Black notice: część 4

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Black notice: część 4
Black notice: część 4
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 10,98  8,78 
Black notice: część 4
Black notice: część 4
Audiobook
Czyta Maciej Szklarz
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lotte Petri

Black notice: część 4

Saga

Black notice: część 4przełożyła Agata Makowiecka tytuł oryginału Black notice: Afsnit 4Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2017, 2019 Lotte Petri i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209518

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Teglholmen, Kopenhaga, Dania

Felix wpatrywał się w zdjęcie domniemanego mordercy przesłane do grupy zajmującej się profilowaniem.

Francuscy technicy pracowali dosłownie przez kilka dób, aby wyczyścić nagranie ze sklepu sportowego w Calais i teraz rozesłali konkretne ujęcia z kamer monitoringu. Podejrzany o morderstwa miał wyraziste rysy, wydatną szczękę i wysokie czoło. A mimo to niespecjalnie się wyróżniał. Może tylko jego oczy wydawały się dość osobliwe. Jedna ze źrenic była tak duża, że nachodziła na tęczówkę. Z tego powodu odnosiło się wrażenie, jakby człowiek wpatrywał się w czarną, bezdenną dziurę, coś jakby w gadzie oko. Felix poczuł, jak robi mu się niedobrze na myśl o tych wszystkich życiach, które zbrodniarz miał na sumieniu, pod warunkiem oczywiście że oko kamery wychwyciło właściwą osobę.

Na zdjęciu z monitoringu mężczyzna całą swoją uwagę skoncentrował na dwóch młodziutkich dziewczynach i to do tego stopnia, że na moment zapomniał o opuszczeniu głowy. I to przeoczenie mogło okazać się decydujące dla śledztwa.

Zdjęcia przesłano również europejskim redakcjom wiadomości, posterunkom na przejściach granicznych oraz na lotniska. Felix obawiał się jednak, że z powodu i tak już sporego ścisku na granicach mężczyźnie może udać się przez nie przecisnąć. Kontrole tożsamości w Skandynawii i polowanie na podejrzewanych o terroryzm bojowników ISIS we Francji i w Belgii wprowadzały do tego systemu ogromny chaos. Wskazywały na to w każdym razie wewnętrzne meldunki. Wszystko to wyglądało dość przygnębiająco.

Felix zagłębił się w lekturze tymczasowego profilu przygotowanego przez norweskiego psychiatrę na podstawie szczegółów akt sprawy. Sprawca zaliczał się do bystrych ludzi, miał pomiędzy trzydzieści pięć a czterdzieści pięć lat. Mimo to zachowywał się niedojrzale i impulsywnie. Wykazywał cechy psychopaty i narcyza, sprawiał wrażenie osoby otwartej, choć w rzeczywistości był samotnym wilkiem. Odludek. Zabiegi przeprowadzone na kobietach i węzeł prosty wykonany z nici chirurgicznych wskazywały na chorą potrzebę przeprowadzania jakiegoś rytuału. Podejrzewano, że morderca musiał doświadczyć traumatycznych przeżyć w dzieciństwie i miał do czynienia z dominującym ojcem i uległą matką. Ponadto wiele wskazywało na jego przygotowanie medyczne. Etniczność: nordycka – napisano w raporcie. Ponadto charakterystyka przywoływała odniesienia do wielu cech wspólnych z osobowością Breivika.

Felix zaczął się zastanawiać, czy Norwegowie przypadkiem nie nabawili się w stosunku do Breivika jakichś kompleksów i czy w związku z tym grupa profilerów nie ryzykowała przeoczenia czegoś istotnego ze względu na zbytnie przywiązanie do tego profilu. Do pewnego stopnia rozumiał ten mechanizm, ale z drugiej strony lata gorzkich doświadczeń nauczyły go, jak niebezpieczne może okazać się podążanie pojedynczym tropem i ograniczanie się do jednej koncepcji.

Poza tym wyglądało na to, że Francuzi dali się zaślepić tą rasistowską koncepcją, i w sumie trudno im się było dziwić po atakach terrorystycznych w Paryżu, które były niezaprzeczalnym faktem na to, że terroryzm przedostał się do samego serca Europy.

Felix westchnął i odłożył raport. Nadal coś mu nie grało z tym profilem psychologicznym.

Felix znajdował się w minimalistycznie urządzonej poczekalni okulistycznej.

Został wezwany do sporych rozmiarów gabinetu przez niskiego, dość oschłego mężczyznę. Na ścianie wisiało obramowane zdjęcie alfabetu z literami w różnych rozmiarach. Stwierdził, że trzy najniższe linie są zupełnie nieczytelne, i przypomniał sobie, że już dawno temu powinien był zaopatrzyć się w okulary.

– Dziękuję, że mogłem się pojawić w tak krótkim terminie.

– W porządku. W czym mogę pomóc?

– Mógłby pan przyjrzeć się oczom tego mężczyzny?

Wyjął zdjęcie podejrzanego. Okulista przyglądał się fotce przez chwilę.

– Hm, to bardzo wyraźne – wymamrotał do siebie. – Myślę, że mamy tu do czynienia z mechaniczną anizokorią… między godziną ósmą a dziesiątą…, jeżeli wyobrazi pan sobie gałkę oczną jako tarczę zegara.

Felix spojrzał pytająco na okulistę.

– To oznacza, że jego źrenice nie są jednakowe… jedna z nich nie jest całkowicie okrągła… Myślę, że musiało dojść do uszkodzenia oka. Gdyby chodziło o wadę wrodzoną, byłyby bardziej zaokrąglone.

– Czy to oznacza, że nie widzi na jedno oko?

– Niekoniecznie. Mógł mieć szczęście.

Felix skinął wolno głową.

– Czy taka informacja musiałaby się pojawić w jego karcie zdrowotnej?

– Tak… tak sądzę.

– Czy to ta sama wada wzroku, którą miał David Bowie?

– Tak, podobno u piosenkarza powstała w wyniku bijatyki… Uszkodzenie oka spowodowało, że źrenica nie mogła się zwęzić i tym samym pozostała rozszerzona. Wielu sądzi, że chodzi o różne kolory tęczówki – genetyczny defekt – ale to wcale nie z tęczówką, tylko ze źrenicą jest problem, podobnie jak i w tym przypadku.

Felix, opuszczając tę ekskluzywną klatkę schodową, odczuwał ulgę na myśl, że trafił przynajmniej na jakiś trop, i uznał, że Kathrine mogłaby dostać zadanie opracowania listy mężczyzn z mechaniczną anizokorią. Mogliby wówczas zacząć przyglądać się ewentualnym tropom – jednemu po drugim.

Postanowił wezwać dodatkowych ludzi, którzy zajęliby się przeszukiwaniem stron internetowych organizacji pomocowych dla uchodźców. Jeżeli ich podejrzany miał przygotowanie medyczne, wyjaśniałoby się jego pojawienie się w Szpitalu Krajowym. Poza tym tego typu przygotowanie merytoryczne umożliwiłoby mu dostęp do nielegalnych obozów dla uchodźców jak Dżungla we Francji czy Ośrodek dla Uchodźców Sandholm w Danii.

Gdyby spojrzeć na mapę, można by ograniczyć ostatnie działania mordercy do aglomeracji Kopenhagi. Jednak Felix uznał, że przestępca mógł stosunkowo łatwo prześlizgnąć się przez granicę do Szwecji, korzystając z połączenia mostowego nad Sundem. Kolejną możliwość stwarzały promy kursujące między Helsingør i Helsingborgiem.

Słabo strzeżony szlak, a tym samym znakomita okazja do ucieczki nadarzała się również przy przeprawie promowej z Kopenhagi do Świnoujścia w Polsce. Sam wybrałby taką opcję, gdyby musiał dyskretnie ulotnić się z Danii, gdyż tamtejsza kontrola była niestaranna, żeby nie powiedzieć nieistniejąca. Dania należała do krajów, w których łatwo się żyło, gdy człowiek miał coś do ukrycia. Pełna zaufania, otwarta postawa dotyczyła wszystkich i wszystkiego i była postrzegana z taką samą oczywistością jak demokracja. To był świadomy wybór społeczny podjęty w czasach pokoju, ale także pewien ideał, na który reszta świata zerkała z zazdrością. Jednak czasy się zmieniły, a seryjny zabójca nadal przebywał na wolności.

Felix poczuł nieprzyjemny dreszcz na myśl, że jeżeli grupa profilerów popełniła błąd, to zapewni on zbrodniarzowi przestrzeń do planowania kolejnych morderstw. I nawet mimo pilnie strzeżonych przejść granicznych będzie mógł spokojnie wypatrywać kolejnej ofiary w Danii. Badania dowodziły, że seryjny przez cały czas udoskonala swoje metody, uczy się na własnych błędach, a przedziały czasowe pomiędzy kolejnymi zabójstwami ulegają skróceniu. Konieczność zabijania przybiera na sile, a ponieważ zwykle chodzi o człowieka kierującego się impulsami, poddaje się tym potrzebom – po to, by choć przez chwilę poczuć ten strumień serotoniny, która zapewniała ukojenie i poczucie spokoju.

Przypuszczalnie wszystkie ofiary miały poczucie bezpieczeństwa, może z wyjątkiem dwóch kobiet z Dżungli. Odnosiło się wrażenie, jakby morderca był wyposażony w dodatkowy radar, taki rodzaj zwierzęcego instynktu, który pozwalał mu wypatrzyć, wyśledzić i złapać ofiarę, aby na końcu zadając jej ból, zabić. Pytanie, jak to możliwe, że mógł również uprawiać seks w ramach swojego morderczego rytuału, pozostawało dla śledczego zagadką.

Musiał posiadać jakąś szczególną zdolność wtapiania się w otoczenie. Taki kameleon, który dostosowywał się do okoliczności.

„Abstrahując od jego wady wzroku, wyglądał zupełnie zwyczajnie” – zauważył w myślach Felix.

– Nie masz ochoty na piwo?

– Sam nie wiem…

– Daj się namówić – kusiła Kathrine. – Będzie też Søren z narkotykowego i AA.

Felix potarł czoło.

– No, niech będzie – westchnął. – Ale tylko jedno.

Na twarzy Kathrine zagościł uśmiech.

W przytulnym irlandzkim pubie, do którego dotarli także Søren i AA, Felix zapomniał zupełnie o rzeczywistości. Uznał, że warto bardziej pielęgnować takie relacje koleżeńskie.

– Masz ochotę na jeszcze jedno? – zapytała Kathrine po pewnym czasie.

– W takim wypadku muszę chyba domówić colę. Samochód…

– Wiesz co, Felixie? – Zza ciężkich oprawek błyszczące szare oczy Kathrine wyglądały jak wypolerowane guziki. – Myślę, że dobrze ci zrobi, jak się trochę znieczulisz.

 

Wyglądała na lekko podchmieloną.

– Ale…

– Ja stawiam. Przecież możesz odebrać samochód jutro. Pamiętaj tylko o parkomacie.

Felix się poddał. Picie w ciągu tygodnia zakrawało na kompletną głupotę. Jednak naprawdę potrzebował znieczulającego wpływu alkoholu, który wypłukałby wszystkie ponure myśli. Potrzebował mentalnej przerwy. Czuł się zupełnie wypalony.

– Okej, wygrałaś – uśmiechnął się.

Zniknęła na moment, a po chwili wróciła, niosąc trzy butelki piwa i jedną coli dla AA. Siedzieli na miękkich, skórzanych sofach, podczas gdy w tle rozbrzmiewały tony tanecznej irlandzkiej muzyki granej na żywo.

Spędzili sporo czasu, gawędząc z Sørenem i AA. Później zrobił się taki hałas, że prawie musieli do siebie krzyczeć.

W pewnym momencie dwóch kolegów dało sygnał do wymarszu.

– Nie masz ochoty zostać jeszcze chwilę? – zapytał Felix.

Kathrine skinęła głową z aprobatą.

– Teraz chyba kolej na mnie…

Gdy się podniósł, poczuł moc alkoholu, ale było mu wszystko jedno. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio tak dobrze się bawił. I po raz pierwszy od dawna zaśmiewał się do łez. Nie miał ochoty na zakończenie tego wieczoru. Właściwie marzył o tym, aby nigdy się nie zakończył. Do jego podświadomości przedzierało się dokuczliwe przeczucie, że znajdował się na równi pochyłej.

Kathrine odebrała od niego piwo i wznieśli toast.

Przez chwilę przysłuchiwali się muzyce.

– Hm, będę musiała się zbierać, zrobiło się dość późno – odezwała się Kathrine i opróżniła szklankę.

– Odprowadzę cię kawałek.

Na zewnątrz baru powiało chłodem, a powietrze wibrowało mu przed oczami. Kathrine skuliła się od powiewu wiatru, który nawiewał zza rogu.

Objął ją ramieniem. Jej bliskość sprawiła mu przyjemność. Zatrzymali się i spojrzeli sobie w oczy. Felix przyciągnął Kathrine blisko do siebie i pochylił się nad nią. Odnalazł jej usta i delikatnie ją pocałował. Poczuł, jak jej jedwabisty język zaczyna oplatać jego własny, a wtedy przycisnął ją z taką gwałtownością, że jego samego to zaskoczyło. Poczuł jej piersi napierające na jego klatkę piersiową, a dyskretny zapach jej perfum przyprawił go o zawroty głowy. Cicho jęknęła. Nie miał pojęcia, jak długo tak stali, całując się. Zarejestrował tylko, że zakręciło mu się w głowie, gdy uwolnił jej usta. Przez chwilę stali jak zamurowani, jakby żadne z nich nie wierzyło w to, co się przed chwilą stało.

– Kathrine… – tylko na tyle się zdobył.

Uśmiechnęła się, poprawiła okulary i spuściła wzrok.

W tej samej chwili Felix dojrzał wolną taksówkę. Wyciągnął w górę ramię i niedługo potem pojazd zaparkował tuż obok.

– Wsiadaj. Jedziemy przecież w różnych kierunkach.

Zawiesiła na nim przez moment wzrok, po czym zniknęła we wnętrzu taksówki.

Felix stał skołowany, nadal czując smak jej ust.

– Posłuchaj… nie wiem, co we mnie wczoraj wstąpiło – tłumaczył się Felix następnego dnia.

Znajdowali się w jego biurze na Teglholmen. Unikał jej wzroku. Czuł się zakłopotany, a pojęcie moralnego kaca nagle nabrało realnego znaczenia.

Na policzkach Kathrine pojawiły się delikatne rumieńce.

– Do tego tańca trzeba dwojga…

– Racja, ale jestem przecież twoim przełożonym… To było naprawdę niemądre z mojej strony. Poza tym jestem przecież dwa razy starszy od ciebie…

– Felixie, nie przesadzaj – odparła z uśmiechem. – Poza tym uwielbiam srebrne lisy.

Zapanowała kłopotliwa cisza.

– Spójrz – wymamrotał Felix, podając jej teczkę. – Będzie trochę roboty. Chciałbym, żebyś przejrzała strony internetowe organizacji pomagających uchodźcom. Gdzieniegdzie natrafisz na zdjęcia personelu. Szukamy kogoś, kto przypomina faceta z nagrań monitoringu ze sklepu sportowego w Calais. Odnoszę wrażenie, że musi być zatrudniony w jednej z takich organizacji, które w naturalny sposób mają dostęp do obozów.

Kathrine skinęła ze zrozumieniem głową.

– Weź Sørena do pomocy. Kent wyraził zgodę na jego przeniesienie z narkotykowego na pewien okres, abyśmy mogli trochę podgonić sprawę.

– Świetnie.

Kathrine przekartkowała papiery.

– Kupa roboty – stwierdziła, napotykając jego wzrok.

– Nie, i tu się mylisz – uśmiechnął się Felix.

– Dobrze – zgodziła się. – Od razu się zabieram do tego wymagającego zadania.

– Dziękuję.

– Kent, mam przeczucie, że w tej sprawie popełniamy jakiś podstawowy błąd – oświadczył Felix, rozmawiając ze swoim szefem przez telefon po pewnym czasie.

– Dlaczego tak uważasz?

Felix usłyszał spory sceptycyzm w jego głosie, jakby przełożony już z góry zamierzał odrzucić wszelkie kreatywne pomysły z jego strony. Skontaktował się z nim, chociaż przeczuwał, że nie wyniknie z tego nic konstruktywnego.

– Sądzę, że morderca przebywa na terenie Danii. Może niepotrzebnie angażujemy tych wszystkich ludzi na europejskich granicach i w obozach dla uchodźców.

– Felixie… Bergthora ma naprawdę duże doświadczenie we współpracy międzynarodowej. Skończyła również wiele kursów organizowanych przez FBI w USA. Wraz ze swoim kolegą, tym psychiatrą sądowym, tworzą zespół na poziomie Rolls-Royce’a, jeżeli chodzi o profilowanie i ściganie seryjnych. My w Danii nie mamy w ogóle takich zasobów.

– Ale ja potrzebuję trochę więcej ludzi do mojego śledztwa. Rozmawiałem z pewnym okulistą, który twierdzi, że podejrzany ma wadę wzroku… to zresztą musi być gdzieś w raporcie.

– Felixie, wiesz, że szanuję twoją pracę… – Ton głosu wyrażał wszystko inne niż szacunek. – Ustaliliśmy już kierunek śledztwa. Konieczna jest współpraca pomiędzy krajami, jeżeli chcemy złapać mordercę. I przecież nie doszło do kolejnych zbrodni od czasu, gdy wzmocniliśmy ochronę w tych newralgicznych punktach. Wszelkie próby zorganizowania skrajnie radykalnych demonstracji zostały definitywnie powstrzymane. Nawet Dżungla stała się wzorcowym obozem. Adrianne jest nam za to ogromnie wdzięczna. Nigdy wcześniej nie mogła nawet marzyć o tak profesjonalnym wsparciu ze względu na zagrożenie terroryzmem we Francji. A tym razem zmobilizowali armię. Nawet najwięksi chuligani w obozie zachowują się teraz jak aniołki. Ci twardziele strzelają, zanim zdążą zadać pytanie, a coś takiego po prostu wprowadza spokój i porządek!

– Sprawdzili, czy któremuś z pracowników Dżungli nie zginęła przepustka?

– Nie sądzę… Właściwie każdy może przypuszczalnie dostać się do obozu, pod warunkiem że się nie boi. Obóz zajmuje trzecie co do wielkości miejsce na świecie pod względem odsetka zabójstw… dość przykry rekord…

– W Ośrodku dla Uchodźców Sandholm skradziono przepustkę…

– Prześlij mi notatkę w tej sprawie…

Felix westchnął w duchu.

Teglholmen, Kopenhaga

– Znalazłam trzy przypadki, które mogą okazać się interesujące – oznajmiła Kathrine kilka dni później.

– Mów.

– Jeden na Jutlandii… i dwa na Zelandii.

– I o co w nich chodzi?

– Ten z Jutlandii dotyczy wypadku podczas pracy w gospodarstwie rolnym. Młody chłopak wpakował się na traktor ojca i gdy maszyna się przewróciła na ogrodzenie, odłamek z płotu wpadł mu do oka. Balansował na granicy życia i śmierci, nabawił się urazu mózgu, ale przeżył.

– Rozmawiałaś z lekarzem?

– Nie, ale skontaktowałam się z jego żoną. Lekarz zmarł wiele lat temu. Pracowała jako sekretarka w gabinecie lekarskim męża i dobrze pamiętała tę sprawę.

– Mówiłaś, że znalazłaś jeszcze dwa inne?

– Tak, jakiś chłopak miał wypadek na motorze. Chłopcy i benzyna to niebezpieczne połączenie – wtrąciła. – Kawałek gałęzi przedostał się do oka i chłopak stracił wzrok. Miał bardzo dużo promili we krwi.

– Hm, to tragiczne, ale taki wypadek z pewnością nie zdarzył się po raz pierwszy – zauważył Felix. – A ostatni przypadek?

– Na izbie przyjęć w Gentofte pojawił się chłopiec z zakrwawionym okiem. Nie chciał powiedzieć, co się stało. Rodzice nie wiedzieli, jak do tego doszło. Rodzina była pod nadzorem poradni psychologiczno-pedagogicznej.

– Rozmawiałaś z lekarzem?

– Tak, brzmiał przez telefon jak staruszek, ale okazał się bardzo bystry. Twierdzi, że z tamtą rodziną coś było nie tak.

– W jakim sensie?

– Uważał, że działo się tam coś niedobrego.

– Ale obyło się bez interwencji?

– Próbowano, ale ani szkoła, ani lekarz nie zdołali udowodnić, że miało tam miejsce coś niedozwolonego. Badania lekarskie nie wskazywały na użycie przemocy, nie doszło też do żadnych innych hospitalizacji poza tą z powodu oka. Chłopak odzyskał całkowicie zdrowie.

– Co lekarz miał na myśli, mówiąc, że dzieje się coś niedobrego?

– Matka cierpiała na poważną depresję.

– Powiedział coś więcej?

– Nie.

– Przyjrzymy się tej ostatniej sprawie – zdecydował Felix. – Chciałbym też zapoznać się z dwiema pozostałymi, jeżeli mogłabyś mi je udostępnić. Poza tym potrzebuję numeru do staruszka…

Kathrine potaknęła.

– Johs Jensen – zabrzmiał piskliwy głos po drugiej stronie słuchawki.

– Nazywam się Felix Jørgensen i dzwonię z kopenhaskiej policji. Czy mogę panu na chwilę przeszkodzić?

– W moim wieku każde przeszkodzenie to wręcz radość.

– Chodzi o Willadsa Lorenzena.

– To ci dopiero zbieg okoliczności. Niedawno rozmawiałem z pewną młodą damą o tej rodzinie.

– Właśnie dlatego dzwonię. Mam kilka uzupełniających pytań.

– Proszę pytać.

– Ten chłopiec… chodzi o Willadsa, uszkodził sobie oko…

– To była przykra sprawa. Z jego rodziną coś było nie tak. Jednak nie potrafiliśmy tego dowieść. Są pewni pacjenci… rodziny, których nie można zapomnieć. Pamiętam wszystko, jak by to było wczoraj. Zwłaszcza syn wydawał się wyjątkowo dziwny. Przez pewien czas rozważałem hospitalizację matki. Cierpiała na silną depresję i była w zaawansowanej ciąży. Powiedziała wtedy coś, czego nigdy nie zapomnę.

– Co takiego?

– Powiedziała… a była wtedy w dość zaawansowanej ciąży… że chciałaby dokonać aborcji. Mówiła, że dziecko kopało ją mocno w brzuch… celowo. W tym stopniu zaawansowania bardzo rzadko podejmuje się decyzję o przerwaniu ciąży… dlatego zaproponowałem jej hospitalizację na otwartym oddziale psychiatrycznym, ale odmówiła, bo nie chciała zostawić syna w domu, chociaż ojciec mógłby się nim zająć. Gdy zapytałem o powód, odmówiła odpowiedzi. Przyszło mi do głowy, że mogła się bać swojego męża… Jakby się obawiała, że ten skrzywdziłby dziecko pod jej nieobecność. Po kilku tygodniach znalazła się w szpitalu z powodu spontanicznej aborcji. Otrzymałem wtedy powiadomienie ze szpitala… I od tego czasu jej nie widziałem. Może sama wywołała tę aborcję… albo jeżeli mąż używał przemocy, mógł się też do tego przyczynić… Kto to wie?

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?