatego przesunęliśmy datę ślubu na maj.

Mimi pokiwała głową ze zrozumieniem, ale jej serce nadal było rozdygotane wspomnieniem pocałunków Bautisty.

Znała, oczywiście, ojca Alicii, finansistę i filantropa Roberta Caine’a. Był uroczym i zawsze dla niej miłym człowiekiem. Poczuła się winna. Gdyby nie zdrada, jakiej dopuścili się jej ojczym i wuj, zdrowie Boba być może nie pogorszyłoby się tak bardzo.

– Dlatego też zdecydowaliśmy, że ślub odbędzie się w Argentynie – dokończył Philip. – O tej porze roku jest tam jesień. Będzie jeszcze ciepło, ale nie tak parno jak latem.

– Basa był tak miły, że udostępnił nam swoją posiadłość na wyspie. Tam odbędzie się ceremonia i wesele, a po drodze goście będą się mogli zatrzymać w jego domu w Buenos Aires.

Kąciki ust Mimi automatycznie uniosły się w górę, akompaniując radości w głosie przyjaciółki, ale przez parę chwil Mimi nie mogła się oprzeć wrażeniu, że ma kompletną pustkę w głowie, w której jak upiorne dźwięki rozstrojonego pianina pobrzmiewały ostatnie słowa Alicii.

– Lissy, to cudownie – powiedziała powoli i, o dziwo, jej głos zabrzmiał normalnie.

Kelnerzy podali deser, ale zerkając na galaretkę z hibiskusa i rumową babeczkę, Mimi poczuła, że żołądek odmawia jej posłuszeństwa.

Już przyjmując zaproszenie Alicii, zdawała sobie sprawę, że Bautista pojawi się w ich rozmowie. Trudno było oczekiwać, że zabraknie go na ślubie siostry. Jednak nie spodziewała się, że będzie to dla niej tak traumatyczne przeżycie. Czy on tak samo się czuł, kiedy w rozmowie wymieniano jej imię? Czy choć raz drgnęło mu serce? A jeśli tak, to czy poczuł wstyd z powodu tego, jak okropnie ją potraktował?

A może, z powodu późniejszych zdarzeń z udziałem Charliego i Raymonda, ulżyło mu, że sprawy nie zdążyły zajść za daleko?

– Mimi, to najpiękniejsze miejsce na świecie. Wyobraź sobie bezkresne niebo, góry na horyzoncie, a wokół wyspy krystalicznie czyste wody jeziora. Basa twierdzi, że to pierwszy stopień do nieba.

Serce Mimi stanęło znowu i z oporem, nierówno zaczęło bić, coraz szybciej i szybciej.

Niebem był dla niej dotyk jego ust, pomyślała, czerwieniąc się mimo woli. Dłoń lekko zadrżała, gdy podniosła do ust kieliszek i wypiła mały łyk wina.

– Tak się cieszę, Lissy – powiedziała. – To będzie wspaniały dzień. Może mogłabym w czymś pomóc? Chociaż pewnie macie całą armię ludzi do pomocy.

– Właśnie mieliśmy cię poprosić o pewną przysługę.

Philip i Alicia spojrzeli na siebie.

– Naprawdę? – Mimi aż wychyliła się do przodu.

– Na ślubie ma być fotograf – zaczął Philip. – Nie podobało nam się to, ale Bob i moi rodzice są nieco staromodni i nalegali. Tak naprawdę jednak chcielibyśmy, żebyś to ty nakręciła film z ceremonii.

– Masz wielki talent i na pewno uchwyciłabyś wszystko, na czym nam zależy. Bez sztucznych póz, ustawiania się do zdjęć i tak dalej.

Mimi zamrugała i poczuła, że drżą jej ręce.

– Naprawdę powierzylibyście mi takie zadanie?

Oboje zgodnie pokiwali głowami. Alicia uśmiechnęła się przekornie.

 

– Powierzyłam ci kiedyś moje życie. Pamiętasz chyba ten słynny mecz lacrosse?

Mimi prawie się roześmiała.

– Wrył mi się w pamięć jak nic innego – odparła i popatrzyła na Alicię. To byłby wspaniały prezent, jaki mogła zrobić najlepszej przyjaciółce. Znała ją jednak zbyt dobrze i wiedziała, że w ten sposób Alicia chce jej pomóc. Może dowiedziała się skądś, że kariera reżyserska Mimi nie układa się zgodnie z planem.

– Och, Lissy. Jestem tylko amatorką, a to będzie dla ciebie wielki dzień. Nie chciałabym go popsuć.

– Mówiłam ci, że tak powie. – Alicia zwróciła się do Philipa, a potem znów spojrzała na Mimi. – Gdybyś tylko wierzyła w siebie tak mocno, jak ja w ciebie wierzę.

Mimi wzniosła oczy do nieba.

– Mówisz tak tylko, bo się przyjaźnimy.

– Słyszysz? To też przewidziałam – rzuciła Alicia do Philipa z nutą triumfu. – Może faktycznie moja ocena nie jest zupełnie obiektywna, ale to i tak nie ma znaczenia, bo to nie ja wpadłam na ten wspaniały pomysł. Nie był to także Philip. To pomysł Basy.

Mimi zastygła w bezruchu, a jej serce omal nie eksplodowało.

– To niemożliwe – wyjąkała tylko, a jej mózg analizował na szybko wszystkie możliwości.

Bautista miałby coś takiego zaproponować? Po wcześniejszych rozmowach z Alicią Mimi wywnioskowała, że Robert i Bautista stracili do niej zaufanie. Co zatem się zmieniło?

Nic z tego nie rozumiała.

– Dlatego właśnie poprosiłam go, żeby do nas dołączył i powiedział ci o tym osobiście.

Dokończywszy zdanie, Alicia wyciągnęła w górę rękę i pomachała w kierunku wejścia.

Mimi błyskawicznie odwróciła się za siebie i poczuła, jak drobniutkie włoski na jej karku unoszą się w poczuciu trudnego do opanowania zagrożenia.

Do ich stolika zbliżał się Bautista Caine. Ciemny kosmyk włosów opadał mu na czoło. Grafitowy garnitur opinał muskularną sylwetkę.

Nie była pewna, czy jej serce nadal bije, czy może przestało. Patrząc na niego, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że jej ciało topnieje jak wosk. W ruchach Bautisty widoczne było zdecydowanie i pewność siebie, której Mimi nigdy nie posiadała, z wyjątkiem tych krótkich chwil, kiedy stała za kamerą. Jednak nawet tutaj, w restauracji pełnej eleganckich i pewnych siebie ludzi, Bautista Caine był bez wątpienia najprzystojniejszym mężczyzną, o najciemniejszym odcieniu włosów i oczu, a jego rysy stanowiły doskonałą kompozycję odziedziczoną po angielskich i argentyńskich przodkach.

Oddziaływanie Bautisty na otoczenie nie ograniczało się tylko do urody – szlachetnych rysów twarzy, uwodzicielskiego spojrzenia czy uśmiechu, przy którym człowiek z miejsca zapominał, jak się nazywa. Miał coś, co określa się mianem prezencji, a co nie pozwalało oderwać od niego oczu.

Dla napiętych jak postronki nerwów Mimi wędrówka Bautisty od wejścia do stolika zdawała się trwać całe wieki. Kilka osób rozpoznało go. Skłaniały lekko głowę na powitanie lub machały ręką. Serce Mimi podskoczyło niespokojnie, gdy zobaczyła, że znana aktorka hollywoodzka zrywa się ze swego miejsca, by zastąpić mu drogę i ucałować na powitanie w oba policzki.

Mimi nie miała mu tego za złe, w końcu to był jego świat. Naturalne środowisko, w którym czuł się jak ryba w wodzie.

Tylko raz miała wrażenie, że jego świat mógłby się stać jej światem. Dwa lata temu podczas imprezy urodzinowej, która zakończyła się w najgorszy z możliwych sposób.

Z głową pełną romantycznych marzeń wyobrażała sobie, że usłyszy od niego gorące wyznanie miłości, choć tak naprawdę nie zaoferowała mu nic poza seksem. Przygodnym i bez zobowiązań. A on nie skorzystał nawet z tej propozycji.

Poszła do jego pokoju z własnej woli, mając nadzieję, że imprezowy nastrój doda jej animuszu. Niestety, jedyne, co osiągnęła, to udowodnienie sobie po raz kolejny, że potknęła się o za wysoki dla siebie próg i wyłożyła jak długa.

– Basa.

– Philipie.

W milczeniu obserwowała przywitanie obu mężczyzn.

– Nie wstawaj, Lissy! – Bautista pochylił się nad siostrą i musnął jej oba policzki na powitanie. Na końcu zwrócił się do Mimi.

Wpatrując się w jego oczy, Mimi miała wrażenie, że w całej restauracji zapadła kompletna cisza, a oczy wszystkich są skierowane właśnie na nich.

To nie fair, że Bautista wyglądał jeszcze lepiej, niż go zapamiętała. Powinna go przecież nienawidzić. Ale jak nienawidzić kogoś, kto wygląda jak z reklamy eliksiru szczęścia?

Na szczęście nie była już zadurzoną w nim nastolatką z głową w chmurach i ta myśl ją uratowała. Nie powinna się czuć jak przed pierwszą randką. Ostatecznie, od dawna nie mieli ze sobą nic wspólnego.

– A niech mnie, jeśli to nie nasza mała Mimi Miller – rzucił żartobliwym tonem.

Mimi poczuła tętnienie krwi w uszach. Aksamitny tembr wypełnił jej umysł słodyczą, którą można było porównać tylko z roztopioną, spływającą niespiesznym strumieniem czekoladą.

Basa pochylił się nad nią i lekka woń wody kolońskiej zaatakowała jej zmysły, wprawiając ją w jeszcze większe oszołomienie. Przywitał się z nią tak samo jak z siostrą, a gdy się wyprostował, jego spojrzenie na kilka chwil zastygło na ustach Mimi.

– Dużo mnie ominęło, siostrzyczko?

Alicia potrząsnęła głową.

– Prawie cały lunch. Miałeś tu być o pierwszej.

Bautista uśmiechnął się szeroko.

– Wysłałem przecież wiadomość, że się spóźnię. Jeszcze raz przepraszam. Na lunch już za późno, ale chyba zdążyłem się załapać na deser.

Popatrzył znacząco na stojący przed Mimi talerzyk z nietkniętą babką rumową.

– Proszę – powiedziała natychmiast i przesunęła talerzyk w jego stronę, choć tak naprawdę miała ochotę nim cisnąć w jego twarz i zmyć z niej ten zbyt pewny siebie uśmiech.

– Dziękuję – odpowiedział, muskając jej dłoń, gdy podała mu widelczyk. – To się nazywa uprzejmość – mruknął, biorąc do ust spory kawałek ciasta.

– Zamówić ci kawę? – spytał Philip i wychylił się w bok, poszukując wzrokiem kelnera.

– Chętnie. Mam ochotę na espresso.

Mimi bacznie obserwowała wszystkie jego ruchy, a każdy wywoływał w niej coś na kształt dreszczu, jakby istniało jakieś połączenie między jego reakcjami a jej ciałem.

– Cztery espresso w takim razie – powiedział Philip do kelnera, który pojawił się przy stoliku.

– Zamów dwa. – Alicia szturchnęła Philipa w bok. – Musimy jeszcze wpaść do twojej ciotki, zapomniałeś? U niej napijemy się kawy.

– Naprawdę? – Philip zamrugał i dopiero po sekundzie go olśniło. – A tak, faktycznie, musimy się zbierać – dodał i zerknął na zegarek.

Basa wzniósł oczy do nieba.

– Brawa za subtelność – mruknął i odwrócił się w stronę Mimi, obrzucając ją przeciągłym spojrzeniem, które dosłownie wyssało powietrze z jej płuc.

– Pewnie powiedzieli ci, że mam cię namówić do sfilmowania ich ślubu i wesela, ale to tylko pretekst. Alicia uważa, że powinniśmy porozmawiać w cztery oczy, by wyjaśnić sobie pewne zawiłości z dawnych czasów.

Co to, to nie!

Mimi praktycznie wykrzyczała te słowa w swojej głowie i właśnie miała otworzyć usta, by powtórzyć je na głos, gdy Basa zaczął dalej mówić.

– Myślę, że ma rację. Ślub to dobra okazja, żeby zamknąć jeden rozdział i otworzyć nowy, ale jeśli Mimi nie ma ochoty… – Spojrzał na nią spochmurniałym nagle spojrzeniem i szybko zwrócił się w stronę siostry, która stała przy stoliku, czekając na Philipa.

– Proszę, Mimi! Oboje jesteście dla mnie ważni i tak czułam, że nie będziesz chciała się zgodzić na film z powodu tych wszystkich starych waśni. Zostańcie tutaj i porozmawiajcie. Zróbcie to dla mnie!

Mimi chciała odmówić. To nie miało sensu. Basa i tak nie przyjmie od niej żadnych wyjaśnień. Nie mogła jednak wydobyć z siebie ani słowa. Po raz pierwszy miała przeciwko sobie zarówno Alicię, jak i Bautistę. Nie umiała stawić oporu im obojgu naraz.

Zmusiła się, by unieść głowę, a na jej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.

– Dobrze, zostanę i porozmawiamy.